Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

frater (frater)

  • Online
  • Super Administrator
  • Ranga: Administrator
  • Data rejestracji: 10/20/2011
  • Ostatnia wizyta: Wczoraj
  • Strefa czasowa: GMT +1:00
  • Czas lokalny: 02:00
  • Wiadomości: 1072
  • Odsłon profilu: 4199
  • Oklaski: 8
  • Miejsce: gg 304230
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data urodzenia: Nieznana

Podpis

Posty

Posty

emo
Jeśli zadaniem hagiografii jest wzbudzanie w nas pragnienia znalezienia się w niebie, to w przypadku Gemmy – mnie przynajmniej – wystarczyłoby samo zdjęcie.

Z przyjemnością usiadłbym tuż obok niej w którymś tam rzędzie niebiańskich krzeseł. Nie na darmo ta dwudziestopięcioletnia Włoszka uważana jest za najpiękniejszą wśród świętych kobiet.
Córka boleści

Jej życie było dość krótkie i zdecydowanie nie najłatwiejsze. Na tyle trudne, że rodacy do dziś mówią o niej: figlia del dolore, czyli córka boleści. Od wczesnego dzieciństwa odznaczała się błyskotliwą inteligencją. Nauka w szkole prowadzonej przez siostry zakonne, do której oddano ją jeszcze przed ukończeniem ósmego roku życia, nie sprawiała jej najmniejszego kłopotu.

W spontaniczny sposób rozwijało się także jej życie duchowe. Nie mając nawet dziesięciu lat obiecała sobie zawsze utrzymywać bliską relację z Jezusem ukrytym w Eucharystii – „zwłaszcza gdy będę strapiona”, jak zapisała w swoim dziecięcym dzienniku. A strapień miało jej nie zabraknąć. Jeszcze w tym samym roku została niespodziewanie osierocona przez ukochaną mamę, a jako nastolatka musiała opuścić szkołę, by zająć się chorym na gruźlicę bratem.
To jednak jest anioł

Pozostawała w bliskiej, zażyłej relacji ze swoim aniołem stróżem. Ten nieraz ją upominał w bardzo bezpośredni sposób. Pewnego razu, gdy Gemma otrzymała w prezencie złoty zegarek, z którego była bardzo dumna, anioł zwrócił jej uwagę, że dla oblubienicy Chrystusa jedyną odpowiednią ozdobę stanowi krzyż i ciernie. To wtedy nastoletnia mistyczka odczuła głębokie pragnienie poznania i zjednoczenia się z męką Zbawiciela i zaczęła gorąco prosić o tę łaskę.

Niebawem miała zostać wysłuchana. Warto jednak dodać, że bezpośredniość w stosunkach z aniołem działała w obie strony. Gemmie zdarzało się używać go jako „listonosza”, by dostarczał jej listy przebywającemu w Rzymie spowiednikowi, a nieraz i spierać się ze swoim niebiańskim opiekunem. Zaniepokojony spowiednik czuł się w obowiązku przypominać jej, że ma do czynienia ze sługą samego Boga, któremu jednak winna szacunek i posłuszeństwo.
Koiła ją Eucharystia

Wkrótce nadszedł czas, gdy Ukrzyżowany postanowił spełnić pragnienia swojej oblubienicy. Zaczęły się ogromne cierpienia. Zmarł ojciec Galganich, a na barkach młodej dziewczyny spoczęła troska o pozostałe, młodsze rodzeństwo. Znaleźli się w fatalnej sytuacji finansowej, którą właściwiej byłoby określić jako skrajną nędzę.

Jej nadwyrężone zdrowie i siły zaczęły poważnie szwankować. Zapadła na zapalenie opon mózgowych, traciła stopniowo słuch i włosy. Prawie rok spędziła przykuta do łóżka z powodu niemal kompletnego paraliżu kończyn. Gdy skarżyła się Jezusowi, że nie jest już w stanie się modlić, usłyszała, że te cierpienia służą oczyszczeniu jej duszy. Odtąd przyjmowała je z wielką ufnością.

Chwile wielkiego wytchnienia i ulgi przeżywała przyjmując komunię świętą. Wreszcie, zupełnie niespodziewanie została uzdrowiona. Wiedziała już, że najlepszym sposobem okazania Jezusowi jej wielkiej miłości jest nie przestawać dla niego cierpieć i uparcie przypominała Mu, że jest na to gotowa.
Stygmatyczka

Jezus nie dał się długo prosić. W wieku dziewiętnastu lat Gemma otrzymała dar stygmatów. W każdy czwartek wieczorem wchodziła w stan bolesnej ekstazy, w której jednoczyła się z męką swego Ukochanego. Trwało do zazwyczaj do godziny trzeciej po południu w piątek lub nawet do sobotniego poranka. Wtedy stygmaty znikały pozostawiając po sobie ślady w postaci blizn, by znów otworzyć się w następnym tygodniu.

W tym czasie Gemma mieszkała już u pobożnej rodziny, u której miejsce znalazł jej spowiednik, gdyż w małym domu Galganich brakło dla niej miejsca. Rodzina Gianninich oraz dwaj pasjoniści – prałat Volpi i ojciec Germano wielokrotnie byli świadkami ekstaz Gemmy i jej zażyłości z Jezusem.
Kłótnie z Jezusem

Była to zażyłość tak bliska i serdeczna, że aż zdumiewająca. Dwudziestoletnia mistyczka pozwalała sobie nawet na „kłótnie” ze swoim Boskim Oblubieńcem. O co? O grzeszników. Za którymś razem świadkowie usłyszeli jak „rozkazywała” Jezusowi nawrócić zatwardziałego grzesznika, a gdy On wzbraniał się z powodu jego potwornych grzechów, dziewczyna uciekła się do „szantażu” mówiąc: „Twoja Matka też się za niego modli. Jej nie możesz odmówić!”.

Jakie było zdumienie jednego z ojców, gdy wychodząc z mieszkania, w którym był świadkiem tej sceny wpadł na zapłakanego mężczyznę, który na kolanach zaczął go błagać o spowiedź i okazał się nosić nazwisko chwilę wcześniej wymieniane uparcie przez Gemmę w rozmowie z Jezusem.
Niespełnione marzenie

Wkrótce Gemma zapadła na gruźlicę i próchnicę kości. Wytrzymywała bolesne zabiegi bez znieczulenia. Jej znieczuleniem był krzyż, w który wpatrywała się niemal bez przerwy wzrokiem pełnym miłości. Postępująca choroba ostatecznie przekreśliła jej szanse na zrealizowanie swojego największego marzenia – by wstąpić do klauzurowego zgromadzenia sióstr pasjonistek, oddanych rozważaniu męki Chrystusa.

Już wcześniej siostry kilkukrotnie jej odmawiały – a to z powodu zobowiązań rodzinnych, a to ze względu na stan zdrowia, a trochę też z obawy przed jej sławą mistyczki. Poniekąd dla pocieszenia ojciec Germano przyjął od niej cztery prywatne śluby identyczne co do treści ze ślubami składanymi w zakonie pasjonistek. Złożyła je już na łożu boleści, z którego miała się nie podnieść aż do swojej śmierci w Wielką Sobotę 1903 roku.
Najwierniejsza kopia Jezusa

Siostry, które nie chciały jej przyjąć za życia zrobiły to po śmierci, pozwalając na jej pochówek w swoim klasztornym kościele w Lukce, gdzie dziś znajduje się jej sanktuarium. Jej duchowym pięknem zachwycili się kolejni papieże. Pius XI dokonując jej beatyfikacji nazwał ją „najwierniejszą kopią, również zewnętrznie, Ukrzyżowanego Odkupiciela”, a Pius XII określił „gwiazdą swojego pontyfikatu” i kanonizował w 1940 roku.

Jest patronką aptekarzy, studentów i wszystkich, którzy cierpiąc, jednoczą się z Ukrzyżowanym Jezusem.
św. Gemma Galgani
Kategoria: Stygmatycy
emo
Po Koronce można odmówić Litanię do Najdroższej Krwi Pana Jezusa (podyktowaną przez Najświętszą Maryję Pannę), która jest inna niż ta, która jest bardziej popularna tzn. Litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana

♥ LITANIA podyktowana przez Najświętszą Maryję Pannę ♥

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson,
Chryste usłysz nas, Chryste wysłuchaj nas,
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami,
Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami,
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami,
Święta Trójco, jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

Abyś umysły i serca spoganiałej ludzkości
gruntownie odmienić raczył, – przez zasługi Najdroższej Krwi, wysłuchaj nas Panie
Abyś łaską Ducha Świętego wszystkich poszukujących Boga oświecić raczył,
Abyś grzesznikom łaskę nawrócenia darować raczył,
Abyś grzeszników od wiecznego potępienia uchronić raczył,
Abyś diabelską moc zniszczyć raczył !
Abyś diabelską moc zniszczyć raczył !
Abyś diabelską moc zniszczyć raczył !
Abyś upadek bezbożności przyspieszyć i jej nosicieli nawrócić raczył,
Abyś wszystkim nienawiściom między narodami i wszystkim rozłamom w rodzinach położyć kres raczył,
Abyś zniszczył panowanie złego ducha w naszym narodzie i panowaniu Ducha Świętego drogę utorować raczył,
Abyś cierpiących w sercu pocieszyć raczył,
Abyś nam łaskę głębokiego życia wewnętrznego i skupienia duchowego darować raczył,
Abyś nas w męstwie i nieustraszoności wobec prześladowań utwierdzić raczył,
Abyś nas codziennie od nowa duchem wybaczającej miłości przekonać raczył,
Abyś umiłowanych Oblubieńców Twojego Syna, kapłanów, przez szczególne łaski wzmocnić raczył,
Abyś oziębłych i błądzących kapłanów Twoją łaską z powrotem do Ciebie przyciągnąć raczył,
Abyśmy Najświętszy Sakrament znowu więcej cenili i czcili,
Abyś w duszach młodzieńczych kapłańskie i zakonne powołania obudzić raczył,
Abyś nas w prawdziwej wierze wzmocnić i utwierdzić raczył
Abyś nas szczęśliwą godziną śmierci obdarzyć raczył,
Abyś wszystkich naszych dobrodziejów i bliskich ochronić raczył.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przez zasługi Najdroższej Krwi, przepuść nam Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przez zasługi Najdroższej Krwi, wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata,
przez zasługi Najdroższej Krwi, zmiłuj się nad nami.

W. Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko
O. Abyśmy się stali godnymi Obietnic Chrystusowych.
Módlmy się :
Ojcze Niebieski, przez Niepokalane i mieczem przebite Serce Maryi, ofiarowuję Ci Najdroższą Krew i Rany Jezusa Chrystusa, aby Maryja, nasza Matka starła głowę Szatana i z Archaniołem Michałem oraz ze wszystkimi Aniołami strąciła do piekła złe duchy, a wszystkie ich dzieła i plany zniszczyła, szczególnie obecnie w tej godzinie i nade wszystko w naszej ojczyźnie. Amen.
Do Najdroższej Krwi ...
Kategoria: Modlitwy
emo
Maria Marta Chambon (1841-1907) urodziła się w ubogiej prostej rodzinie francuskiej w okręgu sabaudzkim. W wieku 21 lat wstąpiła do zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (ss.wizytek), gdzie od początku dobrowolnie praktykowała najsurowsze umartwienia. We wrześniu 1867 roku podczas modlitwy doznała ekstazy objawienia przez Jezusa celu swego życia: miało nim być szerzenie zapomnianej wówczas adoracji Najświętszych Ran Zbawiciela, źródła wszelkich łask. Odtąd systematycznie dokonywał się w niej niewyobrażalny rozwój duchowy i to bez żadnej pomocy z zewnątrz. Od 12 czerwca 1874 roku, na ciele zakonnicy kolejno zaczęły się pojawiać stygmaty Męki Chrystusowej, a w latach 1869-1873 zachowywała post całkowity, przyjmując jedynie cząsteczki Hostii. Pomimo to prowadziła normalny tryb życia zakonnego, wykonując wszelkie powierzone jej obowiązki. Wszystkie te wydarzenia odbywały się przy zachowaniu doskonałej równowagi duchowej i umysłowej zakonnicy oraz jej zdrowia fizycznego. Oprócz stygmatów i daru nadnaturalnego postu, Maria Marta posiadała także dar proroczy. Wiele z jej przepowiedni spełniło się natychmiast, inne po pewnym czasie. Całe swe życie duchowe skupiała na rozważaniu Ran Chrystusa oraz szerzyła kult dla ich odkupieńczej mocy. Zmarła w opinii świętości
Maria Marta Chambon
emo
Maria Marta Chambon (1841-1907) urodziła się w ubogiej prostej rodzinie francuskiej w okręgu sabaudzkim. W wieku 21 lat wstąpiła do zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (ss.wizytek), gdzie od początku dobrowolnie praktykowała najsurowsze umartwienia. We wrześniu 1867 roku podczas modlitwy doznała ekstazy objawienia przez Jezusa celu swego życia: miało nim być szerzenie zapomnianej wówczas adoracji Najświętszych Ran Zbawiciela, źródła wszelkich łask. Odtąd systematycznie dokonywał się w niej niewyobrażalny rozwój duchowy i to bez żadnej pomocy z zewnątrz. Od 12 czerwca 1874 roku, na ciele zakonnicy kolejno zaczęły się pojawiać stygmaty Męki Chrystusowej, a w latach 1869-1873 zachowywała post całkowity, przyjmując jedynie cząsteczki Hostii. Pomimo to prowadziła normalny tryb życia zakonnego, wykonując wszelkie powierzone jej obowiązki. Wszystkie te wydarzenia odbywały się przy zachowaniu doskonałej równowagi duchowej i umysłowej zakonnicy oraz jej zdrowia fizycznego. Oprócz stygmatów i daru nadnaturalnego postu, Maria Marta posiadała także dar proroczy. Wiele z jej przepowiedni spełniło się natychmiast, inne po pewnym czasie. Całe swe życie duchowe skupiała na rozważaniu Ran Chrystusa oraz szerzyła kult dla ich odkupieńczej mocy. Zmarła w opinii świętości
Maria Marta Chambon
Kategoria: Stygmatycy
emo
www.niedziela.pl/artykul/85282/nd/Niebo---czysciec---pieklo

P I E K Ł O

Ks. I. S.: - Trzecia prawda teologiczna o życiu wiecznym głosi, że istnieje także bardzo odmienna od nieba i czyśćca wiekuista rzeczywistość. Dante w „Boskiej komedii” nad jej bramami umieścił napis: „Porzućcie wszelką nadzieję ci, którzy tu wchodzicie”. Chodzi o piekło, o życie, które skończyło się katastrofą - o stan wiecznego potępienia.

Ks. K. S.: - Niestety, piekło istnieje, chociaż niektórzy nie chcą w to uwierzyć. Nie chcą uwierzyć zwłaszcza w wiekuistość tego miejsca. W Katechizmie czytamy, że istnieje miejsce, w którym zmarli odbywają wieczną karę za popełnione zło, że „zasadnicza kara piekła polega na wiecznym oddzieleniu od Boga” (1035). Straszna kara. Podczas objawień w Fatimie Matka Boża pokazała Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie piekło. Widzenie wywarło na dzieciach tak ogromne wrażenie, że od tej pory nie ustawały w modlitwach w intencji nawrócenia grzeszników. Także św. s. Faustyna, Apostołka Bożego Miłosierdzia, miała widzenie piekła. Czytamy w „Dzienniczku”: „Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie - ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie - nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka - jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej. Jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka - jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka - jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka - jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem. Ale to jest nie koniec mąk. Są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie, kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jako tam jest” (Dz. 741).

Ks. J. M.: - Niestety, do niektórych Sprawiedliwy Sędzia powie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt 25, 41). Na drogi wiodące ku piekielnym bramom człowiek wchodzi sam, trafia w ich podwoje tylko ten, kto mimo ostrzeżeń nie chce z nich zawrócić. Chrześcijaństwo twierdziło zawsze, że takie zawrócenie jest możliwe nawet wówczas, kiedy człowiek stoi już na progu piekła. Wystarczy żałować za popełnione zło.

Ks. P. R.: - Piekło jest konsekwencją prawdy o wolności człowieka. Jest dowodem na to, że Pan Bóg traktuje człowieka na serio, że jest on naprawdę wolny, a więc odpowiedzialny za swoje czyny i wybory.

Ks. I. S.: - Piekło jest owocem istnienia na świecie zła. Zło to nie tylko efekt ludzkich słabości, lecz jakże często także ludzkiej przewrotności. Ileż wojen na świecie było wyreżyserowanych przez ludzi opętanych pragnieniem dominacji nad innymi. Zło nie jest tylko jakimś przypadkowym wydarzeniem. Istnieją całe ośrodki przygotowujące jego zaistnienie (np. zamachy planowane przez Al-Kaidę). W wielu krajach zło jest inspirowane poprzez ułatwienia prawne zabijania nienarodzonych. Niektóre ugrupowania systemowo uderzają w Boży plan krzewienia życia, będący nakazem tak prawa naturalnego, jak i Bożego. Zdaje się, że słyszymy diabelskie „non serviam” - nie będę służył.

Ks. K. S.: - Zło ma różne oblicza. Dostrzegaliśmy je w hitleryzmie, stalinizmie i innych ideologiach. W minionym XX wieku zło jakby zerwało się z łańcucha. Nastąpiło jakieś wzmożone działanie sił szatańskich, sił zła. XXI wiek też nie zapowiada nieczego dobrego. Okazuje się, że wciąż siły zła mogą działać w sposób bezkarny. W Europie i Ameryce pojawiły się sekty grupujące wyznawców szatana. W Internecie znajdujemy liczne strony szerzące kult mocy zła. Jawnie działają ugrupowania wyznaczające sobie za cel niszczenie wartości duchowych, szerzące kult moralnego nieładu, podsycające waśnie. I, niestety, znajdują one licznych zwolenników. O obliczu jednego z takich nurtów zła oraz o losie jego zwolenników tak pisał Zbigniew Herbert: „Najniższy krąg piekła. Wbrew powszechnej opinii nie zamieszkują go despoci, ani matkobójcy, ani także ci, którzy chodzą za ciałem innych. Jest to azyl artystów pełen luster, instrumentów, obrazów. Na pierwszy rzut oka najbardziej komfortowy dział infernalny bez smoły, ognia i tortur fizycznych.
Cały rok odbywają się tutaj konkursy, festiwale i koncerty. Nie ma pełni sezonu. Pełnia jest permanentna i niemal absolutna. Co kwartał powstają nowe kierunki i nic, jak się zdaje, nie jest w stanie zahamować triumfalnego pochodu awangardy.
Belzebub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci i jego malarze przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma lepszą sztukę, ma lepszy rząd - to jasne. Niedługo będą się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu Światów. I wtedy zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico, Bacha.
Belzebub popiera sztukę. Zapewnia swym artystom spokój, dobre wyżywienie i absolutną izolację od piekielnego życia” („Co pan Cogito myśli o piekle”).

Ks. M. F.: - Potępieni to ci, którzy nie potrafią kochać. Bo jeżeli sądzeni będziemy z miłości, aby uczestniczyć w Miłości, to z Bogiem może przebywać tylko ten, kto potrafił kochać oraz pozwalał i pozwala się kochać. Jeżeli ktoś nie potrafił zdobyć się na miłość, żył życiem zupełnie jej pozbawionym oraz nie pozwalał się kochać - to na horyzoncie jego wiekuistego istnienia jawi się piekło.

Ks. I. S: Kończąc cykl naszych rozważań na temat głoszonych przez chrześcijaństwo prawd o ostatecznych sprawach człowieka, zamykam je życzeniem: Oby życie wieczne było dla nas wszystkich życiem szczęśliwym w obecności Ojca Niebieskiego, Ducha Świętego i Syna Bożego, w towarzystwie Matki Najświętszej, rzeszy świętych i naszych bliskich.
P I E K Ł O
Kategoria: Piekło
emo
www.niedziela.pl/artykul/85282/nd/Niebo---czysciec---pieklo

C Z Y Ś C I E C

Ks. M. F.: - Często nasze wyobrażenia o czyśćcu nie są poprawne. Nie jest to wyłącznie miejsce cierpienia. Czyściec to nie jest małe piekło. To jest przedsionek nieba. Trafiają przecież do niego ci, którzy mają pewność zbawienia. Czyściec daje im możliwość naprawienia poluzowanych więzów jedności i miłości z Bogiem, wyleczenia zadanych sobie przez grzechy ran, uzyskania świętości potrzebnej do wejścia do radości nieba.

Ks. I. S.: - Pan Jezus, stosując pewną analogię powiedział: „Nie wyjdziesz stamtąd, aż nie oddasz ostatniego grosza” (por. Mt 5,26). Do nieba, do chwały Bożej trzeba wejść oczyszczonym, uwolnionym od wszelkich grzesznych przywiązań. Czyściec jest miejscem i sposobem na przygotowanie się do chwały oglądania Boga. Nie można jednak zrezygnować z tej opcji, że czyściec jest karą, że jest miejscem cierpienia. Świat czyśćca to świat pokuty i pokutujących, gdzie dana jest nam możliwość odpokutowania za nasze grzechy. I w tym kierunku dokonywało się od wieków nauczanie Kościoła, gdy chodzi o istotę czyśćca i związanego z nim cierpienia.

Ks. P. R.: - Każdy w jakiś sposób boi się czyśćca. Na czym więc będzie polegać czyśćcowe cierpienie? Jednym z obrazów, jakimi się posługujemy w jego opisie, jest ten, że człowiek stając przed Chrystusem, który jest samą Miłością, przeznaczony do tego, by mieć w niej udział, dostrzega swoje braki, niedoskonałości, wady i grzechy, swoje zasklepienie w pancerzu egoizmu. I w tym momencie rozpoczyna swoje przedzieranie się do Miłości, do której jest przeznaczony. Świadomość zawinionej konieczności dojrzewania teraz, po śmierci, do uczestnictwa w pełni darów boskiej miłości boli i sprawia cierpienie.

