Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

frater (frater)

  • Offline
  • Super Administrator
  • Ranga: Administrator
  • Data rejestracji: 10/20/2011
  • Ostatnia wizyta: Dzisiaj
  • Strefa czasowa: GMT +1:00
  • Czas lokalny: 21:50
  • Wiadomości: 993
  • Odsłon profilu: 4097
  • Oklaski: 8
  • Miejsce: gg 304230
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data urodzenia: Nieznana

Podpis

Posty

Posty

emo
Miłość Boga to służba naszemu bliźniemu bez ograniczeń i przebaczanie bez limitów.
Papież Franciszek
emo
11. Jak Benedykt uzdrowił chłopca przygniecionego
walącym się murem
1. Kiedy indziej znowu bracia nadbudowywali mur wznosząc go stosownie do
potrzeby nieco wyżej, a mąż Boży, zamknięty w swojej celi, pogrążony był w modlitwie.
Ukazał mu się wtedy wróg odwieczny i szyderczo oświadczył, że ma zamiar
odwiedzić pracujących braci. Mąż Boży posłał im więc czym prędzej wiadomość:
„Bracia, uważajcie dobrze, bo właśnie zły duch do was idzie”. Zaledwie wysłannik
zdążył te słowa powtórzyć, a już zły duch zawalił ów mur, który wznoszono, miażdżąc
pod gruzami młodziutkiego mnicha, syna pewnego urzędnika. Wszyscy
bardzo zasmuceni i pełni żalu nie dlatego, że ich trud poszedł na marne, lecz że
brat zginął, pobiegli pośpiesznie i z wielkim płaczem zawiadomili o tym
czcigodnego Ojca Benedykta.
2. Wówczas on polecił przynieść do siebie zmiażdżonego chłopca. Nieść go musieli
na rozpostartym płaszczu, bo kamienie zawalonego muru nie tylko poraniły mu
członki, lecz i połamały kości. Mąż Boży kazał położyć go w swojej celi, na plecionej
z sitowia macie, na której zawsze się modlił, po czym odprawiwszy braci zamknął
drzwi i zaczął modlić się jeszcze usilniej niż zazwyczaj. Rzecz przedziwna! Nie
minęła nawet godzina, a chłopca zdrowego i w pełni sił jak przedtem posłał
ponownie do tejże samej pracy. I tak razem z braćmi skończył budować mur ten
mnich młody, którego wróg odwieczny postanowił zabić na złość Benedyktowi.
3. W owym czasie mąż Boży został obdarzony duchem proroczym, zaczął
przepowiadać przyszłość i mówić znajdującym się przy nim ludziom o zachodzących
daleko wydarzeniach.

www.benedyktynki-sakramentki.org/wp-content/uploads/2015/07/Dialogi.pdf
Wskrzeszenia za wsta ...
emo
Św. Grzegorz Wielki, który opisał życie św. Benedykta, podaje różne szczegóły z jego życia: apostolstwo wśród ludzi, którzy jeszcze oddawali cześć pogańskim bogom, cudowne uzdrowienia, wypraszanie cudownych łask. Ksiądz Piotr Skarga podaje w swych Żywotach Świętych pewne zdarzenie z życia świętego zakonodawcy. Opisuje jak pewnego razu ojciec przyniósł do klasztoru zmarłego syna, prosząc Benedykta, aby go wskrzesił. Benedykt, początkowo się wzbraniając, w końcu uległ błaganiom zrozpaczonego ojca. Wezwał braci i zaczął się gorąco modlić: Panie mój, nie patrz na grzechy moje, ale na wiarę człowieka tego, który o żywot syna swego i wrócenie duszy jego do ciała prosi. Po czym, jak pisze ks. Piotr Skarga, dotknąwszy ciała dziecięcia tego, moc się Boża zjawiła, iż zaraz dziecię ożyło.

gloria.tv/article/pPongPU8UiGN1HRFUgJi2HBmP
Wskrzeszenia za wsta ...
emo
na dzień 29-08-2017 w większości szpitali w Warszawie jest zakarzenie
Bakteria New Delhi - ...
emo
Bakteria staje się groźna wtedy, kiedy przedostanie się do krwi, dróg moczowych czy dróg oddechowych (np. przez cewnik moczowy, wenflon lub respirator, a także w czasie zabiegu chirurgicznego). Wówczas może wywołać np. sepsę, zapalenie płuc czy pęcherza moczowego.

www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/new-delhi-to-superbakteria-oporna-na-wszystkie-antybiotyki-jak-mozna-s_38097.html

fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/epidemia-odpornej-bakterii-nie-ma-na-nia-leku-sa-zgony,862173.html

www.tygodnikprzeglad.pl/ndm-1-gen-smierci/

zdrowie.radiozet.pl/Medycyna/Klebsiella_Pneumoniae_New_Dehli_superbakteria_paleczka_zapalenia_pluc

Także bardzo łatwo się zarazić przez brudne ręce, publiczną toaletę (na mieście, w szkole, w pracy)
należy stosować nakładki jednorazowe sedesowe (papierowe) i rękawiczki jednorazowe, oraz myć ręce przed toaletą.
Bakteria New Delhi - ...
emo
Czy Bóg każdego uzdrawia?

Czy Bóg każdego uzdr ...
Kategoria: Charyzmaty + ukryte
emo
konsekwencje grzechu a Wola Boża

konsekwencje grzechu ...
emo
Miał umrzeć, lekarze ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
Miał umrzeć, lekarze ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
Miał umrzeć, lekarze ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
polki.pl/zdrowie/choroby,ozdrowial-tuz-przed-odlaczeniem-od-respiratora-wedlug-lekarzy-to-cud,10427878,artykul.html
Miał umrzeć, lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Ozdrowiał tuż przed odłączeniem od respiratora


Przeżył, chociaż jego rodzina straciła już nadzieję i zdecydowała o oddaniu jego narządów do przeszczepów dla innych dzieci.

Błąd w orzeczeniu lekarzy czy cud? Cokolwiek przesądziło o życiu tego chłopca, jest dowodem na to, że nigdy nie należy się poddawać.

Cudowne ozdrowienie?
Trenton McKinley z Alabamy ma 13 lat i według lekarzy powinien już nie żyć. Chłopiec uległ w marcu tego roku bardzo groźnemu wypadkowi. Podczas gdy jego kolega kierował quadem, Trenton siedział na ciągniętej przez niego przyczepce. W pewnym momencie kolega wykonał gwałtowny manewr i chłopiec spadł na jezdnię. Co gorsze, chwilę później przygniotła go przyczepka.

Stan Trentona po wypadku był bardzo poważny: chłopiec miał czaszkę pękniętą w kilku miejscach i poważne obrażenia głowy. Lekarze reanimowali go aż cztery razy. Był w śpiączce i nie dawano mu szans na przeżycie myśląc, że doszło u niego do niedotlenienia mózgu i nigdy już nie odzyska przytomności.

13-latek nie wybudzał się przez kilka tygodni, a żył tylko dzięki aparaturze podtrzymującej życie. Jego rodzina zdążyła się przez ten czas pogodzić z bolesną diagnozą i zdecydowała o oddaniu jego narządów do przeszczepu dla innych dzieci czekających na transplantacje.
Trenton zaskoczył jednak wszystkich, gdy krótko przed odłączeniem go od respiratora zaczął walczyć o życie, a jego stan znacząco się poprawił. Chłopiec odzyskał świadomość.

Nie ma innego wytłumaczenia dla tego, co się stało, niż Bóg. Nawet lekarze to przyznali
– powiedział Trenton.
Miał umrzeć, lekarze ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
Podobną mistyczną wizję Boga jako matki, karmiącej swoim ciałem, odnajdujemy w mistycznym doświadczeniu Julianny z Norwich, pustelni­cy angielskiej, cenionej kierowniczki duchowej. Widziała ona siebie jako kroplę w oceanie Bożego stworzenia, spoczywającą bezpiecznie w ręku Boga. Bóg jako matka jest początkiem wszelkiego życia. Analogia mistyczna Jezusa jako matki dokonuje się na wielu płaszczyznach – Jezus „zechciał być naszą matką we wszystkim”: przyjął na siebie nasze ciało, rodzi nas jak matka do życia nowego, rodząc, dając życie – umiera jak wiele matek przy porodzie, karmi nas jak matka swoim ciałem. Macierzyństwo Jezusa jest według Julianny wzorem dla wszelkiego macierzyństwa ludzkiego.

Za największą ze znanych mistyczek uważa się powszechnie Św. Teresę Wielką uznaną za matkę duchowości, Doktora Kościoła. Jej nauka o dro­dze do oblubieńczej bliskości z Bogiem została uznana za niedościgłą i sta­nowi fundament teologii mistyki. Szczegółowy, jasny i bardzo praktyczny opis kolejnych etapów doświadczenia zbliżania się do Boga był pomocą dla pokoleń, stając się światłem dostępnym nie tylko dla wspólnoty karmelitańskiej, ale całego Kościoła. Napis na grobie mistyczki: „Teresa Jezusa, Jezus Teresy” w pełni oddaje ducha jej pism.

Jedną z obecnie mało znanych, a znaczących niegdyś postaci w historii Kościoła była bł. Aniela z Foligno (1248-1309), kobieta zamężna, matka kilkorga dzieci. Po śmierci najbliższych została tercjarką skupiając wokół siebie grono uczniów, przede wszystkim franciszkanów. Pisma jej, w któ­rych na podstawie swych przeżyć udzielała porad duchowych, zdobyły ogromną popularność, o czym świadczą liczne rękopisy w bibliotekach Europy, drukowane przekłady i odpisy. Autorytet mistyczki uznawali teo­lodzy katoliccy i protestanccy. Aniela, praktykująca franciszkańską ascezę i ubóstwo, wskazywała na dwa aspekty dążenia do Boga – ascetyczny, mający wyraz w pokorze, ubóstwie, cierpieniu, i mistyczny, który spełnia się w wewnętrznym skupieniu i zjednoczeniu z Bogiem, kładąc nacisk na znaczenie drugiej drogi.

Do wielkich mistyczek polskich należy bł. Marcelina Darowska (1827-1911). Wdowa, matka, współzałożycielka wspólnoty zakonnej, pionierka szkół dla dziewcząt, z programem uwzględniającym także przedmioty „mę­skie” szokowała współczesnych odwagą swych przekonań, osobiście ukła­danym programem nauczania, w tym także i religii, którą nauczały zakon­nice, nie księża. Zalecała, by żony były partnerkami mężów, nie ustępując im wykształceniem. Wskazywała, że najważniejszą Osobą w życiu kobie­ty, także zamężnej, jest Bóg, nie mąż. Liczne ekstazy, zachwyty Bogiem, zjednoczenie mistyczne dawały jej nieodparta siłę i mądrość. Częsty u mistyczek dar proroctwa, u niej dotyczący przyszłości Polski, wiązała z wiel­kim zaangażowaniem w wykształcenie i promocję kobiet, pragnąc podnie­sienia ich znaczenia w kraju. Jej pisma są pierwszym polskim traktatem mistycznym pisanym przez kobietę.

Najsłynniejszą obecnie mistyczką polską jest św. Faustyna, zakonnica za życia nieznana, niewykształcona, której dzienniczek duchowy powstał na wyraźne życzenie spowiednika. Zalecane przez nią nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego zmieniło życie tysięcy ludzi. Doświadczenie mistyczne Faustyny, rozpoznające Jezusa miłosiernego, gotowego przyjąć każdego, kto zwróci się do Niego z zaufaniem, stało się skutecznym katalizatorem wiary. Przekaz mistycznego przeżycia znalazł tutaj wyraz nie tylko w sło­wie, ale i w obrazie Jezusa Miłosiernego.

Jedną z ciekawych, a mniej znanych mistyczek polskich jest Franciszka Rakowska (1860-1915), współzałożycielka Sióstr Wspólnej Pracy od Nie­pokalanej Maryi. Z jej relacji do Boga przebija przede wszystkim ogromna tęsknota za Nim i świadomość Jego tęsknoty za nią, świadomość, że „Zbaw­ca sierota” tęskni za nią chce być kochany i wybrany. Pragnienia Boga i człowieka prowadzą do zupełnego oddania i bycia jednym sercem i jedną duszą. Jedyną przeszkodą w jedności duszy z Bogiem może być niewier­ność samej duszy, sprawiającej tym ból Zbawcy, oczekującemu z tęsknotą powrotu ukochanej.

Mistyczki polskie nie są tak dobrze znane jak zachodnie. Dotyczy to sióstr zakonnych: na przykład Wandy Boniszewskiej czy Roberty Babiak oraz mistyczek świeckich: Cecylii Działyńskiej, Rozalii Celakówny, Wan­dy Małeckiej. Na pewno najmniej znane są mistyczki żyjące zwyczajnym życiem żony i matki, jak współczesna stygmatyczka Jadwiga Bartel czy też Matylda Bertrand, pianistka, kobieta zamężna, matka pięciorga dzieci. Pro­blemem (być może nie tylko polskim) jest większa znajomość mistyki ob­cej niż rodzimej oraz dystans wobec zjawisk mistycznych duchowości pol­skiej.


Oczywiście dar doświadczenia obecności Bożej jest przede wszyst­kim darem dla konkretnej osoby, ale czy tylko dla niej? Czyż dary mistycz­ki nie mają służyć dobru wspólnoty?

Doświadczenie mistyczne, niegdyś marginalizowane, od czasu Soboru Watykańskiego II zyskuje na znaczeniu. Określone jako doświadczenie osób i wspólnot staje się swoistym locus tehologicus, czyli miejscem tworzenia się teologii. Intuicje te potwierdza wielokrotnie Jan Paweł II, podkreślając realny wpływ pism mistyczek na rozwój nauczania Kościoła.

Kimże jest Ona?


Marzenia i tęsknoty kobiecej mistyki, kobiecego doświadczenia Naj­wyższego, „Bliższego mi niż ja sobie sama”, najpełniej, najwspanialej i najdosłowniej wyraża Maryja. Jest najpiękniejsza, bo pełna łaski, czyli Jego obecności w Niej. Anioł Pański można potraktować jako opis przyjętego doświadczenia Boga. Umiłowany składa propozycję – zaproszenie, nie narzucając swej woli, czekając na odpowiedź. Odpowiedź Człowieka – nie bez wcześniejszych pytań -jest otwarciem się na Innego, Nieznanego, na nieprzewidywalne – na Wcielenie. Jak powtarzamy w Ave, doświadczenie mistyczne Maryi zaowocowało Bogiem w Niej, który nie tylko stał się z Nią jednym ciałem, ale przyjął Jej ciało. Był to najwyższy wyraz komunii osób i oddania się sobie. Bóg stał się w Niej dzieckiem.


Magnificat wyraża ra­dość Maryi z Bożej obecności w Niej, ale także przekonanie, że ta radość będzie czytelna dla wszystkich: „Szczęśliwą nazywać mnie będą". Radość Maryi potwierdza nawet troskliwie gramatyka tekstura? zwiastowania nie ma w sobie nic z rezygnacji czy biernego posłuszeństwa, wyraża się w rzad­ko używanym czasie optativus. Genoito moi można przetłumaczyć „nie­chże mi się stanie” „niechże tak będzie!”. W tym zwrocie zawarta jest więc nie tylko zgoda, ale i przynaglenie. Użycie szczególnej formy gramatycz­nej wskazuje na zamysł autora. Pozdrowienie Posłańca jest zachwytem nad doświadczeniem komunii Boga i człowieka, jest spełnionym marzeniem zamieszkania z Bogiem i zbudowania wspólnoty życia człowieka i Boga, tęskniących do siebie. „Ciesz się, pełna obecności Bożej, Pan z Tobą – jesteś najszczęśliwsza z kobiet”. Obecność Boża w Maryi objawia się jako wcielenie Boga w Niej samej. Dzięki Maryi Bóg zamieszkał w człowieku, człowiek, oddając siebie, przyjął do siebie Boga. „Każda dusza wierząca i poczyna, i rodzi słowa Boże oraz uznaje Jego dzieła. Niech we wszyst­kich przebywa dusza Maryi, aby uwielbiać Pana, niech we wszystkich bę­dzie duch Maryi, aby radować się w Bogu”.
Mistyczki
emo
Drogi doświadczenia


Poszukując wyróżników mistyki kobiet, podkreśla się przede wszystkim dominację elementów ekstatycznych, obrazowych, uczuciowych oraz otwar­tość na głębokie doznania, a więc uwarunkowania psychiczne i specyfikę płci, a także uwarunkowania historyczno-społeczne, na przykład ograniczo­ne możliwości zdobycia wykształcenia. Wypada jednak zauważyć, że wiele mistyczek nie można tak opisać, gdyż wiele z nich było wykształconych: św. Mechtylda z Hackeborn, św. Gertruda Wielka, Cecylia Działyńska, bł. Marcelina Darowska. Dotyczy to także „nie ekstatyczek”: św. Hildegardy z Bingen, Elizy Cejzik, Róży Białeckej.


