Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Stempel (stmeusz)

  • Offline
  • Registered
  • Ranga: Ekspert
  • Data rejestracji: 11/23/2010
  • Ostatnia wizyta: 06/10/2014
  • Strefa czasowa: GMT +1:00
  • Czas lokalny: 23:55
  • Wiadomości: 85
  • Odsłon profilu: 3481
  • Oklaski: 10
  • Miejsce: Nieznany
  • Płeć: Nieznana
  • Data urodzenia: Nieznana

Podpis

Posty

Posty

emo
Czy najlepsze czy najgorsze mysle ze to kwestia gustu, ja osobiscie lubie rap, najlepiej polski bo taki poprostu doskonale rozumiem, nie musi wpadac w ucho, wystarczy ze ma przekaz prosto z serca, zwlaszcza ten ktory nie jest robiony pod publike, nie dla pieniedzy a z czystej pasji .
Natomiast nie tyle co nie lubie, ale nie trawie jakos muzyki metalowej tej troche "mocniejszej" cos juz wewnatrz mnie wykreca jak ja slysze. To tyle pozdrawiam
Jakiej muzyki słucha ...
Kategoria: Hyde - Park
emo
Wywoływacze duchów

Czym w rzeczywistości jest tzw. wywoływanie duchów?

"Wszystkiego się pan czepia" - usłyszałem na jednej z katechez, w której zapowiedziałem poruszenie tematu tzw. "wywoływania duchów". Mój oponent reprezentował dość powszechne myślenie, iż wywoływanie duchów to tylko zabawa, co więcej zabawa ciekawa, wciągająca, niosąca ze sobą dreszcz emocji; zabawa niewinna i bezpieczna.

Czym naprawdę jest "wywoływanie duchów"?

Każdy wywoływacz duchów - świadomie czy też nie - stawia się ponad Bogiem, a więc wkracza w najgorszy duet grzechów: pychę i głupotę. Otóż musimy sobie uświadomić, iż każdy z nas jest wolny do momentu śmierci. Po śmierci kończy się moja wolność, a następuje odpowiedzialność za wolne wybory dokonane na ziemi. I nie może dusza osoby zmarłej "chodzić" gdzie chce. Ktoś z piekła np. nie może przyjść na ziemie, żeby zobaczyć co słychać u znajomych, zahaczyć o czyściec, niebo i wrócić do piekła. Wyraźnie o tym mówi Jezus w przypowieści o bogaczu i Łazarzu (por. Łk 16,19-31). Natomiast owi wywoływacze sądzą, że na ich "widzi mi się", dusza osoby zmarłej - obojętnie gdzie przebywa - musi się zjawić w pokoiku, gdzie jest półmrok, świeczka, talerzyk itp.

Jednakże, jeśli ktoś brał udział w takim seansie, a takich nie brakuje, wie, że ten talerzyk niekiedy naprawdę się kręci wskazując na odpowiednie litery alfabetu, zapisane wcześniej w okręgu. Padają całe zdania odpowiedzi. I nie musi to być sztuczka wywoływacza. Rodzi się pytanie: Kto obraca talerzykiem? Osoba żyjąca - nie, dusza osoby zmarłej - też nie, gdyż ona nie przychodzi, bo przyjść nie może, a więc kto? Odpowiedź jest jedna: przychodzi "ojciec kłamstwa" (J 8,44), który zawsze nam się poda za duszę Mickiewicza, Hitlera, osoby zmarłej z naszej rodziny, czy kogokolwiek byśmy chcieli. Przychodzi demon, przychodzi zły duch.

Dlatego też, jak słyszałem od osób, które "bawiły się" w tę podobno niewinną zabawę, bardzo często ów duch nie chciał odejść po skończonym seansie. W pomieszczeniu zapanowywał nagle strach, niepokój i przerażenie. Dopiero gdy zebrani przypomnieli sobie o "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario"... udało im się uwolnić z obecności demona. Ale niektórzy z nich, jeszcze przez kilka dni odczuwali brak skupienia, stany lękowe, nocne koszmary. Nie jest to jeszcze opętanie, ale wyraźny wpływ złego ducha na psychikę i duszę osoby, która bezmyślnie się mu poddaje. Tak więc nie chodzi tu tylko o jakąś ciekawą i niewinną zabawę.

Potwierdzeniem tej zasady jest tragedia z Rudy Śląskiej. Z 2 na 3 marca 1999 roku grupa kilku satanistów udawała się do przedwojennego bunkra, aby tam złożyć szatanowi swe ofiary. Tym razem miały być to ofiary z ludzi. Wybrano kilkunastoletnich Kamila i Karinę. Klęcząc na zimnej posadzce na tle satanistycznego pentagramu, zwróceni do siebie plecami otrzymali kilkanaście ran kłutych. Świadkowie zeznawali, iż zamordowani nie wiedzieli na co się decydują (najprawdopodobniej należeli do grupy satanistów). Jak wykazało dochodzenie i wypowiedzi satanistów, ich satanizm w dużej mierze rozpoczął się od fascynacji czarną magią i wywoływania duchów. Tragicznego wieczora miało się też skończyć tylko na takim wywoływaniu, które oni nazywali już po imieniu jako przywoływania złych duchów - demonów.

Podobno ostatnimi słowami wykrzykniętymi przez Karinę było zawołanie; "O Jezu!". Czy tak było naprawdę, czy był to tylko odruch czy też -- przynajmniej półświadome - przywołanie Jezusa, tego już się nigdy nie dowiemy. Jest to tajemnica jej i Pana Boga. Jedno jest pewne: to, co na początku zdawało się tylko ekscytującą zabawą przerodziło się w koszmar i tragedię.

W rocznicę tego mordu zapadł prawomocny wyrok. Sąd Najwyższy w Warszawie podtrzymał wyrok i główny morderca w marcu 2000 roku został skazany na dożywocie. Drugi sprawca otrzymał wyrok 25 lat więzienia.

Zauważmy na marginesie, jak wiele magii, wróżb czy przemocy jest już w bajkach dla najmłodszych i jak często rodzice są bezkrytyczni wobec tego.

Podobnie jeżeli chodzi o pogańsko-satanistyczne "zabawy" - rodem z USA - obchodzone jako Halloween. Przebieranie się za potwory, demony, kościotrupy czy ugodzone siekierą zwłoki ma być wyrazem jakiejś tradycji czy nowego polskiego obyczaju. Co więcej, w sposób bezkrytyczny i powszechny lansuje się to w naszej Ojczyźnie, w której miesiąc listopad poświęcony jest szczególniej modlitwie za zmarłych, a nie ich przywoływaniu.

Wiedząc czym tak naprawdę jest i do czego prowadzi magia Biblia przestrzega przed tego typu praktykami. A jeśli Bóg czegoś zabrania, lub do czegoś zachęca, to zawsze czyni to w trosce o prawdziwe dobro i szczęście człowieka.

"Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by [...] uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni [...]. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój." (Pwt 18:9-14; por. Kpł 19:31; KKK 2110nn).

Andrzej Wronka


"Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłonić przyszłość (por. Pwt 18:10; Jr 29:. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidzenia, posługiwanie się mediami są przejawem chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem połączonym z miłującą bojaźnią które należą się jedynie Bogu."
Katechizm Kościoła Katolickiego 2116
Wywoływacze duchów
Kategoria: Spirytyzm
emo
Wegetarianizm - czy tylko chodzi o jedzenie?

Jeden jest zdania, że można jeść wszystko, drugi, słaby, jada tylko jarzyny. Ten, kto jada (wszystko), niech nie pogardza tym, który nie (wszystko) jada, a ten, który nie jada, niech nie potępia tego, który jada; bo Bóg go łaskawie przygarnął (Rz 14:2-3)

Coraz popularniejsze w naszym kraju staje się pożywienie wegetariańskie w różnych jego formach i postaciach. Skąd przyszła ta fascynacja "zdrowym żywieniem"? Gdzie szukać korzeni - "wielkiej kampanii żywieniowej"?

WIELKA DYSKUSJA na temat relacji człowieka do jedzenia rozpoczęta się z początkiem lat siedemdziesiątych XX wieku. W 1971 r. ukazała się książka Frances Moore Lappe pt. Diet for a Small Planet (Dieta dla małej planety), która data początek "rewolucji żywieniowej na świecie". W niedługim czasie miała ona kilkanaście wydań w Stanach Zjednoczonych, łącznie ponad 2 miliony egzemplarzy nakładu. Wkrótce ukazały się, równie popularne, książki Petera Singera: Animal Liberation (Wyzwolenie Zwierząt) i - we współpracy z Jimem Masonem Animal Factories (Fabryki Zwierząt). Liczne publikacje podjęty temat odżywiania się człowieka, rozpatrując go filozoficznie, ekologicznie, medycznie, ekonomicznie, społecznie, a nawet religijnie. Powstał ruch społeczny, propagujący "zdrową żywność" i "prawdziwie humanistyczny sposób życia", który szybko rozwijał się zwłaszcza w krajach bogatych, gdzie przemysł dostarczał atrakcyjne smakowo artykuły żywnościowe. Czołowym hasłem ruchu stał się wegetarianizm.

WEGETARIANIZM, w potocznym rozumieniu tego słowa, oznacza bezmięsny sposób odżywiania się, pokarmami roślinnymi i nabiałowymi. Etymologia tego słowa sugeruje jednak znaczenie bogatsze skojarzenia. Łacińskie słowo vegetare znaczy rosnąć, kwitnąć, rozwijać się vegetus to zdrowy, silny, vegetator - życiodajny, dawca życia, vegetamen - siła życiodajna, a vegetabilis - roślinny.

Wegetarianizm ma różne formy, w zależności od produktów, których spożywanie jest zakazane. I tak:- weganie - poza mięsem unikają także mleka, jajek, produktów nabiałowych, czyli odrzucają produkty pochodzące z "ciał zwierząt" (ich pożywienie zawiera znacznie mniej węglowodanów niż inne diety wegetariańskie);

- witarianie - jeszcze bardziej radykalni, ograniczają się do pokarmów w stanie surowym (warzywa, owoce), wykluczając wszelkie potrawy gotowane;

- frutarianie - zalecają spożywanie tylko owoców, nasion orzechów (pomijają nawet warzywa);

- laktowegetarianie - wykluczają mięso, jajka, ale popijają mleka i jedzą jego przetwory;

- laktovowegetarianie - spożywają poza warzywami i owocami mleko, jego przetwory oraz jajka.

Związek między wegetariańskim sposobem odżywiania, a szeroką gamą poglądów i koncepcji filozoficznych, które się z nim łączą, ma istotne znaczenie w ostrożnym i rozważnym podejściu da "mody diety bezmięsnej".

Pomimo entuzjastycznych zapewnień a zdrowotnych walorach wegetarianizmu lekarze i dietetycy nie są zgodni w jego ocenie.

Amplituda stanowisk waha się ad zachwytu po zdecydowane ostrzeżenia. Bardziej umiarkowani zalecają, by wystrzegać się skrajności, biorąc z diety to, co jest bezdyskusyjne - żywienie warzywami i owocami, bez rezygnacji jednak z nabiału i ryb. Pojawiają się jednak także słowa ostrej polemiki z wegetarianizmem, jako modnym kłamstwem szkodzącym zdrowiu, bo przecież mięso daje siłę, dostarcza niezbędne organizmowi składniki, przede wszystkim białka, a ponadto jesteśmy tak stworzeni, że powinniśmy próbować wszystkiego po trochu. Lekarze przypominają, że dostarczając organizmowi dużo błonnika usprawniamy prace przewodu pokarmowego.

Dieta uboga w białko spowalnia procesy psychiczne - człowiek staje się potulny, apatyczny, traci inicjatywę.

Intensywna dieta wegetariańska prowadzi do wzrosty podatności na sugestię oraz wpływy innych i powoduje zanik krytycyzmu. Rozwój idei dominacji człowieka nad przyrodą, jak twierdzą "filozofowie wegetarianizmu", jest związany z rozwojem chrześcijaństwa. To z Biblii, z Księgi Rodzaju, chrześcijanin miał się nauczyć tej idei (por. Rdz 1:28).

Po potopie - Bóg dopuścił spożywanie pokarmów mięsnych: Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko (Rdz 9:3).

Chrześcijaństwo zostało oskarżone przez wegetarianów o ukształtowanie w ludziach Zachodu eksploatacyjnego stosunku do środowiska naturalnego, w tym do świata zwierząt.

W konsekwencji odrzucenia chrześcijaństwa wegetarianizm szukał RELIGIJNEGO uzasadnienia w różnych propozycjach Wschodu. Panteizm myśli Wschodu można było łatwo wykorzystać do stworzenia religijnej wykładni dla praktyk wegetariańskich. Moda wśród młodzieży na myśl Wschodu, szybki rozwój sekt o orientalnym rodowodzie, kontestacja cywilizacji łacińskiej oraz odpowiednio kierowane kampanie "ekologiczne", o silnym zabarwieniu politycznym, ułatwiały rozwój wegetarianizmu.

I tak w hinduizmie głoszona jest "boska" koncepcja świata, gdzie cząstką Absolutu są wszystkie żyjące istoty, których liczbę określa się na 8.400.000 gatunków. Dodatkowo wegetarianizm był wsparty nauką o reinkarnacji, w której "koło sansary" - kolejnych wcieleń, biegnie przez różne gatunki oraz odmiany roślin i zwierząt. Dusze zamieszkują czasami ludzkie, a czasami zwierzęce ciała, lecz wszystkie same w sobie są równe. Według badaczy hinduizmu, najsilniejszy impuls wegetarianizm otrzymał z kultu Kriszny, z którego wywodzi się wybitna pozycja "świętej krowy", która przetrwała do dnia dzisiejszego.

Buddyzm początkowo wierny byt zasadzie ahimsy - nieszkodzenia, lecz z czasem, fałszując pisma wedyjskie, porzucił bezwzględny wegetarianizm. Dwa główne nurty buddyzmu - Mahayana i Theravada tolerowały jedzenie mięsa i zarzuciły naukę o prawie zwierząt. Wiele jednak współczesnych sekt i ruchów buddyjskich powraca do pierwotnej ahimsy. Przykładem może być, Cao Dai, sekta wegetariańskich buddystów, licząca prawie dwa miliony wyznawców.

Przyjęcie religijnych idei Wschodu o ochronie zwierząt pozwoliło na uczynienie z wegetarianizmu elementu EKORELIGII.

Wegetariańskie hasła coraz częściej są jedynie "nową szatą" sekt i gnozy, przez nie człowiek jest wprowadzany w nowy system wierzeń. Coraz mniej mówi się o jedzeniu, mięsie i stole, a coraz częściej o rozwoju jaźni, medytacji, holistycznych koncepcjach świata, grupach "prawidłowego myślenia o życiu", wspólnotach "boskiej Gaji". Tak więc wegetarianizm może być czasem jedynie oryginalną etykietką dla zainteresowania młodego człowieka ideami dotąd mu obcymi i dalekimi. A w konsekwencji jego wplątaniem się w gąszcz idei filozoficznych i parareligijnych obcych chrześcijaństwu.

Opr. Ks. Grzegorz Daroszewski
Wegetarianizm - czy ...
emo
Reiki a chrześcijaństwo

Propagatorzy twierdzą, że "Reiki jest Bezwarunkową Miłością Świata. Jeśli jesteś wierzący, wiesz, że świat stworzył Bóg, a więc jest ona Bezwarunkową Miłością Boga" (B.CH., 16) 1. Mówi się tu wyraźnie o Bogu. Jest to więc religia?
Definicja

Propagatorzy twierdzą, że "Reiki jest Bezwarunkową Miłością Świata. Jeśli jesteś wierzący, wiesz, że świat stworzył Bóg, a więc jest ona Bezwarunkową Miłością Boga" (B.CH., 16) 1. Mówi się tu wyraźnie o Bogu. Jest to więc religia? Przeciwstawną definicję podaje Hawayo Takata: "Reiki oznacza uniwersalną energię życiową. Nie jest to religia" (M.G., 31). Ale przecież jednocześnie mówi się, że "Reiki jest nieskończoną, jest nieograniczoną energią płynącą do każdej żywej istoty" (H, 101). Czy można jednak mówić o nieskończoności energii poza kontekstem religijnym? Poza tym w Reiki nieustannie mówi się o błogosławieństwach, wyświęcaniu (M.G., 30), inicjacji, tajemnych świętych symbolach. Wynikałoby z tego, że Reiki jest pewnego rodzaju religią naturalną lub nadreligią a jej adepci posiadają światopogląd zorientowany religijnie. Mimo wszystko jednak stosunek do świętości, której należałoby się podporządkować w sposób radykalny (świętości traktowanej poważnie), w Reiki nie występuje. Pomijam problem, że tak zwana świętość naturalna może się różnić diametralnie od świętości w pojmowaniu chrześcijańskim (por. orgiastyczne kulty "świętości" natury). Reiki nie jest więc religią, ale czymś, co ją jedynie przypomina i zarazem jest jej przeciwstawne. Wracając do określenia Reiki jako "Bezwarunkowej Miłości Świata" warto zauważyć zawartą w nim niekonsekwencję, bowiem żadna prawdziwa miłość nie może być całkowicie bezwarunkowa. Warunkiem miłości jest obustronny wolny wybór, a następnie wierność: kontynuacja tego wyboru. Niewierność udaremnia miłość, prowokuje coś, co nazywamy Bożą karą, Bożym gniewem czy Bożym sądem, które są drugą stroną właściwie pojętej miłości, jej głębi i powagi. Bezwarunkowa miłość Boga w chrześcijaństwie paradoksalnie stawia pewne warunki: jest to miłość Ojca, która pragnie moralnej świętości człowieka. Z kolei w Reiki orientacja egzystencjalna, opcja religijna, postawa moralna: wszystkie te warunki osobowe i subiektywne, wymagające od człowieka nierzadko nakładu maksimum sił dla dochowania im wierności (co jest widoczne również w etyce humanistycznej) są tutaj nieobecne. Nie mogą mieć miejsca ze względu na ukrywający się w tle całościowy światopogląd relatywistycznego panteizmu, który ujawnia się m.in. w jej oderwaniu od "uświęcenia" właściwego dla religii. Antropocentryzm panteistyczny połączony z zasadniczym akcentem na praktykę leczenia (co widać już w prainicjacji samego założyciela, dr. Usui), klasyfikuje Reiki jako system magiczny, a właściwie magiczno-spirytystyczny.
Pochodzenie (historia)

Zwolennicy Reiki twierdzą, że jest ona wieczna, tak jak wieczna jest mądrość. Dopiero jednak w połowie XIX wieku, za sprawą niejakiego dr. Mikao Usui, została owa mądrość ponownie odkryta. Tak twierdzi legenda o systemie Reiki dr. Usui, która była najczęściej przekazywana ustnie. Był on rzekomo duchownym chrześcijańskim, choć nie wiadomo jakiego wyznania. Zainteresowany tajemnicą cudów czynionych przez Jezusa i Buddę, rozpoczął poszukiwania. Nie znalazł odpowiedzi w tekstach chrześcijańskich, więc poszukiwał jej w klasztorach buddyjskich w Japonii. Wreszcie natrafił na księgi pisane w starożytnym języku. Jedna z nich zawierała nieznane i zapomniane słowa, symbole oraz znaki, jakimi rzekomo posługiwał się Budda, a które zostały spisane przez jakiegoś jego ucznia. Były tam też szczegółowe opisy metod leczenia: formuły, znaki i opisy pozycji rąk. Ta wiedza nie dała mu jednak jeszcze mocy uzdrawiania. Szukał więc nadal, ale tym razem w samym sobie. W tym celu podjął trwające 21 dni praktyki medytacyjne oraz post. Położył także na jednej ze świętych gór 21 kamieni. Po jakimś czasie przeżył doświadczenie inicjacji: dostrzegł spływający z nieba świetlisty promień, który go poraził swoją mocą. Spłynęły na niego też świetliste znaki, które jakby odkrył po raz wtóry, wcześniej zobaczył je w świętych księgach. Gdy wyszedł z transu (sic!) i schodził z góry, skaleczył się w duży palec u nogi. Jednak chwycił się za zranione miejsce a ból i krwawienie ustąpiły. Okazało się, że otrzymał moc. Opisana tutaj inicjacja ma wyraźnie charakter okultystyczny. Inicjująca siła jest bowiem po pierwsze nieznana (occultus), a po drugie bezosobowa. Sposobem doświadczenia tej siły jest mediumistyczny trans (gdzie człowiek jest kanałem nieznanej i bezosobowej siły). Trans ten jest przeciwieństwem religijnej ekstazy (gdzie człowiek rozmawia twarzą w twarz z osobowym Bogiem, a nie z bezosobową siłą). Mediumizm polega na tym, iż przechodząc poprzez zamierzoną duchową pasywność do tzw. zmienionego stanu świadomości, człowiek przekazuje kontrolę jakiejś mocy nieznanego pochodzenia, którą - optymistycznie - nazywa się siłą kosmiczną. Bardzo często jednak (a może zwykle) bywa to kontakt ze światem spirytystycznym. Wystarczy porównać przytoczony powyżej opis z inicjacją czy konwersją św. Pawła, który rozpoznał osobę Boga a nawet Jego imię. Pogańska inicjacja powtarzana jest na kursie Reiki jako pewna matryca dla inicjowania następców. Kolejne inicjacje charakteryzuje ta sama bezosobowość, łatwizna i - być może - te same skutki. Inicjacja, wtajemniczenie, mistrz - to terminy typowe dla pogańskich misteriów, których obfitość przejęły także rytuały masońskie. Zasada jest identyczna (bezosobowość), struktura podobna (łatwość, zewnętrzność). Wszystko to jest typowe dla magii, gdzie bezosobowa wszechmoc rytuału jest decydująca, pod warunkiem, że sam rytuał będzie wykonany precyzyjnie i poprawnie, choćby nawet bardzo zewnętrznie.

S. Bugaj pisze o dr. Usui: "Usilnie próbował odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób Jezus i Jego uczniowie czynili cuda. Niestety na takie pytanie nauki teologiczne nie dają odpowiedzi wprost. Po głębokim zastanowieniu dr Usui postanowił sięgnąć do tradycji buddyjskich" (S.B., 10). W jednym z klasztorów buddyjskich znalazł księgę, która zawierała "zapomniane znaki, słowa oraz symbole, którymi posługiwał się Budda" (S.B., 11). Czynienie cudów w Reiki jest więc ściśle związane z domniemanym systemem Buddy, który został zinterpretowany magicznie. Powstaje pytanie, czy owa księga istnieje rzeczywiście, czy można to w jakiś sposób sprawdzić oraz jak się ona ma do nauki Buddy. Same źródła są tu problematyczne i nieznane2.

Szukanie cudów, a zwłaszcza szukanie metody ich czynienia, nie jest chrześcijańskie i może być niebezpieczną pokusą. Cud musi mieć uzasadnienie teologiczne, a nawet konkretny teologiczny sens. Bóg nie mnoży cudów bez potrzeby (zasada teologiczna) i służą one niemal wyłącznie zbawieniu. Uzdrowienie jest tylko potwierdzeniem, skutkiem zbawienia.

W interpretacji Reiki cud ma naturalistyczne tłumaczenie, przestaje być zawieszeniem praw natury, a staje się sztuką (techniką) stosowania ukrytych praw natury. "Cuda" Reiki służą uzdrowieniu, które jest pojmowane jako zbawienie. I już w tym stwierdzeniu widać, iż pojęcie uzdrowienia w Reiki koliduje z chrześcijańskim uzdrowieniem, gdzie nie tylko człowiek nie leczy się sam, ale z pokorą zwraca się do Boga w modlitwie o łaskę zdrowia. To Bóg go leczy. Bóg, który w zasadniczy sposób różni się od swego stworzenia i nieskończenie je przerasta. Twierdzi się, że dr Usui odkrył "klucz do uzdrowień, których dokonywali Budda i Jezus" (M.G., 22). Budda, jak widzimy, jest tu na pierwszym miejscu, co nie jest takie niewłaściwe, gdyż rzeczywiście w tym systemie myślenia tak naprawdę Jezus ma niewiele do powiedzenia. Arbitralne zestawianie Jezusa z Buddą w kontekście Reiki jest straszliwym nieporozumieniem, a mimo to na porządku dziennym u propagatorów Reiki.

Budda i Jezus różnili się radykalnie, tak jak mądrość filozofów greckich różni się od mądrości krzyża, co wykazał o. Józef Bocheński w swojej pracy "Podręcznik mądrości tego świata". Ciekawe, że sam Hans Küng ("Credo") podkreśla zasadnicze różnice między Jezusem a Buddą.

Zresztą wspomnienie twórcy buddyzmu w kontekście Reiki jest również nieuzasadnione. Jak wiadomo, w mistycznej tradycji orientalnej wszystkie spektakularne zjawiska czy nadzwyczajne siły (siddhi) traktowane są jako zagrożenie dla duchowej drogi prowadzącej do ostatecznego wyzwolenia. Tak jest również w chrześcijaństwie. Pamiętamy o kuszeniu samego Jezusa, któremu Szatan proponuje magiczną drogę na skróty, aby w ten sposób, przy pomocy spektakularnych cudów, zrealizować drogę magicznego mesjanizmu. Tymczasem Jezus doskonale wie, że prawdziwą drogą do zbawienia (czyli właściwie pojętego ostatecznego wyzwolenia) jest droga krzyża. Krzyż i wszystko, co się z nim wiąże i kojarzy, jest całkowicie niepojęte w systemie Reiki i nieprzystawalne w żaden sposób do jej założeń. Jezus czyni cuda: głównie uzdrowienia i uwolnienia od opętań. Jedne i drugie czynione są w kontekście zbawienia, którego ukoronowaniem będzie krzyż. Czy w Reiki mówi się o uwalnianiu z opętań? Czy mówi się, że choroba jest związana z grzechem? Nie. Ale już samo niemówienie o tych prawdach z jednoczesną próbą uzdrowień sprawia, iż nie jest to system neutralny.

Niezależność rytuału opartego na tajemniczych znakach wydaje się kuszeniem Boga czyli prowokowaniem Go do działania przy pomocy pewnych znaków, co jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Szukanie "magicznego klucza", aby zawładnąć tym, co boskie (czy nawet samemu być bogiem), jest również typowe dla ezoterycznej kabały i jej manipulacji świętymi imionami przetransponowanymi na liczby. W Reiki stwierdzamy synkretyzm, magiczne stosowanie znaków, które tak naprawdę bardziej niż buddyjskie, są okultystyczne.

Okultyzm Reiki wprawdzie powołuje się na genezę pism buddyjskich (także sutry), jednak jako całość nie posiada ani powagi i głębi teoretycznej wizji buddyjskiej, ani też powagi i głębi praktycznej strony buddyzmu, jego strony etycznej i ascetycznej. Istnieje tylko kilka (pięć) ogólnikowych haseł, przypominających wprawdzie ducha buddyjskiego współczucia, ale na tyle ogólnych, że można w nich zawrzeć tylko nieco altruistycznej empatii. Podobnie asceza, nawet samego dr. Usui, a zwłaszcza jego następców, wydaje się szczątkowa i problematyczna.

Nawet jeśli kiedyś tego rodzaju praktyka związana była z surową i poważną ascezą mnichów, to dzisiaj wystarczy by przypadkowy klient z ulicy uiścił pewną opłatę a dosyć szybko, bez wielkich korekt we własnej postawie otrzymuje okultystyczną inicjację. Jeśli pod tak nędznymi warunkami inicjacja jest efektywna i skuteczna (przede wszystkim w mocne przeżycia, co o niczym nie świadczy), to cała sprawa wydaje się podejrzana.

Okultystyczny synkretyzm Reiki przejawia się w tym, że chętnie współpracuje ona z innymi metodami czy duchowościami. "W celu uzyskania harmonii można łączyć Reiki z dowolną techniką. Osobiście stosowałam Reiki wraz z dźwiękiem, kolorem, minerałami, homeopatią (...), akupresurą (...), technikami doskonalenia umysłu, bioenergoterapią oraz psychotroniką" (Hall, 126). Ortodoksyjny buddyzm byłby w tym względzie bardziej wymagający.

O panteistycznym źródle Reiki przekonuje stwierdzenie, że "Przy udzielaniu Reiki jesteśmy właściwie czymś więcej niż jednym "kanałem", ponieważ my jesteśmy "reiki", my jesteśmy "uniwersalną energią życiową", to "Bóg w nas " działa tak potężnie. To nie nasze ego, tylko "jestem-który-jestem", jaźń Boska w nas, przez które nastąpić może wyleczenie.

Wskutek przeniesienia Reiki pobudzone zostają siły samouzdrawiające, bo każdy człowiek leczy się tylko sam" (M.G., 20). Tu jeszcze mocniej zarysowuje się sprzeczność Reiki z chrześcijaństwem, dla którego określenie "Jestem, który Jestem" to imię Boga, odnoszące się tylko do Niego i nie mające nic wspólnego z żadną "Boską jaźnią" w nas, w którą w chrześcijaństwie się nie wierzy, w przeciwieństwie do antychrześcijańskiej gnozy zwalczanej od wieków przez Ojców Kościoła. W Reiki spotykamy okultystyczne spekulacje o niesłychanej sile naszych myśli: "Wszystkie nasze myśli zbierają się i skupiają w subtelnym ciele ziemi i przenikają jej pole energetyczne" (H, 89). Mamy więc specyficzny język, specyficzne prezałożenia i własne antropologiczne koncepcje. Czy w związku z tym określanie Reiki jako "naturalnego (i neutralnego) systemu uzdrawiania" jest uzasadnione?
Neutralność Reiki?

Aby stwierdzić neutralność światopoglądową Reiki należałoby:

1. udowodnić naukowo działanie Reiki

2. udowodnić, że owo działanie jest niezależne od religijnych (inicjacyjnych) założeń systemu.

Tymczasem, nie można udowodnić naukowo działania Reiki, gdyż Reiki nie posługuje się ani naukowymi, ani spekulatywnymi, racjonalnymi dowodami, które można by zweryfikować. Reiki jest albo zbiorem nie udowodnionych założeń (w najlepszym razie pół-magią, pół-nauką), albo wiarą (bardziej bliską - jak powiedzieliśmy na początku - magii niż religii).

Autorytet rozumu w Reiki jest mało ważny. "Kiedy ludzie nie przestawali w nieskończoność zadawać pytań z intelektualnego punktu widzenia odnośnie Reiki, Hawayo Takata, jedna z wielkich mistrzów Reiki z rodu Usui, kończyła dyskusję słowami: 'Po prostu stosujcie Reiki! Stosujcie Reiki! Stosujcie Reiki!' Wiedziała, że doświadczenie przepływu uniwersalnej energii życiowej ostatecznie doprowadzi ludzi do ucieleśnionego zrozumienia mocy tej starożytnej praktyki leczniczej" (B.CH., 39). Mamy więc praktycyzm, który doprowadzać ma do jakiejś poznawczej oczywistości.

Co jednak możemy poznać czy stwierdzić? W świetle czego mamy zweryfikować owoce Reiki? "Przy niemal całkowitym braku danych dowodzących jej skuteczności, stworzeniu szerszego kontekstu, dzięki któremu umysł będzie mógł pojąć koncepcję Reiki, dopomóc może teoria i filozofia. Jednak najlepszym sposobem doświadczenia, że Reiki działa, jest doświadczenie jej na sobie" (B.CH., 26).

Co może jednak potwierdzić działanie na sobie, jeśli brak jest danych co do skuteczności i jeśli teorie nie dadzą się zweryfikować racjonalnie? "Efektywność Reiki oczywiście nie zależy od uznania jej przez jakąkolwiek naukę. Czymże stałby się nasz wszechświat, gdyby jego egzystencja uzależniona była od stale zmieniających się opinii naukowych?" (B.S., 106). Pozostaje więc wiara lub upieranie się przy apriorycznych założeniach.

Niekiedy propagatorzy Reiki odwołują się do subiektywnych wrażeń uczestników terapii. Te mogą być różne: jedni doznają euforii, a nawet uzdrowienia, inni niczego nie doświadczają, a jeszcze inni doświadczają bardzo złych rzeczy, co zresztą zwykle się przemilcza. A "jednak bez względu na natychmiastowe wrażenie, Reiki zawsze działa na odbiorcę, nawet jeśli jej efekty nie są natychmiast zauważalne" (B.CH., 26).

Z drugiej strony w różnych pracach spotyka się rozdział pod tytułem "Co robić, gdy terapia nie daje rezultatów?" Wtedy pada najczęściej wyjaśnienie, które zawsze stara się obronić wszechmoc i wszechwiedzę Reiki. Jest to obrona apriorycznej teorii Reiki przed negatywnymi faktami stosowania tejże. "Jedną z najczęstszych przyczyn, dlaczego Reiki pozornie "zawodzi" jest to, że pewnie znowu oczekiwałeś określonych efektów, a uniwersalna prawidłowość, jaką kieruje się Reiki, ma zupełnie inny cel. Twoje oczekiwanie nie zostało wprawdzie spełnione, ale w pacjencie mogło się dokonać wiele zmian, co niekoniecznie musi się tak wyraźnie manifestować. Nie każdy potrafi otwarcie mówić o swoim życiu duchowym, a przecież nieraz właśnie w tym zakresie zaczynają się ważne przemiany. Często sam odbiorca nie ma jasnego wyobrażenia, co się w nim dokonało, i nieraz skutki terapii można ocenić dopiero po wielu tygodniach czy nawet miesiącach" (B.S., 122).

To wyciszanie efektów negatywnych, połączone ze ślepą wiarą w sukces terapii (dlatego właśnie były wyciszane) na bazie pewnych niesprawdzalnych aksjomatów teoretycznych, widać było również u A. Kaszpirowskiego.

Podstawą teoretyczną systemu Kaszpirowskiego była teoria homeostazy czy też samoregulacji, obecna także w systemie Reiki. Przeprowadzono obiektywne badania nad oddziaływaniem Kaszpirowskiego oraz jego optymistycznej teorii. Badania przeprowadzone w Rosji wykazały, że po seansach telewizyjnych Kaszpirowskiego czterokrotnie wzrasta śmiertelność, nie mówiąc już o licznych zaburzeniach psychofizycznych i psychicznych, co można było stwierdzić statystycznie na podstawie interwencji medycznych. Po tych badaniach program zdjęto z telewizji rosyjskiej i wtedy właśnie pojawił się w Polsce i Bułgarii, a wideokasety nadal były rozpowszechniane przez niepoprawnych optymistów, których nie interesowały obiektywne dane. Okrzyczany uzdrowiciel okazał się Żniwiarzem Śmierci i dopiero wtedy przypomniano sobie, że jest on człowiekiem nie ochrzczonym i że nie doświadczył chrześcijańskiej inicjacji.

Tak więc, reasumując, Reiki cierpi na brak obiektywnych dowodów. Jest to jakby zespół mitów lub zespół ogólników bez pokrycia. Cechuje go brak ostrości, precyzji, liczne sprzeczności, irracjonalizm i synkretyzm, co widać szczególnie w antropologii sugerowanej w Reiki.