Ks. M. F.: - Inny obraz czyśćca, zaczerpnięty z nauczania Chrystusa, a stosowany często w tradycji teologicznej - mam na myśli wielkich mistyków, np. św. Jana od Krzyża - to ogień oczyszczający. Jest to ogień miłości Bożej. Ta miłość przetapia zanieczyszczoną dodatkami nieszlachetnych tworzyw rudę ludzkich dusz na szlachetny, godny nieba kruszec.

Anna Przewoźnik: - Zatem - na pewno prawdziwe jest cierpienie dusz w czyśćcu, ale różni się ono od cierpienia potępionych, czyli od piekła. A jaka jest nadzieja na zmniejszenie cierpienia dusz czyśćcowych? Czy możemy im pomóc?

Ks. M. F.: - Kościół zawsze nauczał o możliwości przyjścia z pomocą tym, którzy cierpią w czyśćcu, łącznie z możliwością wyproszenia dla nich u Boga skrócenia czasu tych cierpień. Człowiek bowiem po śmierci już sam sobie pomóc nie może. Jest zdany tylko i wyłącznie na pomoc innych, tych, którzy żyją na ziemi lub przebywają w niebie. Tą pomocą są modlitwy za zmarłych i ofiara Mszy św. Potwierdza to opublikowany w 1992 r. Katechizm, w którym czytamy, że „Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną” (1032). Już Sobór Trydencki rzucał anatemę na tych, którzy zaprzeczali wartości Mszy św. jako pomocy dla dusz czyśćcowych.

Ks. J. M.: - Odprawianie, począwszy od VI wieku, za zmarłego 30 Mszy św., tzw. gregoriańskich, jest piękną tradycją w Kościele, do tej pory praktykowaną. Także ofiarowanie wysłużonych przez modlitwy i dobre uczynki odpustów, czyli odpuszczenia kar doczesnych, w tym czyśćcowych, należy do wielowiekowej tradycji przychodzenia z pomocą naszym zmarłym. My, żyjący, możemy przyczynić się do skrócenia im udręki oczekiwania, ale możemy również prosić tych, którzy uroczystym aktem Kościoła zostali wyniesieni na ołtarze - błogosławionych i świętych - aby prosili Pana Boga, żeby będący w czyśćcu szybciej osiągnęli pełnię zbawienia i oglądali Pana Boga twarzą w twarz.

Ks. P. R.: - Często cytowane są słowa ks. Jana Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Ale nie znaczą one, że skoro za mało kochaliśmy ich na ziemi, to nie możemy ich kochać nadal tak, jak oni nas kochają, teraz jeszcze bardziej. Nadal mamy szansę, żeby kochać się wzajemnie. Dusze czyśćcowe mogą wstawiać się, wysługiwać łaski, pomagać nam. Nie jest to dogmat wiary, ale panuje powszechnie przekonanie, że dusze czyśćcowe przychodzą nam z pomocą, np. podsuną dobry pomysł na wyjście z kłopotów czy w zamian za modlitwę za nich obudzą ze snu o potrzebnej nam godzinie.

Ks. K. S.: - Jeszcze jeden motyw, który powinien skłaniać do modlitwy za zmarłych, to przekonanie o tym, że i oni będą błagać Miłosierną Sprawiedliwość, byśmy weszli w podwoje nieba.

Ks. P. R.: - Kościół modli się zawsze za wszystkich wiernych zmarłych w każdej Mszy św. Zwłaszcza w okresie Dnia Zadusznego wspiera modlitwami tych, którzy odeszli. Na wielu kartkach z tzw. wypominkami spotyka się dopisek: „...i za dusze zapomniane, za które nikt się nie modli”.

Ks. I. S.: - Trzeba zobaczyć szczególne miejsce Matki Jezusa w „communio sanctorum”. Matka Najświętsza jest Wszechmocą błagającą, która u Syna może nam wyprosić potrzebne łaski, skrócić czas czyśćcowych tęsknot za ujrzeniem boskiego Oblicza. Do Niej więc się uciekamy, Ją nabożnie czcimy. Zauważmy, jak bardzo wielu świętych praktykujących nabożeństwo do Maryi umierało w wigilię Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, m.in. św. Stanisław Kostka, św. Maksymilian Kolbe.

Ks. M. F.: - Piękne świadectwo wiary w potrzebę modlitwy zostawił nam Jan Paweł II w swoim testamencie, gdzie bardzo prosi o Msze św. po jego śmierci. Także podczas pielgrzymki do Polski w 2002 r. w Kalwarii Zebrzydowskiej prosił, aby nieustannie modlić się za niego za życia i po jego śmierci.

Ks. I. S: - Znany niegdyś rekolekcjonista o. Kazimierz Dąbrowski, jezuita, kończąc rekolekcje często mówił: - No, to do zobaczenia w czyśćcu...
C Z Y Ś C I E C
Kategoria: Czyściec
emo
www.niedziela.pl/artykul/85282/nd/Niebo---czysciec---pieklo


Niebo - czyściec - piekło

N I E B O

Ks. prał. Ksawery Sokołowski: - Zacznijmy zatem od nieba, w którym mam nadzieję, kiedyś się spotkamy. Jak Państwo myślicie, czym ono nas zaskoczy?

Ks. Paweł Rozpiątkowski: - Na pewno nas zadziwi. I nawet nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tego, czym. Wszelkie nasze wyobrażenia czy analogie na pewno są mylące. Św. Paweł napisał, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdoła pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (por. 1 Kor 2, 9). Natrafiłem na wypowiedź św. Augustyna, w której przeniesienie nas do nieba nazywa ósmym dniem stworzenia, w którym człowiek zostaje przemieniony, przebóstwiony udziałem w chwale zmartwychwstałego Chrystusa. Augustyn mówi, że człowiek zbawiony będzie w niebie poznawał, oglądał, kochał i uwielbiał Boga. Te proste słowa dają pewne wyobrażenie, odczucie, czym niebo dla nas będzie: - będzie stanem szczęśliwości. Ale gdy próbujemy wyobrazić sobie szczęście, jakie czeka zbawionych, opierając się li tylko na projekcjach szczęścia, którego namiastek doświadczamy tu, na ziemi, to jawi się przed nami tylko jego cień. Człowiek w momencie zbawienia - jak mówił św. Augustyn - zostanie przemieniony, a więc także jego pragnienia szczęścia zostaną przemienione.

Ks. K. S.: - Żadne z malarskich wyobrażeń nieba nie oddaje prawdy o jego wspaniałej rzeczywistości - przeciwnie, zubaża ją niepomiernie. Wyobrażenie sobie naszej wspólnoty z Bogiem przekracza wszelkie możliwości naszego umysłu.

Ks. dr Jacek Molka: - Pismo Święte mówi o niebie jako o bytowaniu nie tylko z Bogiem, ale i w Bogu - mówi o pełni życia, o nieustannej szczęśliwości, o pokoju, o świetle, o odpoczynku, o wspólnocie stołu z Bogiem, o mieszkaniu z Bogiem, o wiecznej uczcie. W księdze Apokalipsy św. Jana - niebo ukazane jest jako niebiańskie Jeruzalem - miasto, w którym Bóg umieścił swój przybytek i gdzie zamieszkał wraz ze swoim ludem. Chcąc zrozumieć wymowę tej analogii, musimy odwołać się do wyobrażeń miasta z czasów, kiedy ten tekst powstawał. Miasto było oazą bezpieczeństwa, gdzie każdy mógł się schronić, znaleźć posiłek, nocleg - czuł się bezpiecznie przed bandytami, dzikimi zwierzętami, przed mocami zła. Miasto było miejscem, w którym koncentrowało się życie wspólnotowe, gdzie człowiek z innymi ludźmi tworzył jeden organizm. Stąd mamy wyobrażenie nieba jako niebiańskiego Jeruzalem, gdzie wszyscy spotkają się na wspólnej uczcie, wspólnym bytowaniu z Bogiem.

Ks. K. S.: - Jest również powiedziane, że niebo będzie miejscem widzenia Boga takim, jaki jest - „twarzą w twarz” (por. 1 Kor 13, 12). Św. Paweł tym określeniem pragnął stwierdzić, że będzie to widzenie bezpośrednie, czyli że istota Boga ukaże się człowiekowi w swoim bycie bez zasłony. Bóg pozwoli nam zgłębić swe tajemnice i zamysły. Oglądanie, kontemplacja Boga stanowić będzie podstawę rzeczywistości nieba. Niebo będzie naszym współżyciem z Trójcą Świętą. Przez udział w chwale człowieczeństwa Syna Bożego będziemy radować się udziałem w Jej chwale, komunią życia i miłości z Ojcem Niebieskim i z Duchem Świętym. I tu nasza wyobraźnia w ogóle nie podsuwa nam żadnych obrazów. Ogląd Boskiej rzeczywistości, zwłaszcza w jej działaniu, będzie dla nas źródłem wiekuistej radości. Nazwano ją wizją uszczęśliwiającą, ponieważ w niej człowiek dostrzeże swoje niezwykłe zakorzenienie w Bogu. Dopuszczenie nas do tej niezwykłej bliskości z Najwyższym, jedynym Bogiem, Źródłem i Pełnią Życia, Chrystus określił mianem daru przyjaźni.

Ks. J. M.: - Można powiedzieć, że niebo, czyli życie z Bogiem, w praktyce rozpoczęło się już w momencie, kiedy Syn Boży przyjął naszą, ludzką naturę w krąg swego bóstwa, kiedy stał się człowiekiem.

Ks. P. R.: - Do nieba dojrzewa się na ziemi. Wniosek z tego, że życie na ziemi, choć krótkie w porównaniu do wieczności, ma jednak głęboki sens i wielkie znaczenie. Jesteśmy ziarnem zasianym w ziemię, by wydać plon na życie wieczne. Jedni wydają go trzydziestokrotny, inni sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inni stokrotny.

Ks K. S: - Bardzo ciekawe jest stwierdzenie Apokalipsy, że w niebie każdy z nas odnajdzie swoją ostateczną tożsamość, swoje własne ostateczne imię.

Ks. I. S.: - Niebo to ostateczne spełnienie człowieka w najlepszym i najpiękniejszym wydaniu. Bóg jest hojny i nie zamierza nam w niebie niczego, co osiągnęliśmy na ziemi, odbierać, odejmować, ale przeciwnie - chce nam dodać coś, co jest Nim samym. Tak ubogaceni, osiągniemy pełnię swego człowieczeństwa na miarę, jaka objawiła się w zmartwychwstałym Chrystusie.

Ks. K. S.: - Bezpodstawne jest więc zmartwienie tych, którzy mówią, że wchodząc w krąg wieczności, musimy porzucić dotychczasowe upodobania. W niebie pozostaniemy sobą. Bóg nie odmieni naszej tożsamości, naszej osobowości. To, co zostanie nam odjęte, czego się pozbędziemy, to grzech i jego konsekwencje. Dalej - pozostaną nienaruszone, choć będą przemienione, relacje, które nas tworzą: znajomości, przyjaźnie, małżeństwo, rodzina. Wszystko to będzie trwało, choć zostanie przemienione. Na pewno Bóg w niebie wyjdzie naprzeciw konkretnego człowieka, wyjdzie do każdego z nas w jego konkretnej osobowości. Niebo będzie zindywidualizowane. I to nie tylko pod względem stopnia szczęścia. Człowiek będzie go doświadczał w zależności od stanu przygotowania się, tj. otwarcia się już teraz na to, co Boże. Będzie ono także odniesieniem do jego niepowtarzalności. Bóg będzie respektował bogactwo ludzkich typów, które sam stworzył i sam zróżnicował. Niebo będzie spełnieniem życia konkretnego człowieka, każdego z nas. Śmierć nie zniweczy naszych marzeń, oczekiwań, pragnień, dążeń. To, co tutaj nas pasjonowało, co zostało niedokończone, ma szansę w niebie na swoją realizację.

Ks. I. S.: - W Katechizmie Kościoła Katolickiego mówi się o komunii miłości z Trójjedynym Bogiem, a także z aniołami, z Najświętszą Dziewicą Maryją, ze świętymi. Zbawienie człowieka dokonuje się we wspólnocie. „Communio sanctorum” - obcowanie świętych, osiągnie w niebie swoje apogeum. Wspólnota tych, którzy kroczą drogami prowadzącymi do zbawienia, stanowi Mistyczne Ciało Chrystusa, Jego Kościół. I w tym znaczeniu ci, którzy nie wejdą w bramy nieba, pozostaną poza Kościołem, czyli poza wspólnotą zbawionych.

Ks. Mariusz Frukacz: - Spotkamy w niebie niezliczoną rzeszę świętych, zbawionych - ze wszystkich minionych wieków i pokoleń, z różnych ras i ludów. Nie tylko tych, których Kościół takimi ogłosił, ale miliardy tych, których Bóg obdarzył łaską wiekuistego obcowania ze sobą. Jan Paweł II podczas jednej z kanonizacji powiedział, iż święty, którego wynosimy na ołtarze, jest przypomnieniem, że naszym powołaniem jest dołączenie do rzeszy ucztujących na wydanym przez Boga dla zbawionych wiekuistym bankiecie.

Ks. I. S.: - Zauważmy również wypełniające niebo niezliczone chóry zastępów anielskich, o których przypomina np. liturgia pogrzebowa w prośbie: „Niech aniołowie zawiodą cię do raju, a gdy tam przybędziesz, niech przyjmą cię męczennicy”. Te bardzo obrazowe słowa przybliżają nam niezwykle ciekawą rzeczywistość nieba.

Ks. K. S.: - W niebie - jak mówi nam Objawienie - spotkamy bardziej doskonałe od nas, duchowe, rozumne istoty - aniołów, archaniołow, serafinów, cherubinów. Na samym początku dzieła stworzenia Pan Bóg powołał ich do istnienia. I to nie jeden rodzaj, lecz całe miriady (por. Jud 14; Ap 5,11). Nie ulega wątpliwości, że wiele będziemy się mogli od nich nauczyć.
Zwróciłbym w tym miejscu uwagę tym, którzy utrzymują, że nasz pobyt w niebie nie będzie polegał na podziwianiu Boga czy dołączaniu do śpiewu anielskich chórów, na leniwej bezczynności. Przeciwnie: zdynamizuje naszą aktywność. A więc niebo nie będzie nudne. A głównym zajęciem będzie doprowadzanie całej stworzonej rzeczywistości, w jej kosmicznych wymiarach, do jedności z Bogiem i pomiędzy sobą i napełnianie jej darami Bożej miłości. Zadanie niełatwe, ale godne współpracowników Najwyższego - niewątpliwie fascynujące.

Ks. I. S.: - Miejsce człowieka, ludzi w niebie będzie/jest wyjątkowe. Jak wynika z Pisma Świętego, Bóg dopuścił człowieka do niezwykłej bliskości, przyjaźni ze sobą, uczynił go uczestnikiem swojej chwały, mocy, panowania. Tego zaszczytu dostąpił człowiek dzięki Synowi Bożemu, który przyjął naturę ludzką. Są teologowie, którzy mówią, że bunt aniołów polegał na butnym proteście, że oni, doskonalsi, nie zostali tak wywyższeni, jak Bóg wywyższył człowieka przez zjednoczenie swej boskiej natury z naturą ludzką. Trwających w tym buncie aniołów Bóg pozbawił radości obcowania ze sobą.

Ks. M. F.: - Ale człowiekowi także usiłującemu budować swoją wielkość obok, a nawet wbrew Bogu, w miłosierdziu swoim wyznaczył Bóg drogi pokuty i zapowiedział przywrócenie zerwanej jedności.
1 Niebo
Kategoria: Niebo
emo
Współuczestnictwo w cierpieniu Jezusa na krzyżu

Św. Franciszek z Asyżu prosił, aby mógł odczuć to, co sam Jezus przeżył na krzyżu, by mógł wejść w serce Jezusa ukrzyżowanego. I Bóg hojnie odpowiedział na jego prośby. Obdarzył go stygmatami. Ale ten zewnętrzny znak męki, stygmaty, były jedynie uzewnętrznieniem jego wewnętrznych cierpień z Chrystusem cierpiącym. W naszych czasach ojciec Pio, wierny swemu powołaniu zakonnemu i kapłańskiemu, dążył konsekwentnie do doskonałej miłości. Starał się zgłębić tajemnicę miłości Boga wyrażoną w męce Jezusa. Często prosił, aby stać się ofiarą dla miłości Boga. Bóg również hojnie odpowiedział na jego prośbę. W jednym z jego życiorysów czytamy: Nadszedł piątek 20 września 1918 roku. Ojciec Pio jak zwykle klęczał na chórze przed Ukrzyżowanym i odprawiał dziękczynienie. Przez chwilę jakby się zdrzemnął. Wszystkie zmysły i uczucia doznały jakiegoś wielkiego ukojenia. Wtedy zobaczył tajemniczą postać, którą oglądał wcześniej. Tym razem miała ona jednak ręce, nogi, klatkę piersiową ociekającą krwią. Ten widok napełnił go przerażeniem. Czułem — mówi ojciec Pio — że chyba umrę, jeżeli Pan nie przyjdzie mi z pomocą. Postać na chwilę cofnęła się, a ja zauważyłem, że moje ręce, nogi i pierś zostały przebite i ociekały krwią. Możecie sobie wyobrazić ból, jaki przeżyłem i odczuwam po dziś dzień. Rana serca wyrzuca nieustannie porcje krwi. Dzieje się to od czwartku wieczorem do soboty. Umieram wprost z bólu i zawstydzenia, lękam się, że umrę na skutek upływu krwi, chyba, że Pan wysłucha westchnienia mego biednego serca. Proszę Go, by przynajmniej usunął to zawstydzenie, jakiego doznaję każdego dnia przez te zewnętrzne znaki. Będę Go błagał, zaklinał na wszystko, aby zesłał na mnie najgorsze bóle i cierpienia, ale aby odsunął ode mnie te zewnętrzne znaki, które są dla mnie potwornym zawstydzeniem i nieopisanym upokorzeniem.

Bóg hojnie odpowiada na prośby swoich świętych. Każdy z nas niech prosi o to, o co powinien prosić, co dyktuje mu jego własne serce. Miejmy świadomość, że nasza prośba może stać się naszą pułapką. Bóg może bowiem na serio potraktować nasze prośby, tak jak na serio potraktował prośbę św. Franciszka z Asyżu, św. Maksymiliana Kolbego, bł. Damiana, o. Pio i wielu innych świętych.

A oto pragnienie Karola de Foucauld, szaleńca Bożego naszych czasów, które wyraził w swoim dzienniczku. Pisał tak: Pragnij i myśl o tym, że musisz umrzeć jako męczennik, obrabowany ze wszystkiego, rozciągnięty na ziemi, nagi, pokryty ranami i krwią, zabity gwałtownie, boleśnie. Pragnij, żeby się to stało dzisiaj. I stało się tak, jak pisał w swoim dzienniku i jak tego pragnął. Pierwszego grudnia 1916 roku został w sposób gwałtowny i brutalny zabity w swej pustelni przez Beduinów.

Prośmy Jezusa ukrzyżowanego, abyśmy mogli — choć w bardzo ograniczonych i zawężonych warunkach — przeżyć to, co przeżył w czasie swojej męki i śmierci. Wyraźmy pragnienie towarzyszenia Jezusowi w Jego drodze od Ogrójca aż po krzyż, prosząc Go, aby otworzył nam nasze serce i ukazał nam to, czego wówczas doświadczał. Prośmy także, aby nasze współuczestnictwo w Jego cierpieniu i udręce On sam przemieniał w doświadczenie radości i pociechy z Jego Zmartwychwstania.

mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-324.htm
Kontemplacja Męki PA ...
emo
Patrząc z wiarą na krzyż Chrystusa, odkrywamy, że każde cierpienie, a szczególnie to najbardziej bezsensowne i niewinne, staje się drogą zbawienia, gdy cierpiący człowiek zjednoczy się z cierpieniem Chrystusa, bezgranicznie ufając i powierzając się Jego miłosierdziu. Wtedy człowiek odkrywa w swoim cierpieniu wielki dar i łaskę, gdyż zdaje sobie sprawę, że współuczestniczy z Chrystusem w zbawieniu świata, a obecne cierpienia są tylko drogą prowadzącą do wiecznej radości w niebie: „Skoro wspólnie z Nim cierpimy, to po to, by też wspólnie z Nim mieć udział w chwale. Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić” (Rz 8, 17-18); „ (…) cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały” (1 P;4, 13). „Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne” (2 Kor 4, 17-18).