Również podkreślane w mistyce kobiecej znaczenie odosobnienia jest trudne do utrzymania, bo choć wiele mistyczek pozostało za życia nieznanych, to jednak wiele z nich (na przy­kład św. Klara, św. Brygida, św. Katarzyna ze Sieny, bł. Ursulina, św. Joan­na d’Arc, bł. Osanna z Mantui) działało publicznie, prowadząc bardzo ak­tywny tryb życia, wygłaszając kazania, prowadząc negocjacje dyplomatycz­ne, polityczne, inicjując i wspierając reformę w Kościele, przy czym więk­szość znanych mistyczek pozostawała osobami świeckimi. Widoczny jest wpływ mistyczek – chociażby św. Teresy z Lisieux, św. Ewy z Liège i bł. Julianny z Cornillon, św. Marii Małgorzaty Alacoąue, bł. Anieli z Foligno, zwanej Magistra theologorum – na nauczanie i praktykę Kościoła. Wła­śnie mistyczki jako jedyne kobiety zostały patronkami Europy

Mistyka kobiet znana jest – z nielicznymi wyjątkami – wyłącznie w chrześcijaństwie, przede wszystkim w katolicyzmie, gdzie nigdy nie za­przeczono możliwości tego typu doświadczenia kobiet i jego znaczenia dla życia i nauczania Kościoła. Zakładano, że człowiek jest capax Dei, możli­we jest spotkanie człowieka z Bogiem, a Duch Święty, który mówił przez proroków, może wylać swą moc „na wszelkie ciało”, także kobiety. Stosu­nek do doświadczeń mistycznych kobiet ulegał zmianom, o ile średniowie­cze traktowało wiele mistyczek jako przewodniczki duchowe świeckich, zakonów, hierarchów kościelnych i całych miast, a kroniki dominikanek niemieckich z XIII-XV wieku odnotowywały brak doświadczeń mistycz­nych u zakonnicy jako dziwne zjawisko, o tyle w XVII wieku pojawił się wzrost nieufności wobec mistyki. Zalecano zakonnicom raczej „mówić mało, mało myśleć, a wiele czynić, miłować Boga i cierpieć dla Niego”.

Mistyczki, podążając za swoim doświadczeniem, odchodziły od obrazu Boga jako surowego Sędziego, dostrzegając w Nim Przyjaciela, Oblubień­ca, kładąc nacisk na osobiste oddanie się, wspólne działanie i uszczęśli­wiające bycie razem z ukochaną Osobą. Swój zachwyt nad Bożą rzeczywi­stością przekazywały uczniom, sekretarzom, próbującym spisywać ich prze­życia. Mistyczki, przedstawiając działanie Boga w duszy otwartej na Jego działanie, sięgały najczęściej do obrazów – Św. Teresa z Avila opowiadała o wędrówce po komnatach wewnętrznej twierdzy, św. Katarzyna ze Sieny o wspinaniu się na stopnie mostu, którym jest Chrystus. Surową często ascezę stosowały same, nie zalecając jej uczniom czy wspólnotom.


To osobiste doświadczenie nadawało kierunek życiu ich samych i ich otoczeniu, za­zwyczaj przyczyniając się do tworzenia nowych wspólnot czy dzieła refor­my Kościoła, nierzadko wbrew aktualnie przyjmowanym normom społecz­nym.

Podstawą ich życia stawała się osobista relacja z Bogiem, przeżywa­na bardzo intymnie, bardzo autonomicznie. Św. Katarzyna Genueńska, uzna­wana za duchową przewodniczkę miasta, dopiero w ostatnim okresie życie korzystała z porad kierownika duchowego, św. Katarzyna ze Sieny, Doktor Kościoła, udzielała rad i upomnień swemu spowiednikowi, bł. Rajmundo­wi z Kapui. Charakterystyczne było ich pragnienie stanowienia o sobie, zgodnie z rozpoznawaną przez siebie wolą Bożą: mistyczki broniły się przed pójściem za mąż, często także nie wstępowały do wspólnot zakonnych, pozostając – nierzadko wbrew woli rodu – beginkami lub tercjarkami.


Św. Klara uciekła z domu w nocy, za nią uciekały z domów córki arysto­kracji; św. Katarzyna ze Sieny skaleczyła sobie twarz rozżarzonymi węgla­mi przed wizytą wybranego przez matkę narzeczonego, bł. Osanna z Mantui nosiła habit, nie składając jednak ślubów. Liczne przyjaźnie duchowe tych kobiet owocowały tworzeniem się wspólnot kobiecych, które niekie­dy – chcąc zachować swą tożsamość – przekształcały się w zgromadzenia zakonne. Często mistyczki kazały się zamurowywać, tym samym zapew­niając sobie wolność od wymagań i norm społeczeństwa. Tłumnie odwie­dzane jako doradczynie i przewodniczki, służyły licznym pielgrzymom radą i nauką opierając się na swym mistycznym przeżyciu. Większość mistyczek znanych w XII-XIII wieku – to kobiety świeckie, najczęściej beginki, jak na przykład Hadewijch, św. Maria z Oignies, Św. Ivetta z Hoe, św. Luitgarda z Tongeren, bł. Ida z Nijvel, św. Ducelina z Digne.

Przewodniczki, siostry, matki, nauczycielki



Pozostaje niezbadaną tajemnicą problem recepcji mistyczek. Dlaczego niektóre z nich, niezależnie od bardzo kontrowersyjnego zachowania czy też kłopotów z Inkwizycją, były uznawane za święte za życia? Klasycznym przykładem jest tu św. Katarzyna ze Sieny, w chwili śmierci licząca 33 lata Doktor Kościoła, uznawana za matkę zakonu dominikańskiego, „potrójna kaleka”: kobieta niepiśmienna, z biednej rodziny, świecka, a zarazem do­radczyni papieży, kierowniczka duchowa paru klasztorów męskich, osoba zapraszana do pośredniczenia w sporach między papieżem a kardynałami i wielkimi rodami. Święta mówiła z przekonaniem o swym zjednoczeniu z wolą Bożą i było to akceptowane przez współczesnych. Klasycznym zwro­tem w pismach Sienenki było słynne: „ja chcę!”. Sama siebie określała jed­noznacznie: „moją naturą jest ogień", jak refren pojawia się w jej pismach wyrażenie „płomienne pragnienie”.



Pisma Katarzyny, które dyktowała se­kretarzom jako opis doświadczenia dialogu z Bogiem w chwilach ekstazy, do dziś są przedmiotem studiów i badań. Dialog o Opatrzności Bożej może zaskakiwać bogactwem i głębią myśli osoby młodej i nieuczonej. Pisma, utrzymane w formie rozmowy duszy z Bogiem, ukazują Chrystusa kocha­jącego dusze jako jedyny most, po którym można dojść do zbawienia. Święta podkreślała mocno, że nie da się oddzielić miłości do Boga od miłości bliźniego, zalecała życie we wspólnocie; nakazywała rozumienie ducho­we, nie literalne Pisma Świętego. Zalecała czerpać z serca Chrystusa jak z piersi pełnej mleka, aby zjednoczyć się z miłością Bożą zaś kres zjedno­czenia z Bogiem opisywała jako uciszenie dziecka trzymającego w ustach pierś matki i leżącego na jej łonie. Wczasach podziału na państwa, księstwa i miasta, Katarzyna nalegała na zjednoczenie Europy.



Wszystkim, nie tylko rządzącym, zalecała, by – zanim zaczną sprawować władzę – uzy­skali najpierw panowanie nad „miastem swojej duszy”, inaczej niech nie dziwią się niepowodzeniom w kierowaniu innymi.
Mistyczki
emo
www.deon.pl/religia/w-relacji/kobieta/art,20,przyjaciolki-boga-mistyczne-doswiadczenia,strona,3.html

Mistyczki, podążając za swoim doświadczeniem, odchodziły od obrazu Boga jako surowego Sędziego, dostrzegając w Nim Przyjaciela, Oblubień­ca, kładąc nacisk na osobiste oddanie się, wspólne działanie i uszczęśli­wiające bycie razem z ukochaną Osobą.




Język mistyki, tak jak każdy język doświadczenia, chętnie używa sym­boli i alegorii. Mistrz Eckhart z upodobaniem mówił o rodzeniu się Boga w duszy, o przyjmowaniu Boga w sobie podobnym do przyjmowania po­częcia i ciąży, uznając, że specyfika kobiecego doświadczenia najpełniej odpowiada doświadczeniu mistycznemu. Mistrz nauczał, że słyszy się wprawdzie, że człowiek musi być dziewicą by przyjął Boga, jednak jego zdaniem, aby Bóg został przyjęty, „człowiek koniecznie musi stać się nie­wiastą". Nie chodzi oczywiście o zmianę płci osoby, ale o przyjęcie du­chowej postawy dostrzeganej często u kobiet: umiejętności otwarcia się, przyjmowania, przyjęcia w sobie drugiej osoby.



Język doświadczenia kobiet wydawał się od początku szczególnie od­powiedni do wyrażenia doświadczenia Boga: Jezus, przewidując swą mękę, zestawia ją z doświadczeniem porodu, zaś swe pragnienie tworzenia wspól­noty wierzących porównywał z zachowaniem kury gromadzącej pisklęta. Podobne porównania prowokują pytania o specyfikę kobiecego doświad­czenia Boga. Czym charakteryzuje się więc mistyka kobieca? Trudno oprzeć się postawieniu analogicznego pytania o mistykę męską. Czy istnieje mi­styka jednoznacznie męska lub kobieca? Co decyduje o przynależności: doświadczający podmiot, na przykład kobieta, czy też sposób doświadcza­nia Boga? Napotykamy przy tym na pewien paradoks: nie powstają teksty o mistyce męskiej, natomiast istnieje zapotrzebowanie na teksty o mistyce kobiecej.



Czy oznacza to, że mistyka męska nie potrzebuje osobnych opra­cowań, że nie jest uwarunkowana płcią w tym zakresie jak kobieca? Czy w tej sytuacji nie byłoby trafniej mówić o doświadczaniu Boga przez męż­czyzn i przez kobiety? A może żadne z tych sformułowań nie wyczerpuje specyfiki zjawiska? Być może mistyką kobiet nazywamy doświadczenie, które jak się wydaje częściej występuje wśród kobiet i któremu bycie ko­bietą sprzyja, ale go nie determinuje? Można jednak zauważyć, że niektó­rzy mężczyźni są bliżsi w doświadczaniu Boga niektórym kobietom i po­dobnie, niektóre kobiety bardziej różnią się w tymże doświadczeniu od kobiet niż od niektórych mężczyzn.

Czy św. Jan od Krzyża, „współbrzmią­cy” ze św. Teresą z Avila, to duchowość kobieca czy męska? A Mistrz Eckhart rozwijający intuicje beginek?

Opis mistyki kobiecej zakłada porównanie do mistyki męskiej. Uwzględ­nienie obu form doświadczenia Boga – męskiego i kobiecego – wydaje się nieodzowne. Warto się jednak zastanowić, czy wyodrębnienie mistyki ko­biecej zakładałoby pierwotność czy wzorczość mistyki męskiej? Co jed­nak określałoby duchowość męską? Być może podobieństwa i różnice mi­styki kobiecej i męskiej można by rozważać na przykładzie zaprzyjaźnio­nych par Klary i Franciszka, Franciszka Salezego i Joanny de Chantal oraz innych.

Kobiety jako inne


W literaturze o mistyce kobiecej napotykamy najczęściej pytanie o róż­nice w stosunku do mistyki męskiej, przy czym najczęściej zakłada się „ist­nienie mistyki w ogóle” oraz mistyki kobiecej. Pojęcie mistyki kobiecej nie wydaje się klarowne: czy zakładamy, że mistyka wszystkich kobiet jest zawsze inna od mistyki wszystkich mężczyzn? Zauważamy duchową łącz­ność między beginkami a Mistrzem Eckhartem, Suzo, Ruysbroeckiem czy Teresą z Avila a Janem od Krzyża. Być może idzie tu o pewien rodzaj do­świadczenia Boga, który jest dostępny przede wszystkim, choć nie tylko kobietom?


Refleksja nad mistyką świętych pań potyka się o przypisywanie im cech męskich, traktowane zresztą jako swoisty komplement… Aspekt duchowości męskiej przypisywano św. Katarzynie ze Sieny, św. Teresie z Avila, św. Ludwice de Marillac, bł. Marcelinie Darowskiej, bł. Bolesła­wie Lament, św. Teresie z Lisieux, św. Joannie d’Arc. Ta „pochwała” ko­biecej duchowości przez mężczyzn nie zawsze oznaczała akceptację, jak wspominając trudności z inkwizycją, z goryczą zaznacza Doktor Kościoła, Mater spiritualium: „jako że są oni synami Adama i ostatecznie wszyscy są mężczyznami, nie istnieje taka cnota kobieca, która nie byłaby podejrzana”.

Pewne napięcie widoczne w temacie mistyki kobiet wynika być może także z sytuacji, w której osobami oceniającymi byli mężczyźni, duchow­ni, wykształceni, pełniący urzędy; osobami ocenianymi zaś kobiety, osoby świeckie, nierzadko niepiśmienne, niepełniące najczęściej żadnych urzę­dów, pozbawione na ogół możliwości studiów teologicznych i nauczania. Tym bardziej może zdumiewać autorytet wielu z mistyczek, uznawanych przez hierarchię, zakony, arystokrację i plebs oraz oczywisty wpływ ich doświadczenia na teologię i nauczanie Kościoła katolickiego.

Uznanie odmienności doświadczenia mistycznego kobiet zakłada nie tylko biologiczne, ale i kulturowe uwarunkowania, które musiały wpływać na życie duchowe i mogły sprzyjać doświadczeniu innemu niż męskie.
Tym niemniej często doświadczenie kobiet staje się bliskie mężczyznom, prze­kraczając - jak wszystko, co duchowe - granice płci. Niekiedy doświad­czenie kobiece staje się wręcz przykładem otwarcia się na Boga.
Mistyczki
emo Jadwiga Bartel
Kategoria: Stygmatycy
emo
Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski uświęcającej.
św. s. Faustyna Kowa ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
www.tajemnice-swiata.pl/polscy-stygmatycy/

POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI


Str. głównaRELIGIA I WIARAPOLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI
POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI

Wrzesień 23, 2017 Tajemnice Świata RELIGIA I WIARA
stygmaty.jpg
Stygmaty fot.depositphotos.com

Stygmaty i ich fenomen w XX wieku stanowiły przedmiot wielu badań, którym sztab naukowców z całego świata poświęciły swój cenny czas. Ich zagadka pod względem naukowym wciąż pozostaje nierozwiązana, a wszelkie próby racjonalistycznych i naturalistycznych wyjaśnień kończą się fiaskiem. Mistyka i Boski pierwiastek wzięły górę. Oficjalnie mówi się, że liczba stygmatyków uznanych przez Kościół w całych swych dziejach wynosi ok. 350 osób. My Polacy także mamy swoich stygmatyków. O jednych świat słyszał mniej, a o drugich więcej…
Stygmat, czyli znamię

Słowo stygmat wywodzi się z języka greckiego, gdzie „stigmata” oznaczało znamię, piętno wypalane żelazem na skórze niewolnika lub przestępcy.

