Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

frater (frater)

  • Offline
  • Super Administrator
  • Ranga: Administrator
  • Data rejestracji: 10/20/2011
  • Ostatnia wizyta: 12/15/2020
  • Strefa czasowa: GMT +1:00
  • Czas lokalny: 10:08
  • Wiadomości: 1378
  • Odsłon profilu: 5196
  • Oklaski: 8
  • Miejsce: gg 304230
  • Płeć: Mężczyzna
  • Data urodzenia: Nieznana

Podpis

Posty

Posty

emo
W programie Jana Pospieszalskiego " Warto Rozmawiać" była mowa o skutecznym leku na COVID-19 Amantadynie.

Czyli lek warty bodajże kilka złotych doprowadzi do bankructwa wiele koncernów farmaceutycznych, które zainwestowały w badania nad szczepionką grube pieniądze.

Swoją cegiełkę do leczenia koronawirusa Amantadyną dołożył wiceminister Marcin Warchoł, który wyleczył się tym lekiem wraz z żoną i rodziną.

twitter.com/marcinwarchol/status/1338217328417386501

13 grudnia 2020 r. wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł napisał na Twitterze: "Amantadyna działa na covid! Jestem przykładem. Najpierw syn, potem żona, w końcu ja: wysoka gorączka, ogromny ból, silny kaszel, wg. lekarza tak 7 dni, a potem apogeum, więc wziąłem amantadynę – piorunujący efekt! Zadziałało!". Warchoł zapowiedział też, że będzie domagał się, by Ministerstwo Zdrowia zajęło się tym lekiem.


pulsmedycyny.pl/rzecznik-mz-nie-ma-badan-klinicznych-potwierdzajacych-skutecznosc-amantadyny-w-leczeniu-covid-19-1103243

Neurolog prof. Konrad Rejdak otrzymał zgodę komisji bioetycznej i jest w trakcie kolejnych badań dotyczących skuteczności stosowania amantadyny w leczeniu chorych neurologicznych zagrożonych infekcją SARS-CoV-2. Lekarz ujawnia wyniki swoich pierwszych obserwacji: u pacjentów z zakażeniem potwierdzonym testem, którzy wcześniej przyjmowali amantadynę, nie rozwinął się pełnoobjawowy COVID-19. Lekarz jednak zastrzega, że jest to faza testów.

portal.abczdrowie.pl/amantadyna-co-to-za-lek-i-jak-dziala


- Mam ponad 500 udokumentowanych przypadków wyleczeń z COVID-19 przy użyciu amantadyny - mówi Interii dr Włodzimierz Bodnar, pediatra i specjalista chorób płuc z Przemyśla. Jego zdaniem rząd powinien już wcześniej zlecić badania skuteczności tego leku. Na konferencji prasowej zapowiedział to minister zdrowia Adam Niedzielski.


wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/polska/news-amantadyna-a-covid-19-dr-wlodzimierz-bodnar-mam-500-udokumen,nId,4928349#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Relacje pacjentów z leczenia COVID-19 chlorowodorkiem amantadyny (Amantadyną).

przychodnia-przemysl.pl/relacje-pacjentow-z-leczenia-covid-19-chlorowodorkim-amantadyny/
Amantadyna - lek na ...
emo
(Łk 20,27-40)
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: "Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu". Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”. Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa "Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba". Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”. Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.
Ciała Zmartwychwstan ...
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
2 Krl 4,29-37

