Home
Błąd
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

frater (frater)

  • Offline
  • Super Administrator
  • Ranga: Administrator
  • Data rejestracji: 10/20/2011
  • Ostatnia wizyta: 06/19/2021
  • Strefa czasowa: GMT +1:00
  • Czas lokalny: 11:48
  • Wiadomości: 1395
  • Odsłon profilu: 6260
  • Oklaski: 8
  • Miejsce: gg 304230
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data urodzenia: Nieznana

Podpis

Posty

Posty

emo
Skoro nie mogło powstać coś z niczego i bez miejsca czy przestrzeni, i bez materii, i energii, (ile byśmy nie cofali się do tyłu), to pozostaje wyłącznie druga możliwość - istnieje Bóg Stwórca - innej możliwości nie ma.
100% dowód na istnie ...
emo
Francis Houle: mąż, ojciec 5 dzieci i stygmatyk

pl.aleteia.org/2018/01/23/francis-houle-maz-ojciec-5-dzieci-i-stygmatyk/

Jezus powiedział mu: „Odbieram ci twoje ręce i daję Moje”.


Rodzina wielkiej wiary
Pośród stygmatyków czasów współczesnych jest także Irving „Francis” Houle – z pozoru zwykły Amerykanin. Urodził się w 1925 r. w miejscowości Wilson, na północny stanu Michigan. Jego rodzice, Peter i Lillian Houle, mieli w sumie sześcioro synów i jedną córkę. W trakcie Wielkiego Postu cała rodzina codziennie odmawiała różaniec, a co niedziela, po mszy świętej, wszyscy z inicjatywy ojca odprawiali drogę krzyżową. Niewątpliwie była to rodzina wielkiej wiary.

Irving żył tak, jak wielu Amerykanów klasy średniej na Środkowym Zachodzie. W 1944 roku ukończył szkołę średnią, a już następnego dnia zaciągnął się do armii amerykańskiej. Do końca drugiej wojny światowej walczył w Europie, Afryce i na Bliskim Wschodzie. Za swoją służbę otrzymał dwa wysokie odznaczenia wojskowe. Z wojska zwolnił się w 1946 roku.

Idąc za przykładem ojca, Irving żył jak przykładny, młody amerykański katolik. W 1948 roku poślubił Gail LaChapelle, z którą mieli piątkę dzieci: Stephena, Petera, Johna i parkę bliźniąt, Matthew i Margo. Rodzina mieszkała na północy Michigan, a Irving pracował jako szef działu w Montgomery Ward, firmie chemicznej. Był aktywnym członkiem parafii św. Józefa oraz Rycerzy Kolumba. W tej ostatniej organizacji był delegatem stanowym i członkiem czwartego stopnia z tytułem rycerza.

Stygmaty i cierpienie
Stygmaty na jego ciele ukazały się po raz pierwszy w Wielki Piątek, 9 kwietnia 1993 roku. Francis miał wówczas 67 lat. Swojemu bratu, księdzu Robertowi Foxowi (który później napisze o nim książkę), opisał moment, w którym zjawił się przed nim Jezus. Miało to miejsce w Środę Popielcową, na samym początku Wielkiego Postu. Jezus zwrócił się do niego z następującymi słowami: „Odbieram ci twoje ręce i daję Moje… dotknij je”.
W Wielki Piątek obrzęk na rękach był już tak duży, że skóra na spodzie i wierzchu dłoni pękła i pojawiła się krew. Jak powiedział Walter Casey, emerytowany policjant, któremu miejscowy biskup polecił stale towarzyszyć Francisowi, pomiędzy północą i trzecią nad ranem, przez 365 dni w roku Francis odczuwał cierpienia Pana Jezusa.

Francis zwierzył się Walterowi, że dziewiętnaście razy ukazała mu się Matka Boża i zapowiedziała, że przywiedzie do niego wielu, i że on sam zostanie posłany do wielu.

Uzdrowienia: dzieło Boga
Szacuje się, że Francis modlił się nad ponad 100 tysiącami ludzi. Często wystawali oni długie godziny, aby móc zobaczyć na własne oczy tego starszego stygmatyka, który kładł na nich swoje ręce. Odwiedzający Francisa płakali, dotykali go i całowali jego ręce.

Houle nigdy sam nie zabiegał o uwagę innych, nie prosił o datki czy wsparcie. Nieustannie podkreślał, że wszelkie uzdrowienia, czy to fizyczne, czy duchowe, są dziełami Boga, i dlatego Jemu samemu, w Osobie Pana Jezusa, należy się chwała i wdzięczność.

Houle zmarł 3 stycznia, w pierwszą sobotę 2009 roku. Przeżył lat 83, w tym przez ponad 15 lat nosił na swoim ciele stygmaty. Jest jednym z niewielu świeckich stygmatyków w historii Kościoła.

Dwóch biskupów z diecezji Marquette, w stanie Michigan, bp James H. Garland oraz bp Alexander K. Sample, nie mieli do działalności Houle’go żadnych zastrzeżeń i pobłogosławili jego poczynania. Jednak, jak dotąd, informacje o Francisie Houle nie zostały przekazane do Rzymu.

Oto modlitwa autorstwa Houle’go:

O, mój Jezu! Ciężkie jest moje serce.
Z trudem znoszę Twoje brzemię.
O, Jezu, pozwól mi proszę
wziąć na moment Krzyż Twój święty.
Chcę Ci pokazać, że jestem przy Tobie.
Spójrz na mnie, Panie, oczyma swojego miłosierdzia.
Niech spoczną na mnie Twe uzdrawiające ręce.
I jeśli taka Twoja wola,
obdarz mnie zdrowiem, siłą i pokojem.
Amen.
Francis Houle
Kategoria: Stygmatycy
emo
Imprimatur

www.catalinarivas.pl/55-2/

treść Tajemnicy Mszy Świętej

TAJEMNICA MSZY-SWIET ...
Kategoria: Mistyka
emo
Imprimatur

www.catalinarivas.pl/55-2/


Tu treść Tajemnicy Mszy Świętej

TAJEMNICA MSZY ŚWIĘT ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Stygmatyczka Catalin ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Wszystkie książki mistyczki Cataliny Rivas posiadają Imprimatur.

www.catalinarivas.pl/55-2/
Stygmatyczka Catalin ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Stygmatyczka Catalin ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
pracownik.kul.pl/files/10591/public/Ksiazki/Vademecum_duchowosci_katolickiej.pdf

Vademecum Duchowości Katolickiej
101 pytań o życie Duchowe
ks. prof. dr. hab. Marek Chmielewski
Szczytne książki
emo
www.polskieradio24.pl/39/156/Artykul/2503707,Wladyslaw-z-Gielniowa-%e2%80%93-blogoslawiony-patron-Warszawy

W tych dniach obchodzimy 516. rocznicę śmierci błogosławionego Władysława z Gielniowa. Dzień Jego odejścia nie jest określony jednoznacznie, a historycy podają datę 4 lub 5 maja 1505 roku. Wynika to z faktu, że ten patron Warszawy, po słynnym kazaniu w Wielki Piątek tak dalece zaniemógł, że bracia zakonni zanieśli go do infirmerii, gdzie nieprzytomny, pośród innych chorych odszedł po kilku dniach do Boga w dniu niedokładnie oznaczonym. Do dzisiaj pozostaje w poczcie patronów Warszawy, jest też uważany za ojca literatury polskiej i języka polskiego we mszach świętych. Był poetą i kaznodzieją zarazem.

Na obrazach przedstawiany jest jako lewitujący zakonnik, co wiąże się z wydarzeniami tuż przed jego śmiercią. Pisma historyczne opisujące świętych i błogosławionych tak relacjonują te zdarzenia:

"Do historii przeszło ostatnie kazanie Władysława z Gielniowa wygłoszone w Wielki Piątek 1505 roku w kościele św. Anny w Warszawie. W trakcie głoszenia nauki zakonnik wpadł w ekstazę, a potem na oczach obecnego w kościele tłumu, ze słowami "Jezu! Jezu!" uniósł się nad ambonę i przez kilka chwil lewitował nad nią. Potem upadł na ziemię i stracił przytomność. Nie odzyskał jej już nigdy. Umarł kilka dni później".

W kolejnej relacji dowiadujemy się, że "pochowano go pod podłogą chóru zakonnego w kościele pw. św. Anny w Warszawie i tam jego relikwie przechowuje się do dziś".

Słynny ksiądz Piotr Skarga tak opisuje te ostatnie posługi (pisownia oryginalna): "Pochowany został na środku chóru Ojców Bernardynów warszawskich, pod tem miejscem, gdzie się pali lampa przed Przenajświętszym Sakramentem. Lecz w roku Pańskim 1572 Arcybiskup Karnkowski, będąc w Warszawie miał objawienie, w którem błogosławiony Władysław polecił mu w Imieniu Pana Boga, aby zwłoki jego na właściwszem miejscu umieszczone zostały. Przeniesiono je więc z wielką czcią i przy uroczystym obchodzie, na którym król Zygmunt August był obecny, złożono po prawej stronie wielkiego ołtarza, gdzie dotąd zostają w osobnej kaplicy. Przy grobie jego wiele zaszło cudów, wskutek czego Papież Benedykt XIV wpisał Władysława w poczet Błogosławionych i jednym z głównych patronów Polski i Litwy ustanowił".

Błogosławiony Władysław (Ładysław) jest ważną postacią w polskim Kościele katolickim. Po tym jak 11 lutego 1750 roku papież Benedykt XIV wydał dekret, w którym zatwierdził kult błogosławionego Władysława, stał się on też patronem Królestwa Polskiego i Litwy, miasta Warszawy i parafii na obecnym Warszawskim Natolinie.

W tamtych czasach Natolin jeszcze nie istniał, a historia jego powstania sięga dopiero okresu panowania Jana III Sobieskiego. Uroczystości beatyfikacyjne odbyły się według portalu "brewiarz.pl" w późniejszym okresie:

"Właściwe uroczystości przygotowano jednak dopiero w roku 1753, łącząc je z 300. rocznicą przybycia bernardynów do Polski. W roku 1759 Klemens XIII ogłosił bł. Władysława patronem Królestwa Polskiego i Litwy. 19 grudnia 1962 r. papież Jan XXIII ogłosił go głównym patronem Warszawy. Obecnie bł. Władysław jest patronem drugorzędnym, a główną Patronką Warszawy jest Najświętsza Maryja Panna Łaskawa z wizerunku znajdującego się w kościele jezuitów przy archikatedrze na Starym Mieście".

Władysław z Gielniowa biegle władał zarówno łaciną jak i językiem polskim. To on starał się wprowadzać polskie akcenty do mszy świętych w celu przybliżenia liturgii Polakom, z których znacząca większość łaciny nie znała. Po łacinie pisał dla współbraci, a po polsku dla ludu. Łacińskie teksty to głównie utwory modlitewne lub sławiące przymioty wiary i zakonne – jak choćby modlitwa do św. Brygidy, wierszowany wykaz kar pokutnych, pieśń do Matki Bożej na czas zarazy czy poemat o biblijnej "Pieśni nad pieśniami".

Po polsku pisał przede wszystkim pieśni przeznaczone dla wiernych. Należą do nich: "pieśń na Boże Narodzenie Augustus, kiedy krolował (zob. fragmenty w dziale Z pieśni bożonarodzeniowych), pieśń pasyjna Żołtarz Jezusów, pieśń Jasne Krystowo oblicze, nawiązująca do apokryficznej legendy o obliczu Chrystusa odbitym w cudowny sposób na chuście Weroniki, pieśń-modlitwa do Jezusa o siedem darów Ducha Świętego (Jezu, Zbawicielu ludzski) oraz przedstawione poniżej dwie pieśni o tematyce maryjnej: Anna, niewiasta niepłodna i Już się anjeli wiesielą".

Badacze polskiej literatury okresu średniowiecza tak charakteryzują jego styl: "Władysław z Gielniowa pisał regularnym wierszem sylabicznym, stosował rymy wewnętrzne, anafory, akrostychy i układy abecedariuszowe. Większość jego pieśni polskich, a więc przeznaczonych dla ludu, ma charakter wierszowanych legend opartych na popularnych wątkach apokryficznych. Odbija się w nich żarliwe nabożeństwo do Matki Bożej i Jezusa w duchu devotio moderna i propagowanej przez nią modlitwy myślnej. Dzięki twórczości bernardyńskiego poety język polski zaczął częściej i donośniej rozbrzmiewać w murach naszych świątyń".

Tym, którzy chcieliby zapoznać się z tą piękną twórczością, w duchu dawnego języka polskiego, sugerujemy odwiedzenie strony internetowej pod adresem: staropolska.pl/sredniowiecze/poezja_religijna/Gielniowczyk_01.html

Wśród historyków Kościołą uchodził za zakonnika unoszącego się nad ziemią – na pamiątkę wielkopiątkowego kazania. Należy też dodać, że wszędzie chodził boso i z prawdziwą nabożnością oddawał się pokutom cielesnym.
bł. Władysław z Giel ...
Kategoria: Lewitacja
emo
Mamy dwie możliwości z których jedna na pewno jest fałszywa przy czym druga możliwość na pewno jest prawdziwa. Innej możliwości nie ma.

Skoro NIE mogło powstać COŚ z niczego... I bez miejsca czy przestrzeni, bo nie mogło POWSTAĆ , - Nie wiem ile byśmy nie cofali się do tyłu, to pozostaje wyłącznie druga możliwość :

- Istnieje Bóg Stwórca.

Innej możliwości NIE MA.

Oczywiście, ktoś zada pytanie: a skąd się wziął Bóg?

Tutaj jest odpowiedź: Możliwym jest, że Stworzył nas Bóg i tak uczynił, że pewnych spraw nie jesteśmy w stanie pojąć, to jest możliwe, podobnie jak np kot czy pies nie pojmuje działania telewizji czy samochodu, to jest możliwe, natomiast nie jest możliwe by COŚ powstało z niczego i bez miejsca-przestrzeni... Jest to niemożliwe w 100%.

Z dwóch możliwości na placu boju pozostaje tylko jedna i ona musi być prawdziwa.


Jeśli nie mogło powstać cokolwiek bez miejsca/przestrzeni i bez energii, materii itp

To odpowiedź jest jedna: Istnieje Bóg Stwórca.
100% dowód na istnie ...
emo
Ewangelia (J 14, 7-14)
Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca
Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście».

Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy».

Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię».
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Fulla Horak
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
J 12, 44-50
Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.

Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie zachowuje, to Ja go nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić.

Kto Mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które wygłosiłem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ojciec, który Mnie posłał, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział».
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Ewangelia (J 3, 7b-15)
Trzeba się powtórnie narodzić
Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Nikodema:

«Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha».