Święta Edyta Stein, która zginęła śmiercią męczeńską w obozie Auschwitz, tak odpowiada na pytanie o sens cierpienia:

Natura ludzka, którą Chrystus przyjął, dała Mu możność cierpienia i śmierci. Natura Boska, którą posiadał odwiecznie, nadała temu cierpieniu i śmierci wartość nieskończoną i moc odkupieńczą. Męka i śmierć Chrystusa powtarzają się w Jego ciele Mistycznym i jego członkach. Każdy człowiek musi cierpieć i umierać, lecz jeśli jest żywym członkiem Mistycznego Ciała, jego cierpienie i śmierć nabierają odkupieńczej mocy dzięki Boskości Tego, który jest jego głową. Oto istotny powód, dla którego każdy święty tak pragnął cierpienia.
Kontemplacja Męki PA ...
emo
opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/encykliki/spe_salvi-30112007.html#m10

ENCYKLIKA SPE SALVI OJCA ŚWIĘTEGO BENEDYKTA XVI

36. Podobnie jak działanie również i cierpienie przynależy do ludzkiej egzystencji. Pochodzi ono z jednej strony z naszej skończoności, a z drugiej strony z ogromu win, jakie nagromadziły się w ciągu historii i jakie również obecnie bez przerwy narastają. Oczywiście należy robić wszystko, co w naszej mocy, aby cierpienie zmniejszyć: zapobiec, na ile to możliwe, cierpieniom niewinnych, uśmierzać ból, pomagać w przezwyciężeniu cierpień psychicznych. Są to obowiązki wynikające zarówno ze sprawiedliwości, jak i z miłości, które wchodzą w zakres podstawowych wymagań chrześcijańskiej egzystencji i każdego życia prawdziwie ludzkiego. W walce z bólem fizycznym udało się poczynić wielkie postępy. Tymczasem cierpienia niewinnych, jak również cierpienia psychiczne raczej nasiliły się w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Tak, musimy zrobić wszystko dla pokonania cierpienia, ale całkowite usunięcie go ze świata nie leży w naszych możliwościach — po prostu dlatego, że nie możemy zrzucić z siebie naszej skończoności i dlatego, że nikt z nas nie jest w stanie wyeliminować mocy zła, winy, która — jak to widzimy — nieustannie jest źródłem cierpienia. To mógłby zrobić tylko Bóg: jedynie Bóg, który stając się człowiekiem sam wchodzi w historię i w niej cierpi. Wiemy, że ten Bóg jest i że dlatego moc, która «gładzi grzech świata» (J 1, 29) jest obecna na świecie. Wraz z wiarą w istnienie tej mocy pojawiła się w historii nadzieja na uleczenie świata. Chodzi tu jednak właśnie o nadzieję, a jeszcze nie o spełnienie; o nadzieję, która dodaje nam odwagi, byśmy stanęli po stronie dobra również tam, gdzie wydaje się, że to beznadziejne, ze świadomością, że w historii — takiej jaką widzimy — moc grzechu
pozostaje ciągle straszną teraźniejszością.



38. Zasadniczo miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim. Społeczeństwo nie może jednak akceptować cierpiących i wspierać ich w cierpieniu, jeśli nie są do tego zdolne jednostki. Co więcej, jednostka nie może akceptować cierpienia drugiego, jeśli ona sama nie potrafi odnaleźć w cierpieniu sensu, drogi oczyszczenia i dojrzewania, drogi nadziei. Zaakceptować drugiego, który cierpi, oznacza bowiem przyjąć na siebie w jakiś sposób jego cierpienie, tak że staje się ono również moim. Właśnie dlatego jednak, że staje się ono teraz cierpieniem podzielanym, że jest w nim obecny ktoś inny, oznacza to, że światło miłości przenika moje cierpienie. Łacińskie słowo con-solatio, pocieszenie, wyraża to w piękny sposób, sugerując «bycie-razem» w samotności, która już nie jest samotnością. Ale także zdolność akceptacji cierpienia z miłości do dobra, prawdy i sprawiedliwości stanowi o mierze człowieczeństwa, jeżeli bowiem ostatecznie mój dobrobyt, moja nietykalność jest ważniejsza od prawdy i sprawiedliwości, wówczas panuje prawo mocniejszego; wówczas dominuje przemoc i kłamstwo. Prawda i sprawiedliwość winny być ważniejsze od mojej wygody i nietykalności, w przeciwnym razie moje własne życie staje się kłamstwem. I w końcu, również «tak» wypowiedziane miłości jest źródłem cierpienia, bo miłość wciąż na nowo wymaga samowyrzeczenia, w którym pozwalam się przycinać i ranić. Miłość w rzeczywistości nie może istnieć bez tego wyrzeczenia się samego siebie, również bolesnego, inaczej staje się czystym egoizmem, a przez to samo staje się zaprzeczeniem miłości.


...
Bernard z Clairvaux ukuł wspaniałe powiedzenie: Impassibilis est Deus, sed non incompassibilis [29] — Bóg nie może cierpieć, ale może współcierpieć. Człowiek jest dla Boga tak bardzo cenny, że On sam stał się człowiekiem, aby móc współcierpieć z człowiekiem, w sposób rzeczywisty, w ciele i krwi, jak to nam przedstawia opis Męki Jezusa. Stąd w każde cierpienie ludzkie wszedł Ktoś, kto je z nami dzieli i znosi; stąd w każdym cierpieniu jest odtąd obecne con-solatio, pocieszenie przez współcierpiącą miłość Boga, i tak wschodzi gwiazda nadziei
...
Kontemplacja Męki PA ...
emo ENCYKLIKA SPE SALVI ...
Kategoria: Encykliki papieskie
emo
Ukryte Męki Pana Jezusa w Ciemnicy



Kiedy w nocy w Wielki Czwartek pojmano PANA JEZUSA w Ogrodzie Oliwnym, wtedy Apostołowie przestraszyli się i wszyscy pouciekali. Dlatego źródła oficjalne, jak Ewangelie, nie wspominają nic o torturach Pana Jezusa wycierpianych w nocy.
Pachołki znając nienawiść kapłanów i faryzeuszów do Jezusa, prześcigali się w torturowaniu, aby się przypodobać swoim mocodawcom. Jezus zdany był na łaskę i niełaskę pachołków. Służebnica Najświętszej Maryi Panny, siostra Nastalowa, miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej i jej to uchylił Pan Jezus rąbka tej tajemnicy:
"Ile w ciemnicy wycierpiałem jest tajemnicą, bo tam nie miałem świadka. Siepacze wśród ciemności rozpoczęli straszną igraszkę: rzucali Mną z całej siły, ciągnęli za ręce w przeciwne strony, wbijali w Ciało Moje ostre igły i szydła, deptali w różny sposób, ściskali sznurami, usiłowali wyłamać mi palce z rąk, związali Mi oczy i bili kułakami, uderzali głową Moja o kamienny słup.
Szatańska wściekłość popychała ich do coraz to nowych okrucieństw.
W Moim Sercu jednak była dobroć i litość. Składałem te męczarnie w ofierze za wszystkich ludzi, za świat cały".
To nabożeństwo do ukrytych Mąk PANA JEZUSA zyskało imprimatur Kościoła i bardzo było polecane przez Papieża Klemensa II (1730-40 r.).
Druga dusza mistyczna (kapucynka) Bł. Maria Magdalena żyjąca w wieku XVIII (Włochy), także miała wielkie nabożeństwo do Męki Pańskiej. Pragnęła poznać męki, jakie Pan Jezus wycierpiał w nocy przed Swoją śmiercią. Jej to PAN JEZUS objawił 15 ukrytych Mąk, jakie wycierpiał w ciemnicy.
Oto co Pan Jezus jej powiedział:

Żydzi uważali Mnie za największego złoczyńcę i znęcali się nade Mną w następujący sposób:

1. Powiązali liną nogi i ciągnęli Mnie po kamiennych schodach do lochu. Wrzucili Mnie do cuchnącej ciemnicy pełnej nieczystości.
2. Zdarli ze Mnie szaty i kłuli Mnie żelaznymi szpikulcami.
3. Związanego sznurami ciągnęli po ziemi, rzucając od ściany do ściany.
4. Zawiesili Mnie na belce, a luźnym węźle, który się rozwiązał i spadłem na ziemię. Tą torturą rozbity płakałem krwawymi łzami.
5. Przywiązali Mnie do słupa i ranili Moje Ciało na różne sposoby. Rzucali we Mnie kamienie i przypalali rozżarzonymi węglami i pochodniami.
6. Przebijali mnie szydłami, szpikulcami, włóczniami, rozrywali mi skórę i ciało.
7. Przywiązanemu do słupa podsuwali pod bose nogi kawałki rozżarzonego żelaza.
8. Na głowę wgnietli Mi żelazną obręcz i oczy zawiązali Mi brudną szmatą.
9. Posadzili Mnie na siedzenie pokryte gwoździami, które wyryły na Moim Ciele głębokie dziury.
10. Na Moje Ciało wyleli rozpalony ołów i żywicę, potem gnietli Mnie na stołku pełnym gwoździ, które coraz głębiej wbijały się w Moje Ciało.
11. Na Moje poniżenie i udrękę, na miejsce wyrwanej brody powtykali druty.
12. Rzucili Mnie na belkę i przywiązali Mnie do niej tak ciasno, że zupełnie nie mogłem oddychać.
13. Gdy tak leżałem na ziemi, deptali po Mnie, a jeden z nich stawiając nogę na Mojej piersi, przebił Mi cierniem język.
14. Do ust wlali mi najohydniejsze wydzieliny i obsypali najohydniejszymi zniewagami.
15. Związawszy Mi na plecach ręce, rózgami wypędzili Mnie z więzienia.

Te moje ukryte cierpienia ofiaruj OJCU NIEBIESKIEMU za grzechy ukryte, które bardzo ranią Serce Moje, szczególnie, gdy dusze ukrywają je przy spowiedzi.
Córko moja, pragnę, abyś te Moje 15 ukrytych Tortur dała wszystkim poznać, aby każdą z nich uczczono. Każdy, kto codziennie jedną tych tortur z miłością ofiaruje i gorliwie odmówi następującą modlitwę, otrzyma nagrodę w dzień Sądu.



Modlitwa


Panie mój i Boże, pragnę stale czcić Twoje nieznane 15 tortur i Twoją Przenajdroższą Krew tam przelaną. Ile ziaren piasku na ziemi, ziaren zboża na polach, źdźbeł trawy na łąkach, liści na drzewach, kwiatów w ogrodach, gwiazd na niebie i stworzeń na ziemi, tylekroć tysięcy razy bądź uwielbiony, pochwalony i uczczony mój Panie Jezu, miłości najgodniejszy.
Niech tyle tysięcy razy Najświętsza Maryja Panna, chwalebne Chóry Aniołów i wszyscy Święci, czczą Ciebie, Twoje Serce Przenajświętsze, Twoją Krew Najdroższą, Twoją ofiarę za ludzkość i Twój Przenajświętszy Sakrament. Chwałę, cześć i uwielbienie niech oddadzą Ci wszyscy ludzie i teraz i na wieki. Tyleż razy o mój Jezu, pragnę Ci dziękować, składać cześć i uwielbienie, na wynagrodzone Ci za wszystkie przez Ciebie doznane zniewagi i chcę do Ciebie należeć ciałem i duszą.
Tyleż razy żałuję za moje grzechy. Przepraszam Ciebie o mój Jezu, Panie i Boże mój i proszę o przebaczenie i miłosierdzie nad nami. Twoje nieskończone zasługi ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu na wynagrodzenie za moje grzechy i za kary zasłużone przeze mnie. Mocno postanawiam zmienić moje życie i proszę o Panie, aby ostatnia godzina mojego życia, moich najbliższych, oraz wszystkich grzeszników całego świata, była pełna szczęśliwego pokoju.Proszę także o uwolnienie dusz czyśćcowych, tych mi najbliższych, jak i wszystkich w czyśćcu cierpiących.To miłosne uwielbienie i wynagrodzenie ponawiać pragnę każdej godziny dnia i nocy, aż do ostatniej chwili mojego życia. Proszę Cię mój Najukochańszy Jezu, byś to moje szczere pragnienie w Niebie zatwierdził i nie pozwól, aby ani ludzie, ani szatan w tym mi nie przeszkodził. Amen.
Przepuść nam, Panie
Wysłuchaj nas, Panie
Zmiłuj się nad nami



Koronka na uczczenie 15 Tortur Pana Jezusa w Ciemnicy


Na początku Różańca:
Ojcze Niebieski, ofiaruję Ci ukryte Męki, jakie Pan Jezus wycierpiał w nocy przed Swoją śmiercią - na wynagrodzenie za grzechy moje i za grzeszników całego świata.

Zamiast Ojcze nasz:
Najsłodszy Jezu, racz przyjąć skromną daninę mojej miłości, prze którą pragnę Cię pocieszyć.

Zamiast Zdrowaś Maryjo:

O mój Jezu kocham Cię i uwielbiam za twoje Tortury i Krew przelaną w Ciemnicy.

Na zakończenie:
Któryś za nas cierpiał rany...






OBRAZ JEZUSA TORTUROWANEGO W CIEMNICY
Jak słońce rozjaśnię domy, w których czcić Mnie będą w tym tajemniczym obrazie, ogrzeję najzimniejsze mieszkania i każdą duszę zaleję radością. Jakże wiele światła promieniuje z MOICH związanych oczu.

[Słowa Pana Jezusa wypowiedziane 12.09.1939r do zakonnicy L.L. wyjęte z broszury * L Era dello Spirito Santo* - Imprimatur: die 1.03.75. Petrus Severi, Ep.us.]
Kontemplacja Męki PA ...
emo
Są to Objawienia niemieckiej Świętej, której wspomnienie jest w lato. Nie są to jedyne Objawienia opisujące konstrukcję naszego wielowymiarowego Świata.

Ale nie wszystko co jest zakryte może być ujawnione dlatego ze względu na Przykazania Miłości nie można przekazywać wszystkiego osobom niepowołanym do Odczytania o co proszę także te osoby, które Je odczytają w przyszłości, a prośba ta nie tylko ode mnie pochodzi.


Wydaje mi się, że te informacje, które wyjawiam są wystarczające.

Na najwyższy Poziom Nieba mogą się dostać;

- Dziewice

- Święci Męczennicy

- BOŻY Kaznodzieje żyjący na ziemi w surowym Posłuszeństwie i ochoczym ubóstwie

- ludzie Miłujący w sposób Duchowy


Szata Dziewic jest biała i czysta jak lilia
Szata Kaznodziejów ognista, lśniąca jak blask słońca
Szata Męczenników jest różem, czerwienią świecąca

Korona Dziewic jaśnieje cudnymi barwami
Korona Męczenników swoją wzniosłość jawi
Korona Kaznodziejów kwiatami utkana

… im bardziej tutaj sycimy się rzeczami ziemskimi, tym mniej tam będzie nam danych niebiańskich rozkoszy...

każdy Chór jaśnieje własnym blaskiem, a Niebo ma swe własne Światło




Czyli w praktyce każdy jest tam Powołany, ale nie każdy się dostanie, gdyż do tego miejsca trzeba dążyć. Prześliźnięcie się przez Pielgrzymkę ziemską nie skutkuje automatyczną Obecnością tam.
Wydaje mi się, że drogą na skróty są Zakony Monastyczne. Ale jest wiele innych Dróg z intencjami maksymalnej Czystości Serca, ale jednak chyba znacznie trudniejszych.

Poniższy cytat nie jest z tych Objawień


„Jeżeli lustro jest zaparowane nie mogę się w nim, przeglądać”
lustro - Dusza
para – drobne grzechy


Należy wystrzegać się świata

1 J 2, 15-17


15 Nie miłujcie świata
ani tego, co jest na świecie!
Jeśli kto miłuje świat,
nie ma w nim miłości Ojca.

16 Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc:
pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia
nie pochodzi od Ojca, lecz od świata.
17 Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość;
kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.”
Najwyższy Poziom Nie ...
Kategoria: Niebo
emo


Niebo - Oczami Jezusa - Carver Alan Ames
Niebo - Oczami Jezus ...
Kategoria: Niebo
emo
Jej ciało nie uległo rozkładowi.
bł Ozanna z Mantui
Kategoria: Stygmatycy
emo
Osanna Andreasi (ur. 17 stycznia 1449 w Carbonarola, zm. 18 czerwca 1505 w Mantui) – włoska mistyczka i stygmatyczka, tercjarka dominikańska (OP) i błogosławiona Kościoła rzymskokatolickiego.

Urodziła się w szlacheckiej rodzinie. W wieku 5 lat podczas spaceru brzegiem rzeki Pad usłyszała głos, który powiedział jej: "życie i śmierć polega na miłowaniu Boga" i wtedy w czasie ekstazy zobaczyła niebiańską hierarchię i znowu usłyszała głos który jej powiedział: "Aby wejść do nieba konieczne jest kochać Boga bardzo wiele. Zobacz jak wszystkie rzeczy stworzone śpiewają jego chwałę i głoszą ją do ludzi".

Mając piętnaście lat wstąpiła do tercjarek dominikanek.

Mając 30 lat otrzymała stygmaty na głowie i stopach, a także doświadczała męki Chrystusa. Pomagała ubogim i chorym.

Zmarła 18 czerwca 1505 roku, mając 56 lat, w opinii świętości. Jej grób znajduje się w Katedrze Świętego Piotra w Mantui.

Została beatyfikowana przez papieża Innocentego XII w dniu 24 listopada 1694 roku.
bł Ozanna z Mantui
Kategoria: Stygmatycy
emo
Ciało jej nie uległo rozkładowi i spoczywa w Kościele pod jej wezwaniewm

Audiencja generalna 12 stycznia 2011

Drodzy bracia i siostry!

Dzisiaj chcę przedstawić wam następną — po Katarzynie ze Sieny i Katarzynie z Bolonii — świętą która nosi imię Katarzyna, będzie to Katarzyna z Genui, znana przede wszystkim ze względu na swą wizję czyśćca. Dzieło opisujące jej życie i myśli zostało opublikowane w tym mieście położonym w Ligurii w 1551 r. Dzieli się ono na trzy części: Vita (Żywot) w ścisłym sensie, Dimostratione et dechiaratione del purgatorio — bardziej znana jako Trattato (Traktat) — oraz Dialogo tra l'anima e il corpo (Dialog między duszą i ciałem) (por. Libro de la Vita mirabile et dottrina santa, de la beata Caterinetta da Genoa. Nel quale si contiene una utile et catholica dimostratione et dechiaratione del purgatorio, Genova 1551). Ostateczną jego wersję opracował spowiednik Katarzyny, kapłan Cattaneo Marabotto.

Katarzyna urodziła się w Genui w 1447 r. jako ostatnia z pięciorga rodzeństwa, w dzieciństwie została osierocona przez ojca Giacoma Fieschiego. Matka Francesca di Negro zapewniła dzieciom tak głębokie wychowanie religijne, że starsza z dwóch córek została zakonnicą. W szesnastym roku życia Katarzyna została wydana za mąż za Juliana Adorna, człowieka, który próbował handlu i kariery wojskowej na Bliskim Wschodzie, a po latach powrócił do Genui, by się ożenić. Życie małżeńskie nie było łatwe, również ze względu na charakter męża, który był hazardzistą. Sama Katarzyna na początku zaczęła prowadzić życie światowe, nie potrafiła jednak odnaleźć w nim pogody ducha. Po dziesięciu latach czuła w sercu głęboką pustkę i gorycz.

Proces jej nawrócenia zapoczątkowało 20 marca 1473 r. szczególne przeżycie. Udała się do kościoła św. Benedykta i do klasztoru Matki Bożej Łaskawej, by się wyspowiadać, a gdy uklękła przed kapłanem jej serce — jak pisze — «zostało zranione olbrzymią miłością Bożą», ujrzała bowiem w tak jasny sposób swoją nędzę i niedostatki, a jednocześnie Bożą dobroć, że prawie zemdlała. Spojrzenie na samą siebie, prowadzone przez nią próżne życie oraz dobroć Bożą poruszyło jej serce. To doświadczenie sprawiło, że podjęła decyzję, która nadała kierunek całemu jej życiu, a wyrażają ją słowa: «Nigdy więcej świata, nigdy więcej grzechów» (por. Vita mirabile, 3rv). Katarzyna uciekła nie dokończywszy spowiedzi. Po powrocie do domu udała się do najodleglejszego pomieszczenia i długo płakała. Otrzymała wówczas wewnętrzne pouczenie o modlitwie i uświadomiła sobie, jak wielką miłością Bóg darzy ją, grzesznicę; tego doświadczenia duchowego nie potrafiła wyrazić w słowach (por. Vita mirabile, 4r). Wtedy też ukazał się jej Jezus cierpiący, dźwigający krzyż, jak często przedstawiony jest na wizerunkach tej świętej. Po kilku dniach powróciła do kapłana, by w końcu odbyć dobrą spowiedź. Rozpoczęła «życie oczyszczenia», podczas którego wciąż bolała z powodu popełnionych grzechów, a także narzucała sobie pokuty i wyrzeczenia, by pokazać Bogu swoją miłość.

Idąc tą drogą Katarzyna zbliżała się do Pana coraz bardziej, aż osiągnęła stan zwany «życiem jednoczącym», czyli głęboką więź zjednoczenia z Bogiem. W Vita znajdujemy słowa, że jej dusza była prowadzona i wewnętrznie pouczana jedynie przez słodką miłość Bożą, dającą jej to wszystko, czego potrzebowała. Katarzyna tak całkowicie oddała się w ręce Pana, że przez około dwudziestu pięciu lat — jak pisze — żyła «bez pośrednictwa żadnego stworzenia, przez Boga samego pouczana i kierowana» (Vita, 117r-118r), karmiąc się przede wszystkim stałą modlitwą i przyjmowaną codziennie komunią św., co w jej czasach nie należało do zwyczaju. Dopiero po wielu latach Pan dał jej kapłana, który otoczył troską jej duszę.

Katarzyna czuła zawsze opór przed mówieniem o swoim doświadczeniu mistycznej komunii z Bogiem i przed ujawnieniem tego przede wszystkim dlatego, że łaski Pana budziły w niej głęboką pokorę. Dopiero idea, że w ten sposób odda Mu chwałę i wspomoże innych na drodze duchowej, skłoniła ją do opowiedzenia, co w niej się dokonywało od chwili nawrócenia, które było dla niej zasadniczym i podstawowym doświadczeniem. Miejscem, w którym wznosiła się na mistyczne szczyty był szpital Pammatone, największy kompleks szpitalny w Genui. Była jego dyrektorką i inspiratorką. Tak więc choć miała tak głębokie życie wewnętrzne, Katarzyna była bardzo aktywna. W Pammatone powstała wokół niej grupa naśladowców, uczniów i współpracowników, zafascynowanych jej życiem wiary i miłością. Również jej mąż, Julian Adorno, tak dalece uległ tej fascynacji, że porzucił swoje hulaszcze życie, został tercjarzem franciszkańskim i przeniósł się do szpitala, by spieszyć z pomocą żonie. Katarzyna opiekowała się chorymi aż do końca swojej ziemskiej drogi, do 15września 1510 r. Od nawrócenia aż do śmierci nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a całą jej egzystencję cechują dwie rzeczy: z jednej strony doświadczenie mistyczne, czyli głębokie zjednoczenie z Bogiem, przeżywane jako zjednoczenie oblubieńcze, a z drugiej opieka nad chorymi, organizacja szpitala, służba bliźniemu, zwłaszcza najbardziej potrzebującym i opuszczonym. Te dwa bieguny — Bóg i bliźni — wypełniły całkowicie jej życie, które spędziła praktycznie w murach szpitala.