Reiki nie jest neutralna nie tylko dlatego, że nie ma podstaw naukowych, ale także dlatego, że nie działa poza kontekstem inicjacji o charakterze okultystycznym. Propagatorzy Reiki twierdzą jednak, że "do praktykowania Reiki nie jest wymagana żadna specjalna wiara. Z powodzeniem mogą ją stosować ludzie o rozmaitych orientacjach religijnych i filozoficznych" (Hall, 14). Twierdzą także, że "Reiki jest bezwyznaniowa i nie koliduje z żadnymi praktykami religijnymi czy medytacyjnymi ani z żadnym uświęceniem; wzbogaca jednak i wzmaga uniwersalność" (M.G., 20).

Tymczasem: Reiki jest "wiarą", a właściwie okultystycznym wierzeniem. Uzdrawianie przez dotyk stanowi realizację doktryny, a sam gest dotykania bazuje na korzystaniu z sił nieznanego pochodzenia (okultyzm), otwarcie na które dokonuje się poprzez inicjację. Dotyk (nałożenie rąk) ma w wielu tradycjach (np. w satanizmie pokoleniowym) sens inicjacyjny.
Sens choroby

Według Reiki: "Choroba to skutek nierównowagi. Przyczyny choroby można się zazwyczaj doszukać na poziomach: emocjonalnym, psychicznym i duchowym" (Hall, s. 17).

Taka definicja byłaby do przyjęcia, gdyby nie brak w systemie Reiki pojęcia grzechu. "Nierównowaga" w Reiki dotyczy tylko i wyłącznie energii, braku "równowagi energetycznej". Tymczasem właściwa "nierównowaga" to przede wszystkim grzech i najczęściej dopiero on powoduje ewentualnie "energetyczną nierównowagę". Z chrześcijańskiego punktu widzenia choroba ma zawsze (bezpośrednie lub pośrednie) odniesienie do tajemnicy zła i grzechu. Nie można więc tej rzeczywistości nie brać pod uwagę, gdyż w przeciwnym razie w samym punkcie wyjścia otrzymamy istotną deformację.

Nie można zaczynać od skutków czy też od tego, co jest w antropologii chrześcijańskiej jedynie jakimś uwarstwieniem zewnętrznym, drugorzędnym, nie najgłębszym. Dusza duchowa i etyczna relacja do Boga jest znacznie ważniejsza niż wszystko, co dzieje się w ciele. Taka jest antropologia chrześcijańska, w której czynnik duchowy jest pierwszorzędny i posiada dwie niezbywalne cechy:

1. Dusza jest duchowa, a nie energetyczna (czyli materialna), a więc nie można nią manipulować i wszelkie techniki nie mają tutaj żadnego sensu. Reikowcy zaś nie uwzględniają tych rozróżnień i twierdzą, że "nasze ciała są płynnymi układami energetycznymi, które bezustannie zmieniają się i odnawiają" (B.CH., 59). Czynnik duchowy w człowieku ma charakter obrazu Bożego, ale nie jest sam w sobie Boski, lecz jest jedynie "miejscem" zamieszkania Boga, który przychodzi dobrowolnie do duszy szukającej uświęcenia.

2. Duszę - jej zbawienie i stąd płynące jej zdrowie - określa się w relacji osobowej wobec Boga Stwórcy, który jest Osobowy i Transcendentny, czyli przekraczający świat natury, który stworzył, w tym świat jakichkolwiek energii. Występująca w Reiki antropologia okultystyczna, gdzie ciągle mówi się o bliżej nie określonej równowadze "emocji, psychiki i ducha" (por. Hall, 17), lub też równowadze "ciała, umysłu i ducha", lub też - już łagodniej - o "regeneracji naszej sfery fizycznej, psychicznej i duchowej" (por. S.B., 14) - to wszystko pięknie brzmiące ogólniki, które w takim warstwowym ujęciu niewiele mają wspólnego z wizją chrześcijańską. Nie o taką harmonię chodzi i nie należy rozpoczynać od mechanistycznego i zewnętrznego ujednolicania sztucznie rozróżnionych sfer w człowieku.

W tym trójstopniowym podziale mamy ślad okultystycznego "systemu potrójnego świata" ("systemu trójdzielnego"), gdzie pomiędzy światem fizycznym i duchowym istnieje świat pośredni (materialno-duchowy), którym można manipulować wpływając na niego poprzez pewne techniki. Tymczasem antropologia chrześcijańska uczy, iż człowiek składa się z dwóch zasad bytowych (a nie trzech), materii i formy, ciała fizycznego i duszy duchowej (Sobór w Vienne, 1311-1312 r.).

Wizja choroby - jak i zdrowia - w Reiki jest wizją naturalistyczną, gdzie to nie zbawienie od grzechu prowadzi do zdrowia, ale zdrowie - pojęte jako harmonia różnych, bliżej nieokreślonych warstw - jest zbawieniem. Leczenie ciała, choćby psychofizycznego, bez odniesienia do duszy, której "zdrowie" (zbawienie) mierzy się jakby relacją wobec osobowego Boga (a więc także stosunkiem do grzechu) - może być bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza leczenie, które jest przede wszystkim jakąś "metodą leczenia". Ani zdrowie, ani tym bardziej usunięcie tylko samego bólu (czyli objawu) nie może być absolutnym celem działania3. Trzeba pytać Boga o sens własnego bólu, cierpienia czy samej choroby. Choroba jest znakiem, który należy odczytać w relacji do osobowego Boga. Uleczenie jedynie ciała może być większym złem niż sama choroba. Tym, który leczy, jest jedynie Bóg osobowy, który nie zawsze pragnie dla nas zdrowia, a przynajmniej nie od razu. To do Niego należy decyzja. Z tego punktu widzenia szukanie metody uzdrawiania jest formą kuszenia Pana Boga, czyli jakąś metodą przymuszania Go do działania.

Teologiczna wizja zdrowia i choroby jest związana z grzechem oraz ze zbawczą interwencją Boga osobowego, którego nie można do niczego przymuszać. Stąd też powoływanie się przez s. Mariuszę Bugaj na tradycję biblijną oraz na uzdrowienia Jezusa, nie ma absolutnie żadnego uzasadnienia. Porównanie jest całkowicie błędne, a nawet bluźniercze. Zwłaszcza że w Reiki ciągle mówi się o samoleczeniu (samo-Reiki), które - w kontekście założeń światopoglądu Reiki - jest także formą samozbawienia. Szczególnie, że mówi się cały czas o tym, "w jaki sposób Jezus i Jego uczniowie czynili cuda" i o tym, że "Niestety, na takie pytanie nauki teologiczne nie dają odpowiedzi wprost" (S.B., 10). Oczywiście zbytecznym jest dowodzić w tym miejscu, że chrześcijańskie nauki teologiczne nie mogą dawać odpowiedzi na pytanie dotyczące "metody uzdrawiania", bo źle jest ono postawione (metoda ta jest nieważna z punktu widzenia chrześcijaństwa, bo nie ona jest jego istotą).

Chrześcijańska "inicjacja" to przede wszystkim odpuszczenie grzechów i odnowienie relacji z Bogiem, to nawrócenie. Tylko wtedy możliwa jest "terapia" ciała. Stąd pytanie o metodę uzdrawiania nie ma żadnego sensu. W Reiki występuje coś odwrotnego: to terapia staje się inicjacją. Dlatego tak ważna jest metodyka i jej zachłanne poszukiwanie. Inicjacja natomiast ma zawsze jakieś odniesienie do tak czy inaczej pojętego zbawienia. Ma znaczenie soteriologiczne. Czy można mówić o Reiki jako o antyinicjacji w sensie chrześcijańskim?
Inicjacja

Wprowadzeniem do opisu inicjacji Reiki niech będą rozważania o antropologii i mediumizmie.

Reiki często posługuje się pojęciem "czakra". Słowo to pochodzi z sanskrytu i oznacza koło. Czakry to centra energetyczne w subtelnym ciele człowieka. Większość szkół filozoficznych i ezoterycznych rozróżnia 7 czakr głównych i 4 poboczne. Jak widzimy, mamy do czynienia z antropologią okultystyczną lub ezoteryczną, która jest filarem systemu Reiki, zasymilowanym prawdopodobnie później na zasadzie synkretystycznego aliansu. Bardzo często chodzi o "wyrównywanie czakr energią Reiki" (B.S., 82), lub też "harmonizowanie czakr metodą Reiki" (M.G., 114). Czasem używa się też do pomocy pewnych kaset służących "samouzdrawianiu i miłości samego siebie z pozytywnymi afirmacjami" (M.G., 115).

Czytamy: "Czakra czoła, zwana też czakrą Trzeciego Oka, leży pośrodku czoła nieco powyżej brwi. Tu znajduje się centrum pozazmysłowego postrzegania, jak jasnowidzenie, jasnosłyszenie i telepatia" (B.S., 86). W tym opisie mamy wyraźne wskazanie na zdolności paranormalne, które aktywizują się przy tzw. otwarciu czakramów. Jak stwierdza J. Verlinde, "otwarcie określonego czakramu sprawia, że stajemy się medium odpowiadającym danemu poziomowi energii"4.

Otwarcie czakramów jest "równoznaczne z posiadaniem wielu władz okultystycznych"5. Na Wschodzie ostrzega się przed używaniem tego rodzaju władz. Dlaczego? Otóż "nasza pycha szybko wzrasta i zatrzymujemy się wówczas w rozwoju duchowym. Dla mistrzów duchowych używanie tych władz jest wielką pułapką i zdradą prawdziwej drogi duchowej"6.

Dla chrześcijańskiego życia duchowego praktyki te są również niebezpieczne. Bóg zakazuje wchodzenia w uprzedmiotawiające praktyki pseudomistyczne, które poniżają godność człowieka, a także, będąc niebezpieczne z samej swej natury, mogą doprowadzić do jego zniszczenia.

Osobowy Bóg kontaktuje się z człowiekiem na zasadzie swojej nieprzewidywalnej woli i wyboru, zwykle pod pewnymi warunkami i w pewnym celu. Traktuje On człowieka poważnie i rozmawia z nim twarzą w twarz. Wszelki mediumizm (bycie medium) jest przeciwieństwem chrześcijańskiej ekstazy, która ze swej natury jest zjawiskiem rzadkim. W przeciwieństwie do niej mediumizm jest stosunkowo często spotykany - wystarczy tylko nieroztropny brak czujności, by się z nim zetknąć. Jako sprzeczny z tradycją chrześcijańską, mediumizm jest zakazany (KKK 2116).

Na końcu jednej z książek dotyczących Reiki podaje się gotowy zestaw pozycji dłoni. Mamy jednak uporczywie powtarzane tajemnicze wyrażenie: "Jest to gotowy zestaw pozycji, są one jednak dowolne. Aby pokazane tu pozycje Reiki były skuteczne, należy najpierw przejść inicjację Reiki" (B.CH., 131.141). Cóż takiego jest w tej tajemniczej inicjacji, że banalne, "dowolne" pozycje rąk mają dokonywać takich niesamowitych cudów! Moc inicjacji potwierdzają także inne prace.

"Aby otrzymać Reiki nie potrzeba mieć żadnych wiadomości wstępnych" (M.G., 36). Ten brak przygotowania ze strony potencjalnych adeptów i łatwość, z jaką mogą otrzymać inicjację, nie tylko nie wydają się im zwykle podejrzane, ale często jeszcze bardziej podsycają w nich mit o niesamowitej i jakby natychmiastowej skuteczności inicjacji Reiki. "Inicjacja przeprowadzona przez tradycyjnie wyszkolonego mistrza Reiki jest kluczem, który otwiera przed nami łatwy i stały dostęp do uniwersalnej energii życiowej" (B.CH., 52). Oto przykład "magicznego klucza" otwierającego drogę ku boskości, o którym marzyli zarówno kabaliści, jak i poszukiwacze świętego Graala.

Istnieją w Reiki cztery stopnie inicjacji. Czasem mówi się o dwóch stopniach oraz następującym po nich wyszkoleniu i wtajemniczeniu przez mistrza Reiki, w których program ćwiczeń może być zindywidualizowany (M.G., 36-39). W każdym razie 3. i 4. stopień inicjacji dotyczy mistrza Reiki. Tajemna inicjacja, bycie Mistrzem czy też Wielkim Mistrzem na stałe, w znaczeniu okultystycznym nie mają nic wspólnego z chrześcijaństwem, a nawet są zupełnie obce duchowi chrześcijańskiemu7. Co naprawdę dzieje się w czasie inicjacji? Jak ona działa? "Otrzymaliśmy od Phyllis Lei Furumoto błogosławieństwo i upoważnienie, ażeby przeprowadzać to szkolenie i związane z tym wtajemniczanie na mistrzów" (M.G., 39).

Czy działa tu błogosławieństwo i upoważnienie? Czy też umiejętność polegająca na znajomości magicznych znaków w połączeniu z praktyką? Okultystyczny charakter inicjacji ginie w mroku domysłów, braku precyzji i niekoherencji. Przy nieudolnych próbach wyjaśnienia mechanizmu inicjacji zwykle niewiele się wyjaśnia, ale w zamian za to podkreśla się pozytywne przeżycia i pozytywne skutki. Unika się natomiast mówienia o ewentualnym niebezpieczeństwie tak rozumianej inicjacji. Reiki w tych egzaltowanych opisach to "miłość w działaniu", "prostota", "odczuwanie Boga w samym sobie", "niezmierna sił"", "Bóg w przepływie", "miłość płynąca od Boga", "najczystsza energia w najprostszej formie", "zachwyt wewnętrzny", "ulga", "super!", "moc niebiańska" itp. (M.G., 198). Mamy tu przykład "teologii emocjonalnej".

Jednak mimo podkreślania prostoty i pozytywnych doświadczeń przeżycia inicjacji, nie dają się często ukryć opisy dziwne i niepokojące. "Przy pierwszym wtajemniczeniu iskra przeskoczyła z Horsta [autor książki] na moje dłonie", lub też inna uwaga: "Było to czwarte wtajemniczenie. Całe ciało moje przenikało dające się wyczuć dygotanie" (M.G., 194).

Istnieją jednak próby wyjaśnienia tej skądinąd niewyjaśnialnej (a jedynie przeżywanej) inicjacji: "W czasie kursu Reiki 4 kolejne inicjacje podnoszą pole energetyczne uczniów do wyższego poziomu wibracji, w pełni uaktywniających możliwości uzdrawiania" (B.CH., 52-53). Ale czytamy również o innym warunku, który wygląda bardziej na rytualny (religijny) niż energetyczny (naturalny): "Mistrz Reiki poświęca każdemu z uczniów krótką chwilę, w czasie której przeprowadza świętą ceremonię opartą na dokładnym wzorze odkrytym przez dr. Usui w starożytnych tekstach sanskryckich" (B.CH., 53).

Nawet jeśli mówi się tu o "świętej ceremonii", jest to specyficzne pojęcie "świętości". Świętość w Reiki sprowadza się jedynie do używania od czasu do czasu określenia "świętość", które w tym magicznym systemie nie wiadomo co znaczy, a nawet gdyby coś znaczyło, nie miałoby w nim miejsca, gdyż magia pochłania każdą świętość.

Stąd też nie ma sensu używanie na początku magicznych seansów Reiki krótkich religijnych modlitw, zwłaszcza modlitw chrześcijańskich, gdyż może to być profanacją. Modlitwa początkowa oraz pobożna intencja nie jest w stanie zniwelować i rozgrzeszyć magicznej struktury działania.

Chodzi więc tu bardziej o rytuał magiczno-spirytystyczny, otwierający na pomoc (także energetyczną) demonów, w celu realizacji planu antychrześcijańskich Mocy. Jest to sytuacja analogiczna, jak w przypadku TM (Medytacji Transcendentalnej), gdzie źródłem siły i warunkiem wszelkich nadzwyczajnych późniejszych oddziaływań jest wstępny akt idolatrii oraz zaproszenie duchów do pomocy. J. Verlinde słusznie powołuje się na pewne doświadczenia, z których wynika, iż nie można praktykować skutecznie tzw. magnetyzmu bez kontaktowania się z duchami8.

Energetyczna interpretacja rytuału inicjacji (ukrywająca jej okultystyczno-spirytystyczny charakter) brzmi następująco: "Rytuał ten dostraja, równoważy i porządkuje system energetyczny ucznia, dając mu moc do stania się nośnikiem, przez który płynie uniwersalna energia życiowa" (B.CH., 53). Inicjacja ta jest więc dostrajaniem pól energetycznych, aby odbierać częstotliwość Reiki - jakby na sposób dostrajania radia do konkretnej stacji (por. B.CH., 53). Widzimy, że chodzi tutaj o rodzaj mediumizmu, pasywnego nastawienia poprzedzonego pasywnym otwarciem na nieznane siły. "Inicjacje dają uczniowi moc przewodzenia siły życiowej" (B.CH., 54). Siła życiowa jest bezosobowa, a mediumistyczne przewodzenie - mechaniczne. Dostrajanie się, by odbierać - jest to język mediumizmu, język bezosobowy, technokratyczny.

Niektóre osoby praktykujące Reiki porównują swoje ręce do elektrod. Szczyt technokratycznego (magicznego) myślenia wyraża i zarazem demaskuje naiwne określenie niejakiej B. Brennan, równie naiwnie cytowane na potwierdzenie teorii: "Może pewnego dnia zdobędziemy umiejętność budowania maszyny, która będzie umiała podłączyć się pod pole uniwersalnej energii, i dzięki której będziemy mieć tyle energii, ile potrzebujemy, bez ryzyka wyrządzenia sobie krzywdy" (B.CH., 60). I dalej komentarz: "Ta umiejętność to Reiki. Ów dzień to właśnie dzisiaj" (B.CH., 60). A więc mamy maszynę do uzdrawiania pobudzaną przez mechaniczną mądrość energii. Trzeba się tylko podłączyć. Cóż to za banał z chrześcijańskiego punktu widzenia!

Następny punkt to obrażanie rozumu, które jednak pozostaje w zgodzie z orientalnym irracjonalizmem, który niewiele ceni poznanie racjonalne dane od Boga i znamionujące godność człowieka, a także to, co odróżnia go od świata zwierzęcego czy roślinnego. Inicjacja Reiki jest doświadczeniem, którego "intelekt nie jest w stanie w pełni wyjaśnić" (B.CH., 53). "Pewien lekarz w końcu stwierdził: "Nie ma potrzeby wiedzieć. Nie wiemy, jak działają niektóre lekarstwa, a jednak regularnie je przepisujemy z powodu rezultatów, jakie przynoszą". To samo można powiedzieć o Reiki" (B.CH., 53-54). Trzeba powiedzieć, że jest to zły przykład, gdyż lekarstwa, aby mogły być stosowane, muszą spełniać pewne warunki prawdopodobieństwa, zarówno szkodliwości, jak i skuteczności, które powinny być w miarę ściśle określone. O Reiki nie wiemy nic, a nawet nie możemy nic wiedzieć, gdyż założenia tego systemu nie są empiryczne. Zakładamy tylko mądrość energii, co jest zaledwie założeniem, którego indukcyjna praktyka empiryczna w żaden sposób nie potwierdza. Podaje się jedynie pojedyncze przykłady, które mówią o przeżyciach pozytywnych, wycisza się zwykle negatywne.

Czasami jednak inicjacji towarzyszą przeżycia intensywne i dramatyczne. "Wielu ludzi dostrzega żywe barwy i wizje; inni zaś widzą bóstwa lub twarze bliskich osób" (B.CH., 55). Przemilcza się tu całkowicie negatywne doświadczenia tak rozumianej inicjacji (takie jak nawiedzenia demoniczne), które zresztą mogą przyjść nieco później. Osoby poszkodowane odczuwają obecność złych mocy, słyszą głosy, widzą twarze, czują dotyki na swoim ciele.

P. Horan napisała doktorat o swym pobycie u "magicznego chirurga" w Meksyku, u którego zgłębiała wiedzę tajemną. Potem pogłębiała swą wiedzę u wielu brazylijskich uzdrowicieli duchowych. W końcu doszła do Reiki. Za swe zadanie życiowe "uważa sensowne wtajemniczanie w siłę Reiki możliwie dużej ilości ludzi i takie nauczanie ich stosowania tej siły, by ludzkie ciało mogło się otworzyć na subtelne wibracje i na transcendentującą w nich świadomość" (sic!) (H, Wstęp na okładce). To, czego pragnie P. Horan, może być lucyferyczną inicjacją, przed którą także na całym świecie ostrzega matka Basilea Schlink. Osobiście nazywam ją antyinicjacją, gdyż Szatan (Antychryst) jakby imituje niektóre elementy formalne po to, by nasycić je własną, duchową treścią fałszywego, lucyferycznego światła, w sprzężeniu z bełkotem pseudonaukowym czy pseudotechnologicznym, co w dzisiejszych czasach może zwieść wielu. Tego rodzaju wizję spotykamy w proroczym tekście najwybitniejszego filozofa rosyjskiego, W. Sołowiowa, którego słynna praca "Trzy rozmowy o Antychryście" skłoniła także wielu teologów do dyskusji na powyższy temat, szczególnie w naszych czasach. U Sołowiowa Antychryst "łączy w sobie zdolność operowania najnowszymi wnioskami i technicznymi zastosowaniami zachodniej nauki ze znajomością i umiejętnością posługiwania się tym wszystkim, co jest rzeczywiście godne uwagi i znaczące w tradycyjnej mistyce Wschodu. Rezultaty takiego połączenia są zadziwiające. Apoloniusz [Antychryst] dochodzi m.in. do półnaukowej, półmagicznej sztuki przyciągania i kierowania według swojej woli elektryczności atmosferycznej i wśród ludzi mówi się, że sprowadza on ogień z nieba (por. Ap 13, 13)." 9

O lucyferycznej inicjacji pozytywnie i bez ogródek mówią zwolennicy New Age, jak np. D. Spangler. "Chrystus to ta sama nazwa co Lucyfer (...) Ten Wielki Inicjujący, (...) Lucyfer działa w każdym z nas, by doprowadzić nas do pełni; gdy oto wkraczamy w nowy wiek, (...) każdy w jakiś sposób dochodzi w końcu do punktu, który zwę lucyferyczną inicjacją (...) Wielu staje wobec niej dziś i stanie w przyszłości; to jest właśnie wprowadzenie w Nowy Wiek"10. O lucyferycznej inicjacji bardzo dużo i przekonywująco mówił również R. Steiner, dla którego wszystkie inicjacje przedchrześcijańskie były inspirowane przez Lucyfera. Zdaniem Steinera, inicjacja lucyferyczna prowadzi do "roztopienia człowieka" w Bogu, to jest do pochłonięcia go przez Węża-Lucyfera. Dążenie takie charakteryzuje większość religii azjatyckich. Przejawia się w nim jednostronnie spirytualistyczne pragnienie ucieczki od ziemi, charakterystyczne dla Lucyfera.

Możliwe i realne ingerencje demoniczne określa się w ideologii Reiki niekiedy w spirytystycznym czy teozoficznym żargonie jako nawiedzenie przez duchy elementarne. Wyznawca Reiki pisze: "Obok ukrytych uczuć, także negatywne myśli mogą spiętrzyć energię. Negatywne myśli usamodzielniają się i zaczynają żyć własnym życiem, gdy wezmą człowieka we władanie. Jak rzepy czepiają się ciała całymi gromadami. Teozofia określa te usamodzielniające się myśli "duchami elementarnymi"" (H, 89). I zapewnia nas: "Możliwe, że nagle zaczniecie dostrzegać nawet "duchy elementarne" i będziecie się obawiać, że "zbzikowaliście", gdyż nie potraficie sobie wytłumaczyć takich zjawisk przy pomocy dostępnego w naszej kulturze obrazu świata (H., 90).

W. Sołowiow, w dziele "Trzy rozmowy o Antychryście" daje przykład lucyferycznej inicjacji czy też antyinicjacji. U Sołowiowa inicjowany Antychryst słyszy głos w kontekście sytuacji, która jest jakby odwróconym aktem chrztu Chrystusa w Jordanie. Wcześniej jednak doświadcza on jakby energetycznego wstrząsu, zostaje "jakby rażony prądem elektrycznym".

Promieniująca fosforycznym zamglonym światłem postać, której dwoje oczu nieznośnym ostrym blaskiem przenika jego duszę, przemawia do niego dziwnym i bezdusznym głosem: "Synu mój umiłowany, w tobie całe moje upodobanie. Czemuś nie wybrał mnie? Dlaczego czciłeś tamtego, nędznego i jego ojca? Jam bóg i ojciec twój, a tamten ukrzyżowany nędzarz, jest obcy mnie i tobie. Nie mam innego syna prócz ciebie. Tyś jedyny, jednorodzony, równy mnie. Miłuję cię i niczego od ciebie nie żądam. I tak jesteś piękny, wielki, potężny. Czyń swoje dzieło w imię twoje, nie moje. Nie żywię ku tobie zazdrości. Miłuję cię. Niczego od ciebie nie potrzebuję. Tamten, którego uważałeś za boga, żądał od swego syna posłuszeństwa i to posłuszeństwa bez granic - aż do śmierci krzyżowej - a kiedy był on na krzyżu, nie przyszedł mu z pomocą. Ja niczego od ciebie nie żądam, a pomogę ci, dla twojej własnej wolności i wyższości, i gwoli mojej czystej bezinteresownej ku tobie miłości - pomogę ci. Przyjmij ducha mojego. Jak dawniej duch mój płodził cię w pięknie, tak teraz płodzi cię w mocy".

Przy tych słowach tajemniczej postaci usta nadczłowieka mimo woli rozchyliły się, dwoje przenikliwych oczu przybliżyło się tuż do jego twarzy i poczuł, jak ostry, lodowaty strumień wszedł weń i napełnił całe jego jestestwo. Jednocześnie poczuł w sobie niezwykłą moc, rześkość, lekkość i zapał. W tejże chwili jaśniejące oblicze i dwoje oczu nagle znikło, coś uniosło nadczłowieka ponad ziemią i zaraz opuściło go w jego ogrodzie, u drzwi domu.

Następnego dnia nie tylko osoby odwiedzające wielkiego człowieka, ale nawet jego słudzy byli zdumieni jego osobliwym, natchnionym jakimś wyglądem. Jeszcze bardziej by się wszakże zdumieli, gdyby mogli widzieć, z jaką nadnaturalną szybkością i łatwością pisał on, zamknąwszy się w swoim gabinecie, swe znakomite dzieło pt. "Otwarta droga do powszechnego pokoju i pomyślności ""11.

W analogiczny sposób opisuje się przedziwne skutki inicjacji Reiki - skutki jakby nieproporcjonalnie przerastające nieznane zresztą przyczyny. Wielu inicjowanych odczuwa "miłość do wszystkich wokół siebie i czują się zjednoczeni z życiem" (B.CH., 56). Optymizm zdaje się nie mieć granic. "Negatywne myśli i dawne uwarunkowane zachowania nie są w stanie uchować się w nowym środowisku energetycznym stworzonym przez inicjację. Są usunięte z systemu i robią miejsce dla wzmożonej intuicji i twórczości wyrażanych na wszystkich poziomach" (B.CH., 56-57). Jest to jednak zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Zwodniczy Anioł światłości: czy ktoś w Reiki w ogóle zadaje sobie pytanie o taką możliwość? Oczywiście ta totalna przemiana etyczno-religijna tłumaczona jest naturalistycznie, co tym bardziej brzmi nieprawdopodobnie: "Inicjacja dostraja ciała subtelne do wyższych poziomów wibracyjnych, silniej łącząc je z siłą życiową" (B.CH., 56). Znajdujemy też wyjaśnienie dla naiwnych: "Inicjacje podnoszą wibracje naszych ciał energetycznych, co staje się przyczyną podniesienia witalności oraz odrzucenia starych, sztywnych układów" (B.CH., 56). Cud energii wszechwiedzącej i wszechmogącej powoduje, że jakikolwiek "trudny emocjonalny układ po prostu znika" (B.CH., 57).

Takie doświadczenia, jak powaga grzechu, tragiczna sytuacja, trudna odpowiedzialność, wymagające obowiązki, współudział w zbawczym krzyżu Chrystusa, cierpienie ekspiacyjne, skrucha i smutek z powodu grzechów i inne, najwyższej wagi, doświadczenia chrześcijańskie, decydujące o zbawieniu wiecznym, przy tej powierzchowności myślenia będą nazwane banalnie "trudnym emocjonalnym układem", który po naciśnięciu pewnych guziczków magicznej interwencji we wszechwiedzącej, aczkolwiek bezosobowej, Kosmicznej Maszynie - "po prostu znika". Z chrześcijańskiego punktu widzenia wygląda to na swoistą zdradę, a w każdym razie na antyinicjacyjne odwrócenie wartości, które może zagrażać zbawieniu wiecznemu. Mieszanie porządku osobowo-etycznego (duchowego) z nieosobowo-energetycznym (materialnym) wykazuje także inna definicja, która stwierdza, że "inicjacje podwyższają częstotliwość wibracji ciała i zapoczątkowują niezbędne 21 dni wewnętrznego oczyszczenia i uszlachetniania, gdyż wyższa częstotliwość energii automatycznie przełamuje negatywne struktury i blokady, które teraz muszą zostać wydalone" (H, 61). Negatywne struktury i blokady nie muszą w tym pojęciu oznaczać grzechu, tak jak owo wewnętrzne oczyszczanie i uszlachetnianie również nie oznacza oczyszczenia z grzechu. Manipulacja semantyczna może dokonać bardzo niebezpiecznych przeinaczeń w sferze duchowej, gdyż samo niemówienie o grzechu może być grzechem. Zwłaszcza jeśli tego rodzaju przemilczenia ukrywają zmiany wartości, w których pewne grzechy stają się cnotami, i na odwrót. Np. samoubóstwienie staje się punktem wyjścia, zamiast być uznanym za największy grzech i potencjalne źródło wszystkich możliwych nieszczęść (także tych, które przybierają łudzącą postać sukcesu). Oto dowód: "wraz z początkiem inicjacji stawiacie decydujący krok: uznajecie, iż sami jesteście mistrzami własnego losu" (H, 65). Wszystko zaczyna być jasne.

Co powoduje skuteczność mechanizmu inicjacji? Jest to "wewnętrzna inteligencja ciała", które "wie dokładnie co potrzebne jest dla zdrowia danej osoby. Wewnętrzna mądrość ukryta w każdym człowieku stwarza w czasie inicjacji dokładnie takie przeżycie, jakie jest potrzebne". Mamy więc kolejną próbę wyjaśnienia tego, co niewyjaśnialne, przy pomocy gnostyckiej idei iskry mądrości czy boskości, zamieszkujących, rzekomo, w naturalny sposób w człowieku. Jest to po raz kolejny założenie bez pokrycia.

"Mistrz Reiki jest po prostu człowiekiem, który czuje się odpowiedzialny za własne życie, gdyż uznał, iż sam jest kowalem własnego losu. Jako współdziałający z Absolutem (podkr. A.P.) akceptuje chętnie skutki przyczyn, które sam stworzył (A.P.)" (H, 64). Mistrzowie Reiki "przy pomocy otrzymanych zdolności przekazywania siły, stosując stare tybetańskie techniki pobudzania świadomości, otwierają innych ludzi tak dalece, iż ci potem mogą sami sobie przekazywać siłę (A.P.)" (H, 64). Inicjacje Reiki "pozwalają odczuć nam naszą prawdziwą istotę" (H, 64). Oto jak Reiki służy powszechnemu pokojowi na świecie. Zupełnie jak w projekcie W. Sołowiowa. Oto fragment tzw. medytacji dla uzdrowienia świata, która zwykle bywa łączona z wizualizacją "uzdrawiającą i oczyszczającą":

"Teraz jest czas nowego początku.
Jestem z Bogiem i jestem współtwórcą.
Powstanie nowe niebo, kiedy miłująca wola Boga znajdzie przeze mnie wyraz na tej ziemi (...)
Zaczynam od siebie.
Jestem żyjącą duszą
i Duch Boży mieszka we mnie, jako ja.
Ja i Ojciec jesteśmy jednym i wszystko,
co posiada Ojciec jest moje.
I naprawdę JA JESTEM Chrystusem Boga.
Co jest prawdziwe o mnie, jest prawdziwe także o każdym innym,
gdyż Bóg jest wszystkim i wszystko jest Bogiem (...)" (M.G., 147).

Panteizm połączony z idolatrią. Pozostawiam to bez większego komentarza.
Leczenie

Dawca Reiki może doświadczyć różnych wrażeń czy też reakcji występujących w jego organizmie: "Silne ciepło lub gorąco w dłoniach, mrowienie, wibracje, drżenie (czasem jakby 'uderzenia prądu'), uczucie gorąca w całym ciele, jak również gwałtowne pocenie się w pewnych miejscach, które stają się bardzo gorące (...)" (M.G., 80).

Mogą być jeszcze inne doświadczenia jak: "ziewanie, kaszel, odbijanie się, czkawka, uderzenia prądu, silne wibracje albo drżenie dłoni, uczucie pragnienia itd." (M.G., 80). Zaleca się "każdemu, kto w czasie udzielania Reiki doznaje takich albo podobnych wrażeń, aby się im poddawał i nie tłumił ich" (M.G., 80). Podobne dziwne i problematyczne doświadczenia (których nie wyjaśniają wątpliwe interpretacje) zdarzają się odbiorcom Reiki, u których są możliwe następujące doznania i reakcje: "ucisk w głowie, ukłucia błyskawicznie pojawiające się w ciele (np. przebiegające w nodze), uczucie gorąca lub zimna, przy czym dawca i odbiorca czasami odbierać mogą co innego, emocje takie, jak płacz lub śmiech, widzenie świateł i kolorów, obrazów i wizji" (M.G., 81). Mogą być jeszcze bardziej gwałtowne reakcje: "parcie żeby udać się do toalety, uczucie głodu i pragnienia (...), gwałtowne bóle głowy (...), wybuchy emocji (najczęściej po trzecim zabiegu), zmiana właściwości stolca i moczu, wzmożone bóle (...)" (M.G., 81). To da się porównać podobno "z przyrodolecznictwem, w którym następuje tzw. "pogorszenie wstępne"" (M.G., 81).

Do tych problematycznych objawów dołącza się natychmiast interpretacje usprawiedliwiające i łagodzące, tymczasem przypominają one ingerencje demoniczne. O takiej możliwości - choćby tylko możliwości - nie mówi się w Reiki ani słowa. Już to należy uznać za podejrzane. Tym bardziej że z teologicznego punktu widzenia, ze względu na grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu (grzech idolatrii), można w Reiki podejrzewać szczególnie silne i wyraźne ingerencje demoniczne. "Wylecz się sam" (samo-Reiki) - oto orędzie samozbawienia. "Uzdrawiający dotyk"? W chrześcijaństwie dotyk nie jest ważny, a tu może oznaczać gest inicjacyjny, magiczno-spirytystyczny (symbol poddania duchom). Idolatria samego siebie sprzęga się z idolatrią spirytystyczną: pokłonem wobec demonów. Grzech idolatrii i pomoc demonów - oto źródło siły okultyzmu powtarzane w niezliczonych świadectwach szczególnie byłych eks-okultystów, którzy byli egzorcyzmowani.