Na to rzekł do Niego Nikodem: «Jakżeż to się może stać?»

Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: «Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, co widzieliśmy, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.

A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne».
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo


Matka Boża, Rzym, Papież Franciszek, Błogosławieństwo Urbi et Orbi, 27 03 2020, (video)
Mama Boża, Rzym, Pap ...
Kategoria: Inne Cuda Boże
emo
Narodziny i rodzina
Maria Grazia Tarallo urodziła się w Barra, dziś na przedmieściach Neapolu, ale wówczas niezależną gminę, 23 września 1866 r., Przez Leopoldo Tarallo, miejskiego ogrodnika i Concetta Borriello, kobietę o wielkiej witalności.
W swojej rodzinie miał sześciu innych braci i sióstr, z których dwóch zmarło jako dzieci. Wśród mężczyzn przeżyli Gabriele i Vitaliano, a siostry Drusiana i Giuditta zostały zakonnicami jego własnego Zgromadzenia, nosząc odpowiednio imiona Maria del Sepolcro i Maria della Sacra Lancia.
Maria Grazia zawsze mieszkała w środowisku rodzinnym w Barra, otrzymując podstawowe wykształcenie najpierw w prywatnej szkole, a następnie w szkole Sióstr Stimmatine. Pierwszą komunię przyjęła 7 kwietnia 1873 roku wyjątkowo w wieku prawie siedmiu lat, za zgodą proboszcza, który uznał ją za dojrzałą.
Była jeszcze dzieckiem, kiedy zdobyła szacunek i podziw wielu rodzin w Barra, stając się dobrym przykładem dla rówieśników dzięki swojej gorliwości w modlitwie.

Małżeństwo cywilne za posłuszeństwo
Miała 23 lata, kiedy jej ojciec Leopoldovolle narzucił jej wolę poślubienia jej, mimo że Maria Grazia wyrażała chęć zostania zakonnicą od czasu dorastania. Musiał więc zaakceptować młodego Raffaele Arutę jako chłopaka, ale zawsze zachowywał powołanie zakonne w swoim sercu.
Uspokajając ją niejasnymi obietnicami, ojciec zabrał ją 13 kwietnia 1889 roku do gminy Barra, ostatecznie zmuszając ją do oficjalnego przyjęcia młodej narzeczonej ceremonii cywilnej: zgodnie z powszechną praktyką ślub w kościele został przełożony, podczas gdy młoda małżonkowie wrócili do swoich rodzin.
Po powrocie z ratusza, podczas zwykłych posiłków w domu z krewnymi, Raffaele Aruta miał ujście krwi, objaw gruźlicy, która nękała ówczesną ludność, dotykając wszystkich grup wiekowych i płci. Wprowadzając na miejsce główne znane lekarstwo, czyli zmianę powietrza, zabrano go do Torre del Greco na zboczach Wezuwiusza, obszaru zdrowego powietrza, gdzie jednak choroba uległa nieodwracalnemu zaostrzeniu.
Młody człowiek zmarł 27 stycznia 1890 r., Dziewięć miesięcy po ślubie cywilnym z Marią Grazią, która, choć nie poszła do jego łóżka, tak bardzo modliła się, aby przyjął wolę Bożą. Ojciec był mocno wstrząśnięty incydentem i zaczął złagodzić wrogość wobec powołania religijnego córki.

W klasztorze Uroczych Krucyfiksów Jezusa w Najświętszym Sakramencie
Dnia 1 czerwca 1891 r. Maria Grazia w wieku 25 lat przedstawiła się Matce Marii Pia della Croce, w towarzystwie ojca i dobrego pisemnego sprawozdania spowiednika Don Domenico Romano. Była założycielką i przełożoną Zgromadzenia Ukrzyżowanych Adoratorek Jezusa w Sakramencie, zgromadzenia założonego za namową Kardynała Arcybiskupa Guglielmo Sanfelice 20 listopada 1885 r. (Od 1978 r. Znane są one jako Siostry Ukrzyżowane Adoratorki Eucharystii). Zaledwie dwa miesiące temu, od kwietnia 1891 roku, otworzył klasztor San Giorgio a Cremano, który stanie się domem macierzystym. Założycielka (Czcigodna od 2016 r.) I pierwsze siostry wspólnoty były bardzo zadowolone z nowej postulantki, która od razu wyróżniła się pokorą, uległością i miłością do pracy.
Matka Notari zeznała w procesie diecezjalnym, że Maria Grazia przybyła do klasztoru poprzedzona kilkoma głosami, które przypisywały jej dar widzenia Matki Boskiej Bolesnej, otoczonej przez Siedmiu Założycieli Służebnic Maryi, tak jak jest ona obecnie przedstawiona w grupie rzeźb obecnych na bocznym ołtarzu kaplicy Domu Macierzystego.
Ponadto śniły jej się Siostry tego Instytutu ubrane w czerwoną „cierpliwość” (szeroki pas materiału, który biegnie po całej osobie z przodu i od ramion), podczas gdy w pierwszej wersji habitu zakonnic był czarny i taki był czas Marii Grazii; zmieniono ją na czerwoną po latach, kiedy Reguła została zatwierdzona przez Stolicę Apostolską.
Po okresie próbnym przyjął habit zakonny. Imię Siostry Marii della Passione zostało z niej wyciągnięte losem, ale była bardzo zadowolona, ​​ponieważ w swej duszy była już mistykiem Męki Pańskiej.
Jej talenty i cnoty ujawniły się przede wszystkim podczas nowicjatu, który rozpoczął się 11 listopada 1891 roku: ku zadowoleniu mistrzyni nowicjuszki i podziwu pozostałych sióstr została przyjęta do złożenia ślubów zakonnych 20 listopada 1892 roku. Wspólnota różne zadania zawsze z gorliwością, uwagą, ofiarą z siebie, na chwałę Boga i duchowe dobro dusz.

Droga zakonnicy Maryi Męki Pańskiej
W dwa lata po ślubie, 21 listopada 1894 r., Siostra Maria della Passione została przeniesiona do nowego domu w Castel San Giorgio w prowincji Salerno. Pozostał tam do stycznia 1897, kiedy wrócił do San Giorgio a Cremano. Od lata 1902 roku jego duchowym ojcem był ks. Luigi Fontana, który zebrał swoje intymne mistyczne tęsknoty i będzie ich wiernym tłumaczem i opiekunem.
18 marca 1903 r. Siostra Maria della Passione złożyła śluby wieczyste; 18 sierpnia 1904 r. został przeniesiony do Neapolu przy Via Tribunali, gdzie pozostał do zamknięcia domu w styczniu 1906 r., a następnie wrócił do San Giorgio a Cremano.
W tym okresie Sangiorgese Siostra Maria, jak powiemy później, doznała brutalnego znęcania się przez diabła, zwłaszcza gdy na zaproszenie założyciela zaczęła intensywnie modlić się o nawrócenie grzesznika. Atak był wtedy tak gwałtowny, że spowodował uraz prawej ręki, który spowodował głęboką ranę.
20 lutego 1907 r. Konieczna była operacja, podczas której usunięto ważne więzadło. W konsekwencji Siostra Maria della Passione nie mogła już artykulować ramienia, które pozostawało bezwładne.
Choć niepełnosprawna w pracy, potrafiła wykonywać inne zadania we wspólnocie, zawsze z zapałem i posłuszeństwem: od 1909 do 1910 była wikariuszką przełożonej Domu Macierzystego, a od 1910 do 1912 pełniła delikatną i ważną rolę. Mistrzyni nowicjuszy.

Duchowość i charyzmaty
Aspekt duchowy został skutecznie wyeksponowany w deklaracjach matki założycielki i ojca duchowego, Ks. Luigiego Fontany. Wyłonił się obraz jednej z najbardziej znaczących postaci kobiecych w historii mistyki Kościoła neapolitańskiego, który nadał szczególny sens jej życiu, poświęconemu ziemskim wydarzeniom Chrystusa i rozważaniu Jego Męki.
Wśród elementów jego wielopłaszczyznowej osobowości wyłania się miłość do Eucharystii, poprzedzona miłością do męki Jezusa, aby osiągnąć zadośćuczynienie jako ofiara pokuty. Co więcej, kult Maryi Bolesnej zajmował centralne miejsce w jego życiu, ponieważ uważał Ją za swoją Matkę i Nauczycielkę, aby wniknęła głęboko w tajemnicę Chrystusa. Wszystko było w pełni tożsame z charyzmatem założycielki, jej przewodniczki i powiernika oraz jej współczesnych, żyjących wraz z nią w rozwoju rodzącej się wspólnoty.
Spędzała długie godziny przed Tabernakulum na adoracji Jezusa Eucharystii, do tego stopnia, że ​​matka przełożona została zmuszona do wyznaczenia jej bardziej ustronnego i spokojnego miejsca, ponieważ zajmowała miejsce przejścia dla sióstr w chórze.
Modlitwa była jego głównym zajęciem: pozostawał w chórze w adoracji do trzeciej lub czwartej rano, czasem całą noc; żyła całkowicie oderwana od rzeczy ziemskich, zadowalając się tym, co wydała Wspólnota.
Siostra Maria della Passione wzięła wtedy sobie do serca misję złożenia się w ofierze zadośćuczynienia za grzeszników, a zwłaszcza za księży, którzy odeszli od swej posługi; w tym celu pościł i zdyscyplinował się aż do krwi, także po to, by naprawić świętokradztwa popełnione przeciwko Świętej Eucharystii.
Z biegiem lat jej reputacja jako roztropnej kobiety zdolnej do doradzania rozszerzyła się poza klasztor. Wiele osób zwracało się do niej z pewnymi okresami po radę, modlitwę, pocieszenie i odwagę; było to również zwyczajowe dla innych sióstr, a często dla samej założycielki. Na koniec trzeba powiedzieć, że różni księża diecezji zwracali się do niej, aby wzmocnić swoją wiarę lub przezwyciężyć wewnętrzne problemy.
Będąc najbardziej posłuszna kierownikowi duchowemu i przełożonej, wykorzystywała tę cnotę do przerywania długich postów i pozbawienia niektórych pokarmów lub napicia się; jej przełożeni musieli uciekać się do posłuszeństwa, aby ją nakarmić.
Miał dar proroctwa, który budził zdziwienie, w tym kard. Giuseppe Prisco, któremu przepowiedział swoją konsekrację na arcybiskupa Neapolu. Matka Notari i kierownik duchowy ojciec Fontana stwierdzili następnie, że siostra Maria della Passione miała stygmaty na stopach i klatce piersiowej. Wreszcie nastąpiły cudowne uzdrowienia, których świadkami była Założycielka i inne zakonnice.

Prowokacje i męki diabła
Siostra Maria della Passione zawsze znosiła siłą i rezygnacją wiele napaści i nękania ze strony diabła, który dręczył ją i przerażał strasznymi wizjami i biciem. Z wielką prostotą zwierzył się Matce Notari, że oparzenia, które można było zobaczyć na jego policzku i prawej dłoni, zostały mu zadane przez diabła podczas jednej z jego tortur. W nocy z jej pokoju dobiegały hałasy, bardzo przerażające inne zakonnice, które twierdziły, że to diabeł maltretował siostrę Marię della Passione.
Kulminacją tych ataków był wspomniany wyżej poważny uraz, który doznał jej prawego ramienia i który po operacji próbował ją wyleczyć, unieważnił ją do tego stopnia, że ​​nie mogła już wykonywać zadań, które były jej należne. do niej.
Ten aspekt życia przyszłego Błogosławionego był z pewnością najtrudniejszy do rozszyfrowania, biorąc pod uwagę naturalną i przysłowiową roztropność Kościoła, by nadać wyższą wartość zjawiskom, które w innych przypadkach można by zakwalifikować jako objawy i zaburzenia neuropatologiczne. Z tego powodu był później przedmiotem ekspertyz i teologów, w tym o. Agostino Gemelli.
Z pewnością Maryja Męki Pańskiej była prostą zakonnicą, która stała się wielką kontemplacyjną i mistyczną postacią, nawet jeśli nie była silnym płaczem, ale zasługuje na to, by być znaną z oryginalności i kompletności mistycznych zjawisk, o które została wzbogacona o wyjątkowość. dar Boży

Śmierć i reputacja świętości
Jego śmierć nastąpiła 27 lipca 1912 r. W San Giorgio a Cremano, ale przewidział ją miesiąc wcześniej. Przyczyny jej śmierci nie zostały dokładnie określone, chociaż odwiedziło ją czterech lekarzy, w tym mieszkający w Mediolanie wnuk założyciela, dr Notari.
Epilog tej dziwnej choroby, która ją dotknęła, trwał około piętnastu dni, podczas których Siostra Maria miała szczególne zjawiska fizyczne, takie jak wystawianie języka wyciągniętego do przyjęcia Komunii Świętej, kiedy przez 15 dni nie przyjmowała jedzenia i nie mogła połykając kroplę wody, tak że język wysechł i sprawiał wrażenie skręconego.
Ponadto prawe ramię, które było sparaliżowane przez pięć lat, trzy dni przed śmiercią, zaczęło poruszać się normalnie, ku zdziwieniu wszystkich obecnych, do tego stopnia, że ​​mógł łatwo prześledzić znak krzyża.
Ciało pozostawało przez trzy dni wystawione w kościele klasztornym, pozostając giętkie i bez śladów rozkładu. Wielu wiernych przybyło z San Giorgio a Cremano i z okolicznych wiosek, aby oddać hołd „świętej mniszce”. Pogrzeb odbył się w wielkiej rzeszy ludzi: zwłoki nowicjuszy przeniesiono na pobliski cmentarz miejski i tam pochowano w kaplicy pana Tarallo, wielbiciela Siostry Marii.

Proces beatyfikacyjny
Z wyraźnej woli kard. Prisco zwyczajny proces w sprawie heroiczności cnót Siostry Marii della Passione rozpoczął się 11 marca 1913 r., Tuż po jej śmierci; ukończono go 1 lipca 1918 r. W międzyczasie 20 kwietnia 1914 r. zwłoki przeniesiono z prywatnej kaplicy do głównego kościoła na cmentarzu San Giorgio a Cremano. Przebywał tam do 9 listopada 1916 r., Kiedy został przeniesiony do kościoła domu macierzystego Sióstr Ukrzyżowanych Adoratorek Eucharystii.