Drodzy przyjaciele, nie powinniśmy nigdy zapominać, że im bardziej kochamy Boga i wytrwalej się modlimy, tym bardziej potrafimy kochać naprawdę tych, którzy nas otaczają, ponieważ będziemy zdolni dostrzegać w każdej osobie oblicze Pana, miłującego bez granic i bez różnic. Mistyka nie oddala od innych, nie odrywa od życia, ale zbliża do innych, ponieważ zaczyna się widzieć oczyma Boga i działać sercem Boga.

Myśli Katarzyny o czyśćcu, ze względu na które jest szczególnie znana, streszczone są w ostatnich dwóch częściach cytowanego na początku dzieła: wTraktacie o czyśćcu oraz w Dialogu między duszą i ciałem. Istotne jest, że Katarzyna w swoim doświadczeniu mistycznym nie miała nigdy objawień dotyczących czyśćca albo dusz, które się w nim oczyszczają. Jednak w pismach przez nią inspirowanych jest to element centralny, a oryginalny sposób, w jaki jest opisany, odbiega od kanonów epoki. Pierwszy oryginalny rys dotyczy «miejsca» oczyszczenia duszy. W jej czasach przedstawiano je za pomocą obrazów przestrzennych: myślano, że czyściec znajduje się w pewnej przestrzeni. U Katarzyny natomiast czyściec nie jest przedstawiany jako krajobrazowy element wnętrza ziemi: nie jest ogniem zewnętrznym, lecz wewnętrznym. Tym właśnie jest czyściec — ogniem wewnętrznym. Święta mówi o drodze oczyszczenia duszy, wiodącej do pełnej komunii z Bogiem, na podstawie własnego doświadczenia głębokiego bólu z powodu popełnionych grzechów, którego doznała spotykając się z nieskończoną miłością Bożą (por. Vita mirabile, 171v). Mówiliśmy o momencie nawrócenia, w którym Katarzyna niespodziewanie odczuła dobroć Boga, nieskończony dystans dzielący jej życie od tej dobroci i ogień płonący w jej wnętrzu. Jest to ogień, który oczyszcza, wewnętrzny ogień czyśćca. Również ten rys odbiega od panujących wówczas poglądów. Nie wychodzi się bowiem od zaświatów, by mówić o udrękach czyśćca — jak było w zwyczaju w tamtych czasach, a być może i dzisiaj — by potem wskazywać drogę do oczyszczenia lub nawrócenia. Święta, o której mówimy, wychodzi od własnego doświadczenia wewnętrznego, jakim jest życie zmierzające do wieczności. Dusza — mówi Katarzyna — gdy staje przed Bogiem jest jeszcze przywiązana do pragnień i cierpień płynących z grzechu, i to sprawia, że nie może cieszyć się uszczęśliwiającą wizją Boga. Katarzyna twierdzi, że Bóg jest tak czysty i święty, iż dusza splamiona grzechem nie może przebywać w obecności majestatu Bożego (por. Vita mirabile, 177r). Również i my czujemy, że jesteśmy dalecy, że przepełniają nas inne rzeczy, i dlatego nie możemy widzieć Boga. Dusza jest świadoma ogromnej miłości oraz doskonałej sprawiedliwości Bożej, toteż cierpi, że nie odpowiedziała we właściwy i doskonały sposób na tę miłość, a to właśnie miłość Boża staje się płomieniem, miłość oczyszcza ją z naleciałości grzechu.

U Katarzyny odnajdujemy echo teologicznych i mistycznych źródeł, do których sięgano zwykle w jej epoce. W szczególności odnajdujemy typowy obraz Dionizego Areopagity, obraz złotej nici łączącej serce ludzkie z Bogiem. Po oczyszczeniu człowieka Bóg wiąże go bardzo cienką złotą nicią, którą jest Jego miłość, i przyciąga go do siebie tak głębokim uczuciem, że człowiek zostaje jakby «pokonany i zwyciężony i cały wychodzi z siebie». Serce człowieka napełnione zostaje miłością Bożą, która staje się jedynym jego przewodnikiem, jedyną siłą napędową jego egzystencji (por. Vita mirabile, 246rv). Ta sytuacja, w której człowiek wznosi się ku Bogu i powierza się Jego woli, przedstawiona w obrazie nici, zostaje użyta przez Katarzynę do opisania, jak Boże światło oddziałuje na dusze w czyśćcu; to światło je oczyszcza i unosi tam, gdzie jaśnieje blask promieni Bożych (por. Vita mirabile, 179r).

Drodzy przyjaciele, dzięki doświadczeniu zjednoczenia z Bogiem święci zdobywają tak głęboką «znajomość» tajemnic Bożych, w której poznanie i miłość nawzajem się przenikają, że pomagają teologom w ich wysiłkach badania, intelligentia fidei, intelligentia tajemnic wiary, rzeczywistego zgłębiania tajemnic, na przykład, czym jest czyściec.

Św. Katarzyna uczy nas swoim życiem, że im bardziej kochamy Boga i wchodzimy w zażyłość z Nim na modlitwie, tym bardziej daje się On poznać i rozpala nasze serce swoją miłością. Pisząc o czyśćcu, święta przypomina nam podstawową prawdę wiary, która staje się dla nas zachętą do modlitwy za zmarłych, aby mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga w komunii świętych (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1032). Natomiast pokorna, wierna i ofiarna posługa, jaką święta pełniła całe swoje życie w szpitalu Pammatone, jest świetlanym przykładem miłości do wszystkich, i szczególną zachętą dla kobiet, które wnoszą podstawowy wkład w życie społeczeństwa i Kościoła swoją cenną działalnością, wzbogaconą przez ich wrażliwość i względy okazywane najuboższym i najbardziej potrzebującym. Dziękuję.

po polsku:

Serdeczne pozdrowienie kieruję do Polaków. Św.Katarzyna z Genui uczy, że im bardziej kochamy Boga i trwamy w modlitwie, tym bardziej potrafimy kochać bliźnich, bo odkrywamy w nich oblicze Chrystusa, który kocha nas bezgranicznie i bez różnicy. Prośmy nieustannie o dar takiej miłości. Niech Bóg wam błogosławi!

opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/audiencje/ag_12012011.html
Św. Katarzyna z Genu ...
emo
Elżbieta urodziła się 25 listopada 1386 r. w Waldsee w Górnej Szwabii. Jej rodzicami byli Hans i Anna Achlerowie. Wychowali ją w pobożnej atmosferze; matka chętnie przekazywała małej Elżbiecie opowieści ewangeliczne. Już w dzieciństwie dziewczynka odznaczała się szczególnym nabożeństwem do męki Chrystusa. W wieku 14 lat wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Pragnąc dalszego rozwoju duchowego, obrała za swojego spowiednika Konrada Kügelina, przełożonego kanoników z Waldsee. Dzięki jego prowadzeniu wraz z kilkoma innymi tercjarkami franciszkańskimi w 1403 r. nabyła dom w Reute na obrzeżach Waldsee. Kobiety pragnęły głębiej realizować swoje franciszkańskie powołanie.
Wspólnota ta była pierwszym tego rodzaju klasztorem Zakonu Franciszkańskiego, jako że w tamtym okresie tercjarze w zakonach żebraczych nie mogli jeszcze składać ślubów. Elżbieta poświęciła swoje życie modlitwie i służbie, pracowała w kuchni klasztornej i w ogrodzie, gdzie spędzała długie godziny na rozważaniu Bożych tajemnic.
Słynęła z gościnności, z jaką przyjmowała przybywających do niewielkiego klasztoru. Troszczyła się także o ubogich, którzy przychodzili na furtę prosząc o pomoc. Jej miłość do Najświętszego Sakramentu była tak wielka, że przez ostatnich 12 lat życia karmiła się jedynie Komunią świętą. Według zachowanych przekazów, na jej głowie widać było ślady korony cierniowej, a na jej ciele - ślady biczowania. Chociaż stygmaty pojawiały się na jej rękach tylko czasami, Elżbieta zawsze czuła ból tych ran. Obdarzona była także darem przepowiadania przyszłości - zapowiedziała wybór papieża Marcina V i koniec Wielkiej Schizmy Zachodniej.
Zmarła w 34. rocznicę swoich urodzin w roku 1420. Pochowano ją w kościele parafialnym w Reute. Życie Elżbiety opisał Konrad, jej spowiednik. Kult rozpoczął się jednak dopiero po roku 1623, kiedy to ówczesny przełożony kanoników w Waldsee nakazał otwarcie grobu Elżbiety; po tym wydarzeniu za jej wstawiennictwem zaczęły się dokonywać liczne cuda. Papież Klemens XIII oficjalnie zaaprobował kult Elżbiety 19 czerwca 1766 r.
Bl Elzbieta z Reute ...
emo
Elżbieta urodziła się 25 listopada 1386 r. w Waldsee w Górnej Szwabii. Jej rodzicami byli Hans i Anna Achlerowie. Wychowali ją w pobożnej atmosferze; matka chętnie przekazywała małej Elżbiecie opowieści ewangeliczne. Już w dzieciństwie dziewczynka odznaczała się szczególnym nabożeństwem do męki Chrystusa. W wieku 14 lat wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Pragnąc dalszego rozwoju duchowego, obrała za swojego spowiednika Konrada Kügelina, przełożonego kanoników z Waldsee. Dzięki jego prowadzeniu wraz z kilkoma innymi tercjarkami franciszkańskimi w 1403 r. nabyła dom w Reute na obrzeżach Waldsee. Kobiety pragnęły głębiej realizować swoje franciszkańskie powołanie.
Wspólnota ta była pierwszym tego rodzaju klasztorem Zakonu Franciszkańskiego, jako że w tamtym okresie tercjarze w zakonach żebraczych nie mogli jeszcze składać ślubów. Elżbieta poświęciła swoje życie modlitwie i służbie, pracowała w kuchni klasztornej i w ogrodzie, gdzie spędzała długie godziny na rozważaniu Bożych tajemnic.
Słynęła z gościnności, z jaką przyjmowała przybywających do niewielkiego klasztoru. Troszczyła się także o ubogich, którzy przychodzili na furtę prosząc o pomoc. Jej miłość do Najświętszego Sakramentu była tak wielka, że przez ostatnich 12 lat życia karmiła się jedynie Komunią świętą. Według zachowanych przekazów, na jej głowie widać było ślady korony cierniowej, a na jej ciele - ślady biczowania. Chociaż stygmaty pojawiały się na jej rękach tylko czasami, Elżbieta zawsze czuła ból tych ran. Obdarzona była także darem przepowiadania przyszłości - zapowiedziała wybór papieża Marcina V i koniec Wielkiej Schizmy Zachodniej.
Zmarła w 34. rocznicę swoich urodzin w roku 1420. Pochowano ją w kościele parafialnym w Reute. Życie Elżbiety opisał Konrad, jej spowiednik. Kult rozpoczął się jednak dopiero po roku 1623, kiedy to ówczesny przełożony kanoników w Waldsee nakazał otwarcie grobu Elżbiety; po tym wydarzeniu za jej wstawiennictwem zaczęły się dokonywać liczne cuda. Papież Klemens XIII oficjalnie zaaprobował kult Elżbiety 19 czerwca 1766 r.
Bl Elzbieta z Reute ...
Kategoria: Stygmatycy
emo Kontemplacja Męki PA ...
emo
Męka Jezusa cz. II

Kontynuujemy publikację zapisu objawień, jakie pod koniec lat dziewięćdziesiątych otrzymała współcześnie żyjąca boliwijska mistyczka Catalina Rivas. W poprzednim numerze zamieściliśmy pierwszą część opisu Męki Pańskiej, poniżej drukujemy część drugą.

Jezus wybacza nawet największym grzesznikom

Piłat ogłosił wyrok. Moje dzieci, rozważajcie z uwagą cierpienie mego Serca. Judasz, po tym jak w Ogrodzie Oliwnym wydał Mnie w ręce żołnierzy, oddalił się i uciekł jak zbieg. Nie mógł uciszyć krzyku własnego sumienia, które oskarżało go o najstraszniejsze świętokradztwo. Kiedy dotarła do niego wiadomość o moim wyroku, pogrążył się w głębokiej rozpaczy i powiesił.

Kto zrozumie dotkliwy ból mego Serca, kiedy zobaczyłem tę duszę rzucającą się w otchłań wiecznego potępienia? On, który spędził trzy lata w szkole mojej miłości, przyjmując i studiując moje nauki, słysząc wiele razy, jak moje usta wypowiadają słowa przebaczenia dla największych grzeszników.

Judaszu! Dlaczego nie przyjdziesz i nie rzucisz mi się do stóp, abym mógł ci przebaczyć? Jeżeli nie śmiesz zbliżyć się do Mnie ze strachu przed tymi, którzy są wokół i tak źle Mnie traktują, przynajmniej popatrz na Mnie, a zobaczysz, jak szybko zwrócę na ciebie swoje oczy.

Dusze, które tkwicie w najcięższych grzechach... Jeżeli czasem z powodu swoich przestępstw błąkacie się jak zbiegowie, jeżeli popełnione grzechy oślepiły was i uczyniły wasze serca zatwardziałymi, jeżeli w pogoni za namiętnością wpadacie w jeszcze większy chaos, nie pozwólcie, aby zawładnęła wami rozpacz, kiedy zostaniecie opuszczeni przez wspólników w grzechu, a wasze dusze zrozumieją swoją winę. Dopóki człowiek ma przed sobą choć chwilę życia, jest jeszcze czas, aby odwołać się do mego miłosierdzia i błagać o wybaczenie.

Jeżeli jesteście młodzi i z powodu swojej przeszłości żyjecie w poniżeniu wobec innych, nie bójcie się! Nawet jeżeli świat będzie wami pogardzał, traktował jak złych ludzi i obrażał, nawet jeżeli świat was opuści, możecie być pewni, że Bóg nie chce, aby waszymi duszami żywiły się ognie piekielne. Chce, abyście mieli odwagę do Niego przemówić, skierować na Niego swoje spojrzenie i westchnienia serca. Wtedy przekonacie się, że Jego pełna dobroci ojcowska dłoń poprowadzi was do źródła przebaczenia i życia. (...)

Dusza, która pewnego dnia doznaje silnego wstrząsu i przebudzenia, dostrzega nagle bezużyteczność własnego życia - pustego, wolnego od zasług dla wieczności. Zły, w swej diabelskiej zazdrości, atakuje wtedy tę duszę na tysiąc sposobów, wyolbrzymiając jej winy. Wzbudza w niej smutek i powoduje utratę ducha, a w końcu doprowadza do lęku i rozpaczy.

Duszo, która należysz do Mnie, nie zwracaj uwagi na okrutnego wroga. Od razu gdy na początku walki odczujesz poruszenie łaski, przyjdź do mego Serca. Wiesz, gdzie jestem, ukryty pod zasłoną wiary... Podnieś ją i z pełnym zaufaniem powiedz Mi o wszystkich swoich nieszczęściach, cierpieniach i upadkach...

Jezus w drodze na Kalwarię

Moje zmęczenie jest tak wielkie, a krzyż tak ciężki, że w połowie drogi upadam. Zobaczcie, w jak niezwykle brutalny sposób ci bezlitośni ludzie podnoszą Mnie z ziemi. Jeden z nich chwyta moją rękę, drugi ciągnie za szaty, które przylgnęły do ran. Rany otwierają się na nowo. Ten sam łapie Mnie później za szyję, a następny za włosy, inni pięściami, a nawet stopami wymierzają straszliwe ciosy całemu mojemu ciału. Krzyż spada na Mnie i swoim ciężarem otwiera nowe rany. Moja twarz kaleczy się o leżące na drodze kamienie, spływająca po niej krew zalepia Mi oczy, już prawie całkowicie zamknięte przez otrzymane ciosy. Kurz i błoto mieszają się z krwią. Stałem się odrażający.

Ojciec posyła Mi anioły, które pomagają Mi zachować przytomność, kiedy moje ciało upada - aby walka nie zakończyła się przed czasem, a moje dusze nie zostały stracone.

Idę po kamieniach, które ranią moje stopy. Raz po raz potykam się i upadam. Spoglądam na obie strony drogi, szukając drobnego spojrzenia miłości, oddania, zjednoczenia z moim bólem, ale... nie widzę nic.

Szymon pomaga Jezusowi nieść krzyż

Jestem w drodze na Kalwarię. W obawie, że umrę przed dotarciem do celu, ci okrutni ludzie szukają kogoś, kto mógłby pomóc Mi w niesieniu krzyża. Chwytają Szymona, który jest w pobliżu.

Spójrzcie, jak idzie za Mną, pomagając Mi nieść krzyż. Rozważcie przede wszystkim dwie kwestie: temu mężczyźnie brak dobrej woli. Jest najemnikiem - przychodzi i dzieli ze Mną mój krzyż, ponieważ jest to od niego wymagane. Z tego powodu, jeżeli czuje się zbyt zmęczony, ciężar krzyża przekłada bardziej na moje ramiona. Dlatego dwa razy upadam.

Ten człowiek nie pomaga mi nieść całego krzyża, a tylko jego część.

Są dusze, które idą za Mną w ten sam sposób. Zgadzają się pomóc Mi w niesieniu krzyża, jednak ciągle martwią się o wygodę i odpoczynek. Wielu innych chce za Mną podążać (...), nie zostawiają jednak własnych korzyści, które często ciągle są dla nich najważniejsze. Dlatego słabną i upuszczają mój krzyż, kiedy za bardzo im ciąży. Chcą cierpieć jak najmniej. Wyliczają swoje wyrzeczenia, unikają upokorzeń i zmęczenia jak tylko można. Próbują uzyskać jak najwięcej wygód i przyjemności, być może z żalem wspominając te, które zostawili za sobą.

Jednym słowem, są dusze tak samolubne i egoistyczne, że przychodzą, aby za Mną podążać bardziej dla siebie, własnych korzyści, niż dla Mnie. Godzą się, aby oddać Mi tylko to, co im przeszkadza i z czym nie mogą sobie poradzić. Pomagają mi nieść jedynie bardzo niewielką część krzyża, i to w taki sposób, że ż trudem zdobywają zasługi niezbędne do zbawienia. Jednak w wieczności zobaczą, jak daleko zostawiły drogę, którą powinny były obrać.

Z drugiej strony są również. dusze (a jest ich niemało), które nie tylko poruszone pragnieniem zbawienia, ale głównie z miłości, jaką wzbudziła w nich wizja tego, ile dla nich wycierpiałem, decydują się podążać za Mną w drodze na Kalwarię. Przyjmują życie doskonałe i oddająmi się na służbę po to, aby pomóc Mi nieść cały krzyż, a nie tylko jego część. Ich jedynym pragnieniem jest dać mi odpoczynek i pocieszenie. (....) Jeżeli krzyżem w ich życiu jest choroba, praca niezgodna z ich skłonnościami i umiejętnościami, jeżeli cierpią z powodu osamotnienia - przyjmują to z całkowitym posłuszeństwem. (...)

Jeżeli nie widzicie rezultatu waszych cierpień i wyrzeczeń lub jeżeli wiecie, że być może zobaczycie je dopiero później, bądźcie pewni, że nie były one poniesione na próżno, bez żadnego pożytku. Przeciwnie - ich owoce będą obfite. (...)

Jesteśmy na Kalwarii! Tłum jest podekscytowany, ponieważ" zbliża się tragiczny moment... Wyczerpany ze zmęczenia, ledwo idę. Moje poranione przez kamienie stopy krwawią... Podczas drogi upadałem trzy razy: po raz pierwszy - aby grzesznikom nawykłym do grzechu dać siłę do nawrócenia; po raz drugi - aby dodać odwagi duszom, które upadają z powodu swojej słabości, oraz duszom zaślepionym przez smutek i niepokój, aby powstały i z odwagą wkroczyły na drogę cnoty; po raz trzeci - aby pomóc duszom wyrzec się swojego grzechu w godzinie śmierci.

Jezus przybity do krzyża

Nadszedł już czas. Oprawcy rozciągają Mnie na krzyżu, wyciągają moje ręce tak, aby sięgały już przygotowanych dziur w krzyżu. Moje ciało załamuje się i chwieje na boki, kolce korony cierniowej jeszcze głębiej wbijają się w głowę. Wsłuchajcie się w pierwsze uderzenie młota, które przybija do krzyża moją prawą dłoń... Jego dźwięk rozbrzmiewa aż po głębiny ziemi. Słuchajcie dalej... do krzyża przybijają moją lewą dłoń. Na ten widok trzęsą się niebiosa, a aniołowie padają na twarz. Ja pozostaję zupełnie milczący. Z moich ust nie wydobywa się skarga ani jęk. Jedynie łzy mieszają się z krwią, która zalewa Mi twarz.

Po przybiciu do krzyża dłoni żołnierze brutalnie ciągną Mnie za nogi... Otwierają się rany, nerwy w dłoniach i rękach zrywają się, kości wyłamują... Przenikliwy ból przechodzi przez całe moje ciało. Moje stopy są przybite do krzyża, a krew wsiąka w ziemię!...

Kontemplujcie przez chwilę te zakrwawione dłonie i stopy... To nagie ciało pokryte ranami, moczem i krwią. Brudne... Tę głowę przebitą ostrymi cierniami, mokrą od potu, całą w kurzu i krwi...