Dopiero w epoce średniowiecza terminem tym określano osoby wybrane przez Boga, naznaczone krwawiącymi ranami wprost z Męki Pańskiej (na głowie, boku, rękach i nogach).

W „Leksykonie mistyki” P. Dinzelbachera czytamy: „stygmaty – widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele.

W teologii zjawisko to ocenia się – w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka – bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię”.

Naukowcy od lat poszukują odpowiedzi racjonalnie wyjaśniających fenomen stygmatów.

Psychiatrzy i psychologowie upatrywali w ich pojawianiu się problemów natury neurotycznej, histerycznych, hipnotycznych, wegetatywnych, a nawet rozpatrywali autosugestię i wizualizację nadjaźni.

Z racjonalnym wyjaśnieniem nie poradziła sobie również medycyna.

Bo niby jak wyjaśnić to, że rany pojawiają się wbrew woli, nie ulegają infekcji, nigdy się nie goją, znikają dopiero po śmierci, a za życia krwawią, chociaż znajdują się z dala od wielkich naczyń krwionośnych i do tego z ich wnętrza wydobywa się przyjemna woń?

Bo niby jak wyjaśnić brak widocznych ran (stygmaty wewnętrzne, ukryte) przy jednoczesnym odczuwaniu okropnego bólu?
Pasmo cierpień fizycznych i psychicznych

Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że oficjalnie stygmatyzację zaczęto rozpatrywać w kategorii daru, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, przeżywającemu głęboko cierpienia Pana i bezwzględnie się z Nim utożsamiającego, ofiarowującego własne cierpienia za grzechy innych ludzi.

Historia pokazuje, że życie stygmatyków nigdy nie należało do najłatwiejszych. Oprócz cierpienia fizycznego muszą się zmagać z cierpieniem psychicznym, wynikającym ze społecznego naznaczenia, szykanowania, szydzenia i sceptycyzmu.

Prawdą jest, że dla przeciętnego zjadacza chleba stygmaty są czymś niezwykłym, co fascynuje i zadziwia.

Sam Kościół podchodzi jednak do tego z dystansem i dużą ostrożnością, co sprawia, że w całej jego historii być może zamiast tysięcy udokumentowanych przypadków stygmatyków mówi się (tylko lub aż) o liczbie ok. 350.

Część z nich wywodzi się z Polski.

Warto zaznaczyć, że różnym stygmatykom, także naszym rodzimym oprócz krwawiących ran na ciele towarzyszyło posiadanie innych, niezwykłych zdolności, takich jak np. mistyczne wizje, jasnowidzenie, proroctwa, bilokacja, lewitacja, a nawet obcowanie z duszami zmarłych…
Polscy stygmatycy

Wśród największych, a może najpopularniejszych polskich stygmatyków wymienia się prawie same kobiety. Co ciekawe, prawie 80% wszystkich stygmatyków to kobiety. Na polskiej liście znajdują się takie osoby jak:

Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski uświęcającej.


Zdaniem niektórych lekarzy, tak jak np. psychiatry i prof. KUL Jerzego Strojnowskiego, siostra Faustyna Kowalska wcale nie była stygmatyczką, lecz cierpiała na cyklofrenię, w której podstawowymi objawami są naprzemienne napady depresji i hipomanii oraz halucynacje.

Jadwiga Bartel – urodziła się w 1911 roku w małej wsi koło Torunia. Pierwszych stygmatów doświadczyła w wieku 39 lat. Objawiony Chrystus poprosił ją o modlitwy za grzeszników, a w zamian obiecał jej dary łaski.

Niedługo po tym wydarzeniu na czole Jadwigi pojawiły się krople krwawego potu. Następnie w każdy piątek kobieta krwawiła z ran na dłoniach, nogach i w boku.

Co ciekawe, w pokoju stygmatyczki wisiał obraz Matki Boskiej, który płakał krwawymi łzami, podobnie jak znajdująca się przy jej domu figurka Maryi.

Wszystkie te rzeczy przestały mieć miejsce zaraz po śmierci kobiety, która nastąpiła w 1933 roku.

Katarzyna Szymon ­– urodziła się w 1907 roku niedaleko Pszczyny w biednej, wiejskiej rodzinie. Była prostą, zwykłą, niewykształconą dziewczyną.

Trudniła się pomocą na różnych gospodarstwach.

W Wielki Piątek 1946 roku nagle z oczu Katarzyny zaczęły płynąć krwawe łzy. Krew kapała także z boku, dłoni i nóg. Na czole pojawiły się ślady niczym po zdjęciu korony cierniowej.


Świadkowie donosili także o tym, że pewnego na jej ustach spoczęła hostia prosto z nieba.

Kobieta twierdziła, że wielokrotnie porozumiewała się z duszami zmarłych, np. duszą ojca Pio. Miewała także różne wizje w czasie, których potrafiła mówić przeróżnymi językami.

Zmarła w 1986 roku. Oficjalnie nigdy nie została uznana przez Kościół katolicki za stygmatyczkę,
a nawet nazwano ją „fałszywą wizjonerką”.

Marianna Marchocka – urodziła się w 1603 roku. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny. W wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych. Spisywała wszystkie swoje mistyczne przeżycia.

Kobieta posiadała dar bilokacji, a swoimi modlitwami mogła zdziałać cuda. Stygmaty została obdarzona na krótko przed swoją śmiercią.



Str. głównaRELIGIA I WIARAPOLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI
POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI

Wrzesień 23, 2017 Tajemnice Świata RELIGIA I WIARA
stygmaty.jpg
Stygmaty fot.depositphotos.com

Stygmaty i ich fenomen w XX wieku stanowiły przedmiot wielu badań, którym sztab naukowców z całego świata poświęciły swój cenny czas. Ich zagadka pod względem naukowym wciąż pozostaje nierozwiązana, a wszelkie próby racjonalistycznych i naturalistycznych wyjaśnień kończą się fiaskiem. Mistyka i Boski pierwiastek wzięły górę. Oficjalnie mówi się, że liczba stygmatyków uznanych przez Kościół w całych swych dziejach wynosi ok. 350 osób. My Polacy także mamy swoich stygmatyków. O jednych świat słyszał mniej, a o drugich więcej…
Stygmat, czyli znamię

Słowo stygmat wywodzi się z języka greckiego, gdzie „stigmata” oznaczało znamię, piętno wypalane żelazem na skórze niewolnika lub przestępcy.

Dopiero w epoce średniowiecza terminem tym określano osoby wybrane przez Boga, naznaczone krwawiącymi ranami wprost z Męki Pańskiej (na głowie, boku, rękach i nogach).

W „Leksykonie mistyki” P. Dinzelbachera czytamy: „stygmaty – widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele.

W teologii zjawisko to ocenia się – w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka – bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię”.

Naukowcy od lat poszukują odpowiedzi racjonalnie wyjaśniających fenomen stygmatów.

Psychiatrzy i psychologowie upatrywali w ich pojawianiu się problemów natury neurotycznej, histerycznych, hipnotycznych, wegetatywnych, a nawet rozpatrywali autosugestię i wizualizację nadjaźni.

Z racjonalnym wyjaśnieniem nie poradziła sobie również medycyna.

Bo niby jak wyjaśnić to, że rany pojawiają się wbrew woli, nie ulegają infekcji, nigdy się nie goją, znikają dopiero po śmierci, a za życia krwawią, chociaż znajdują się z dala od wielkich naczyń krwionośnych i do tego z ich wnętrza wydobywa się przyjemna woń?

Bo niby jak wyjaśnić brak widocznych ran (stygmaty wewnętrzne, ukryte) przy jednoczesnym odczuwaniu okropnego bólu?
Pasmo cierpień fizycznych i psychicznych

Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że oficjalnie stygmatyzację zaczęto rozpatrywać w kategorii daru, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, przeżywającemu głęboko cierpienia Pana i bezwzględnie się z Nim utożsamiającego, ofiarowującego własne cierpienia za grzechy innych ludzi.

Historia pokazuje, że życie stygmatyków nigdy nie należało do najłatwiejszych. Oprócz cierpienia fizycznego muszą się zmagać z cierpieniem psychicznym, wynikającym ze społecznego naznaczenia, szykanowania, szydzenia i sceptycyzmu.

Prawdą jest, że dla przeciętnego zjadacza chleba stygmaty są czymś niezwykłym, co fascynuje i zadziwia.

Sam Kościół podchodzi jednak do tego z dystansem i dużą ostrożnością, co sprawia, że w całej jego historii być może zamiast tysięcy udokumentowanych przypadków stygmatyków mówi się (tylko lub aż) o liczbie ok. 350.

Część z nich wywodzi się z Polski.

Warto zaznaczyć, że różnym stygmatykom, także naszym rodzimym oprócz krwawiących ran na ciele towarzyszyło posiadanie innych, niezwykłych zdolności, takich jak np. mistyczne wizje, jasnowidzenie, proroctwa, bilokacja, lewitacja, a nawet obcowanie z duszami zmarłych…
Polscy stygmatycy

Wśród największych, a może najpopularniejszych polskich stygmatyków wymienia się prawie same kobiety. Co ciekawe, prawie 80% wszystkich stygmatyków to kobiety. Na polskiej liście znajdują się takie osoby jak:

Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski

uświęcające.



Zdaniem niektórych lekarzy, tak jak np. psychiatry i prof. KUL Jerzego Strojnowskiego, siostra Faustyna Kowalska wcale nie była stygmatyczką, lecz cierpiała na cyklofrenię, w której podstawowymi objawami są naprzemienne napady depresji i hipomanii oraz halucynacje.

Jadwiga Bartel – urodziła się w 1911 roku w małej wsi koło Torunia. Pierwszych stygmatów doświadczyła w wieku 39 lat. Objawiony Chrystus poprosił ją o modlitwy za grzeszników, a w zamian obiecał jej dary łaski.

Niedługo po tym wydarzeniu na czole Jadwigi pojawiły się krople krwawego potu. Następnie w każdy piątek kobieta krwawiła z ran na dłoniach, nogach i w boku.





Co ciekawe, w pokoju stygmatyczki wisiał obraz Matki Boskiej, który płakał krwawymi łzami, podobnie jak znajdująca się przy jej domu figurka Maryi.

Wszystkie te rzeczy przestały mieć miejsce zaraz po śmierci kobiety, która nastąpiła w 1933 roku.

Katarzyna Szymon ­– urodziła się w 1907 roku niedaleko Pszczyny w biednej, wiejskiej rodzinie. Była prostą, zwykłą, niewykształconą dziewczyną.

Trudniła się pomocą na różnych gospodarstwach.

W Wielki Piątek 1946 roku nagle z oczu Katarzyny zaczęły płynąć krwawe łzy. Krew kapała także z boku, dłoni i nóg. Na czole pojawiły się ślady niczym po zdjęciu korony cierniowej.





Świadkowie donosili także o tym, że pewnego na jej ustach spoczęła hostia prosto z nieba.

Kobieta twierdziła, że wielokrotnie porozumiewała się z duszami zmarłych, np. duszą ojca Pio. Miewała także różne wizje w czasie, których potrafiła mówić przeróżnymi językami.

Zmarła w 1986 roku. Oficjalnie nigdy nie została uznana przez Kościół katolicki za stygmatyczkę,
a nawet nazwano ją „fałszywą wizjonerką”.

Marianna Marchocka – urodziła się w 1603 roku. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny. W wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych. Spisywała wszystkie swoje mistyczne przeżycia.

Kobieta posiadała dar bilokacji, a swoimi modlitwami mogła zdziałać cuda. Stygmaty została obdarzona na krótko przed swoją śmiercią.





Zmarła w 1651 roku, a jej relikwie znajdują się w klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie.

Wanda Boniszewska – urodziła się w 1907 roku. W wieku 18 lat wstąpiła do zakonu bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Wilnie.

Pierwszych stygmatów doświadczyła w 1934 roku w Wielki Czwartek. Podobnie jak u Katarzyny Szymon na jej ciele pojawiły się krwawiące rany, lecz Boniszewska dodatkowo miała siniaki i ślady pobicia.

Stygmaty pojawiały się nieregularnie, najczęściej w czwartek i piątek w okresie Wielkiego Postu.


Świadkowie donosili, że Boniszewska miała także dar uzdrawiania oraz przepowiadania przyszłości. Ponoć potrafiła również lewitować, odmawiać jedzenia przez kilka miesięcy i przenosić na siebie choroby innych.

W 1950 roku wojska sowieckie aresztowały kobietę za ukrywanie szpiega. Była torturowana w więzieniu. Następnie umieszczono ją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie jej dar stygmatów powoli zanikał, aż po krwawiących rana pozostały tylko blizny.

Po wojnie mieszkała w domu swojego zgromadzenia. Tam też zmarła w 2003 roku.

Dorota z Mątowów – urodziła się w 1347 roku. Jako sześcioletnia dziewczynka otrzymała pierwsze, niewidzialne stygmaty, które przejawiały się regularnymi, okropnymi bólami dłoni i stóp. Następnie pojawiły się wizje Chrystusa.

Dorota pragnęła wstąpić do zakonu. Jednak jej rodzice mieli inne plany na życie córki. Gdy miała 16 lat, wydali ją za mąż za 36-letniego mężczyznę. Kobieta urodziła mu 9 dzieci.

Życie jej nie oszczędzało. Mąż źle ją traktował, znęcał się nad nią, zabraniał uczęszczać na mszę i pomagać potrzebującym.



Str. głównaRELIGIA I WIARAPOLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI
POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI

Wrzesień 23, 2017 Tajemnice Świata RELIGIA I WIARA
stygmaty.jpg
Stygmaty fot.depositphotos.com

Stygmaty i ich fenomen w XX wieku stanowiły przedmiot wielu badań, którym sztab naukowców z całego świata poświęciły swój cenny czas. Ich zagadka pod względem naukowym wciąż pozostaje nierozwiązana, a wszelkie próby racjonalistycznych i naturalistycznych wyjaśnień kończą się fiaskiem. Mistyka i Boski pierwiastek wzięły górę. Oficjalnie mówi się, że liczba stygmatyków uznanych przez Kościół w całych swych dziejach wynosi ok. 350 osób. My Polacy także mamy swoich stygmatyków. O jednych świat słyszał mniej, a o drugich więcej…
Stygmat, czyli znamię

Słowo stygmat wywodzi się z języka greckiego, gdzie „stigmata” oznaczało znamię, piętno wypalane żelazem na skórze niewolnika lub przestępcy.

Dopiero w epoce średniowiecza terminem tym określano osoby wybrane przez Boga, naznaczone krwawiącymi ranami wprost z Męki Pańskiej (na głowie, boku, rękach i nogach).

W „Leksykonie mistyki” P. Dinzelbachera czytamy: „stygmaty – widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele.

W teologii zjawisko to ocenia się – w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka – bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię”.

Naukowcy od lat poszukują odpowiedzi racjonalnie wyjaśniających fenomen stygmatów.

Psychiatrzy i psychologowie upatrywali w ich pojawianiu się problemów natury neurotycznej, histerycznych, hipnotycznych, wegetatywnych, a nawet rozpatrywali autosugestię i wizualizację nadjaźni.

Z racjonalnym wyjaśnieniem nie poradziła sobie również medycyna.

Bo niby jak wyjaśnić to, że rany pojawiają się wbrew woli, nie ulegają infekcji, nigdy się nie goją, znikają dopiero po śmierci, a za życia krwawią, chociaż znajdują się z dala od wielkich naczyń krwionośnych i do tego z ich wnętrza wydobywa się przyjemna woń?