29 Wtedy [Elizeusz] powiedział Gechaziemu: «Przepasz biodra, weź laskę moją w dłoń, a idź! Jeżeli spotkasz kogo, nie pozdrawiaj go; a jeżeli kto ciebie pozdrowi, nie odpowiadaj mu5. I położysz laskę moją na chłopcu». 30 Lecz matka chłopca rzekła: «Na życie Pana i na twoje życie: Nie opuszczę cię!» Wtedy Elizeusz wstał i poszedł za nią. 31 Gechazi zaś wyprzedził ich i położył laskę na chłopcu, lecz nie było ani głosu, ani znaku życia. Gechazi więc wrócił do niego i oznajmił mu, mówiąc: «Chłopiec się nie obudził». 32 Elizeusz wszedł do domu, a oto na jego własnym łóżku chłopiec leżał martwy. 33 Wszedł, zamknął drzwi za sobą i za nim, i modlił się do Pana. 34 Następnie wszedł [na łóżko], rozciągnął się na dziecku, położył twarz swoją na jego twarzy, oczy swoje na jego oczach, dłonie swoje na jego dłoniach - i pochylony nad nim pozostawał, tak iż się rozgrzało ciało chłopca. 35 Znowu chodził po domu tam i z powrotem, wchodził [na łóżko] i pochylał się nad nim. Wtedy chłopiec ziewnął siedem razy i otworzył oczy. 36 On zaś zawołał Gechaziego, mówiąc: «Zawołaj tę Szunemitkę!» Kiedy ją zawołał, a przyszła do niego, powiedział: «Zabierz twojego syna!» 37 Weszła, upadła do jego stóp i oddała mu pokłon aż do ziemi, następnie zabrała swojego syna i odeszła.
Elizeusz wskrzesza z ...
emo
(Flp 2,5-11)
Bracia: Niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi i w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka. Uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Cudowne uzdrowienie 56-letniego Francuza za wstawiennictwem bł. ks. Popiełuszko
Uzdrowiony został znajdujący się w śpiączce 56-letni Francuz Francois Audelan, któremu lekarze nie dawali szans na przeżycie. Uzdrowienia dokonał francuski ksiądz wówczas 65-letni Bernard Brien, będący zaledwie kilka miesięcy w kapłaństwie.

Jego droga do kapłaństwa była długa i trudna

—podkreślił duchowny.

Brien 40 lat nie chodził do kościoła, był dwukrotnie żonaty i rozwiedziony. W 2003 r. nawrócił się i wstąpił do seminarium duchownego. W 2012 r. przyjechał do Polski i odwiedził grób bł. ks. Jerzego w Warszawie. Zafascynował się polskim kapłanem - męczennikiem. Przy jego grobie uświadomił sobie, że urodził się tego samego dnia, miesiąca i roku co ks. Popiełuszko – 14 września 1947 r.

W szpitalu w Creteil 14 września 2012 r. przy łóżku umierającego Francois ks. Bernard zaczął modlić się do ks. Jerzego w obecności żony umierającego oraz siostry Rozalii.

Księże Jerzy, dziś, 14 września, twoje urodziny. Jeżeli możesz coś zrobić, to właśnie dziś. Do dzieła zatem, pomóż

—modlił się ks. Bernard, odmawiając tekst modlitwy o kanonizację polskiego księdza.

Po wyjściu księdza i siostry zakonnej, jak relacjonowała żona umierającego, jej mąż otworzył oczy, zapytał: „Gdzie jestem?” i postanowił wstać z łóżka. Przeprowadzone po uzdrowieniu badania lekarskie wykazały, że w organizmie Francois nie było nawet śladu białaczki.

Całkowita remisja choroby

—stwierdzili lekarze.

Ks. Gawron podkreśla, że całkowite ustąpienie przewlekłej białaczki szpikowej było nagłe, po modlitwie ks. Bernarda za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego w rocznicę urodzin błogosławionego polskiego księdza, torturowanego i zamęczonego przez SB.

kk/PAP

wpolityce.pl/kosciol/522744-francuz-zostal-uzdrowiony-za-posrednictwem-ks-popieluszki
za wstawiennictwem b ...
Kategoria: Cudowne Uzdrowienia
emo
www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/