Banalne pozycje dotykowe obwarowane są zawsze następującą uwagą: "Aby pokazane tu pozycje Reiki były skuteczne, należy najpierw przejść inicjacje Reiki" (B.CH., 142). Czyli tak naprawdę tym, co decyduje o mocy "leczniczej", jest uczestnictwo w idolatrycznej inicjacji. Potem inicjacja i jej moc są przekazywane innym także przez dotyk, którego właściwe znaczenie zamazuje się oczywiście, a nawet odwraca, uciekając się do pseudonaukowego żargonu.

"Właściwe, bezpieczne dotknięcie jest samo w sobie bardzo uspokajające i odprężające. Reiki łączy uzdrawiającą moc dotknięcia z energią siły życiowej, do której dostęp uzyskuje uczeń w wyniku serii inicjacji, których zadaniem jest zrównoważenie i dostrojenie indywidualnych pól energetycznych ucznia" (B.CH., 28). Inicjacyjny dotyk Reiki okazuje się zawsze najważniejszy lub ważniejszy od ludzkich postaw, które w prawdziwym Bożym działaniu są ważne. "Uzdrawiająca moc troskliwego dotyku Reiki eliminuje ciężar obowiązku artykułowania emocji" (B.CH., 126). Mimo jednak - typowej dla magii - eliminacji postaw religijnych, etycznych czy egzystencjalnych, mówi się dużo o miłości, co zwodzi wielu.

"Chociaż w mówieniu o Reiki posłużyliśmy się formalną definicją siły życiowej chi, to przy bliższym przyjrzeniu się własnym doświadczeniom z Reiki nasuwa się nam inny, równie adekwatny termin: miłość bezwarunkowa" (B.CH, 128). Dotyk Reiki nic nie kosztuje, nie określa się stosunku do jakiejś niemiłości. Jeżeli Reiki jest miłością, to wszystko jest miłością. Jeżeli wszystko jest miłością, to nic nie jest miłością. Widać to szczególnie w przypadku samo-Reiki, gdy wymaga się od pacjenta "jedynie położenia rąk gdziekolwiek na własnym ciele" (B.CH., 124). Jest to uprawianie miłości z samym sobą, co może być wyrazem tylko miłości do siebie, a więc może przeciwieństwem miłości właściwie rozumianej? Widzimy więc tu nadużycie tego pojęcia po raz kolejny - w sposób powierzchowny (o braku precyzji nawet nie ma co mówić, gdyż nie ma tam nawet żadnego wysiłku bycia precyzyjnym od strony formy, metody, gdyż sam problem od strony treści jest źle i banalnie postawiony). Banał Reiki i fakt, że może tu chodzić jedynie o bardzo powierzchowne współczucie, niezobowiązujące i mające niewiele wspólnego nawet z buddyjskim współczuciem (nie mówiąc już o chrześcijańskiej miłości), wyraża się także w bardzo "tanim uniwersalizmie" tej "miłości". Współczucie Reiki rozciąga się dosłownie na wszystko. Wygląda to pozornie na "nieskończoność miłości". Ten brak granic jednak to druga strona relatywizmu teologicznego i antropologicznego (etycznego). W Reiki nie ma hierarchii wartości: najwyższy Bóg, potem dopiero człowiek, który się od Niego radykalnie różni i nie może się z Nim równać, potem dopiero świat stworzenia: ożywiony i nieożywiony. Wszystko jest zamazane i pomieszane. Leczenie ludzi z leczeniem zwierząt, roślin, motyli czy nawet uruchomieniem samochodów. Porównywanie gdzieniegdzie Reiki do Ducha Świętego jawi się w tym kontekście jako bluźnierstwo - nie zawsze uświadomione - i banalizacja sacrum. "Przeziębionej kotce Marii-Teresie Reiki robi dobrze na piersi" (M.G., 138). Całkiem sympatyczne może być kładzenie rąk na akwarium, by uzdrowić rybki, chociaż zabieg ten z racjonalnego punktu widzenia nie wydaje się mieć wiele sensu. Tu jednak nie chodzi o "rozum" - jak już o tym mówiliśmy - ale o "pomysłowość", która brzmi dumnie, gdyż kojarzy się z twórczością i przekroczeniem wszelkich granic zdrowego rozsądku. Jest to jednak chaotyczne przekroczenie granic, a nie żadna bezgraniczna miłość. "Zajmując się zwierzętami, zaufaj swej pomysłowości" (Hall, 99). Kuracja psów i papug będzie wtedy bardziej skuteczna.

Jakże łatwo szermować wtedy katolickim nabożeństwem do św. Franciszka wyrwanym z kontekstu, a szczególnie z kontekstu stygmatów tegoż Franciszka, będących obrazem Ukrzyżowanego. "Będąc na łonie przyrody, obejmując drzewa, przekazuję im energię Reiki. Nie należy się dziwić, gdy drzewa odwzajemnią się tym samym" (H, 99-101). Jakże łatwo szermować pojęciem nieskończoności, co znowu kojarzy się z chrześcijańskim doświadczeniem religijnym. "Reiki jest nieskończona, jest nieograniczoną energią płynącą do każdej żywej istoty" (H, 101).

Istnieje też Reiki na odległość, co wydaje się pewną sprzecznością z absolutyzacją dotyku. Dotyk się absolutyzuje, gdyż bez dotyku dawca Reiki jest bezużyteczny, nie będzie mógł brać pieniędzy. Jednakże jego zdolności leczenia na odległość dodają mu jakby autorytetu, bazującego na aurze tajemniczości. "Prosimy o wybaczenie, że nie możemy się tu bliżej wdawać w to, na czym polega działanie na odległość, gdyż to może się dokonać jedynie na seminarium drogą wtajemniczenia" (M.G., 143). Seminarium jest zawsze płatne. Płatne jest też leczenie. Fakt płacenia w Reiki tłumaczy się - co jest logiczne w tym naturalistycznym sposobie leczenia - swoiście pojętą "wymianą energetyczną". "Za terapię Reiki trzeba zapłacić z własnej kieszeni - jeśli terapeuta coś za to zażąda - uważamy, że rekompensata energy-exchange, jak to się nazywa np. w Findhorn, jest ze wszechmiar uzasadniona i warta polecenia. Rzecz jasna nie muszą to być zawsze pieniądze, aczkolwiek ten środek płatniczy stał się w naszym społeczeństwie uznaną formą energii" (B.S., 127). Wypowiedź ta ukazuje, że nie można porównywać uzdrowienia Reiki z charyzmatycznym uzdrowieniem chrześcijańskim. Sprzedawanie rzeczywistości duchowych za pieniądze jest jednym z grzechów przeciwko pierwszemu przykazaniu nazwanym symonią.
Oto reguły Reiki w tym względzie:

"1. Kto pragnie uzdrowienia, powinien o nie poprosić (Healer12 nie powinien narzucać własnej pomocy tam, gdzie ktoś sobie wcale tego nie życzy);

2. Za swoje poświęcenie czasu uzdrawiający powinien otrzymać rekompensatę w postaci wymiany energetycznej. (Nie możemy czynić z ludzi dłużników. Gdy pacjenci w jakiejkolwiek formie wymienią z nami energię, uwolnią się ze zobowiązania, które przyjęli na siebie wraz z poddaniem się terapii)" (H, 140).

Przesyłanie "Boskiej siły niezależnie od czasu i przestrzeni" dokonuje się jakby po "świetlnym moście" w drodze "przekazu mentalnego" (M.G., 143). Widzimy, ile tutaj mamy prezałożeń filozoficznych, fizykalnych czy teologicznych. Banalne wyjaśnienia i sprytne odsyłanie do tajemnicy na zasadzie uniku od wyjaśnień, nie powinny zwieść tych, którzy nie chcą pozwolić na obrażanie swojego intelektu. Reiki to bełkot intelektualny, krasomówstwo, wielomówstwo, a także kłamstwo. Materializacja duchowości poprzez odsyłanie do mglistych "hipotez energetycznych" jest typowa dla mentalności New Age. Ta sama łatwizna w sferze praxis, ten sam brak precyzji, logiki, rzetelności badawczej w sferze teorii.

"Możemy udzielać Reiki także naszemu jedzeniu i napojom, wzbogacając je przez to w uniwersalną energię życiową. Jest to właściwie błogosławienie jadła, jego uduchowienie" (M.G., 141).

Po tym stwierdzeniu pada natychmiast ogólnikowe i problematyczne uzasadnienie. "Ponieważ materia (jak powiada Max Planck) to w istocie kondensacja drgań albo ducha, ją też może przenikać energia Reiki i być przez nią przejmowana. Z niektórych doświadczeń własnych i niezliczonych relacji, jakimi rozporządzamy, wiemy np. że można w ten sposób:

- doładowywać akumulatory samochodowe (proszę dotykać ich tylko w rękawiczkach lub stosować Reiki na odległość),

- uruchomić zapłon w samochodzie,

- otwierać zablokowane zamki (np. od bagażnika),

- znacznie polepszać albo zmieniać wibracje w różnych pomieszczeniach.

Reiki pomagało zwłaszcza wtedy, kiedy nie udawało się znaleźć nic konkretnego, co właściwie należałoby zreperować. Tak więc zawsze warto wypróbować Reiki" (M.G., 140).
Zakończenie

Podsumowując dotychczasowe rozważania, wypada stwierdzić, że Reiki to okultystyczny, magiczny i panteistyczny system (a właściwie zwyczaj) otwierania czakr. Nie jest on neutralny wobec światopoglądu religijnego, mimo że propagatorzy Reiki temu przeczą.

"Skuteczność Reiki nie zależy od uczuć czy przekonań osoby praktykującej ani odbiorcy (...) Inicjacja wychodzi poza nasze uczucia i przekonania, by połączyć zarówno osobę praktykującą jak i odbiorcę z bezwarunkowym i nieograniczonym źródłem życia. Połączenie to daje nam moc do skierowania uniwersalnej energii życiowej do każdego, łącznie z nami samymi. Energia jest w równym stopniu dostępna pacjentowi, dziecku, obcemu i osobie przeprowadzającej leczenie Reiki, ponieważ nie jest ona uzależniona od koncepcji intelektualnych, naszego nastawienia, planu zajęć czy nastroju" (B.CH., 58-59). Tak rozumiana energia oczywiście nie może być Bogiem, choć może być i zwykle jest przez adeptów Reiki ubóstwiana, co nie jest tym samym.

Trans dr. Usui to doświadczenie mediumistyczne. Nie przeszkadza to propagatorom Reiki argumentować po swojemu i twierdzić, iż "tu na Zachodzie odczuwamy wręcz lęk przed wszelkimi zdolnościami medialnymi. Ma to swą przyczynę: trwające całe wieki procesy czarownic, kończące się ich śmiercią na stosie, wryły się w zbiorową podświadomość. O milionach torturowanych i mordowanych nie jest łatwo zapomnieć. Nic więc dziwnego, że kościelne prześladowania osiągnęły skutek, uśpiły siłę intuicji i stłamsiły ją. Logiczne i racjonalne myślenie doprowadzone do doskonałości przez Kartezjusza, jeszcze utrwaliło tę tendencję" (H, 90). Mamy tu typowy zarys bełkotliwej ideologii stosowanej klasycznie w apologetyce New Age. Skrzyżowanie zbiorowej świadomości Junga z propagowaniem mediumizmu wbrew kulturze zachodniej (przede wszystkim kościelnej) Eliadego oraz krytyką Capry zachodniego intelektualizmu z dualizmem kartezjańskim na czele. Widzimy więc, że Reiki nie jest osamotniona, ale korzysta obficie z argumentacji wszystkiego, co jej bliskie, przede wszystkim z ideologii New Age.

Uderzające w Reiki jest nie tylko otwarcie na spirytyzm, ale - co gorsza - jego "energetyczna interpretacja", stwarzająca dodatkowo pozory naukowości. "Stosowanie Reiki nie wymaga żadnych manipulacji przy organizmie, wystarczy jedynie fizyczne dotknięcie inspirowane uniwersalną energią życiową" (B.CH., 28). Pada mnóstwo określeń sugerujących naukowość: techniki rozpuszczania zatorów energii, blokad energetycznych, negatywnych myśli.

Znamienne jest, że po modlitwie o uwolnienie doświadczenia paranormalne związane z Reiki znikają, podobnie jak same "dary uzdrawiania". Przeczy to tezie, będącej jedną z podstaw ideologii Reiki, iż otrzymane umiejętności uzdrawiania pozostają do końca życia.
BIBLIOGRAFIA (i wykaz skrótów)
# W. SOŁOWIOW, Trzy rozmowy 1899-1900, w: "Wybór pism", W drodze, Poznań 1988
# L. BARNETT, M. CHAMBERS, Reiki, leczenie energią. Uzdrawiający dotyk w domu, szpitalu, hospicjum, Limbus, Bydgoszcz 1977 (w tekście skrót: B. CH.)
# B. MÜLLER, H.H. GÜNTHER, Reiki. Wylecz się sam, Gdynika, Gdynia 1995 (w tekście skrót: B.H.)
# B. J. BAGIŃSKI, S. SHARAMON, Reiki, Uniwersalna Energia Życiowa, Aster, Kraków 1995 (w tekście skrót: B.S.)
# P. HORAN, Siła Reiki. Podręcznik osobistej i globalnej transformacji, Aster, Kraków 1994 (w tekście skrót: H)
# M. HALL, Reiki. Metoda naturalnego uzdrawiania, Studio EMKA, Warszawa, 1995 (w tekście skrót: Hall)
# S. M. J. BUGAJ, Reiki. Usui Shiki Ryoho, Warszawa 1992 (w tekście skrót: S.B.)

o. dr Aleksander Posacki SJ

Źródło: Biblioteka Listowa 1997 r.


1. Objaśnienie skrótów bibliograficznych znajduje się na końcu artykułu.
2. Przeważnie mówi się jakimiś ogólnikami i powołuje się na jakieś autorytety, jak np. p. Takata, która "wyjaśniła, że Reiki się wspomina już w dziejach Japonii, jak również w buddyjskich sutrach, tj. pismach świętych. Ślady Reiki tropiona co najmniej od 2500 lat. Tajemnicę tę mówi p. Takata - odkrył pod koniec XIX wieku dr Mikao Usui (M.G., 33).
3. Autor nie odrzuca tu możliwości poszukiwania uzdrowienia w praktykach medycznych, one jednak nie absolutyzują samego zdrowia i nie rozumieją go w znaczeniu soteriologicznym (przyp. red.).
4. J. Verlinde, Od fascynacji Wschodem do Chrystusa (cz. II) w: "Zeszyty Odnowy w Duchu Św..", 10 (1996), s. 41.
5. J. Verlinde, dz. cyt., s. 41.
6. J. Verlinde, dz. cyt., s. 42.
7. Doskonale świadczy o tej różnicy opinia okultysty R. Steinera, iż przyczyną śmierci Jezusa na krzyżu była Jego "zdrada misterium". Chrystus rzekomo zdradził tajemnicę starych okultystycznych nauk tajemnych, aby udostępnić je wszystkim. 8. Por. J. Verlinde, dz. cyt., s. 46.
9. W. Sołowiow, Trzy rozmowy 1899-1900, w: "Wybór pism", W drodze, Poznań 1988, s. 134.
10. D. Spangler, Reflections on The Christ, Findfhorn, 1978, s. 40-45.
11. W. Sołowiow, op.cit., s. 129-130.
12. Uzdrowiciel (przyp. red.)
Reiki a chrześcijańs ...
emo
OBLICZA NEW AGE REIKA - uniwersalna energia życiowa

W obecnym czasie odkrywania. powielania i transformowania różnych systemów leczniczych lub terapeutycznych pojawił się stosunkowo niedawno w Polsce nowy, ale już znany, system łączący te dwie cechy - REIKI.

System ten polega na wyzwoleniu uniwersalnej energii życiowej - nikt na świecie jeszcze nie zdefiniował co to takiego ta energia życiowa a do tego jeszcze uniwersalna. Tą energię wyzwala się poprzez dotykowe pobudzanie centrów energetycznych ciała - inni takie punkty nazywają punktami witalnymi, węzłami energetycznymi itp.

Twórcą owego systemu jest Japończyk Mikado Usui - mnich chrześcijański i nauczyciel w Kioto. Miał on ciągłe kłopoty z objaśnieniem swoim uczniom cudów uzdrowień ludzi opisanych w Piśmie św. I tu zaczynają się dziać rzeczy dziwne i wzniosłe - pan Usui udaje się do Stanów Zjednoczonych, gdzie zdobywa stopień doktora filozofii Uniwersytetu Chicago. I nagle ten chrześcijański mnich odkrywa nauki Buddy, które wcześniej nie były mu znane - to tak jak zjechać na dół do kopalni i stwierdzić, że tam jest węgiel. Po zdobyciu tytułu doktora filozofii wraca do Japonii, gdzie poświęca się studiom sanskrytu a także językowi chińskiemu, aby móc samodzielnie zgłębiać oryginalne teksty buddyjskie. I nagle wątpliwości pana Usui znalazły wytłumaczenie w buddyjskich sutrach. Znalazł tam wskazówki pozwalające mu zrekonstruować (a może skonstruować), system leczniczy REIKI. Może pan Usui doszedł do wniosku, że odnalazł sposób w jaki Pan Jezus dokonywał uzdrowień

Pan Usi cały system REIKI ponoć sprawdzał na sobie, dopiero później dokonał kilku spektakularnych uzdrowień na innych ludziach i od tego czasu wokół jego osoby zaczęła się zbierać grupka ludzi. Proces udoskonalania i dopracowywania systemu i metod jego nauczania trwał siedem lat. Po śmierci Usui sukcesorem został lekarz Chijuro Hayashi.

Na Zachód REIKI dotarło dzięki Amerykance japońskiego pochodzenia, Hawayo Takaty, w 30 latach naszego wieku. Prawdziwy pochód REIKI na Zachodzie rozpoczął się w latach 70. - początek powstawania myśli i idei Ery Wodnika. Po śmierci pani Takaty sukcesję objęła Barbara Weber Ray - badaczka kultury klasycznej i specjalistka od duchowych metod leczenia. Założyła organizację znaną dziś pod nazwą "Amerykańskie i Międzynarodowe Towarzystwo REIKI". Istnieje jeszcze jedna organizacja, zrzeszająca mistrzów REIKI "REIKI ALIANCE", i jest prowadzona przez wnuczkę pani Takaty - Philis Lei Furomato.

M. Usui był przekonany, że ciało ludzkie posiada 12 punktów wytwarzających energię życiową i odpowiedzialnych za jej harmonijny przepływ. Punkty te rozłożone są w trzech strefach - cztery na głowie, z tyłu i przodu ciała. Stymulację owych punktów uzyskuje się poprzez przykładanie odpowiednio ułożonych rąk do miejsc leżących na wysokości owych punktów.

Tego typu zabiegi mogą niwelować zaburzenia równowagi organizmu, mogą przynieść (ponoć), szeroką gamę pozytywnych rezultatów poprawa samopoczucia i doznań relaksacyjnych, po wyraźne wzmocnienie systemu odpornościowego organizmu.

Metodą działania jest dotyk określonych punktów, a także w pewnych określonych sytuacjach "nakładanie rąk".

Aby wgłębić się w praktykę REIKI należy przejść trzy etapy:

I - obejmuje kilkudniowe seminarium, podczas którego mistrz wprowadza w podstawowe zasady tej sztuki - wyzwala w adepcie energię KI i stara się naprowadzić na samodzielny sposób jej wytwarzania przy użyciu własnej woli;

II - nauka specjalnych technik REIKI z udziałem wyższych zdolności psychicznych oraz opanowanie "sposobów leczenia na odległość";

III-(stopień mistrzowski)-obejmuje studiowanie najbardziej zaawansowanych technik REIKI, wymagających od adepta wysokiego stopnia rozwoju duchowego. Jego zaliczenie uprawnia do nauczania REIKI.

Na podstawie tej krótkiej charakterystyki widzimy, że system REIKI stanowi w swej istocie rodzaj ścieżki duchowej, a na praktykujących od początku nałożony jest obowiązek przestrzegania kodeksu etycznego, narzucającego m.in. życzliwy stosunek do wszelkich form życia.

W całej plejadzie różnych systemów leczniczych, terapeutycznych, okultystycznych, wiary w UFO czy cudowną moc kryształów system REIKI nie wyróżnia się niczym specjalnym, choć powoli zdobywa sobie grono swoich zwolenników.

źródło www.psychomanipulacja.pl/
OBLICZA NEW AGE REIK ...
emo
Metoda leczenia czy sekta?

Na terenie Śląska, w Bielsku-Białej, Krakowie i innych miastach Polski od kilku już lat organizowane są seminaria, kursy i inicjacje w nową metodę leczenia o egzotycznie brzmiącej nazwie Reiki. Zdarza się, że na ogłoszeniu pojawia się informacja, iż przybędzie także Wielki Mistrz Reiki, s. Mariusza Bugaj. Wiele osób płaci duże pieniądze za kilka minut wtajemniczenia w "cudowną" metodę leczenia siebie i innych. Reiki interesują się także osoby wierzące i zaangażowane w życie Kościoła. Bywa i tak, że przyjmują ją duchowni, a miejscem praktykowania są pomieszczenia przykościelne. Wiele osób w dobrej wierze zaangażowało się w coś, co wydawało im się dobre i służące człowiekowi.

Na terenie Śląska, w Bielsku-Białej, Krakowie i innych miastach Polski od kilku już lat organizowane są seminaria, kursy i inicjacje w nową metodę leczenia o egzotycznie brzmiącej nazwie Reiki. Zdarza się, że na ogłoszeniu pojawia się informacja, iż przybędzie także Wielki Mistrz Reiki, s. Mariusza Bugaj. Wiele osób płaci duże pieniądze za kilka minut wtajemniczenia w "cudowną" metodę leczenia siebie i innych. Reiki interesują się także osoby wierzące i zaangażowane w życie Kościoła. Bywa i tak, że przyjmują ją duchowni, a miejscem praktykowania są pomieszczenia przykościelne. Wiele osób w dobrej wierze zaangażowało się w coś, co wydawało im się dobre i służące człowiekowi.

Tymczasem Reiki jest ruchem religijno-uzdrowicielskim, w który katolik nie może się angażować. Taką opinię wydało zgodnie i niezależnie od siebie trzech teologów z różnych ośrodków naukowych w Polsce, zapytanych przez zainteresowanego tą sprawą biskupa. Teolog, a równocześnie znawca religii niechrześcijańskich pisze: "Można z całą pewnością stwierdzić, że nie da się pogodzić doktryny i praktyki Reiki z wiarą katolicką".

Pewne osoby mocno zaangażowane w ten ruch pytały, czy nie można traktować Reiki jedynie jako metody leczenia, odcinając się od poglądów religijnych jej twórców. Innymi słowy, chciały pozostawać w Kościele katolickim i równocześnie uzdrawiać metodą Reiki. Odpowiedź teologa wobec tak postawionego pytania była także negatywna, ponieważ w rzeczywistości praktyka i doktryna Reiki stanowią jedno. Uzdrawianie przez dotyk stanowi realizację doktryny, a sam gest dotykania związany jest w tej praktyce w sposób istotny z odwoływaniem się do sił okultystycznych, czego nie da się pogodzić z wiarą katolicką.

Wierzący i należący do Kościoła powinni zaufać opinii osób kompetentnych i odpowiedzialnych za prawdę w Kościele. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że o tym, czy ktoś rzeczywiście należy do Kościoła i może określać się jako katolik, decyduje nie tyle jego deklaracja, ile dzielenie tej samej wiary, co biskupi pozostający w jedności z papieżem oraz posłuszeństwo wobec przełożonych Kościoła. Dla człowieka, który autentycznie wierzy, autorytetem w sprawach wiary i życia jest Pismo Święte i nauczanie Kościoła. W sytuacji niejasności zwraca się on o wyjaśnienie do osób upoważnionych przez Kościół do wydawania orzeczeń w takich sprawach."

Jak można zdefiniować Reiki? Z punktu widzenia pewnej systematyki można mówić o jednym z nowych ruchów uzdrowicielskich czy sekt terapeutycznych. Ruch ten pochodzi z Japonii, gdzie w ciągu ostatnich stu lat pojawiło się ok. 350 nowych ruchów religijnych i sekt. W tym swoistym ruchu, czy jak kto woli "metodzie", zasadnicze znaczenie ma uzyskanie umiejętności poprawienia swojego zdrowia oraz uzdrawiania innych. Sposobem na to jest przejście przez tzw. seminarium Reiki lub poddanie się komuś, kto przeżył inicjację I lub II stopnia.

Z punktu widzenia religijnego mamy do czynienia z jedną z form magii. Przemawia za tym obrzęd wtajemniczenia (inicjacja), w którym adept otrzymuje tajemne znaki, które mają być zakodowane w podświadomości oraz zapamiętane. Tym bardziej na magię wskazuje postawa, jaka jest przyjmowana przez uzdrawiających, a także poddających się leczeniu. Jest to postawa magiczna. Polega ona na tym, że człowiek za wszelką cenę pragnie posiadać władzę nad mocą lub mocami, którymi mógłby dysponować. Taka postawa nie jest chrześcijańska. Kto bowiem wierzy, że Bóg jest prawdziwym Panem naszego życia, przyjmuje postawę wiary wobec Boga i uległości wobec Jego zamiarów. Taka postawa wyraża się w tym, że w sytuacji cierpienia i choroby chrześcijanin wpierw pyta o wolę Boga. Nie stawia więc pytania: Dlaczego mnie to akurat spotkało? Pyta natomiast: Jakie to ma znaczenie dla mnie i czego Bóg ode mnie w tej nowej sytuacji oczekuje? Taka postawa nie wyklucza oczywiście modlitwy o zdrowie. Ale w modlitwie o zdrowie chrześcijanin, za Chrystusem modlącym się w Ogrodzie Oliwnym, dodaje: Ale nie moja, ale Twoja wola niech się stanie (Łk 22,42).

Samo pragnienie bycia zdrowym i silnym jest zasadniczo dobre, bo Bóg chce, abyśmy byli zdrowi i skutecznie podejmowali nasze zadania życiowe. Jednak zdrowie samo nie może stać się czymś najważniejszym w naszym życiu, nie może stać się bożkiem. To dobre pragnienie bycia zdrowym wyraża się w higienie, wypoczynku, unikaniu tego, co szkodzi, w korzystaniu z różnych form leczenia i podtrzymywania dobrej kondycji. Przy osiąganiu dobrego celu, jakim jest zdrowie, nie można jednak używać środków niedozwolonych, złych. Takim złym środkiem byłoby w skrajnej postaci np. zabicie, okaleczenie czy skrzywdzenie innego człowieka po to, aby być zdrowym. Nie można stosować takich metod, które sprzeciwiają się Bogu i przez które popełnia się grzech.

Dlaczego wierzący katolik i chrześcijanin nie powinien angażować się w działalność Reiki? Zacznijmy od faktów zewnętrznych, bardzo niepokojących. Z działalnością Reiki związanych jest szereg kłamstw i nadużyć. Zacznę od bardzo bulwersującego. Dla uspokojenia wątpliwości katolików, którzy wchodzą w Reiki, rozpowszechnia się sfałszowane błogosławieństwo papieskie dla s. Mariuszy Bugaj.

Faktycznie w Rzymie wydano błogosławieństwo o następującej treści: "Ojciec Święty Jan Paweł II udziela całym sercem Apostolskiego Błogosławieństwa S. Mariuszy Jadwidze Bugaj wzywając obfitości łask Bożych". Taką treść potwierdza zapytywana w tej sprawie Stolica Apostolska. Ktoś na tak sformułowanym tekście dopisał nad nazwiskiem s. Mariuszy Bugaj - "Wielkiemu Mistrzowi Reiki", zaś pod nazwiskiem - "jej uczniom i potrzebującym pomocy". Nie wiadomo, kto tego dokonał, ale siostra powołuje się na to błogosławieństwo, odbierając je jako aprobatę dla swojej działalności. Tymczasem gdyby nawet komuś udało się uzyskać błogosławieństwo papieskie o tak poszerzonej treści, to i tak nie można by się powoływać na nie w taki sposób, jak czyni się to w Reiki, bowiem błogosławieństwo udzielone przez Papieża jakiejś osobie lub dziełu nie oznacza, że Ojciec Święty w całości akceptuje dane postępowanie.

Także Sekretarz Generalny Episkopatu Polski bp T. Pieronek jest przywoływany jako ten, który nie miał zastrzeżeń wobec działalności siostry. Jest to również nieprawdą. Zapytywany o zarzuty wobec siostry nie zajął w ogóle oficjalnie żadnego stanowiska, odsyłając sprawę i ocenę działalności s. Mariuszy do właściwych przełożonych.

W styczniu 1995 roku siostra złożyła deklarację, że nie będzie prowadziła szkoleń w zakresie Reiki, wydawała dyplomów ze swoim podpisem, uczestniczyła w spotkaniach uzdrowicielskich, udzielała wywiadów i pisała na tematy Reiki. Jeżeli od tego czasu pojawiają się zapowiedzi przybycia siostry na kolejne spotkania, mamy do czynienia albo z niedotrzymaniem zobowiązania przez s. Mariuszę, albo z kolejną manipulacją wobec niej.

Jak już wskazywałem, Reiki jest systemem religijnym i uzdrowicielskim (mówiąc dosadniej "sektą"), którego nie da się pogodzić z wiarą katolicką. Ponieważ w Polsce ogromną większość stanowią katolicy (w dużej części jednak słabo uformowani religijnie), więc usiłuje się dla nich uczynić z Reiki bądź samą metodę leczenia, bądź ruch bardzo zbliżony ideowo do chrześcijaństwa. Temu celowi służą modlitwy chrześcijańskie i pouczenia o cierpieniu, ale przede wszystkim sama obecność i zaangażowanie w ruch siostry zakonnej. Temu celowi służyło ukazanie się w 1993 r. w piśmie "Nieznany Świat" wywiadu z s. Mariuszą, którego treść poszerzono bez jej zgody. Mimo interwencji nie wydrukowano żadnego sprostowania - tłumaczyła przełożona s. Mariuszy. S. Mariusza miała być także autorką książki na temat Reiki. Piszę o autorstwie siostry w trybie warunkowym, ponieważ nie mogę zrozumieć, jak prosta siostra, która ma trudności z poprawnym zapisem tekstu o objętości jednej strony, mogła być autorką całej książki, napisanej bardzo dobrze. Faktem jest jednak, że na stronie tytułowej widnieje jej imię i nazwisko wraz z określeniem "siostra", zapisanym całym słowem (nie poprzestano na skrócie "s" przed imieniem).

Książka s. Mariuszy Bugaj pod tytułem "Reiki Usui Shiki Ryoho" ukazała się w roku 1992 r.1 bez wymaganej w takich sytuacjach zgody właściwych przełożonych. W książce tej znajdują się stwierdzenia podważające ważne prawdy wiary: m.in. Jezus jest jedynie jednym z wybitnych twórców religii, a uzdrowienia dokonane przez Niego miały miejsce dzięki posiadaniu przez Niego umiejętności leczenia. Tę "umiejętność" może posiąść adept Reiki. Jezus bowiem swojej "metody" uzdrawiania nie przekazał Apostołom ani Kościołowi, ale "odkrył" ją w XIX wieku tajemniczy duchowny z Japonii. S. Mariusza pisze: "[dr Usui - przypis P. R.] usilnie próbował odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Jezus i Jego uczniowie czynili cuda. Niestety, na takie pytanie nauki teologiczne nie dają odpowiedzi wprost. Po głębokim zastanowieniu dr Usui postanowił sięgnąć do tradycji buddyjskich..."2.Wreszcie w jednym z buddyjskich klasztorów znalazł księgę, która "zawierała zapomniane znaki, słowa oraz symbole, którymi posługiwał się Budda"3. Siostra przyjmuje więc system religijny związany z buddyzmem. Pierwsze wydanie tej książki, które zostało już wyczerpane, wprowadziło i wprowadza w błąd wielu wierzących. Jak dotąd nie pojawiło się najmniejsze odwołanie stwierdzeń w niej zawartych, więc wiele osób sądzi, że siostra nadal podtrzymuje swoje poglądy. Człowiek po II stopniu Reiki pokazuje wszystkim zdjęcie z podpisem na odwrocie: "Reiki" S. Mariusza, 20 XI 1993 r. Na zdjęciu jest ołtarzyk (s. Mariuszy!), na którym pod palmą znajduje się obraz przypominający twarz Jezusa "z całunu" (używany także w innych orientalnych ruchach). Obok na ołtarzyku stoją dwie świeczki oraz trzy wizerunki jakichś mistrzów (?) odzianych w sposób orientalny. Taki "ołtarzyk" kojarzy się jednoznacznie z synkretyzmem religijnym. Jezus Chrystus zostaje postawiony pomiędzy innymi bogami i wraz z nimi odbiera cześć. Siostra w swojej książce bezkrytycznie powtarza twierdzenia zawarte książce pt. "Uzdrawiająca energia Reiki" Jana Peterko4, drugiego obok niej Wielkiego Mistrza Reiki w Polsce. Peterko jednoznacznie sytuuje Reiki wśród ruchów synkretystycznych, a więc łączących elementy różnych religii i praktyk. Przyjmuje reinkarnację, zachęca do Medytacji Transcendentalnej. Duch Święty zostaje sprowadzony do roli energii, którą można przekazywać innym przez gesty magiczne. Prawdopodobnie z tego powodu pojawiają się w grupach Odnowy w Duchu Świętym osoby po inicjacji Reiki. Jedna z nich wyznała wprost, że przez udział w seminarium Odnowy chciałaby, żeby Duch Święty udoskonalił w niej metodę uzdrawiania Reiki. Obok zastrzeżeń teologicznych, dotąd przeze mnie przedstawionych, chcę dodać kilka innego rodzaju.

Po pierwsze, dostrzega się u wielu poddających się Reiki negatywne skutki w różnych sferach życia, szczególnie w sferze psychicznej (zaburzenia tak głębokie, że wymagające leczenia psychiatrycznego) i moralnej (objawiające się niedostrzeganiem grzechu w jednoznacznej pod tym względem sytuacji).

Po drugie, zastanawiają zastrzeżenia, jakie znaleźć można w swoistym kodeksie etycznym Reiki, zwłaszcza w pkt. 2 i 7. Pkt. 2. głosi: "Nie wykorzystam mojej pozycji jako Mistrz Reiki do nawiązania intymnych kontaktów seksualnych z moimi uczniami lub potrzebującymi." Pkt. 7 "Cenię moje kontakty z siłą większą niż moja, uznaję, że uzdrowienie jest czymś, co mogę dać sobie i mogę się uczyć z tej mocy, ale nigdy nie mogę jej skontrolować." Ponadto niepokoić musi, że człowiek, który przeszedł inicjację II stopnia, ma możliwości oddziaływania mentalnego. Jan Peterko przestrzega przed dokonywaniem zmian w ten sposób u osoby wbrew jej woli, jest więc możliwe oddziaływanie na sferę psychiczną człowieka bez jego zgody. Pojawia się pytanie, kto bierze odpowiedzialność za ludzi, którym przekazuje się możliwości takiego oddziaływania. Kto rozsądny decyduje się świadomie na takie możliwości penetrowania przez innych swojego wnętrza?