Bo niby jak wyjaśnić brak widocznych ran (stygmaty wewnętrzne, ukryte) przy jednoczesnym odczuwaniu okropnego bólu?
Pasmo cierpień fizycznych i psychicznych

Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że oficjalnie stygmatyzację zaczęto rozpatrywać w kategorii daru, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, przeżywającemu głęboko cierpienia Pana i bezwzględnie się z Nim utożsamiającego, ofiarowującego własne cierpienia za grzechy innych ludzi.

Historia pokazuje, że życie stygmatyków nigdy nie należało do najłatwiejszych. Oprócz cierpienia fizycznego muszą się zmagać z cierpieniem psychicznym, wynikającym ze społecznego naznaczenia, szykanowania, szydzenia i sceptycyzmu.

Prawdą jest, że dla przeciętnego zjadacza chleba stygmaty są czymś niezwykłym, co fascynuje i zadziwia.

Sam Kościół podchodzi jednak do tego z dystansem i dużą ostrożnością, co sprawia, że w całej jego historii być może zamiast tysięcy udokumentowanych przypadków stygmatyków mówi się (tylko lub aż) o liczbie ok. 350.

Część z nich wywodzi się z Polski.

Warto zaznaczyć, że różnym stygmatykom, także naszym rodzimym oprócz krwawiących ran na ciele towarzyszyło posiadanie innych, niezwykłych zdolności, takich jak np. mistyczne wizje, jasnowidzenie, proroctwa, bilokacja, lewitacja, a nawet obcowanie z duszami zmarłych…
Polscy stygmatycy

Wśród największych, a może najpopularniejszych polskich stygmatyków wymienia się prawie same kobiety. Co ciekawe, prawie 80% wszystkich stygmatyków to kobiety. Na polskiej liście znajdują się takie osoby jak:

Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski

uświęcające.



Zdaniem niektórych lekarzy, tak jak np. psychiatry i prof. KUL Jerzego Strojnowskiego, siostra Faustyna Kowalska wcale nie była stygmatyczką, lecz cierpiała na cyklofrenię, w której podstawowymi objawami są naprzemienne napady depresji i hipomanii oraz halucynacje.

Jadwiga Bartel – urodziła się w 1911 roku w małej wsi koło Torunia. Pierwszych stygmatów doświadczyła w wieku 39 lat. Objawiony Chrystus poprosił ją o modlitwy za grzeszników, a w zamian obiecał jej dary łaski.

Niedługo po tym wydarzeniu na czole Jadwigi pojawiły się krople krwawego potu. Następnie w każdy piątek kobieta krwawiła z ran na dłoniach, nogach i w boku.





Co ciekawe, w pokoju stygmatyczki wisiał obraz Matki Boskiej, który płakał krwawymi łzami, podobnie jak znajdująca się przy jej domu figurka Maryi.

Wszystkie te rzeczy przestały mieć miejsce zaraz po śmierci kobiety, która nastąpiła w 1933 roku.

Katarzyna Szymon ­– urodziła się w 1907 roku niedaleko Pszczyny w biednej, wiejskiej rodzinie. Była prostą, zwykłą, niewykształconą dziewczyną.

Trudniła się pomocą na różnych gospodarstwach.

W Wielki Piątek 1946 roku nagle z oczu Katarzyny zaczęły płynąć krwawe łzy. Krew kapała także z boku, dłoni i nóg. Na czole pojawiły się ślady niczym po zdjęciu korony cierniowej.





Świadkowie donosili także o tym, że pewnego na jej ustach spoczęła hostia prosto z nieba.

Kobieta twierdziła, że wielokrotnie porozumiewała się z duszami zmarłych, np. duszą ojca Pio. Miewała także różne wizje w czasie, których potrafiła mówić przeróżnymi językami.

Zmarła w 1986 roku. Oficjalnie nigdy nie została uznana przez Kościół katolicki za stygmatyczkę,
a nawet nazwano ją „fałszywą wizjonerką”.

Marianna Marchocka – urodziła się w 1603 roku. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny. W wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych. Spisywała wszystkie swoje mistyczne przeżycia.

Kobieta posiadała dar bilokacji, a swoimi modlitwami mogła zdziałać cuda. Stygmaty została obdarzona na krótko przed swoją śmiercią.





Zmarła w 1651 roku, a jej relikwie znajdują się w klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie.

Wanda Boniszewska – urodziła się w 1907 roku. W wieku 18 lat wstąpiła do zakonu bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Wilnie.

Pierwszych stygmatów doświadczyła w 1934 roku w Wielki Czwartek. Podobnie jak u Katarzyny Szymon na jej ciele pojawiły się krwawiące rany, lecz Boniszewska dodatkowo miała siniaki i ślady pobicia.

Stygmaty pojawiały się nieregularnie, najczęściej w czwartek i piątek w okresie Wielkiego Postu.





Świadkowie donosili, że Boniszewska miała także dar uzdrawiania oraz przepowiadania przyszłości. Ponoć potrafiła również lewitować, odmawiać jedzenia przez kilka miesięcy i przenosić na siebie choroby innych.

W 1950 roku wojska sowieckie aresztowały kobietę za ukrywanie szpiega. Była torturowana w więzieniu. Następnie umieszczono ją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie jej dar stygmatów powoli zanikał, aż po krwawiących rana pozostały tylko blizny.

Po wojnie mieszkała w domu swojego zgromadzenia. Tam też zmarła w 2003 roku.

Dorota z Mątowów – urodziła się w 1347 roku. Jako sześcioletnia dziewczynka otrzymała pierwsze, niewidzialne stygmaty, które przejawiały się regularnymi, okropnymi bólami dłoni i stóp. Następnie pojawiły się wizje Chrystusa.

Dorota pragnęła wstąpić do zakonu. Jednak jej rodzice mieli inne plany na życie córki. Gdy miała 16 lat, wydali ją za mąż za 36-letniego mężczyznę. Kobieta urodziła mu 9 dzieci.

Życie jej nie oszczędzało. Mąż źle ją traktował, znęcał się nad nią, zabraniał uczęszczać na mszę i pomagać potrzebującym.





W wyniku epidemii cholery zmarło im ośmioro dzieci. Dopiero po tej tragedii mąż Doroty zmienił swe nastawienie, zrozumiał popełniane błędy i nawrócił się.

Gdy umarł, kobieta udała się do Kwidzyna, gdzie ubłagała biskupa, aby ten zezwolił na jej dobrowolne zamurowanie w celi przylegającej do prezbiterium kwidzyńskiej katedry.

Spędziła w niej 14 miesięcy, podczas których jej jedynym kontaktem ze światem były trzy maleńkie okienka, służące do podawania przyjmowanej codziennie Komunii Świętej oraz od czasu do czasu odrobiny jedzenia. Ponoć w tym okresie jej stygmaty dokuczały jej ze zdwojoną siłą. Zmarła
w 1394 roku.

Wanda Malczewska – urodziła się w 1822 roku w Radomiu. Była ciotką malarza Jacka Malczewskiego, ale przede wszystkim czynną działaczką kościoła.

Bardzo lubiła pomagać biednym i głosić wiarę w Boga. Przepowiedziała „Cud nad Wisłą” z 1920 roku.

Jej wewnętrzne stygmaty doskwierały jej najbardziej w Wielki Piątek. Z bólu aż traciła przytomność.


Str. głównaRELIGIA I WIARAPOLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI
POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI

Wrzesień 23, 2017 Tajemnice Świata RELIGIA I WIARA
stygmaty.jpg
Stygmaty fot.depositphotos.com

Stygmaty i ich fenomen w XX wieku stanowiły przedmiot wielu badań, którym sztab naukowców z całego świata poświęciły swój cenny czas. Ich zagadka pod względem naukowym wciąż pozostaje nierozwiązana, a wszelkie próby racjonalistycznych i naturalistycznych wyjaśnień kończą się fiaskiem. Mistyka i Boski pierwiastek wzięły górę. Oficjalnie mówi się, że liczba stygmatyków uznanych przez Kościół w całych swych dziejach wynosi ok. 350 osób. My Polacy także mamy swoich stygmatyków. O jednych świat słyszał mniej, a o drugich więcej…
Stygmat, czyli znamię

Słowo stygmat wywodzi się z języka greckiego, gdzie „stigmata” oznaczało znamię, piętno wypalane żelazem na skórze niewolnika lub przestępcy.

Dopiero w epoce średniowiecza terminem tym określano osoby wybrane przez Boga, naznaczone krwawiącymi ranami wprost z Męki Pańskiej (na głowie, boku, rękach i nogach).

W „Leksykonie mistyki” P. Dinzelbachera czytamy: „stygmaty – widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele.

W teologii zjawisko to ocenia się – w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka – bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię”.

Naukowcy od lat poszukują odpowiedzi racjonalnie wyjaśniających fenomen stygmatów.

Psychiatrzy i psychologowie upatrywali w ich pojawianiu się problemów natury neurotycznej, histerycznych, hipnotycznych, wegetatywnych, a nawet rozpatrywali autosugestię i wizualizację nadjaźni.

Z racjonalnym wyjaśnieniem nie poradziła sobie również medycyna.

Bo niby jak wyjaśnić to, że rany pojawiają się wbrew woli, nie ulegają infekcji, nigdy się nie goją, znikają dopiero po śmierci, a za życia krwawią, chociaż znajdują się z dala od wielkich naczyń krwionośnych i do tego z ich wnętrza wydobywa się przyjemna woń?

Bo niby jak wyjaśnić brak widocznych ran (stygmaty wewnętrzne, ukryte) przy jednoczesnym odczuwaniu okropnego bólu?
Pasmo cierpień fizycznych i psychicznych

Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że oficjalnie stygmatyzację zaczęto rozpatrywać w kategorii daru, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, przeżywającemu głęboko cierpienia Pana i bezwzględnie się z Nim utożsamiającego, ofiarowującego własne cierpienia za grzechy innych ludzi.

Historia pokazuje, że życie stygmatyków nigdy nie należało do najłatwiejszych. Oprócz cierpienia fizycznego muszą się zmagać z cierpieniem psychicznym, wynikającym ze społecznego naznaczenia, szykanowania, szydzenia i sceptycyzmu.

Prawdą jest, że dla przeciętnego zjadacza chleba stygmaty są czymś niezwykłym, co fascynuje i zadziwia.

Sam Kościół podchodzi jednak do tego z dystansem i dużą ostrożnością, co sprawia, że w całej jego historii być może zamiast tysięcy udokumentowanych przypadków stygmatyków mówi się (tylko lub aż) o liczbie ok. 350.

Część z nich wywodzi się z Polski.

Warto zaznaczyć, że różnym stygmatykom, także naszym rodzimym oprócz krwawiących ran na ciele towarzyszyło posiadanie innych, niezwykłych zdolności, takich jak np. mistyczne wizje, jasnowidzenie, proroctwa, bilokacja, lewitacja, a nawet obcowanie z duszami zmarłych…
Polscy stygmatycy

Wśród największych, a może najpopularniejszych polskich stygmatyków wymienia się prawie same kobiety. Co ciekawe, prawie 80% wszystkich stygmatyków to kobiety. Na polskiej liście znajdują się takie osoby jak:

Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski

uświęcające.



Zdaniem niektórych lekarzy, tak jak np. psychiatry i prof. KUL Jerzego Strojnowskiego, siostra Faustyna Kowalska wcale nie była stygmatyczką, lecz cierpiała na cyklofrenię, w której podstawowymi objawami są naprzemienne napady depresji i hipomanii oraz halucynacje.

Jadwiga Bartel – urodziła się w 1911 roku w małej wsi koło Torunia. Pierwszych stygmatów doświadczyła w wieku 39 lat. Objawiony Chrystus poprosił ją o modlitwy za grzeszników, a w zamian obiecał jej dary łaski.

Niedługo po tym wydarzeniu na czole Jadwigi pojawiły się krople krwawego potu. Następnie w każdy piątek kobieta krwawiła z ran na dłoniach, nogach i w boku.





Co ciekawe, w pokoju stygmatyczki wisiał obraz Matki Boskiej, który płakał krwawymi łzami, podobnie jak znajdująca się przy jej domu figurka Maryi.

Wszystkie te rzeczy przestały mieć miejsce zaraz po śmierci kobiety, która nastąpiła w 1933 roku.

Katarzyna Szymon ­– urodziła się w 1907 roku niedaleko Pszczyny w biednej, wiejskiej rodzinie. Była prostą, zwykłą, niewykształconą dziewczyną.

Trudniła się pomocą na różnych gospodarstwach.

W Wielki Piątek 1946 roku nagle z oczu Katarzyny zaczęły płynąć krwawe łzy. Krew kapała także z boku, dłoni i nóg. Na czole pojawiły się ślady niczym po zdjęciu korony cierniowej.





Świadkowie donosili także o tym, że pewnego na jej ustach spoczęła hostia prosto z nieba.

Kobieta twierdziła, że wielokrotnie porozumiewała się z duszami zmarłych, np. duszą ojca Pio. Miewała także różne wizje w czasie, których potrafiła mówić przeróżnymi językami.

Zmarła w 1986 roku. Oficjalnie nigdy nie została uznana przez Kościół katolicki za stygmatyczkę,
a nawet nazwano ją „fałszywą wizjonerką”.

Marianna Marchocka – urodziła się w 1603 roku. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny. W wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych. Spisywała wszystkie swoje mistyczne przeżycia.

Kobieta posiadała dar bilokacji, a swoimi modlitwami mogła zdziałać cuda. Stygmaty została obdarzona na krótko przed swoją śmiercią.





Zmarła w 1651 roku, a jej relikwie znajdują się w klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie.

Wanda Boniszewska – urodziła się w 1907 roku. W wieku 18 lat wstąpiła do zakonu bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Wilnie.

Pierwszych stygmatów doświadczyła w 1934 roku w Wielki Czwartek. Podobnie jak u Katarzyny Szymon na jej ciele pojawiły się krwawiące rany, lecz Boniszewska dodatkowo miała siniaki i ślady pobicia.

Stygmaty pojawiały się nieregularnie, najczęściej w czwartek i piątek w okresie Wielkiego Postu.





Świadkowie donosili, że Boniszewska miała także dar uzdrawiania oraz przepowiadania przyszłości. Ponoć potrafiła również lewitować, odmawiać jedzenia przez kilka miesięcy i przenosić na siebie choroby innych.

W 1950 roku wojska sowieckie aresztowały kobietę za ukrywanie szpiega. Była torturowana w więzieniu. Następnie umieszczono ją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie jej dar stygmatów powoli zanikał, aż po krwawiących rana pozostały tylko blizny.

Po wojnie mieszkała w domu swojego zgromadzenia. Tam też zmarła w 2003 roku.

Dorota z Mątowów – urodziła się w 1347 roku. Jako sześcioletnia dziewczynka otrzymała pierwsze, niewidzialne stygmaty, które przejawiały się regularnymi, okropnymi bólami dłoni i stóp. Następnie pojawiły się wizje Chrystusa.

Dorota pragnęła wstąpić do zakonu. Jednak jej rodzice mieli inne plany na życie córki. Gdy miała 16 lat, wydali ją za mąż za 36-letniego mężczyznę. Kobieta urodziła mu 9 dzieci.

Życie jej nie oszczędzało. Mąż źle ją traktował, znęcał się nad nią, zabraniał uczęszczać na mszę i pomagać potrzebującym.





W wyniku epidemii cholery zmarło im ośmioro dzieci. Dopiero po tej tragedii mąż Doroty zmienił swe nastawienie, zrozumiał popełniane błędy i nawrócił się.

Gdy umarł, kobieta udała się do Kwidzyna, gdzie ubłagała biskupa, aby ten zezwolił na jej dobrowolne zamurowanie w celi przylegającej do prezbiterium kwidzyńskiej katedry.