Rodzina de’ Pazzi była jedną z najstarszych i najznamienitszych we Florencji. W tej właśnie rodzinie 2 kwietnia 1566 r. przyszło na świat drugie dziecko Marii i Camillo, Katarzyna, którą kiedyś pozna świat pod zakonnym imieniem jako św. Marię Magdalenę de’ Pazzi. Troska rodziców o głębokie wychowanie religijne dzieci znalazła w sercu Katarzyny niezwykle podatny grunt. Od najmłodszych lat możemy dostrzec w niej pewne akcenty, które później rozkwitną w życiu zakonnym: umiłowanie liturgii, zwłaszcza Eucharystii, oraz zafascynowanie prawdą o Trójcy Przenajświętszej. Wyjątkowa jest wrażliwość religijna tej dziewczynki, krążącej wciąż wokół matki, która przed chwilą przyjęła Komunię św. (Mamo, ty pachniesz Jezusem!), przysłuchującej się z zapartym tchem rozmowom religijnym w rodzinie, wreszcie przeżywającej (w wieku 12 lat!) pierwszą ekstazę podczas rozważania Symbolu Atanazjańskiego (wyznania wiary św. Atanazego, w którym szczególne miejsce zajmuje prawda o Boskiej Trójcy). Słowo “rozważanie” nie pojawiło się tu omyłkowo: nauczona przez spowiednika – jezuitę Katarzyna zaczęła praktykować modlitwę myślną w 9 roku życia. W następnym roku przyjęła Pierwszą Komunię św., a kilka miesięcy później złożyła ślub dziewictwa. Nie zdziwi nas teraz niezwykły na owe czasy warunek, jaki postawiono przy oddaniu Katarzyny na pensję do sióstr maltańskich: umożliwić dziewczynce przyjmowanie Komunii św. przynajmniej we wszystkie dni świąteczne.

Pobyt na pensji trwał jednak tylko rok: rodzina zabrała Katarzynę do domu, gdyż surowymi umartwieniami nadmiernie osłabiła swój młody organizm. Powrót do domu nie oznaczał jednak wejścia w świat zabaw i rozrywki: w gorliwym sercu wcześnie zrodziło się powołanie zakonne. Przed szesnastoletnią Katarzyną staje problem wyboru zgromadzenia: może siostry maltańskie, które znała tak dobrze, może klaryski żyjące w radykalnym ubóstwie? Jej myśl kieruje się ostatecznie ku karmelitankom z klasztoru Matki Bożej Anielskiej. Wielka gorliwość tych sióstr była powszechnie znana, lecz decydującym czynnikiem wyboru był fakt, iż siostry miały wyjątkowy w owych czasach przywilej codziennej Komunii św. Tak więc miłość do Eucharystii zaprowadziła Katarzynę do bramy Karmelu. Był rok 1582. 4 października w hiszpańskim mieście Alba de Tormes odeszła do Pana św. Teresa od Jezusa. Sześć tygodni później, we Florencji, przekroczyła klasztorny próg Katarzyna de’ Pazzi.

Trudno nam dziś powiedzieć, czy wieść o reformie terezjańskiej dotarła kiedykolwiek do uszu Katarzyny, a raczej odtąd s. Marii Magdaleny. Ich doświadczenia z pierwszych chwil i lat życia zakonnego były odmienne. Maria Magdalena była zadowolona ze stylu życia florenckiego Karmelu. Klasztor położony na uboczu, po drugiej stronie rzeki Arno, nie był tak często odwiedzany przez gości, jak Karmel w Avila… i jak wiele klasztorów florenckich. Funkcje przełożonej i mistrzyni sprawowały zakonnice świątobliwe i roztropne, jak np. s. Evangelista del Giocondo (krewna słynnej Giocondy uwiecznionej przez Leonarda), a spowiednikami byli kapłani wielkiego ducha i światłego umysłu. Również cała wspólnota wyróżniała się przykładną obserwancją. W późniejszych wypowiedziach s. Marii Magdaleny znajdziemy wiele dowodów jej umiłowania życia zakonnego, Karmelu i florenckiego klasztoru. Tak będzie kiedyś pouczać swe nowicjuszki: na niewiele przyda się mieć drogocenny klejnot i nie znać jego wartości; tak też na niewiele wam się zda być zakonnicą, jeśli nie poznacie godności i wartości waszego stanu, gdyż nie znając go, nie umiłujecie go. Gdyby biedak przebywał w domu króla, pomyślcie, z jaką pilnością wykonywałby wszystkie prace, choćby małe i pokorne, (…) i uważałby się za szczęśliwego, iż może je wykonać. Tak też i wy, będąc w zakonie, który jest domem Boga, musicie wykonywać wszelkie prace z pilnością i oddaniem (…) myśląc, że jest to dzieło Boże.