Teraz uważajcie, niebiescy aniołowie i wy - dusze, które Mnie kochacie... Żołnierze obrócą krzyż i zabezpieczą gwoździe z drugiej strony tak, aby ciężar mego ciała ich nie wyrwał, abym nie spadł z krzyża. Moje ciało odda ziemi pocałunek pokoju. I kiedy w powietrzu rozlegają się odgłosy walenia młotami, na szczycie Kalwarii dokonuje się zachwycające widowisko. Moja Matka, która, obserwując wszystko, nie jest w stanie Mi ulżyć, błaga o miłosierdzie mego Ojca w niebie... Legiony aniołów schodzą na ziemię uwielbiać i podtrzymywać moje ciało, aby nie upadło i nie zostało przygniecione przez ciężar krzyża.

Kontempluj twojego Jezusa, wiszącego na krzyżu, niezdolnego do uczynienia nawet najmniejszego ruchu... nagiego, bez uznania, honoru i wolności... Zabrali Mu wszystko! Nie ma nikogo, kto by się nad Nim ulitował, kto by Mu współczuł w bólu! Mają dla Niego tylko tortury, kpiny i szyderstwa!

Jeżeli Mnie naprawdę kochasz, czy jesteś gotowa być do Mnie podobna? Czego się wyrzekniesz, aby być Mi posłuszną, sprawić Mi przyjemność i Mnie pocieszyć?...

Padnij na twarz i pozwól, abym powiedział ci tych parę słów:

Niech moja wola w tobie zwycięży!
Niech moja miłość cię wyniszczy!
Wysławiaj Mnie w swojej niedoli!

Jezus wypowiada swoje ostatnie słowa

Tobie oddaję mego ducha. Teraz dusze, które wypełniają moją wolę, mogą powiedzieć w prawdzie: "Wykonało się...". Panie mój i Boże, przyjmij do siebie moją duszę, składam ją w Twoje ukochane dłonie.

Swoją śmierć darowałem Ojcu w ofierze za dusze umierające, a one będą żyć. Ostatnim okrzykiem, jaki wydałem z krzyża, objąłem całą ludzkość: w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Przeszywający spazm, którym uwolniłem się z tego świata, został przyjęty przez Ojca z nieskończoną miłością; radowało się całe niebo, ponieważ moja ludzka postać weszła do chwały. W chwili, w której oddałem ducha, spotkała Mnie ogromna liczba dusz: tych, które pragnęły Mnie w ubiegłych wiekach, miesiącach i dniach, a ich pragnienie było wielkie. (...)

Wcześniej cały dwór niebieski szybko zgromadził się, aby czekać na moment mojej śmierci. Chwila, kiedy ich zobaczyłem, pełna była najwyższej radości. Jednak pośród wszystkich otaczających Mnie dusz jedna była szczególnie poruszona, poruszona tak bardzo, że jaśniała z radości, z miłości... Był to Józef, który bardziej niż ktokolwiek inny rozumiał chwałę, w jaką wstąpiłem po tak ciężkiej walce. To on prowadził czekające na Mnie dusze. Aniołowie według kolejności oddawali Mi chwałę, tak że całą moją jaśniejącą już postać otaczali niezliczeni święci, wysławiając Mnie i uwielbiając.

Zmartwychwstanie Jezusa

Po Wielkim Piątku nadeszła cudowna Niedziela Zmartwychwstania. Jeżeli zdecydowałem, że nie zniszczę świata, to znaczy, że chcę go odnowić. Stare drzewa muszą być przycięte i zrzucić swoje liście, aby wydać nowe pędy. Stare gałęzie i suche liście muszą być spalone.

Oddzielcie młode koźlęta od jagniąt. Niech znajdą gotowe bujne pastwiska, gdzie będą mogły zaspokoić swój głód, czerpiąc z czystych źródeł wody zbawienia. To moja odkupieńcza krew nawadnia wysuszone ziemie, które stały się pustyniami świata dusz. Dopóki choć jeden człowiek potrzebuje zbawienia, ta krew na ziemi będzie płynęła zawsze...


Tłumaczyła Justyna Łobaszewska
adonai.pl/wielkanoc/?id=26
Kontemplacja Męki PA ...
emo
Męka Jezusa cz. I

Kontynuujemy zapis stów Pana Jezusa, usłyszanych przez Catalinę Rivas podczas objawień w 1997 roku. Przypominamy, że władze kościelne w Cochabambie, archidiecezji, z której wywodzi się mistyczka, uznały jej doświadczenia i pisma za prawdziwe znaki Boże. Pan Jezus opisuje Catalinie swoją Mękę.

Judasz wydaje Jezusa

"W pewnym momencie zobaczyłem zbliżającego się do mnie Judasza, a za nim tych, którzy Mnie później aresztowali. Mieli ze sobą sznury, kije i kamienie... Wyszedłem im naprzeciw i zapytałem: «Kogo szukacie?·, podczas gdy Judasz, kładąc rękę na mym ramieniu, pocałował Mnie.

Tak wiele dusz już Mnie sprzedało i tak wiele jeszcze sprzeda za nędzną cenę rozkoszy, chwilowej i przemijającej przyjemności... Biedne dusze, które szukają Jezusa tak, jak robili to żołnierze. (...) Bądźcie uważni i módlcie się! Walczcie bez ustanku i nie pozwólcie, aby uleganie wadom i złym skłonnościom stało się waszym nawykiem. (...) Nie wierzcie, że dusza, która Mnie sprzedaje, a sama oddaje się grzechowi ciężkiemu, od takiego grzechu zaczęła. Zazwyczaj wielki upadek miał swoje źródło w czymś małym: czymś, co sprawiało duszy przyjemność, w słabości, cichym przyzwoleniu; nie zakazanej, ale też niezbyt odpowiedniej przyjemności... W ten sposób dusza zaczyna sama się oślepiać, jest coraz mniej zanurzona w łasce, a namiętności rosną w siłę, aż w końcu zwyciężają. (...) Chciałbym, abyście się nauczyli, jak postępować wobec wrogów. Ten, który jest podobny do Mnie, pozwala, aby zabrali go tam, gdzie chcą. W chwilach takich zostanie on obdarzony siłą.

Dlatego nie wymierzajcie piotrowych ciosów waszym wrogom, ponieważ wtedy nie przyjmujecie w pełni kielicha, jaki wam ofiaruję. Zobaczycie w nim moją wolę, tak jak Ja widziałem wolę mego Ojca, kiedy zapytałem ukochanego Piotra: «Czy nie chcesz, abym pił z kielicha, który podał Mi Ojciec?·".

Jezus przed Kajfaszem

"Zabrano Mnie, abym stanął przed Kajfaszem, gdzie zostałem przyjęty szyderstwami i obelgami. Jeden z żołnierzy kapłana uderzył Mnie w policzek. To był pierwszy cios, jaki otrzymałem. Zobaczyłem w nim pierwszy grzech śmiertelny, popełniony przez liczne dusze, które żyły wcześniej w łasce... Po tym pierwszym grzechu nastąpiło tak wiele innych, które stały się przykładem dla kolejnych dusz, aby one również je popełniały.

Moi apostołowie opuścili Mnie, a Piotr stał ukryty za bramą pośród sług, którzy, kierowani ciekawością, przyglądali się wszystkiemu. (...) Gdzie jesteście - apostołowie i uczniowie, którzy byliście świadkami mojego życia, nauczania i moich cudów? Z wszystkich tych, od których oczekiwałem dowodu miłości, nie został nikt, aby Mnie bronić. Zostałem sam, otoczony przez żołnierzy, którzy chcieli Mnie rozszarpać jak wilki.

Rozważajcie sposób, w jaki się nade Mną znęcali: jeden uderzył Mnie w twarz, drugi wykrzywił Mi ją dla zabawy, inny splunął na Mnie swoją brudną śliną, następny ciągnął za brodę, kolejny wykręcał ręce, jeszcze kolejny kopał w genitalia, a kiedy upadłem, dwóch z nich ciągnęło Mnie do góry za włosy".

Jezus w więzieniu

"Kiedy żołnierze prowadzili Mnie do więzienia, Piotr stał ukryty w tłumie na jednym z dziedzińców. Nasze spojrzenia się spotkały; jego wzrok był rozbiegany i trwało to tylko ułamek sekundy, a tak wiele mu powiedziałem! Zobaczyłem, jak płacze gorzko nad swoim grzechem i Sercem powiedziałem mu: «Wróg próbował cię posiąść, jednak Ja cię nie opuszczam. Wiem, że twoje serce się Mnie nie zaparło. Bądź gotowy na walkę każdego dnia, na nowe walki z duchową ciemnością, i przygotuj się na przyjęcie Dobrej Nowiny. Żegnaj, Piotrze·.

Tak często spoglądam w duszę, która zgrzeszyła - a czy ona również patrzy w moją stronę? Nasze spojrzenia nie zawsze się spotykają. Jakże często patrzę na duszę, a ona nie patrzy na Mnie, nie widzi Mnie, jest ślepa... Wołam ją po imieniu, ale ona nie odpowiada. Posyłam jej ból i cierpienie, żeby mogła się ocknąć się z tego odrętwienia, ale ona nie chce.

Moje ukochane dusze, jeżeli nie spoglądacie w Niebo, będziecie żyć tak, jakby wasze istnienie nie miało sensu. Podnieście głowę i myślcie o domu, który na was czeka. Szukajcie Boga, a zawsze Go znajdziecie ze wzrokiem w was wpatrzonym. W Jego spojrzeniu odnajdziecie spokój i życie.

Rozważajcie chwile, które spędziłem w więzieniu. Trwało to prawie całą noc. Żołnierze przyszli, aby obrażać Mnie swoimi słowami i czynami; popychali Mnie, bili i wyśmiewali się z mojego stanu jako człowieka. (...) Kiedy te brudne i odrażające dłonie uderzały Mnie w twarz i biły, widziałem, jak wiele razy będę bity i raniony przez liczne dusze, które przyjmą Mnie do swoich serc, nie obmywszy się wcześniej z grzechu, nie oczyściwszy swojego domu dobrą spowiedzią. Te notoryczne grzechy wielokrotnie będą wymierzać mi ciosy.

(...) Dusze wybrane (...), jeżeli chcecie dać Mi dowód waszej miłości, otwórzcie serca, abym mógł uczynić z nich swoje więzienie. Okryjcie Mnie swoją łagodnością, nakarmcie dobrocią. Zaspokójcie moje pragnienie waszą żarliwością, smutek i opuszczenie zastąpcie Mi swoim wiernym towarzystwem. Sprawcie, aby mój wstyd zniknął za sprawą waszej czystości i szczerych intencji".

Jezus ponownie przed Piłatem

"Pozwoliłem, żeby traktowali Mnie jak szaleńca i przykryli białą tuniką na znak szyderczej zabawy i pośmiewiska, jakie ze Mnie urządzili. Później, pośród wściekłych, drwiących okrzyków, ponownie zabrali Mnie przed Piłata.

Spójrzcie, jak ten zadziwiony i skonsternowany człowiek nie wie, co ze Mną począć. I żeby uciszyć tłum, każe Mnie wy chłostać.

W Piłacie ujrzałem dusze, którym braknie odwagi i wielkoduszności, aby ostatecznie oderwać się od własnej natury i wymogów tego świata. Zamiast odciąć się od niebezpieczeństw, (...) które, jak im mówi sumienie, nie pochodzą od dobrego ducha, dusze te ulegają kaprysom, chwilowemu zadowoleniu i częściowo poddają się żądaniom własnych namiętności. Chcąc zagłuszyć wyrzuty sumienia, mówią do siebie: «Przecież już zrezygnowałam z tego czy tamtego, to wystarczy·.

Takiej duszy powiem tylko tyle: «Biczujesz Mnie tak samo jak Piłat. Zrobiłaś już jeden krok, jutro następny. Myślisz, że zadowolisz w ten sposób swoje namiętności? Nie! Wkrótce zażądają więcej. Nie miałaś dość odwagi, aby zwalczyć własną naturę w rzeczach małych, dlatego kiedy nadejdą rzeczy wielkie, tej odwagi będziesz miała jeszcze mniej·".

Biczowanie Jezusa

"Moje drogie dusze, spójrzcie, jak z łagodnością baranka pozwoliłem się zaprowadzić na straszne tortury biczowania. Kaci bezlitośnie chłostali moje pobite i słaniające się z wycieńczenia Ciało biczami z kijów i skręconych sznurów. Poniosłem karę tak brutalną, że każdą moją cząstkę przeszywał najprzenikliwszy ból. Ciosy i kopnięcia zadawały najgłębsze rany... Kije odrywały kawałki skóry i ciała. Krew spływała ze wszystkich moich członków. Z powodu ciosów zadawanych mojej męskości raz po raz upadałem. Moje Ciało było w takim stanie, że bardziej przypominałem potwora niż człowieka. Na mojej twarzy nie można już było dostrzec rysów - cała była spuchnięta. (...)

Podczas tych samotnych godzin wielkiego bólu pałałem coraz większym pragnieniem doskonałego wypełnienia woli mego Ojca. Ofiarowałem siebie jako zadośćuczynienie za wielką obrazę wyrządzoną Jego Chwale! Tak i wy, pobożne dusze, które znalazłyście się w dobrowolnym więzieniu dla miłości, które wielokrotnie odbierane jesteście przez innych jako istoty bezużyteczne, a może nawet szkodliwe, nie bójcie się. Pozwólcie, aby przeciw wam występowali, a podczas tych godzin samotności i bólu zjednoczcie swoje serca z Bogiem - jedyną waszą miłością. Przywróćcie pełnię Jego Chwały, zbezczeszczonej przez tak wiele grzechów".

Jezus przed Piłatem

"O świcie Kajfasz kazał zaprowadzić Mnie do Piłata, aby ten wydał na Mnie wyrok śmierci. Nie odpowiadałem na żadne z pytań Piłata. Jednak kiedy chciał wiedzieć: «Czy ty jesteś królem żydówskim?·, wtedy z pełną powagą i uczciwością odparłem: «Powiedziałeś tak, jestem królem, jednak moje królestwo nie jest z tego świata... ·. Tymi słowami chciałem pokazać duszom, że kiedy stają przed możliwością cierpienia lub upokorzenia, którego można by łatwo uniknąć, powinny wielkodusznie odpowiedzieć: «Moje królestwo nie jest z tego świata...·. To znaczy: nie szukam chwały wśród ludzi. Nie tu jest mój dom, jednak znajdę odpoczynek tam, gdzie on jest naprawdę. Miejcie odwagę, aby wypełniać wasze obowiązki względem Mnie, nie oglądając się na opinie tego świata. Naprawdę ważne jest nie poważanie, jakim się cieszycie, ale podążanie za głosem łaski. Ona zwalcza pokusy, na które wystawia was natura".

Jezus ukoronowany cierniem

"Kiedy ręce moich oprawców zmęczyły się od wymierzania ciosów, nałożyli Mi oni na głowę koronę uplecioną z ciernia i paradując przede Mną, mówili: «Więc ty jesteś królem? Pozdrawiamy cię!·.

Niektórzy Mnie opluwali, inni znieważali, a kolejni od nowa bili po głowie. Każdy cios dodawał cierpienia mojemu Ciału, tak już poranionemu i zmaltretowanemu.

Jestem zmęczony, nie mam gdzie odpocząć. Użycz Mi swego serca i ramion, abym mógł okryć się twoją miłością. Moje Ciało jest rozpalone i czuję zimno. Obejmij Mnie przez krótką chwilę, zanim znowu zaczną wyniszczać tę świątynię miłości.

Żołnierze i kaci popychają moje Ciało brudnymi dłońmi, a inni, z obrzydzenia do mojej Krwi, popychają Mnie oszczepami, na nowo otwierając rany. Silnym ruchem sadzają Mnie na ostrych kamieniach; cicho płaczę z bólu. Wtedy moi oprawcy, przedrzeźniając Mnie, wyśmiewają się z tych łez. W końcu rozdzierają Mi skronie, na siłę wciskając na nie koronę cierniową.

Rozważajcie, jak poprzez tę koronę chciałem zadośćuczynić za grzech pychy tak wielu dusz. Pragną one być wychwalane ponad miarę i dają kierować sobą fałszywym opiniom tego świata. To przede wszystkim tym duszom pozwoliłem ukoronować moją głowę cierniem. Tak wielki ból ogarnął ją po to, aby poprzez dobrowolne upokorzenie zadośćuczynić za ich wygórowane żądania i wstręt do ścieżki wyznaczonej przez moją Opatrzność. Dusze te uważają ją za niegodną swojego stanu i pozycji, dlatego nie chcą nią podążać. (...)

W koronie cierniowej na głowie, okrytego purpurowym płaszczem, żołnierze znowu zaprowadzili Mnie przed Piłata. Ten, nie znajdując przestępstwa, za które mógłby Mnie ukarać, zadał mi kilka pytań. Chciał się dowiedzieć, dlaczego mu nie odpowiadałem, wiedząc, że miał nade Mną wszelką władzę.

Wtedy, przełamując milczenie, odparłem: «Nie miałbyś tej władzy, gdybyś nie otrzymał jej wcześniej z góry; potrzeba jednak, aby wypełniły się Pisma·. Następnie, oddając się memu Niebieskiemu Ojcu, ponownie zamilkłem".

Barabasz uwolniony

"Piłat szukał sposobu, aby Mnie uwolnić. Był zmartwiony ostrzeżeniem od swojej żony; z jednej strony bał się poczucia winy, z drugiej - buntu ludności. W tak żałosnym stanie, w jakim się znajdowałem, Piłat wystawił Mnie na widok tłumu. Zaproponował, że daruje Mi wolność, a w zamian na śmierć skaże Barabasza, sławnego grabieżcę i mordercę. Ludzie odpowiedzieli jednym głosem: «Ukrzyżuj go i uwolnij Barabasza!·.

(...) Nie wierzcie, że moja ludzka natura nie czuła wtedy odrazy ani bólu. Przeciwnie, chciałem czuć tę odrazę i być przez nią ogarnięty. Mój przykład da wam siłę potrzebną do wszystkich życiowych okoliczności i nauczy, jak zwalczać odrazę, której jesteście poddani, kiedy przychodzi wam wypełniać moją wolę. (...) Dusze wybrane, osiągnięcie szczęścia i doskonałości nie polega na podążaniu za przyjemnościami i skłonnościami natury ludzkiej, na byciu znanym czy też nieznanym, na wykorzystywaniu lub ukrywaniu swoich talentów. Polega ono raczej na zjednoczeniu z wolą Boga i całkowitym podporządkowaniu się jej w miłości, ku Jego większej chwale i waszemu uświęceniu".


Tłumaczyła Justyna Łobaszewska

adonai.pl/wielkanoc/?id=25
Kontemplacja Męki PA ...
emo
Anna Dąmbska - teksty książek

www.objawienia.pl/anna/spis-anna.html
Anna Dąmbska
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Deklaracja Mariji Pavlović




Deklaracja Mariji Pavlović własnoręcznie podpisana przed Najświętszym Sakramentem przetłumaczona z j. włoskiego przez ks. Adama Dybka



Deklaracja Mariji Pavlović:

"Nie istnieje żaden związek między wspólnotą O. Tomislava Vlašića i objawieniami w Medziugorju".



Wiosną 1988 r. o. Tomislav Vlašić opublikował list otwarty, adresowany do całego świata, w którym twierdził, że założona przez niego, wraz z Agnes Heupel, wspólnota powstała na prośbą Królowej Pokoju, czego dowodem miały być rzekome wypowiedzi Mariji Pavlović. Wspomniana wizjonerka stanowczo odpowiedziała na ten list w swojej publicznej deklaracji, wysłanej do Kongregacji Doktryny Wiary, pisząc w nim jednoznacznie, że nie ma żadnego związku między wspólnotą o.Tomislava Vlašića i objawieniami w Medziugorju. W ten sposób podstępna próba oparcia wspólnoty o. Tomislava na autorytecie Maryi została zdemaskowana i odrzucona, chociaż w latach następnych będzie ona jeszcze ponawiana.

Orzeczenia Kongregacji Doktryny Wiary z 25 Stycznia 2008 r., w którym przypadek o.Vlašića jest rozpatrywany "w kontekście fenomenu Medziugorja" nie należy rozumieć jakoby pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami istniał jakikolwiek związek, tak jak z drugiej strony "w kontekście fenomenu Fatimy" nie było żadnego związku pomiędzy objawieniami Maryi oraz sektami, które w owym czasie mnożyły się tam rozlicznie. Zawsze bowiem tam gdzie działa Bóg przybywa także i Jego nieprzyjaciel aby zasiać kąkol i inne chwasty.

Trzeba ponadto sprecyzować, że o.Tomislav Vlašić nigdy nie był proboszczem parafii Medziugorja, lecz jedynie jego zastępcą i jako taki miał kontakt z młodzieżą parafialną. Bezpodstawnym jest zatem jego zarozumiałe definiowanie siebie jako "przewodnika duchowego wizjonerów". Od 1985 r. został on wydalony z parafii i od tego czasu nie współpracował już z księżmi prowadzącymi parafię.

Poniżej zamieszczamy Deklarację Mariji Pavlović z dnia 11 Lipca 1988 r., napisaną zarówno własnoręcznie przez nią, jak i w formie drukowanej.


Z obowiązku moralnego jaki czuję przed przed Bogiem, Maryją i Kościołem Jezusa Chrystusa, muszę dokonać następujących stwierdzeń:



1. Z tekstów "Wezwanie w Roku Maryjnym" oraz świadectwa noszącego mój podpis miałoby wynikać, że na pytanie o.Tomislava miałabym rzekomo dać odpowiedź Maryi:"Jest to Boży plan". To znaczy, że miałabym rzekomo dać o. Tomislavowi potwierdzenie i aprobatę ze strony Maryi dla dzieła i jego programu, które powstało we Włoszech w grupie modlitewnej z Medziugorja.