Spędziła w niej 14 miesięcy, podczas których jej jedynym kontaktem ze światem były trzy maleńkie okienka, służące do podawania przyjmowanej codziennie Komunii Świętej oraz od czasu do czasu odrobiny jedzenia. Ponoć w tym okresie jej stygmaty dokuczały jej ze zdwojoną siłą. Zmarła
w 1394 roku.

Wanda Malczewska – urodziła się w 1822 roku w Radomiu. Była ciotką malarza Jacka Malczewskiego, ale przede wszystkim czynną działaczką kościoła.

Bardzo lubiła pomagać biednym i głosić wiarę w Boga. Przepowiedziała „Cud nad Wisłą” z 1920 roku.

Jej wewnętrzne stygmaty doskwierały jej najbardziej w Wielki Piątek. Z bólu aż traciła przytomność.





Malczewska oprócz wizji przyszłości i stygmatów miała także objawienia. Wówczas spotykała Chrystusa, który m.in. powiedział jej, jaki jest najcięższy grzech popełniany przez ludzi (grzech rozpusty).

Stefan Gwiazda – był zwykłym rolnikiem z okolic Ostrołęki. W 1990 roku po raz pierwszy doświadczył objawienia Matki Boskiej. Następne pojawiały się już regularnie. W

każdym objawieniu mężczyzna otrzymywał orędzie dla ludzkości m.in. na temat popełnianych przez ludzi grzechów.

Zgodnie z wolą Maryi niedaleko swojego domu, w miejscowości Wykrot postawił kościół, który stoi tam do dziś.


Str. głównaRELIGIA I WIARAPOLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI
POLSCY STYGMATYCY – LUDZIE NAZNACZENI RANAMI

Wrzesień 23, 2017 Tajemnice Świata RELIGIA I WIARA
stygmaty.jpg
Stygmaty fot.depositphotos.com

Stygmaty i ich fenomen w XX wieku stanowiły przedmiot wielu badań, którym sztab naukowców z całego świata poświęciły swój cenny czas. Ich zagadka pod względem naukowym wciąż pozostaje nierozwiązana, a wszelkie próby racjonalistycznych i naturalistycznych wyjaśnień kończą się fiaskiem. Mistyka i Boski pierwiastek wzięły górę. Oficjalnie mówi się, że liczba stygmatyków uznanych przez Kościół w całych swych dziejach wynosi ok. 350 osób. My Polacy także mamy swoich stygmatyków. O jednych świat słyszał mniej, a o drugich więcej…
Stygmat, czyli znamię

Słowo stygmat wywodzi się z języka greckiego, gdzie „stigmata” oznaczało znamię, piętno wypalane żelazem na skórze niewolnika lub przestępcy.

Dopiero w epoce średniowiecza terminem tym określano osoby wybrane przez Boga, naznaczone krwawiącymi ranami wprost z Męki Pańskiej (na głowie, boku, rękach i nogach).

W „Leksykonie mistyki” P. Dinzelbachera czytamy: „stygmaty – widzialne lub ukryte, trwałe lub okresowo powtarzające się (zwłaszcza w piątek, w Wielkim Tygodniu), boleśnie odczuwane pojawienie się ran Chrystusa na ciele.

W teologii zjawisko to ocenia się – w zależności od tego, co w ogóle można powiedzieć o życiu i postępowaniu stygmatyka – bądź jako charyzmat pochodzący od Boga, bądź jako zwykłą autosugestię”.

Naukowcy od lat poszukują odpowiedzi racjonalnie wyjaśniających fenomen stygmatów.

Psychiatrzy i psychologowie upatrywali w ich pojawianiu się problemów natury neurotycznej, histerycznych, hipnotycznych, wegetatywnych, a nawet rozpatrywali autosugestię i wizualizację nadjaźni.

Z racjonalnym wyjaśnieniem nie poradziła sobie również medycyna.

Bo niby jak wyjaśnić to, że rany pojawiają się wbrew woli, nie ulegają infekcji, nigdy się nie goją, znikają dopiero po śmierci, a za życia krwawią, chociaż znajdują się z dala od wielkich naczyń krwionośnych i do tego z ich wnętrza wydobywa się przyjemna woń?

Bo niby jak wyjaśnić brak widocznych ran (stygmaty wewnętrzne, ukryte) przy jednoczesnym odczuwaniu okropnego bólu?
Pasmo cierpień fizycznych i psychicznych

Brak racjonalnych wyjaśnień sprawił, że oficjalnie stygmatyzację zaczęto rozpatrywać w kategorii daru, który Bóg ofiarowuje człowiekowi, przeżywającemu głęboko cierpienia Pana i bezwzględnie się z Nim utożsamiającego, ofiarowującego własne cierpienia za grzechy innych ludzi.

Historia pokazuje, że życie stygmatyków nigdy nie należało do najłatwiejszych. Oprócz cierpienia fizycznego muszą się zmagać z cierpieniem psychicznym, wynikającym ze społecznego naznaczenia, szykanowania, szydzenia i sceptycyzmu.

Prawdą jest, że dla przeciętnego zjadacza chleba stygmaty są czymś niezwykłym, co fascynuje i zadziwia.

Sam Kościół podchodzi jednak do tego z dystansem i dużą ostrożnością, co sprawia, że w całej jego historii być może zamiast tysięcy udokumentowanych przypadków stygmatyków mówi się (tylko lub aż) o liczbie ok. 350.

Część z nich wywodzi się z Polski.

Warto zaznaczyć, że różnym stygmatykom, także naszym rodzimym oprócz krwawiących ran na ciele towarzyszyło posiadanie innych, niezwykłych zdolności, takich jak np. mistyczne wizje, jasnowidzenie, proroctwa, bilokacja, lewitacja, a nawet obcowanie z duszami zmarłych…
Polscy stygmatycy

Wśród największych, a może najpopularniejszych polskich stygmatyków wymienia się prawie same kobiety. Co ciekawe, prawie 80% wszystkich stygmatyków to kobiety. Na polskiej liście znajdują się takie osoby jak:

Siostra Faustyna Kowalska uznana w 2000 roku za świętą – najpopularniejsza polska stygmatyczka. Dzięki jej wizjom i objawieniom powstał obraz „Jezu ufam Tobie”. W swoim „Dzienniczku” opisywała doznania odczuwane w czasie każdej piątkowej modlitwy.

Okropny ból w rękach, nogach, boku i na głowie powtarzał się regularnie każdego tygodnia oraz w Środę Popielcową i wówczas, gdy Faustyna mijała kogoś, kto nie pozostawał w stanie łaski

uświęcające.



Zdaniem niektórych lekarzy, tak jak np. psychiatry i prof. KUL Jerzego Strojnowskiego, siostra Faustyna Kowalska wcale nie była stygmatyczką, lecz cierpiała na cyklofrenię, w której podstawowymi objawami są naprzemienne napady depresji i hipomanii oraz halucynacje.

Jadwiga Bartel – urodziła się w 1911 roku w małej wsi koło Torunia. Pierwszych stygmatów doświadczyła w wieku 39 lat. Objawiony Chrystus poprosił ją o modlitwy za grzeszników, a w zamian obiecał jej dary łaski.

Niedługo po tym wydarzeniu na czole Jadwigi pojawiły się krople krwawego potu. Następnie w każdy piątek kobieta krwawiła z ran na dłoniach, nogach i w boku.





Co ciekawe, w pokoju stygmatyczki wisiał obraz Matki Boskiej, który płakał krwawymi łzami, podobnie jak znajdująca się przy jej domu figurka Maryi.

Wszystkie te rzeczy przestały mieć miejsce zaraz po śmierci kobiety, która nastąpiła w 1933 roku.

Katarzyna Szymon ­– urodziła się w 1907 roku niedaleko Pszczyny w biednej, wiejskiej rodzinie. Była prostą, zwykłą, niewykształconą dziewczyną.

Trudniła się pomocą na różnych gospodarstwach.

W Wielki Piątek 1946 roku nagle z oczu Katarzyny zaczęły płynąć krwawe łzy. Krew kapała także z boku, dłoni i nóg. Na czole pojawiły się ślady niczym po zdjęciu korony cierniowej.





Świadkowie donosili także o tym, że pewnego na jej ustach spoczęła hostia prosto z nieba.

Kobieta twierdziła, że wielokrotnie porozumiewała się z duszami zmarłych, np. duszą ojca Pio. Miewała także różne wizje w czasie, których potrafiła mówić przeróżnymi językami.

Zmarła w 1986 roku. Oficjalnie nigdy nie została uznana przez Kościół katolicki za stygmatyczkę,
a nawet nazwano ją „fałszywą wizjonerką”.

Marianna Marchocka – urodziła się w 1603 roku. Pochodziła ze szlacheckiej rodziny. W wieku 17 lat wstąpiła do klasztoru Sióstr Karmelitanek Bosych. Spisywała wszystkie swoje mistyczne przeżycia.

Kobieta posiadała dar bilokacji, a swoimi modlitwami mogła zdziałać cuda. Stygmaty została obdarzona na krótko przed swoją śmiercią.





Zmarła w 1651 roku, a jej relikwie znajdują się w klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie.

Wanda Boniszewska – urodziła się w 1907 roku. W wieku 18 lat wstąpiła do zakonu bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Wilnie.

Pierwszych stygmatów doświadczyła w 1934 roku w Wielki Czwartek. Podobnie jak u Katarzyny Szymon na jej ciele pojawiły się krwawiące rany, lecz Boniszewska dodatkowo miała siniaki i ślady pobicia.

Stygmaty pojawiały się nieregularnie, najczęściej w czwartek i piątek w okresie Wielkiego Postu.





Świadkowie donosili, że Boniszewska miała także dar uzdrawiania oraz przepowiadania przyszłości. Ponoć potrafiła również lewitować, odmawiać jedzenia przez kilka miesięcy i przenosić na siebie choroby innych.

W 1950 roku wojska sowieckie aresztowały kobietę za ukrywanie szpiega. Była torturowana w więzieniu. Następnie umieszczono ją w szpitalu psychiatrycznym, gdzie jej dar stygmatów powoli zanikał, aż po krwawiących rana pozostały tylko blizny.

Po wojnie mieszkała w domu swojego zgromadzenia. Tam też zmarła w 2003 roku.

Dorota z Mątowów – urodziła się w 1347 roku. Jako sześcioletnia dziewczynka otrzymała pierwsze, niewidzialne stygmaty, które przejawiały się regularnymi, okropnymi bólami dłoni i stóp. Następnie pojawiły się wizje Chrystusa.

Dorota pragnęła wstąpić do zakonu. Jednak jej rodzice mieli inne plany na życie córki. Gdy miała 16 lat, wydali ją za mąż za 36-letniego mężczyznę. Kobieta urodziła mu 9 dzieci.

Życie jej nie oszczędzało. Mąż źle ją traktował, znęcał się nad nią, zabraniał uczęszczać na mszę i pomagać potrzebującym.





W wyniku epidemii cholery zmarło im ośmioro dzieci. Dopiero po tej tragedii mąż Doroty zmienił swe nastawienie, zrozumiał popełniane błędy i nawrócił się.

Gdy umarł, kobieta udała się do Kwidzyna, gdzie ubłagała biskupa, aby ten zezwolił na jej dobrowolne zamurowanie w celi przylegającej do prezbiterium kwidzyńskiej katedry.

Spędziła w niej 14 miesięcy, podczas których jej jedynym kontaktem ze światem były trzy maleńkie okienka, służące do podawania przyjmowanej codziennie Komunii Świętej oraz od czasu do czasu odrobiny jedzenia. Ponoć w tym okresie jej stygmaty dokuczały jej ze zdwojoną siłą. Zmarła
w 1394 roku.

Wanda Malczewska – urodziła się w 1822 roku w Radomiu. Była ciotką malarza Jacka Malczewskiego, ale przede wszystkim czynną działaczką kościoła.

Bardzo lubiła pomagać biednym i głosić wiarę w Boga. Przepowiedziała „Cud nad Wisłą” z 1920 roku.

Jej wewnętrzne stygmaty doskwierały jej najbardziej w Wielki Piątek. Z bólu aż traciła przytomność.





Malczewska oprócz wizji przyszłości i stygmatów miała także objawienia. Wówczas spotykała Chrystusa, który m.in. powiedział jej, jaki jest najcięższy grzech popełniany przez ludzi (grzech rozpusty).

Stefan Gwiazda – był zwykłym rolnikiem z okolic Ostrołęki. W 1990 roku po raz pierwszy doświadczył objawienia Matki Boskiej. Następne pojawiały się już regularnie. W

każdym objawieniu mężczyzna otrzymywał orędzie dla ludzkości m.in. na temat popełnianych przez ludzi grzechów.

Zgodnie z wolą Maryi niedaleko swojego domu, w miejscowości Wykrot postawił kościół, który stoi tam do dziś.



Gwiazda był również wizjonerem, przepowiedział np. zmiany klimatyczne, które dosięgną świat. Pierwsze stygmaty otrzymał w 1995 roku.

Krwawiące, bolesne rany na dłoniach, stopach i boku pojawiały się w każdy piątek i wydzielały przyjemny, kwiatowy zapach.

Mężczyzna zmarł w 2002 roku, a kościół niestety nigdy oficjalnie nie uznał go za prawdziwego stygmatyka.

Stygmaty wciąż pozostają zagadką, pewnego rodzaju łaską, która sama w sobie, w swej naturze jest po prostu… nadzwyczajna.
POLSCY STYGMATYCY – ...
Kategoria: Stygmatycy
emo s. Wanda Boniszewska ...
Kategoria: Lewitacja
emo
dp-me.blogspot.com/2014/08/stygmatyczka-wanda-boniszewska.html

"Mówią, że brała na siebie choroby innych (po uratowaniu kapłana przed powieszeniem miała, na szyi powróz), lewitowała podczas modlitwy, znała przyszłość, miesiącami nie jadała..."
s. Wanda Boniszewska ...
Kategoria: Lewitacja
emo
bezale.pl/2017/11/29/cierpienia-stygmaty-meki-i-ofiara-mistyczki-wandy-boniszewskiej/


Cierpienia, stygmaty, męki i ofiara mistyczki Wandy Boniszewskiej
Wanda Boniszewska, urodzona w 1907 r., pochodziła z religijnej i patriotycznej rodziny ziemiańskiej z Wileńszczyzny. Jej dziadek po powstaniu styczniowym stracił swój majątek i dopiero jego syn, za pieniądze zarobione ciężką pracą w Ameryce, zakupił 50 ha ziemi w Nowej Kamionce pod Nowogródkiem.

Matka Wandy była Żydówką, adoptowaną przez polską rodzinę katolicką, która zadbała o jej religijne wychowanie. Chrzest przyjęła dopiero w wieku 16 lat, świadomie wybierając religię katolicką. Franciszek i Helena Boniszewscy mieli jedenaścioro dzieci; w ich domu panowała bardzo religijna atmosfera, wzajemna pomoc, szacunek dla pracy i miłość do ojczyzny.

Narodziny powołania

Wanda wcześnie zapragnęła poświęcić się Bogu w zakonie. Mając 16 lat, zgłosiła się do nowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów, dopiero co założonego przez arcybiskupa Wincentego Kluczyńskiego. Było to zgromadzenie ukryte, bezhabitowe, mające pomagać kapłanom w pracy duszpasterskiej.

Wandy nie przyjęto ze względu na zbyt młody wiek, natomiast polecono jej ukończyć szkołę podstawową i zrobić roczny kurs gospodarczy. Fotografia z tych lat ukazuje nam hożą, okrągłą, radosną twarzyczkę i dwa mocno splecione warkocze. Ostatecznie Wandę przyjęto do Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w roku 1926.