Czyż więc mogłoby brakować czegoś młodej nowicjuszce? Zabrzmi to jak paradoks, ale w Karmelu mogła odczuwać brak czasu na… modlitwę myślną. Gdy więc przed obłóczynami zapytano ją, czy nie będzie cierpieć z tego powodu, dała odpowiedź świadczącą o wielkiej dojrzałości duchowej: Myślę, że wszystkie czynności, jakie wykonuje się w zakonie, są ciągłą modlitwą, ponieważ wszystkie są podjęte z posłuszeństwa.

Bowiem podczas gdy Katarzyna na pensji modliła się przynajmniej dwie godziny dziennie, a czasem nawet ponad cztery godziny, to w ówczesnym porządku dnia we florenckim Karmelu poświęcano na medytację 20-30 min rano, 15 min. wieczorem, plus przedłużone dziękczynienie po Komunii św. Medytacja była ściśle związana z liturgią, niejako wypływała z liturgii i stanowiła jej przedłużenie – po jutrzni czy komplecie (dopiero w 1598 r. wskutek nalegania spowiednika zostanie wprowadzona “medytacja” oddzielnie od liturgii, ale jako ćwiczenie prywatne). W tej atmosferze pogłębia się u s. Marii Magdaleny zaszczepione w rodzinnym domu umiłowanie liturgii. Kiedyś powie nowicjuszkom: Wielbienie Boga w chórze ma tak wielką godność, że same błogosławione Duchy, tak czyste, z lakiem i drżeniem zaledwie odważają się je sprawować. Więc z o ileż większym szacunkiem musimy stawać przed Bożym obliczem, tak niegodne stworzenia. W porównaniu z celebracją Bożego Oficjum w chórze jakakolwiek medytacja czy szczególna modlitwa ma niewielką zasługę wobec Boga. Jakże bliska jest tu Maria Magdalena naszym posoborowym czasom, obecnemu dowartościowaniu liturgii – także brewiarzowej – często niedocenianej w minionych wiekach!

Wróćmy jednak do czasów, gdy florencka nowicjuszka oczekiwała z niecierpliwością na zaślubiny z Oblubieńcem. Jej prośba o przyspieszenie dnia profesji spotkała się z odmową, tymczasem… nagła gwałtowna choroba płuc, objawiająca się gorączką i niezwykle gwałtownymi i długimi atakami kaszlu, w krótkim czasie tak wycieńczyła młode siły, iż bezradni lekarze nie widzieli ratunku, a przełożeni zezwolili na profesję, by dać M. Magdalenie radość umierania jako oblubienica Chrystusa. Tymczasem zamiast śmierci, młodej karmelitance został dany szczególny przejaw Bożego życia: odtąd codziennie przez 40 dni po Komunii św. objawy chorobowe ustępowały na 2-3 godziny, a twarz chorej nabierała niezwykłego piękna: tak zaczął się pierwszy (po kilku sporadycznych przeżyciach mistycznych w minionych latach) dłuższy okres ekstaz w życiu świętej karmelitanki. W następnych latach ekstazy będą tak liczne i tak długie, iż O. Herman od Najświętszego Sakramentu powie o Świętej, że “spędziła większą część ziemskiej pielgrzymki… poza ziemią”. M. Magdalena w ekstazie pozostaje nieruchoma lub rusza się, tańczy, czyni gesty, biega i – co najważniejsze dla nas – mówi: opowiada o tym, co widzi i słyszy, prowadzi dialog z Bogiem Ojcem, z Chrystusem, z Maryją, czasem też zwraca się do współsióstr. Ta prosta karmelitanka klauzurowa, bez przygotowania teologicznego, w ekstazie mówi o najtrudniejszych problemach teologicznych z taką głębią i świeżością, która zaskakuje także dzisiejszych czytelników.

W najbliższej przyszłości postaram się przedstawić w osobnym artykule krótki zarys treści przekazanych w ekstazie przez M. Magdalenę, a także ogromne wysiłki florenckich karmelitanek pragnących zachować na piśmie bezcenne skarby przekazywane przez ich niezwykłą współsiostrę. Jakże bowiem spisać słowa wypowiadane w pośpiechu, niekiedy w biegu… słowa, które jeśli nie zostały zapisane, ginęły bezpowrotnie, gdyż po ekstazie Święta była w stanie przedstawić jedynie ich streszczenie, nieraz niekompletne.