Cud beatyfikacyjny
Podczas ekshumacji w 1914 r. Na obustronną jaglicę przebywał chłopiec Francesco Cimino z Nocera Superiore. Po przyjęciu Komunii św. Ze swoimi wujami (który znał księdza Luigiego Fontanę, który został postulatorem sprawy i biografem Sługi Bożego), zbliżył się do zwłok. Kapłan, który był blisko, położył rękę zmarłego na jego oczach: natychmiast odzyskał wzrok. Później dwie jego córki weszły do ​​Sióstr Ukrzyżowanych.
Uzyskana łaska została dokładnie zbadana podczas diecezjalnego procesu dotyczącego cudu, zatwierdzonego 10 października 1995 r .; w tym samym okresie w Rzymie zaprezentowano „Positio super virtutibus”.
Dekret o heroiczności cnót został ogłoszony 19 kwietnia 2004 r. Po specjalnym zjeździe konsultorów teologicznych (10 grudnia 2003 r.) Oraz po posiedzeniu kardynałów i biskupów będących członkami Watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych (16 marca 2004 r.) ).
Co do potencjalnego cudu, uzyskał pozytywną opinię z konsultacji lekarskiej 22 kwietnia 2004 r., Konsultorów teologicznych 22 października tego samego roku oraz kardynałów i biskupów, którzy byli członkami Kongregacji w dniu 8 lutego 2005 r. 19 W grudniu 2005 roku papież Jan Paweł II zezwolił na promulgację dekretu, który uznał go za niewytłumaczalną, pełną i trwałą łaskę.

Beatyfikacja
Obrzęd beatyfikacji Siostry Maria della Passione, której przewodniczył kardynał José Saraiva Martins, prefekt w czasie watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych odbyło się w ramach Eucharystii w katedrze w Neapolu w dniu 14 maja 2006.
Do diecezja neapolitańska była pierwszym przypadkiem beatyfikacji, zgodnie ze wskazaniami opublikowanymi w 2005 roku, zgodnie z którymi obrzęd musi odbyć się w diecezji, która promowała ten proces lub w innym odpowiednim miejscu.
W ten sposób spełniło się pragnienie wyrażone przez ówczesną młodą nowicjuszkę Marię Grazia Tarallo: „Chcę stać się świętą, kochając Chrystusa w Eucharystii, cierpiąc z Chrystusem Ukrzyżowanym, patrząc na Chrystusa w osobie brata”.


Autor: Antonio Borrelli i Emilia Flocchini
Bł. Maria od Męki Pa ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
Błogosławiona Maria od Męki Pańskiej (Maria Grazia Tarallo)

Miał dar proroctwa, który budził zdziwienie, w tym kard. Giuseppe Prisco, któremu przepowiedział swoją konsekrację na arcybiskupa Neapolu. Matka Notari i kierownik duchowy ojciec Fontana stwierdzili następnie, że siostra Maria della Passione miała stygmaty na stopach i klatce piersiowej. Wreszcie nastąpiły cudowne uzdrowienia, których świadkami była Założycielka i inne zakonnice.



www.santiebeati.it/dettaglio/90840
Bł. Maria od Męki Pa ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
W programie Jana Pospieszalskiego " Warto Rozmawiać" była mowa o skutecznym leku na COVID-19 Amantadynie.

Czyli lek warty bodajże kilka złotych doprowadzi do bankructwa wiele koncernów farmaceutycznych, które zainwestowały w badania nad szczepionką grube pieniądze.

Swoją cegiełkę do leczenia koronawirusa Amantadyną dołożył wiceminister Marcin Warchoł, który wyleczył się tym lekiem wraz z żoną i rodziną.

twitter.com/marcinwarchol/status/1338217328417386501

13 grudnia 2020 r. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł napisał na Twitterze: "Amantadyna działa na covid! Jestem przykładem. Najpierw syn, potem żona, w końcu ja: wysoka gorączka, ogromny ból, silny kaszel, wg. lekarza tak 7 dni, a potem apogeum, więc wziąłem amantadynę – piorunujący efekt! Zadziałało!". Warchoł zapowiedział też, że będzie domagał się, by Ministerstwo Zdrowia zajęło się tym lekiem.


pulsmedycyny.pl/rzecznik-mz-nie-ma-badan-klinicznych-potwierdzajacych-skutecznosc-amantadyny-w-leczeniu-covid-19-1103243

Neurolog prof. Konrad Rejdak otrzymał zgodę komisji bioetycznej i jest w trakcie kolejnych badań dotyczących skuteczności stosowania amantadyny w leczeniu chorych neurologicznych zagrożonych infekcją SARS-CoV-2. Lekarz ujawnia wyniki swoich pierwszych obserwacji: u pacjentów z zakażeniem potwierdzonym testem, którzy wcześniej przyjmowali amantadynę, nie rozwinął się pełnoobjawowy COVID-19. Lekarz jednak zastrzega, że jest to faza testów.

portal.abczdrowie.pl/amantadyna-co-to-za-lek-i-jak-dziala


- Mam ponad 500 udokumentowanych przypadków wyleczeń z COVID-19 przy użyciu amantadyny - mówi Interii dr Włodzimierz Bodnar, pediatra i specjalista chorób płuc z Przemyśla. Jego zdaniem rząd powinien już wcześniej zlecić badania skuteczności tego leku. Na konferencji prasowej zapowiedział to minister zdrowia Adam Niedzielski.


wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-amantadyna-a-covid-19-dr-wlodzimierz-bodnar-mam-500-udokumen,nId,4928349#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Relacje pacjentów z leczenia COVID-19 chlorowodorkiem amantadyny (Amantadyną).

przychodnia-przemysl.pl/relacje-pacjentow-z-leczenia-covid-19-chlorowodorkim-amantadyny/
Amantadyna - lek na ...
emo
(Łk 20,27-40)
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: "Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu". Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”. Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa "Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba". Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.
Ciała Zmartwychwstan ...
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
2 Krl 4,29-37

29 Wtedy [Elizeusz] powiedział Gechaziemu: «Przepasz biodra, weź laskę moją w dłoń, a idź! Jeżeli spotkasz kogo, nie pozdrawiaj go; a jeżeli kto ciebie pozdrowi, nie odpowiadaj mu5. I położysz laskę moją na chłopcu». 30 Lecz matka chłopca rzekła: «Na życie Pana i na twoje życie: Nie opuszczę cię!» Wtedy Elizeusz wstał i poszedł za nią. 31 Gechazi zaś wyprzedził ich i położył laskę na chłopcu, lecz nie było ani głosu, ani znaku życia. Gechazi więc wrócił do niego i oznajmił mu, mówiąc: «Chłopiec się nie obudził». 32 Elizeusz wszedł do domu, a oto na jego własnym łóżku chłopiec leżał martwy. 33 Wszedł, zamknął drzwi za sobą i za nim, i modlił się do Pana. 34 Następnie wszedł [na łóżko], rozciągnął się na dziecku, położył twarz swoją na jego twarzy, oczy swoje na jego oczach, dłonie swoje na jego dłoniach - i pochylony nad nim pozostawał, tak iż się rozgrzało ciało chłopca. 35 Znowu chodził po domu tam i z powrotem, wchodził [na łóżko] i pochylał się nad nim. Wtedy chłopiec ziewnął siedem razy i otworzył oczy. 36 On zaś zawołał Gechaziego, mówiąc: «Zawołaj tę Szunemitkę!» Kiedy ją zawołał, a przyszła do niego, powiedział: «Zabierz twojego syna!» 37 Weszła, upadła do jego stóp i oddała mu pokłon aż do ziemi, następnie zabrała swojego syna i odeszła.
Elizeusz wskrzesza z ...
emo
(Flp 2,5-11)
Bracia: Niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi i w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka. Uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Cudowne uzdrowienie 56-letniego Francuza za wstawiennictwem bł. ks. Popiełuszko
Uzdrowiony został znajdujący się w śpiączce 56-letni Francuz Francois Audelan, któremu lekarze nie dawali szans na przeżycie. Uzdrowienia dokonał francuski ksiądz wówczas 65-letni Bernard Brien, będący zaledwie kilka miesięcy w kapłaństwie.

Jego droga do kapłaństwa była długa i trudna

—podkreślił duchowny.

Brien 40 lat nie chodził do kościoła, był dwukrotnie żonaty i rozwiedziony. W 2003 r. nawrócił się i wstąpił do seminarium duchownego. W 2012 r. przyjechał do Polski i odwiedził grób bł. ks. Jerzego w Warszawie. Zafascynował się polskim kapłanem - męczennikiem. Przy jego grobie uświadomił sobie, że urodził się tego samego dnia, miesiąca i roku co ks. Popiełuszko – 14 września 1947 r.

W szpitalu w Creteil 14 września 2012 r. przy łóżku umierającego Francois ks. Bernard zaczął modlić się do ks. Jerzego w obecności żony umierającego oraz siostry Rozalii.

Księże Jerzy, dziś, 14 września, twoje urodziny. Jeżeli możesz coś zrobić, to właśnie dziś. Do dzieła zatem, pomóż

—modlił się ks. Bernard, odmawiając tekst modlitwy o kanonizację polskiego księdza.

Po wyjściu księdza i siostry zakonnej, jak relacjonowała żona umierającego, jej mąż otworzył oczy, zapytał: „Gdzie jestem?” i postanowił wstać z łóżka. Przeprowadzone po uzdrowieniu badania lekarskie wykazały, że w organizmie Francois nie było nawet śladu białaczki.

Całkowita remisja choroby

—stwierdzili lekarze.

Ks. Gawron podkreśla, że całkowite ustąpienie przewlekłej białaczki szpikowej było nagłe, po modlitwie ks. Bernarda za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego w rocznicę urodzin błogosławionego polskiego księdza, torturowanego i zamęczonego przez SB.

kk/PAP

wpolityce.pl/kosciol/522744-francuz-zostal-uzdrowiony-za-posrednictwem-ks-popieluszki
za wstawiennictwem b ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/

Rodzina de’ Pazzi była jedną z najstarszych i najznamienitszych we Florencji. W tej właśnie rodzinie 2 kwietnia 1566 r. przyszło na świat drugie dziecko Marii i Camillo, Katarzyna, którą kiedyś pozna świat pod zakonnym imieniem jako św. Marię Magdalenę de’ Pazzi. Troska rodziców o głębokie wychowanie religijne dzieci znalazła w sercu Katarzyny niezwykle podatny grunt. Od najmłodszych lat możemy dostrzec w niej pewne akcenty, które później rozkwitną w życiu zakonnym: umiłowanie liturgii, zwłaszcza Eucharystii, oraz zafascynowanie prawdą o Trójcy Przenajświętszej. Wyjątkowa jest wrażliwość religijna tej dziewczynki, krążącej wciąż wokół matki, która przed chwilą przyjęła Komunię św. (Mamo, ty pachniesz Jezusem!), przysłuchującej się z zapartym tchem rozmowom religijnym w rodzinie, wreszcie przeżywającej (w wieku 12 lat!) pierwszą ekstazę podczas rozważania Symbolu Atanazjańskiego (wyznania wiary św. Atanazego, w którym szczególne miejsce zajmuje prawda o Boskiej Trójcy). Słowo “rozważanie” nie pojawiło się tu omyłkowo: nauczona przez spowiednika – jezuitę Katarzyna zaczęła praktykować modlitwę myślną w 9 roku życia. W następnym roku przyjęła Pierwszą Komunię św., a kilka miesięcy później złożyła ślub dziewictwa. Nie zdziwi nas teraz niezwykły na owe czasy warunek, jaki postawiono przy oddaniu Katarzyny na pensję do sióstr maltańskich: umożliwić dziewczynce przyjmowanie Komunii św. przynajmniej we wszystkie dni świąteczne.

Pobyt na pensji trwał jednak tylko rok: rodzina zabrała Katarzynę do domu, gdyż surowymi umartwieniami nadmiernie osłabiła swój młody organizm. Powrót do domu nie oznaczał jednak wejścia w świat zabaw i rozrywki: w gorliwym sercu wcześnie zrodziło się powołanie zakonne. Przed szesnastoletnią Katarzyną staje problem wyboru zgromadzenia: może siostry maltańskie, które znała tak dobrze, może klaryski żyjące w radykalnym ubóstwie? Jej myśl kieruje się ostatecznie ku karmelitankom z klasztoru Matki Bożej Anielskiej. Wielka gorliwość tych sióstr była powszechnie znana, lecz decydującym czynnikiem wyboru był fakt, iż siostry miały wyjątkowy w owych czasach przywilej codziennej Komunii św. Tak więc miłość do Eucharystii zaprowadziła Katarzynę do bramy Karmelu. Był rok 1582. 4 października w hiszpańskim mieście Alba de Tormes odeszła do Pana św. Teresa od Jezusa. Sześć tygodni później, we Florencji, przekroczyła klasztorny próg Katarzyna de’ Pazzi.

Trudno nam dziś powiedzieć, czy wieść o reformie terezjańskiej dotarła kiedykolwiek do uszu Katarzyny, a raczej odtąd s. Marii Magdaleny. Ich doświadczenia z pierwszych chwil i lat życia zakonnego były odmienne. Maria Magdalena była zadowolona ze stylu życia florenckiego Karmelu. Klasztor położony na uboczu, po drugiej stronie rzeki Arno, nie był tak często odwiedzany przez gości, jak Karmel w Avila… i jak wiele klasztorów florenckich. Funkcje przełożonej i mistrzyni sprawowały zakonnice świątobliwe i roztropne, jak np. s. Evangelista del Giocondo (krewna słynnej Giocondy uwiecznionej przez Leonarda), a spowiednikami byli kapłani wielkiego ducha i światłego umysłu. Również cała wspólnota wyróżniała się przykładną obserwancją. W późniejszych wypowiedziach s. Marii Magdaleny znajdziemy wiele dowodów jej umiłowania życia zakonnego, Karmelu i florenckiego klasztoru. Tak będzie kiedyś pouczać swe nowicjuszki: na niewiele przyda się mieć drogocenny klejnot i nie znać jego wartości; tak też na niewiele wam się zda być zakonnicą, jeśli nie poznacie godności i wartości waszego stanu, gdyż nie znając go, nie umiłujecie go. Gdyby biedak przebywał w domu króla, pomyślcie, z jaką pilnością wykonywałby wszystkie prace, choćby małe i pokorne, (…) i uważałby się za szczęśliwego, iż może je wykonać. Tak też i wy, będąc w zakonie, który jest domem Boga, musicie wykonywać wszelkie prace z pilnością i oddaniem (…) myśląc, że jest to dzieło Boże.

Czyż więc mogłoby brakować czegoś młodej nowicjuszce? Zabrzmi to jak paradoks, ale w Karmelu mogła odczuwać brak czasu na… modlitwę myślną. Gdy więc przed obłóczynami zapytano ją, czy nie będzie cierpieć z tego powodu, dała odpowiedź świadczącą o wielkiej dojrzałości duchowej: Myślę, że wszystkie czynności, jakie wykonuje się w zakonie, są ciągłą modlitwą, ponieważ wszystkie są podjęte z posłuszeństwa.