Wandzia wnosiła do wspólnoty zakonnej bardzo rozbudzone życie wewnętrzne, już bogate w doświadczenia mistyczne. Oczami duszy widywała Pana Jezusa podczas Mszy św. Mówił do niej, zapowiadał trudną drogę ofiary, oczekiwał jej gotowości, by ją przyjąć:

„Twoje życie będzie na krzyżu. Czuwaj, byś z niego nie schodziła, bo nieprzyjaciel zastawia wojsko”

– te słowa usłyszała, będąc jeszcze w domu rodzinnym. Potem się powtarzały. Od dzieciństwa zdarzało się jej, że widząc czyjeś cierpienie czy chorobę, prosiła Pana Jezusa, by mogła je przyjąć na siebie – i tak się stawało.

Droga na górę ukrzyżowania

W życiu zakonnym przeżycia mistyczne siostry Wandy zaczęły się mnożyć. Pan Jezus ukazywał swojej wybranej coraz jaśniej, czego od niej oczekuje:

„Oddaj się całkowicie Mnie”;

a innym razem:

„Mam zamiar uczynić z ciebie ofiarę”.

Młodziutka zakonnica wysłuchiwała słów „Najukochańszego” z największą pokorą, choć nie bez trwogi.

Największy niepokój i zamęt w jej duszy budziło poczucie, że wymaganiom Pana Jezusa nie sprosta w zgromadzeniu, do którego wstąpiła. Zaczęła się rozglądać za zakonem klauzurowym, kontemplacyjnym, nastawionym na modlitwę i ascezę. Ale Pan Jezus dał jej do zrozumienia, że chce ją mieć właśnie w Zgromadzeniu Sióstr od Aniołów:

„Chcę, abyś dla Mnie uczyniła tę ofiarę i tu została. Dam ci łaskę wytrwania”.

A kiedy jeszcze myślała o pójściu do zakonu benedyktynek, usłyszała wyraźny głos:

„Pozostań tu, jeśli kochasz ukrzyżowanego Jezusa”

– i wtedy odpowiedziała: „Dobrze”.

W dniu obłóczyn w Wilnie Pan Jezus jej powiedział:

„Chcę, abyś była ukrzyżowana za tych, którzy nie chcą znać krzyża, a szczególnie chcę ukrzyżować ciebie dla tych, którym łask nie skąpię”.

Dla siostry Wandy dużą pomocą, zresztą zapowiedzianą przez Pana Jezusa, stali się jej kolejni spowiednicy. To oni nakazali jej spisywać słowa Pana Jezusa, dzięki czemu dziś można odczytać duchowe dzieje mistyczki. Jej notatki czynione z posłuszeństwa i przedkładane spowiednikom, którzy je wnikliwie badali, uświadomiły im powagę posłannictwa penitentki.

Siostra Wanda też rozumiała coraz lepiej, dlaczego Pan Jezus wybrał dla niej zgromadzenie poświęcone pomocy kapłanom. Właśnie o tę pomoc, ale ukazaną na wiele wyższym poziomie, Panu Jezusowi chodziło.

Nie wystarcza bowiem wyręczanie w katechezie, praca na plebanii czy w biurze parafialnym, ale konieczne jest wspieranie ich powołania przez ciągłą modlitwę i ofiarę.

Pan Jezus wielokrotnie wyjaśniał siostrze Wandzie, na czym to zadanie ma polegać:

„Chcę, byś cierpiała dla Mnie. Wybrałem Cię dla wynagradzania zniewag, których doznaję od dusz Mnie poświęconych. (…)

Wszystkie chwile miłe i bolesne masz ofiarować za kapłanów i zakony. (…)

Ja chcę się zachłysnąć pragnieniem świętości dusz Mnie poświęconych. (…)

To Ja, Jezus, w tej Hostii czekałem na ciebie i niosę ci wiele miłości. Polecam sprawę wyrwania dusz kapłanów z rąk naszego nieprzyjaciela.

Dziecko moje, Ja konam i konać będę, aż kapłan wróci z drogi błądzącej. Chcę, abyś w tym konaniu była pociechą. Masz czynić zadość tak długo, jak długo chcę.

Najwięcej cierpię od dusz niezdecydowanych i łatwo wchodzących na błędne drogi. Widzisz, moje konanie to grzechy całego świata, a ty tylko czujesz ich malutką cząsteczkę”.

Razem na krzyżu

Ta cząstka udziału w cierpieniach Pana Jezusa przybierała coraz silniejszą postać. Siostra Wanda najpierw zaczęła odczuwać ból w miejscach ran Zbawiciela, co występowało czasem w trakcie Mszy św., podczas odprawiania drogi krzyżowej, w pierwsze czwartki i piątki miesiąca. Zewnętrzne stygmaty ujawniły się w 1934 r. Wanda ukrywała je starannie, aż do momentu, kiedy jej spowiednik, ks. Tadeusz Makarewicz, dostrzegł je sam.

Krótko potem rany i szereg innych znamion, takich jak sińce od biczowania czy okaleczenia głowy, zauważyła siostra Rozalia, opiekunka siostry Wandy, ale wiedząc o tym, jak bardzo stygmatyczce zależy na dyskrecji, sama prała jej bandaże, opatrywała ją i pielęgnowała.

Stygmaty siostry Wandy były udziałem w ofierze za kapłanów i zakony. Pan Jezus dawał jej wiele razy do zrozumienia, że dusze Jemu poświęcone On szczególnie kocha, że są Mu najbliższe i że cierpi, gdy nie idą Jego śladami – ale ma zawsze dla nich ogrom miłosierdzia.

Siostra Wanda usilnie zabiegała o to, aby o jej doświadczeniach mistycznych nie wiedział nikt poza jej spowiednikiem i przełożonymi; bała się, że w przeciwnym razie popadnie w pychę. Kiedy otrzymała stygmaty, przestała jeździć w odwiedziny do rodzinnego domu. Miała cichą umowę z umiłowanym Zbawicielem, że otrzymane przez Niego dary nie ujawnią się niepowołanym oczom.

Starała się jak najlepiej wypełniać wszystkie swoje obowiązki w domu zakonnym, pomagać ludziom, oddawać się cała katechizowanym dzieciom (jej uczniem był m.in. późniejszy kardynał metropolita wrocławski Henryk Gulbinowicz), przełamywać siebie, okazując posłuszeństwo siostrom, podejmując się prac przykrych i uciążliwych. Tylko z pokory i posłuszeństwa zapisywała słowa usłyszane od Pana Jezusa i relacjonowała swoje przeżycia mistyczne, bo tego żądali spowiednicy.

Gorliwość ofiary siostry Wandy za kapłanów i zakony wywołała reakcję ze strony złych duchów. Zakonnica miewała fałszywe wizje i rozmowy, podsuwające jej zwątpienia czy myśli samobójcze. Uciekała wtedy w duchu pod płaszcz Matki Bożej. Dwa razy przeżywała męki duszenia się i rozpaczy z powodu skrępowania grubymi powrozami, z których nie mogła się wyzwolić.

Dopiero przybycie kapłana i odprawione przez niego egzorcyzmy uwolniły ją z tej katuszy. Okazało się później, dzięki otrzymanemu światłu, że przez przyjęte cierpienia uratowała dwóch kapłanów od samobójstwa przez powieszenie.

Czas świadectwa

Na co dzień siostra Wanda była zwykłą zakonnicą, bezhabitową, pracującą w szkole jako katechetka czy na plebanii, uczestniczącą w robotach gospodarskich w klasztorze. Zawsze pogodna i uśmiechnięta. Od dłuższego czasu mieszkała w skromnym domu zgromadzenia w Pryciunach, w parafii Bujwidze, 40 km od Wilna. Tam przeżyły siostry szczęśliwie II wojnę światową i zmieniające się okupacje.

Gdy nastał rok 1946, stanął przed siostrami – nie tylko w Pryciunach – następujący dylemat: czy udać się jako repatriantki do Polski, czy też zostać w ZSRR? Siostra Wanda i przełożona domu siostra Rozalia Rodziewicz postanowiły zostać, aby pomagać księżom jeszcze pracującym duszpastersko w okolicy, między innymi proboszczowi w Bujwidzach ks. Janowi Pryszmontowi.

Ale prześladowania się nasilały: zdelegalizowany został greckokatolicki, jego zakony rozproszone, księża ścigani za jakikolwiek przejaw pracy duszpasterskiej. W zabudowaniach Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Pryciunach ukrywał się kapłan obrządku greckokatolickiego, ojciec Antoni Ząbek, jezuita.

Był pierwszy dzień Wielkanocy – 9 kwietnia 1950 r. O świcie siostry z Pryciun zbierały się, by pójść na rezurekcję do Bujwidz. Nagle dom i zabudowania zostały otoczone przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i wojsko, przeprowadzono rewizję, wykryto ojca Ząbka i zaaresztowano jego oraz siostrę przełożoną Rozalię Rodziewicz.

Na ten widok siostra Wanda wezwała w duchu Pana Jezusa: „Co się stało? Gdzie jesteś?”.

I otrzymała odpowiedź:

„Tęsknota teraz będzie równać się tęsknocie dusz czyśćcowych, trwać będzie ponad 6 lat – przejdziesz w tym czasie i bluźnierstwa podobne do bluźnierstw piekielnych, ale trwaj przy Mnie, będę z tobą, poślę ci Aniołów Pocieszycieli – będziesz kuszona jeszcze więcej, ale z łaską mojej Matki masz odnieść zwycięstwo”.

Dwa dni później przyjechano zaaresztować też siostrę Wandę; zawieziono ją do gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa do Wilna. Zaczęły się bardzo męczące przesłuchania. Oficerowie śledczy wiedzieli, że mają do czynienia z zakonnicą, więc dla jednych był to powód do drwin i szczególnej złośliwości wobec „światajej oszustki”, u innych fakt ten wzbudzał pewne odruchy litości.

Siostra Wanda nigdy nie miała silnego organizmu, więc w warunkach więziennych i przy znęcaniu się nad nią podczas śledztw szybko zapadła na zdrowiu. Odnowiły się też u niej stygmaty, które ostatnimi czasy występowały rzadziej.

W końcu trzeba było ją przewieźć na oddział szpitalny więzienia na Łukiszkach. Tam przebyła kilka ciężkich chorób, z których ją jako tako wyleczono, ale pozostawała sprawa stygmatów, z którymi lekarze nie wiedzieli, co począć. Żadne leki na to nie pomagały. Medycy określili je jako rodzaj żylaków, ale czuli, że mają do czynienia z tajemnicą.

Okres więzienia Wandy, jej „czyściec” , jest znany szczegółowo dzięki dzienniczkowi, który – po uwolnieniu – spisała na rozkaz swego spowiednika.

Z tych prostych, szczerych i oszczędnych relacji wyłania się cała prawda o skali cierpień stygmatyczki – „czyśćcu”, jak go nazwała – a także o działaniu Bożym przez nią.

Już w szpitalu więziennym na Łukiszkach Wanda pojęła swoje zadanie:

„Na wspólnej i dużej sali chorych starałam się nieść pomoc bardziej cierpiącym i swoje porcje mleka, masła i białego chleba oddawałam innym cierpiącym. Odmawiałam różaniec wspólnie, co było ostro zabronione, i przy rewizjach nasze różańce i krzyżyki robione z chleba zabierano i niszczono, ale pod tym względem byłam niepoprawna i robiłam znowu swoje”.

Cierpienia fizyczne towarzyszyły jej stale:

„Wskutek tych przeróżnych chorób ciała stałam się inna w stosunku do Najukochańszego, to znaczy bardziej śmiała, może nawet – że się tak wyrażę –natrętna. Z najmniejszą drobnostką zwracałam się do Niego, o wszystkim Mu mówiłam, do Matki Jego, do Świętych i Aniołów Stróżów. Żal mi było uwięzionych tylu młodych ludzi, którzy byli już osądzeni i skazani – na rozstrzelanie. Wszystko przedstawiałam Niebu”.

Towarzyszyła jej myśl, że odczuwa to, co Pan Jezus, więzień w tabernakulum:

„To zrozumienie cierpień Więźnia Eucharystycznego oddziaływało na mnie bardziej boleśnie niż bóle ciała, przy tym rodziła się w mojej duszy tak żywa obecność Boża, że przynosiła ulgę w chwilach bardzo ciężkich smutków duszy”.

Po zapadnięciu wyroku 10 lat więzienia, ze względu na stan zdrowia uniemożliwiający pracę w łagrze, umieszczono siostrę Wandę w więzieniu w Wierchnie-Uralsku. Tam przebywała częściej w szpitalu więziennym niż we wspólnej celi.

Ponieważ nie zaniechała swoich praktyk modlitewnych, do których przyłączały się jej współwięźniarki, wzywano ją często na przesłuchania połączone ze znęcaniem się i skazywano na karcer. Tam wytrzymywała zaledwie 2 – 3 dni, po czym, ciężko chorą, trzeba było odesłać ją do szpitala. I taka kolej rzeczy powtarzała się w kółko.

W sumie siostra Wanda przeszła wiele chorób: zapalenie miedniczek nerkowych, zapalenie woreczka żółciowego, ciężkie zapalenie otrzewnej, grypy, anginy, dwukrotne zapalenie opon mózgowych i operację guza na piersi, powstałego po uderzeniu na przesłuchaniu.

Wyglądała jak szkielet. Lekarze starali się jej pomóc, ale sami uważali, że to cud, że jeszcze żyje. Widzieli jej stygmaty, byli świadkami ekstaz, podczas których Wanda przeżywała konanie Pana Jezusa; myśleli, że to ona umiera. Stwierdzali, że to, co widzą, przekracza kategorie medycyny.

Ponieważ Wanda nie mogła prawie nic jeść, cieszyła się, że swoje racje żywnościowe może rozdawać innym więźniarkom. Jej postawa, pełna życzliwości, pokory i ufności Bogu, budziła szacunek i sympatię; lubiły ją współtowarzyszki, włączające się w modlitwy, lubili lekarze i sanitariuszki. Wielu funkcjonariuszy, nawet ci, którzy na przesłuchaniach jej dokuczyli, przychodziło potem prosić ją o przebaczenie i modlitwę za siebie.

Jeden z nich znęcał się nad Wandą szczególnie; potem przyszedł w nocy do niej i rzekł:

„Teraz przekonałem się, że Bóg jest, bo sumienie nie daje mi spokoju i musiałem się żegnać znakiem krzyża. Moja matka jest wierząca, ja teraz także chcę być wierzącym, tak jak wy”.

Na to Wanda odpowiedziała:

„Bardzo pragnę, abyście odzyskali wiarę, i wy, i cała wasza rodzina”.

Później sanitariuszka szepnęła Wandzie, że wyrzucili go z partii i przenieśli gdzie indziej,

„gdyż powiedział, że wy bezprawnie zostaliście osądzona, twierdził też, że Bóg naprawdę istnieje”.

Najciężej Wanda wspomina dłuższy okres pobytu w jednoosobowej celi, bez kontaktu z kimkolwiek, na co została skazana po donosach współwięźniarki-wtyczki:

„Noce bezsenne, straszne, długie i przy czerwonym malutkim światełku, które i oczy psuje, i patrzeć trudno (…).

Czarne myśli przechodzą po głowie: wszystko jest nieprawdą, oszukiwałaś ludzi i siebie samą (…).

Trudno mi w tej chwili opisać męki duszy (…).

Imię »Jezus« – to było wszystko: i rozmyślanie, i modlitwa. Kiedy indziej byłam zdolna wymówić tylko: »Maryjo bez grzechu poczęta«. Ten okres mogę porównać z piekłem (…).

Boże, jak ciężko żyć bez Boga! O, biedni ci ludzie, którzy Go nie znają!… Tak chciał jeszcze Bóg dać mi odczuć życie duszy bez Niego… Nie życzę nikomu”.

Dopiero po śmierci Stalina w 1953 r. reżim więzienny stał się nieco lżejszy. Wanda wróciła do zbiorowej celi.