Mistyczne przeżycia w życiu Magdaleny to nie tylko wizje i nadzwyczajny dar rozumienia Bożych prawd, ale także niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny z Chrystusem… i wiele innych niezwykłych łask. A równocześnie… zwyczajne życie pokornej karmelitanki, życie pracy, modlitwy i bardzo surowych umartwień, które niekiedy mogą szokować swą ostrością współczesnego czytelnika. Święci jednak są dziećmi swoich czasów, a w czasach M. Magdaleny takie akty pokutne były w klasztorach czymś całkiem zrozumiałym.

Punktem kulminacyjnym w historii darów mistycznych M. Magdaleny jest tzw. tydzień Ducha Świętego (rok 1585), “w którym to czasie trwała w ekstazie w dzień i w nocy, z wyjątkiem czasu ok. 2 godzin, który był jej udzielony na odmówienie Oficjum, skromny posiłek i nieco odpoczynku”. W tym tygodniu każdego dnia o godz. 15.00 otrzymywała w różnej formie dar Ducha Świętego.

Magdalena wiedziała jednak, że natychmiast po tym radosnym czasie “Taboru” czeka ją pięcioletni okres ciężkich doświadczeń, który nazwie “jaskinią lwów”. Choć i wtedy będą zdarzać się ekstazy, nie będą jednak one źródłem duchowej pociechy. Następują bolesne lata pokus (nawet skłaniających do opuszczenia klasztoru czy wręcz samobójczych), udręk duchowych i oschłości, a także cierpień fizycznych spowodowanych nagłymi, niewytłumaczalnymi chorobami. Magdalena wie jednak, że Chrystus jej nie opuszcza, sam przecież powiedział jej u początku tych bolesnych prób, iż postępuje z nią jak matka, która karmi dziecko mlekiem swej piersi: a jeśli później odsunie go od piersi, nie oznacza to, ze przestało być jej dzieckiem i że już go nie kocha; wręcz przeciwnie, gdyż teraz dziecko może działać samodzielnie!

I oto po roku ciężkich doświadczeń Magdalena zostaje wezwana do działania: Bóg oznajmia jej, że wzywa ją do dzieła odnowy Kościoła, a zwłaszcza życia zakonnego. Słusznie stwierdził F. Vallainc, iż to zadanie, “które mogłoby przerazić człowieka dojrzałego, miało zaciążyć na barkach młodej (dwudziestoletniej!) zakonnicy, prawie niepiśmiennej, pozbawionej wszystkiego i nie mogącej – z powodu klauzury – wyjść poza klasztor, by głosić otrzymane orędzie”.

W jaki sposób M. Magdalena przekaże Boże wezwanie? W ten sam sposób, w jaki kilka wieków wcześniej wpłynęła na losy Kościoła inna córka toskańskiej ziemi – św. Katarzyna Sieneńska: poprzez listy. W ekstazie Magdalena dyktuje 12 listów – do papieża, kardynałów, przełożonych kilku klasztorów różnych zakonów męskich i żeńskich.

W liście do papieża Sykstusa V jest położony wyraźny nacisk na konieczność współpracy w tym dziele wszystkich stanów Kościoła. Ci, którzy chcą uczestniczyć w odnowie, winni wyróżniać się pięcioma szczególnymi cechami: papież i biskupi – ubóstwem; zakonnicy – miłością zakonnice – czystością księża diecezjalni – cierpliwością świeccy – wytrwałością. Skromna karmelitanka, “nieużyteczna służebnica dawnej i nowej Prawdy”, nie zawaha się wskazać papieżowi programu postępowania: unikać zaszczytów, złagodzić rygor wymierzania sprawiedliwości, dzielić się majątkiem, wystrzegać się nepotyzmu… Reforma ma zacząć się od wewnętrznej przemiany każdego chrześcijanina, poczynając od tego, kto kieruje łodzią Piotrową.