Bowiem podczas gdy Katarzyna na pensji modliła się przynajmniej dwie godziny dziennie, a czasem nawet ponad cztery godziny, to w ówczesnym porządku dnia we florenckim Karmelu poświęcano na medytację 20-30 min rano, 15 min. wieczorem, plus przedłużone dziękczynienie po Komunii św. Medytacja była ściśle związana z liturgią, niejako wypływała z liturgii i stanowiła jej przedłużenie – po jutrzni czy komplecie (dopiero w 1598 r. wskutek nalegania spowiednika zostanie wprowadzona “medytacja” oddzielnie od liturgii, ale jako ćwiczenie prywatne). W tej atmosferze pogłębia się u s. Marii Magdaleny zaszczepione w rodzinnym domu umiłowanie liturgii. Kiedyś powie nowicjuszkom: Wielbienie Boga w chórze ma tak wielką godność, że same błogosławione Duchy, tak czyste, z lakiem i drżeniem zaledwie odważają się je sprawować. Więc z o ileż większym szacunkiem musimy stawać przed Bożym obliczem, tak niegodne stworzenia. W porównaniu z celebracją Bożego Oficjum w chórze jakakolwiek medytacja czy szczególna modlitwa ma niewielką zasługę wobec Boga. Jakże bliska jest tu Maria Magdalena naszym posoborowym czasom, obecnemu dowartościowaniu liturgii – także brewiarzowej – często niedocenianej w minionych wiekach!

Wróćmy jednak do czasów, gdy florencka nowicjuszka oczekiwała z niecierpliwością na zaślubiny z Oblubieńcem. Jej prośba o przyspieszenie dnia profesji spotkała się z odmową, tymczasem… nagła gwałtowna choroba płuc, objawiająca się gorączką i niezwykle gwałtownymi i długimi atakami kaszlu, w krótkim czasie tak wycieńczyła młode siły, iż bezradni lekarze nie widzieli ratunku, a przełożeni zezwolili na profesję, by dać M. Magdalenie radość umierania jako oblubienica Chrystusa. Tymczasem zamiast śmierci, młodej karmelitance został dany szczególny przejaw Bożego życia: odtąd codziennie przez 40 dni po Komunii św. objawy chorobowe ustępowały na 2-3 godziny, a twarz chorej nabierała niezwykłego piękna: tak zaczął się pierwszy (po kilku sporadycznych przeżyciach mistycznych w minionych latach) dłuższy okres ekstaz w życiu świętej karmelitanki. W następnych latach ekstazy będą tak liczne i tak długie, iż O. Herman od Najświętszego Sakramentu powie o Świętej, że “spędziła większą część ziemskiej pielgrzymki… poza ziemią”. M. Magdalena w ekstazie pozostaje nieruchoma lub rusza się, tańczy, czyni gesty, biega i – co najważniejsze dla nas – mówi: opowiada o tym, co widzi i słyszy, prowadzi dialog z Bogiem Ojcem, z Chrystusem, z Maryją, czasem też zwraca się do współsióstr. Ta prosta karmelitanka klauzurowa, bez przygotowania teologicznego, w ekstazie mówi o najtrudniejszych problemach teologicznych z taką głębią i świeżością, która zaskakuje także dzisiejszych czytelników.

W najbliższej przyszłości postaram się przedstawić w osobnym artykule krótki zarys treści przekazanych w ekstazie przez M. Magdalenę, a także ogromne wysiłki florenckich karmelitanek pragnących zachować na piśmie bezcenne skarby przekazywane przez ich niezwykłą współsiostrę. Jakże bowiem spisać słowa wypowiadane w pośpiechu, niekiedy w biegu… słowa, które jeśli nie zostały zapisane, ginęły bezpowrotnie, gdyż po ekstazie Święta była w stanie przedstawić jedynie ich streszczenie, nieraz niekompletne.

Mistyczne przeżycia w życiu Magdaleny to nie tylko wizje i nadzwyczajny dar rozumienia Bożych prawd, ale także niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny z Chrystusem… i wiele innych niezwykłych łask. A równocześnie… zwyczajne życie pokornej karmelitanki, życie pracy, modlitwy i bardzo surowych umartwień, które niekiedy mogą szokować swą ostrością współczesnego czytelnika. Święci jednak są dziećmi swoich czasów, a w czasach M. Magdaleny takie akty pokutne były w klasztorach czymś całkiem zrozumiałym.

Punktem kulminacyjnym w historii darów mistycznych M. Magdaleny jest tzw. tydzień Ducha Świętego (rok 1585), “w którym to czasie trwała w ekstazie w dzień i w nocy, z wyjątkiem czasu ok. 2 godzin, który był jej udzielony na odmówienie Oficjum, skromny posiłek i nieco odpoczynku”. W tym tygodniu każdego dnia o godz. 15.00 otrzymywała w różnej formie dar Ducha Świętego.

Magdalena wiedziała jednak, że natychmiast po tym radosnym czasie “Taboru” czeka ją pięcioletni okres ciężkich doświadczeń, który nazwie “jaskinią lwów”. Choć i wtedy będą zdarzać się ekstazy, nie będą jednak one źródłem duchowej pociechy. Następują bolesne lata pokus (nawet skłaniających do opuszczenia klasztoru czy wręcz samobójczych), udręk duchowych i oschłości, a także cierpień fizycznych spowodowanych nagłymi, niewytłumaczalnymi chorobami. Magdalena wie jednak, że Chrystus jej nie opuszcza, sam przecież powiedział jej u początku tych bolesnych prób, iż postępuje z nią jak matka, która karmi dziecko mlekiem swej piersi: a jeśli później odsunie go od piersi, nie oznacza to, ze przestało być jej dzieckiem i że już go nie kocha; wręcz przeciwnie, gdyż teraz dziecko może działać samodzielnie!

I oto po roku ciężkich doświadczeń Magdalena zostaje wezwana do działania: Bóg oznajmia jej, że wzywa ją do dzieła odnowy Kościoła, a zwłaszcza życia zakonnego. Słusznie stwierdził F. Vallainc, iż to zadanie, “które mogłoby przerazić człowieka dojrzałego, miało zaciążyć na barkach młodej (dwudziestoletniej!) zakonnicy, prawie niepiśmiennej, pozbawionej wszystkiego i nie mogącej – z powodu klauzury – wyjść poza klasztor, by głosić otrzymane orędzie”.

W jaki sposób M. Magdalena przekaże Boże wezwanie? W ten sam sposób, w jaki kilka wieków wcześniej wpłynęła na losy Kościoła inna córka toskańskiej ziemi – św. Katarzyna Sieneńska: poprzez listy. W ekstazie Magdalena dyktuje 12 listów – do papieża, kardynałów, przełożonych kilku klasztorów różnych zakonów męskich i żeńskich.

W liście do papieża Sykstusa V jest położony wyraźny nacisk na konieczność współpracy w tym dziele wszystkich stanów Kościoła. Ci, którzy chcą uczestniczyć w odnowie, winni wyróżniać się pięcioma szczególnymi cechami: papież i biskupi – ubóstwem; zakonnicy – miłością zakonnice – czystością księża diecezjalni – cierpliwością świeccy – wytrwałością. Skromna karmelitanka, “nieużyteczna służebnica dawnej i nowej Prawdy”, nie zawaha się wskazać papieżowi programu postępowania: unikać zaszczytów, złagodzić rygor wymierzania sprawiedliwości, dzielić się majątkiem, wystrzegać się nepotyzmu… Reforma ma zacząć się od wewnętrznej przemiany każdego chrześcijanina, poczynając od tego, kto kieruje łodzią Piotrową.

Podobne wezwania znajdujemy w liście do kardynałów Kurii Rzymskiej: jest konieczne, by “ogołocili się z wszelkiej ziemskiej wygody i ludzkich względów… oraz by szli za Wikariuszem Chrystusa”. Nie wiemy, niestety, czy wszyscy kardynałowie mogli przeczytać ten list i jaki przyniósł on skutek. Wiemy natomiast, że dwa listy napisane do florenckiego kardynała Alessandro de’ Medici z nieznanych nam przyczyn prawdopodobnie nie dotarły do adresata, skoro w trzecim M. Magdalena musi “ponowić wiadomości już podane, choć nieznane Waszej Eminencji”. W listach zwraca się z prośbą o przybycie do jej klasztoru, by mogła bezpośrednio przekazać Boże wezwanie.

Wkrótce kardynał przybył do klasztoru w związku z wyborem nowej przełożonej. M. Magdalena, pomimo przeszkód, zdołała spotkać się z nim, by oznajmić w ekstazie, iż jest wolą Bożą, by Alessandro de’ Medici uczestniczył w odnowie Kościoła, a zwłaszcza osób zakonnych. Niezwykła zakonnica musiała wywrzeć wielkie wrażenie na kardynale, skoro stwierdził wyraźne działanie Ducha w jej słowach. Z tym większym więc zaskoczeniem musiał przyjąć proroctwo, iż zostanie papieżem, ale na bardzo krótki czas (i rzeczywiście, umrze po 26 dniach pontyfikatu). Kardynał obiecał podjąć dzieło odnowy, lecz mimo szczerych chęci okazał się człowiekiem zbyt słabym, by przezwyciężyć liczne trudności.

Wszystkie pozostałe listy o odnowie Kościoła są skierowane do osób zakonnych: w klasztorach bowiem widziała M. Magdalena początek dzieła przemiany. Wielkie nadzieje pokładała w zakonach: jezuitów, dominikanów oraz minimitów.

Trzy listy skierowane są do zakonnic klauzurowych: dwa do św. Katarzyny Ricci i jeden do Weroniki z Kortony. Ze względu na przepiękne metafory i porównania są to prawdziwe perełki literackie. M. Magdalena pisze, iż zakonnice winny być “jak lwy podtrzymujące tron Salomona czyli Kościół św., gdzie spoczywa Chrystus”, winny też dbać o prawdziwie lwie cechy: wielką wierność, wielką siłę i głos tak potężny, że niemal nie do zniesienia. Są one jak gołębice z arki Noego, które wyfruwają, by zobaczyć, czy ustał potop, l choć nie ustał, trzeba wyfrunąć, by doprowadzić do jego końca i powrócić zwycięsko wraz z duszami ludzi nawróconych. Pisząc do św. Katarzyny M. Magdalena stosuje grę słów: Caterina – catena (łańcuch), wzywając adresatkę, by jak łańcuch złączyła wszystkie stworzenia, zwłaszcza osoby konsekrowane, tak aby ten łańcuch stał się ozdobą Oblubienicy – Kościoła.

Patrząc dziś, z perspektywy ponad trzech stuleci, na wysiłki M. Magdaleny na rzecz reformy Kościoła, można by powiedzieć, iż nie przyniosły one skutku. Oczywiście, patrząc globalnie, Boże wezwanie przekazane przez Świętą nie zostało podjęte w całej rozciągłości. Czyż jednak można mówić o całkowitej klęsce? Nie wiemy przecież, ilu kardynałów, księży, zakonnic, czytając płomienne słowa florenckiej karmelitanki, podjęło ciche dzieło osobistego nawrócenia. Nie wiemy i pewnie na tym świecie nie dowiemy się nigdy: jest to tajemnica ludzkiego sumienia, tajemnica oddziaływania świętych, którzy “zarażają” innych swą miłością do Kościoła. Bo przecież te dwanaście listów to nie jedyny przejaw ogromnej miłości i troski Świętej o Chrystusową owczarnię. Często będzie przypominać nowicjuszkom, iż jedną z przyczyn, dla których Bóg powołał je do zakonu, jest ta, by były pomocne dla Kościoła św. Ona sama, jak zgodnie potwierdzają siostry w procesie kanonizacyjnym, wciąż modliła się za Kościół, dla Kościoła podejmowała umartwienia, była nawet gotowa opuścić ukochany klasztor florencki by uczestniczyć w fundacji w dalekich krajach misyjnych. Kapłanów, a zwłaszcza papieża, nazywała wzorem św. Katarzyny Sieneńskiej “Chrystusami na ziemi”. W ekstazie widzi Kościół jako piękną oblubienicę, ozdobioną drogimi klejnotami, z przepiękną koroną na głowie – lecz oto pojawiają się ludzie, którzy dążą do tego, by ją oszpecić, by zerwać ozdoby – to heretycy i źli chrześcijanie: każdy na swój sposób chce zbrukać oblicze Kościoła.

Z miłością do Kościoła łączyło się u M. Magdaleny gorące umiłowanie życia zakonnego. Jak stwierdziła, zakonnicy uczestniczą w sposób bardziej ciągły i szczególny we wszystkich dobrach świętej matki Kościoła. Sławny jest też jej obraz dwóch dróg: jedna szeroka, ale kręta i dłuższa – i jest to droga ludzi świeckich; druga natomiast jest wąska i stroma, ale ona najszybciej prowadzi do celu – to droga życia zakonnego. O ileż jest bliższe to porównania naszemu posoborowemu myśleniu od tego, jakie przedstawił jeden z ówczesnych klasztornych kaznodziejów: “klasztor to niebieskie Jeruzalem, a świat to Babilon!” M. Magdalena kocha swoją drogę życia, ale ma świadomość, że także inne drogi prowadzą do Boga. Jakże często jej słowa zdają się wyprzedzać epokę, odznaczają się wielką “duchową elastycznością”. Broni się (i swoje otoczenie) przed skostniałym trwaniem w prastarych wzorcach, mówiąc o siostrach, które nie chcą żadnych zmian: Wiele (sióstr) tłumaczy się mówiąc: “Czyż te, które żyły w tym samym miejscu przed nami nie są teraz w niebieskiej chwale? One przecież też tak czyniły, a my uważamy, że robiły źle!” I można by im odpowiedzieć, że jeśli tak czyniły, to nie czyniły tego, czego Bóg chce teraz: wtedy były inne czasy, a teraz są inne. (…) W każdym czasie trzeba czynić to, co jest właściwe i czego Bóg oczekuje od nas.

Podczas jednej z ekstaz M. Magdalena ujrzy umiłowany Zakon Karmelitański jako kolumnę z przepięknego surowca, której gwiazdą przewodnią jest Maryja. To Maryja otacza Karmel swym płaszczem i prowadzi każdą karmelitankę, by można było o niej powiedzieć: “sancta et immaculata virginitas”.