Zdarzało się, że przez sen mówiła o Stalinie, Berii, Abakumowie czy Mołotowie rzeczy, o których nie wiedziała ani ona sama, ani nikt z jej otoczenia. To wzmogło czujność i niepokój funkcjonariuszy więziennych. Wanda na przesłuchaniach tłumaczyła, że ona osobiście nic o nich nie wie, będąc od tylu lat uwięziona:

„Jeżeli coś trafnie powiedziałam, to od Boga albo od mojego Anioła”.

W jaki sposób siostra Wanda przeżyła „czyściec” więzienia, wytrzymując fizycznie, a przede wszystkim psychicznie przez tyle lat bez sakramentów, wyjaśnia nam urywek z jej wspomnień. Nawet wśród pokus, by skrócić sobie życie,

„obecność Boża czy Matki Bożej z myśli mi jednak nie schodziły. W takich chwilach mogłam myślami przenosić się do jakiegoś kościoła, gdzie Jezusowi było smutno w tabernakulum albo gdy na niegodnie wypowiedziane słowa kapłana Jezus zstępował posłusznie w nikłe postacie hostii. Często starałam się przynajmniej w myślach łączyć się z duchami Aniołów Eucharystii, aby Go uwielbiać we Mszy św. (…)

Kilka razy miałam wrażenie, że Jezus Eucharystyczny był w moim sercu, choć może to moja fantazja, ale ja czułam się tak, jakbym Go przyjmowała. Tylko w jaki sposób? Pielęgniarka podawała mi lekarstwo, ale zamiast lekarstwa była Komunia św. Co za radość ! (…)

Po takiej Komunii św. kilka dni byłam niby w uścisku Najukochańszego. Co za Miłość! Odpoczęłam i zdawało się, że nabrałam sił już na całe moje pozostałe życie w więzieniu… Eucharystia uwięziona i ja w więzieniu: ale dla myśli i obecności Boga Wszechmocnego wszystko jest możliwe. Pośredniczką naszą była Maryja i tylko Maryja”.

Nastał rok 1956, rok „odwilży” w ZSRR. Rewidowano wyroki, zwalniano z więzień i łagrów. Zaświtała nadzieja zwolnienia siostry Wandy Boniszewskiej i jej repatriacji do Polski. Lekarka starająca się o polepszenie jej zdrowia szepnęła do niej:

„Wy, Wanda, jesteście wierząca, módlcie się, to niedługo pojedziecie do domu”.

Jeden strażnik, który szczególnie dokuczył Wandzie, potem wyznał komuś z personelu:

„Wiecie, że Bóg jest, dlatego że ja całą noc nie mogłem spać, sumienie nie daje mi spokoju, dlaczego ja znęcałem się nad tą chorą kobietą? Zrobiło mi się jej bardzo żal, musiałem rano wstać i iść do niej, i prosić o przebaczenie. Przyniosło mi to ulgę i poprosiłem o modlitwę za mnie i za żonę, i moje dzieci. Prosiłem, żeby mnie Bóg nie strącił pomiędzy diabłów”.

W końcu, 22 sierpnia 1956 r., nastąpiła rewizja wyroku Wandy Boniszewskiej i uchylono go. Kobieta mogła prawnie wrócić do Polski, ale w jej stanie zdrowia obawiano się, że żywa nie dojedzie. Została więc skierowana do obozu przejściowego dla cudzoziemców w Bykowie pod Moskwą. Tam Wanda przeżyła inne zagrożenia, więc do ostatniej chwili jej „czyściec” trwał.

Skończył się 15 października 1956 r.: siostra Wanda po dobie podróży dojechała z grupą zwolnionych Polaków do Białej Podlaskiej.

„Przyjęto nas bardzo miło. Łaźnia, kolacja, lekarz i czyste łóżko”

– wspomina. Następnego dnia odjechała do Warszawy, a stamtąd do Domu Generalnego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów w Chylicach.
W oczekiwaniu na przyjście Pana

O tym okresie życia mistyczki wiadomo najmniej. A był on bardzo długi, bo trwał 36 lat. Spędziła go kolejno w Chylicach, Białymstoku, w Lutkówce pod Warszawą oraz w Częstochowie, gdzie z siostrą Rodziewicz pracowały jako gospodynie u braci dolorystów; od 1988 r., ze względu na zły stan jej zdrowia, umieszczono ją na stałe w Domu Generalnym w Chylicach.

Cierpienie towarzyszyło siostrze Wandzie wszędzie. Z więzienia wyniosła zrujnowane zdrowie. W 1962 r. musiała poddać się operacji guza (oponiaka) na mózgu. Podejrzewano u niej gruźlicę.

Sił do pracy miała niewiele, a na domiar złego w 1985 r., potrącona przez pojazd na ulicy, doznała złamania szyjki kości udowej. Dwie kolejne operacje nie przyniosły spodziewanego rezultatu i siostra Wanda już do końca życia mogła poruszać się tylko o kulach. Nie skarżyła się; o swoich przeżyciach w więzieniu nigdy nie opowiadała.

Te okoliczności oraz powtarzające się – choć rzadziej niż kiedyś – przeżycia mistyczne (ekstazy, wizje, stygmaty), nadal głęboko skrywane, powodowały, że siostra Wanda nie mogła uczestniczyć w pełni w życiu swej wspólnoty zakonnej, choć bardzo tego pragnęła.

Od 1974 r. stygmaty rąk i nóg zanikły, pozostały tylko rany na piersi i głowie. Nie zawsze zrozumiałe zachowanie siostry Wandy, jej częste nieobecności, milczenie na pewne tematy – wszystko to wytwarzało dystans wobec niej, a czasem nawet nieufność i podejrzenia w jej otoczeniu.

Jej spowiednik, znany jeszcze z Pryciun ksiądz Jan Pryszmont, otaczał ją regularną i troskliwą opieką duszpasterską, ważną zwłaszcza wtedy, gdy już nie mogła chodzić, co trwało ostatnie dziesięć lat jej życia. Potem dołączyła się jeszcze miażdżyca.

Całe ziemskie życie siostry Wandy było naznaczone wielkim cierpieniem, a równocześnie wewnętrzną radością i pokojem wynikającym z mistycznego zjednoczenia w miłości z Jezusem, współuczestniczenia w Jego cierpieniu za zbawienie grzeszników.

Pan przyjął do siebie swoją całopalną Ofiarę 2 marca 2003 r.

Każde swoje cierpienie siostra Wanda dobrowolnie przyjmowała i ofiarowała je Jezusowi w intencji ratowania ludzkich dusz zagrożonych utratą życia wiecznego. Uczestniczyła w ten sposób w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a więc w dramacie Jego ostatecznego zwycięstwa nad grzechem, szatanem, cierpieniem i śmiercią.

Poprzez stygmaty (rany po biczowaniu, koronowaniu cierniem, przebiciu boku, rąk i nóg), które pojawiały się na jej ciele, Pan Jezus przypomniał nam, że to On sam wziął na siebie wszystkie ludzkie cierpienia, i dlatego każde cierpienie człowieka staje się równocześnie Jego cierpieniem.

Jeżeli cierpienie, które nas w życiu dotyka, ofiarujemy Jezusowi, to wtedy staje się ono dla nas i innych ludzi źródłem wielkiego błogosławieństwa, wyjątkową łaską. Jeżeli natomiast zbuntujemy się przeciwko cierpieniu i nie ofiarujemy go Jezusowi, to wtedy będzie nas ono niszczyć i stanie się naszą największą tragedią życiową. Tylko w zjednoczeniu z Jezusem cierpiącym na krzyżu każde ludzkie cierpienie staje się drogą uświęcenia i zbawienia.

Przez szczególne powołanie i życie siostry Wandy Boniszewskiej Pan Jezus przypomina nam również, że w Kościele mamy jedni drugich brzemiona nosić (por. Ga 6,2). Kapłani są odpowiedzialni za swoje owce, wiernych świeckich, ale ci są w zamian powołani, by to ich zadanie wspierać modlitwą i ofiarą. Powołanie kapłańskie i zakonne, duszpasterstwo i ewangelizacja potrzebują stałego, powszechnego zaplecza naszej modlitwy i poświęcenia, gdyż na dusze Bogu oddane szatan zastawia specjalne sidła.

Siostra Wanda ukazuje nam, że każdy kapłan i każda osoba konsekrowana powinni być otoczeni nie podejrzeniami, osądzaniem i krytyką, ale naszą modlitwą i powierzaniem ich Jezusowi, który ich wybrał z miłości.
źródło: milujciesie.org.pl
s. Wanda Boniszewska
Kategoria: Stygmatycy
emo
Urodziła się w 1907 roku. Trzy siostry Boniszewskiej wstąpiły do zgromadzenia ona też chciała. Wybrała siostry od aniołów. W Wielki Czwartek 1934 roku, gdy w nocy modliła się w łóżku, ujrzała Chrystusa konającego. Przed Bożym Narodzeniem poczuła podczas spowiedzi przeszywający ból w stopach, dłoniach i boku. Krew! Jedna z sióstr, Rozalia, przykładała do ran płótna sześć razy złożone, jednak i tak przesiąkały: "Widziałam, jak w czasie przeżyć z rąk i nóg krew żywo tryskała. Płynęła z oczu i często z głowy". Otwierała się też rana na prawym boku, prawe ramię miała starte do krwi, a tułów, pokryty szramami. Mówią, że brała na siebie choroby innych (po uratowaniu kapłana przed powieszeniem miała, na szyi powróz), lewitowała podczas modlitwy, znała przyszłość, miesiącami nie jadała... Zgromadzenie nie, traktowało tego poważnie, i Siostry odnosiły się z rezerwą, matka przełożona radziła modlić się o cofnięcie ran.

Siostra Wanda Boniszewska obdarzona została przez Boga wieloma szczególnymi darami.. Szanowała każdego człowieka bez względu na to kim on był, bo Bóg go szanuje i kocha. Chyba szczególnie rozumiała słowa Chrystusa: "Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mniecie uczynili". Na swoich, jakże słabych fizycznie ramionach, w swoim mizernym fizycznie ciele, nosiła przez całe długie, bardzo długie życie, cierpienie Chrystusa, by braciom najmniejszym ulżyć, by pomóc im do zbawienia. Podejrzewano też żylaki, nerwicę, psychozę na krzyż, nieznaną chorobę. W 1944 r. trafiła do przytułku dla nieuleczalnie chorych. W latach 1950 1956 (stygmaty pojawiały się już nieregularnie) siedziała w więzieniu w Wierchnij Uralu, gdzie kopano ją, bito, rażono prądem i drwiono: "Ot i święta, kuglarka", "Wyleczyć was nie potrafi żadna medycyna". W 1958 r., po repatriacji, skierowano ja do szpitala psychiatrycznego, a do akt dołączono fotografię rąk z podpisem: "Przejaw szarlatanerii". W 1980 r. sama pisała: "Sześć lat nie było oznak, tylko rana boku i głowy pozostały ból także". W 1988 r. zamieszkała w domu zgromadzenia w Konstancinie: o przeszłości milczano, ale siostry zauważyły na dłoniach małe ślady.

Lubiła nazywać siebie Konwalią. Od nielicznych, którzy znali jej tajemnicę, żądała milczenia. Dopóki żyje. W dworku sióstr od aniołów w największym pokoju była kaplica publiczna. Tutaj siostra Wanda składa na ołtarzu list do Jezusa (rok 1938). Niech znikną zewnętrzne objawy stygmatów, ból niech pozostanie.



Porządkowała kwiaty na ołtarzu; z naręczem zeschłych konwalii idzie do ogrodu. Nagle słyszy głos: - Oto jesteś własnością moją... Siostra Przełożona tak o Niej powie:
-"Specjalnego wrażenia nie zrobiła. Coś jednak wyróżniało ją od innych (...). Głowę i czarne oczy trzymała opuszczone w dół".

Wielki Tydzień 1942 roku, siostra Wanda przez kwadrans jakby umierała. Rok później kapelan sumuje spostrzeżenia: całe ciało coraz bardziej bolesne, głowa w guzach, miejsca "gwoździ" tak ją bolą, że stąpać nie może. Ekstazy występują już nie tylko w czwartki i piątki, lecz co dzień. Od południa chora popada w stan półświadomości. Pokarmu nie spożywa, bo gdy coś zje, wymiotuje. Podczas ekstaz temperatura ciała lekko podwyższona. Puls przyspieszony. Żadnych grymasów, nienaturalnych spojrzeń, dziwacznych ruchów, charczeń, jęków, krzyków. Czasem zgrzyt zębów. Ogólnie odrętwiała, usta spieczone, nie biorą udziału w mowie, brak śliny, słowa gardłowe.
- Gdzie siostra jest w tej chwili?

- U stóp krzyża.

- Za kogo siostra dziś ma cierpieć?

- Za tych, co nie chcą przyjąć krzyża.
Pytana o swe przeżycia odpowiada powściągliwie: kiedy dusza łączy się z Chrystusem, to jest tak, jakby ujmowała rąbek nieba.
Jeszcze jako dziewczyna w wieku około 12 lat w kaplicy usłyszała głos

-"Mam zamiar uczynić z ciebie ofiarę".
Na pierwszych stronach swego pamiętnika prosiła:

-"Duchu Święty, oświeć mój rozum"
Napisała wiersz

-"Ja depcę marne radości tej ziemi.
Odtrącam czarę słodyczy.
I tęsknię tylko za cierniami Twymi Twoich pożądam goryczy.
I w krwawe tylko przystrojona róże.
Na Twoje stanę wezwanie.
W wybranym umieścisz mię chórze.
Przy stopach Twoich o Panie".

Szatan dręczy Ją coraz intensywniej ,miewa wizje. Zwątpienie napełnia jej duszę, Wanda słyszy zgrzyty, śmiechy... Myśli: to piekło się cieszy! Znów ciemność. Widzi księdza z Syberii, on chce popełnić samobójstwo, Wanda walczy o niego w modlitwie. Duszenie za gardło (na jej ciele znaleziono potem ślady - jakby po grubym sznurze). Szatan przekonuje ją, że jeśli chce oddalić grzechy od kapłanów, to ma je wziąć na siebie. Czyli... popełnić! Przeżywa okropne katusze. Trafia do więzienia stalinowskiego gdzie Ją bito i poniżano, błaga o przebaczenie dla swoich oprawców. Jeden w szczególny sposób znęca się nad siostra Wandą, potem gdy umiera Stalin, oprawca staje się więźniem. Za pomocą grypsu błaga Ją o przebaczenie. Niedługo potem w więzieniu słyszy głos Pana:

"-Chcę, abyś konała tak długo, jak długo można, aby przebłagać mój gniew. Gdy świat zachłyśnie się gorącą krwią, ja chcę zachłysnąć się pragnieniem świętości dusz mnie poświęconych. Konanie twoje przedłużę do ostatecznej męki... Cierp, moje Piórko".

Tak rozumiała swoje powołanie: im więcej cierpienia, tym więcej łaski. Zmarła 2 marca 2003 roku w wieku 96 lat.

dp-me.blogspot.com/2014/08/stygmatyczka-wanda-boniszewska.html

www.siostryodaniolow.pl/wanda_boniszewska
s. Wanda Boniszewska
Kategoria: Stygmatycy
emo
Kasza jaglana wraca powoli do łask, ale wciąż nie cieszy się taką popularnością, na jaką zasługuje. A szkoda, bo ma oryginalny smak (choć bywa gorzka, jeśli przyrządzi się ją w nieodpowiedni sposób) i świetnie komponuje się zarówno z daniami słonymi, jak i słodkimi. Przede wszystkim zaś warto ją jeść ze względu na wartości odżywcze, a nawet lecznicze.

Kasza jaglana - wartości odżywcze i składniki mineralne
Jagły to najstarsza znana kasza. Otrzymuje się ją z nasion prosa, uprawianego już w epoce neolitu. Pod względem wartości odżywczej dorównuje kaszy gryczanej. Ma mało skrobi, za to dużo łatwo przyswajalnego białka. Wyróżnia się najwyższą zawartością witamin z grupy B: B1, (tiaminy), B2 (ryboflawiny) i B6 (pirydoksyny) oraz żelaza i miedzi.