Podobne wezwania znajdujemy w liście do kardynałów Kurii Rzymskiej: jest konieczne, by “ogołocili się z wszelkiej ziemskiej wygody i ludzkich względów… oraz by szli za Wikariuszem Chrystusa”. Nie wiemy, niestety, czy wszyscy kardynałowie mogli przeczytać ten list i jaki przyniósł on skutek. Wiemy natomiast, że dwa listy napisane do florenckiego kardynała Alessandro de’ Medici z nieznanych nam przyczyn prawdopodobnie nie dotarły do adresata, skoro w trzecim M. Magdalena musi “ponowić wiadomości już podane, choć nieznane Waszej Eminencji”. W listach zwraca się z prośbą o przybycie do jej klasztoru, by mogła bezpośrednio przekazać Boże wezwanie.

Wkrótce kardynał przybył do klasztoru w związku z wyborem nowej przełożonej. M. Magdalena, pomimo przeszkód, zdołała spotkać się z nim, by oznajmić w ekstazie, iż jest wolą Bożą, by Alessandro de’ Medici uczestniczył w odnowie Kościoła, a zwłaszcza osób zakonnych. Niezwykła zakonnica musiała wywrzeć wielkie wrażenie na kardynale, skoro stwierdził wyraźne działanie Ducha w jej słowach. Z tym większym więc zaskoczeniem musiał przyjąć proroctwo, iż zostanie papieżem, ale na bardzo krótki czas (i rzeczywiście, umrze po 26 dniach pontyfikatu). Kardynał obiecał podjąć dzieło odnowy, lecz mimo szczerych chęci okazał się człowiekiem zbyt słabym, by przezwyciężyć liczne trudności.

Wszystkie pozostałe listy o odnowie Kościoła są skierowane do osób zakonnych: w klasztorach bowiem widziała M. Magdalena początek dzieła przemiany. Wielkie nadzieje pokładała w zakonach: jezuitów, dominikanów oraz minimitów.

Trzy listy skierowane są do zakonnic klauzurowych: dwa do św. Katarzyny Ricci i jeden do Weroniki z Kortony. Ze względu na przepiękne metafory i porównania są to prawdziwe perełki literackie. M. Magdalena pisze, iż zakonnice winny być “jak lwy podtrzymujące tron Salomona czyli Kościół św., gdzie spoczywa Chrystus”, winny też dbać o prawdziwie lwie cechy: wielką wierność, wielką siłę i głos tak potężny, że niemal nie do zniesienia. Są one jak gołębice z arki Noego, które wyfruwają, by zobaczyć, czy ustał potop, l choć nie ustał, trzeba wyfrunąć, by doprowadzić do jego końca i powrócić zwycięsko wraz z duszami ludzi nawróconych. Pisząc do św. Katarzyny M. Magdalena stosuje grę słów: Caterina – catena (łańcuch), wzywając adresatkę, by jak łańcuch złączyła wszystkie stworzenia, zwłaszcza osoby konsekrowane, tak aby ten łańcuch stał się ozdobą Oblubienicy – Kościoła.

Patrząc dziś, z perspektywy ponad trzech stuleci, na wysiłki M. Magdaleny na rzecz reformy Kościoła, można by powiedzieć, iż nie przyniosły one skutku. Oczywiście, patrząc globalnie, Boże wezwanie przekazane przez Świętą nie zostało podjęte w całej rozciągłości. Czyż jednak można mówić o całkowitej klęsce? Nie wiemy przecież, ilu kardynałów, księży, zakonnic, czytając płomienne słowa florenckiej karmelitanki, podjęło ciche dzieło osobistego nawrócenia. Nie wiemy i pewnie na tym świecie nie dowiemy się nigdy: jest to tajemnica ludzkiego sumienia, tajemnica oddziaływania świętych, którzy “zarażają” innych swą miłością do Kościoła. Bo przecież te dwanaście listów to nie jedyny przejaw ogromnej miłości i troski Świętej o Chrystusową owczarnię. Często będzie przypominać nowicjuszkom, iż jedną z przyczyn, dla których Bóg powołał je do zakonu, jest ta, by były pomocne dla Kościoła św. Ona sama, jak zgodnie potwierdzają siostry w procesie kanonizacyjnym, wciąż modliła się za Kościół, dla Kościoła podejmowała umartwienia, była nawet gotowa opuścić ukochany klasztor florencki by uczestniczyć w fundacji w dalekich krajach misyjnych. Kapłanów, a zwłaszcza papieża, nazywała wzorem św. Katarzyny Sieneńskiej “Chrystusami na ziemi”. W ekstazie widzi Kościół jako piękną oblubienicę, ozdobioną drogimi klejnotami, z przepiękną koroną na głowie – lecz oto pojawiają się ludzie, którzy dążą do tego, by ją oszpecić, by zerwać ozdoby – to heretycy i źli chrześcijanie: każdy na swój sposób chce zbrukać oblicze Kościoła.