Zdaję sobie sprawę, że mogą być różne powody przyjęcia Reiki, niekiedy nawet bardzo szlachetne, bądź wynikające z wyczerpania innych możliwości leczenia. Trzeba jednak żyć w prawdzie i nie ulegać złudzeniom, choćby najbardziej ponętnym. Zachęcam do spokojnego, w świetle wiary, spojrzenia na całą sprawę tak przez tych, którzy sami weszli w metodę Reiki, jak i ich bliskich i znajomych.

Ks. prof. dr hab. Roman Pindel

Źródło: Biblioteka Listowa 1997 r.

1. S. M. J. Bugaj, "Reiki. Usui Shiki Ryoho", Warszawa 1992.
2. tamże
3. tamże
4. Jan Peterko, "Uzdrawiająca energia Reiki", Centrum Usługowo-Szkoleniowe Reiki, Gliwice.
Metoda leczenia czy ...
emo
Reiki - okultyzm czy charyzmat uzdrawiania?



Pierwsze spotkanie

Po raz pierwszy z ruchem uzdrowicielskim Reiki zetknąłem się w 1998 roku, kiedy to Teatr STU zorganizował w Krakowie coś w rodzaju festiwalu ezoterycznego. W jednej sali Pałacu pod Baranami odbywał się zbiorowy seans. Na stołach leżały osoby, wokół których gromadzili się "uzdrawiacze", kładący dłonie na odpowiednich punktach ich ciał.

- Jeśli potrzebujecie Bożej, uzdrawiającej energii, to chodźcie - zapraszała nas do środka przejęta młoda dziewczyna.

Potem osoby bardziej zaawansowane podawały swoje adresy, by chętni mogli się z nimi skontaktować. To były początki i pamiętny seans być może odbiegał od tego, co dzieje się w tej dziedzinie dzisiaj.

Chrześcijańskie źródła Reiki?

Wtedy niewiele wiedziałem o Reiki, a deklarowane leczenie "Bożą mocą" wydawało się bliskie korzeniom chrześcijańskim. Zresztą teoretycy ruchu, opisujący jego narodziny, w sposób jednoznaczny powołują się na te źródła. Za jego twórcę uznają bowiem dr Usui, duchownego chrześcijańskiego, który próbował odkryć sposób, w jaki uzdrawiał Jezus. W tym miejscu rodzi się pierwsza wątpliwość, bowiem, choć w tradycji chrześcijańskiej mówi się o charyzmacie uzdrawiania, Kościół nigdy nie łączył go z jakimś ezoterycznym wtajemniczeniem, pozwalającym na korzystanie z niego, kiedy tylko się tego zapragnie.

Św. Paweł, który w swoich listach szeroko pisze o charyzmatach (por. 1 Kor 12-14), gdy wspomina o uzdrawianiu, nie określa go jako trwałej umiejętności, lecz każdorazowo, arbitralnie przez Boga udzielany dar (stąd używa on liczby mnogiej, pisząc o pojedynczych charyzmatach uzdrawiania - charismata iamaton). Tak też dar ten pojmowany jest we współczesnej katolickiej Odnowie charyzmatycznej, która dąży m.in. do odnowienia korzystania z charyzmatów w Kościele Katolickim [1].

Przypadek Szymona Maga

Już sama chęć posiadania trwałej nadprzyrodzonej władzy uzdrawiania, jaką miał Jezus, patrząc od strony duchowości chrześcijańskiej, staje się wątpliwa. Problem ten doskonale ukazuje fragment Dziejów Apostolskich opowiadający o Szymonie Magu (por. Dz 8,9-24).

Rzecz działa się w Samarii, gdzie działalność ewangelizacyjną, potwierdzaną licznymi uzdrowieniami, prowadził diakon Filip. W tekście czytamy, że Szymon zajmował się czarną magią, wprawiał w zdumienie lud Samarii i twierdził, że jest kimś niezwykłym (Dz 8,9). I dalej: poważali go wszyscy od najmniejszego do największego: "Ten jest wielką mocą Bożą" - mówili (Dz 8,10).

Mimo własnych sukcesów i popularności wśród ludności Samarii, Szymon został ujęty nauczaniem i działalnością Filipa.

Uwierzył również sam Szymon, a kiedy przyjął chrzest, towarzyszył wszędzie Filipowi i zdumiewał się bardzo na widok dokonywanych cudów i znaków (Dz 8,13).

Nawrócenie Szymona okazało się jednak niepełne, co miało się okazać niebawem. Wieść o sukcesach apostolskich w Samarii dotarła do apostołów, którzy przebywali w Jerozolimie. Wystali oni zatem Piotra i Jana, aby ci modlili się o dary Ducha Świętego dla nowo nawróconych Samarytan. Pogańska mentalność Szymona ujawniła się w momencie, gdy zaproponował apostołom pieniądze w zamian za nadprzyrodzone charyzmaty: "Dajcie i mnie tę władzę" - powiedział - "aby każdy, na kogo nałożę ręce, otrzymał Ducha Świętego" (Dz 8,19).

Swoją propozycją Szymon ukazał, że nie rozumie chrześcijańskiej darmowości laski, jak i tego, że zależy ona nie od magicznych praktyk człowieka, lecz od bezinteresownego udzielania się Boga.

Nagana ze strony Piotra była natychmiastowa: Niech pieniądze twoje przepadną razem z tobą (...) gdyż sądziłeś, że dar Boży można nabyć za pieniądze. Nie masz żadnego udziału w tym dziele, bo serce twoje nie jest prawe wobec Boga. Odwróć się więc od swego grzechu i proś Pana, a może ci odpuści twój zamiar. Bo widzę, że jesteś żółcią gorzką i wiązką nieprawości (Dz 8,20-23).

W tradycji historia ta była wielokrotnie interpretowana jako opis grzechu kupczenia świętościami. Właśnie od imienia Szymona zaczęto określać to wykroczenie symonią. Dziś jednak, gdy już nie sprzedaje się odpustów jak w średniowieczu, pojęciu temu można by nadać całkiem inną treść: mianowicie chęć posiadania nadprzyrodzonej władzy, która byłaby całkowicie zależna od woli człowieka. Szymon bowiem chciał, aby każdy, na kogo położy ręce, otrzymał Ducha Świętego.

Nie ma więc tu miejsca na pokorną modlitwę, lecz jest chęć magicznego manipulowania Bóstwem. Św. Piotr od razu zauważa tę grzeszną postawę Szymona, gdyż mówi: ...serce twoje nie jest prawe wobec Boga i dalej widzę, że jesteś żółcią gorzką i wiązką nieprawości. Nieprzypadkowo porównuje Szymona do żółci, starożytni uważali ją bowiem za siedlisko złości, nienawiści, pychy, chciwości, zazdrości i hipokryzji. Zwracano też uwagę na fakt wizualnego podobieństwa żółci do miodu, lecz diametralnej różnicy w ich smakach.

Mimo ostrych stów Piotra (zresztą też kiedyś zwanego Szymonem), Mag nie zbuntował się przeciwko słowom pierwszego spośród apostołów, lecz przestraszony poprosił o modlitwę. I choć tradycja przypisuje mu założenie jakiejś sekty, ponieważ nie ma o nim więcej wzmianek w Nowym Testamencie, możemy przyjąć wersję bardziej optymistyczną, że zrozumiał swój błąd i nawrócił się.

Historia ta może być pouczająca także w spojrzeniu na poszukiwania dr Usui.

Dr Usui charyzmatyk czy okultysta?

Paradoksalne jest, że odpowiedzi na swoje pytania chrześcijański mnich odnajduje nie w Piśmie Świętym, lecz w jakichś starych buddyjskich księgach. Tu znowu pojawia się rozdźwięk z buddyzmem, który w swojej klasycznej formie daleki jest od szukania tajemnej władzy, a wszelkie tego rodzaju zapędy traktuje jako przeszkodę w drodze ku nirwanie, rozumianej jako wolności od wszelkich pragnień. W opisach drogi do duchowego przebudzenia Buddy mocno podkreśla się potrzebę przekroczenia pokusy władzy, jaką oferują medytującemu demony.

Sam opis uzyskania władzy uzdrawiania przez dr Usui owiany jest nimbem tajemniczości. Ukazane są trwające 21 dni bliżej nieokreślone praktyki medytacyjne, po których duchowny doświadcza swoistego oświecenia, przy czym po raz drugi widzi znaki, które odkrył wcześniej we wspomnianych księgach buddyjskich. Samouzdrowienie zranionej stopy w trakcie powrotu miało przekonać go o uzyskani władzy uzdrawiania.

Powyższy opis nasuwa podejrzenie, że była to inicjacja okultystyczna, w trakcie której jakaś nieznana siła (ocultus) sprawiła, że dr Usui stał się jej przekazicielem (medium). Od tego czasu duchowny rozpoczął nauczanie adeptów, których poprzez kolejne inicjacje czynił przekazicielami energii Reiki.

Tak w inicjacjach, jak i w samym uzdrawianiu ważną rolę spełniają tajemnicze magiczne znaki, których poznanie i używanie ma dać władzę nad uzdrawiającą mocą.

Tu widać, jak daleko odbiegła praktyka uzdrawiania dr Usui od początkowych jej chrześcijańskich założeń.

Duchowny chciał odkryć metodę, jaka uzdrawiał Jezus, a doszedł do okultystycznego i magicznego panowania nad jakimiś mocami, co w sposób oczywisty kłóci się z chrześcijaństwem.

Chrześcijaństwo i Reiki - sprzeczność czy wzajemne uzupełnianie się?

A jednak nie każdy od razu widzi te sprzeczności. Od czasu do czasu spotykam osoby, które starają się łączyć technikę uzdrawiania Reiki z chrześcijaństwem. Pewna mistrzyni Reiki radziła na przykład swoim uczniom, aby uczestniczyli często we Mszy Świętej, bo to oczyszcza ich kanały energetyczne. Można by powiedzieć: I cóż w tym złego, przecież zachęta do praktyk religijnych jest czymś dobrym! Nie wtedy jednak, kiedy odbiera się im chrześcijański sens, a nadaje właściwości okultystyczno - magiczne.

Z kolei inna adeptka Reiki, mieniąca się chrześcijanką, z dużym zaangażowaniem mówiła mi o centrach energetycznych w człowieku, zwanych z sanskrytu czakrami.

Nie miała przy tym świadomości, że są to pojęcia z zakresu antropologii okultystycznej, która stoi w sprzeczności z antropologią chrześcijańską. Wreszcie, od czasu do czasu w różnych wspólnotach wspomnianej już katolickiej Odnowy charyzmatycznej pojawiają się pojedyncze osoby, które chcą uczestniczyć w seminarium Odnowy w Duchu Świętym [2], aby wzmocnić swoje uzdrowicielskie działanie.

Adepci Reiki zwykle angażują się w ten ruch w dobrej wierze. Bywa, że sami szukają sposobu uzdrowienia z trapiących ich dolegliwości, czasem zaś chcą ulżyć w cierpieniu swoim bliskim. W tych poszukiwaniach jednak podobni są do Szymona Maga, który, choć sam ochrzczony, dał się uwieść pragnieniu władzy nad swoim losem, bez oglądania się na Bożą Opatrzność. O tym, że uwiedzenie to może być niebezpieczne, przekonują przypadki osób, które, stosując bądź poddając się działaniu techniki Reiki, zaczęły przeżywać poważne problemy osobowościowe. Wprawdzie fizyczne objawy chorobowe ustępowały, ale w ich miejsce pojawiała się chroniczna bezsenność, wyczerpanie, stany lękowe, natrętne myśli samobójcze, słyszenie głosów, niezdolność do koncentracji.

Jacques Verlinde, francuski zakonnik, który przez wiele lat był zaangażowany najpierw w hinduizm, później w okultystyczne praktyki uzdrowicielskie, jednoznacznie przestrzega, że mediumistyczne otwarcie na nieznane siły może uczynić korzystająca z nich osobę bezbronna wobec ich działania.

W niektórych przypadkach (tak było w przypadku samego Jacques'a Verlinde) dopiero interwencja egzorcysty kładzie kres dramatycznym następstwom, jak i samej zdolności okultystycznego uzdrawiania.

Andrzej Idem

[1] Początki katolickiej Odnowy charyzmatycznej, zwanej też Odnową w Duchu Świętym, datuje się na rok 1967, kiedy to grupa studentów z Pitsburga w USA na dniach skupienia doświadczyła niezwykłego działania Ducha Świętego. Od tego czasu Odnowa dotarta do wielu krajów świata. W Polsce Odnowa w Duchu Świętym liczy kilkadziesiąt tysięcy uczestników.

[2] Seminarium Odnowy w Duchu Świętym to rodzaj, zwykle siedmiotygodniowych, rekolekcji, przygotowujących do ożywienia charyzmatów, które każdy chrześcijanin otrzymuje podczas chrztu i bierzmowania.



Post Scriptum

Terapie i praktyki ezoteryczne coraz częściej docierają do świata osób duchownych. Przede wszystkim chrześcijan, choćby z Kościoła Episkopalnego, Baptystycznego, Zielonoświątkowców czy Katolickiego.

Warto wspomnieć tu chyba o najbardziej spektakularnym przykładzie Amerykanina, dominikanina, Matthew Foxa. Był on przez 33 lata duchownym katolickim. Uzyskał stopień magistra filozofii i teologii, ukończył także studia doktoranckie w Institute Catholique de Paris. Ostatecznie porzucił zgromadzenie zakonne i znalazł się poza Kościołem Katolickim.

Obecnie jest czołowym ideologiem i nauczycielem nurtu teologii chrześcijańskiej związanej z Nową Erą.

W Polsce wśród osób duchownych również pewnym wzięciem cieszą się niektóre nurty pseudoduchowości związane z New Age. Nie trzeba tu chyba dodawać, jak cennymi zdobyczami są ci duchowni dla ośrodków i liderów nurtów mistyczno - ezoterycznych, które starają się o legitymizację swojej działalności.

Zapewnienie szerokiej publiczności o tym, że metody i praktyki nie są sprzeczne z doktryną Kościoła Katolickiego, w znaczny sposób poszerza krąg oddziaływania ich nauczycieli.

Opisywana powyżej metoda uzdrawiania, zwana Reiki, jest również znana wśród duchownych. Wśród jej zwolenników są też propagatorzy wywodzący się z kręgów osób duchownych.

Jako przykład może posłużyć postać katolickiej zakonnicy, siostry Mariuszy Bugaj. Dokonywała ona - zdobywszy uprzednio tytuł wielkiej mistrzyni Reiki - licznych inicjacji adeptów tej metody . Prowadziła leczenie i kursy Reiki I i II stopnia. Oficjalnie uczestniczyła w corocznych Festiwalach Ezoterycznych organizowanych w Krakowie. Na skutek zamieszania i licznych zapytań, jakie zaczęły towarzyszyć jej osobie, w styczniu 1995 roku złożyła deklarację, że nie będzie prowadziła szkoleń Reiki, uczestniczył w spotkaniach uzdrowicielskich, udzielała wywiadów ani wydawała dyplomów ze swoim podpisem. W roku 1992 w Warszawie ukazała się jednak sygnowana imieniem s. Mariuszy książka Reiki. Usui Shiki Ryoho.

Ks. Roman Pindel podając w wątpliwość autorstwo tej książki pisał: "Piszę o autorstwie siostry w trybie warunkowym, ponieważ nie mogę zrozumieć, jak prosta siostra, która ma trudności z po prawnym zapisem tekstu o objętości jednej strony mogła być autorką całej książki, napisanej bardzo dobrze (...). W książce znajdują się stwierdzenia podważające ważne prawdy wiary: m.in. Jezus jest jedynie jednym z wybitnych twórców religii, a uzdrowienia dokonane przez Niego miały miejsce dzięki posiadaniu przez Niego umiejętności leczenia. Tę "umiejętność" może posiąść adept Reiki. Jezus bowiem swojej "metody" uzdrawiania nie przekazał Apostołom ani Kościołowi, ale "odkrył" je w X1X wieku tajemniczy duchowny z Japonii".

S. Mariusza pisze: " /dr Usui- przypis ks. R.P./ usilnie próbował odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Jezus i jego uczniowie czynili cuda. Niestety, na takie pytanie nauki teologiczne nie dają odpowiedz wprost. Po głębokim zastanowieniu dr Usui postanowił sięgnąć do tradycji buddyjskich...

Wreszcie w jednym z buddyjskich klasztorów znalazł księgę, która zawierali zapomniane znaki, słowa oraz symbole, którymi posługiwał się Budda. Siostra przyjmuje więc system religijny zwany buddyzmem. Pierwsze wydanie tej książki, które zostało już wyczerpane, wprowadziło i wprowadza w błąd wielu wierzących. Jak dotąd, nie pojawiło się najmniejsze odwołanie stwierdzeń w niej zawartych, więc wiele osób sądzi, że siostra nadal podtrzymuje swoje poglądy" ( zob. ks. R. Pindel, Rejki metoda leczenia czy sekta?, w : Rejki - deszcz niebiańskiej energii?, Kraków 1997, s.16-17).

Ks. Roman Pindel podkreśla, że Rejki jako systemu religijnego i uzdrowicielskiego nie da się pogodzić z wiarą katolicką.

"Ponieważ w Polsce ogromni większość stanowią katolicy (w dużej części jednak słabo uformowani religijnie , więc usiłuje się dla nich uczynić z Reiki budź sami metodę leczenia, budź ruch bardzo zbliżony ideowo do chrześcijaństwa. Temu celowi służą modlitwy chrześcijańskie i pouczenia o cierpieniu, ale przede wszystkim sama obecność i zaangażowanie w ruch siostry zakonnej. Temu celowi służyło ukazanie się w 1993 roku w piśmie Nieznany Świat wywiadu z s. Mariuszą, którego treść poszerzono bez jej zgody. Mimo interwencji nie wydrukowano żadnego sprostowania - tłumaczyła przełożona s. Mariuszy." (zob. R. Pindel, op. cit., s.15-16).

dr Hanna Karaś
Reiki - okultyzm czy ...
emo
Kurs Silvy

Jest jedną z wielu pojawiających się form, która ma być alternatywą dla wiary chrześcijańskiej na drodze do rozwoju wewnętrznego i w poszukiwaniu sensu życia. Argumentem przeciw temu twierdzeniu nie może być fakt, że wiele osób wierzących, a nawet księża czy zakonnice, uczestniczą w tych kursach.

Kursy Silvy, czy inne im podobne (np. Reiki), wydają się być zupełnie niegroźnym zaproszeniem do rozwijania swojego umysłu, rozwijania swoich zdolności i odkrycia w sobie zdolności, o których nie mamy pojęcia, takich jak przepowiadanie przyszłości, uzdrawianie, telepatia, wpływanie na losy innych ludzi. Oczywiście nikt na początku nie obiecuje tak wielkich możliwości, te można rozwinąć wchodząc w kolejne fazy, etapy, i tu pojawia się pytanie, etapy czego? Dla nas są to etapy upadku, zatracania się wchodzenia w ślepą, ciemną uliczkę, z której wyjście musi być bardzo bolesne.

Sens kursów polega ogólnie na takim wewnętrznym rozwoju, poprzez medytacje i różne ćwiczenia, prowadzącym do tego, że człowiek zaczyna myśleć-funkcjonować na innym niż normalnie poziomie umysłu, czy fal mózgowych. Ludzie będący szczególnie wrażliwi i zaangażowani potrafią diagnozować i leczyć innych poprzez wnikanie swoimi zmysłami do wnętrza drugiej osoby. Nie chodzi nam tutaj o szczegółowe opisywanie form i technik. Wierzymy, że jest to możliwe. To stwierdzenie jest dla Ciebie zaskakujące?

Jest to możliwe, ale nie łudź się, nie poprzez technikę czy ćwiczenia. Kurs Silvy i jemu podobne to coś więcej niż technika, to nawet coś więcej niż filozofia, tutaj nie obracamy się w sferze rozumu, sił przyrody, jakiejś nieokreślonej energii. Tutaj wchodzimy w świat duchowy - świat, który naprawdę istnieje wokół nas, w którym istnieją i siły Dobra-Boga ale i siły Złego-... My wierzymy, że za kursem Silvy stoją siły zła. Musisz być tego świadomy.

Nie wierzysz w duchy? To przypomnij sobie te wszystkie zjawiska, cudowne uzdrowienia, bezkrwawe operacje, o których słyszałeś. Mówisz sobie: "średniowiecze". To dlaczego interesuje Cię Silva?

W książce "Piękna strona zła", która jest świadectwem kobiety, żyjącej przez wiele lat w związkach z okultyzmem, opisano przejście przez kurs Silvy, zwany wtedy Mind Control[1]. Wchodząc na kolejny poziom podświadomości autorka musiała sobie wybrać, wykreowanych w tejże podświadomości pomocników-doradców. Wybrała Jezusa, jako że była osoba wierzącą, wydawało jej się, że tak będzie najlepiej. Pewnego razu zamiast twarzy Jezusa ukazała jej się bestia. Usłyszała głos, że jest to próba wiary, jeżeli ucałuje bestię powróci postać Jezusa. Autorka uczyniła to[2]. Ten fragment chyba najlepiej ilustruje cały problem.

Teraz masz może masę pytań?


Czy złem jest jeżeli człowiek chce się rozwijać? Co złego jest w tym, że człowiek dzięki nadzwyczajnym zdolnościom może pomagać innym? Przecież to nie może być takie groźne? Przecież ja chcę tylko pójść tam z ciekawości? A ja chcę tylko rozwinąć pamięć. A ja nauczyć się podejmować decyzję. Mam znajomych, którzy byli tam i nic im nie jest...itd.

Dla człowieka wierzącego podstawowym argumentem, który odrzuciłby Silvę jest pierwsze przykazanie "NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ". Jeżeli decydujesz się na kurs, wybierasz układ ze złem. Nie tłumacz się tym, że to tylko ciekawość i ty na pewno wycofasz się w odpowiednim momencie. Albo przyjmiesz wszystko albo nic, tutaj nie ma miejsca na kompromis, choć na pewno "ktoś" powie Ci inaczej. Wchodząc w te rzeczy, aby osiągnąć jakiś rezultat musisz się zaangażować. Czy naprawdę chodzi Ci tylko o ciekawość? Myślę, że to często przykrywka, za którą kryje się coś więcej - poszukiwanie sensu, prawdy... Ale to ślepa uliczka. Szukających teologicznych argumentów przeciw kursom Silvy odsyłam do artykułów dominikanina Wojciecha Jezienickiego, który w oparciu o książkę samego Jose Silva wskazuje sprzeczności z chrześcijaństwem.[3]

Jeżeli zamierzałeś wybrać się na kurs i ten tekst wzbudził w tobie wątpliwości to bardzo dobrze. Pamiętaj nie zajrzałeś tutaj przypadkowo. Jeżeli argumenty nie przekonały Cię i nie uzyskałeś pełnej odpowiedzi, zapraszamy do Nas. Jeżeli argumenty nie przekonały Cię i zamierzasz pójść na kurs, wstrzymaj się jeszcze trochę. Poczekaj choć pewien czas, porozmawiaj ze swoimi przyjaciółmi i podziel się swoimi wątpliwościami, nic nie tracisz, a chodzi przecież o twoje życie.

Dla mojej znajomej argumentem, aby zrezygnować z kursu, był fakt, że jest ona zbyt racjonalna w myśleniu i dla niej kurs to jakaś magia. Stwierdziła tak, gdy dowiedziała się o nim trochę więcej. Najważniejsze, że zrezygnowała. A co ty wiesz o kursie Silvy? Jeżeli zajrzałeś tutaj, bo Twoi znajomi chcą pójść na kurs, albo są już w niego uwikłani i nie wiesz, co robić, a chcesz im pomóc, pozostaje Ci modlitwa i natchnienie Boże, które wskaże Ci co dalej.

1 Przejście kursu Silvy jako etap coraz głębszego angażowania się w okultyzm jest opisane również w książce Randalla N. Baera W matni New Age, Wydawnictwo "m", Kraków 1996, s. 20.

2 Johanna Michaelsen, Piękna strona zła, Warszawski Dom Wydawniczy, 1992, s.89.

3 Wojciech Jezienicki OP, Plaga żab, List, nr 2/97; Autostrada do nieba, List, nr 7/97, oraz wydanie specjalne Listu poświęcone sektom.

źródło www.effatha.org.pl/
Kurs Silvy
emo
SOWA Z NOGĄ W GIPSIE CZYLI O IRYDIOLOGII

Powstanie irydiologii opisują dwie historie (do nich dotarłem), obie związane z sową, której imienia nikt nie zna.

Pierwsza opowiada jak to Ignaś Peczely uciekał przez las i został zaatakowany przez szturmującą go sowę znajdującą się w locie koszącym, gdy nie pomógł obronny ostrzał szyszkowy zaczął się bronić stosując techniki Ninjustu czy coś podobnego w wyniku czego sowa (której imienia nikt nie znał) doznała złamania nogi lub łapy (nie znam się na odnóżach sów) i w momencie łamania nogi zauważył dziwną kreskę na jej oku. Druga historia (związana z tą samą sową a może inną), mówi jak to Ignaś chciał aresztować sowę u umieścić ją w areszcie klatkowym i podczas wtłaczania jej do klatki nastąpiło złamanie jej nogi (nie wiadomo której), i nagle wtedy zauważył czarną kreskę na jej oku. Po kilku latach Ignaś z mechanika przekształcił się w przyrodolecznika i homeopatę, a następnie po studiach w Wiedniu stał się doktorem medycyny. Podczas oględzin pacjenta zauważył taką czarną kreskę na jego oku (nie mam informacji czy pacjenta też ktoś chciał ostrzelać szyszkami a potem wsadzić do klatki): tak narodziła się irydiologia. Igaś podzielił tęczówkę na 12 odcinków (astrologowie też dopatrzyli się losów człowieka w oku np. astrolog Libra który pisał o "Zodiaku oka") i przyporządkował każdemu odcinkowi różne narządy:
# Wokół czarnej źrenicy ukazywały się rzekomo choroby żołądka,
# Nogi w sektorach 6 i 7,
# Głowa w górnych odcinkach tęczówki itd.

Irydiologia stała się sławna od procesu "glinianego pastora" bioenergoterapeuty i irydiologa Felke. Facet miał taką wydajność w przeróbstwie pacjentów, że Kasy Chorych powinny z niego brać przykład - 15 000 pacjentów na rok. On i wielu jemu podobnych twierdziło, że irydiologia jest nieomylna. Miał on stwierdzić przed sądem na co choruje 20 pacjentów których miał "przebadać". Na owych 20 pacjentów nie było jednej pozytywnej diagnozy.

Aby być obiektywnym chciałbym zauważyć, że oko może nam dużo powiedzieć o chorobach przebytych lub aktualnie przechodzonych, ale nie jest to irydiologia, podzielonego oka i tak np.:
# Choroby występujące w samym oku,
# Żółtaczka objawia się w spojówce (za żółtaczką mogą się kryć inne schorzenia można, ponoć napisać kilka stron o chorobach powodujących zabarwienie się żółte)
# Rogówka oka może też chorować np. wirusowo ,
# Brak witamin lub przyjmowanie leków może spowodować zmętnienie soczewki,
# Badanie dna oka może nam powiedzieć, czy pacjent ma arteriosklerozę lub cukrzycę,
# Nerw oczny może nas informować o np. guzie mózgu itd.
# Tęczówka może nam powiedzieć, że ma zapalenie tęczówki powodowane przez: gruźlicę, choroby weneryczne

Wielu ludzi udaje się do irydiologów i jest zachwycona ich diagnozami. Jak już wcześniej powiedziałem, bardzo wiele chorób uwidacznia się na naszym oku i bardzo ważne w "diagnozie" stosowanej przez irydiologów to bardzo dobra obserwacja pacjenta - przecież pacjent sam mówi, co i gdzie go boli. Operowanie eufemizmami - np. "woreczek żółciowy ma się źle" jeżeli mamy wątpliwości zawsze można powiedzieć ".. że to znaki chorób rodziców albo to kiedyś może wysiąść."

Irydiolog tłumaczy pacjentowi, że istnieje tylko jeden klucz diagnostyczny do tęczówki natomiast prof. Jentzsch naliczył ich około 19. N

Od powstania wytworu Ignasia pojawiły się różne mapy tęczówki, które, co najdziwniejsze, nie są takie same w różnych wydaniach. Obecnie istnieje kilka szkół irydologia np.: amerykańska, chińska i holenderska, które inaczej interpretują plamki na tęczówce. To tak, jakby założyć, że kardiolog polski nie stosuje tych samych metod diagnoz chorób serca, co kardiolog z Afryki Południowej.

Podczas badań 762 pacjentów z bardzo ciężkimi schorzeniami w tym około 60 amputacji kończyn tylko u 18 pacjentów stwierdzono jakiś znak w polu chorego narządu, za to prawie połowa z nich miała jakieś znaki chorób w polu narządów, które nigdy nie chorowały.

Bardzo mnie jeszcze ciekawi, czy były znaki u osób po amputacjach tak jak u szturmującej sowy której imienia nikt nie zna - aha zapomniałem (dobra obserwacja) to przecież widać od razu.

źródło www.psychomanipulacja.pl/
Irydologia
emo
Dokument Episkopatu USA o reiki

ZASADY WARTOŚCIOWANIA REIKI JAKO TERAPII ALTERNATYWNEJ
Komitet Doktrynalny Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych (26 marca 2009 )


1. Od czasu do czasu pojawiają się pytania dotyczące różnych alternatywnych terapii, które często są dostępne w Stanach Zjednoczonych. Czasem pyta się biskupów: "Jaka jest postawa Kościoła względem tych terapii?" Komitet doktrynalny przygotował ów dokument, aby pomóc biskupom w odpowiedzi na to pytanie.

I. Uzdrowienie przez Bożą łaskę oraz przy pomocy środków naturalnych

2. Kościół uznaje dwa rodzaje uzdrowienia: uzdrowienie przez Bożą łaskę oraz uzdrowienie, które wykorzystuje środki naturalne. Co do pierwszego, możemy wskazać na publiczne działanie Jezusa, który dokonał wiele publicznych uzdrowień oraz powołał swoich uczniów do wykonywania tej samej posługi. Wierny temu powołaniu Kościół już od czasów Apostołów wstawia się za chorymi przez wzywanie imienia Pana Jezusa, prosząc o uzdrowienie mocą Ducha Świętego, czy to w formie sakramentalego wkładania rąk oraz namaszczenia olejem, czy to w formie prostych modlitw o uzdrowienie, które często zawierają błaganie o wstawiennictwo świętych. Co zaś dotyczy drugiego rodzaju uzdrowienia, Kościół nigdy nie stał w pozycji mówiącej, że pierwszy rodzaj uzdrowienia poprzez Bożą laskę wyklucza uciekanie się do naturalnych środków poprzez praktykę medycyny.1 Obok swojego sakramentu uzdrowienia oraz licznych modlitw z prośbą o nawrócenie, Kościół ma długo historię troski o chorych przy pomocy środków naturalnych. Najbardziej wyrazistym znakiem tego jest olbrzymia ilość szpitali katolickich znajdujących się na terenie naszego kraju.

3. Te dwa rodzaje uzdrowienia nie wykluczają się nawzajem. Powinniśmy korzystać z naturalnych środków medycznych, które są do naszej dyspozycji, nie dlatego, że uzdrowienie za pośrednictwem łaski Boga byłoby niemożliwe. To czy Bóg uzdrowi kogoś w sposób ponad naturalny nie zależy od nas. KKK podkreśla, że Duch Święty daje czasem pewnym osobom "szczególny charyzmat uzdrawiania, żeby ukazać moc łaski Zmartwychwstałego".2
Moc uzdrawiania nie należy do dyspozycji ludzkiej, ponieważ "nawet najbardziej intensywne modlitwy nie przynoszą jednak uzdrowienia wszystkich chorób"3.
Odnoszenie do naturalnych środków naturalnych jest więc stosowne, ponieważ te środki są do dyspozycji człowieka. Poza tym miłość chrześcijańska wymaga, abyśmy nie zaniedbywali naturalnej pomocy ludziom cierpiącym.

II. Reiki i uzdrowienie

A) Początki i charakterystyka Reiki

4. Reiki jest techniką uzdrowienia wymyśloną w Japonii w końcu XIX w. przez Mikao Usui, który studiował buddyjskie teksty.4
Według tej techniki choroba jest skutkiem zaniku lub braku równowagi energii życia człowieka. Osoba stosująca Reiki powoduje uzdrowienie poprzez wkładanie rąk na różne miejsca ciała pacjenta, ażeby ułatwić Reiki, czyli energii życiowej wpłynąć do pacjenta poprzez swoje ręce. Są różne sposoby nałożenia rąk odpowiadające odpowiednim chorobom. Zwolennicy Reiki twierdzą, że osoba stosująca Reiki nie jest źródłem energii, lecz jedynie jej kanałem.5
Żeby praktykować Reiki należy przejść "inicjację" lub "nastrojenie" od mistrza Reiki. Obrzęd ten sprawia, że się jest "nastrojonym" do "powszechnej energii życiowej" a także, że staje się zdolnym pośredniczyć w przekazywaniu energii. Mówi się że są trzy różne poziomy nastrojenia (inni podają, że są cztery). Na wyższych poziomach przypuszcza się, że osoba nastrojona może skierowa energię Reiki i uzdrowić na odległość bez kontaktu fizycznego.

B ) Reiki jako naturalny środek uzdrowienia

5. Chociaż zwolennicy Reiki wydają się zgadzać z tym, że technika Reiki nie konstytuuje religii bezpośrednio, lecz tylko metodę, która jest wykorzystywana przez wielu ludzi w z różnych tradycji religijnych, to mimo to posiada ona pewne aspekty religijności. Często opisuje się Reiki jako "duchowy" rodzaj uzdrowienia w przeciwieństwie do zwykłych procedur medycznych przyczyniających się do uzdrowienia. Duża ilość literatury dotycząca Reiki odnosi się do "Boga", do "Bogini", do "boskiej mocy uzdrawiania" i do "umysłu Bożego". Energia siły życiowej jest opisywana jako skierowana przez Boga, "Wyższą Inteligencję" lub przez "boską świadomość". Analogicznie, różne "nastrojenia", które otrzymuje osoba praktykująca Reiki od mistrza, są dokonane przez "święte ceremonie" zawierające manifestację oraz kontemplację pewnych "świętych symboli" (które tradycyjnie są trzymane w tajemnicy przez mistrzów Reiki). Ponadto technika Reiki często jest nazywana "sposobem życia" i opisywana jest za pomocą pięciu "Nakazów Reiki", które określają właściwe zachowanie etyczne.

1.Właśnie dziś- nie złość się,
2.Właśnie dziś- nie martw się,
3.Bądź wdzięczny za wszelkie błogosławieństwa,
4.Zarabiaj na utrzymanie uczciwą/szczerą pracą,
5.Bądź życzliwy dla swoich bliźnich.


6. Niemniej istnieją pewne praktyki Reiki, przede wszystkim używane przez pielęgniarki jako naturalny środek uzdrowienia. Nawet jeśli będziemy patrzeć na Reiki jako naturalny środek uzdrowienia, wtedy techniki Reiki musi być dopasowana do standardów nauk przyrodniczych. Prawdą jest, że mogą istnieć naturalne środki uzdrowienia, które mogły jeszcze nie zostać uznane przez naukę. Mimo tego podstawowe kryteria, według których można oceniać, czy powinniśmy zaufać danemu sposobowi naturalnego uzdrowienia, są cały czas kategoriami nauki.