Spójrzmy jednak na dalsze losy M. Magdaleny. W 1590 r. zakończył się trudny czas “jaskini lwów”. Pięć lat później Święta kieruje do Chrystusa heroiczne życzenie: prosi Go o “nagie cierpienie”, takie, jakiego On doświadczał na krzyżu. Tymczasem najbliższe lata upływają bez większych bolesnych doświadczeń; w tym czasie M. Magdalena dzieli się swym doświadczeniem z młodymi siostrami, w 1598 r. zostaje mistrzynią nowicjatu. Gorliwe nowicjuszki spisały wiele jej cennych uwag, które dzięki temu przetrwały do naszych czasów.

24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Konieczność przygotowania serca jest też wyrażona w słowach Boga Ojca: Ja jestem tym, który jako jedyny napełnia każde serce, jako że jestem, który jestem i napełniam to, co nie jest. l tym bardziej napełniam, im bardziej znajduję serce opróżnione, serce, które zna swój niebyt. Ta świadomość doprowadzi Magdalenę do paradoksalnego stwierdzenia: Najlepszym możliwym sposobem opowiadania o Tobie jest całkowite odpocznienie w Tobie i zniknięcie w Twoim cieniu.

W "Dziełach" Świętej możemy też znaleźć cenne wskazówki dotyczące drogi zjednoczenia duszy z Bogiem. Np. wymienia ona różne rodzaje (stopnie) miłości:

- miłość ćwicząca się - człowiek spełnia praktyki, ale gdy odczuwa jakiś brak, niepokoi się, gdyż kocha Boga nie dla Niego, ale dla siebie samego,

- miłość niecierpliwa - człowiek nie pozwala ogarnąć się Bogu z powodu swego niepokoju i niestabilności; przeszkadza mu to, że widzi doskonalszych od siebie, a na słabszych patrzy z góry,

- miłość cierpiąca - gdy zabraknie człowiekowi odczuwania miłości, myśli on, że zasługuje na piekło, cierpi nie dla miłości Boga, ale ze strachu przed cierpieniem,

- miłość odpocznienia - człowiek nie pragnie niczego, nie zastanawia się, jaki stan doskonałości osiągnął, wielbi Boga i pragnie, by ci, którzy nie znają Boga, kochali Go jeszcze bardziej niż on; nie chce, by Bóg działał w nim w ten czy inny sposób, pragnie jedynie Jego chwały. Taka miłość jest darem, do którego należy dążyć, ale bez niespokojnego pragnienia, gdyż ono oznaczałoby pewien brak tego, czego wymaga miłość.

Podobną myśl można też dostrzec w przypowieści o dwóch oblubienicach Słowa: jedna, ubrana w piękne szaty, została wprowadzona do chwały nieba; druga, której szatą jest nagość a ozdobą bycie niczym, bycie lekceważoną, stoi u bram nieba nie odważając się nawet podnieść oczu. Maria Magdalena pyta samą siebie: i bez wahania wybiera tę drugą.

Całe jej życie potwierdza tę odpowiedź: surowe umartwienia, radykalne ćwiczenie się w pokorze są tą drogą, na której jej serce przygotowuje się do przyjęcia Bożych łask. Przytoczyłam tu tylko kilka przykładów, dotyczących kilku zagadnień. Lecz jakże nie wspomnieć o jej miłości do Maryi, do tej Gwiazdy prowadzącej kolumnę z drogocennego porfiru (= Karmel), aby o każdej karmelitance można było powiedzieć "sancta et immaculata virginitas"! Jak nie wspomnieć o "tygodniu Ducha Świętego", gdy przez osiem dni Duch Boży udzielał się jej codziennie w różnych postaciach... Szczupłość miejsca nie pozwala na ukazanie wszystkich tematów, wszystkich niezwykłych przeżyć, które miały też różny charakter: niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny, kardiografia...

Tych darów było tak wiele, ekstazy były tak częste i nieraz długie, iż z biegiem czasu siostry zaprzestały ich spisywania, jedynie nowicjuszki notowały pewne słowa swej Mistrzyni.

Tak więc niezbyt wiele wiemy o mistycznych łaskach z ostatnich lat Magdaleny, wiemy jednak, że były one rzadsze, co więcej, w pewnych okresach nie dawały one duchowej pociechy. Święta, wyniszczona ciężką chorobą straciła też swą naturalną zdolność obrazowego przedstawiania sobie abstrakcyjnych prawd, co jeszcze wzmagało jej duchowe cierpienia. Otrzymała łaskę owego nagiego cierpienia - jak Chrystus na krzyżu, o które tak gorąco prosiła.
25 maja 1607 r. wyszła na spotkanie Oblubieńca. Poprzez beatyfikację w r. 1626 i kanonizację w r. 1669 Kościół oficjalnie potwierdził świętość jej życia. Odtąd w wielu kościołach na całym świecie można spotkać jej figury i obrazy, często widnieją na nich słowa "Pati, non mori - cierpieć, nie umrzeć", słowa, których w dosłownej formie Magdalena nigdy nie wypowiedziała (a przynajmniej nigdzie ich nie zapisano, są one jedynie streszczeniem słów: Chciałabym żyć, by móc cierpieć z miłości do Boga, ponieważ w niebie nie ma cierpienia), lecz które jakże trafnie wyrażają żar jej miłości, tej miłości, która nie mogła pozostać bez odpowiedzi.

Karmel, nr 2/2001

Cyt. za: www.karmel.pl/lektorium/publikacje/baza.php?id=58

Oprac.MP
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
www.fronda.pl/a/ekstazy-sw-marii-magdaleny-de-pazzi,78607.html

Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi

Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi
Danuta Piekarz

Gdy w moim poprzednim artykule przedstawiałam życie św. Marii Magdaleny de' Pazzi, pomijając celowo zagadnienie jej nadzwyczajnych doświadczeń mistycznych, aby stało się ono treścią niniejszych rozważań, czułam się jak ktoś, kto ma mówić o malarstwie nie wspominając o kolorach. Bo właśnie owe ekstazy i inne niezwykłe Boże dary sprawiają, iż życie Świętej wciąż przyciąga uwagę zarówno uczonych, jak i prostych wiernych na całym świecie.

Jak wspomniałam poprzednio, pierwsze ekstazy miały miejsce jeszcze w jej dzieciństwie - na pensji, podczas pobytu w rodzinnej willi... Te jednak, o których możemy powiedzieć więcej, stały się jej udziałem we florenckim Karmelu, począwszy od owych "czterdziestu dni" po profesji, gdy objawy ciężkiej choroby płuc codziennie ustępowały na kilka godzin, a M. Magdalena zagłębiała się w poznawanie Bożych tajemnic. Jej twarz stawała się tak piękna, iż siostry opiekujące się chorą łatwo rozpoznały nadprzyrodzony charakter tego zjawiska.

Powrót do zdrowia nie oznaczał końca niezwykłych darów, wręcz przeciwnie. Dlatego przed spowiednikiem klasztoru stanął poważny problem zbadania charakteru tych zjawisk, by sprawdzić, czy nie są one złudzeniem albo działaniem szatańskim. Polecił więc M. Magdalenie, by opowiadała o swych przeżyciach wyznaczonym siostrom, które miały wszystko spisać. W praktyce okazało się to bardzo trudne: skromnej karmelitance nie było łatwo mówić o niezwykłych darach, czasem też przy odtwarzaniu szczegółów bogatych w treści doświadczeń zawodziła pamięć.

Skoro zatem okazało się trudne spisywanie przeżyć po ich zakończeniu, trzeba było je spisywać... podczas ich trwania! Bowiem M. Magdalena często mówiła w ekstazie, opisywała to, co widzi, rozmawiała z Bogiem, czasem też odzywała się do obecnych przy niej sióstr. Dlatego florenckie karmelitanki, aby ocalić te skarby, których wartość przeczuwały, podjęły się ogromnego zadania: gdy widziały, że Święta wchodzi w ekstazę, dwie, trzy lub cztery siostry zapamiętywały po kolei wszystkie słowa i dyktowały innym siostrom, które zapisywały każde zdanie, nadając mu odpowiedni numer. Później łączyły zdania w jedną całość, korzystając z wyjaśnień i poprawek samej Świętej.

Lecz nawet ten system nie okazał się doskonały: ta prosta karmelitanka mówiła w ekstazie o tak trudnych zagadnieniach teologicznych, iż jej współsiostry - lepiej wykształcone - gubiły się w tych treściach, albo odkładały pióra, by z zachwytem patrzeć i słuchać M. Magdaleny. Co więcej, ona, która w chórze miała trudności z poprawnym czytaniem brewiarza, w ekstazie wypowiadała całe zdania - najczęściej z Pisma św. - ... po łacinie! Później, gdy pomagała w opracowaniu zapisu, potrafiła je powtórzyć jedynie po włosku, a siostry odnajdywały w łacińskim Piśmie św. ich oryginalne brzmienie.

Ponadto jak spisywać słowa mistyczki, która w ekstazie niezwykle prędko przebiegała bez potknięcia przez klasztorne korytarze, także przez te miejsca, które wymagałyby zwolnienia tempa (wąskie przejścia, schody...)?! Jak spisywać słowa wypowiadane w ekstazie podczas prania, szycia...? Bowiem te nadzwyczajne dary nie wyłączały Magdaleny z rytmu prac, co więcej, właśnie wtedy przy pracach fizycznych wykazywała się niezwykłą siłą, a efekty prac - np. malowane obrazy - były lepsze od tych wykonanych w "normalnych" warunkach.

Siostry kilkakrotnie sprawdzały, czy podczas pracy w ekstazie Magdalena posługuje się naturalnym światłem: zamykały okiennice, zawiązywały jej oczy, a ona... pracowała dalej.

Spróbujmy więc przyjrzeć się Magdalenie w ekstazie. W jakich okolicznościach zaczynały się te niezwykłe doświadczenia? Często jakby "wypływały" one z rozważania treści zawartych w liturgii - w czytaniach mszalnych czy w tekstach brewiarzowych. Magdalena nieraz skupiała uwagę na jednym zdaniu, interpretując je alegorycznie. Jak stwierdza B. Secondin, właśnie podczas codziennych medytacji, zgłębiania Słowa Bożego "jakby spontanicznie rodzą się nadzwyczajne zjawiska mistyczne i charyzmatyczne, można by rzec - nie zakłócając zwyczajnej medytacji, lecz raczej precyzując ją, uzupełniając, czyniąc bardziej owocną. Często trudno odróżnić "wizję" od pracy wyobraźni, zważywszy na ciągłość i jednolitość obu elementów". Sama Magdalena tak to wyraziła: Czuję, że Bóg mnie pociąga, nie wiem, dokąd nie wiem do czego chce mnie prowadzić. Nie wiem, co to jest ani co mi Pan chce powiedzieć, dopóki nie pójdę za tym impulsem.

Oczy Świętej, które początkowo były utkwione w ziemię, zaczynały świecić dziwnym blaskiem, twarz nabierała kolorów, "wyglądała nie jak człowiek, ale jak anioł z nieba" - tak opisywały ją siostry. Gdy przeżycia ekstatyczne dotyczyły spraw radosnych, cała jej postawa wyrażała radość; i przeciwnie, podczas przeżywania np. Męki Pańskiej wydawała bolesne okrzyki i płakała. Niekiedy, jak wspomniałam, poruszała się zwinnie czy wręcz tańczyła, innym razem pozostawała nieruchoma, jakby śpiąca. Jedynymi odgłosami zewnętrznymi, które docierały do niej w ekstazie były polecenia przełożonych. Na koniec ekstazy jej twarz wracała do dawnego wyglądu, a ona pokornie kontynuowała swe prace jakby nic się nie stało.

Oczywiście, pozostaje wciąż pytanie o treść tych przeżyć, spisaną przez siostry na podstawie relacji Świętej lub "na gorąco". Prawie wszystkie te zapiski zostały wydane drukiem; ich wydanie krytyczne (w języku oryginalnym - włoskim) zajmuje siedem tomów. Noszą one tytuł "Dzieła św. Marii Magdaleny de' Pazzi" - rzecz jasna, słowo "dzieła" należy tu rozumieć bardzo szeroko. Obejmują tak wiele jakże różnorodnych doświadczeń, iż każda próba syntezy musi pozostawić wrażenie niedosytu. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż to, co przekażę poniżej, będzie tylko nieudolną próbą ukazania tego bogactwa, opartą na doborze przykładów, któremu zawsze można zarzucić subiektywizm.

W samym centrum mistycznych przeżyć Magdaleny jest zawsze Chrystus, widziany jakby przez pryzmat tajemnicy Trójcy, w jej odniesieniu do człowieka. To do Chrystusa, który kiedyś przyrównał swe niespodziewane powtórne przyjście do działania złodzieja (por. Mt 24,43 i par.), Magdalena skieruje te odważne słowa: Odważę się powiedzieć, że nigdy nie widziałam większego "złodzieja" od Ciebie, który ukradłby coś tak ważnego. Wchodzisz w łono Twego Ojca i kradniesz Jego i Twój boski byt i nim obdarzasz stworzenie. Porównanie, które w Ewangelii odnosi się do paruzji, tutaj zostaje zastosowane do obdarzenia nas życiem Bożym.

Wydarzeniami, które najczęściej są tematem ekstatycznych przeżyć Magdaleny, jest Wcielenie i Męka Pańska. Podobnie jak szkoła franciszkańska, a zwłaszcza Duns Szkot, Święta twierdzi, iż Syn Boży stałby się człowiekiem nawet gdyby nie było grzechu pierworodnego; On bowiem tak ją pouczał: Chciałem obdarzyć was chwałą, ale inaczej. Gdyby Adam nie zgrzeszył (...) Słowo stałoby się ciałem, ale byłoby tylko gloryfikatorem, a nie triumfatorem. Teraz więc zostaliśmy obdarzeni znacznie większą chwałą. Bowiem gdy ludzkość odrzuciła źródło mlekiem płynące, wypływające z Trójcy, które dawało czystość i niewinność, jedynym środkiem okazało się źródło Krwi Boga - Człowieka. (...) Gdyby nie był Człowiekiem, nie mógłby cierpieć; gdyby nie był Bogiem, nie mógłby nas zbawić.

Wokół Krzyża Magdalena "krąży jak wokół tysiąca odblasków kryształu" (B. Secondin). Dwukrotnie przeżywa w ekstazie całą historię Męki, przekazując słowa występujących w niej postaci, przechodząc przez pomieszczenia klasztorne jakby były owymi miejscami w Jerozolimie, gdzie cierpiał Chrystus. W przeżyciach Magdaleny szczególne miejsce zajmują rany Zbawiciela. W jednej z relacji czytamy, iż Święta zrozumiała, że Jezus uczynił swe Ciało schodami, aby dusza mogła wspiąć się do Niego i wejść do Jego pięciu Ran, które On uczynił jakby domami gościnnymi, by dusza mogła do nich uciec i w nich się schronić, gdy jest prześladowana przez nieprzyjaciół, oraz by mogła tam odpocząć gdy jest zmęczona zmaganiem i trudami tego biednego życia. Otwarty bok Jezusa jest miejscem wielu opisywanych wydarzeń. Dla przykładu: 27 czerwca 1584 Jezus zaprasza Magdalenę do swej szkoły. A tą szkołą był Jego święty Bok, do którego gdy weszłam, (...) znalazłam wiele otwartych ksiąg i zrozumiałam, że te księgi to dzieła Boże - stworzenie świata, stworzenie człowieka, wcielenie, cierpienia i śmierć Chrystusa, Jego codzienne działanie w ludzkich duszach....