Z miłością do Kościoła łączyło się u M. Magdaleny gorące umiłowanie życia zakonnego. Jak stwierdziła, zakonnicy uczestniczą w sposób bardziej ciągły i szczególny we wszystkich dobrach świętej matki Kościoła. Sławny jest też jej obraz dwóch dróg: jedna szeroka, ale kręta i dłuższa – i jest to droga ludzi świeckich; druga natomiast jest wąska i stroma, ale ona najszybciej prowadzi do celu – to droga życia zakonnego. O ileż jest bliższe to porównania naszemu posoborowemu myśleniu od tego, jakie przedstawił jeden z ówczesnych klasztornych kaznodziejów: “klasztor to niebieskie Jeruzalem, a świat to Babilon!” M. Magdalena kocha swoją drogę życia, ale ma świadomość, że także inne drogi prowadzą do Boga. Jakże często jej słowa zdają się wyprzedzać epokę, odznaczają się wielką “duchową elastycznością”. Broni się (i swoje otoczenie) przed skostniałym trwaniem w prastarych wzorcach, mówiąc o siostrach, które nie chcą żadnych zmian: Wiele (sióstr) tłumaczy się mówiąc: “Czyż te, które żyły w tym samym miejscu przed nami nie są teraz w niebieskiej chwale? One przecież też tak czyniły, a my uważamy, że robiły źle!” I można by im odpowiedzieć, że jeśli tak czyniły, to nie czyniły tego, czego Bóg chce teraz: wtedy były inne czasy, a teraz są inne. (…) W każdym czasie trzeba czynić to, co jest właściwe i czego Bóg oczekuje od nas.

Podczas jednej z ekstaz M. Magdalena ujrzy umiłowany Zakon Karmelitański jako kolumnę z przepięknego surowca, której gwiazdą przewodnią jest Maryja. To Maryja otacza Karmel swym płaszczem i prowadzi każdą karmelitankę, by można było o niej powiedzieć: “sancta et immaculata virginitas”.

Spójrzmy jednak na dalsze losy M. Magdaleny. W 1590 r. zakończył się trudny czas “jaskini lwów”. Pięć lat później Święta kieruje do Chrystusa heroiczne życzenie: prosi Go o “nagie cierpienie”, takie, jakiego On doświadczał na krzyżu. Tymczasem najbliższe lata upływają bez większych bolesnych doświadczeń; w tym czasie M. Magdalena dzieli się swym doświadczeniem z młodymi siostrami, w 1598 r. zostaje mistrzynią nowicjatu. Gorliwe nowicjuszki spisały wiele jej cennych uwag, które dzięki temu przetrwały do naszych czasów.

24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Konieczność przygotowania serca jest też wyrażona w słowach Boga Ojca: Ja jestem tym, który jako jedyny napełnia każde serce, jako że jestem, który jestem i napełniam to, co nie jest. l tym bardziej napełniam, im bardziej znajduję serce opróżnione, serce, które zna swój niebyt. Ta świadomość doprowadzi Magdalenę do paradoksalnego stwierdzenia: Najlepszym możliwym sposobem opowiadania o Tobie jest całkowite odpocznienie w Tobie i zniknięcie w Twoim cieniu.