7. Jeżeli patrzymy na technikę Reiki w świetle nauki, to musimy przyznać, że brakuje jej wiarygodności. Technika ta nie została przyjęta przez środowiska medyczne i naukowe jako terapia skuteczna. Brak jest wiarygodnych badań naukowych potwierdzających jej skuteczność, a także brak wiarygodnego wytłumaczenia naukowego jak mogłaby ona wogóle być skuteczna. Wytłumaczenie jej skuteczności podlega całkowicie partykularnemu poglądowi, w którym świat jest ogarnięty przez "powszechną energię życiową" (Reiki) podatnej jest manipulacji ludzkiego umysłu i woli. Osoby praktykujące Reiki utrzymują, że ich szkolenie pozwala ludziom skierować "powszechną energię życiową" obecną we wszystkich rzeczach. Ta "powszechna energia życiowa" jest nieznana naukom przyrodniczym. Ponieważ obecność takiej energii nie była obserwowana za pomocą nauk przyrodniczych, uzasadnienie takich terapii musi wynikać z czegoś innego niż nauka.

C) Reiki i uzdrawiająca moc Chrystusa
8. Niektórzy próbowali utożsamić Reiki z znanym dla chrześcijan uzdrowieniem Boskim.6 Oni się mylą. Radykalna różnica jest ewidentnie widoczna i polega na tym, że moc uzdrawiania w przypadku techniki Reiki należy całkowicie do człowieka. Niektórzy nauczyciele Reiki chcą uniknąć tej implikacji i twierdzą, że to nie człowiek osobiście powoduje uzdrowienie, lecz czyni to energia Reiki skierowana przez świadomość Boską. Niemniej faktem pozostaje, że dla chrześcijan dostęp do Boskiego uzdrowienia dokonuje się poprzez modlitwę do Chrystusa jako Pana i Zbawiciela; natomiast istotą Reiki nie jest modlitwa, lecz technika, którą przekazuje się od mistrza do ucznia - technika, która raz opanowana daje zawsze spodziewane rezultaty.7
Niektórzy praktycy Reiki próbują schrystianizować Reiki dodając modlitwę do Chrystusa, mimo tego nie zmienia to istoty tejże praktyki. Z tych powodów Reiki oraz podobne techniki terapeutyczne z tym, co nazywają chrześcijanie uzdrowieniem poprzez Bożą łaskę.

9. Różnica między tym, co uznają chrześcijanie za uzdrowienie mocą łaski Bożej a terapią Reiki, ukazuje się również w podstawowych terminach stosowanych przez praktyków tej metody do opisanie zdarzeń zachodzących podczas jej stosowania, a przede wszystkim termin "powszechna energia życiowa". Ani Pismo Święte ani Tradycja chrześcijańska nie mówią o świecie naturalnym, jako o świecie budowanym na podstawie "powszechnej energii życiowej", podatnej na manipulację przez naturalną ludzką moc umysłu i woli. W rzeczywistości światopogląd ten mający swoją genezę w religiach wschodnich ma pewien charakter monistyczny i panteistyczny w tym, że zacierają się granice pomiędzy człowiekiem, światem i Bogiem.8
Zobaczyliśmy już, że osoby praktykujące Reiki nie są w stanie wyraźnie odróżnia pomiędzy uzdrawiającą mocą Boską i mocą będącą do dyspozycji człowieka.

III. Wnioski

10. Terapia Reiki nie znajduje potwierdzenia ani w wynikach badań nauk przyrodniczych ani w wierze chrześcijańskiej. Katolik, który chciałby wierzy w skuteczność techniki Reiki spotka się z nierozwiązanymi problemami. Jest ogólnie nierozsądną rzeczą dostosować technikę, której brak uzasadnienia naukowego a nawet wiarygodności do pielęgnowania zdrowia fizycznego swojego lub innych.

11. Jeżeli chodzi o pielęgnowanie zdrowia duchowego są nawet poważniejsze zagrożenia. Żeby korzystać z techniki Reiki człowiek musiałby akceptować przynajmniej milcząco istotne elementy światopoglądu, które uzasadniają praktykę Reiki; elementy te zaś nie należą ani do wiary chrześcijańskiej ani do nauki przyrodniczej. Człowiek praktykujący technikę Reiki bez uzasadnienia zarówno ze strony wiary, jaki i ze strony nauk przyrodniczych, wkracza w mroczny obszar zabobonu, czyli w strefę, która nie należy ani do przestrzeni wiary ani do nauki.9 Zabobon wpływa negatywnie na nasz stosunek do Boga, ponieważ zwraca ludzkie uczucia oraz praktyki religijne w złym kierunku.10Czasami ludzie wpadają w zabobon poprzez własną ignorancję, jednak wszyscy nauczający w imieniu Kościoła ponoszą odpowiedzialność eliminowania tejże ignorancji, na ile to tylko możliwe.

12. Ponieważ terapia Reiki nie pasuje ani do nauczania Kościoła ani do wniosków naukowych, byłoby niepoprawne dla takich instytucji kościelnych, jak szpitale i domy rekolekcyjne oraz dla osób reprezentujących Kościół, takich jak kapelani katoliccy promować terapię Reiki.



William E. Lori (Przewodniczący)
Biskup Bridgeport

John C. Nienstedt
Arcybiskup St. Paul i Minneapolis

Leonard P. Blair
Biskup Toledo

Arthur J. Serratelli
Biskup Patterson

José H. Gomez
Arcybiskup San Antonio

Allen H. Vigneron
Biskup Oakland

Robert J.McManus
Biskup Worcester

Donald W. Wuerl
Arcybiskup Waszyngtonu



tłum. Eric Ross OP i Katarzyna Olkowska

Przypisy:

1. Patrz: Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja o modlitwie za chorych (14. września 2000), I, 3: "Oczywiście, modlitwa nie wyklucza korzystania ze skutecznych naturalnych środków ochrony i odnowy zdrowia, lecz raczej zachęca do nich, a także prowadzi synów i córki Kościoła do opieki nad chorymi, do pomagania im w ciele i w duchu, i do poszukiwania sposobów uzdrowienia"..
2. KKK, nr 1508.
3. KKK, nr 1508.
4. Niektórzy twierdzą, że on odkrył jedynie na nowo starożytną technikę tybetańską, lecz brak jest dowodów takiego twierdzenia.
5. Jak będzie można zobaczyć poniżej, w systemie Reiki różnice pomiędzy osobą, światem i Bogiem dążą do zacierania się. Nietórzy nauczyciele Reiki utrzymują, że z czasem można dojść do wniosku, że "powszecha energia życiowa" jest tym samym co osoba, "że my jesteśmy powszechną energią życiową i że wszystko jest energią, rownież my" (Libby Barnett i Maggie Chambers oraz Susan Davidson, Reiki Energy Medicine: Bringing Healing Touch into Home, Hospital, and Hospice [Medycyna energii Reiki: Wprowadzając uzdrawiający dotyk do domu, szpitala i hospicjum], Rochester, Vt.: Healing Arts Press, 1996, str. 48; patrz także s. 102).
6. Np. patrz: "Reiki and Christianity" ["Reiki i chrześcijaństwo"] ze strony iarp.org/articles/Reiki_and_Christianity.htm oraz "Christian Reiki" ["Chrześcijańskie Reiki"] ze strony areikihealer.tripod.com/christianreiki.html a także strona www.christianreiki.org.
7. Mistrzowie Reiki wprowadzają zajęcia na różnych poziomach zaawansowania. Są te lekcje, za które nauczyciele wymagają znacznych opłat. Uczeń oczekuje, a mistrz Reiki zapewnia, że ta inwestycja czasu i pieniędzy pozwala opanować technikę, która daje przewidywalne efekty.
8. Czasem wydaje się to czymś zawartym w systemie Reiki, ale są także zwolennicy którzy otwarcie mówią, że ostatecznie nie ma żadnej granicy pomiędzy pojedynczą osobą a energią Reiki. "Osiąganie harmonii z sobą samym i bycie energią Reiki są ciągłymi procesami. Chęć trwałego zaangażowania w ten proces stymuluje twoją ewolucję i może prowadzić do odkrycia i ostatecznego doświadczenia, że ty jesteś powszechną siłą życiową" (The Reiki Healing Connection [Połączenie uzdrawiające Reiki], Libby Barnett, MSW, reikienergy.com/classes.htm, z dnia 6.02.2008 [wytłuszczenie w oryginale]). Diane Stein streszcza znaczenie niektórych "świętych symboli" używanych w trakcie zajęć nastrojenia Reiki w ten sposób: "Bogini we mnie pozdrawia Boginię w tobie"; "Man and God becoming one" ["Bóg i człowiek stają się jednym"] (Essential Reiki Teaching Manual: A Companion Guide for Reiki Healers [Niezbędny podręcznik nauczycielski Reiki: Przewodnik dla uzdrowicieli Reiki], Berkeley, Cal.: Crossing Press, 2007, s. 129-131. Anne Charlish i Angela Robertshaw tłumaczą, że najwyższe nastrojenie Reiki "oznacza przejście od ego i samego siebie do poczucia jedności z powszechną siłą życiową" (Secrets of Reiki [Tajemnice Reiki], Nowy Jork: DK Publishing, 2001, s. 84).
9. Niektóre szkoły Reiki twierdzą, że należy zwracać się o pomoc do istot anielskich lub "przewodników duchowych Reiki". Prowadzi to do kolejnego zagrożenia - otwarcia się na złe moce.
10. Patrz: KKK, nr 2111; Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna II-II, q. 92, a. 1

źródło www.effatha.org.pl/
Dokument Episkopatu ...
emo
Metoda Bronnikowa



(widzenie bezpośrednie) – oparty na technikach Dalekiego Wschodu system samodoskonalenia umysłu, którego celem jest osiągnięcie zdolności widzenia świata zewnętrznego (i wewnętrznego) bez udziału receptorów wzroku. Jego autorem jest rosyjski ezoteryk, Wiaczesław Michajłowicz Bronnikow. Początki metody sięgają roku 1994. Od tego czasu staje się ona coraz popularniejsza, szczególnie wśród osób niewidomych, z zaburzeniami widzenia, uszkodzeniami wzroku i nowotworami oczu.

Bronnikow posiada średnie wykształcenie techniczne. Jest członkiem Międzynarodowej Akademii Informatyzacji, która zajmuje się takimi dyscyplinami jak astrologia czy ufologia. Afiszuje się tytułem doktora filozofii, który w Rosji – jako stopień naukowy – nie występuje. W swoim życiorysie podaje, że jego babkę uważano za czarownicę, która była obdarzona bogatą wiedzą ezoteryczną, a jego matce przepowiedziano urodzenie wielkiego człowieka. Twierdzi, iż od trzeciego roku życia słyszał kobiecy głos, który umożliwił mu nawiązanie łączności z “gwiazdą” i za jej pośrednictwem, dostęp do “wyższej wiedzy”. Następnie rozpoczął nauki podczas snu, w “Szkole niebiańskich nieśmiertelnych świętych”. Przez kościół prawosławny został nazwany przywódcą sekty.

Założenia światopoglądowe

Fundamentem metody Bronnikowa jest holizm w ujęciu wierzeń taoistycznych. Wg nich losem ludzkości i świata rządzi energia. Jej prawidłowy przepływ zapewnia harmonię, będącą podstawą zdrowia, najwyższej jakości życia, rozwoju i samorealizacji. Bronnikow w swojej teorii wymieszał pojęcia charakterystyczne dla świata nauki (podświadomość, świadomość, fizjologia, anatomia mózgu, krwiobieg) z terminologią charakterystyczną dla ezoteryki obecnej w paranauce (bioenergia, pole energetyczne, biopole, energia kosmiczna), co wzmaga poczucie, że opisywana metoda jest właściwie przygotowana naukowo i metodologicznie; pojęcia nienaukowe przybierają charakteru naukowego. Dodatkowo dokonuje też zamiany wielu terminów: ezoteryczną aurę nazywa polem świadomości, czakry – centrami energetycznymi, meridiany – kanałami energetycznymi, itd. Autor przytacza szereg opinii różnych naukowców, potwierdzających naukowość i rzetelność jego metody. Co ciekawe, autorami opinii są wyłącznie Rosjanie, np. Natalia Pietrowna Biechtieriewa (krytykowana przez naukowców: m.in. z Komisji do Walki z Pseudonauką Rosyjskiej Akademii Nauk za zbyt tolerancyjny stosunek do mistycyzmu i niepoprawnie przeprowadzane eksperymenty dotyczące zdolności psychicznych) czy Siergiej Anatoljewicz Klejmienow, który otwarcie stwierdza: Filozofia, światopogląd oraz metoda jako taka kształtują tak zwany całościowy (przyp. holistyczny) pogląd na świat, zgodnie z którym człowiek figuruje nie jako obiekt oddziaływania sił zewnętrznych, lecz jako część Kosmosu i aktywny subiekt przestrzeni.

Osiągnięcia pseudonaukowe

Bronnikow twierdzi, że widzenie bezpośrednie to ukryta umiejętność mózgu każdego człowieka, który jedynie co musi zrobić, to na drodze samodoskonalenia odkryć posiadanie biokomputera pozwalającego na wiele więcej. Mówi o trzech funkcjonalnych systemach świadomości człowieka podając, że przy pomocy rąk można zmierzyć parametry pola energetycznego podświadomości i pola świadomości, określić w jakim stanie znajduję się organizm, odczuć trzy funkcjonalne systemy (podobnie jak ma to miejsce w bioenergoterapii). Nie ma więc żadnych obiektywnych danych świadczących o istnieniu wspomnianych pól energetycznych. Nauka do dziś nie posiada żadnych dowodów na istnienie bioenergii, pomimo ogromnych starań, nakładów finansowych i nagród dla potencjalnego odkrywcy.

Popularyzacja

Wielu rodziców w poczuciu ogromnej miłości do własnych niewidomych dzieci, posyła je na kurs metody Bronnikowa. W Krakowie cały kurs kosztuje 3000 zł, a całość prowadzi Rosjanka wykształcona pod kątem psychologicznym i upoważniona do prowadzenia kursów przez samego autora. Ale warsztaty poświęcone “widzeniu bezpośredniemu” odbywają się już w wielu miastach Polski. Kurs posiada trzy stopnie, po każdym z nich następuje 2-3 miesięczna przerwa aby samodzielnie wdrażać “pracę ciała energetycznego”. Podczas kursu człowiek często wprowadzany jest w stan hipnozy i autohipnozy (występują sugestie hipnotyczne).

Wilk w owczej skórze

Święty Paweł ostrzega (Ga 1, 7): Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. U Bronnikowa znajdziemy odwołania do wiary chrześcijańskiej, chociażby w celu przekonania odbiorców do istnienia “energii”: Bóg jest trójjedyny. We wszystkim należy szukać boskiej triady. Znane nam są substancje organiczne i nieorganiczne – a cóż wiemy o trzecim rodzaju substancji? Jednak chrześcijański Bóg jest Bogiem osobowym, a nazywaniem Go energią jest wypaczeniem istoty Boga, Jego obrazą i karykaturą, jest założeniem sprzecznym z doktryną chrześcijańską. Widać tu realizację ideologii New Age, która miesza światopogląd dalekowschodni, ezoteryczny i chrześcijański. A Jezus mówi: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie (J 14, 6). Do Nieba jest tylko jedna brama, jest nią Jezus: Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony (J 10, 9).

Metoda Bronnikowa zakłada zanegowanie osobowego Boga i kontrinicjację religijną, która w istocie jest otwarciem na świat demoniczny. Jest grzechem idolatrii, bowiem kultywuje się tu istotę człowieka jak mającego właściwości równe Bogu. Jest to propagowanie nadczłowieczeństwa, a nawet antyczłowieczeństwa, gdyż okazuje się, że oczy są zbędnym receptorem w ciele człowieka. Jest to sprzeczne z doktryną chrześcijańską: Jak latorośl sama z siebie nie może wydawać owocu, jeśli nie trwa w krzewie winnym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będziecie (J 15, 4). Zajęcia mają charakter inicjacyjny. Kursanci mają otwierać umysł na działanie energii wewnętrznej (pomimo, że nie wiemy kim jest, ani skąd pochodzi wspomniana energia), siłą myśli regenerować siły życiowe organizmu, rozbudzać intuicję i inne. Z czasem, wraz z kolejnym poziomem “nauczania”, pojawiają się zdolności paranormalne. Należy pamiętać, że jedną z cech inicjacji okultystyczno-spirytystycznej jest przekazywanie realnych mocy czy zdolności paranormalnych (również związanych z uzdrawianiem).

Czym jest biokomputer? Jeden z uczestników krakowskiego kursu wypowiada się następująco: Biokomputer to coś czego sami twórcy metody chyba nie są w stanie do końca dobrze wyjaśnić. To taka odrębna istota, ma swoje lubię, nie lubię; często własne imię. Wszystko to zupełnie niezależnie od nas. Mój biokomputer jako trochę narwany (widać, że nie miał ochoty na ćwiczenia i mu się śpieszyło) wykonywał komendy 1-10s wcześniej, niż zostały podane przez instruktorkę. Mamy tu do czynienia z istotą o nadludzkiej inteligencji, posiadającej autonomię, władającej czynami człowieka, zmieniający jego osobowość – ten opis bardzo dobrze wpisuje się w cechy ingerencji demonicznej w życie człowieka.

Zagrożenie duchowe

Przedstawianie metody Bronnikowa jako wolnych od światopoglądu czy duchowości jest manipulacją. Metoda ta nie posiada także żadnych znamion naukowych. Założenia “widzenia bezpośredniego”, “energetyczna” antropologia, ezoteryczny rodowód i inicjacyjny przebieg jest sprzeczne zarówno z chrześcijaństwem, jak i naukową koncepcją rzeczywistości. Praktykowanie tej metody jest wyrazem bałwochwalstwa, jest grzechem idolatrii, kultem własnego ciała i jego pozornych nadludzkich możliwości, wreszcie inicjacją toksycznej duchowości, która przeciwstawia się duchowości chrześcijańskiej.
Metoda Bronnikowa
Kategoria: Medytacja
emo
Kim była Hildegarda?



Hildegarda z Bingen urodziła się w Niemczech w 1098 roku, jako dziesiąte dziecko rodziny szlachty frankońskiej. Wg tradycji, każde dziesiąte dziecko zostawało poświęcone kościołowi. Od ósmego roku życia Hildegarda była kształcona na mniszkę (poznawała duchowość benedyktyńską i ich pisma), aby w wieku 16 lat zostać nowicjuszką konwentu zakonnic z Disiboden. Osiągnęła wybitne wykształcenie, niejednokrotnie przewyższając wiedzą ówczesny świat w zakresie teologii, filozofii i historii naturalnej. Kiedy ukończyła 42 lata, osiągnięła najwyższe (dostępne wówczas kobiecie) stanowisko w Kościele – została przeoryszą swojego zakonu. Po osiągnięciu większej niezależności, którą zyskała budując własny klasztor w Eibingen, oraz uzyskaniu wpływów w najważniejszych biskupstwach i na dworze papieskim, rozpoczęła mówić o swoich nadnaturalnych zdolnościach.

Hildegarda od młodości miewała intuicyjne zdolności, które nazywała visio (fran. widzenie, przywidzenie, majak). Od 40-go roku życia otrzymywała głębokie wizje, które zawarła w swoich dziełach: Scito vias Domini (Usłysz Pana), Liber Vitae (Księga zasług życia) i Liber Divinorum Operum (Księga dzieł Bożych). Poza przeżyciami mistycznymi, umieściła bogatą korespondencję ze znakomitymi uczonymi z całej Europy. Była autorką poezji śpiewanej, kompozytorką. W latach 1150-1160 napisała kilka pism przyrodnicznych, które nie zachowały się do czasów współczesnych.

Przed śmiercią nadano jej już tytuł ‘niemieckiej prorokini’. Mówiono też o niej ‘Kamień szlachetny Bingen’ oraz ‘Sybilla znad Renu’. Zmarła w 1179 roku w opinii świętości. Nigdy nie została formalnie kanonizowana (wszczęty proces kanonizacyjny, z niewyjaśnionych powodów został przerwany), jednak do dziś jest wymieniana w ofcjalnym kalendarzu świętych Kościoła (jej wspomnienie Kościół obchodzi 17 września).

Medycyna Hildegardy

Określenie “medycyna Hildegardy” zostało sformułowane po raz pierwszy w XX wieku, wraz z szerzącą się falą popularności ezoteryki i New Age’u. Od razu została wykorzystana w celach handlowych, a istotą promocji było podkreślanie szczególnych wartości płynących z jej stosowania – medycyna ta miała bowiem pochodzić z boskiego objawienia (stąd określenie: “boska medycyna”). W rzeczywistości Hildegarda zapisała i przetworzyła (wg swojej subiektywnej mądrości) zebraną przez siebie wiedzę medyczną, która funkcjonowała w XII wieku. Pisma, które zostały odnalezione na początku XX wieku w Kopenhadze pochodzą z XIII i XIV wieku. Są one zbiorem tekstów o charakterze przyrodniczym i medycznym, opatrzonymi nazwiskiem Hildegardy (w rzeczywistości są one po prostu opatrzone jej nazwiskiem, praktyka taka była powszechna w średniowieczu).

Ezoteryzm a medycyna Hildegardy

W latach 70. XX wieku rozwinął się wokół Hildegardy jej własny kult (nadal istniejący w postaci spotkań tzw. “kręgu Hildegardy”). Zaczęto wydawać książki, broszury i – co ciekawe – od samego początku wydawały je wydawnictwa ezoteryczne. 10 lat później wydano książkę, mówiącej o medycynie kamieni szlachetnych wg Hildegardy z Bingen, której założenia są tożsame z obrazem świata ezoteryki. Z punktu widzenia medycyny, dzieła Hildegardy są dziś zupełnie nieprzydatne, przestarzałe, a w niektórych aspektach (oddziaływanie kamieni szlachetnych) wręcz zabobonne. Część z poglądów natury świata przyrodniczego (rośliny, mnerały) zawierają elementy panteistyczne, utożsamiające Boga ze światem. Być może Nie widząc jakiegokolwiek powiązania z racjonalnym oddziaływaniem zdrowotnym, medycynę tą umieszcza się w skład medycyny holistycznej (obok metod akupresury, akupunktury, siatsu, bioenergoterapii czy homeopatii). Jak podaje jedna ze stron, poświęconych tej tematyce: Medycyna Hildegardy jest medycyną holistyczną, według której całościowe leczenie człowieka opiera się na czterech podstawach: obszarze boskim, kosmicznym, cielesnym i duchowym. Jedyną metodą prawdziwego uzdrowienia jest właściwie uporządkowanie wszystkich tych elementów.

Trudno powiedzieć, co autorzy mają na myśli sugerując leczniczy obszar kosmiczny i stawiając go na płaszczyźnie z obszarem boskim. Ukazana powyżej koncepcja zgodna jest z myślą medycyny wschodniej, gdzie tylko holizm (zrównoważenie) energii tkwiących w człowieku (w tym wypadku na tych czterech płaszczyznach) ma być jedyną drogą ku osiąganiu pełni zdrowia. Sprowadzanie Boga do postaci energii jest krokiem w kierunku grzechu idolatrii, gdyż narusza podstawowe prawdy wiary (mówiące o Jezusie Chrysie jako jednej z trzech Osób Boskich) oraz zamazuje różnicę między Stwórcą, a stworzeniem. Stosowanie medycyny Hildegardy można zatem włączyć do grona metod zagrożeń duchowych. Jak podaje demonolog, znawca problematyki okultyzmu i ezoteryzmu, teolog i były egzorcysta – ks. dr Aleksander Posacki (”Encyklopedia Zagrożeń Duchowych”, wyd. Polwen): Nie należy lekceważyć (…) zwłaszcza grzechów idolatrii, gdyż praktyka duszpastersko-egzorcystyczna rejestruje ogromną liczbę zniewoleń duchowych, a nawet opętań demonicznych dokonujących się za sprawą medycyny okultystycznej czy magicznej, ukrywającej się za paranaukową terminologią hipotez holistycznych. Współcześnie wiele książek opatrzonych tytułem “Medycyna św. Hildegardy” trafia nie tylko do księgarni ezoterycznych, ale nieświadomie także katolickich, gdzie pod płaszczykiem terapii alternatywnej, promuje się ezoteryczno-magiczne ideologię i jej metody leczenia.
Medycyna Hildegardy
emo
Modlitwa o zwycięstwo nad szatanem


Boże Ojcze Wszechmogący, Wszechmądry i Wszechpotężny, Stwórco Nieba i Ziemi, Ty, Który w cudowny i nieomylny sposób władasz całym Wszechświatem spraw, aby każdy człowiek wypełniał Twoją Najświętszą Wolę i według niej żył.
Przywróć odwiecznie ustalony porządek, który dałeś stworzeniu. Połóż kres wszelkim poczynaniom szatana, który doprowadzić chce do zniszczenia całej ludzkości i świata; który usilnie stara się zniszczyć każdego człowieka stworzonego przez Ciebie na Twój obraz i podobieństwo.
Obroń nas, Ojcze Niebieski przed wszelkimi jego nienawistnymi poczynaniami, uchroń świat przed zagładą, wszelkimi rodzajami klęsk i wojnami. Wejrzyj na Jezusa Chrystusa, Syna Twego, który niewinnie życie za nas oddał na Krzyżu, aby nas odkupić Krwią swoją.
Prosimy Cię o to za przyczyną Niepokalanej Dziewicy Maryi, Świętego Michała Archanioła, Aniołów i Świętych.
Błagamy Cię przeto Ojcze Niebieski o ratunek i uwolnienie nas z sideł szatana, które ten bezustannie na nas zastawia. Wejrzyj, Ojcze Niebieski, na naszą słabość i nieudolność. Dlatego pokornie błagamy: Przyjdź z pomocą udręczonemu ludowi swemu, połóż kres panowaniu szatana. Święty Michale Archaniele, stań jeszcze raz na czele swego Niebieskiego Wojska i z Twym okrzykiem "Któż jak Bóg" - przyjdź nam z pomocą w tej nierównej walce dobra ze złem, aby pokój znów zapanował nad światem. Amen.
Modlitwy o pokonanie ...
Kategoria: Modlitwy
emo
Św. Klara 1194-1253



Ciało Św. Klary z Asyżu nie poddaje się rozkładowi od ponad 750 lat.

Św. Klara w klasztorze św. Damiana żyła przez 42 lata. Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11. sierpnia 1253 r. umarła. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka. Już dwa lata później Innocenty IV, po zebraniu koniecznych materiałów kanonizacyjnych, ogłosił ją świętą.
Św. Klara
emo
Św. Agnieszka z MONTEPULCIANO 1268-1317



Święta zmarła w 1317 roku i jej ciało pozostawało nienaruszone prawie przez 300 lat. Szczątki jej umieszczono w woskowej figurze; widoczne na zdjęciu ręce i stopy pozostają nadal nienaruszone.
Św. Agnieszka z MONT ...
emo
Św. Katarzyna Laboure 1806 - 1876



Św. Katarzyna Laboure, Siostra Miłosierdzia, której Matka Boża powierzyła misję wybicia Cudownego Medalika, którego wzór jej objawiła. Św. Katarzyna nazwana jest również Milczącą Świętą, ponieważ na życzenie Jasnej Pani zachowała w sekrecie fakt, że Matka Boża ukazywała się jej przez 45 lat. Zmarła w 1876. 57 lat później ekshumowano jej ciało do beatyfikacji. Znalezione je świeże jak w dniu pogrzebu. Nawet dziś można je obejrzeć w Domu Sióstr Miłosierdzia w Paryżu przy 140 Rue du Bac.
Św. Katarzyna Labour ...
emo
Eucharystia

Święty Kościół katolicki naucza, że w czasie Mszy Świętej, w momencie Konsekracji, chleb i wino stają się prawdziwie Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa.
Zarówno chleb jak i wino przeistaczają się w Jezusa Chrystusa – Jego Ciało, Krew, Duszę i Boskość tak, że w Komunii Świętej Chrystus przychodzi do nas cały i prawdziwy. Co ważne, nawet najmniejsza cząstka konsekrowanej Hostii oraz najmniejsza kropla konsekrowanego „wina” jest Chrystusem; zawsze całym i niepodzielnym.
Obecność Zbawiciela trwa tak długo jak długo utrzymują się postacie chleba i wina. Tak więc Pan nasz obecny jest w osobie przyjmującej Go w Komunii Świętej przez około 15 minut i osoba ta powinna czcić Boga w sobie przez cały czas Jego sakramentalnej obecności. Bardzo znane jest opowiadanie o św. Filipie Nereuszu, który zobaczył Kobietę wychodzącą z kościoła zaraz po przyjęciu Komunii Świętej, nie zważając na obecność Chrystusa w swoim sercu. Święty Filip natychmiast posłał za nią dwóch ministrantów ze świecami, by szli obok niej przypominając, że kobieta ta była ciągle jeszcze żywym tabernakulum Wszechmocnego Boga.

Aby godnie przyjąć Komunię Świętą, osoba musi być w stanie łaski uświęcającej, a więc bez grzechu ciężkiego. Poza stanem łaski uświęcającej, przystąpienie do Komunii Świętej wymaga również pobożnej intencji oraz odpowiedniego postu. Kościół wymaga wstrzymania się od posiłku i picia, z wyjątkiem wody i koniecznych lekarstw, na czas jednej godziny przed przystąpieniem do Stołu Pańskiego.
Cuda Eucharystyczne
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Braine, Francja, rok 1153

W 1153 roku, arcybiskup z Soissons, w celu uczczenia święta Ducha Świętego, zarządził odprawienie uroczystej Mszy Świętej z procesją dookoła miasta. W tej wielkiej uroczystości uczestniczyła cała ludność miasta, łącznie z innowiercami, którzy uczynili to zarówno z szacunku dla arcybiskupa, jak i zwykłej ciekawości.
W czasie sprawowania Najświętszej Ofiary, w momencie Przeistoczenia, wszyscy zebrani ujrzeli zamiast Hostii postać małego dziecka. Wizja musiała być na tyle wspaniała i wzruszająca, że innowiercy, napełnieni Duchem Świętym poprosili o chrzest.
Cud w Braine
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Ferrarze, Włochy, rok 1171

Była to niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, 28 marca 1171 roku. Uroczystą Mszę Świętą koncelebrował ojciec Pietro de Nerona. W momencie gdy konsekrowana Hostia przełamana została na dwie części, wytrysnął z niej strumień krwi tak gwałtowny i obfity, że opryskana została mała krypta umieszczona ponad ołtarzem. Zdumieni wierni ujrzeli nie tylko tryskającą krew, ale też i Hostię przemienioną w ciało.
Biskup Amato z Ferrary, wespół z biskupem Gherardo z Revenny, pośpieszyli natychmiast do miejsca cudu. Ujrzawszy na własne oczy krew i Hostię przemienioną w ciało, stwierdzili jednomyślnie, że była to „prawdziwie cudowna Krew Naszego Pana”.

W 1500 roku podjęto prace nad przebudową kościoła w imponującą bazylikę, która przetrwała do naszych czasów. Podczas prac marmurowa krypta niezmiennie pokryta cudownymi, purpurowymi kroplami krwi, przeniesiona została znad ołtarza do wspaniale udekorowanej bocznej kaplicy, na drugim piętrze sanktuarium. Święta krew jest zawsze widoczna gołym okiem i jako niezwykła relikwia, otaczana należytym szacunkiem i czcią.
Cud w Ferrarze
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
[color=#ff0000]Cud w Augsburgu, Niemcy, rok 1194
[/[size=6]color[/size]]

Historia cudu w Augsburgu ma swój początek w chwili, gdy pewna kobieta wpadła na myśl, by przechowywać konsekrowaną Hostię u siebie w domu. Po przyjęciu Komunii podczas porannej Mszy Świętej, wyjęła Hostię z ust i zaniosła do domu, gdzie zalepiła Ją w woskowanym pudełeczku, tworząc w ten sposób coś na wzór prostego relikwiarza. Najświętszy Sakrament pozostawał w jej domu przez pięć lat. Dopiero w 1199 roku, pod wpływem wyrzutów sumienia, kobieta wyjawiła prawdę kapłanowi, który natychmiast przeniósł Hostię do kościoła Świętego Krzyża.
Kapłan Berthold otwierając woskowy relikwiarz zauważył, że część Hostii przemieniła się w ciało pokryte czerwonymi smugami. Wszyscy kapłani obecni przy otwarciu relikwiarza byli bardzo przejęci tym wydarzeniem i po długiej dyskusji doszli do wniosku, że lepiej można będzie poznać istotę tej substancji, gdy przełamie się ją na dwie części. Jakież było ich zdumienie, gdy okazało się, że ciała nie można rozdzielić z powodu scalających je cieniutkich żyłek. Wtedy uznali, że było to prawdziwie Ciało Jezusa Chrystusa.
Kilku kapłanów zareagowało na to cudowne zjawisko zamierając z podziwu, innych ogarnął lęk, a jeszcze inni radzili by taki cud zachować w całkowitej tajemnicy. Jednakże zakrystian przekonał zebranych, że sprawa wymaga interwencji biskupa. W otoczeniu wiernych i kapłanów z wielu parafii, biskup Udalskalk zbadał cudowną Hostię i zarządził, by złożona w woskowym relikwiarzu, przeniesiona została do katedry.
W czasie wystawienia Hostii w katedrze, trwającego od Wielkanocy do świąt Jana Chrzciciela, miał miejsce następny cud. Na oczach wiernych Hostia koloru krwi powiększył się i rozsadziła woskowy relikwiarz. Decyzją biskupa cudowna Hostia i cząstki wosku złożone zostały w kryształowym naczyniu i zwrócone do kościoła Świętego Krzyża. Tamże cudowna Hostia przechowywana jest pod szkłem już ponad 800 lat, zachowując doskonale nienaruszony stan.
Cud w Augsburgu
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Alatri, Włochy, rok 1228

Młoda dziewczyna z Alatri starała się zwrócić na siebie uwagę przystojnego i popularnego młodzieńca. W tym celu postanowiła zdobyć eliksir miłosny od kobiety, o której mówiono, że zna się na takich sprawach. Ta nakazała dziewczynie przyjąć Komunię, szybko wyjąć ją z ust i ukryć w chusteczce. Ponadto dodała "Jakiż środek może być mocniejszy od boskiego ciała Króla Serc?"
Dziewczyna posłuchała rady, ale natychmiast po dokonaniu tego czynu, zaczęło ją dręczyć sumienie. Już niosąc Najświętszy Sakrament do domu przeżywała takie udręki, że aby ukoić sumienie, postanowiła schować Hostię w małym woreczku i ukryć w odległym kącie w domu, obok trzymanego tam chleba.
Mijały dni i noce pełne koszmarnych snów. Wreszcie trzeciego dnia z rana postanowiła wyjąć woreczek z ukrycia i podjąć ostateczną decyzję, czy przekazać go kobiecie, której rady tak nieopatrznie posłuchała, czy też zanieść go do kościoła. Gdy otworzyła woreczek i rozwinęła chustkę, zamarła ze zgrozy. Na chustce nie leżała już Hostia podobna do chleba, lecz mająca postać ciała koloru krwi. Dziewczyna nie miała też żadnej wątpliwości, że było to ciało żywe.
Jej ból i płacz zaalarmował członków rodziny, którzy przybiegli do niej i ujrzawszy przyczynę, natychmiast zawiadomili sąsiadów. Wieść lotem błyskawicy obiegła miasteczko, docierając także do księży parafii.
Kapłan, który przybył na miejsce owinął woreczek z Hostią welonem i w otoczeniu ogromnego tłumu rozentuzjazmowanych wiernych, skierował swe kroki do biskupa.
Biskup Edoardo Facchini z Alatri, celebrujący 25 lat swej sakry biskupiej, w 1960 roku w licznej asyście dostojników kościoła, przeprowadził kanoniczne rozpoznanie świętych relikwii.
Relikwiarz przeniesiony został z kaplicy do pomieszczenia w katedrze, gdzie zbadano pieczęcie, stwierdzając, że były nienaruszone. Podobnie szklany pojemnik z Hostią ukazał nienaruszoną jedwabną czerwoną wstęgę z pieczęcią biskupa z Alatri.
Biskup Facchini złamał pieczecie i wyjął cudowną Hostię. Jej postać pozostała niezmieniona; był to fragment ciała, lekko brązowego koloru.
Biskup Cesario D'Amato w swym kazaniu powiedział:
Cud w Alatri
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Santarem, Portugalia, XIII wiek

W miasteczku Santarem, żyła uboga kobieta cierpiąca z powodu swego niewiernego męża. Nie mogąc znieść dłużej tej udręki, udała się do wróżki, od której otrzymała obietnicę pomocy, w zamian za konsekrowaną Hostię. Po długim wahaniu kobieta przyjęła Komunię Świętą i wyjąwszy ją z ust owinęła w welon i skierowała się do wróżki.
Po kilku krokach Hostia zaczęła krwawić tak obficie, że krople kapiące z welonu przyciągnęły uwagę przechodniów. Widząc zakrwawioną rękę, pośpieszyli kobiecie z pomocą, lecz ta pobiegła szybko w stronę domu, zostawiając za sobą ślady krwi.
Chcąc ukryć zakrwawiony welon z Hostią, zamknęła ją w skrzyni. W nocy tajemnicze światło wydobywające się ze skrzyni oświetliło wnętrze domu i kobieta zmuszona była wyznać swój czyn przed mężem. Przejęci czcią padli na kolana, a nad ranem wezwali kapłana.
Wieść o cudownym wydarzeniu rozniosła się po okolicy, przyciągając ogromne tłumy.
Cudowna Hostia przeniesiona została w procesji do kościoła, zamknięta w woskowej puszce i złożona w tabernakulum. W tym kościele cudowna Hostia darzona jest czcią i adoracją przez rzesze wiernych i pielgrzymów aż do dnia dzisiejszego.
Cud w Santarem
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Offida, Włochy, rok 1280

Kobieta o imieniu Ricciarella głęboko cierpiała z powodu obojętności swego męża - Giacomo Stasio i dokonała wszelkich starań, by przywrócić zgodę i miłość w rodzinie.