2. Chcę teraz zadeklarować, że nigdy nie prosiłam Maryi o potwierdzenie dla dzieła utworzonego przez o.Tomislava i Agnes Heupel. Nigdy nie pytałam też jednoznacznie czy powinnam należeć do tego dzieła i nigdy nie otrzymałam od Maryi jakichkolwiek wskazówek dotyczących tej wspólnoty, oprócz tego, że każdy powinien czuć się wolnym we własnych wyborach życiowych.



3 .Z tekstów oraz ze świadectwa noszącego mój podpis wynika, że Maryja miałaby mi jakoby sugerować, iż wspólnota oraz program o.Tomislava i Agnes Heupel są Bożą drogą dla mnie i dla innych. Teraz zatem, jeszcze raz powtarzam, że nigdy nie otrzymałam od Maryi, ani nie dawałam o.Tomislavovi czy jakiejkolwiek innej osobie takiej aprobaty czy też wskazówek ze strony Maryi.



4. Świadectwo, jakie jest opublikowane w języku włoskim nie odpowiada prawdzie odnośnie do pierwszej inicjatywy. Nie miałam osobiście żadnego pragnienia, aby składać jakąkolwiek pisemną deklarację. o.Tomislav mocno nalegał abym będąc wizjonerką złożyła świadectwo, którego świat oczekiwał.



5. Muszę także zadeklarować, że redakcja świadectwa i mój podpis wzbudzają pytania. Z mojej strony mogę tymczasem dać jedną odpowiedź na te wszystkie pytania. Daję ją, powtarzam, przed Bogiem, przed Maryją i przed Kościołem Jezusa Chrystusa: Wszystko co może być odebrane jako jednoznaczne potwierdzenie i aprobata dzieła o.Tomislava i Agnes Heupel ze strony Maryi za moim pośrednictwem, jest całkowicie niezgodne z prawdą. Jest także całowicie niezgodne z prawdą to, że miałabym jakoby spontaniczne pragnienie napisania tego świadectwa.



6. Sądzę, że mam moralny obowiązek powtórzyć przed Bogiem, Maryją i przed Kościołem następującą deklarację:



Po siedmiu latach codziennych Objawień, na podstawie intymnego doświadczenia jakie mam odnośnie do delikatności i ostrożności Maryi, ze wszystkich rad i odpowiedzi na na osobiste pytania jakich Ona mi udzieliła, mogę stwierdzić, że w żaden sposób nie można dopatrywać się związku pomiędzy wydarzeniami w Medziugorju, Orędziami Maryi a dziełem o.Tomislava i Agnes Heupel i jego programem przedsięwziętym we Włoszech.



Niezbędnym jest także przypomnienie w tym miejscu, że codzienne Objawienia nadal trwają.



Powyższą deklarację podpisuję własnoręcznie przed Najświętszym Sakramentem i kieruję ją do tych wszystkich, którzy sercem są związani z działalnością Maryi w Medziugorju.
Objawienia w Medjugo ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Medjugorie - wyjaśnienie co do wątpliwości


5 października 2009 r. polska wersja strony internetowej Radia Watykańskiego zamieściła tekst opierający się na listach biskupa Mostaru, Ratko Perića (z 12 czerwca 2009 r.), skierowanych do proboszcza parafii Medziugorja, o. Petara Vlasšića, i wikariusza, o. Danko Perutiny, franciszkanów. Tekst zatytułowano „Kościelne oświadczenie o Medjugorju.” Tego samego dnia internetowa strona Wiara.pl umieściła kopię owego tekstu, opatrując ją zdjęciem jedynego kościoła w parafii Medziugorje, kościoła pw. św. Jakuba. Świat zna sylwetę tego budynku, jak zna miejscowość w Bośni i Hercegowinie: tu nieprzerwanie od 28 lat trwają objawienia Matki Bożej sześciorgu wizjonerom. Kopia tekstu - w ślad za Wiarą.pl - pojawiła się w kilku miejscach w Internecie. Informacje z notatki zaistniały w najpoważniejszych polskich katolickich źródłach i w prasie.

Zapoznaliśmy się z listami bp. R. Perića. I musimy zapytać o rzetelność informacji upowszechnianych na różne sposoby. Ów pierwszy tekst, na polskiej stronie Radia Watykańskiego (jak i jego kopie) jest niepodpisany. Mimo zatem szumnego tytułu, sugerującego autorstwo władz Kościoła, nie wiadomo, kto odpowiada za treść. Tymczasem zawiera ona tak niezwyczajne nagromadzenie przeinaczeń, fałszów, błędów lub półprawd, iż nie sposób oprzeć się myśli o jakimś niedobrym celu podobnej publikacji. Jakim?

Wiadomo na pewno, iż autor miał dostęp do polskiej strony internetowej Radia Watykańskiego. Wyłącznie tu bowiem, tylko w języku polskim -– na kilkadziesiąt innych wersji językowych strony Radia Watykańskiego! –- ukazał się ów kuriozalnie skonstruowany anonim, którego nie można zweryfikować. Dopiero wczytanie się w treść ukazuje obraz przeinaczeń, a i –- dodajmy też -– prób zniszczeń wiedzy na temat fenomenu Medziugorja.

Fałsze obejmują sprawy ważne dla milionów ludzi na świecie -– tylu ich bowiem pielgrzymowało już do miejsca szczególnych łask Maryi i nadal czuje z nim łączność.

Ale kolejno, najpierw garść faktów:

Oto autor anonimowego tekstu wywnioskował z listów biskupa Mostaru, że interwencja ordynariusza i "„porządkowanie”" przezeń spraw w Medziugorju związane są z przeniesieniem do stanu świeckiego o. Tomislava Vlasšića. Zmiana stanu franciszkanina –- wedle autora -– dyskredytuje prawdziwość objawień Matki Bożej w Medziugorju. O. Vlasšić, który nigdy nie był (wbrew sugestiom anonima), opiekunem grupy wizjonerów, od około 20. lat mieszka we Włoszech, a nie w Medziugorju. Oczywiście, wobec tego, nie podlega jurysdykcji biskupa Mostaru. Nie ma też żadnego kontaktu z widzącymi. Stosunkowo niedawno, na prośbę T. Vlasića, władze kościelne przeniosły go w stan świecki, adekwatnie do jego własnych wyborów i czynów. "Nie istnieje żaden związek między wspólnotą o. Vlašsića i objawieniami w Medziugorju”." Odległość czasowa (20 lat) i odległość geograficzna rozdzieliły te sprawy dostatecznie.

Już dawno mówiła o tym w specjalnej deklaracji wizjonerka Marija Pavlović. (zob. deklarację w następnym poście)

W imieniu franciszkanów wypowiadał się o tym Prokurator Generalny OO. Franciszkanów, o. Francesco Bravi. (zob. artykuł)

Nie można zatem zrozumieć, co sprawiło , iż biskup ordynariusz przywołuje teraz tę dawną historię i błędy byłego zakonnika. Nie można zrozumieć, dlaczego ksiądz biskup łączy je z objawieniami w Medziugorju.

W tekście polskiej wersji internetowej strony Radia Watykańskiego akcentuje się także to, że medziugorskie objawienia nie zostały dotąd oficjalnie uznane przez Kościół za wiarygodne. Niestety, anonimowy autor powołując się na bp. Perića, nie zaznacza, że dopóki objawienia trwają, Kościół nie ma zwyczaju akceptować ich oficjalnie. Tak zatem, żadne publikowane opinie, firmowane nazwiskiem biskupa miejsca lub nazwiskiem nieopatrzone, nie stanowią prezentacji definitywnego orzeczenia całego Kościoła, jego watykańskich pasterzy. Brak oficjalnych rozstrzygnięć wiąże się wyłącznie z przyjętą zasadą zawieszenia osądu aż do końca objawień, bo dopiero wtedy można w pełni ocenić ich całość oraz ich owoce.

Zdaniem Watykanu, wszelkie wypowiedzi bp. Perića, były i są tylko jego prywatną opinią, nie zaś oficjalnym stanowiskiem Kościoła. Wyraźnie podkreśla to były Sekretarz Kongregacji Nauki i Wiary, a obecny Sekretrz Stanu Stolicy Apostolskiej , kardynał Tarsicio Bertone, w liście skierowanym do bp. Gilberta Aubry (Saint Denis de la Reunion) 26 maja 1998 roku (PR. Nr 154/81 - 06419). (zob. list) Kardynał Tarsicio Bertone wyjaśnia to również w swojej książce „"Ostatnia wizjonerka z Fatimy"”, opatrzonej przedmową Ojca Œwiętego, Benedykta XVI: "„Oświadczenia biskupa Mostaru wyrażają jego własną opinię i nie są ostatecznym oraz oficjalnym orzeczeniem Kościoła; natomiast wspomniane zadarskie oświadczenie biskupów byłej Jugosławii pozostawia otwartą furtkę do dalszych badań objawień w Medjugorje, trzeba zatem prowadzić nadal ich weryfikację. Tymczasem dozwolone są prywatne pielgrzymki wiernych z opieką duszpasterską; wreszcie, katolicy mogą pielgrzymować do sanktuarium maryjnego w Medjugorje, gdzie wyznają swą wiarę we wszystkich formach kultu.”"

W cytacie tym, jak widać, kard. Bertone przywołuje jedyne, obowiązujące niezmienne do dziś, stanowisko Episkopatu byłej Jugosławii, tzw. "Oświadczenie z Zadaru" (1991 r.). Zachowuje ono swą aktualność. Opinie biskupa miejsca nie są stanowiskiem Episkopatu Bośni i Hercegowiny, a tym bardziej nie mogą konkurować z głosem z Watykanu.

Powtórzmy więc wyraźnie: publikacje przywołujące negatywne zdanie biskupa Mostaru sprzeciwiają się woli Watykanu oraz Episkopatu Bośni i Hercegowiny, by sprawa oceny wiarygodności medziugorskich objawień należała wyłącznie do Stolicy Apostolskiej.

Głos biskupa nie jest oficjalnym głosem Kościoła. A tak właśnie – również w omawianym anonimowym tekście i w niektórych mediach – bywa traktowany. Powszechnie znane są pozytywne o Medziugorju opinie papieża Jana Pawła II („"Medziugorje to wielkie centrum duchowe"”), czy wielu cenionych teologów, jak np. Hansa Ursa von Baltahsara. Kolejne komisje badaczy fenomenu, wśród nich - naukowców posługujących się często nowoczesną aparaturą medyczną, również formułowały przychylne wnioski.

Inną dziwną sprawą jest podkreślanie w listach bp. Perića i w omawianych tu publikacjach tego, że kościół św. Jakuba w Medziugorju nie jest sanktuarium. Jak czytaliśmy wyżej, sam kard. Bertone używa jednak takiego właśnie sformułowania, podobnie jak biskupi byłej Jugosławii: „"My, biskupi po trzyletniej pracy w Komisji przyjęliśmy Medziugorje jako miejsce pątnicze, sanktuarium..." …” (zob. Medziugorje w Kościele, M. Dugandzić, Wydawnictwo Pijarów Kraków 2003).

Wyraźna chęć pomniejszenia znaczenia miejsca modlitw milionów ludzi z całego świata eksploduje w końcu poważnym kłamstwem: z tekstu na polskiej stronie Radia Watykańskiego wynika, że jedyny w Medziugorju kościół został przez władze diecezjalne zamknięty z powodów dyscyplinarnych. Strona Wiara.pl idzie dalej -– dodaje nawet zdjęcie parafialnego kościoła. Tymczasem Kościół w Medziugorju cały czas był i pozostaje otwarty, stanowiąc nadal miejsce modlitw tysięcy pielgrzymek. Pielgrzymom zaś kolejny wiek ofiarnie i nieprzerwanie posługują ojcowie franciszkanie. Mieli oni i nadal mają wszelkie tytuły do swej duszpasterskiej służby. Są oni wezwani, podobnie, jak duchowni stale towarzyszący milionom pielgrzymujących ludzi, do opieki nad nimi. Posługa OO. Franciszkanów była i jest całkowicie zgodna z duchem i literą Ewangelii. Nikt (łącznie z biskupem diecezji) nie kwestionował jakości owej posługi. Nie należy do niej –- jak dziwacznie wmawia czytelnikom polski tekst strony Radia Watykańskiego –- upowszechnianie „"kultu objawień”." Ojcowie szerzą tu miłość i kult Boga, promując też z powodzeniem prawdy religii katolickiej.

Dlaczego zatem anonimowy tekst usiłuje dezawuować duszpasterską pieczę zakonników? Dlaczego wmawia, iż bp. Perić zamknął medziugorską świątynię, gdy w listach hierarchy czytamy co innego?

Anonim w polskiej wersji strony Radia Watykańskiego mnoży nieprawdy w sprawach kardynalnych, ale nawet w „"drobiazgach”." Informuje np., że kościół św. Jakuba (uwidoczniony na zdjęciu przez Wiarę.pl) został wybudowany : „"w związku z objawieniami”." Kościół wyświęcono w 1969 r. Objawienia rozpoczęły się w 1981 r... …

Jakieś światło na poczynania anonima może rzucić lektura listu bp. Perića. Widać, że autor tekstu żonglował fragmentami, dowolnie poszerzając sensy o wszystko, co -– w jego przekonaniu -– mogłoby umniejszyć znaczenie medziugorskich objawień.

Na to nie sposób się zgodzić. Jaka jest bowiem prawda o fenomenie Medziugorja, niekwestionowalne fakty, których nie trzeba interpretować, przemawiają bowiem własną siłą i oczywistością?

Do prawdy tej należy nieprzerwany strumień pielgrzymujących ludzi, tysiące nawróceń, dziesiątki zawiązanych w Medziugorju wspólnot. Na całym świecie zaś - ogrom tu rozpoczętych modlitw czy praktyk pokutnych (postu). Odzyskiwana przez tych, co stykają ze "szkołą Maryi" w Medziugorju, nadzieja, rozkwitająca miłość, powrót z uzależnień i uwikłań…...

Jak – - wobec tego, prawdziwego obrazu i prawdziwych faktów –- zrozumieć próby anonimowego autora dzwonnego tekstu, by wmówić czytelnikom, iż Kościół potępia fenomen Medziugorja? Że „"porządkuje" sprawy, nagle dostrzegając jakieś błędy doktrynalne czy nawet obyczajowe?

Niestety, z pewnością można tu mówić o braku podstaw dziennikarskiej rzetelności. Smutno, że ten brak firmują teraz polskie medialne autorytety. Pozostaje apelować do Czytelników o uwagę i wyrzucanie podobnych rewelacji tam, gdzie miejsce wszystkich anonimów.

Przypominamy: wciąż aktualne pozostaje jedyne oficjalne stanowisko władz kościelnych – wskazanie Episkopatu byłej Jugosławii, wyrażone w tzw. „"Oświadczeniu z Zadaru”." Pozostawia ono sprawę otwartą. Nie potępia, nie przesądza o wiarygodności bądź niewiarygodności objawień. Podobnie jak kard. Tarsicio Bertone, niezaprzeczalny dla wszystkich autorytet Kościoła. Również jak były rzecznik prasowy Watykanu, Joaquin Navarro-Walls. Niech więc jego właśnie słowa posłużą tutaj za pointę : „"Czy Kościół, czy Watykan powiedzieli „nie” Medziugorju? Nie. Nie powiedzieli.”"

Artur Dobrowolski

medjugorje.org.pl
Objawienia w Medjugo ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
OPISY MĘKI PAŃSKIEJ WEDŁUG WIZJII ŚW. FAUSTYNY
Boże Miłosierdzie - Dzienniczek Faustyny - Zagadnienia teologiczne



186-187.

PAN JEZUS ZAPEWNIA ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE POZNA JEGO MIŁOŚĆ DO GRZESZNIKÓW, GDY BĘDZIE ROZWAŻAŁA JEGO MĘKĘ

+ Powiedział mi dziś Jezus: - pragnę, abyś głębiej poznała Moja miłość, jaka pała Moje Serce ku duszom, a zrozumiesz to, kiedy będziesz rozważać Moją Mękę. Wzywaj Mojego miłosierdzia dla grzeszników, pragnę ich zbawienia. Kiedy odmówisz tę modlitwę za jakiego grzesznika z sercem skruszonym i wiarą, dam mu łaskę nawrócenia. Modlitewka ta jest następująca: (Dz 186)



- O Krwi i Wodo, któraś wytrysnęła z Serca Jezusowego, jako zdrój Miłosierdzia dla nas ? ufam Tobie. (Dz 187)



188.

ŚW. FAUSTYNA WIDZI PANA JEZUSA BICZOWANEGO PRZEZ UCZESTNIKÓW ZABAW KARNAWAŁOWYCH

W ostatnie dni karnawału, kiedy odprawiałam godzinę świętą, ujrzałam Pana Jezusa, jak cierpiał biczowanie. O, niepojęta to katusza. ? Jak strasznie Jezus ucierpiał przy biczowaniu. O biedni grzesznicy, jak wy się spotkacie w dzień sądu z tym Jezusem, którego teraz tak katujecie? Krew Jego płynęła na ziemię, a w niektórych miejscach ciało zaczęło odpadać. I widziałam na plecach parę kości Jego obnażonych z ciała... Jezus cichy wydawał jęki i westchnienie. (Dz 188)

252.

PAN JEZUS UKAZUJE SIĘ ŚW. FAUSTYNIE TAKIM, JAKIM BYŁ PO BICZOWANIU

+ Upłynęło cztery dni po ślubach wieczystych. Starałam się odprawić godzinę świętą. Był to pierwszy czwartek miesiąca. Jak tylko weszłam do kaplicy, ogarnęła mnie na wskroś obecność Boża. Czułam wyraźnie, że Pan jest przy mnie. Po chwili ujrzałam Pana, całego ranami pokrytego ? rzekł do mnie: patrz, kogoś poślubiła. Ja zrozumiałam znaczenie tych słów i odpowiedziałam Panu: Jezu, więcej Cię kocham widząc Cię zranionego i wyniszczonego, niżeli bym Cię ujrzała w Majestacie. Jezus pyta ? dlaczego? Odpowiedziałam, wielki Majestat przeraża mnie maleńka, nicość jaka jestem, a Rany Twoje pociągają mnie do serca Twego i mówią mi o wielkiej miłości Twojej ku mnie. Po tej rozmowie nastąpiło milczenie. Wpatrywałam się w Rany Jego święte i czułam się szczęśliwa poznając głębie Jego miłości, a godzina upłynęła mi jako jedna minuta. (Dz 252)

408.

WIELKI POST. ŚW. FAUSTYNA WIDZI BICZOWANIE I UKORONOWANIE CIERNIEM PANA JEZUSA

Kiedy się pogrążam w Męce Pańskiej, często widzę Pana Jezusa w adoracji, w takiej postaci: po biczowaniu kaci zabrali Pana i zdjęli z Niego szatę własną, która już się przywarła do Ran; przy zdejmowaniu odnowiły się Rany Jego. W ten zarzucono na Pana czerwony płaszcz, brudny i poszarpany na odświeżone Rany. Płaszcz ten zaledwie w niektórych miejscach dosięgał kolan i kazano Panu usiąść na kawałku belki, wtenczas spleciono koronę z cierni i ubrano Głowę świętą i podano trzcinę w rękę Jego i naśmiewali się z Niego oddając Mu pokłony jako królowi, pluwali na Oblicze Jego, a inni brali trzcinę i bili Głowę Jego, a inni kułakami zadawali Mu boleść, a inni zasłonili Twarz Jego i bili Go pięściami; cicho znosił to Jezus. Kto pojmie Jego ? boleść Jego? Jezus miał wzrok spuszczony na ziemie, wyczułam, co wówczas się działo w Najsłodszym Sercu Jezusa. Niech każda dusza rozważa, co Jezus cierpiał w tym momencie. Na wyścigi znieważali Pana. Zastanawiałam się: skąd taka złość w człowieku, a jednak grzech to sprawia ? spotkała się Miłość i grzech. (Dz 408)



414.

ŚW. FAUSTYNA WIDZI PANA JEZUSA KONAJĄCEGO

Wielki Piątek o godzinie trzeciej po południu, kiedy weszłam do kaplicy, usłyszałam te słowa: - Pragnę, żeby obraz ten był publicznie uczczony. ? Wtem ujrzałam Pana Jezusa na krzyżu konającego i w ciężkich boleściach i wyszły z Serca Jezus te same dwa promienie, jakie są w tym obrazie. (Dz 414)

445.

ŚW. FAUSTYNA WIDZIAŁA PANA JEZUSA UBICZOWANEGO GRZECHAMI NIECZYSTYMI

Czwartek. Adoracja nocna.

Kiedy przyszłam na adorację, zaraz mnie ogarnęło wewnętrzne skupienie i ujrzałam Pana Jezusa przywiązanego do słupa, z szat obnażonego i zaraz nastąpiło biczowanie. Ujrzałam czterech mężczyzn, którzy na zmianę dyscyplinami siekli Pana. Serce mi ustawało patrząc na te boleści; wtem rzekł mi Pan te słowa: - cierpię jeszcze większą boleść od tej, którą widzisz. ? I dał mi Jezus poznać za jakie grzechy poddał się biczowaniu, są to grzechy nieczyste. O, jak strasznie Jezus cierpiał moralnie, kiedy się poddał biczowaniu. Wtem rzekł mi Jezus: - Patrz i zobacz rodzaj ludzki w obecnym stanie. ? I w jednej chwili ujrzałam rzeczy straszne: odstąpili kaci od Pana Jezusa, a przystąpili do biczowania inni ludzie, którzy chwycili za bicze i siekli bez miłosierdzia pana. Byli nimi kapłani, zakonnicy i zakonnice i najwyżsi dostojnicy Kościoła, co mnie bardzo zdziwiło, byli ludzie świeccy różnego wieku i stanu; wszyscy wywierali swą złość na niewinnym Jezusie. Widząc to, serce moje popadło w rodzaj konania, i kiedy Go biczowali kaci, milczał i patrzył w dal, ale kiedy Go biczowały te dusze, o których wspomniałam wyżej, to Jezus zamknął oczy i cicho, ale strasznie bolesny wyrywał się jęk z Jego serca. I dal mi Pan poznać szczegółowo, poznać Jezusa, ciężkość złości tych niewdzięcznych dusz: - Widzisz, oto jest męka większa nad śmierć Moją. ? Wtenczas zamilkły i usta moje i zaczęłam odczuwać na sobie konanie i czułam, że nikt mnie nie pocieszy, ani wyrwie z tego stanu, tylko Ten, Który mnie w niego wprowadził.(Dz 445)

614.