Wspomniałam wyżej, iż Magdalena często mówi o Boskiej Trójcy: mimo braku wykształcenia teologicznego wyraża się o tych jakże trudnych zagadnieniach z wielką precyzją wskazując na wieczną aktualność tego, co dokonuje się w Trójcy: Ojciec zrodził Syna i rodzi i zawsze będzie rodził. Zesłanie Ducha Świętego ukazuje jako dopełnienie dzieła odkupienia: Duch przychodzi zawsze naznaczony tą cenną pieczęcią, jaką jest Krew Baranka. Ta Krew pobudza Go, by przyszedł, choć też sam od siebie pragnie przyjść (...) Duch wychodzi z łona Ojca, przechodzi przez Serce Słowa, aby przyjść do nas. Ten Duch, podobnie jak wzlatujący w górę orzeł, bierze na siebie dusze, które Go przyjęły i zanosi je do Słowa. W niezwykłej obrazowej formie przedstawia też Święta działanie Ducha w sercach: Duch wysyła strzały, które przeszywają serca stworzeń i dysponują je do przyjęcia Jego łaski. Serca, które stały się już gotowymi do przyjęcia tych strzał, odsyłają je do Ducha, pobudzając Go do udzielenia nowych darów i łask. l tak otrzymując coraz większe dary uzdalniają się do tego, by być pośrednikami i przygotować inne serca na przyjęcie strzał Ducha.
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi
Danuta Piekarz

Gdy w moim poprzednim artykule przedstawiałam życie św. Marii Magdaleny de' Pazzi, pomijając celowo zagadnienie jej nadzwyczajnych doświadczeń mistycznych, aby stało się ono treścią niniejszych rozważań, czułam się jak ktoś, kto ma mówić o malarstwie nie wspominając o kolorach. Bo właśnie owe ekstazy i inne niezwykłe Boże dary sprawiają, iż życie Świętej wciąż przyciąga uwagę zarówno uczonych, jak i prostych wiernych na całym świecie.

Jak wspomniałam poprzednio, pierwsze ekstazy miały miejsce jeszcze w jej dzieciństwie - na pensji, podczas pobytu w rodzinnej willi... Te jednak, o których możemy powiedzieć więcej, stały się jej udziałem we florenckim Karmelu, począwszy od owych "czterdziestu dni" po profesji, gdy objawy ciężkiej choroby płuc codziennie ustępowały na kilka godzin, a M. Magdalena zagłębiała się w poznawanie Bożych tajemnic. Jej twarz stawała się tak piękna, iż siostry opiekujące się chorą łatwo rozpoznały nadprzyrodzony charakter tego zjawiska.

Powrót do zdrowia nie oznaczał końca niezwykłych darów, wręcz przeciwnie. Dlatego przed spowiednikiem klasztoru stanął poważny problem zbadania charakteru tych zjawisk, by sprawdzić, czy nie są one złudzeniem albo działaniem szatańskim. Polecił więc M. Magdalenie, by opowiadała o swych przeżyciach wyznaczonym siostrom, które miały wszystko spisać. W praktyce okazało się to bardzo trudne: skromnej karmelitance nie było łatwo mówić o niezwykłych darach, czasem też przy odtwarzaniu szczegółów bogatych w treści doświadczeń zawodziła pamięć.

Skoro zatem okazało się trudne spisywanie przeżyć po ich zakończeniu, trzeba było je spisywać... podczas ich trwania! Bowiem M. Magdalena często mówiła w ekstazie, opisywała to, co widzi, rozmawiała z Bogiem, czasem też odzywała się do obecnych przy niej sióstr. Dlatego florenckie karmelitanki, aby ocalić te skarby, których wartość przeczuwały, podjęły się ogromnego zadania: gdy widziały, że Święta wchodzi w ekstazę, dwie, trzy lub cztery siostry zapamiętywały po kolei wszystkie słowa i dyktowały innym siostrom, które zapisywały każde zdanie, nadając mu odpowiedni numer. Później łączyły zdania w jedną całość, korzystając z wyjaśnień i poprawek samej Świętej.

Lecz nawet ten system nie okazał się doskonały: ta prosta karmelitanka mówiła w ekstazie o tak trudnych zagadnieniach teologicznych, iż jej współsiostry - lepiej wykształcone - gubiły się w tych treściach, albo odkładały pióra, by z zachwytem patrzeć i słuchać M. Magdaleny. Co więcej, ona, która w chórze miała trudności z poprawnym czytaniem brewiarza, w ekstazie wypowiadała całe zdania - najczęściej z Pisma św. - ... po łacinie! Później, gdy pomagała w opracowaniu zapisu, potrafiła je powtórzyć jedynie po włosku, a siostry odnajdywały w łacińskim Piśmie św. ich oryginalne brzmienie.

Ponadto jak spisywać słowa mistyczki, która w ekstazie niezwykle prędko przebiegała bez potknięcia przez klasztorne korytarze, także przez te miejsca, które wymagałyby zwolnienia tempa (wąskie przejścia, schody...)?! Jak spisywać słowa wypowiadane w ekstazie podczas prania, szycia...? Bowiem te nadzwyczajne dary nie wyłączały Magdaleny z rytmu prac, co więcej, właśnie wtedy przy pracach fizycznych wykazywała się niezwykłą siłą, a efekty prac - np. malowane obrazy - były lepsze od tych wykonanych w "normalnych" warunkach.

Siostry kilkakrotnie sprawdzały, czy podczas pracy w ekstazie Magdalena posługuje się naturalnym światłem: zamykały okiennice, zawiązywały jej oczy, a ona... pracowała dalej.

Spróbujmy więc przyjrzeć się Magdalenie w ekstazie. W jakich okolicznościach zaczynały się te niezwykłe doświadczenia? Często jakby "wypływały" one z rozważania treści zawartych w liturgii - w czytaniach mszalnych czy w tekstach brewiarzowych. Magdalena nieraz skupiała uwagę na jednym zdaniu, interpretując je alegorycznie. Jak stwierdza B. Secondin, właśnie podczas codziennych medytacji, zgłębiania Słowa Bożego "jakby spontanicznie rodzą się nadzwyczajne zjawiska mistyczne i charyzmatyczne, można by rzec - nie zakłócając zwyczajnej medytacji, lecz raczej precyzując ją, uzupełniając, czyniąc bardziej owocną. Często trudno odróżnić "wizję" od pracy wyobraźni, zważywszy na ciągłość i jednolitość obu elementów". Sama Magdalena tak to wyraziła: Czuję, że Bóg mnie pociąga, nie wiem, dokąd nie wiem do czego chce mnie prowadzić. Nie wiem, co to jest ani co mi Pan chce powiedzieć, dopóki nie pójdę za tym impulsem.

Oczy Świętej, które początkowo były utkwione w ziemię, zaczynały świecić dziwnym blaskiem, twarz nabierała kolorów, "wyglądała nie jak człowiek, ale jak anioł z nieba" - tak opisywały ją siostry. Gdy przeżycia ekstatyczne dotyczyły spraw radosnych, cała jej postawa wyrażała radość; i przeciwnie, podczas przeżywania np. Męki Pańskiej wydawała bolesne okrzyki i płakała. Niekiedy, jak wspomniałam, poruszała się zwinnie czy wręcz tańczyła, innym razem pozostawała nieruchoma, jakby śpiąca. Jedynymi odgłosami zewnętrznymi, które docierały do niej w ekstazie były polecenia przełożonych. Na koniec ekstazy jej twarz wracała do dawnego wyglądu, a ona pokornie kontynuowała swe prace jakby nic się nie stało.

Oczywiście, pozostaje wciąż pytanie o treść tych przeżyć, spisaną przez siostry na podstawie relacji Świętej lub "na gorąco". Prawie wszystkie te zapiski zostały wydane drukiem; ich wydanie krytyczne (w języku oryginalnym - włoskim) zajmuje siedem tomów. Noszą one tytuł "Dzieła św. Marii Magdaleny de' Pazzi" - rzecz jasna, słowo "dzieła" należy tu rozumieć bardzo szeroko. Obejmują tak wiele jakże różnorodnych doświadczeń, iż każda próba syntezy musi pozostawić wrażenie niedosytu. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż to, co przekażę poniżej, będzie tylko nieudolną próbą ukazania tego bogactwa, opartą na doborze przykładów, któremu zawsze można zarzucić subiektywizm.

W samym centrum mistycznych przeżyć Magdaleny jest zawsze Chrystus, widziany jakby przez pryzmat tajemnicy Trójcy, w jej odniesieniu do człowieka. To do Chrystusa, który kiedyś przyrównał swe niespodziewane powtórne przyjście do działania złodzieja (por. Mt 24,43 i par.), Magdalena skieruje te odważne słowa: Odważę się powiedzieć, że nigdy nie widziałam większego "złodzieja" od Ciebie, który ukradłby coś tak ważnego. Wchodzisz w łono Twego Ojca i kradniesz Jego i Twój boski byt i nim obdarzasz stworzenie. Porównanie, które w Ewangelii odnosi się do paruzji, tutaj zostaje zastosowane do obdarzenia nas życiem Bożym.

Wydarzeniami, które najczęściej są tematem ekstatycznych przeżyć Magdaleny, jest Wcielenie i Męka Pańska. Podobnie jak szkoła franciszkańska, a zwłaszcza Duns Szkot, Święta twierdzi, iż Syn Boży stałby się człowiekiem nawet gdyby nie było grzechu pierworodnego; On bowiem tak ją pouczał: Chciałem obdarzyć was chwałą, ale inaczej. Gdyby Adam nie zgrzeszył (...) Słowo stałoby się ciałem, ale byłoby tylko gloryfikatorem, a nie triumfatorem. Teraz więc zostaliśmy obdarzeni znacznie większą chwałą. Bowiem gdy ludzkość odrzuciła źródło mlekiem płynące, wypływające z Trójcy, które dawało czystość i niewinność, jedynym środkiem okazało się źródło Krwi Boga - Człowieka. (...) Gdyby nie był Człowiekiem, nie mógłby cierpieć; gdyby nie był Bogiem, nie mógłby nas zbawić.

Wokół Krzyża Magdalena "krąży jak wokół tysiąca odblasków kryształu" (B. Secondin). Dwukrotnie przeżywa w ekstazie całą historię Męki, przekazując słowa występujących w niej postaci, przechodząc przez pomieszczenia klasztorne jakby były owymi miejscami w Jerozolimie, gdzie cierpiał Chrystus. W przeżyciach Magdaleny szczególne miejsce zajmują rany Zbawiciela. W jednej z relacji czytamy, iż Święta zrozumiała, że Jezus uczynił swe Ciało schodami, aby dusza mogła wspiąć się do Niego i wejść do Jego pięciu Ran, które On uczynił jakby domami gościnnymi, by dusza mogła do nich uciec i w nich się schronić, gdy jest prześladowana przez nieprzyjaciół, oraz by mogła tam odpocząć gdy jest zmęczona zmaganiem i trudami tego biednego życia. Otwarty bok Jezusa jest miejscem wielu opisywanych wydarzeń. Dla przykładu: 27 czerwca 1584 Jezus zaprasza Magdalenę do swej szkoły. A tą szkołą był Jego święty Bok, do którego gdy weszłam, (...) znalazłam wiele otwartych ksiąg i zrozumiałam, że te księgi to dzieła Boże - stworzenie świata, stworzenie człowieka, wcielenie, cierpienia i śmierć Chrystusa, Jego codzienne działanie w ludzkich duszach....

Wspomniałam wyżej, iż Magdalena często mówi o Boskiej Trójcy: mimo braku wykształcenia teologicznego wyraża się o tych jakże trudnych zagadnieniach z wielką precyzją wskazując na wieczną aktualność tego, co dokonuje się w Trójcy: Ojciec zrodził Syna i rodzi i zawsze będzie rodził. Zesłanie Ducha Świętego ukazuje jako dopełnienie dzieła odkupienia: Duch przychodzi zawsze naznaczony tą cenną pieczęcią, jaką jest Krew Baranka. Ta Krew pobudza Go, by przyszedł, choć też sam od siebie pragnie przyjść (...) Duch wychodzi z łona Ojca, przechodzi przez Serce Słowa, aby przyjść do nas. Ten Duch, podobnie jak wzlatujący w górę orzeł, bierze na siebie dusze, które Go przyjęły i zanosi je do Słowa. W niezwykłej obrazowej formie przedstawia też Święta działanie Ducha w sercach: Duch wysyła strzały, które przeszywają serca stworzeń i dysponują je do przyjęcia Jego łaski. Serca, które stały się już gotowymi do przyjęcia tych strzał, odsyłają je do Ducha, pobudzając Go do udzielenia nowych darów i łask. l tak otrzymując coraz większe dary uzdalniają się do tego, by być pośrednikami i przygotować inne serca na przyjęcie strzał Ducha.

Konieczność przygotowania serca jest też wyrażona w słowach Boga Ojca: Ja jestem tym, który jako jedyny napełnia każde serce, jako że jestem, który jestem i napełniam to, co nie jest. l tym bardziej napełniam, im bardziej znajduję serce opróżnione, serce, które zna swój niebyt. Ta świadomość doprowadzi Magdalenę do paradoksalnego stwierdzenia: Najlepszym możliwym sposobem opowiadania o Tobie jest całkowite odpocznienie w Tobie i zniknięcie w Twoim cieniu.

W "Dziełach" Świętej możemy też znaleźć cenne wskazówki dotyczące drogi zjednoczenia duszy z Bogiem. Np. wymienia ona różne rodzaje (stopnie) miłości:

- miłość ćwicząca się - człowiek spełnia praktyki, ale gdy odczuwa jakiś brak, niepokoi się, gdyż kocha Boga nie dla Niego, ale dla siebie samego,

- miłość niecierpliwa - człowiek nie pozwala ogarnąć się Bogu z powodu swego niepokoju i niestabilności; przeszkadza mu to, że widzi doskonalszych od siebie, a na słabszych patrzy z góry,

- miłość cierpiąca - gdy zabraknie człowiekowi odczuwania miłości, myśli on, że zasługuje na piekło, cierpi nie dla miłości Boga, ale ze strachu przed cierpieniem,

- miłość odpocznienia - człowiek nie pragnie niczego, nie zastanawia się, jaki stan doskonałości osiągnął, wielbi Boga i pragnie, by ci, którzy nie znają Boga, kochali Go jeszcze bardziej niż on; nie chce, by Bóg działał w nim w ten czy inny sposób, pragnie jedynie Jego chwały. Taka miłość jest darem, do którego należy dążyć, ale bez niespokojnego pragnienia, gdyż ono oznaczałoby pewien brak tego, czego wymaga miłość.