Pewnego dnia ktoś obiecał jej powrót harmonii rodzinnej, jeśli spełni następujący czyn: miała przynieść Komunię Świętą do domu, ogrzewając nad ogniem zamienić ją w proszek, a następnie zmieszać z pokarmem męża,
Zdesperowana kobieta posłuchała rady i przyniosła z kościoła Hostię, wyjętą z ust po Komunii Świętej. Położyła ją na półkolistej płytce i podeszła do ognia. Jednak zamiast się skruszyć w proch pod wpływem ognia, jak tego oczekiwała kobieta, konsekrowana Hostia nagle przemieniła się w fragment krwawiącego ciała. Ricciarella w popłochu posypywała płytkę popiołem i polewała roztopionym woskiem, lecz nic nie mogło zmienić faktów - na zakrwawionej płytce pozostawał niezmiennie fragment ciała.
Przejęta zerwała ze stołu obrus, owinęła w niego płytkę z Hostią i wybiegła do stajni, gdzie zakopała zawiniątko w gnojowisku.

Wieczorem tego dnia koń prowadzony przez męża Ricciarelli pada na kolana przed stajnią w której ukryta była Hostia. Tuż przy progu zwierzę stanęło dęba i z uporem opierało się przed wejściem do środka. Dopiero straszliwe razy bata zmusiło zwierzę do przestąpienia progu. Koń wchodził jednak bokiem, co sprawiało wrażenie jakby ciągle spoglądał w stronę gnojowiska. Porywczy Giacomo wpadł w szał i oskarżył żonę o rzucenie czaru na stajnię i zwierzę.
Przez siedem lat Najświętszy Sakrament leżał ukryty w stajni. Przez wszystkie te lata zwierzęta wchodziły do stajni bokiem, z głową zwróconą, jakby na znak szacunku, w stronę gnojowiska. Biedna kobieta nie zaznała szczęścia na które tak liczyła, a ponadto co dnia przeżywała straszliwe udręki i wyrzuty sumienia. W końcu postanowiła wyznać grzech na spowiedzi.

Klękając przy konfesjonale Ricciarella, wstrząsana szlochem, nie była w stanie wymówić słowa. Wydawało się, że łagodne rady ojca Diotallevi okażą się nieskuteczne, lecz wreszcie kobieta zdobyła się na wypowiedzenie prośby, by pomógł jej wyznać grzechy. Zakonnik zaczął zatem wymieniać różne możliwe występki przeciw przykazaniom, lecz wobec ciągłego milczenia penitentki stwierdził wreszcie: "Wymieniłem wszystkie grzechy ludzkie; nie wiem coś mogła uczynić, chyba że zabiłaś Boga".
"To jest właśnie mój grzech! - krzyknęła kobieta. - Ja zabiłam Boga!" I wreszcie opowiedziała o swoim występku.


Ojciec Giacomo, choć całkowicie zaszokowany tym co usłyszał, udzielił rozgrzeszenia i zdecydował się odzyskać Hostię. Odziany w szaty liturgiczne udał się do domu kobiety, wszedł do stajni i nie zważając na brud sam odrzucił nawóz i śmieci. Wkrótce ze zdumieniem odkrył, że obrus, płytka oraz Najświętsza Hostia nie nosiły jakiegokolwiek śladu zanieczyszczenia. Z radością w sercu ojciec Giacomo pośpieszył ze wszystkim do klasztoru.
Wszyscy jednomyślnie uznali, że Hostia zasługuje na najwyższą cześć i adorację w specjalnym relikwiarzu. Zdecydowano się zamówić wykonanie dzieła u Mistrzów w Wenecji.
Wenecki artysta, któremu zlecono wykonanie relikwiarza gdy tyko przyjął w swe ręce kielich z Hostią natychmiast powaliła go choroba - okazało się, że był on w stanie grzechu ciężkiego. Dopiero po przystąpieniu do spowiedzi świętej odzyskał zdrowie i zaczął prace.
Srebrny krzyż zawierający cudowną Hostię umieszczono wysoko nad głównym ołtarzem, w sanktuarium Św. Augustyna w Offida.
Cud w Offida
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Paryżu, Francja, rok 1290

Pewna biedna kobieta zmuszona była dać w zastaw swą najcenniejszą rzecz - suknię, by zdobyć trochę pieniędzy na utrzymanie. Gdy zbliżała się Niedziela Wielkanocna, kobieta pragnęła choć na ten jeden dzień ubrać swą suknię. Właściciel lombardu, nie będąc chrześcijaninem, nie zgodził się. Będąc jednak ciekawy co chrześcijanie przyjmują podczas Komunii Świętej, zaproponował zwrot sukni w zamian za konsekrowaną Hostię.
Kobieta przystała na tę straszną propozycję, wyjęła z ust przyjętą komunię Świętą i zaniosła innowiercy. Tenże człowiek umieścił Hostię na stole, w obecności całej rodziny wyjął scyzoryk i kilkakrotnie zagłębił ostrze w Ciało Pańskie. Natychmiast z Hostii buchnęły strugi krwi, opryskując jego żonę i dzieci. Zaskoczony tym widokiem cisnął Hostię do kominka, lecz zawisła ona w płomieniach nie doznając najmniejszego uszczerbku. Ogarnięty przerażeniem, wydobył Hostię z ognia i wrzucił do garnka z gotującą się wodą. Woda natychmiast zrobiła się czerwona i wylewając się z garnka na podłogę, strumieniem wypłynęła na ulicę. Przechodnie zauważyli krwawy strumień i jedna kobieta weszła do domu innowiercy sprawdzić co było jego przyczyną. Tam doznała cudownej wizji - obok garnka ujrzała postać Zbawiciela. Wizja trwała tylko chwilę i zaraz potem dostrzegła w tym miejscu unoszącą się w powietrzu Hostię, która powoli zaczęła opadać. Chwyciła w ręce wazę i pozwoliła, by w niej spoczęła Hostia. Z wielką czcią odniosła ją do kościoła.
Innowierca tak był przerażony, że ukrył się. Niemniej w krótkim czasie został ujęty i ukarany za świętokradztwo.
Król Filip IV, a także biskup Paryża, dowiedzieli się o tym cudownym wydarzeniu i w miejsce domu wybudowano kaplicę.
Cud w Paryżu
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Middleburgu, Belgia, rok 1374

Jan, z Kolonii, udawał gorliwość religijną, dalekim będąc od ducha pokuty i przystąpił do Komunii Świętej bez spowiedzi. Gdy tylko kapłan udzielił mu Komunii, Hostia natychmiast zamieniła się w cząstkę ciała i ugrzęzła mu w gardle. Przerażony chciał jakoś ukryć ten fakt, lecz gdy przygryzł zębami tkwiące w ustach ciało, natychmiast wypłynęły z niego krople krwi, spadając na komunijny obrus. Kapłan zauważył krew oraz dziwne zachowanie komunikanta i szybko zareagował, usuwając Hostię z jego ust i przenosząc Ją z czcią na ołtarz.
Historia pokazuje, że ta świętokradcza Komunia nie uszła Janowi bezkarnie - stracił on natychmiast wzrok. Ogarnięty żarliwym żalem za swój grzech, podszedł na kolanach do kapłana i wyznał go przed całym kościołem. Ta szczera skrucha przywróciła mu na nowo wzrok.
Wieść o cudzie rozeszła się błyskawicznie docierając do uszu arcybiskupa Fryderyka III, który nakazał przeniesienie cudownej Hostii do katedry w Kolonii.
Cud w Middleburgu
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Dubnej, Polska, rok 1867

Polska znajdowała się pod dominacją carskiej Rosji, usiłującej zniszczyć polski język i kulturę.
W tych strasznych czasach prześladowań Zbawiciel nie pozostawił swych wiernych w osamotnieniu. By wzmocnić wiarę i dodać ludności odwagę, Chrystus objawił się w maleńkim kościółku w wiosce zwanej Dubna.
Cud wydarzył się, gdy pobożna ludność wioski uczestniczyła w Czterdziestogodzinnym Nabożeństwie, w dniu 5 lutego 1867 roku. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu wierni zauważyli nagle świetliste promienie wystrzeliwujące z Najświętszej Hostii. Po chwili, w środku Hostii ukazała się postać Zbawiciela. Zdumiony kapłan wkrótce otoczony został przez wiernych podchodzących do ołtarza, by z bliska przyjrzeć się cudownemu objawieniu. Cud ten trwał aż do końca nabożeństwa i widziany był przez wszystkich zgromadzonych w kościele, wśród których nie brakowało nawet zastraszonych, chylących się ku schizmie, katolików.
Wieść o cudownym objawieniu szybko obiegła okolicę, wzbudzając czujność władzy okupacyjnej. Policja wezwała kapłana na przesłuchanie, po czym przesłała raport do gubernatora. Tenże nakazał, pod karą ciężkiego więzienia, absolutne milczenie na temat cudownego wydarzenia. Nieustraszony kapłan poinformował jednak o wszystkim biskupa, lecz ze względu na niebezpieczeństwo represji i groźbę zamknięcia kościoła władze kościelne zdecydowały nie rozgłaszać tej wieści.
Bez względu na działania władz carskich, w szybkim czasie wieść o cudownym objawieniu obiegła Polskę, podnosząc na duchu umęczony naród i wzmacniając wiarę w zwycięstwo wolności i wiary katolickiej.
Cud w Dubnej - Polsk ...
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Historyczne przykłady cudów Eucharystycznych

Przypadek niegodnego przyjęcia Ciała Pańskiego przekazał nam Sozomen, historyk z V wieku. Pewien chrześcijanin z Konstantynopola czynił wysiłki, by nawrócić swą żonę wyznającą herezję. W odpowiedzi na jego wytrwałe nalegania kobieta zaczęła tylko udawać, że zmieniła swe życie i przyjęła prawdziwą wiarę. Udając się z mężem na Mszę Świętą przystąpiła niegodnie do Komunii Świętej i natychmiast w jej ustach Hostia zamieniła się w kamień.


Św. Grzegorz z Tours napisał książkę O Chwale Męczenników , w której opisuje wprost niezwykłą historię Boskiego działania. Trudno byłoby uwierzyć jego słowom gdyby nie to, że fakty tego wydarzenia potwierdza historyk Ewagriusz. Oto co pisze:
W czasach gdy na tronie kościelnym w Konstantynopolu zasiadał Mennas (...) w mieście był zwyczaj, że gdy po Komunii pozostawała duża liczba konsekrowanych cząstek, przyprowadzano chłopców ze szkoły, by je spożyli. Zdarzyło się raz, że wśród chłopców znajdował się syn wytwórcy szkła, który był Żydem. Gdy rodzice zapytali chłopca, dlaczego tak późno wrócił ze szkoły, ten opowiedział, co spożył razem z innymi kolegami. Ojciec chłopca wpadł w szał i pchnął syna do rozpalonego pieca w którym wytapiał szkło. Matka, oszalała z bólu, biegała po ulicach rozdrapując własne ciało i wołając imię syna. Po jakimś czasie z wnętrza pieca doszedł matkę jego głos; podbiegła bliżej i ujrzała ona syna stojącego wśród płomieni bez jakiejkolwiek szkody. Gdy pytano chłopca w jaki sposób przeżył w płomieniach odpowiedział, że jakaś Pani odziana w purpurę pojawiała się często, gasząc węgle dookoła i dając mu pić; tak że gdy odczuł głód, przynosiła mu pożywienie. Gdy Cesarz Justynian usłyszał o tym wydarzeniu, przekazał matkę i syna (którzy przyjęli Wodę Chrztu Świętego) pod opiekę Kościoła, a ojca odmawiającego uznania cudu, kazał ukrzyżować jako mordercę swego dziecka.
Św. Grzegorz z Tours dodaje:
Chłopiec przyjął Najświętszy Sakrament w kościele pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny, gdzie znajduje się figura Dziewicy Matki, która przyciągnęła uwagę chłopca. Postać Maryi z Dzieciątkiem na rękach była taka sama jak ta, która ukazała mu się w ognistym piecu.


Ojciec Franciszek Lerm, stopniowo tracił wzrok, tak że w końcu nie mógł więcej sprawować Najświętszej Ofiary. Przyjął on i znosił to wielkie cierpienie z prawdziwie anielską cierpliwością, choć tęsknił gorąco za łaską sprawowania Mszy Świętej. Jego szczere pragnienie skłoniło go do wyproszenia u Boskiego Lekarza łaski wzroku, na czas sprawowania Najświętszej Ofiary. W czasie modlitwy wewnętrzny głos nakazał mu otworzyć mszał i wtedy stwierdził ze zdumieniem, że otwarły mu się oczy. Świątobliwy kapłan z radością pośpieszył do zakrystii, gdzie ubrał szaty liturgiczne i zbliżył się do ołtarza. Po zakończeniu Mszy Świętej wrócił do zakrystii, gdzie oczy jego ponownie zakryła ciemność. Cud ten powtarzał się każdego dnia – ojciec Lerma odzyskiwał wzrok na czas sprawowania Najświętszej Ofiary, po czym znowu stawał się niewidomy.


Wydarzenie to zbiegało się z obchodami dnia Bożego Ciała. W czasie przygotowań dziewczyna imieniem Henrietta Crete, rozmyślała o scenie ewangelicznej, w której przynoszono chorych na drogę po której przechodził Chrystus. Pomyślała ona, że przecież miłosierdzie Zbawiciela jest takie samo także w naszych czasach i przygotowała pewien plan, wtajemniczając w niego swe koleżanki.
Otóż znajoma tych dziewcząt, Augistina Mourette, córka handlarza wina, od osiemnastu miesięcy złożona była paraliżem i w dodatku nie mogła mówić. W uroczystym dniu święta Bożego Ciała, koleżanki ubrały białe suknie i udały się do chorej Augustiny. W domu ubrały ją w podobną suknię i przeniosły na krześle inwalidzkim do ołtarza ustawionego na ulicy. Kiedy nadeszła procesja i kapłan z Najświętszym Sakramentem, dziewczęta uklękły wokół chorej, gorąco modląc się o łaskę uzdrowienia. Kapłan zauważywszy tę niezwykłą scenę zbliżył się do chorej i udzielił jej błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. W chwile potem, na oczach wszystkich wiernych, chora podniosła się z krzesła o własnych siłach i uklękła przed Boskim Lekarzem. Augistina otrzymała łaskę całkowitego uzdrowienia.


Cud ten wydarzył się w XVI wieku w Irlandii i dotyczył adwokata sir Richarda Shee. Przekazy historyczne podają, że był to dzielny człowiek, lecz bardzo antyreligijny. Gdy wierni uczestniczyli w ceremoniach Mszy Świętej sir Richard urządzał polowania, by szczekanie psów zakłóciło spokój modlitwy.
Zdarzyło się pewnego razu, że tłum wiernych oczekiwał przy drodze nadejścia procesji z Najświętszym Sakramentem. Złośliwy adwokat podjechał na koniu ze sforą psów i gardząc wiernymi, próbował przedrzeć się przez tłum, by zakłócić uroczystości. Jednak koń odmówił posłuszeństwa, zgiął kolana i trwał w tej pozycji, aż do chwili gdy procesja wraz z Najświętszym Sakramentem przeszła. Sir Richard Shee przeżył wtedy największy wstrząs swego życia. Nawrócił się i jak przekazuje tradycja, na znak pokuty postawił w tym miejscu krzyż.


W znacznie bliższej nam epoce XIX wieku, w życiu wielkiego świętego - Jana Bosco, zaszło niezwykłe wydarzenie ukazujące jego wielką wiarę i świętość. Jan Bosco odczuwając specjalne powołanie do służby na rzecz ubogich chłopców, zakładał szkoły i domy opieki, czym zasłużył sobie na miano „przyjaciela Młodzieży”.
W jednym z takich domów, w święto Narodzenia Matki Boskiej (8 września), zgromadzonych było na Mszy Świętej około 600 chłopców. Kościelny przygotował cyborium z wystarczającą ilością hostii, lecz w zamieszaniu zapomniał ustawić je na ołtarzu. Cyborium umieszczone w tabernakulum zawierało tylko około 200 konsekrowanych Hostii. W czasie Mszy Świętej, już po Konsekracji, kościelny zdał sobie sprawę z pomyłki, ale było za późno. Gdy święty odkrył cyborium, na jego twarzy uwidocznił się ból, że nie wszyscy chłopcy będą mogli otrzymać Komunię Świętą. Jednak po chwili, Jan Bosco wzniósł oczy ku niebu w modlitwie i skierował się do balustrady.
Grupy chłopców podchodziły by przyjąć Komunię Świętą, a liczba Hostii w kielichu nie wyczerpywała się. Kiedy święty wrócił do ołtarza udzieliwszy wszystkim Komunii Świętej, w kielichu pozostała jeszcze spora liczba Hostii.
Św. Jan Bosco pokładał całkowite zaufanie w Najświętszym Sakramencie, Maryi i wspomożeniu wiernych. Często nauczał on o trzech źródłach życia nadprzyrodzonego: Spowiedzi Świętej, miłości do Matki Bożej oraz częstej Komunii Świętej.
Historyczne przykład ...
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cud w Stich, Niemcy, rok 1970

We wtorek, 9 czerwca, o godzinie ósmej wieczorem, szwajcarski kapłan przygotowywał się do odprawiania Mszy Świętej w kaplicy w Stich.
W czasie Mszy Świętej, zaraz po Konsekracji, zauważył on maleńką plamę krwi na korporale. W momencie Podniesienia Kielicha dostrzegł następną plamę krwi.
Po odprawieniu Mszy Świętej kapłan schował płótna w bezpieczne miejsce i udał się natychmiast do chorego duszpasterza parafii - w którego zastępstwie odprawiał Mszę Świętą.
Obaj kapłani razem zbadali płótna, nie znajdując żadnego naturalnego wyjaśnienia dla pojawienia się śladów krwi. Postanowili odesłać płótna do laboratorium chemicznego w celu dokonania badań naukowych
Badania przeprowadzane były bez ujawniania skąd pochodzą. Rezultaty czterech analiz wykazały, że plamy pochodzą od ludzkiej krwi. Co więcej, dyrektor laboratorium klinicznego stwierdził, że w jego przekonaniu krew ta musiała pochodzić od człowieka cierpiącego agonię.
W miesiąc później, 14 lipca 1970 roku, ten sam kapłan przygotowywał się do odprawienia Mszy Świętej. Sprawdził ze specjalną uwagą stan ołtarza, obrusa, korporałów oraz kielicha stwierdzając, że są w pełni czyste i nieuszkodzone. W czasie Mszy Świętej, po Konsekracji, na korporale pojawiły się ponownie plamy krwi. Na każdej plamie wyraźnie rysował się kształt krzyża. Kapłan obrócił się lekko i dał znak kościelnemu by podszedł bliżej. Gdy kościelny ogarnięty zdumieniem wpatrywał się w plamy krwi, kapłan udzielał Komunii Świętej. Po zakończeniu Mszy Świętej kapłan zaprosił wiernych do ołtarza, by na własne oczy ujrzeli to cudowne zjawisko.
Podobnie jak poprzednio postanowiono przebadać plamy ale w innym laboratorium.
Wyniki badań, stwierdziły że plamy spowodowane były ludzką krwią.
Cud w Stich
Kategoria: Cuda Eucharystyczne
emo
Cuda Ojca Pio


Św. Ojciec Pio - niezwykłe cuda i świadectwa


1. Pierwszy zanotowany cud Ojca Pio wydarzył się w roku 1908. Mieszkał w tym czasie w klasztorze Montefusco. Jednego dnia Ojciec Pio zebrał w pobliskim lesie kasztany do torby i wysłał w prezencie do Pietrelcina do jego cioci Darii. Kobieta otrzymała kasztany, zjadła je, a torbę zatrzymała na pamiątkę. Kilka dni później szukała czegoś w szufladzie gdzie jej mąż zwykle trzymał proch do pistoletu. Był wieczór więc oświetlała sobie pokój świeczką. Nagle szuflada zapaliła się od świeczki, a od niej ciocia Daria. Szybko złapała torbę którą przesłał jej Ojciec Pio i przyłożyła do twarzy. Momentalnie, ból zniknął, a żadnych ran, blizn i poparzeń nie pozostało na jej twarzy.

2. Podczas drugiej wojny światowej, we Włoszech, racjonowano chleb. W Ojca Pio klasztorze bywało dużo gości oraz biednych którzy żebrali o jedzenie. Jednego dnia zakonnicy poszli do refektarza i zauważyli że w koszyku był tylko 1 kilogram chleba. Bracia pomodlili się i siedli żeby się posilić. Ojciec Pio wszedł do kościoła, a wychodząc po chwili, niósł kilka bochenków chleba w rękach. Przełożony zapytał Ojca Pio: Skąd wziąłeś te bochenki? Ojciec Pio odpowiedział: Pielgrzym przy drzwiach mi je dał. Wszyscy milczeli, ale każdy wiedział że tylko Ojciec Pio mógł spotkać takiego pielgrzyma.

3. Raz w klasztorze Ojca Pio, zakonnik zapomniał konsekrować wystarczająco Hostii na Komunię Świętą. Z tego też powodu była ich mała ilość do rozdania. Ale gdy po spowiedzi Ojciec Pio udzielał Komunii, dużo więcej Hostii pozostało niż było konsekrowanych.

4. Duchowna córka Ojca Pio czytała jego list przy drodze. Wiatr powiał i wyrwał jej list z rąk. List leciał i leciał w dół drogi, przez łąkę aż wreszcie opadł na kamieniu. W ten sposób kobieta odzyskała list. Dzień później, spotkała Ojca Pio który jej rzekł, Musisz uważać na wiatr następnym razem. Gdybym nie przytrzymał listu moją nogą, odleciałby daleko w dolinę.

5. Pewien pan z Foggii we Włoszech w 1919 roku miał 62 lata i chodził podpierając się dwoma laskami. Wypadł kiedyś z wozu i złamał obydwie nogi. Lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi Ojciec Pio powiedział mu: Wstań i idź! Wyrzuć te laski. Mężczyzna posłuchał go i ku zdumieniu obecnych tam ludzi zaczął chodzić samodzielnie.

6. Inne niezwykłe zdarzenie miało miejsce w 1919 roku w San Giovanni Rotondo. Pewien młody człowiek miał wtedy 14 lat. W wieku czterech lat zachorował na tyfus, co, jako efekt uboczny, wywołało skrzywienie kręgosłupa. Po spowiedzi Ojciec Pio dotknął go swoimi świętymi rękoma. Nagle chłopiec wstał a zniekształcenie kręgosłupa znikło.

7. Grazia byłą 29-cio letnią chłopką niewidomą od urodzenia. Chodziła do kościoła w klasztorze aby spotykać Ojca Pio. Pewnego razu Ojciec Pio zapytał ją czy chciałaby widzieć. Oczywiście! odpowiedziała, ale nie za cenę czyjejś szkody. Wyzdrowiejesz! powiedział Ojciec Pio, i wysłał ją do Bari, gdzie mieszkał świetny okulista, będący mężem znajomej Ojca Pio. Niestety, lekarz po zbadaniu oczu pacjentki powiedział swojej żonie: Nie ma szans na wyleczenie tej dziewczyny! Ojciec Pio może wyleczy ją jakimś cudem, ale muszę wysłać ją z niczym. Żona jego jednak uparcie prosiła: Jeżeli Ojciec Pio przysłał ją do ciebie spróbuj przynajmniej zoperować jej jedno oko. Lekarz uległ i zoperował obydwoje oczu. Operacja okazała się sukcesem, Grazia przejrzała! Gdy wróciła do San Giovanni Rotondo pobiegła do klasztoru i uklęknęła przed Ojcem Pio. Zakonnik rozkazał jej wstać, ona zaś powiedziała pobłogosław mnie Ojcze. Pio pobłogosławił ją, lecz ona ciągle nie wstawała. Gdy była niewidoma, Ojciec Pio błogosławił ją znakiem krzyża kreślonym na czole, więc Ojciec Pio powiedział: Jakże mam cię błogosławić? Wiadrem wody wylanym na głowę?

8. Pewna kobieta opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita. Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie jednemu z zakonników. Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała się do korytarza, którym będzie przechodził Ojciec Pio. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział że chirurg, którego wybrałam postąpi słusznie w moim przypadku. Potem dodał mi otuchy i obiecał że będzie się modlić za mnie. Byłam niezmiernie zaskoczona. Nie znał on mojego chirurga i nikt nie mówił mu z kim rozmawiać o mojej sprawie. Ojciec Pio zachowywał się jednak jakby dobrze znał zarówno mnie jak i mojego lekarza. Udałam się na operację spokojna i pełna nadziei. To właśnie lekarz był pierwszym, który wspomniał o cudzie. Wyciął mi wyrostek robaczkowy nie znajdując śladów nowotworu wyraźnie widocznego na wcześniejszych zdjęciach rentgenowskich. Chirurg ten nie wierzył w Boga, ale od tego czasu powiesił krzyże w każdym pomieszczeniu szpitala. Dalsze badania nie wykazywały śladów raka. Po krótkiej rekonwalescencji powróciłam do San Giovanni Rotondo by znów zobaczyć Ojca Pio. Świątobliwy zakonnik przechodził właśnie do zachrystii, gdy nagle zatrzymał się i uśmiechnął do mnie mówiąc: Któżby się spodziewał? Znów tu jesteś! i podał mi rękę, którą ucałowałam z oddaniem.

9. Pewien pan opowiada: Moje lewe kolano było spuchnięte i czułem silny ból w tej części nogi. Lekarz powiedział że to poważna sprawa i przepisał długą serię zastrzyków. Zanim rozpocząłem kurację chciałem zobaczyć Ojca Pio. Po spowiedzi powiedziałem mu o moim kolanie i poprosiłem o modlitwę. Gdy wyjeżdżałem z San Giovanni Rotondo tego popołudnia nie czułem już bólu. Zacząłem przyglądać się kolanu i nie mogłem znaleźć opuchlizny. Obie nogi funkcjonowały znakomicie, więc pobiegłem do Ojca Pio by mu podziękować. Powiedział: Nie dziękuj mnie, lecz Bogu!, i dodał z uśmiechem: Poradź swojemu lekarzowi, żeby sam wziął te zastrzyki.

10. Inna kobieta mówi: Byłam w ciąży w 1952 roku i wszystko wyglądało normalnie do połogu, kiedy zaczęły się problemy. Mój syn urodził się z komplikacjami, a ja potrzebowałam transfuzji. W pośpiechu pracownicy szpitala podali mi niewłaściwą krew. Mam grupę zero, lecz dano mi grupę A. Konsekwencje były bardzo poważne: Silna gorączka, conwulsje i przewężenie dróg oddechowych. Zawołano nawet księdza by dał mi ostatnie namaszczenie i komunię musiał podać mi z wodą bo nie byłam w stanie już przełykać. Gdy moja rodzina odprowadzała księdza przez chwilę zostałam sama. Ukazał mi się wtedy Ojciec Pio ze stygmatami na dłoniach. Powiedział: Jestem Ojciec Pio, nie umrzesz! Powiedzmy teraz razem Ojcze nasz a w przyszłości przyjedź do San Giovanni Rotondo by się ze mną spotkać. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka. Gdy moi bliscy wrócili zastali mnie pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich żebyśmy pomodlili się razem i powiedziałam im o swojej wizji. Zaczęliśmy się modlić i czułam się coraz lepiej. Wszyscy lekarze uświadomili sobie że miał tam miejsce cud. Po kilku miesiącach pojechałam do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Spotkałam się z nim i podał mi dłoń do ucałowania. Gdy dziękowałam mu poczułam aromat, z którego słynął. Powiedział: Otrzymałaś cud w darze lecz nie dziękuj mnie. Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował ponieważ poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w dziewięciu mszach pierwszopiątkowych.

11. Pewna pani opowiedziała: W roku 1953 przeszłam medyczne testy i prześwietlenia w związku z bólami w brzuchu. Okazało się, że sytuacja jest poważna i konieczna jest natychmiastowa operacja. Przyjaciółka, której zwierzyłam się z moich problemów, poradziła mi aby napisać list do Ojca Pio z prośbą o modlitwę i pomoc. Gdy tak zrobiłam, otrzymałam odpowiedź, w której Ojciec Pio pisał aby ze spokojem iść do szpitala, i że będzie się za mnie modlił. W szpitalu, tuż przed planowaną operacją, powtórzono testy i prześwietlenia. Jakież było zdziwienie tych samych lekarzy, gdy stwierdzili u mnie nieobecność uprzednio diagnozowanej poważnej choroby. Przez czterdzieści lat ciągle dziękuję Ojcu Pio za okazaną mi pomoc. Wiem że on nigdy nie odmawia swej cudownej pomocy nikomu kto o nią poprosi.

12. Z opowieści pewnej pani: W 1954 roku mój ojciec, pracownik kolei, zachorował na dziwną chorobę bezwładności nóg. Miał wtedy 47 lat. Wielu lekarzy próbowało mu pomóc bez skutku i po dwóch latach wyglądało, że będzie zmuszony pójść na rentę. Ponieważ czuł się coraz gorzej, mój wuj zasugerował odwiedziny w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał zakonnik obdarzony przez Boga wieloma darami. Z pomocą wujka ojciec mój dotarł po wielu trudach do San Giovanni Rotondo. Tam zauważył go Ojciec Pio i zawołał Dajcie podejść temu kolejarzowi! chociaż skądże Ojciec Pio miał wiedzieć cokolwiek o moim ojcu. Tak czy owak, spotkali się i rozmawiali przez kilka minut. Później Ojciec Pio położył dłoń na ramieniu mego ojca pocieszając go z uśmiechem. Po rozmowie ojciec zorientował się że został uzdrowiony. Wziąwszy kule by wyjść zdał sobie sprawę, że ich nie potrzebuje, wujek szedł za nim w kompletnym zaskoczeniu.

13. Jeden pan z Puglii w południowych Włoszech był znanym w okolicy ateistą. Sławna była jego zaciekłość w zwalczaniu religii katolickiej. Jego żona była katoliczką, lecz zabronił jej chodzić do kościoła i wspominać o Bogu ich dzieciom. W 1950 roku zachorował. Lekarze postawili diagnozę - dwa nowotwory: mózgu i skóry za uchem. Nie pozostawiono mu żadnej nadziei, tak mówił: Wzięto mnie do szpitala w Bari, bardzo bałem się bólu i myślałem o śmierci. Strach spowodował, że zacząłem się modlić. Nie modliłem się od dziecka. Przeniesiono mnie ze szpitala w Bari do Mediolanu na operację. Lekarz, który mnie odwiedził powiedział, że operacja będzie trudna i może się nie powieść. W nocy, gdy leżałem w mediolańskim szpitalu przyśnił mi się Ojciec Pio. Podszedł by dotknąć mojej głowy i powiedział: Nie martw się, wyzdrowiejesz. Następnego ranka czułem się lepiej! Lekarze nie mogli uwierzyć w poprawę mojego samopoczucia i byli przekonani, że operacja jest nadal potrzebna. Ze swojej strony, byłem przerażony operacją i uciekłem ze szpitala dosłownie kilka minut przed zabraniem mnie na salę operacyjną. Ukryłem się w domu członka rodziny mieszkającego w Mediolanie, gdzie nocowała moja żona. Kilka dni później poczułem ból i wróciłem do szpitala. Lekarze z niechęcią wzięli mnie spowrotem pod opiekę. Zdecydowali że konieczne jest powtórzenie badań przed operacją. Po analizie wyników byli niezmiernie zdumieni nie znajdując śladów nowotworu. Ja byłem zdumiony z innego powodu ? podczas testów czułem zapach fiołków i wiedziałem, że to znak obecności Ojca Pio. Zanim opuściłem szpital poprosiłem o rachunek za usługi lekarskie, ale doktor powiedział: Nic nie zrobiłem żeby cię uleczyć, więc nie ma za co płacić. Po powrocie do domu wybrałem się do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Byłem pewny, że to on mnie uzdrowił. Gdy dotarłem do klasztoru znów poczułem ból, był tak silny, że zemdlałem! Dwóch ludzi przeniosło mnie pod konfesjonał Ojca Pio. Gdy go zobaczyłem powiedziałem Mam pięcioro dzieci i jestem bardzo chory, ratuj mnie ojcze, ratuj moje życie. On odpowiedział Nie jestem Bogiem czy Jezusem Chrystusem, jestem zwykłym zakonnikiem, nie lepszym niż inni zakonnicy, może nawet gorszym. Nie czynię cudów! Ja nadal rozpaczałem: Proszę ojcze, ratuj mnie. Ojciec Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem że jego usta poruszają się w modlitwie. W tym momencie poczułem ten sam zapach fiołków co w szpitalu. Ojciec Pio powiedział: Idź do domu i módl się! Ja też się za ciebie pomodlę! Wyzdrowiejesz!. Wróciłem do domu ból zniknął na zawsze.