ŚW. FAUSTYNA WIDZIAŁA PANA JEZUSA UBICZOWANEGO

Dwa ostatnie dni przed Wielkim Postem, miałyśmy wspólnie z wychowankami, godzinę adoracji wynagradzającej. W obu godzinach widziałam Pana Jezusa w takiej postaci, jak jest po ubiczowaniu; ból mi ścisnął duszę tak wielki, że zdaje mi się, że te wszystkie męki odczuwam we własnym ciele i we własnej duszy.(Dz 614)

618.

ŚW. FAUSTYNA ROZWAŻAŁA GORYCZ PANA JEZUSA, GDY PODANO MU OCET I ŻÓŁĆ

Na początku postu, prosiłam swego spowiednika, o umartwienie na ten okres postu i otrzymałam takie, abym nie ujmowała sobie pokarmów, ale kiedy będę, spożywać - mam rozważać, tak Pan Jezus przyjął na krzyżu ocet z żółcią: to będzie jako umartwienie. Nie wiedziałam, że tak wielką korzyść będę czerpać dla duszy swojej. Korzyść ta jest, że ustawicznie rozważam Jego bolesną Mękę, i wtenczas kiedy spożywam pokarmy, nie, rozróżniam co spożywam, ale jestem zajęta śmiercią Pana Swego. (Dz 619)

642.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE WYDARZENIA Z NIEDZIELI PALMOWEJ

Niedziela Palmowa. W tę niedzielę przeżywałam w szczególny sposób uczucia Najsłodszego Serca Jezusowego; duch mój był tam gdzie był Jezus, widziałam Pana Jezusa siedzącego na oślątku i uczniów i wielkie rzesze, które szły razem z Panem Jezusem rozradowane z gałęziami w ręku i jedni rzucali je pod nogi, gdzie jechał Pan Jezus, a inni trzymali gałązki w górze skacząc i wyskakując przed Panem i nie wiedzieli co czynić z radości. I widziałam drugą rzeszę, która wyszła na przeciw Jezusowi, tak samo z rozradowanym obliczem i z gałęziami w rękach i nieustannie wykrzykiwali z radości 'i dzieci małe, ale Jezus był bardzo poważny i dał mi poznać Pan, jak cierpiał w tym czasie. l w tej chwili nic nie widziałam, tylko Jezusa, który miał Serce przesycone niewdzięcznością. (Dz 642)

642.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE WYDARZENIA Z NIEDZIELI PALMOWEJ

Niedziela Palmowa. W tę niedzielę przeżywałam w szczególny sposób uczucia Najsłodszego Serca Jezusowego; duch mój był tam gdzie był Jezus, widziałam Pana Jezusa siedzącego na oślątku i uczniów i wielkie rzesze, które szły razem z Panem Jezusem rozradowane z gałęziami w ręku i jedni rzucali je pod nogi, gdzie jechał Pan Jezus, a inni trzymali gałązki w górze skacząc i wyskakując przed Panem i nie wiedzieli co czynić z radości. I widziałam drugą rzeszę, która wyszła na przeciw Jezusowi, tak samo z rozradowanym obliczem i z gałęziami w rękach i nieustannie wykrzykiwali z radości i dzieci małe, ale Jezus był bardzo poważny i dał mi poznać Pan, jak cierpiał w tym czasie. l w tej chwili nic nie widziałam, tylko Jezusa, który miał Serce przesycone niewdzięcznością. (Dz 642)

684.

PAN JEZUS POZWOLIŁ ŚW. FAUSTYNIE UCZESTNICZYĆ W CZASIE OSTATNIEJ WIECZERZY; TU OPISUJE POSTAĆ PANA JEZUSA KONSEKRUJACEGO CHLEB I WINO

+ Godzina św. - Czwartek. W tej godzinie modlitwy, Jezus pozwolił mi wejść do Wieczernika i byłam obecna co się tam działo. Jednak najgłębiej przejęłam, (mię chwila) się chwilą, w której Jezus przed konsekracją wzniósł oczy w niebo i wszedł w tajemniczą rozmowę z Ojcem Swoim. Ten moment w wieczności dopiero poznamy należycie. Oczy Jego były jako dwa płomienie, twarz rozpromieniona, biała jak śnieg, cała postać majestatyczna, Jego dusza stęskniona, W CHWILI KONSEKRACJI ODPOCZĘŁA MIŁOŚĆ NASYCONA - ofiara w całej pełni dokonana. Teraz tylko zewnętrzna ceremonia śmierci się wypełni zewnętrzne zniszczenie, istota jest w Wieczerniku. Przez całe życie nie miałam tak głębokiego poznania tej tajemnicy, jako w tej godzinie adoracji. O, jak gorąco pragnę, aby świat cały poznał tę niezgłębioną tajemnicę. (Dz 684)

736.

ŚW. FAUSTYNA WIDZIAŁA PANA JEZUSA UMĘCZONEGO

Dziś wieczorem, widziałam Pana Jezusa w takiej postaci jakoby w Męce Swojej; oczy miał wzniesione do Ojca Swego i modlił się za nas. (Dz 736)

757.

ŚW. FAUSTYNA OTRZYMUJE ŁASKĘ POBYTU W WIECZERNIKU JEROZOLIMSKIM W CZASIE OSTATNIEJ WIECZERZY

19(XI.[J936]. Dziś w czasie Mszy św. ujrzałam Pana. Jezusa, który mi powiedział: bądź spokojna, córko Moja, widzę wysiłki twoje, które Mi są bardzo miłe. - I znikł Pan, a był czas przyjęcia Komunii św. Po przyjęciu Komunii św., nagle ujrzałam Wieczernik, a w nim Pana Jezusa i Apostołów; widziałam ustanowienie Najświętszego Sakramentu. Jezus pozwolił mi wniknąć do wnętrza Swego i poznałam wielki Majestat Jego i zarazem wielkie uniżenie Jego. To dziwne światło, które mi pozwoliło poznać Jego Majestat, równocześnie odsłoniło mi, co jest w duszy mojej.(Dz 757)



1002.

ŚW. FAUSTYNA PRZYBLIŻA TAJEMNICĘ WIELKIEGO CZWARTKU

Wieczerza Pańska zastawiona,

Jezus z Apostołami do stołu zasiada,

Jego Istota cała w miłość przemieniona,

Bo taka była Trójcy Świętej rada.

Wielkim pożądaniem pragnę pożywać z wami,

Nim będę cierpiał śmiertelnie,

Odchodząc miłość Mnie zatrzymuje z wami,

Przelewa Krew, oddaje życie, bo kocha niezmiernie.

Miłość kryje się pod postać chleba,

Odchodząc - by zostać z nami,

Takiego wyniszczenia, nie było trzeba,

Ale miłość gorąca spowiła Go tymi Postaciami.

Nad chlebem, winem mówi te słowa:

To jest Krew, to jest Ciało Moje.

Choć-tajemnicze, lecz miłosne słowa,

I podał Kielich między ucznie Swoje.

Zatrwożył się Jezus Sam w Sobie,

I rzekł: jeden z was wyda Mistrza swego,

Zamilkli i cisza, jak w grobie,

A Jan pochyla głowę na piersi Jego.

Wieczerza skończona,

Pójdźmy do Ogrójca,

Miłość nasycona,

A tam już czeka zdrajca.(Dz 1002)

1028.

ŚW. FAUSTYNA POZNAŁA MĘKĘ PANA JEZUSA WJEŻDŻAJĄCEGO DO JEROZOLIMY

21.III.1937. Niedziela Palmowa. W czasie Mszy św. dusza moja została pogrążona w goryczy i cierpieniach Jezusa. Jezus dał mi poznać ile cierpiał w tym triumfalnym pochodzie. Hosanna odbijało się w Sercu Jezusa echem ? ukrzyżuj. Dał mi Jezus odczuć to w sposób szczególny. (Dz 1028)

1309.

ŚW. FAUSTYNA Z WIELKIM WZRUSZENIEM ROZWŻAŁA STACJĘ DWUNASTĄ DROGI KRZYŻOWEJ

Kiedy odprawiam drogę krzyżową, przy dwunastej stacji doznaję głębokiego wzruszenia. Tu rozważam wszechmoc miłosierdzia Bożego, które przeszło przez Serce Jezusa. W tej ranie otwartej Serca Jezusa, zamykam całą biedną ludzkość. . . i poszczególne osoby, które kocham, ile razy odprawiam drogę krzyżową. Z tego źródła miłosierdzia wyszły te dwa promienie, to jest Krew i Woda, one swym ogromem łaski zalewają świat cały. . .(Dz 1309)

1657.

ŚW. FAUSTYNA POZNAŁA MĘKĘ PAŃSKĄ W NIEDZIELĘ PALMOWĄ

1O.IV.[1938] Niedziela Palmowa. Byłam na Mszy św. ale po palmę iść nie miałam siły, Czułam się tak słaba, że zaledwie mogłam wytrwać na Mszy świętej. Podczas Mszy św. Jezus dał mi poznać ból swej duszy i odczułam to wyraźnie, jak te hymny, Hosanna, bolesnym echem odbijały się w Jego Najświętszym Sercu. Dusza moja została zalana także morzem goryczy, a każde Hosanna przebijało mi serce na wskroś. Cała dusza moja została pociągnięta w bliskość Jezusa. Usłyszałam głos Jezusa; - Córko Moja, współczucie twoje dla Mnie jest Mi ochłodą, dusza twoja nabiera odrębnej piękności przez rozważanie Męki Mojej.(Dz 1657)

1515.

ŚW. FAUSTYNA POZNAŁA MĘKĘ PANA JEZUSA UWIĘZIONEGO PO SĄDZIE U KAJFASZA W CIEMNICY

+ Dziś noc całą spędziłam z Jezusem w ciemnicy. Jest noc adoracji. Siostry modlą się w kaplicy. Ja łączę się z nimi duchem, bo brak zdrowia mi nie pozwala pójść do kaplicy, Lecz noc całą nie mogłam zasnąć, więc spędziłam ją z Jezusem w ciemnicy. Jezus dał mi poznać cierpienia, których tam doznawał. Świat dowie się o nich w dzień sądu.(Dz 1515)

948.

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE BICZOWANIE PANA JEZUSA

13/II.[1937]. Dziś w czasie Pasji ujrzałam Jezusa umęczonego, w ciernie ukoronowanego, a w ręku trzyma kawałek trzciny. Milczał Jezus, a żołdacy uwijali się na wyścigi, aby Go męczyć. Jezus nic nie mówił, tylko się spojrzał na mnie, w tym spojrzeniu wyczułam tak straszną mękę Jego, że my nie mamy nawet pojęcia co ucierpiał Jezus dla nas przed ukrzyżowaniem. Dusza moja jest pełna bólu j tęsknoty; odczułam w duszy wielką nienawiść grzechu, a najmniejsza niewierność moja, zdaje mi się górą wielką i czynię zadość przez umartwienie i pokuty. Kiedy widzę Jezusa umęczonego, serce mi się rwie w strzępy, myślę co będzie z grzesznikami, jeżeli nie skorzystają z Męki Jezusa. W Męce Jego widzę całe morze miłosierdzia.(Dz 948)
Kontemplacja Męki PA ...
emo
św. Gerard Majella

adonai.pl/swieci/?id=50

św. Gerard Majella

(1726 - 1755)


Naśladowca Chrystusa


Gerard urodził się w 1726 roku, w Muro, małym miasteczku na południu Włoch. Miał szczęście mieć za matkę Benedyktę, która nauczyła go niezmierzonej i nieograniczonej miłości Boga. Czuł się szczęśliwy, ponieważ miał poczucie, że jest blisko Pana Boga.
Kiedy miał zaledwie 12 lat, umiera jego ojciec i na nim spoczywa troska o utrzymanie rodziny. U jednego z mieszkańców miasteczka uczy się krawiectwa, ten traktuje go bardzo surowo i często nawet go bije. Po czterech latach terminowania, kiedy mógł już otworzyć własny warsztat krawiecki mówi, że chce iść na służbę do miejscowego biskupa Lacedonii. Przyjaciele namawiają go, żeby tego nie robił. Ale szykanowania i ciągłe wyrzuty, które powodują, że po paru tygodniach służący odchodzą, Gerarda nie odstraszają. Poddaje się wszystkiemu i trwa na służbie u biskupa przez trzy lata, aż do jego śmierci. Gdy Gerard jest przekonany, że taka jest Wola Boża, zgadza się na wszystko. Nie zważa na bicie go przez krawca, czy szykanowanie przez biskupa; w cierpieniu dostrzega sposób naśladowania Chrystusa. Mając to na uwadze zwykł był mówić: "Jego Ekscelencja chce mojego dobra". Już wtedy długie godziny spędzał Gerard przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie, który jest Sakramentem jego Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

W roku 1745, w wieku 19 lat, wraca do Muro i otwiera zakład krawiecki, który dobrze funkcjonuje. Jednak Gerard za swoją pracę pobiera niewielkie wynagrodzenie i praktycznie prawie wszystko co posiada rozdaje. Odkłada tylko sumę konieczną na utrzymanie swojej matki i sióstr, a resztę rozdaje ubogim albo na msze św. za dusze w czyśćcu. Żadne wydarzenie nie jest dla niego bez znaczenia; wszystko pomaga mu wzrastać w miłości ku Bogu. Podczas Wielkiego Postu w roku 1747 chce jak najbardziej upodobnić się do Chrystusa. Podejmuje więc surowe pokuty i, aby być wyśmianym oraz upokarzanym przez innych, udaje głupka i cieszy się, że ludzie na ulicy śmieją się i kpią z niego.

Pragnie całkowicie oddać się na służbę Bogu i prosi o przyjęcie do OO. Kapucynów, ale ci odmawiają spełnienia jego prośby. Mając 21 lat próbuje życia pustelniczego. Jego pragnienie upodobnienia się do Chrystusa jest tak gorące, że chętnie podejmuje się odegrania głównej roli w przedstawieniu Męki Pańskiej, roli Chrystusa, w katedrze w Muro.

Spotkanie z Redemptorystami
W roku 1749 grupa 15 misjonarzy redemptorystów przybywa do Muro, aby prowadzić misje w trzech parafiach tego miasteczka. Gerard bardzo gorliwie uczestniczy w misjach i odkrywa, że to jest właśnie droga dla niego. Prosi więc o przyjęcie do Redemptorystów, ale o. Cafaro, ze względu na słabe zdrowie kandydata, nie zgadza się na jego prośbę. Gerard do tego stopnia naprzykrza się misjonarzom, że w momencie opuszczania przez nich miasta, o. Cafaro poleca rodzinie zamknąć go w mieszkaniu.

Gerard stosuje pewien wybieg, dzięki któremu w przyszłości będzie znajdował szczególne zrozumienie w sercach młodzieży - wiąże ze sobą prześcieradła z łóżek i spuszcza się przez okno, aby dopędzić grupę misjonarzy. Przebiegł prawie 18 km zanim to osiągnął. "Zabierzcie mnie ze sobą, dajcie mi okazję spróbować; jeżeli próba nie wyjdzie możecie mnie wyrzucić na ulicę", mówił Gerard. Wobec takiego uporu o. Cafaro nie pozostało nic innego, jak dać mu przynajmniej szansę. Posyła więc Gerarda do Deliceto, z listem, w którym pisze: "Przysyłam wam innego brata, który nie nadaje się do pracy..."

Gerard całkowicie rozmiłowuje się w tej formie życia, którą św. Alfons, założyciel Redemptorystów, przewidział dla członków swojego Zgromadzenia. Jest bardzo szczęśliwy z odkrycia, że miłość do Jezusa w Najświętszym Sakramencie stanowi centrum ich życia oraz że bardzo istotna jest dla nich miłość do Maryi, Matki Jezusa. Swoje pierwsze śluby zakonne składa 16 lipca 1752 roku. Ku jego wielkiej radości była to Uroczystość Najświętszego Odkupiciela i równocześnie święto Matki Bożej z Karmelu. Od tego dnia, z wyjątkiem krótkiego pobytu w Neapolu i czasu spędzonego w Caposele, gdzie umiera, całe swoje życie przeżył we wspólnocie Redemptorystów w Iliceto.

Etykieta "nieużyteczny" nie będzie już wkrótce aktualna. Gerard jest wspaniałym pracownikiem i w następnych latach będzie pracował jako: ogrodnik, zakrystianin, krawiec, furtian, kucharz, stolarz i murarz podczas prac remontowych w Caposele. Jest bardzo pojętny - wystarczy, że pójdzie do warsztatu rzeźbiarza i bardzo szybko nauczy się robienia krzyży. Jest skarbem dla wspólnoty, a jego ambicją jest, żeby zawsze i we wszystkim pełnić Wolę Bożą.

W roku 1754 jego kierownik duchowy poleca mu, żeby napisał na kartce, jakie jest jego największe pragnienie. I napisał: "Bardzo kochać Pana Boga; być zawsze zjednoczonym z Bogiem; czynić wszystko dla Pana Boga; kochać wszystkich ze względu na Pana Boga; wiele dla Pana Boga cierpieć; jedyne co się w życiu liczy, to pełnienie Woli Bożej".

Ciężkie życiowe doświadczenie
Prawdziwa świętość zawsze jest wypróbowywana przez krzyż. W roku 1754, Gerard przechodzi przez ciężką próbę, dzięki której nabył szczególnej mocy pomagania matkom i ich dzieciom. Do dzieł jego szczególnej gorliwości należy zaliczyć zachęcanie i pomaganie dziewczętom, które chcą wstąpić do klasztoru. Często stara się o zdobycie dla ubogich dziewcząt przepisanego posagu, bez którego nie można było wówczas wstąpić do klasztoru.

Neria Caggiano to jedna z tych dziewczyn, którym pomagał Gerard. Traci jednak pragnienie życia w klasztorze i po trzech tygodniach wraca do domu. Celem usprawiedliwienia swojej decyzji, Neria rozpowszechnia fałszywe wiadomości o zakonnicach w klasztorze. Kiedy jednak prosty lud nie wierzy w jej opowiadania o życiu w klasztorze poleconym jej przez Gerarda, postanawia w obronie swego dobrego imienia skompromitować swego dobrodzieja. Pisze więc list do św. Alfonsa, przełożonego Redemptorystów, w którym oskarża Gerarda o popełnienie grzechów nieczystych z młodą dziewczyną, córką rodziny, w której domu Gerard często zatrzymywał się podczas swoich misjonarskich podróży. Święty Alfons wezwał Gerarda, żeby się wytłumaczył z tych oskarżeń. Zamiast się bronić, Gerard, za wzorem swego Boskiego Mistrza, milczy. W tej sytuacji, św. Alfons nie miał nic innego do zrobienia, jak surowo ukarać młodego zakonnika. Zakazuje mu więc korzystania z przywileju przyjmowania Komunii Świętej i wszelkiego kontaktu ze światem zewnętrznym.

Nie było łatwo dla Gerarda zrezygnować z zapału o zbawienie drugich, nie da się jednak tego porównać z faktem zabronienia mu przyjmowania Komunii Świętej. Cierpi do tego stopnia, że prosi o pozbawienie go przywileju służenia do mszy św., ponieważ obawia się, że z powodu tak wielkiego pragnienia Komunii Świętej mógłby kapłanowi wyrwać z rąk konsekrowaną hostię.

Wkrótce potem Neria poważnie zachorowała i sama napisała do św. Alfonsa, że jej oskarżenia wobec Gerarda były fałszywe, że je sama wymyśliła i są oszczerstwem. Święty Alfons poczuł się bardzo szczęśliwy na wieść, że jego syn jest niewinny. Ale Gerard, który nie popadł w przygnębienie wskutek tej próby, nie przeżywa specjalnej radości, gdy został uniewinniony. W obydwu wypadkach czuł, że spełnia się Wola Boża i to mu wystarcza.

Cudotwórca
Niewielu świętych może się poszczycić tyloma cudami, które przypisuje się świętemu Gerardowi. Proces jego beatyfikacji i kanonizacji ujawnia, że dokonał bardzo wielu cudów wszelkiego typu i rodzaju.

Często wpada w ekstazę rozważając o Bogu i Jego Woli. W tych przypadkach było widać, że jego ciało unosi się kilka centymetrów ponad ziemię. Wielu naocznych świadków stwierdza, że więcej niż jeden raz można go było zobaczyć i rozmawiać z nim w dwóch różnych miejscach równocześnie. Większość cudów zdziałał, aby przyjść z pomocą innym. Nadzwyczajne zdarzenia, o których tu mówimy są czymś normalnym, gdy patrzy się na jego życie. Przywraca życie pewnemu chłopcu, który spadł z bardzo wysokiej skały; błogosławi słaby plon zboża biednej rodziny i zboża wystarcza im do najbliższych zbiorów; w wielu wypadkach rozmnaża chleb przeznaczony dla ubogich. Pewnego dnia chodzi po wzburzonych wodach, aby doprowadzić łódkę pełną rybaków do pewnej przystani. Wiele razy Gerard wyjawia ludziom ich ukryte grzechy, których się wstydzili wyznać na spowiedzi, doprowadzając ich do skruchy i pokuty po otrzymaniu rozgrzeszenia.