Podobną myśl można też dostrzec w przypowieści o dwóch oblubienicach Słowa: jedna, ubrana w piękne szaty, została wprowadzona do chwały nieba; druga, której szatą jest nagość a ozdobą bycie niczym, bycie lekceważoną, stoi u bram nieba nie odważając się nawet podnieść oczu. Maria Magdalena pyta samą siebie: i bez wahania wybiera tę drugą.

Całe jej życie potwierdza tę odpowiedź: surowe umartwienia, radykalne ćwiczenie się w pokorze są tą drogą, na której jej serce przygotowuje się do przyjęcia Bożych łask. Przytoczyłam tu tylko kilka przykładów, dotyczących kilku zagadnień. Lecz jakże nie wspomnieć o jej miłości do Maryi, do tej Gwiazdy prowadzącej kolumnę z drogocennego porfiru (= Karmel), aby o każdej karmelitance można było powiedzieć "sancta et immaculata virginitas"! Jak nie wspomnieć o "tygodniu Ducha Świętego", gdy przez osiem dni Duch Boży udzielał się jej codziennie w różnych postaciach... Szczupłość miejsca nie pozwala na ukazanie wszystkich tematów, wszystkich niezwykłych przeżyć, które miały też różny charakter: niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny, kardiografia...

Tych darów było tak wiele, ekstazy były tak częste i nieraz długie, iż z biegiem czasu siostry zaprzestały ich spisywania, jedynie nowicjuszki notowały pewne słowa swej Mistrzyni.

Tak więc niezbyt wiele wiemy o mistycznych łaskach z ostatnich lat Magdaleny, wiemy jednak, że były one rzadsze, co więcej, w pewnych okresach nie dawały one duchowej pociechy. Święta, wyniszczona ciężką chorobą straciła też swą naturalną zdolność obrazowego przedstawiania sobie abstrakcyjnych prawd, co jeszcze wzmagało jej duchowe cierpienia. Otrzymała łaskę owego nagiego cierpienia - jak Chrystus na krzyżu, o które tak gorąco prosiła.

25 maja 1607 r. wyszła na spotkanie Oblubieńca. Poprzez beatyfikację w r. 1626 i kanonizację w r. 1669 Kościół oficjalnie potwierdził świętość jej życia. Odtąd w wielu kościołach na całym świecie można spotkać jej figury i obrazy, często widnieją na nich słowa "Pati, non mori - cierpieć, nie umrzeć", słowa, których w dosłownej formie Magdalena nigdy nie wypowiedziała (a przynajmniej nigdzie ich nie zapisano, są one jedynie streszczeniem słów: Chciałabym żyć, by móc cierpieć z miłości do Boga, ponieważ w niebie nie ma cierpienia), lecz które jakże trafnie wyrażają żar jej miłości, tej miłości, która nie mogła pozostać bez odpowiedzi.

Karmel, nr 2/2001

Cyt. za: www.karmel.pl/lektorium/publikacje/baza.php?id=58
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.


www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/
św. Maria Magdalena ...
emo
Rodzina de’ Pazzi była jedną z najstarszych i najznamienitszych we Florencji. W tej właśnie rodzinie 2 kwietnia 1566 r. przyszło na świat drugie dziecko Marii i Camillo, Katarzyna, którą kiedyś pozna świat pod zakonnym imieniem jako św. Marię Magdalenę de’ Pazzi. Troska rodziców o głębokie wychowanie religijne dzieci znalazła w sercu Katarzyny niezwykle podatny grunt. Od najmłodszych lat możemy dostrzec w niej pewne akcenty, które później rozkwitną w życiu zakonnym: umiłowanie liturgii, zwłaszcza Eucharystii, oraz zafascynowanie prawdą o Trójcy Przenajświętszej. Wyjątkowa jest wrażliwość religijna tej dziewczynki, krążącej wciąż wokół matki, która przed chwilą przyjęła Komunię św. (Mamo, ty pachniesz Jezusem!), przysłuchującej się z zapartym tchem rozmowom religijnym w rodzinie, wreszcie przeżywającej (w wieku 12 lat!) pierwszą ekstazę podczas rozważania Symbolu Atanazjańskiego (wyznania wiary św. Atanazego, w którym szczególne miejsce zajmuje prawda o Boskiej Trójcy). Słowo “rozważanie” nie pojawiło się tu omyłkowo: nauczona przez spowiednika – jezuitę Katarzyna zaczęła praktykować modlitwę myślną w 9 roku życia. W następnym roku przyjęła Pierwszą Komunię św., a kilka miesięcy później złożyła ślub dziewictwa. Nie zdziwi nas teraz niezwykły na owe czasy warunek, jaki postawiono przy oddaniu Katarzyny na pensję do sióstr maltańskich: umożliwić dziewczynce przyjmowanie Komunii św. przynajmniej we wszystkie dni świąteczne.

Pobyt na pensji trwał jednak tylko rok: rodzina zabrała Katarzynę do domu, gdyż surowymi umartwieniami nadmiernie osłabiła swój młody organizm. Powrót do domu nie oznaczał jednak wejścia w świat zabaw i rozrywki: w gorliwym sercu wcześnie zrodziło się powołanie zakonne. Przed szesnastoletnią Katarzyną staje problem wyboru zgromadzenia: może siostry maltańskie, które znała tak dobrze, może klaryski żyjące w radykalnym ubóstwie? Jej myśl kieruje się ostatecznie ku karmelitankom z klasztoru Matki Bożej Anielskiej. Wielka gorliwość tych sióstr była powszechnie znana, lecz decydującym czynnikiem wyboru był fakt, iż siostry miały wyjątkowy w owych czasach przywilej codziennej Komunii św. Tak więc miłość do Eucharystii zaprowadziła Katarzynę do bramy Karmelu. Był rok 1582. 4 października w hiszpańskim mieście Alba de Tormes odeszła do Pana św. Teresa od Jezusa. Sześć tygodni później, we Florencji, przekroczyła klasztorny próg Katarzyna de’ Pazzi.

Trudno nam dziś powiedzieć, czy wieść o reformie terezjańskiej dotarła kiedykolwiek do uszu Katarzyny, a raczej odtąd s. Marii Magdaleny. Ich doświadczenia z pierwszych chwil i lat życia zakonnego były odmienne. Maria Magdalena była zadowolona ze stylu życia florenckiego Karmelu. Klasztor położony na uboczu, po drugiej stronie rzeki Arno, nie był tak często odwiedzany przez gości, jak Karmel w Avila… i jak wiele klasztorów florenckich. Funkcje przełożonej i mistrzyni sprawowały zakonnice świątobliwe i roztropne, jak np. s. Evangelista del Giocondo (krewna słynnej Giocondy uwiecznionej przez Leonarda), a spowiednikami byli kapłani wielkiego ducha i światłego umysłu. Również cała wspólnota wyróżniała się przykładną obserwancją. W późniejszych wypowiedziach s. Marii Magdaleny znajdziemy wiele dowodów jej umiłowania życia zakonnego, Karmelu i florenckiego klasztoru. Tak będzie kiedyś pouczać swe nowicjuszki: na niewiele przyda się mieć drogocenny klejnot i nie znać jego wartości; tak też na niewiele wam się zda być zakonnicą, jeśli nie poznacie godności i wartości waszego stanu, gdyż nie znając go, nie umiłujecie go. Gdyby biedak przebywał w domu króla, pomyślcie, z jaką pilnością wykonywałby wszystkie prace, choćby małe i pokorne, (…) i uważałby się za szczęśliwego, iż może je wykonać. Tak też i wy, będąc w zakonie, który jest domem Boga, musicie wykonywać wszelkie prace z pilnością i oddaniem (…) myśląc, że jest to dzieło Boże.

Czyż więc mogłoby brakować czegoś młodej nowicjuszce? Zabrzmi to jak paradoks, ale w Karmelu mogła odczuwać brak czasu na… modlitwę myślną. Gdy więc przed obłóczynami zapytano ją, czy nie będzie cierpieć z tego powodu, dała odpowiedź świadczącą o wielkiej dojrzałości duchowej: Myślę, że wszystkie czynności, jakie wykonuje się w zakonie, są ciągłą modlitwą, ponieważ wszystkie są podjęte z posłuszeństwa.

Bowiem podczas gdy Katarzyna na pensji modliła się przynajmniej dwie godziny dziennie, a czasem nawet ponad cztery godziny, to w ówczesnym porządku dnia we florenckim Karmelu poświęcano na medytację 20-30 min rano, 15 min. wieczorem, plus przedłużone dziękczynienie po Komunii św. Medytacja była ściśle związana z liturgią, niejako wypływała z liturgii i stanowiła jej przedłużenie – po jutrzni czy komplecie (dopiero w 1598 r. wskutek nalegania spowiednika zostanie wprowadzona “medytacja” oddzielnie od liturgii, ale jako ćwiczenie prywatne). W tej atmosferze pogłębia się u s. Marii Magdaleny zaszczepione w rodzinnym domu umiłowanie liturgii. Kiedyś powie nowicjuszkom: Wielbienie Boga w chórze ma tak wielką godność, że same błogosławione Duchy, tak czyste, z lakiem i drżeniem zaledwie odważają się je sprawować. Więc z o ileż większym szacunkiem musimy stawać przed Bożym obliczem, tak niegodne stworzenia. W porównaniu z celebracją Bożego Oficjum w chórze jakakolwiek medytacja czy szczególna modlitwa ma niewielką zasługę wobec Boga. Jakże bliska jest tu Maria Magdalena naszym posoborowym czasom, obecnemu dowartościowaniu liturgii – także brewiarzowej – często niedocenianej w minionych wiekach!

Wróćmy jednak do czasów, gdy florencka nowicjuszka oczekiwała z niecierpliwością na zaślubiny z Oblubieńcem. Jej prośba o przyspieszenie dnia profesji spotkała się z odmową, tymczasem… nagła gwałtowna choroba płuc, objawiająca się gorączką i niezwykle gwałtownymi i długimi atakami kaszlu, w krótkim czasie tak wycieńczyła młode siły, iż bezradni lekarze nie widzieli ratunku, a przełożeni zezwolili na profesję, by dać M. Magdalenie radość umierania jako oblubienica Chrystusa. Tymczasem zamiast śmierci, młodej karmelitance został dany szczególny przejaw Bożego życia: odtąd codziennie przez 40 dni po Komunii św. objawy chorobowe ustępowały na 2-3 godziny, a twarz chorej nabierała niezwykłego piękna: tak zaczął się pierwszy (po kilku sporadycznych przeżyciach mistycznych w minionych latach) dłuższy okres ekstaz w życiu świętej karmelitanki. W następnych latach ekstazy będą tak liczne i tak długie, iż O. Herman od Najświętszego Sakramentu powie o Świętej, że “spędziła większą część ziemskiej pielgrzymki… poza ziemią”. M. Magdalena w ekstazie pozostaje nieruchoma lub rusza się, tańczy, czyni gesty, biega i – co najważniejsze dla nas – mówi: opowiada o tym, co widzi i słyszy, prowadzi dialog z Bogiem Ojcem, z Chrystusem, z Maryją, czasem też zwraca się do współsióstr. Ta prosta karmelitanka klauzurowa, bez przygotowania teologicznego, w ekstazie mówi o najtrudniejszych problemach teologicznych z taką głębią i świeżością, która zaskakuje także dzisiejszych czytelników.

W najbliższej przyszłości postaram się przedstawić w osobnym artykule krótki zarys treści przekazanych w ekstazie przez M. Magdalenę, a także ogromne wysiłki florenckich karmelitanek pragnących zachować na piśmie bezcenne skarby przekazywane przez ich niezwykłą współsiostrę. Jakże bowiem spisać słowa wypowiadane w pośpiechu, niekiedy w biegu… słowa, które jeśli nie zostały zapisane, ginęły bezpowrotnie, gdyż po ekstazie Święta była w stanie przedstawić jedynie ich streszczenie, nieraz niekompletne.

Mistyczne przeżycia w życiu Magdaleny to nie tylko wizje i nadzwyczajny dar rozumienia Bożych prawd, ale także niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny z Chrystusem… i wiele innych niezwykłych łask. A równocześnie… zwyczajne życie pokornej karmelitanki, życie pracy, modlitwy i bardzo surowych umartwień, które niekiedy mogą szokować swą ostrością współczesnego czytelnika. Święci jednak są dziećmi swoich czasów, a w czasach M. Magdaleny takie akty pokutne były w klasztorach czymś całkiem zrozumiałym.

Punktem kulminacyjnym w historii darów mistycznych M. Magdaleny jest tzw. tydzień Ducha Świętego (rok 1585), “w którym to czasie trwała w ekstazie w dzień i w nocy, z wyjątkiem czasu ok. 2 godzin, który był jej udzielony na odmówienie Oficjum, skromny posiłek i nieco odpoczynku”. W tym tygodniu każdego dnia o godz. 15.00 otrzymywała w różnej formie dar Ducha Świętego.

Magdalena wiedziała jednak, że natychmiast po tym radosnym czasie “Taboru” czeka ją pięcioletni okres ciężkich doświadczeń, który nazwie “jaskinią lwów”. Choć i wtedy będą zdarzać się ekstazy, nie będą jednak one źródłem duchowej pociechy. Następują bolesne lata pokus (nawet skłaniających do opuszczenia klasztoru czy wręcz samobójczych), udręk duchowych i oschłości, a także cierpień fizycznych spowodowanych nagłymi, niewytłumaczalnymi chorobami. Magdalena wie jednak, że Chrystus jej nie opuszcza, sam przecież powiedział jej u początku tych bolesnych prób, iż postępuje z nią jak matka, która karmi dziecko mlekiem swej piersi: a jeśli później odsunie go od piersi, nie oznacza to, ze przestało być jej dzieckiem i że już go nie kocha; wręcz przeciwnie, gdyż teraz dziecko może działać samodzielnie!