14. Jeden mężczyzna powiedział, w 1950 r. moją teściową zabrano do szpitala na operację. Miała nowotwora lewej persi. Koniecznym było również zoperowanie jej prawej piersi kilka miesięcy później, z powodu licznych komórek rakowych w jej organizmie. Lekarze oświadczyli, że nie będzie mogła żyć dłużej niż 4 miesiące. W Mediolanie ktoś powiedział nam o Ojcu Pio i jego cudach. Natychmiast pojechałem do San Giovanni Rotondo i czekałem na moją kolej spowiedzi. Poprosiłem Ojca Pio o pomoc dla mojej teściowej i jej uzdrowienie. On westchnął dwa razy głęboko i powiedział: Musimy się modlić, każdy musi się modlić. Ona wyzdrowieje! I tak się stało! Moja teściowa wyzdrowiała po operacji i pojechała do San Giovanni Rotondo, aby osobiście podziękować Ojcu Pio. On uśmiechając się powiedział: Idź w pokoju moja córko! Idź w pokoju! Matka mojej żony żyła jeszcze przez 19 lat, a nie 4 miesiące, jak oświadczyli wcześniej lekarze. Wszyscy razem dziękujemy Ojcu Pio od wielu lat.

15. Pani Maria, jedna ze spirytualnych córek Ojca Pio, stwierdziła że pewnego wieczoru, podczas modlitwy jej brat nagle zasnął. Natychmiast został on obudzony uderzeniem w prawy policzek. Zorientował się że ręka która go uderzyła odziana była w pół-rękawiczkę. Od razu pomyślał o Ojcu Pio. Następnego dnia zapytał się on Ojca Pio czy on go uderzył w policzek. To jest sposób na odrzucenie śpiączki podczas modlitwy. Odpowiedział Ojciec Pio. W ten sposób, Ojciec Pio obudził uwagę modlącego się mężczyzny.

16. Pewnego dnia, były oficer Armii Włoskiej wszedł do zakrystii i zauważając Ojca Pio powiedział: Tak, jest tu! Nie pomyliłem się! Podszedł to Ojca Pio, klękając przed nim ze łzami w oczach powiedział: Ojcze, dzięki za ocalenie mnie od śmierci. Poczym zaczął opowiadać tam zgromadzonym. Byłem kapitanem w piechocie, pewnego dnia na froncie, podczas strasznej godziny bitwy niedaleko mnie zobaczyłem mnicha który krzyknął: Niech się Pan oddali z tego miejsca!? Podbiegłem do niego i w tym momencie, tam gdzie przed chwilą stałem wybuchł granat i pozostawił krater. Gdy się odwróciłem z powrotem do mnicha, jego już tam nie było. Ojciec Pio, podczas dwulokacji, ocalił jego życie.

17. Ojciec Alberto, który spotkał się z Ojcem Pio w 1917 roku stwierdził: Ojciec Pio stał przy oknie i patrzał na góry. Mówił coś do siebie. Podszedłem do niego aby ucałować jego rękę lecz on mnie nie dostrzegł jego ręka była sztywna. W tym momencie usłyszałem jak Ojciec Pio udzielał komuś przedśmiertne rozgrzeszenie. Po chwili, Ojciec Pio zatrząsł się jakby się budził ze snu. Ty tu jesteś? Nie zauważyłem Ciebie? Powiedział gdy mnie zobaczył. Po kilku dniach przyszedł telegram z Turynu. Ktoś dziękował przełożonemu za wysłanie Ojca Pio to Turynu do umierającego. Domniemałem że ta osoba umierała w tym samym czasie gdy Ojciec Pio udzielał mu rozgrzeszenia w Rotundzie San Giovanni. Najwyraźniej, przełożony zakonu wysłał Ojca Pio do Turynu, który to przeniósł się tam przez dwulokację.

18. W 1946 roku, amerykańska rodzina z Philadelfii wybrała się to Rotundy San Giovanni aby podziękować Ojcu Pio. Ich syn, który w drugiej wojnie światowej był pilotem bombowca, został ocalony przez Ojca Pio nad Pacyfikiem. Oto wyjaśnienie syna: byliśmy tuż przy docelowym lotnisku na wyspie gdzie mieliśmy wylądować z pełnym ładunkiem bomb. Zostaliśmy trafieni przez japoński myśliwiec. Samolot wybuchł zanim reszta załogi zdążyła wyskoczyć. Tylko mi udało się wyskoczyć. Nawet nie wiem w jaki sposób. Próbowałem otworzyć spadochron, ale bezskutecznie. Niechybnie rozbił bym się o ziemię gdyby nie pomoc mnicha który zjawił się w locie. Miał on białą brodę. Wziął mnie w swe ramiona i delikatnie złożył u bramy bazy. Możecie sobie wyobrazić zadziwienie wzbudzone moją przygodą. Nikt nie chciał wierzyć, ale moja obecność tam była niezbitym dowodem. Podczas wyjazdu do domu na przepustce, wśród zdjęć mojej matki, rozpoznałem mnicha który mnie ocalił. Matka mi powiedziała że prosiła Ojca Pio o opiekę nade mną.

19. Pewna kobieta mieszkała ze swoją córką w Bolonii. Miała ona guz nowotworowy na ramieniu. Córka przekonała ją na operację. Chirurg chciał jeszcze trochę poczekać przed ustaleniem daty operacji. Tymczasem, zięć wysłał telegram do Ojca Pio, prosząc o modlitwę za swoją teściową. W tym samym czasie gdy Ojciec Pio otrzymał telegram, kobieta ta, siedząc sama w jadalni zobaczyła Kapucyna wchodzącego do pokoju przez drzwi. Jestem Ojciec Pio z Pietrelcyny. Przedstawił się. Po krótkiej rozmowie o diagnozie lekarskiej i po namowie do modlitwy to Błogosławionej Matki, Ojciec Pio zrobił znak krzyża na jej ramieniu i wyszedł. W tym momencie kobieta zawołała służącą, córkę, zięcia i pytała się ich dlaczego wpuścili do niej Ojca Pio bez zapowiedzi. Oni zaś zgodnie odpowiedzieli że Ojca Pio nie widzieli i do domu nikogo nie wpuszczali. Następnego dnia, w przygotowaniu do operacji, chirurg zbadał kobietę lecz guza już nie było.

20. Ojciec Pio odwiedził biskupa, który udzielił mu święceń kapłańskich 10 sierpnia 1910 roku w katedrze Benevento. Wydarzyło się to przed śmiercią biskupa. Ojciec Pio bilokował aby duchowo wesprzeć biskupa.

21. Nawet błogosławiony Don Orione mówił o darze bilokacji Ojca Pio. Powiedział on: Byłem w kościele św. Piotra w Rzymie, aby wziąć udział w uroczystościach beatyfikacyjnych św. Teresy. Był tam również Ojciec Pio pomimo faktu, iż w tym samym czasie był on również w swoim klasztorze. Widziałem go. Uśmiechał się i poprzez tłum ludzi zbliżał się w moim kierunku. Jednak, kiedy był już całkiem blisko mnie, zniknął.

22. W 1951r. Ojciec Pio odprawiał Mszę świętą w pewnym klasztorze w Czechosłowacji. Po Mszy siostry zakonne poszły do zachrystii aby zaproponować Ojcu Pio kawę jako podziękowanie za jego niespodziewaną wizytę. Niestety nie znalazły go tam i na tej podstawie wywnioskowały, że miały do czynienia ze zjawiskiem bilokacji.

23. W 1956r. Ojciec Pio odprawił Mszę świętą dla Prymasa Węgier Jozefa Mindszentego w więzieniu w Budapeszcie. Ktoś, kto miał informacje na temat uwięzienia Prymasa zapytał Ojca Pio wprost: Ojcze Pio! Odprawiałeś Mszę dla Prymasa Węgier więc musiałeś też z nim rozmawiać! Byłeś z nim w więzieniu i widziałeś go. Ojciec Pio odpowiedział: Oczywiście, jeżeli z nim rozmawiałem, to także go widziałem. Był to przypadek bilokacji.

24. Matka Speranza, założycielka zakonu Sióstr Służebniczek Miłości Miłosiernej powiedziała, że widywała Ojca Pio w Rzymie codziennie przez cały rok. Jest to również przypadek przebywania Ojca Pio w dwu miejscach jednocześnie. Wiemy, że Ojciec Pio był w Rzymie tylko raz, w roku 1917, kiedy to towarzyszył swojej siostrze, która wstępowała do klasztoru.

25. Pewien generał włoskiej armii o nazwisku Cadorna wpadł w taką depresję po przegranej walce w Caporetto, że zaczął myśleć o popełnieniu samobójstwa. Pewnego wieczoru wszedł do swojego pokoju i rozkazał swojemu ordynariuszowi, aby nikt do niego nie wchodził. Wyciągnął broń z szuflady i skierował ją w stronę głowy. Nagle usłyszał głos: Generale, dlaczego chcesz popełnić takie głupstwo? Głos i obecność zakonnika pomogła generałowi w zmianie decyzji. Zastanawiał się jednak jak to było możliwe, że dostał się on do jego pokoju. Poprosił ordynariusza o wyjaśnienia ale ten odpowiedział, że nikogo nie widział. Parę lat później generał przeczytał w gazecie o zakonniku, który czynił cuda w okolicy Gargano. Potajemnie tam pojechał i był zaskoczony, kiedy Ojciec Pio powiedział do niego: Witam, Generale! Bardzo pan ryzykował tamtego wieczoru, nieprawdaż?

26. Pewna kobieta z Bolonii we Włoszech rzekła: Pewnego razu moja matka udała się ze swoimi przyjaciółmi do Ojca Pio. Spotkała go zaraz po przyjeździe w zachrystii klasztoru San Giovanni Rotundo. Ojciec Pio odezwał się do niej: Dlaczego tu przyjechałaś? Wracaj do domu ponieważ twój mąż jest chory. Matka pomyślała, że przecież zostawiła ojca w dobrym zdrowiu jednak pierwszym pociągiem udała się w drogę powrotną. Kiedy przyjechała do domu zapytała o zdrowie mojego ojca. Wszystko było w porządku. W nocy ojciec zaczął mieć poważne problemy z oddychaniem. Coś powodowało ucisk jego gardła. Tej samej nocy, o godzinie 23, mój ojciec znalazł się w szpitalu i przeszedł operację. Chirurg wykonujący zabieg usunął z jego gardła co najmniej dwa naczynia ropy. Ojciec Pio widział wcześniej co mogłoby się stać temu mężczyźnie i przy pomocy rady i modlitwy udało mu się przyczynić do szczęśliwego zakończenia sprawy.

27. Duchowy syn Ojca Pio, który mieszkał w Rzymie, będąc w towarzystwie przyjaciół przechodził koło kościoła i nie uczynił znaku krzyż jak to miał w zwyczaju. Nagle usłyszał głos Ojca Pio mówiący: Tchórz!. Po kilku dniach udał się do San Govanni Rotondo, gdzie był napomniany przez Ojca Pio: Uważaj! Tym razem tylko cię upominam; następnym razem dam ci klapsa.

28. Pewnego dnia podczas zachodu słońca Ojciec Pio był w ogrodzie klasztornym. Rozmawiał pogodnie z kilkoma jego duchowymi dziećmi i innymi wierzącymi, kiedy nagle zorientował się, że zgubił swoją chusteczkę do nosa. Powiedział do jednego z obecnych, tu jest klucz do mojej celi, idź proszę i przynieś mi chusteczkę. Ten natychmiast udał się do celi, ale oprócz chusteczki wziął także jedną rękawiczkę Ojca Pio i włożył do kieszeni. Nie mógł oprzeć się możliwości posiadania relikwii! Kiedy wrócił do ogrodu i dał Ojcu Pio chusteczkę, ten powiedział do niego: Dziękuję, a teraz idź z powrotem do celi i odłóż do szuflady rękawiczkę, którą włożyłeś do kieszeni.

29. Pewna kobieta każdego wieczora przed pójściem do łóżka miała w zwyczaju klękać przed fotografią Ojca Pio i prosiła o jego błogosławieństwo. Jej mąż, dobry katolik, sądził że to przesada i zaczynał śmiać się i dokuczał jej za każdym razem kiedy to robiła. Kiedyś powiedział Ojcu Pio o zwyczaju swojej żony. Każdego wieczora moja żona klęka przed twoją fotografią i prosi o twoje błogosławieństwo. Ojciec Pio odpowiedział, wiem a ty zaczynasz się śmiać.

30. Pewien człowiek miał opinię dobrego katolika, był zawsze podziwiany i szanowany przez wszystkich którzy go znali. Ale naprawdę żył w grzechu. Zaniedbał swoją żonę, a później swoją samotność rekompensował związkiem z inną kobietą. Pewnego razu poszedł do spowiedzi do Ojca Pio. Aby się usprawiedliwić, zaczął mówić o duchowym kryzysie. Nie zdawał sobie sprawy, że spotkał się z niezwykłym spowiednikiem. Ojciec Pio nagle powstał i krzyknął, Jaki duchowy kryzys? Zdradzasz żonę i Bóg jest bardzo zły na ciebie. Idź stąd!

31. Pewien pan mówił: Zdecydowałem się rzucić palenie papierosów, ofiarowując to moje małe poświęcenie Ojcu Pio. Od tego momentu w każdy wieczór stawałem przed obrazem Ojca Pio z nienapoczętą paczką papierosów w ręku mówiąc: Ojcze... oto pierwsza...Następnego wieczoru: Ojcze, oto druga...Po trzech miesiącach tej cowieczornej procedury pojechałem do San Giovanni Rotondo aby spotkać się z Ojcem Pio. Gdy tylko go ujrzałem, powiedziałem mu: Nie palę już od 81 dni, 81 paczek papierosów... Ojciec Pio przerwał mi: Wiem o wszystkim, też liczę za ciebie te twoje paczki każdego wieczoru.

32. Kierowca autobusu, który przywiózł turystów na wycieczkę do Gargano był w zakrystii czekając na powrót, kiedy zjawił się Ojciec Pio. Mimo to, iż kierowca autobusu był pośród grupy około dziesięciu ludzi, Ojciec Pio zauważył go i powiedział:

33. Synu, nawet nie poprosisz o błogosławieństwo! Kierowca, zdumiony, wyszedł przed grupę i uklęknął aby otrzymać błogosławieństwo od Ojca Pio. Ale zamiast błogosławieństwa, Ojciec Pio zapytał go: Więc, co uczyniłeś? Nic Ojcze, ja niczego nie uczyniłem. Poszedłem do spowiedzi kiedy byłem w Monte Santa Angelo i nawet uczestniczyłem we Mszy razem z turystami, których jestem przewodnikiem. A później Kupiłem kilka pamiątek religijnych.

34. Ale to nie te święte obrazki sprawiły, że później przeklinałeś, ale te słodycze! Osłupiony kierowca pamiętał, że po Mszy przeklinał ponieważ ilość orzeszków, które kupił była za mała dla wszystkich turystów, którym przewodził. Upokorzony próbował coś powiedzieć; ale Ojciec Pio zabrał go dalej od grupy i powiedział: to nie wszystko. W drodze do St. Giovanni Rotondo, ubliżałeś i obraziłeś kupca, który pomylił się w rachunku. Człowiek, który powiedział, że nic nie uczynił wyraził skruchę i wzbudził żal za grzechy.

35. Pewna kobieta przybyła z Anglii do Ojca Pio prosząc o spowiedź. Weszła do konfesjonału, lecz Ojciec Pio zamknął okienko mówiąc: Nie mogę udzielić Ci spowiedzi. Kobieta ta nie wyjechała jednak przez następne kilka tygodni i codziennie podchodziła do konfesjonału by znów usłyszeć odmowę. W końcu Ojciec Pio zgodził się na przyjęcie jej spowiedzi. Ona zapytała dlaczego musiała tak długo czekać. Ojciec Pio odpowiedział: Jak długo kazałaś czekać Naszemu Panu? Powinnaś zastanowić się nad tym jak to jest możliwe by Jezus przyjął Cię po tym jak popełniłaś tak wiele przewinień. Odwlekałaś rachunek sumienia przez lata, poza przewinieniami wobec swojego męża i matki przyjmowałaś komunię będąc winną grzechu śmiertelnego. Usłyszała kobieta w niezmiernym zdumieniu i powzięła szczere postanowienie poprawy. Płakała, gdy otrzymywała rozgrzeszenie. Powróciła do Anglii po kilku dniach bardzo szczęśliwa.

36. Pewien pan opowiedział następującą historię: Zdarzyło mi się zjeść zbyt wiele fig i czułem się winny z tego powodu. Sądziłem, że popełniłem grzech obżarstwa. Ponieważ planowałem spowiedź u Ojca Pio nazajutrz pomyślałem że wtedy przyznam się do tego grzechu. Następnego dnia szedłem powoli w stronę klasztoru przeprowadzając rachunek sumienia. Jakoś zapomniałem o swoim obżarstwie. Ojciec Pio wysłuchał mojej spowiedzi, i przed zakończeniem powiedziałem: Pewny jestem, że popełniłem jeszcze jeden grzech, ale nie mogę go sobie przypomnieć. Nie martw się o te dwie figi. , odpowiedział Ojciec Pio.

37. Bóg widzi wszystko co robimy i za wszystko to odpowiemy. Następna historia pokazuje, że Bóg zna nasze nawet najskrytsze myśli. W 1921 roku pewien człowiek należący do gangu przestępców postanowił zabić swoją żonę aby móc ożenić się z inną kobietą. Wymyślił plan, który gwarantował mu dobre alibi. Jego żona była wierną owcą Ojca Pio mieszkającego wtedy w małym miasteczku Gargano. Ponieważ w tym miasteczku nikt nie znał owego przestępcy, doszedł on do wniosku, że jest to dobre miejsce dla popełnienia planowanej zbrodni. Zaproponował więc swojej żonie, że wybiorą się do Gargano aby mogła odwiedzić swego ulubionego zakonnika. Gdy zjawili się w miasteczku ulokował żonę w hotelu i wybrał się do klasztoru by zaaranżować jej spowiedź u Ojca Pio. Sądził że w czasie gdy jego żona będzie się spowiadać pokaże się w mieście aby wypracować sobie alibi. Poszukał tawerny gdzie mógłby zaprosić paru ludzi z miasteczka na drinka. Zaplanował, że wymyśli jakiś pretekst by zniknąć na chwilkę by zabić swoją żonę zaraz po jej spowiedzi i wróci do tawerny. Klasztor otoczony był polami i był pewny że w słabym świetle wieczoru nikt nic nie zauważy. Wyglądało że plan jest bez skazy.Gdy doszedł do klasztoru zauważył Ojca Pio w konfesjonale. W tym momencie poczuł impuls, którego nie mógł opanować. Uklęknął przed konfesjonałem i zaczął żegnać się znakiem krzyża. Zanim skończył usłyszał okrzyki z konfesjonału: Odejdź precz! Odejdź! Czyż nie wiesz, że nie wolno zabijać! Ojciec Pio chwycił mężczyznę za rękę i wyprowadził go. Mężczyzna ten był w szoku, nie mógł uwierzyć w to co się stało i był tym przerażony. Zaczął uciekać przez pola, potknął się i padł na twarz w błoto. Pierwszy raz dotarło do niego całe zło jego grzesznego życia. W udręczonym umyśle przewinęło się całe nieludzkie zło jakie uczynił. Rozdarty do głębi duszy może powrócił do kościoła i poprosił Ojca Pio o spowiedź. Ojciec Pio zgodził się i ciepło rozmawiał z nim jak z przyjacielem. Ojciec Pio wyliczył mu wszystkie grzechy jego życia z niewiarygodną dokładnością aż dotarł do postanowienia zabicia własnej żony. Mężczyzna słuchał Ojca Pio mówiącego o planowanej zbrodni, o której nie mówił nikomu. Wycieńczony w końcu rzucił się do stóp zakonnika prosząc o wybaczenie. Lecz nie był to koniec: Zanim Ojciec Pio udzielił mu rozgrzeszenia zapytał: Czyż nie pragnąłeś zawsze mieć dzieci? Jeżeli nie będziesz grzeszyć więcej Bóg obdarzy Cię dzieckiem. Człowiek ten powrócił do Ojca Pio po roku jako przykładny chrześcijanin by pochwalić się dzieckiem urodzonym mu przez żonę, którą chciał zabić.

38. Mnich, który był Strażnikiem zakonu Św. Giovanni Rotondo opowiadał: Ubiegłego roku handlarz z Pizy przyszedł do Ojca Pio prosząc o uzdrowienie córki. Święty spojrzał na handlarza i powiedział: Jesteś bardziej chory niż twoja córka. Wkrótce umrzesz. Nie, nie, ojcze, czuję się bardzo dobrze, tamten odpowiedział. Nikczemniku!, wykrzyknął Ojciec Pio. Nieszczęsny! Jak możesz się dobrze czuć mając tyle grzechów na sumieniu. Widzę co najmniej trzydzieści dwa grzechy! Każdy może sobie wyobrazić zdumienie handlarza. Po spowiedzi mówił wszystkim, którzy chcieli go słuchać:

39. Ojciec Pio wiedział wszystko i powiedział mi wszystko o moim życiu!

40. Pewien ksiądz opowiedział o przygodzie, która wydarzyła się jego bratu, który podróżował z bardzo daleka, żeby wyspowiadać się Ojcu Pio. Po spowiedzi Ojciec Pio zapytał się go: Synu mój, czy masz jeszcze coś do wyznania? Nie, ojcze. Ojciec Pio kazał mu przypomnieć sobie coś jeszcze. On zrobił rachunek sumienia jeszcze raz, ale nie mógł sobie nic więcej przypomnieć. Wtedy Ojciec Pio powiedział mu ciepło: Synu, wczoraj dotarłeś do Bolonii o 5tej rano. Kościoły o tej porze były jeszcze zamknięte. Zamiast czekać poszedłeś do hotelu, żeby wypocząć przed Mszą. Poszedłeś do łóżka i zasnąłeś tak mocno, że obudziłeś się o trzeciej po południu, kiedy było już za późno, aby pójść za Mszę. Wiem, że nie zrobiłeś tego umyślnie, ale było to niedbalstwo, które dotknęło Pana Boga!

41. Z powodu wielkich tłumów, które się zbierały, aby zobaczyć Ojca Pio dwóch policjantów zostało wysłanych do klasztoru by go chronić. Pewnego dnia w zachrystii po odprawieniu Mszy Ojciec Pio zdejmował święte szaty i z uśmiechem zwrócił się do jednego z policjantów: Jak tylko skończę dziękczynienie za Mszę, a ty skończysz swoje obowiązki, przyjdź do mojego pokoju, ponieważ muszę z tobą porozmawiać. Policjant ucieszył się z tego zaproszenia więc kiedy skończył służbę poszedł prosto do pokoju Ojca Pio. Ojciec Pio powiedział mu: Posłuchaj mnie, Synu, za osiem dni umrzesz w swoim domu rodzinnym. Policjant odpowiedział: Ale ojcze, ja czuję się doskonale. A Ojciec Pio dodał: Nie martw się! Za osiem dni będzie ci lepiej. Co to jest to życie? Pielgrzymka. Jesteśmy jak w pociągu, mój synu! Poproś swojego przełożonego, aby cię zwolnił byś mógł zobaczyć swoją rodzinę...ty umrzesz...a twoi krewni? Oni nic o tym nie wiedzą... Policjant zdumiony tymi słowami zapytał: Ojcze, czy mogę im powiedzieć to, co mi powiedziałeś? Nie teraz. rzekł Ojciec Pio, możesz im powiedzieć jak będziesz w domu. Młody człowiek poszedł do miasteczka Św. Giovanni Rotondo i poprosił o pozwolenie na wyjazd do domu. Jego przełożony nie chciał mu dać pozwolenia, ponieważ nie było wystarczającego powodu. Jednakże po naleganiach Ojca Pio policjant otrzymał pozwolenie na wyjazd do domu. Kiedy policjant dotarł do domu powiedział rodzicom: Przytachałem was odwiedzić, bo Ojciec Pio powiedział mi, że umrę. Po ośmiu dniach policjant umarł.

42. Mnisi z Venafro, którzy gościli Ojca Pio, kilkakrotnie byli świadkami innych niewytłumaczalnych cudów i widzeń. Kiedy Ojciec Pio był poważnie chory mógł czytać myśli innych ludzi. Pewnego dnia brat Augustyn poszedł szukać Ojca Pio. Tego ranka pomódl się za mnie, poprosił Ojciec Pio. Schodząc do kościoła, brat Augustyn postanowił wspomnieć Ojca Pio w szczególny sposób w czasie Mszy, ale potem zapomniał to zrobić. Kiedy wrócił do Ojca Pio, on zapytał go: Czy modliłeś się za mnie? Zapomniałem, odpowiedział brat Augustyn. Ojciec Pio powiedział mu: Nie martw się. Pan Bóg przyjął twoje intencje, o których myślałeś jak szedłeś do kościoła.

43. Ojciec Pio był nagabywany wielokrotnie przez pewnego człowieka, aby zadał mu pokutę. Ojciec Pio, który modlił się w chórze zakonników podniósł głowę i powiedział surowo: Ten człowiek kazał Panu Bogu czekać przez dwadzieścia pięć lat na swoją spowiedź, a nie jest w stanie poczekać na mnie pięciu minut. Okazało się, że było to prawdą.

44. Pewnego dnia mężczyzna, ubrany w marynarkę, krawat i spodnie znajdował się w zakrystii razem z innymi osobami oczekującymi na przybycie ojca Pio. Mężczyzna ten był w pierwszym szeregu. Gdy zobaczył go ojciec Pio, powiedział: Ojcze, przybyłeś tu w przebraniu, ale nie musisz się wstydzić. Następnym razem możesz przyjechać ubrany jak ksiądz.

45. Ojciec Pio powiedział innemu młodemu człowiekowi, który miał na sobie tylko spodnie i sweter, że powinien odejść i wrócić ubrany w habit św. Dominika. Zmieszany i zawstydzony, młody człowiek wyznał wobec wszystkich, że jest kapłanem - dominikaninem.

46. Czasem, gdy pokazywano ojcu Pio przedmioty takie jak koronki różańcowe albo proszono o poświęcenie świętych obrazów, niektóre z nich oddawał osobie proszącej mówiąc jasno:- To już było poświęcone. Miał rację.

47. Ojciec Pio miał zdolność rozpoznawania święconej wody. Gdy ktoś podał mu buteleczkę wody z Lurdes nie mówiąc skąd pochodzi podniósł ją do ust i ucałował.

48. Pewnego razu ów kierowca z Rzymu, któremu ukazała się Matka Boska w Jaskini przy Trzech Fontannach (zwana Dziewicą Objawienia) przybył by spotkać Ojca Pio. Opowiadał: Gdy się z nim spotkałem po raz pierwszy podałem mu kopertkę nie mówiąc co zawiera. Ojciec Pio przycisnął ją mocno do serca i nie oddał. Zawierała ona okruchy ziemi z Jaskini Trzech Fontann.

49. Pewnego dnia, znany lekarz usunął bandaż z rany na piersi ojca Pio. Gaza była przesączona krwią, doktor zamknął ją w pojemniku aby później zbadać ją w swoim laboratorium w Rzymie. W drodze do domu, ludzie podróżujący wraz z lekarzem stwierdzili że czują zapach, który kojarzy im się z ojcem Pio. Nikt z nich nie wiedział opatrunku znajdującym się w bagażu. Po przebadaniu lekarz zachował gazę w swoim laboratorium, a dziwny zapach utrzymywał się w nim przez długi czas, wzbudzając zainteresowanie pacjentów.

50. Brat zakonny Modestino opowiadał: Kiedyś byłem na wakacjach w St. Giovanni Rotondo. Poszedłem do zakrystii aby pomóc ojcu Pio w mszy św., ale byli tam już inni mnisi kłócąc się o to kto powinien to zrobić. Ojciec Pio przerwał te kłótnie mówiąc: tylko on będzie służył do mszy i wskazał na mnie. Towarzyszyłem mu do ołtarza św. Franciszka i z nabożną czcią służyłem. Kiedy doszliśmy do Podniesienia, poczułem nieodpartą chęć ponownego poczucia zapachu, który owładnął mnie kiedy całowałem dziś rękę ojca Pio. Pragnienie to w tym samym momencie zostało spełnione, zapach pojawił się i robił się z każdą chwilą intensywniejszy tak że w końcu poczułem się słabo. Musiałem oprzeć się o klęcznik, żeby nie upaść! Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że za chwilę zemdleję, w myślach poprosiłem ojca Pio aby uchronił mnie od upadku na oczach ludzi. W tym samym momencie zapach zniknął. Wieczorem, kiedy towarzyszyłem ojcu Pio w drodze do domu, zapytałem go o wyjaśnienie tego zjawiska. Odpowiedział: Moje dziecko, nie jestem w stanie tego wyjaśnić. Bóg pozwala poczuć ten zapach wtedy kiedy chce?.

51. Czekając na spowiedź u ojca Pio, widziałem go słuchającego spowiedzi jakiejś kobiety. Kiedy pomyślałem, że za chwilę będę rozmawiał ze świętym otoczył mnie silny zapach lilii. Poczułem się strasznie zmieszany, ponieważ nigdy nie wierzyłem w te historie o zapachach. Od tej pory wiedziałem, że one naprawdę istnieją.

52. Pewna 24 letnia kobieta z Bolonii miała poważne powikłania funkcji prawego ramienia w wyniku wypadku, który zdarzył się trzy lata wcześniej. Po operacji i długim okresie rehabilitacji chirurg powiedział ojcu dziewczyny, że już nigdy nie będzie mogła ruszać prawą ręką. Ręka była sztywna w wyniku usunięcia fragmentu kości i nie przyjęcia przeszczepu. Ojciec wraz z córką udali się do St. Giovanni Rotondo. Spotkali ojca Pio, który im pobłogosławił i powiedział: Ponad wszystko nie rozpaczajcie! Zaufajcie Bogu! Ramię wyzdrowieje. Był koniec lipca 1930 roku, kobieta wróciła do Bolonii bez żadnej poprawy zdrowia. Czy to możliwe, że ojciec Pio się pomylił? Wkrótce o sprawie zapomniano. 17 września (dzień celebracji stygmatów św. Franciszka), w pewnym momencie mieszkanie w którym mieszkała rodzina, wypełnił piękny zapach żonkili i róż. Zjawisko trwało około kwadransa, podczas którego wszyscy zachodzili w głowę, skąd bierze się ów zapach. Tego dnia ramię dziewczyny wróciło do pełnej sprawności. Zdjęcie rentgenowskie wykazało całkowite wyleczenie kości.

53. Pewien człowiek powiedział: Nadszedł dzień kiedy zdecydowałem się pójść za sugestią mojej żony i odwiedzić Ojca Pio. Było to dokładnie w 25 rocznicę naszego ślubu, i przez te wszystkie lata nigdy nie byłem w kościele. Czułem przygniatający ciężar win nagromadzonych przez te lata, a także wielką potrzebę ich wyspowiadania, lecz gdy tylko zbliżyłem się do Ojca Pio, ten rzekł ostro (nie patrząc na mnie): Odejdź ode mnie!. Powiedziałem: Przyszedłem aby się wyspowiadać, abyś mi mógł udzielić wybaczenia Jezusowego. Wyrzekłem to dość ostrym tonem, i on równie ostro odrzekł: Powiedziałem: idź sobie!. Wybiegłem z tego małego kościółka i biegłem poprzez ogród aż do hotelu. Przyszła tam wkrótce moja żona, która widziała moją ucieczkę, i zaczęła mnie pytać: Co się stało? Co ty robisz? Odpowiedziałem, że pakuję walizki i wyjeżdżam. W tym momencie owionął mnie zapach perfum - intensywny i cudowny. Byłem zaskoczony, lecz zapach ten ukoił mnie natychmiast i poczułem wielką wewnętrzną potrzebę by powrócić do Ojca Pio. Zabrało mi jednak cały dzień aby zebrać w sobie odwagę. Przygotowywałem się do spotkania z Ojcem, dokonując rzetelnego rachunku sumienia. Ojciec Pio przyjął mnie tym razem serdecznie, i udzielił mi odpuszczenia grzechów, którego tak potrzebowałem.

54. Pewna kobieta opowiedziała: Mój mąż był ciężko ranny w wypadku samochodowym. Przewieziono go do szpitala w Taranto (we Włoszech). Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Na terenie szpitala była kaplica dedykowana Ojcu Pio. Przed każdą wizytą u mojego męża wchodziłam tam, aby pomodlić się za jego wyzdrowienie do Ojca Pio. Pewnego dnia, gdy tam się modliłam, ogarnął mnie święty zapach Ojca Pio. Cudowna woń lilii. Uznałam to za znak, że moje modlitwy są wysłuchane. I rzeczywiście, od tego momentu stan zdrowia mojego męża zaczął się poprawiać, aż w końcu całkowicie wyzdrowiał z odniesionych ran.

55. Pewien pan z Toronto mówił: W roku 1947 moja żona ciężko zachorowała. Przyjęto ją do szpitala w Rzymie, konieczna była operacja. Pojechałem do St. Giovanni Rotondo, aby spotkać się z Ojcem Pio. Dobry Ojciec Pio wysłuchał mojej spowiedzi. Po otrzymaniu rozgrzeszenia rozmawiałem z nim o stanie mojej żony. Poprosiłem go Ojcze, wspomóż mnie w modlitwie!. I natychmiast poczułem rozkoszny, przejmujący zapach, co mnie bardzo zaskoczyło. Wróciłem do domu późnym wieczorem, a gdy tylko otworzyłem drzwi, poczułem znowu ten sam zapach, który unosił się gdy byłem obok Ojca Pio. Poczułem się wzmocniony na duchu. Moja żona przeszła operację bez żadnych komplikacji. Opowiedziałem jej później o moich cudownych doświadczeniach, i razem dziękowaliśmy Ojcu Pio.