Również jego cudowny apostolat na rzecz matek jest przyczyną jego sławy jeszcze za życia. Pewnego dnia, gdy wychodził z domu swoich przyjaciół, rodziny Pirofalo, jedna z córek zwraca mu uwagę, że zostawił w domu swoją chusteczkę do nosa. Natychmiast w swojej proroczej wizji Gerard mówi: "Zatrzymaj ją sobie. Któregoś dnia ci się przyda". Chusteczka jest przechowywana jako miła pamiątka po Gerardzie. Kilka lat później dziewczyna, której pozostawił tę chusteczkę, znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci w czasie porodu. Przypomniała sobie słowa Gerarda i poprosiła o chusteczkę. Prawie natychmiast niebezpieczeństwo minęło i urodziła przepiękne dziecko. W innym przypadku, matka prosi Gerarda o modlitwę ponieważ znalazła się w niebezpieczeństwie wraz z dzieckiem, które nosi w swoim łonie. Obydwoje natychmiast ocaleli i odzyskali zdrowie.

Śmierć i chwała
Ponieważ Gerard był słabego zdrowia, było oczywiste, że zbyt długo nie pożyje. W roku 1755 nawiedza go gwałtowny krwotok połączony z biegunką i śmierć może nastąpić w każdej chwili. Nie mniej jednak musi jeszcze dać wielką lekcję na temat mocy posłuszeństwa. Jego kierownik duchowy prosi go, żeby wyzdrowiał, jeżeli taka jest Wola Boża. Natychmiast znika choroba, a on opuszcza łóżko i włącza się w życie wspólnotowe. Wie jednak, że jest to tylko chwilowe polepszenie i pozostaje mu jeszcze niewiele ponad miesiąc życia.

Wkrótce potem wraca do łóżka i przygotowuje się na śmierć. Poddaje się całkowicie Woli Bożej. Na drzwiach swojej zakonnej celi umieszcza napis: "Tutaj spełnia się Wolę Bożą, tak jak chce Bóg i jak długo będzie chciał". Często można słyszeć, jak powtarza następującą modlitwę: "Boże mój, pragnę umrzeć, aby wypełnić Twoją Wolę". Niedługo przed północą 15 października 1755 roku jego niewinna dusza ulatuje do nieba.

Kiedy umiera Gerard, brat zakrystianin ze wzruszenia uderza w świąteczny dzwon, zamiast w dzwony pogrzebowe. Tysięczne tłumy stają przy trumnie "swojego świętego", aby zabrać jakąś pamiątkę od tego, który tyle razy przychodził im z pomocą. Po śmierci Gerarda prawie w całych Włoszech dzieją się za jego wstawiennictwem cuda. W roku 1893, zostaje on beatyfikowany przez Papieża Leona XIII, a 11 grudnia 1904 roku, Papież Pius X zalicza go w poczet świętych Kościoła Katolickiego.

Święty matek
Na skutek cudów dokonanych przez Boga za wstawiennictwem św. Gerarda dla dobra matek, mamy Włoskie podjęły wielkie starania, żeby ogłosić go ich patronem. W czasie procesu beatyfikacyjnego stwierdzono, że Gerard był znany jako "święty od szczęśliwych porodów".

Tysiące matek mogły doświadczyć mocy św. Gerarda poprzez "Bractwo św. Gerarda". Wiele szpitali swoje oddziały porodowe poświęca św. Gerardowi i pomiędzy pacjentki rozdzielane są medaliki oraz obrazki św. Gerarda wraz z umieszczoną tam odpowiednią modlitwą. Tysiącom dzieci rodzice nadawali imię Gerarda w przekonaniu, że poród był szczęśliwy dzięki wstawiennictwu świętego. Nawet dziewczynkom nadawano jego imię i stąd powstały interesujące przekształcenia imienia "Gerard" na: Gerarda, Geralina, Gerardina, Geriana i Gerardita.
św. Gerard Majella
Kategoria: Bilokacja i zapachy
emo
adonai.pl/swieci/?id=50

św. Gerard Majella

(1726 - 1755)


Naśladowca Chrystusa


Gerard urodził się w 1726 roku, w Muro, małym miasteczku na południu Włoch. Miał szczęście mieć za matkę Benedyktę, która nauczyła go niezmierzonej i nieograniczonej miłości Boga. Czuł się szczęśliwy, ponieważ miał poczucie, że jest blisko Pana Boga.
Kiedy miał zaledwie 12 lat, umiera jego ojciec i na nim spoczywa troska o utrzymanie rodziny. U jednego z mieszkańców miasteczka uczy się krawiectwa, ten traktuje go bardzo surowo i często nawet go bije. Po czterech latach terminowania, kiedy mógł już otworzyć własny warsztat krawiecki mówi, że chce iść na służbę do miejscowego biskupa Lacedonii. Przyjaciele namawiają go, żeby tego nie robił. Ale szykanowania i ciągłe wyrzuty, które powodują, że po paru tygodniach służący odchodzą, Gerarda nie odstraszają. Poddaje się wszystkiemu i trwa na służbie u biskupa przez trzy lata, aż do jego śmierci. Gdy Gerard jest przekonany, że taka jest Wola Boża, zgadza się na wszystko. Nie zważa na bicie go przez krawca, czy szykanowanie przez biskupa; w cierpieniu dostrzega sposób naśladowania Chrystusa. Mając to na uwadze zwykł był mówić: "Jego Ekscelencja chce mojego dobra". Już wtedy długie godziny spędzał Gerard przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie, który jest Sakramentem jego Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

W roku 1745, w wieku 19 lat, wraca do Muro i otwiera zakład krawiecki, który dobrze funkcjonuje. Jednak Gerard za swoją pracę pobiera niewielkie wynagrodzenie i praktycznie prawie wszystko co posiada rozdaje. Odkłada tylko sumę konieczną na utrzymanie swojej matki i sióstr, a resztę rozdaje ubogim albo na msze św. za dusze w czyśćcu. Żadne wydarzenie nie jest dla niego bez znaczenia; wszystko pomaga mu wzrastać w miłości ku Bogu. Podczas Wielkiego Postu w roku 1747 chce jak najbardziej upodobnić się do Chrystusa. Podejmuje więc surowe pokuty i, aby być wyśmianym oraz upokarzanym przez innych, udaje głupka i cieszy się, że ludzie na ulicy śmieją się i kpią z niego.

Pragnie całkowicie oddać się na służbę Bogu i prosi o przyjęcie do OO. Kapucynów, ale ci odmawiają spełnienia jego prośby. Mając 21 lat próbuje życia pustelniczego. Jego pragnienie upodobnienia się do Chrystusa jest tak gorące, że chętnie podejmuje się odegrania głównej roli w przedstawieniu Męki Pańskiej, roli Chrystusa, w katedrze w Muro.

Spotkanie z Redemptorystami
W roku 1749 grupa 15 misjonarzy redemptorystów przybywa do Muro, aby prowadzić misje w trzech parafiach tego miasteczka. Gerard bardzo gorliwie uczestniczy w misjach i odkrywa, że to jest właśnie droga dla niego. Prosi więc o przyjęcie do Redemptorystów, ale o. Cafaro, ze względu na słabe zdrowie kandydata, nie zgadza się na jego prośbę. Gerard do tego stopnia naprzykrza się misjonarzom, że w momencie opuszczania przez nich miasta, o. Cafaro poleca rodzinie zamknąć go w mieszkaniu.

Gerard stosuje pewien wybieg, dzięki któremu w przyszłości będzie znajdował szczególne zrozumienie w sercach młodzieży - wiąże ze sobą prześcieradła z łóżek i spuszcza się przez okno, aby dopędzić grupę misjonarzy. Przebiegł prawie 18 km zanim to osiągnął. "Zabierzcie mnie ze sobą, dajcie mi okazję spróbować; jeżeli próba nie wyjdzie możecie mnie wyrzucić na ulicę", mówił Gerard. Wobec takiego uporu o. Cafaro nie pozostało nic innego, jak dać mu przynajmniej szansę. Posyła więc Gerarda do Deliceto, z listem, w którym pisze: "Przysyłam wam innego brata, który nie nadaje się do pracy..."

Gerard całkowicie rozmiłowuje się w tej formie życia, którą św. Alfons, założyciel Redemptorystów, przewidział dla członków swojego Zgromadzenia. Jest bardzo szczęśliwy z odkrycia, że miłość do Jezusa w Najświętszym Sakramencie stanowi centrum ich życia oraz że bardzo istotna jest dla nich miłość do Maryi, Matki Jezusa. Swoje pierwsze śluby zakonne składa 16 lipca 1752 roku. Ku jego wielkiej radości była to Uroczystość Najświętszego Odkupiciela i równocześnie święto Matki Bożej z Karmelu. Od tego dnia, z wyjątkiem krótkiego pobytu w Neapolu i czasu spędzonego w Caposele, gdzie umiera, całe swoje życie przeżył we wspólnocie Redemptorystów w Iliceto.

Etykieta "nieużyteczny" nie będzie już wkrótce aktualna. Gerard jest wspaniałym pracownikiem i w następnych latach będzie pracował jako: ogrodnik, zakrystianin, krawiec, furtian, kucharz, stolarz i murarz podczas prac remontowych w Caposele. Jest bardzo pojętny - wystarczy, że pójdzie do warsztatu rzeźbiarza i bardzo szybko nauczy się robienia krzyży. Jest skarbem dla wspólnoty, a jego ambicją jest, żeby zawsze i we wszystkim pełnić Wolę Bożą.

W roku 1754 jego kierownik duchowy poleca mu, żeby napisał na kartce, jakie jest jego największe pragnienie. I napisał: "Bardzo kochać Pana Boga; być zawsze zjednoczonym z Bogiem; czynić wszystko dla Pana Boga; kochać wszystkich ze względu na Pana Boga; wiele dla Pana Boga cierpieć; jedyne co się w życiu liczy, to pełnienie Woli Bożej".

Ciężkie życiowe doświadczenie
Prawdziwa świętość zawsze jest wypróbowywana przez krzyż. W roku 1754, Gerard przechodzi przez ciężką próbę, dzięki której nabył szczególnej mocy pomagania matkom i ich dzieciom. Do dzieł jego szczególnej gorliwości należy zaliczyć zachęcanie i pomaganie dziewczętom, które chcą wstąpić do klasztoru. Często stara się o zdobycie dla ubogich dziewcząt przepisanego posagu, bez którego nie można było wówczas wstąpić do klasztoru.

Neria Caggiano to jedna z tych dziewczyn, którym pomagał Gerard. Traci jednak pragnienie życia w klasztorze i po trzech tygodniach wraca do domu. Celem usprawiedliwienia swojej decyzji, Neria rozpowszechnia fałszywe wiadomości o zakonnicach w klasztorze. Kiedy jednak prosty lud nie wierzy w jej opowiadania o życiu w klasztorze poleconym jej przez Gerarda, postanawia w obronie swego dobrego imienia skompromitować swego dobrodzieja. Pisze więc list do św. Alfonsa, przełożonego Redemptorystów, w którym oskarża Gerarda o popełnienie grzechów nieczystych z młodą dziewczyną, córką rodziny, w której domu Gerard często zatrzymywał się podczas swoich misjonarskich podróży. Święty Alfons wezwał Gerarda, żeby się wytłumaczył z tych oskarżeń. Zamiast się bronić, Gerard, za wzorem swego Boskiego Mistrza, milczy. W tej sytuacji, św. Alfons nie miał nic innego do zrobienia, jak surowo ukarać młodego zakonnika. Zakazuje mu więc korzystania z przywileju przyjmowania Komunii Świętej i wszelkiego kontaktu ze światem zewnętrznym.

Nie było łatwo dla Gerarda zrezygnować z zapału o zbawienie drugich, nie da się jednak tego porównać z faktem zabronienia mu przyjmowania Komunii Świętej. Cierpi do tego stopnia, że prosi o pozbawienie go przywileju służenia do mszy św., ponieważ obawia się, że z powodu tak wielkiego pragnienia Komunii Świętej mógłby kapłanowi wyrwać z rąk konsekrowaną hostię.

Wkrótce potem Neria poważnie zachorowała i sama napisała do św. Alfonsa, że jej oskarżenia wobec Gerarda były fałszywe, że je sama wymyśliła i są oszczerstwem. Święty Alfons poczuł się bardzo szczęśliwy na wieść, że jego syn jest niewinny. Ale Gerard, który nie popadł w przygnębienie wskutek tej próby, nie przeżywa specjalnej radości, gdy został uniewinniony. W obydwu wypadkach czuł, że spełnia się Wola Boża i to mu wystarcza.

Cudotwórca
Niewielu świętych może się poszczycić tyloma cudami, które przypisuje się świętemu Gerardowi. Proces jego beatyfikacji i kanonizacji ujawnia, że dokonał bardzo wielu cudów wszelkiego typu i rodzaju.

Często wpada w ekstazę rozważając o Bogu i Jego Woli. W tych przypadkach było widać, że jego ciało unosi się kilka centymetrów ponad ziemię. Wielu naocznych świadków stwierdza, że więcej niż jeden raz można go było zobaczyć i rozmawiać z nim w dwóch różnych miejscach równocześnie. Większość cudów zdziałał, aby przyjść z pomocą innym. Nadzwyczajne zdarzenia, o których tu mówimy są czymś normalnym, gdy patrzy się na jego życie. Przywraca życie pewnemu chłopcu, który spadł z bardzo wysokiej skały; błogosławi słaby plon zboża biednej rodziny i zboża wystarcza im do najbliższych zbiorów; w wielu wypadkach rozmnaża chleb przeznaczony dla ubogich. Pewnego dnia chodzi po wzburzonych wodach, aby doprowadzić łódkę pełną rybaków do pewnej przystani. Wiele razy Gerard wyjawia ludziom ich ukryte grzechy, których się wstydzili wyznać na spowiedzi, doprowadzając ich do skruchy i pokuty po otrzymaniu rozgrzeszenia.

Również jego cudowny apostolat na rzecz matek jest przyczyną jego sławy jeszcze za życia. Pewnego dnia, gdy wychodził z domu swoich przyjaciół, rodziny Pirofalo, jedna z córek zwraca mu uwagę, że zostawił w domu swoją chusteczkę do nosa. Natychmiast w swojej proroczej wizji Gerard mówi: "Zatrzymaj ją sobie. Któregoś dnia ci się przyda". Chusteczka jest przechowywana jako miła pamiątka po Gerardzie. Kilka lat później dziewczyna, której pozostawił tę chusteczkę, znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci w czasie porodu. Przypomniała sobie słowa Gerarda i poprosiła o chusteczkę. Prawie natychmiast niebezpieczeństwo minęło i urodziła przepiękne dziecko. W innym przypadku, matka prosi Gerarda o modlitwę ponieważ znalazła się w niebezpieczeństwie wraz z dzieckiem, które nosi w swoim łonie. Obydwoje natychmiast ocaleli i odzyskali zdrowie.

Śmierć i chwała
Ponieważ Gerard był słabego zdrowia, było oczywiste, że zbyt długo nie pożyje. W roku 1755 nawiedza go gwałtowny krwotok połączony z biegunką i śmierć może nastąpić w każdej chwili. Nie mniej jednak musi jeszcze dać wielką lekcję na temat mocy posłuszeństwa. Jego kierownik duchowy prosi go, żeby wyzdrowiał, jeżeli taka jest Wola Boża. Natychmiast znika choroba, a on opuszcza łóżko i włącza się w życie wspólnotowe. Wie jednak, że jest to tylko chwilowe polepszenie i pozostaje mu jeszcze niewiele ponad miesiąc życia.

Wkrótce potem wraca do łóżka i przygotowuje się na śmierć. Poddaje się całkowicie Woli Bożej. Na drzwiach swojej zakonnej celi umieszcza napis: "Tutaj spełnia się Wolę Bożą, tak jak chce Bóg i jak długo będzie chciał". Często można słyszeć, jak powtarza następującą modlitwę: "Boże mój, pragnę umrzeć, aby wypełnić Twoją Wolę". Niedługo przed północą 15 października 1755 roku jego niewinna dusza ulatuje do nieba.

Kiedy umiera Gerard, brat zakrystianin ze wzruszenia uderza w świąteczny dzwon, zamiast w dzwony pogrzebowe. Tysięczne tłumy stają przy trumnie "swojego świętego", aby zabrać jakąś pamiątkę od tego, który tyle razy przychodził im z pomocą. Po śmierci Gerarda prawie w całych Włoszech dzieją się za jego wstawiennictwem cuda. W roku 1893, zostaje on beatyfikowany przez Papieża Leona XIII, a 11 grudnia 1904 roku, Papież Pius X zalicza go w poczet świętych Kościoła Katolickiego.

Święty matek
Na skutek cudów dokonanych przez Boga za wstawiennictwem św. Gerarda dla dobra matek, mamy Włoskie podjęły wielkie starania, żeby ogłosić go ich patronem. W czasie procesu beatyfikacyjnego stwierdzono, że Gerard był znany jako "święty od szczęśliwych porodów".

Tysiące matek mogły doświadczyć mocy św. Gerarda poprzez "Bractwo św. Gerarda". Wiele szpitali swoje oddziały porodowe poświęca św. Gerardowi i pomiędzy pacjentki rozdzielane są medaliki oraz obrazki św. Gerarda wraz z umieszczoną tam odpowiednią modlitwą. Tysiącom dzieci rodzice nadawali imię Gerarda w przekonaniu, że poród był szczęśliwy dzięki wstawiennictwu świętego. Nawet dziewczynkom nadawano jego imię i stąd powstały interesujące przekształcenia imienia "Gerard" na: Gerarda, Geralina, Gerardina, Geriana i Gerardita.
św. Gerard Majella
Kategoria: Lewitacja
emo
Ślepa, głucha, niema i sparaliżowana, w ostatnich pięciu latach swojego życia żyła przyjmując wyłącznie Najświętszy Sakrament. Miała wspaniały dar rozpoznawania Chleba Eucharystycznego od zwykłego chleba, obiektów, które zostały poświęcone i tych, które nie były, relikwii – umiała powiedzieć, skąd one pochodzą, rozumiała hymny i modlitwy liturgiczne w wielu językach. Podczas ekstaz była całkowicie niewrażliwa na ból i intensywne światło. Niektórym z tych ekstaz towarzyszyła lewitacja, w tym momencie była niezwykle lekka.


ourlady3.tripod.com/marie_julie.htm

www.todayscatholicworld.com/aug08tcw.htm

gloria.tv/article/7MiYb4YxSPeu2iSP8fxks6W4g
Maríe Julie Jahenny
emo
Marie-Julie Jahenny (1850 – 1941)

Notatka biograficzna Marie-Julie Jahenny, – nazywana również: stygmatyczką La Fraudais, stygmatyczką bretońską, stygmatyczką z Blain – tłumaczenie z j. angielskiego

Marie-Julie Jahenny, mistyczka i stygmatyczka urodziła się 12 lutego 1850, w małej wiosce w Bretanii (w zachodniej Francji), zwanej Blain. Najstarsza z pięciorga dzieci, była wychowywana przez swoich prostych, dobrych rodziców w żywej wierze, z której znani są Bretończycy. Nasz Pan uprzywilejował ją wieloma łaskami od czasu jej Pierwszej Komunii Świętej. Wstąpiła do Trzeciego Zakonu Franciszkanów w wieku lat dwudziestu kilku.

Mając lat dwadzieścia trzy, w roku 1873, otrzymała dar stygmatów. Odtąd już aż do śmierci w 1941 nosiła na swoim ciele pięć ran Chrystusa Pana, były one bardziej widoczne niż u innych stygmatyków w historii Kościoła. Oprócz pięciu ran, Marie-Julie cierpiała rany zadane przez koronę cierniową na Głowie Naszego Pana oraz rany zadane przez Krzyż na barku, rany Jego biczowania, rany spowodowane przez liny, którymi był związany, jak również inne rany o charakterze mistycznym.

Odtąd, Marie-Julie żyła życiem cierpienia, jako dusza ofiarna w małym domku w wiosce La Fraudais, niedaleko Blain. Spełniała tym samym pragnienie Naszego Pana czynienia zadośćuczynienia za grzechy Francji i świata. Była uprzywilejowana częstymi wizjami Pana Jezusa i Matki Bożej, darem wizji proroczych. Prawda o ostrzeżeniach z Nieba, których była pokornym posłańcem, została potwierdzona przez jej charakterystyczną prostotę i uczciwość, jej wzorowe posłuszeństwo wobec kierowników duchowych i biskupa.

Z niezawodną dokładnością przepowiedziała dwie wojny światowe, wybór papieża Piusa X, różne prześladowania Kościoła, kary, i los odstępstwa od wiary przez Francję. Jej ostrzeżenia odnośnie czasów ostatecznych powinny być czytane przez wszystkich, „którzy mają uszy”.
gloria.tv/article/7MiYb4YxSPeu2iSP8fxks6W4g

Marie-Julie była cudem dla wielu naukowców, którzy badali ją nieustannie, pogardą dla niewierzących i dumnych, podziwiana przez jej wieloletniego przyjaciela, Monsignore Fourier, biskupa Nantes. Zmarła 4 marca 1941.

Ślepa, głucha, niema i sparaliżowana, w ostatnich pięciu latach swojego życia żyła przyjmując wyłącznie Najświętszy Sakrament. Miała wspaniały dar rozpoznawania Chleba Eucharystycznego od zwykłego chleba, obiektów, które zostały poświęcone i tych, które nie były, relikwii – umiała powiedzieć, skąd one pochodzą, rozumiała hymny i modlitwy liturgiczne w wielu językach. Podczas ekstaz była całkowicie niewrażliwa na ból i intensywne światło. Niektórym z tych ekstaz towarzyszyła lewitacja, w tym momencie była niezwykle lekka.


ourlady3.tripod.com/marie_julie.htm

www.todayscatholicworld.com/aug08tcw.htm
Maríe Julie Jahenny
Kategoria: Stygmatycy
COM_KUNENA_MORE
Wygenerowano w 8.03 sekundy