I oto po roku ciężkich doświadczeń Magdalena zostaje wezwana do działania: Bóg oznajmia jej, że wzywa ją do dzieła odnowy Kościoła, a zwłaszcza życia zakonnego. Słusznie stwierdził F. Vallainc, iż to zadanie, “które mogłoby przerazić człowieka dojrzałego, miało zaciążyć na barkach młodej (dwudziestoletniej!) zakonnicy, prawie niepiśmiennej, pozbawionej wszystkiego i nie mogącej – z powodu klauzury – wyjść poza klasztor, by głosić otrzymane orędzie”.

W jaki sposób M. Magdalena przekaże Boże wezwanie? W ten sam sposób, w jaki kilka wieków wcześniej wpłynęła na losy Kościoła inna córka toskańskiej ziemi – św. Katarzyna Sieneńska: poprzez listy. W ekstazie Magdalena dyktuje 12 listów – do papieża, kardynałów, przełożonych kilku klasztorów różnych zakonów męskich i żeńskich.

W liście do papieża Sykstusa V jest położony wyraźny nacisk na konieczność współpracy w tym dziele wszystkich stanów Kościoła. Ci, którzy chcą uczestniczyć w odnowie, winni wyróżniać się pięcioma szczególnymi cechami: papież i biskupi – ubóstwem; zakonnicy – miłością zakonnice – czystością księża diecezjalni – cierpliwością świeccy – wytrwałością. Skromna karmelitanka, “nieużyteczna służebnica dawnej i nowej Prawdy”, nie zawaha się wskazać papieżowi programu postępowania: unikać zaszczytów, złagodzić rygor wymierzania sprawiedliwości, dzielić się majątkiem, wystrzegać się nepotyzmu… Reforma ma zacząć się od wewnętrznej przemiany każdego chrześcijanina, poczynając od tego, kto kieruje łodzią Piotrową.

Podobne wezwania znajdujemy w liście do kardynałów Kurii Rzymskiej: jest konieczne, by “ogołocili się z wszelkiej ziemskiej wygody i ludzkich względów… oraz by szli za Wikariuszem Chrystusa”. Nie wiemy, niestety, czy wszyscy kardynałowie mogli przeczytać ten list i jaki przyniósł on skutek. Wiemy natomiast, że dwa listy napisane do florenckiego kardynała Alessandro de’ Medici z nieznanych nam przyczyn prawdopodobnie nie dotarły do adresata, skoro w trzecim M. Magdalena musi “ponowić wiadomości już podane, choć nieznane Waszej Eminencji”. W listach zwraca się z prośbą o przybycie do jej klasztoru, by mogła bezpośrednio przekazać Boże wezwanie.

Wkrótce kardynał przybył do klasztoru w związku z wyborem nowej przełożonej. M. Magdalena, pomimo przeszkód, zdołała spotkać się z nim, by oznajmić w ekstazie, iż jest wolą Bożą, by Alessandro de’ Medici uczestniczył w odnowie Kościoła, a zwłaszcza osób zakonnych. Niezwykła zakonnica musiała wywrzeć wielkie wrażenie na kardynale, skoro stwierdził wyraźne działanie Ducha w jej słowach. Z tym większym więc zaskoczeniem musiał przyjąć proroctwo, iż zostanie papieżem, ale na bardzo krótki czas (i rzeczywiście, umrze po 26 dniach pontyfikatu). Kardynał obiecał podjąć dzieło odnowy, lecz mimo szczerych chęci okazał się człowiekiem zbyt słabym, by przezwyciężyć liczne trudności.

Wszystkie pozostałe listy o odnowie Kościoła są skierowane do osób zakonnych: w klasztorach bowiem widziała M. Magdalena początek dzieła przemiany. Wielkie nadzieje pokładała w zakonach: jezuitów, dominikanów oraz minimitów.

Trzy listy skierowane są do zakonnic klauzurowych: dwa do św. Katarzyny Ricci i jeden do Weroniki z Kortony. Ze względu na przepiękne metafory i porównania są to prawdziwe perełki literackie. M. Magdalena pisze, iż zakonnice winny być “jak lwy podtrzymujące tron Salomona czyli Kościół św., gdzie spoczywa Chrystus”, winny też dbać o prawdziwie lwie cechy: wielką wierność, wielką siłę i głos tak potężny, że niemal nie do zniesienia. Są one jak gołębice z arki Noego, które wyfruwają, by zobaczyć, czy ustał potop, l choć nie ustał, trzeba wyfrunąć, by doprowadzić do jego końca i powrócić zwycięsko wraz z duszami ludzi nawróconych. Pisząc do św. Katarzyny M. Magdalena stosuje grę słów: Caterina – catena (łańcuch), wzywając adresatkę, by jak łańcuch złączyła wszystkie stworzenia, zwłaszcza osoby konsekrowane, tak aby ten łańcuch stał się ozdobą Oblubienicy – Kościoła.

Patrząc dziś, z perspektywy ponad trzech stuleci, na wysiłki M. Magdaleny na rzecz reformy Kościoła, można by powiedzieć, iż nie przyniosły one skutku. Oczywiście, patrząc globalnie, Boże wezwanie przekazane przez Świętą nie zostało podjęte w całej rozciągłości. Czyż jednak można mówić o całkowitej klęsce? Nie wiemy przecież, ilu kardynałów, księży, zakonnic, czytając płomienne słowa florenckiej karmelitanki, podjęło ciche dzieło osobistego nawrócenia. Nie wiemy i pewnie na tym świecie nie dowiemy się nigdy: jest to tajemnica ludzkiego sumienia, tajemnica oddziaływania świętych, którzy “zarażają” innych swą miłością do Kościoła. Bo przecież te dwanaście listów to nie jedyny przejaw ogromnej miłości i troski Świętej o Chrystusową owczarnię. Często będzie przypominać nowicjuszkom, iż jedną z przyczyn, dla których Bóg powołał je do zakonu, jest ta, by były pomocne dla Kościoła św. Ona sama, jak zgodnie potwierdzają siostry w procesie kanonizacyjnym, wciąż modliła się za Kościół, dla Kościoła podejmowała umartwienia, była nawet gotowa opuścić ukochany klasztor florencki by uczestniczyć w fundacji w dalekich krajach misyjnych. Kapłanów, a zwłaszcza papieża, nazywała wzorem św. Katarzyny Sieneńskiej “Chrystusami na ziemi”. W ekstazie widzi Kościół jako piękną oblubienicę, ozdobioną drogimi klejnotami, z przepiękną koroną na głowie – lecz oto pojawiają się ludzie, którzy dążą do tego, by ją oszpecić, by zerwać ozdoby – to heretycy i źli chrześcijanie: każdy na swój sposób chce zbrukać oblicze Kościoła.

Z miłością do Kościoła łączyło się u M. Magdaleny gorące umiłowanie życia zakonnego. Jak stwierdziła, zakonnicy uczestniczą w sposób bardziej ciągły i szczególny we wszystkich dobrach świętej matki Kościoła. Sławny jest też jej obraz dwóch dróg: jedna szeroka, ale kręta i dłuższa – i jest to droga ludzi świeckich; druga natomiast jest wąska i stroma, ale ona najszybciej prowadzi do celu – to droga życia zakonnego. O ileż jest bliższe to porównania naszemu posoborowemu myśleniu od tego, jakie przedstawił jeden z ówczesnych klasztornych kaznodziejów: “klasztor to niebieskie Jeruzalem, a świat to Babilon!” M. Magdalena kocha swoją drogę życia, ale ma świadomość, że także inne drogi prowadzą do Boga. Jakże często jej słowa zdają się wyprzedzać epokę, odznaczają się wielką “duchową elastycznością”. Broni się (i swoje otoczenie) przed skostniałym trwaniem w prastarych wzorcach, mówiąc o siostrach, które nie chcą żadnych zmian: Wiele (sióstr) tłumaczy się mówiąc: “Czyż te, które żyły w tym samym miejscu przed nami nie są teraz w niebieskiej chwale? One przecież też tak czyniły, a my uważamy, że robiły źle!” I można by im odpowiedzieć, że jeśli tak czyniły, to nie czyniły tego, czego Bóg chce teraz: wtedy były inne czasy, a teraz są inne. (…) W każdym czasie trzeba czynić to, co jest właściwe i czego Bóg oczekuje od nas.

Podczas jednej z ekstaz M. Magdalena ujrzy umiłowany Zakon Karmelitański jako kolumnę z przepięknego surowca, której gwiazdą przewodnią jest Maryja. To Maryja otacza Karmel swym płaszczem i prowadzi każdą karmelitankę, by można było o niej powiedzieć: “sancta et immaculata virginitas”.

Spójrzmy jednak na dalsze losy M. Magdaleny. W 1590 r. zakończył się trudny czas “jaskini lwów”. Pięć lat później Święta kieruje do Chrystusa heroiczne życzenie: prosi Go o “nagie cierpienie”, takie, jakiego On doświadczał na krzyżu. Tymczasem najbliższe lata upływają bez większych bolesnych doświadczeń; w tym czasie M. Magdalena dzieli się swym doświadczeniem z młodymi siostrami, w 1598 r. zostaje mistrzynią nowicjatu. Gorliwe nowicjuszki spisały wiele jej cennych uwag, które dzięki temu przetrwały do naszych czasów.

24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.

www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/
św. Maria Magdalena ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
Pochodziła z jednego z najbogatszych rodów patrycjuszowskich Florencji – Pazzich. Na chrzcie otrzymała imię Katarzyna. Już w wieku 14 lat wstąpiła do klasztoru. Zmuszona do powrotu na łono rodziny, która sprzeciwiała się jej powołaniu, powróciła jednak do klasztoru i została karmelitanką w wieku 16 lat, przyjmując imię Maria Magdalena. W życiu klasztornym miała doznawać doświadczeń mistycznych i stygmatów.

pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Magdalena_de%E2%80%99_Pazzi
św. Maria Magdalena ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
wpolityce.pl/kosciol/518733-jasne-stanowisko-watykanu-ws-eutanazji-to-akt-zabojczy

Eutanazja jest „aktem zabójczym”, a jego wspólnikami są ci, którzy uchwalają prawa legalizujące ją - głosi dokument Kongregacji Nauki Wiary. Opublikowany we wtorek list „Samaritanus bonus” dotyczy opieki nad osobami w krytycznych i końcowych fazach życia.

W liście ogłoszonym w Watykanie zawarto też stanowczy sprzeciw wobec badań prenatalnych w celach „eugenicznych”.

Kongregacja prezentując nauczanie Kościoła podkreśliła, że są kraje, w których przepisy w sprawie końca życia, „po wprowadzeniu praktyki eutanazji pozostawiają obecnie duży margines na dwuznaczność co do stosowania obowiązku opieki”.

Z tych powodów Kościół uważa, że musi potwierdzić jako naukę definitywną, iż eutanazja jest przestępstwem przeciwko życiu ludzkiemu, ponieważ tym aktem człowiek decyduje się bezpośrednio sprowadzić śmierć innej niewinnej istoty ludzkiej

— wyjaśnił Watykan.

Eutanazja czynem wewnętrznie złym
Ocena moralna eutanazji i wynikające z niej konsekwencje, jak zaznaczono, „nie zależą od zbilansowania zasad, które w zależności od okoliczności i cierpienia pacjenta mogłyby zdaniem niektórych usprawiedliwić usunięcie osoby chorej”.

Wartość życia, autonomia, zdolność podejmowania decyzji i jakość życia nie stoją na tym samym poziomie. Dlatego eutanazja jest czynem wewnętrznie złym, z jakiejkolwiek okazji i w jakichkolwiek okolicznościach

— oceniła Kongregacja Nauki Wiary. Według niej praktyka eutanazji „zawiera – zależnie od okoliczności – zło cechujące samobójstwo lub zabójstwo”.

Jakakolwiek bezpośrednia współpraca formalna lub materialna w takim czynie jest ciężkim grzechem przeciwko życiu ludzkiemu. Nie może również takiej czynności prawomocnie nakazać lub zezwolić na nią żadna władza. Chodzi w tym przypadku o naruszenie prawa Bożego, o znieważenie godności osoby ludzkiej, przestępstwo przeciw życiu, zamach przeciw ludzkości

— stwierdzono w liście.

Współuczestnicy grzechu
Mowa w nim też o tym, że eutanazja jest „aktem zabójczym, którego żaden cel nie może usprawiedliwić i wobec którego nie można tolerować żadnej formy współudziału lub współpracy, czynnej czy biernej”.

Ci, którzy zatwierdzają przepisy dotyczące eutanazji i samobójstwa wspomaganego, stają się zatem współuczestnikami grzechu ciężkiego, który popełnią inni. Są również winni zgorszenia, ponieważ prawa te powodują deformację sumienia, nawet u wiernych

— ogłosił Watykan. Przypomniał, że życie ma w przypadku każdej osoby tę samą godność i tę samą wartość.

Osoba, która dobrowolnie decyduje się na odebranie sobie życia, zrywa swą więź z Bogiem i innymi ludźmi oraz neguje siebie samą jako podmiot moralny. Samobójstwo wspomagane zwiększa ciężar tego czynu, gdyż czyni uczestnikiem własnej rozpaczy drugą osobę

— napisano w liście kongregacji. Jak zaznaczono, wspomagane samobójstwo nie jest autentyczną pomocą dla pacjenta.

Jest to zatem decyzja, która zawsze jest zła: personel medyczny i pozostali pracownicy służby zdrowia – wierni zadaniu służenia zawsze życiu i opiekowania się nim aż do końca – nie mogą oddawać się żadnej praktyce eutanazji nawet na prośbę zainteresowanego, a tym bardziej jego krewnych

— podkreślono.

Według Watykanu społeczeństwo zasługuje na status „cywilizowanego”, jeśli „wytwarza przeciwciała przeciwko kulturze odrzucenia, jeśli uznaje nienaruszalną wartość życia ludzkiego, jeśli solidarność jest aktywnie praktykowana i chroniona jako podstawa współistnienia”.

Kwestia badań prenatalnych
W „Samaritanus bonus” odnotowano także istnienie zjawiska „niekiedy obsesyjnego stosowania diagnozy prenatalnej” oraz „mentalności wrogiej niepełnosprawności”, co często prowadzi do decyzji o aborcji, którą przedstawia się jako „praktykę prewencji”. Watykan uznał, że jest to „umyślne zabójstwo” i jako takie nigdy nie może być dozwolone.

Wykorzystywanie diagnozy prenatalnej dla celów selekcji jest w związku z tym sprzeczne z godnością osoby” i jest „wyrazem mentalności eugenicznej

— stwierdziła Kongregacja Nauki Wiary.

Za „moralny obowiązek” uznała wykluczenie uporczywej terapii.
stanowisko Watykanu
COM_KUNENA_MORE
Wygenerowano w 2.18 sekundy