Kasza jaglana - właściwości lecznicze
Kasza jaglana jest lekkostrawna i nie uczula, bo nie zawiera glutenu. Dlatego warto ją polecić osobom chorującym na celiakię stosującym dietę bezglutenową, a także cierpiącym na niedokrwistość. Ma właściwości antywirusowe, zmniejsza stan zapalny błon śluzowych (wysusza nadmiar wydzieliny), jest zatem dobrym domowym lekarstwem na katar.






Kasza jaglana dla urody
Kasza jaglana zawiera krzemionkę, mającą zbawienny wpływ na włosy, skórę i paznokcie. Krzem pełni też ważną rolę w mineralizacji kości (zapobiega ich odwapnianiu).
Jagły dostarczają również dużych ilości witaminy E i lecytyny, która korzystnie wpływa na pamięć i koncentrację oraz reguluje poziom cholesterolu we krwi - o obecność tej kaszy w diecie powinny zatem zadbać osoby pracujące intensywnie umysłowo, np. maturzyści czy studenci przygotowujący się do sesji.
Kasza jaglana w diecie odchudzającej. Ile kalorii ma kasza jaglana?
Czy można jeść kaszę jaglaną, będąc na diecie? Kasza jaglana, tak jak wszystkie kasze, jest dość kaloryczna - 100 g kaszy jaglanej to ok. 350 kalorii). Ma też wysoki, jak na mało przetworzone produkty zbożowe, indeks glikemiczny (71 - dla ugotowanej kaszy jaglanej, dla porównania: ryż brązowy i kasza gryczana mają indeks glikemiczny ok. 50), tzn. szybko podnosi poziom cukru we krwi, nie jest więc wskazana dla diabetyków i osób będących na diecie Montignaca. Jednak nawet osoby odchudzające się nie powinny całkowicie rezygnować z jedzenia kaszy jaglanej - zawarty w niej krzem poprawia przemianę materii.
Jak gotować kaszę jaglaną, żeby nie była gorzka?
Kasza jaglana jest świetnym dodatkiem do duszonych mięs i dań słodkich (np. zapiekanek ze śliwkami lub jabłkami). Jednak często zdarza się, że po ugotowaniu ma lekko gorzki smak i może zepsuć całe danie. Żeby kasza jaglana nie miała goryczki, trzeba ją odpowiednio przyrządzić - przed ugotowaniem obficie przelać najpierw zimną, a potem gorącą wodą. Można też wrzucić kaszę do wrzątku, po chwili odcedzić i jeszcze raz wsypać do czystej, gotującej się wody. Warto namoczyć kaszę na kilka godzin albo na noc w wodzie z dodatkiem soku z cytryny - ten zabieg razem z gotowaniem pomoże unieczynnić fityniany - związki zawarte w kaszach, utrudniające przyswajanie składników mineralnych.
Gotowanie na sypko: na 1 szklankę kaszy jaglanej - 2,5 szklanki wody. Gotujemy, aż kasza wchłonie wodę, po czym zawijamy w koc i odstawiamy na ok. godzinę.
Żeby kasza była kleista: przed gotowaniem trzeba kaszę wymieszać z niewielką ilością wody lub mleka i przelać do wrzątku w proporcjach: 1 szklanka kaszy jaglanej na 3,5 szklanki wody. Gotować 30-40 minut.


www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/kasza-jaglana-wlasciwosci-lecznicze-wartosci-odzywcze_41234.html
Leczymy miażdżycę
emo ks. Sebastian Kneipp
emo ks. Sebastian Kneipp
emo ks. Sebastian Kneipp
emo
Zaburzenia krążenia
Środkiem usprawniającym krążenie są także kąpiele stóp. Trzy razy w tygodniu możemy stosować kąpiele na przemian w ciepłej i zimnej wodzie. Nogi moczymy kilka minut w ciepłej wodzie, a następnie na kilka sekund zanurzamy w zimnej.

Żylaki
Jedną z metod leczenia żylaków nóg jest oblewanie pleców i nóg zimną wodą. Zasada tej terapii jest prosta – w miejscach oblewanych zimna wodą kurczą się naczynia krwionośne. Reakcją organizmu jest gwałtowne przepompowanie krwi w te właśnie miejsca. Jest to zatem mechanizm wymuszający lepsze krążenie. W leczeniu żylaków ma to istotne znaczenie.

UWAGI

Zimnych lub chłodnych kąpieli nie powinno się stosować przy chorobach nerek i pęcherza moczowego.
Gorąca kąpiel przeciwwskazana jest przy chorobach serca i układu krążenia.
Po kąpielach i zabiegach wodnych wskazany jest półgodzinny odpoczynek
Leczymy miażdżycę
emo
W przypadku genetycznych defektów enzymów powiązanych z metabolizmem homocysteiny ... korzystna byłaby próba ograniczenia podaży metioniny, czyli mięsa i jego przetworów. Warunkiem jest jednak zachowanie stałej kontroli poziomu witaminy B12 i natychmiastowa kompensacja za pomocą suplementacji ewentualnych spadków poniżej normy.

bonavita.pl/homocysteina-rola-szkodliwosc-badanie-normy-dieta-modulatory-i-czynniki-ryzyka
Leczymy miażdżycę
emo
Leczymy miażdżycę

Rozwój miażdżycy w organizmie badamy analizując poziom homocysteiny w krwi.

U człowieka całkowicie zdrowego powinna być w okolicach 5,88 µmol/l.
Norma jest do 10 µmol/l. Do 12-13 µmol/l. pacjent nie odczuwa dolegliwości. Stan maksymalnie alarmujący z całą masą powikłań jest w zakresie 20-30 µmol/l..


Do obniżenia homocysteiny należy przyjmować pod kontrolą lekarza witaminy B6, B9 i B12

Należy wykluczyć z diety przetwory mleczne i sery żółte, a sery białe, mleko i masło spożywać w umiarkowanej ilości.
Należy wykluczyć także picie kawy, palenie tytoniu, picie alkoholu, oraz ograniczyć spożycie słodyczy i cukru.

Należy też dołączyć do codziennej diety;

kaszę jaglaną, gryczaną, ziemniaki i jabłka, oraz produkty bogate w witaminy B1, B6, B9, B12, krzem

Jedzenie mięsa zwiększa poziom homocysteiny więc warto graniczyć je do podrobów (np wątróbka ma dużą zawartość witaminy C i lecytyny), ryb


Witamina B1 (tiamina) współuczestniczy w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego, mięśni i serca. Jest więc niezbędna w codziennej diecie, a jej niedobór może mieć poważne skutki. W skrajnych przypadkach może dojść do rozwoju choroby beri beri, czyli zaburzenia pracy mięśni, niewydolności układu krążenia, co może doprowadzić nawet do śmierci.



Witamina B1 (tiamina)- rola w organizmie
Tiamina współuczestniczy w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego oraz wspomaga pracę układu sercowo-naczyniowego.² Przypuszcza się również, iż może wpływać na prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego. Dowiedziono też, że tiamina wykazuje właściwości antyoksydacyjne.

Naukowcy z Warwick University (Wielka Brytania) wykazali, że odpowiednie dawki witaminy B1 mogą odwrócić wczesne uszkodzenia nerek u osób z cukrzycą typu II.³ Badania wykazały, że pod wpływem wysokiej dawki witaminy B1, podawanej przez 3 miesiące, zmalała utrata białka z moczem (co jest objawem uszkodzenia nerek). Wcześniejsze badania tych samych naukowców wykazały, że od 70 - 90 proc. osób zmagajacych się z cukrzycą typu I i II ma niedobory witaminy B1.

Witamina B1 - objawy i skutki niedoboru
Niedobory witaminy B1 mogą występować przy wysiłku fizycznym i umysłowym, wyczynowym uprawianiu sportu, w przypadku picia dużej ilości alkoholu, kawy i herbaty, a także u osób prowadzących aktywny tryb życia i narażonych na długotrwały stres oraz u osób starszych.

Niedobór witaminy B1 w organizmie objawia się:

Długotrwałe niedobory mogą spowodować chorobę beri-beri (zaburzenie pracy mięśni, niewydolność układu krążenia - prowadzące nawet do śmierci).
skurczami i bólami mięśni
zapaleniem nerwów
niedowładami
zaburzeniami trawienia
trudnościami z koncentracją i pamięcią
uczuciem chronicznego zmęczenia
a także niewydolnością krążenia, opuchlizną kończyn górnych i dolnych

Szczególnie dużo witaminy B1 jest w tkankach aktywnych metabolicznie (wątroba, serce), a także w produktach zbożowych grubego przemiału, mięsie, wędlinach (szczególnie w wieprzowinie), roślinach strączkowych (grochu, fasoli) oraz drożdżach, orzechach, słoneczniku, rybach, owocach i warzywach.
Tiamina jest zgromadzona głównie w warstwie zewnętrznej ziaren zbóż, dlatego procesy technologiczne polegające na łuskaniu i polerowaniu zubażają w nią mąkę. Tiaminę rozkłada tiaminaza, enzym obecny w surowych rybach.




Bogatym źródłem kwasu foliowego ( Witamina B9) są ryż i zielone warzywa liściaste, jak brukselka, szpinak, kapusta włoska, sałata; szparagi, kalafior, brokuły, cykoria, poza tym wątróbka, pełne ziarna zbóż, rośliny strączkowe, oraz banany, cytrusy i sok z pomarańczy oraz w mniejszych ilościach kwas foliowy (B9) jest w pomidorach, grochu, fasoli, soczewicy, soi, buraku, słoneczniku, orzechach, żółtku jaja, pszenicy i awokado.


Witamina B12 produkowana jest głównie przez bakterie żyjące w układzie pokarmowym zwierząt. U człowieka powstaje w symbiozie z bakteriami układu pokarmowego. Następuje to dopiero w dystalnych częściach układu trawiennego, to jest w jelicie grubym. Ma to znaczące konsekwencje, gdyż w tej części jelit witaminy nie podlegają wchłanianiu i wszystko co wyprodukują bakterie, zostaje wydalone wraz z kałem.
Witamina B12 występuje głównie w produktach pochodzenia zwierzęcego. Do źródeł witaminy B12 w pożywieniu człowieka należą produkty mięsne, ryby, jajka, mleko i jego przetwory, pieczarki. W witaminę tę często są wzbogacane płatki śniadaniowe. Wbrew wcześniejszym poglądom, glony nie zawierają witaminy B12, tylko jej analog strukturalny, który w przypadku człowieka jest nieprzyswajalny i może utrudniać wchłanianie właściwej witaminy. Produkty sojowe są wzbogacane w witaminę B12 w celu zapobiegania niedoborom tej witaminy u osób, które nie spożywają produktów odzwierzęcych (weganie). Stosuje się także suplementy diety. Pewne wskazówki może zawierać również dieta Genmai-Saishoku, która zawiera brązowy ryż, warzywa oraz algi morskie. Jest to dieta wegańska, jednak poziom witaminy B12 w osoczu dorosłych i dzieci, którzy ją stosują, nie odbiega od wyników grupy kontrolnej. Jak dotąd naukowcom nie udało się wytłumaczyć tego zjawiska


Witamina B6 występuje w rozmaitych produktach żywnościowych. Do najbogatszych źródeł należą: groch włoski, ryby, mięso, ziemniaki i inne warzywa skrobiowe, a także niektóre owoce (np. banany, ale nie cytrusy)[

[b]Dla osób z mutacją genu MTHRF i MTHFR podaje się specjalny kwas foliowy pod kontrolą lekarzy. [/b]

edit
Leczymy miażdżycę
emo
Dowód na to, że PŚ było pisane pod natchnieniem Ducha Świętego



Rdz 6,1-4
Zepsucie moralne ludzkości

6
1 A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. 2 Synowie Boga1, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały.
3 Wtedy Bóg rzekł: «Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat2». 4 A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach.



Za wikipedią

pl.wikipedia.org/wiki/Najstarsi_ludzie

25 najstarszych ludzi w historii


1 Jeanne Calment K 21 lutego 1875 4 sierpnia 1997 122 lata 164 dni Francja Francja

2 Sarah Knauss K 24 września 1880 30 grudnia 1999 119 lat 97 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

3 Lucy Hannah K 16 lipca 1875 21 marca 1993 117 lat 248 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

4 Marie-Louise Meilleur K 29 sierpnia 1880 16 kwietnia 1998 117 lat 230 dni Kanada Kanada

5 Emma Morano-Martinuzzi K 29 listopada 1899 15 kwietnia 2017 117 lat 137 dni Włochy Włochy

6 Violet Brown K 10 marca 1900 żyje 117 lat 111 dni Jamajka Jamajka

7 Misao Ōkawa K 5 marca 1898 1 kwietnia 2015 117 lat 27 dni Japonia Japonia

8 María Esther Capovilla K 14 września 1889 27 sierpnia 2006 116 lat 347 dni Ekwador Ekwador

9 Nabi Tajima K 4 sierpnia 1900 żyje 116 lat 329 dni Japonia Japonia

10 Susannah Mushatt Jones K 6 lipca 1899 12 maja 2016 116 lat 311 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

11 Gertrude Weaver K 4 lipca 1898 6 kwietnia 2015 116 lat 276 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

12 Tane Ikai K 18 stycznia 1879 12 lipca 1995 116 lat 175 dni Japonia Japonia

13 Elizabeth Bolden K 15 sierpnia 1890 11 grudnia 2006 116 lat 118 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

14 Besse Brown Cooper K 26 sierpnia 1896 4 grudnia 2012 116 lat 100 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

15 Jirōemon Kimura M 19 kwietnia 1897 12 czerwca 2013[3][4] 116 lat 54 dni Japonia Japonia

16 Chiyo Miyako K 2 maja 1901 żyje 116 lat 58 dni Japonia Japonia

17 Jeralean Talley K 23 maja 1899 17 czerwca 2015 116 lat 25 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

18 Maggie Pauline Barnes K 6 marca 1882 19 stycznia 1998 115 lat 319 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

19 Dina Guerri-Manfredini K 4 kwietnia 1897 17 grudnia 2012 115 lat 257 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone[a]

20 Christian Mortensen M 16 sierpnia 1882 25 kwietnia 1998 115 lat 252 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone[b]

21 Ana Vela-Rubio K 29 października 1901 żyje 115 lat 243 dni Hiszpania Hiszpania

22 Charlotte Marion Hughes K 1 sierpnia 1877 17 marca 1993 115 lat 228 dni Wielka Brytania Wielka Brytania

23 Edna Ruth Parker K 20 kwietnia 1893 26 listopada 2008 115 lat 220 dni Stany Zjednoczone Stany Zjednoczone

24 Mary Ann Rhodes K 12 sierpnia 1882 3 marca 1998 115 lat 203 dni Kanada Kanada[c]

25 Harumi Nakamura K 15 marca 1900 27 września 2015 115 lat 196 dni Japonia Japonia
Rdz 6,1-4 120 lat
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
fredmax napisał:
Prawdopodobnie ta asteroida wywołująca potop uderzyła obok Atlantydy. Platon opisuje, że Atlantyda była na wyspach. Podania Egipskie podają też informacje o Atlantydzie. Jakby asteroida uderzyła w same wyspy (ląd) to skutki byłyby nieco odmienne i nie wywołałyby tak dużej fali tsunami.

Poza falą tsunami, która obiegła całą ziemię zatapiając wszystkie duże organizmy do wysokości ok 3 tysięcy metrów nad poziomem morza upadek asteroidy wyrzucił także część atmosfery w kosmos i obecnie jest ona znacznie rzadsza niż przed potopem.
Geneza i datowanie ...
COM_KUNENA_MORE
Wygenerowano w 6.68 sekundy