56. Młode małżeństwo w Anglii przeżywało poważne problemy. Byli już na skraju rozpaczy, nie wiedzieli do kogo się zwrócić o pomoc. Ktoś powiedział im o Ojcu Pio. Napisali do niego o swoich problemach, lecz nie otrzymali odpowiedzi. Postanowili wtedy pojechać do St. Giovanni Rotondo aby spotkać się z Ojcem Pio i zasięgnąć jego mądrej rady. Droga z Anglii do Puglia we Włoszech jest długa, a w dodatku było to w środku srogiej, śnieżystej zimy. Pomimo pogody wybrali się w drogę. Pierwszą noc spędzali w podrzędnym hotelu w Bernie, gdyż na lepszy nie mogli sobie pozwolić. Dopadły ich znowu wątpliwości co będzie jeśli Ojciec Pio ich nie przyjmie? Kontynuować podróż czy wracać? Gdy tak debatowali, ich pokój wypełnił się słodkim, upojnym zapachem, który wywierał na nich ogromnie kojący wpływ. Kobieta nawet zaczęła szukać źródła tego zapachu, myśląc że to ktoś przez roztargnienie zapomniał w pokoju swojej buteleczki perfum, lecz bez skutku. Chwilę później zapach ulotnił się, a pokój wypełnił, jak poprzednio, odór zgnilizny. Małżonkowie opowiedzieli o swoim przeżyciu właścicielowi hotelu, którego to bardzo zaskoczyło: żaden z jego klientów nigdy nie twierdził, że czuje zapachy perfum w hotelu. Jednak nasi małżonkowie poczytali to za znak aby kontynuować podróż do St. Giovanni Rotondo i spotkać się z Ojcem Pio. Gdy już tam dotarli, ów młody człowiek powiedział po włosku do Ojca Pio (jako że dobrze mówił po włosku): Pisaliśmy do Ojca, ale ponieważ nam nie odpowiedziałeś... Co takiego? przerwał mu Ojciec Pio. Czemu mówisz, że nie odpowiedziałem? Czyż nie czuliście niczego w tamten wieczór w hotelu w Szwajcarii? Zrozumieli wtedy, że ten zapach który czuli w pokoju hotelowym był zapachem Ojca Pio, i wypełniła ich radość i wdzięczność. A do rozwiązania ich problemów w istocie wystarczyło kilka mądrych słów Ojca Pio.

57. Pewien mężczyzna poznał Ojca Pio dzięki serii dziwnych zdarzeń. Pierwszy raz usłyszałem o tym Świętym Człowieku zaraz po wojnie. Mój przyjaciel, który go znał, z entuzjazmem opowiadał o nim różne historie. Co do mnie, opowiadania te wydawały się nieprawdopodobne i trudne do uwierzenia, zwłaszcza opowiadania o zapachu perfum, jaki ludzie czuli, nawet wtedy kiedy nie byli w pobliżu Świętego Zakonnika. Ku mojemu zdziwieniu, także i ja z czasem zacząłem wyczuwać dziwny zapach fiołków w najbardziej nieprzewidzianych miejscach. Zaskoczony, zacząłem niedowierzać własnym zmysłom. Wmawiałem sobie nawet, że to tylko przewidzenia. Lecz pewnego dnia, w czasie wakacji, poszedłem wraz z żoną wysłać list. Będąc na poczcie, nagle poczułem wyraźną woń fiołków. Czując ten zapach, żona zapytała Skąd jest ten zapach?. Z podnieceniem zapytałem Ty także go czujesz? Wtedy opowiedziałem jej o Ojcu Pio i o historiach związanych z zapachem perfum otaczających jego osobę. Opowiadania te bardzo poruszyły moją żonę, która poradziła mi jak najszybciej pojechać do San Giovanni Rotondo. Następnego dnia wyruszyliśmy w drogę. Spotkaliśmy się z Ojcem Pio, który rzekł do mnie O, tu jest nasz bohater. Ile się musiałem namęczyć, żeby cię Oto historia opowiedziana przez pewną kobietę. Od dłuższego czasu miałam problemy z oczami. Bardzo mnie bolały i prawie nic nie widziałam. Byłam u kilku lekarzy, którzy po wielu badaniach stwierdzili, wylew krwi do oka. Podejrzewali także raka. Lekarze nie dawali żadnej nadziei na wyleczenie. Wiadomość ta bardzo mnie zasmuciła i popadłam w wielką depresję. Po pewnym czasie przejeżdżając koło Benevento, zdecydowałam się pojechać aż do Pietreicina i odwiedzić Zakon Ojca Pio. Przechodząc przez pokój, w którym mieszkał Ojciec Pio, zatrzymałam się i zaczęłam się modlić za moich bliskich. W czasie modlitwy poczułam intensywny zapach kadzidła. W drodze powrotnej do Rzymu, pamiętając co zaszło w pokoju Ojca Pio, postanowiłam prosić Go o wyleczenie moich oczu. Zwróciłam się do Niego z całą moją wiarą i nadzieją. Nie musiałam długo czekać aby Ojciec Pio wysłuchał moje modlitwy. W krótkim czasie wzrok mi się polepszył i niedługo po tym moje oczy były zupełnie zdrowe. Lekarze nie mogli uwierzyć w mój cudowny powrót do zdrowia tu ściągnąć. Tego samego dnia, miałem okazję rozmawiać z Ojcem Pio prywatnie. Spotkanie to zmieniło całe moje życie.

58. Oto zwierzenia innej osoby. Kilka lat temu, przeżyłem zawał serca. Lekarze poradzili mi, abym poddał się operacji, która poprawi stan mojego zdrowia. Zgodziłem się. To było w czerwcu 1991 roku. W czasie operacji lekarze wykonali poczwórny bypass. Kiedy obudziłem się po narkozie stwierdziłem, że nie mam czucia w mojej prawej nodze i ręce. Byłem zrozpaczony. Po pewnym czasie zacząłem się modlić do Ojca Pio z prośbą o pomoc. Modliłem się do Niego przez trzy dni. Trzeciego dnia, w czasie modlitwy poczułem przesycający zapach kwiatów. Kiedy zapach zniknął poczułem jak życie wraca w mojej prawej nodze. Od razu wiedziałem, że moje modlitwy zostały wysłuchane.

59. Pewna kobieta opowiedziała taką historię: Miałam duże problemy z oczami. Czułam wielki ból i prawie nic nie widziałam. Byłam u wielu lekarzy, którzy po wielu badaniach orzekli: nieodwracalny krwotok śródgałkowy, z prawdopodobnym nowotworem. Z ich słów wynikało, że choroba ta nieuchronnie powoduje całkowitą utratę wzroku, i że medycyna nie zna sposobu na jej uleczenie. Wieść ta wywołała u mnie depresję i niepokój. Byłam w podróży, której trasa przebiegała w pobliżu Benevento, więc zdecydowałam się zajechać do Pietrelciny, gdzie mogłabym odwiedzić klasztor Ojca Pio. Gdy byłam w jednej z ostatnich cel gdzie żył Ojciec Pio, coś mnie głęboko dotknęło. Modliłam się wtedy za moich krewnych, i nieoczekiwanie poczułam intensywną woń kadzidła. Wracając pociągiem do Rzymu wiele myślałam o tym zdarzeniu w celi Ojca Pio. Postanowiłam prosić Ojca Pio o uzdrowienie moich chorych oczu. Zwróciłam się ku niemu z całą siłą wiary na jaką mnie było stać. Ojciec Pio nie zwlekał z wysłuchaniem mojej modlitwy. Mój wzrok zaczął się poprawiać, i po niedługim czasie byłam całkiem uzdrowiona, w sposób zupełnie niewyjaśnialny przez medycynę. Lekarze, którzy mnie później badali, wprost nie mogli w to uwierzyć.

60. Mężczyzna z Caniatti (Sycylia, Włochy) opowiedział taką historię. To było na początku 1953 roku, kiedy żona moja zaszła w ciążę. Niestety, żona miała poważne problemy z nerkami i lekarze powiedzieli nam, że życie naszego dziecka jest zagrożone. Według nich jedynym rozwiązaniem była operacja. Byłem zrozpaczony i zdesperowany. W maju napisałem list do Ojca Pio z prośbą o pomoc. Kilka dni później wydarzyło się coś dziwnego. Będąc w innych pokojach, oboje z żoną wyczuliśmy tajemniczy zapach róż. W tym momencie listonosz zapukał do drzwi i wręczył nam list od Ojca Pio. W liście tym przeczytaliśmy, ze Ojciec Pio będzie się modlił za żonę i nasze nienarodzone jeszcze dziecko. Dzień później żona miała badania lekarskie. Lekarze ze zdziwieniem stwierdzili, że jest zupełnie zdrowa.

61. Adwokat, który był bardzo oddany Ojcu Pio opowiedział taką historię. Muszę się przyznać, że w czasie jednej Mszy Świętej odprawianej przez Ojca Pio, byłem trochę rozproszony gdy nagle przepełnił mnie zapach fiołków. Zapach ten był tak silny, że podziałał jak wstrząs. Obudzony jak ze snu stwierdziłem, że byłem jedyną osobą stojącą wśród klęczącego tłumu. Natychmiast klęknąłem, zapominając o zapachu unoszącym się wokół mnie. Zgodnie z moim zwyczajem, po Mszy poszedłem przywitać się z Ojcem Pio. Ojciec powitał mnie tymi słowami Byłeś trochę rozproszony dzisiaj. Zakłopotany odpowiedziałem, Tak Ojcze. Byłem trochę nieobecny, ale na szczęście twoje perfumy sprowadziły mnie z powrotem. Nie perfumy lecz klaps ci się należy, odpowiedział Ojciec Pio.

62. W Bari (we Włoszech) podczas drugiej wojny światowej zainstalowała się kwatera naczelnego dowództwa amerykańskiego lotnictwa. Powiadają, że wielu amerykańskich lotników uratował Ojciec Pio podczas wojny. Nawet głównodowodzący generał był świadkiem pewnego zadziwiającego epizodu. Pewnego dnia generał chciał osobiście poprowadzić eskadrę bombowców w celu zniszczenia niemieckiego składu zaopatrzenia wojskowego w San Giovanni Rotondo. Generał opowiadał: Gdy samoloty były już blisko celu, piloci ujrzeli na niebie postać zakonnika z uniesionymi rękami. Bomby zwolniły się same i spadły w lasach. Samoloty, również same i bez interwencji pilotów, zawróciły do bazy. Wszyscy się dziwili kim był ten mnich, zdolny do rozkazywania maszynom. Ktoś powiedział generałowi, że żyje mnich w San Giovanni Rotondo który potrafi czynić cuda. Generał postanowił go odszukać zaraz po wyzwoleniu i dowiedzieć się czy jest to ten sam mnich którego wówczas widzieli w powietrzu. Już po wojnie pojechał generał z grupą swoich pilotów do tego zakonu kapucynów. Przy wejściu generał napotkał grupę zakonników, i od razu rozpoznał wśród nich tego który powstrzymał jego samoloty: był to właśnie Ojciec Pio. Ojciec Pio podszedł do niego i spytał: Czy to ty jesteś tym, który chciał nas wszystkich pozabijać? Generał, którego uspokoiły słowa i wygląd Ojca, uklęknął przed nim. Jak zwykle, Ojciec Pio mówił w dialekcie benewentyńskim, lecz generał był przekonany że mnich mówi po angielsku. To była jeszcze jedna niezwykła zdolność Ojca Pio. Generał, który był protestantem, zaprzyjaźnił się z Ojcem Pio i przeszedł na wiarę katolicką.

63. Oto opowieść Ojca Ascanio: Kościół byl wypełniony ludźmi. Czekaliśmy na Ojca Pio który miał przyjść spowiadać grzeszników. Wszyscy spoglądali na drzwi przez które miał wejść Ojciec Pio. Drzwi się jednak nie otworzyły, a natomiast zobaczyłem nagle Ojca Pio idącego ponad głowami ludźmi w stronę konfesjonału. Gdy zbliżył się do konfesjonału nagle zniknął. Po kilku minutach zaczął tam przyjmować spowiedników. Nic nie mówiłem, myśląc że mi się przywidziało, lecz gdy się z nim spotkałem, zapytałem: Ojcze Pio, jak Ci się udało chodzić nad głowami ludzi? A On żartobliwie odpowiedział: Zapewniam Cię, moje dziecko, jest to tak jak chodzenie po ziemi...

64. Jeden z Amerykanów włoskiego pochodzenia, który mieszkał w Kalifornii, czasami powierzał swemu Aniołowi Stróżowi niektóre wiadomości by przekazał je Ojcu Pio. Pewnego razu po spowiedzi spytał Ojca Pio Czy on rzeczywiście otrzymał wiadomość od Anioła Stróża? Ojciec Pio zapytał go: Co ty myślisz? Czy myślisz, że ja mam słaby słuch? Następnie Ojciec Pio powtórzył wiadomości, które zostały mu przesłane od Anioła Stróża kilka dni wcześniej.

65. Ojciec Lino powiedział: Prosiłem mojego Anioła Stróża, aby przekazał Ojcu Pio prośbę o modlitwę dla kobiety, która była bardzo chora, ale wygląda na to, że nic się nie zmieniło. Kiedy spotkałem się z O.Pio, powiedziałem mu: Ojcze, prosiłem mojego Anioła Stróża, aby przyniósł modlitwę w intencji kobiety, która była bardzo chora... czy to jest możliwe, że on tego nie uczynił. A O.Pio odpowiedział: Czy ty sądzisz, że twój Anioł Stróż jest nieposłuszny jak ty albo ja?

66. Ojciec Euzebio powiedział: Miałem zamiar lecieć samolotem do Londynu, wbrew sugestiom Ojca Pio, by nie używać tego środka transportu. Kiedy przelatywaliśmy nad Kanałem (La Manche) potężny huragan sprawił, że samolot znalazł się w niebezpieczeństwie. W trakcie tego strasznego niebezpieczeństwa modliłem się nie wiedząc co mam czynić, wysłałem mojego Anioła Stróża do Ojca Pio. Kiedy wróciłem do St. Giovanni Rotondo, spotkałem się z Ojcem Pio i usłyszałem od niego: Dobrze się czujesz? Czy wszystko jest w porządku?. Odpowiedziałem wtedy: Myślałem, że umrę, świętobliwy ojciec odpowiedział:

67. To dlaczego nie jesteś posłuszny? Odpowiedziałem mu: Ale ja ci wysłałem mojego Anioła Stróża... wtedy O.Pio powiedział: Na szczęście on przybył na czas!

68. Włoski prawnik wracał do domu z Bolonii. W jego samochodzie Fiat 1100 była także jego żona i dwójka dzieci. W pewnym momencie, z powodu wielkiego zmęczenia spowodowanego długą jazdą chciał by ktoś go wymienił. Wtedy poprosił syna Guido by on go zastąpił. Lecz jego syn nic powiedział, gdyż spał. Po przejechaniu kilku kilometrów - przy bramie Św. Łazarza - sam prawnik też zasnął. Kiedy się obudził uświadomił sobie, że nie wiele brakowało, by zginął. Gdy zasnął za kierownicą wjechał na tory kolejowe, po których jechał przez kilka kilometrów. Gdy się ocknął, przeraził się bardzo i zaczął płakać: Kto prowadził samochód? I jak to się mogło stać?, ale nikt nie mógł mu odpowiedzieć na te pytania. Kiedy siedzący po prawej stronie syn obudził się, powiedział, że spał bardzo mocno. Natomiast jego żona oraz młodsze dziecko byli bardzo zdumieni i nie mogli uwierzyć w to co się stało. Stwierdzili tylko, że on jechał inaczej niż zwykle. Powiedzieli, że w pewnym momencie samochód był bardzo bliski zderzenia z drugim samochodem ale w ostatniej chwili uniknął zderzenia dzięki doskonałemu manewrowi. Droga zakrętu również była inna niż zwykle. Na dodatek jego żona powiedziała: Ty byłeś przez dłuższą chwilę w bezruchu i nie odpowiadałeś na nasze pytania. Prawnik odrzekł, Nie mogłem odpowiedzieć, bo spałem. Podczas gdy spałem, przejechałem 15 kilometrów. Nie czułem nic, bo spałem... ale kto prowadził samochód? Kto zapobiegł katastrofie? Po kilku miesiącach tajemnica się wyjaśniła. Prawnik pojechał do St. Giovanni Rotondo. Kiedy tylko Ojciec Pio zobaczył go, powiedział: Ty spałeś, a Anioł Stróż prowadził twój samochód.

69. Jedna z duchowych córek Ojca Pio szła wiejską drogą do klasztoru, gdzie czekał na nią Ojciec Pio. Był to jeden z owych zimowych dni, wybielonych przez śnieg, po którym nawet ciężko było chodzić. Droga była tak obficie pokryta śniegiem, że kobieta była pewna, iż nie dojdzie na czas do klasztoru, by spotkać się z przełożonym. Pełna wiary powierzyła swój niepokój Aniołowi Stróżowi Ojca Pio, by ten powiedział Ojcu, że spóźni się do klasztoru z powodu dużego śniegu. Kiedy wreszcie dotarła do klasztoru z ogromną radością ujrzała, wyczekującego za oknem i uśmiechającego się do niej zakonnika.

70. Jeden mężczyzna powiedział: Ojciec Pio często zatrzymywał się w zakrystii i pozdrawiał pocałunkiem swoje duchowe dzieci oraz przyjaciół. Popatrzyłem z zazdrością na tych szczęśliwców i pomyślałem: Tak bardzo chciałbym być na ich miejscu...jak bardzo są pobłogosławieni!. W 1958 r. w okresie Bożego Narodzenia klęczałem przed Ojcem Pio w trakcie spowiedzi. Następnie popatrzyłem na niego i pełen emocji zapytałem: Ojcze, dzisiaj jest Boże Narodzenie, czy składając życzenia mogę Cię pocałować? A On uśmiechając się z niewypowiedzianą słodyczą, jakiej nie potrafię przelać na papier, powiedział: Pośpiesz się moje dziecko, nie pozwól mi marnować czasu! I objął mnie. Pocałowałem Go i jak ptak, pełen radości i niebiańskiego zachwytu, odszedłem. Co mogę powiedzieć na temat pogłaskania głowy. Za każdym razem, kiedy opuszczałem San Giovanni Rotondo, pragnąłem, aby Ojciec Pio dał mi znak szczególnego upodobania. Chciałem, aby pogłaskał moją głowę z ojcowską czułością. Również chciałbym podkreślić, że nigdy nie odmówił mi niczego. Pewnego dnia było bardzo wielu ludzi w zakrystii małego kościółka i Ojciec Vincenzo upominał z surowością: Nie popychać, nie potrząsać rękami Ojca Pio! Smutny pomyślałem: Tym razem odjadę bez dotknięcia jego rąk. Nie chciałem się jednak poddawać i błagałem mojego Anioła Stróża, aby powtórzył moje słowa Ojcu Pio: Ojcze, pragnę Twojego błogosławieństwa i pogłaskania mojej głowy dwa razy, jak zwykle, jeden raz dla mnie, a drugi dla mojej żony. Ojciec Vincenzo wciąż powtarzał: Nie dotykać Ojca Pio...proszę stać daleko! i wtedy zobaczyłem, że Ojciec Pio zbliża się do mnie. Stałem pełen obaw. Uśmiechnął się do mnie i pogłaskał mnie dwa razy. Pocałowałem jego rękę. Chciałbym Cię głaskać bardzo wiele razy, bardzo wiele razy... powiedział do mnie po raz pierwszy, kiedy ja prosiłem Go tylko o dwa razy.

71. Kobieta siedziała na skwerze Kościoła Ojców Kapucynów. Kościół był zamknięty. Było późno, a ona modliła się myśląc i powtarzając w swoim sercu: Ojcze Pio, pomóż mi! Aniele Stróżu idź i powiedz Ojcu Pio, aby mi pomógł, w przeciwnym razie moja siostra umrze! W pewnym momencie z okna doszedł ją głos Ojca Pio: Kto mnie wzywa o tej porze? Jaki jest problem? I kobieta opowiedziała o chorobie swojej siostry. Ojciec Pio w akcie bilokacji udał się do chorej i ją uzdrowił.

72. Mężczyzna powiedział Ojcu Pio: Nie mogę tu często przyjeżdżać i widzieć Cię. Moja pensja nie pozwala mi, na takie drogie podróże. Ojciec Pio odrzekł: Kto powiedział, abyś tutaj przyjeżdżał? Masz swojego Anioła Stróża, nieprawdaż? Powiedz mu, czego pragniesz i przyślij go do mnie, a otrzymasz odpowiedź.

73. Kiedy Ojciec Pio był młodym księdzem napisał list do swojego spowiednika, w którym wyznał: kiedy przychodzi noc i zamykam oczy, widzę Niebo, które zjawia się tuż przede mną. Ta wizja dodaje mi odwagi i mogę spać ze słodkim uśmiechem na ustach i spokojnymi myślami, czekając, aż mój mały towarzysz z dzieciństwa przybędzie, by mnie obudzić i modlić się razem słowami drogimi naszym sercom.

74. Jednego dnia Ojciec Alessio niosąc listy w ręce, zbliżył się do Ojca Pio i chciał go o coś zapytać, lecz Ojciec Pio nagle mu powiedział: Nie widzisz, że jestem zajęty? Zostaw mnie w spokoju. Ojciec Alessio odszedł upokorzony. Później Ojciec Pio go zawołał i powiedział: Czy widziałeś wszystkie te anioły, które były blisko mnie? To byli Aniołowie Stróżowie, którzy przynieśli prośby od moich duchowych dzieci. Musiałem odpowiedzieć na ich potrzeby.

75. Lekarz zapytał Ojca Pio: Tak wiele aniołów jest wciąż blisko Ojca. Czy Ojcu nie przeszkadzają? Nie, odpowiedział Ojciec Pio, One są bardzo posłuszne.

76. Jeden z duchowych wychowanków Ojca Pio powiedział: Wydaje się, że Ojciec Pio zawsze wysłucha każdego, kto do niego przyjdzie. Pewnego wieczoru do St. Giovanni Rotundo przybyła grupa przyjaciół. Krótko opisali oni łaski, o które chcieli prosić Ojca Pio i poprosili swoich Aniołów Stróżów, aby jak najszybciej zaniosły do niego te prośby. Następnego dnia po Mszy Świętej Ojciec Pio zwrócił się do nich: Nie dajecie mi spokoju nawet w nocy! Sądząc po uśmiechu Ojca Pio, zrozumieli, że modlitwa ich została wysłuchana.

77. Ktoś zapytał Ojca Pio: Ojcze, czy słyszysz co Aniołowie Stróże mówią do ciebie? On na to odpowiedział: Oczywiście! Czy myślisz, że Aniołowie są tak nieposłuszni jak ty? Przyślij mi tu swojego Anioła Stróża!

78. Nie pisz do mnie, ponieważ nie mogę ci odpowiedzieć. Przyślij do mnie swojego Anioła Stróża a wszystkim się zajmę.

79. Twój Anioł Stróż doniósł mi coś, co sprawiło, że zrozumiałem twoją nieufność.

80. Wezwij swojego Anioła Stróża, aby cię oświecił i prowadził. Otrzymałeś go od Boga w tym celu, dlatego wykorzystaj go!

81. Jeśli misja naszych Aniołów Stróży jest misją wielką, to misja mojego jest z pewnością większa. Musi on, bowiem, być nauczycielem i wyjaśniać mi inne języki.

82. Ześlij mi swojego Anioła Stróża. On nie potrzebuje biletu na pociąg ani nie zdziera butów.

83. Anioł Stróż jest dla ludzi, którzy żyją samotnie.

84. Pani Cleonice, córka kościoła Ojca Pio, opowiadała: Podczas drugiej wojny światowej mój siostrzeniec trafił do niewoli. Nie mieliśmy żadnych wieści o nim przez rok i zaczęliśmy obawiać się, że nie żyje. Jednego dnia matka tego chłopca wybrała się do Ojca Pio, uklękła przed jego konfesjonałem i zrozpaczona rzekła doń: Ojcze, powiedz mi, czy mój syn żyje. Nie odejdę stąd, dopóki nie otrzymam od Ciebie odpowiedzi. Ojciec Pio współczuł jej serdecznie i ze łzami w oczach powiedział: Wstań i idź w pokoju, niewiasto. W kilka dni później, nie mogąc znieść już cierpienia jego rodziców, zdecydowałam sama poprosić Ojca Pio o cud. Ojcze, napiszę list do mojego siostrzeńca Giovannino. Na kopercie napiszę tylko jego imię i nazwisko, bowiem nie wiemy gdzie obecnie się znajduje. A Ty i Twój Anioł Stróż znajdą go i sprawią, że ten list zostanie mu doręczony. Ojciec Pio nic nie odpowiedział więc ja szybko wzięłam się za pisanie listu. Wieczorem, przed pójściem spać położyłam go na stoliku, koło łóżka. Następnego ranka, ku mojemu wielkiemu zdumieniu i przerażeniu list zniknął. Udałam się więc do Ojca Pio aby złożyć mu dzięki lecz on powiedział: Złóż dzięki Naszej Pani. Po niecałych dwóch tygodniach otrzymaliśmy odpowiedź od mojego siostrzeńca. Szczęście spłynęło na całą naszą rodzinę i z głębi serca dziękowaliśmy Bogu i Ojcu Pio.

85. Podczas drugiej wojny światowej syn pani Luizy służył w brytyjskiej marynarce wojennej w randze oficera. Modliła się ona wtedy za niego, za przyjęcie przez niego Wiary i za jego Zbawienie. Pewnego dnia angielski pielgrzym zawitał do Rotundy San Giovanni niosąc ze sobą angielskie gazety. Luiza chciała je przeczytać. Znalazła fragment artykułu o zatopieniu statku, na którym służył jej syn. Natychmiast pobiegła z płaczem do Ojca Pio, który pocieszając ją, mówił: Któż Ci powiedział, że Twój syn nie żyje? Istotnie, Ojciec Pio podał jej dokładną nazwę i adres hotelu, w którym zatrzymał się ów oficer po ocaleniu się z wraku na Atlantyku. Czekał on tam na zlecenie nowego zadania. Luiza nie zwlekając wysłała do syna list i po około dwóch tygodniach dostała od niego odpowiedź. Żył i był zdrowy.

86. Pewna kobieta w Rotundzie San Giovanni była takim dobrym człowiekiem, że Ojciec Pio twierdził, iż niemożliwością byłoby znaleźć najmniejszą skazę w jej duszy, wymagającą wybaczenia. Innymi słowy, całe jej życie prostą drogą prowadziło do nieba. Pod koniec Wielkiego Postu Paolina poważnie zachorowała. Wszyscy wzywani doktorzy zgodnie twierdzili, że jej stan jest beznadziejny. Jej mąż i ich pięcioro dzieci udali się do klasztoru aby modlić się z Ojcem Pio i prosić go o pomoc. Dwoje z dzieci chwyciło jego sutannę i wtulając w nią twarze, płakało. Ojciec Pio rozgniewał się trochę ale zaraz starał się je pocieszyć. Obiecał, że będzie modlić się za nich, ale to wszystko, co może dla nich zrobić! Po czasie, na początku Siódmej Godziny, zachowanie czcigodnego Ojca uległo zmianie: poprosił o uzdrowienie Paoliny i oznajmił, iż jej wskrzeszenie nastąpi w Wielki Poniedziałek. Lecz w Wielki Piątek Paolina straciła przytomność, zapadając w śpiączkę. Następnego dnia, w Sobotę, zmarła
Cuda Ojca Pio
Kategoria: Inne Cuda Boże
emo
New Age


3 lutego 2003 roku ukazał się wspólny dokument Papieskiej Rady Kultury i Papieskiej Rady do Spraw Dialogu Międzyreligijnego pt.: "Jezus Chrystus dawcą wody żywej". Porusza on tematykę New Age. Tematykę spowitą dla wielu zasłoną tajemniczości i orientalności, budzącą bardzo często zaciekawienie. Dokument ten został skierowany do wszystkich wierzących, szczególnie zaś do tych, którzy mieli styczność z ruchem New Age. Czy jest więc aktualny również dla nas, mieszkańców kraju nadwiślańskiego? Myślę, że tak. Tym bardziej, że koncepcji głoszonych przez ten ruch nie można odnaleźć w jakimś jednym konkretnym stowarzyszeniu czy sekcie. Są one porozrzucane po różnych ruchach, światopoglądach, które nas na co dzień dosięgają. Niech ten krótki artykuł, choć w małym stopniu, naświetli główne myśli New Age.

"Stworzyłeś nas bowiem dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie". W tym jednym, ale jakże wymownym zdaniu, ukazał św. Augustyn kondycje ludzkiego bytu, ludzkiego istnienia. Nasze życie jest niepewne, niespokojne, pozbawione sensu, jeśli nie znajdziemy Początku, Tego, który nas stworzył i Celu, ku któremu zmierzamy. Na szczęście Bóg nie pozostawia nas samotnymi na ścieżkach naszych poszukiwań. Przemawiał niegdyś przez Ojców, Proroków, a gdy nadeszła pełnia czasów przemówił do nas przez swojego Syna, Boga-Człowieka, dawcę wody żywej. Nie wszyscy jednak przychodzą, aby pić z tego źródła. Niektórzy wolą szukać źródeł na "własną rękę", kierując się przy tym chęcią zysku i prywatnych korzyści. I czasami im się to udaje. Niestety. Woda, którą odnajdują, nie ma tych cudownych właściwości, którą oferuje Jezus: " Każdy, kto pije te wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu". I nie ma się co dziwić, bo Bóg w filozofii new agersów nie jest kimś, nie jest osobą, określonym Ty, który staje wobec człowieka twarzą w twarz; nie jest on Stwórcą i Opatrznością wszystkich rzeczy; nie jest także istotą posiadającą własne wewnętrzne relacje, czyli wewnętrzną komunię (osobowa Trójca); takich relacji nie posiada też z człowiekiem. Nie jest "transcendentny", nie jest niepojętny, czyli nieuchwytny, przekraczający ludzkie rozumienie i pojmowanie. To nie jest Bóg Biblii, który objawił się człowiekowi w określonej historii, w określonym czasie, który tej historii naznacza cel i nadaje kierunek, dzięki czemu stała się ona historią zbawienia - przez życie, przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, prawdziwego człowieka, a zarazem prawdziwego Boga zrodzonego z Boga. Boskość New Age'u jest mocą, jest bezosobową energią, która przenika wszystko i wszystko wypełnia. Bóg nie jest istotą transcendentną, lecz jest w człowieku immanentną energią." Bóg zredukowany jest do bycia kolejnym stopniem rozwoju jednostki. W koncepcji New Age wszystko jest jednym. Ta jedność jest monistyczna, panteistyczna, a mówiąc precyzyjniej panenteistyczna. Bóg jest "zasadą-życia", "duchem lub duszą świata", sumą świadomości istniejących w świecie. W pewnym sensie wszystko jest Bogiem. Obecność Boga jest najwyraźniejsza w duchowym aspekcie rzeczywistości, tak więc każdy umysł/duch jest, w pewnym sensie, Bogiem. Mówi się również o Chrystusie, ale nie oznacza On Jezusa z Nazaretu. Jezus z Nazaretu nie jest Bogiem, ale jednym z wielu historycznych przejawów kosmicznego i uniwersalnego Chrystusa. "Chrystus" jest mianem odnoszącym się do kogoś, kto osiągnął stan świadomości, w którym dostrzegł swoją boskość, a zatem może uważać się za "Mistrza". Jezus z Nazaretu nie był Chrystusem, ale po prostu jedną z wielu postaci historycznych, w których objawiła się ta Chrystusowa natura, podobnie jak to się stało w przypadku Buddy i innych ludzi.

Odpowiedź na pytanie kim jest człowiek, jaki jest sens i cel jego istnienia jest ściśle związana z przedstawioną przed chwilą koncepcją Boga. Wyznawcy New Age poczucie sensu i siły życia znajdują w samych sobie, patrząc do swego wnętrza, w siebie samych. New Age wyznaje przekonanie o doskonałości osoby ludzkiej, możliwej do osiągnięcia za pomocą różnorodnych technik i terapii (w przeciwieństwie do chrześcijańskiej wizji współpracy z łaską Bożą). Doskonałość oznacza tu samospełnienie dokonujące się według hierarchii wartości, które sami tworzymy i które osiągamy własnym wysiłkiem: możemy zatem mówić o samokreującym się "ja". (To wywyższenie człowieczeństwa, które niszczy prawidłową relację pomiędzy Stwórcą a stworzeniem, osiągnęło swoją ekstremalną formę w satanizmie). Fundamentalna idea mówi, że "Bóg" jest głęboko w nas samych. My jesteśmy bogami i możemy odkryć nieskończoną moc, która w nas tkwi przez zdarcie z siebie warstw nieautentyczności.

Grzech nie istnieje, jest tylko niepełna wiedza, która jest niezbędna do osiągnięcia oświecenia, a możliwa do zdobycia dzięki pewnym technikom psychofizycznym. Język dotyczący grzechu i zbawienia zastąpiony został neutralnym językiem uzależnienia i wyzdrowienia. Najważniejszym problemem człowieka jest raczej wyobcowanie z kosmosu jako całości niż osobiste niepowodzenie lub grzech. Lekarstwem na to wyobcowanie jest stawanie się coraz bardziej zanurzonym w całości bytu.

Gnostycka wiara w moce kosmiczne i niektóre niejasne rodzaje przeznaczenia odsuwają możliwość relacji z Bogiem osobowym, objawionym w Chrystusie. Ludzie odkrywają swoje głębokie powiązanie ze świętą uniwersalną mocą lub energią, która jest jądrem całego życia. Gdy dokonują tego odkrycia, mogą wyruszyć w drogę ku doskonałości, która pozwoli im poradzić sobie ze swoim życiem prywatnym, relacjami ze światem oraz zająć właściwe dla siebie miejsce w uniwersalnym procesie stawania się i w Nowym Genesis świata, będącego w nieustannej ewolucji. Dla chrześcijan życie duchowe jest relacją z Bogiem, która stopniowo, dzięki Jego łasce, staje się głębsza, wprowadzając zarazem światło w nasze relacje z innymi ludźmi, mężczyznami i kobietami, jak i z całym światem. Duchowość w kategoriach New Age oznacza doświadczenie stanów świadomości, wypełnionych poczuciem harmonii i jedności z Całością. Zatem "mistycyzm" nie wiąże się z pełnym miłości spotkaniem z transcendentnym Bogiem, ale z doświadczeniem wywołanym zwróceniem się ku sobie, w radosnym poczuciu stanowienia jedności ze światem, poczuciu pozwolenia na zatopienie swej odrębności w wielkim oceanie Bytu.

Czy po przeczytaniu tego artykułu możesz się zgodzić ze mną, że również w naszej kulturze są propagowane pewne hasła, koncepcje, które nie mają nic wspólnego z nauką Jezusa Chrystusa, którą pozostawił Kościołowi, a mają dużo wspólnego z tym co zostało powiedziane o New Age? Pomyśl. Może ktoś z twoich bliskich, znajomych nie odnalazł jeszcze źródła wody żywej. Może jeszcze wciąż nieudolnie pije wodę ze źródła, po której wciąż łaknie? Ty znalazłeś to źródło. Jest nim Jezus Chrystus. Nie wahaj się. Przyprowadź drugiego do tego źródła - wody starczy dla wszystkich!

Damian Kuna


Tekst pochodzi z pisma
Alumnów WSD w Toruniu "SŁUGA" nr 28
Zagrożenie
Kategoria: New Age
COM_KUNENA_MORE
Wygenerowano w 12.10 sekundy