W "Dziełach" Świętej możemy też znaleźć cenne wskazówki dotyczące drogi zjednoczenia duszy z Bogiem. Np. wymienia ona różne rodzaje (stopnie) miłości:

- miłość ćwicząca się - człowiek spełnia praktyki, ale gdy odczuwa jakiś brak, niepokoi się, gdyż kocha Boga nie dla Niego, ale dla siebie samego,

- miłość niecierpliwa - człowiek nie pozwala ogarnąć się Bogu z powodu swego niepokoju i niestabilności; przeszkadza mu to, że widzi doskonalszych od siebie, a na słabszych patrzy z góry,

- miłość cierpiąca - gdy zabraknie człowiekowi odczuwania miłości, myśli on, że zasługuje na piekło, cierpi nie dla miłości Boga, ale ze strachu przed cierpieniem,

- miłość odpocznienia - człowiek nie pragnie niczego, nie zastanawia się, jaki stan doskonałości osiągnął, wielbi Boga i pragnie, by ci, którzy nie znają Boga, kochali Go jeszcze bardziej niż on; nie chce, by Bóg działał w nim w ten czy inny sposób, pragnie jedynie Jego chwały. Taka miłość jest darem, do którego należy dążyć, ale bez niespokojnego pragnienia, gdyż ono oznaczałoby pewien brak tego, czego wymaga miłość.

Podobną myśl można też dostrzec w przypowieści o dwóch oblubienicach Słowa: jedna, ubrana w piękne szaty, została wprowadzona do chwały nieba; druga, której szatą jest nagość a ozdobą bycie niczym, bycie lekceważoną, stoi u bram nieba nie odważając się nawet podnieść oczu. Maria Magdalena pyta samą siebie: i bez wahania wybiera tę drugą.

Całe jej życie potwierdza tę odpowiedź: surowe umartwienia, radykalne ćwiczenie się w pokorze są tą drogą, na której jej serce przygotowuje się do przyjęcia Bożych łask. Przytoczyłam tu tylko kilka przykładów, dotyczących kilku zagadnień. Lecz jakże nie wspomnieć o jej miłości do Maryi, do tej Gwiazdy prowadzącej kolumnę z drogocennego porfiru (= Karmel), aby o każdej karmelitance można było powiedzieć "sancta et immaculata virginitas"! Jak nie wspomnieć o "tygodniu Ducha Świętego", gdy przez osiem dni Duch Boży udzielał się jej codziennie w różnych postaciach... Szczupłość miejsca nie pozwala na ukazanie wszystkich tematów, wszystkich niezwykłych przeżyć, które miały też różny charakter: niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny, kardiografia...

Tych darów było tak wiele, ekstazy były tak częste i nieraz długie, iż z biegiem czasu siostry zaprzestały ich spisywania, jedynie nowicjuszki notowały pewne słowa swej Mistrzyni.

Tak więc niezbyt wiele wiemy o mistycznych łaskach z ostatnich lat Magdaleny, wiemy jednak, że były one rzadsze, co więcej, w pewnych okresach nie dawały one duchowej pociechy. Święta, wyniszczona ciężką chorobą straciła też swą naturalną zdolność obrazowego przedstawiania sobie abstrakcyjnych prawd, co jeszcze wzmagało jej duchowe cierpienia. Otrzymała łaskę owego nagiego cierpienia - jak Chrystus na krzyżu, o które tak gorąco prosiła.
25 maja 1607 r. wyszła na spotkanie Oblubieńca. Poprzez beatyfikację w r. 1626 i kanonizację w r. 1669 Kościół oficjalnie potwierdził świętość jej życia. Odtąd w wielu kościołach na całym świecie można spotkać jej figury i obrazy, często widnieją na nich słowa "Pati, non mori - cierpieć, nie umrzeć", słowa, których w dosłownej formie Magdalena nigdy nie wypowiedziała (a przynajmniej nigdzie ich nie zapisano, są one jedynie streszczeniem słów: Chciałabym żyć, by móc cierpieć z miłości do Boga, ponieważ w niebie nie ma cierpienia), lecz które jakże trafnie wyrażają żar jej miłości, tej miłości, która nie mogła pozostać bez odpowiedzi.

Karmel, nr 2/2001

Cyt. za: www.karmel.pl/lektorium/publikacje/baza.php?id=58

Oprac.MP
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
www.fronda.pl/a/ekstazy-sw-marii-magdaleny-de-pazzi,78607.html

Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi

Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi
Danuta Piekarz

Gdy w moim poprzednim artykule przedstawiałam życie św. Marii Magdaleny de' Pazzi, pomijając celowo zagadnienie jej nadzwyczajnych doświadczeń mistycznych, aby stało się ono treścią niniejszych rozważań, czułam się jak ktoś, kto ma mówić o malarstwie nie wspominając o kolorach. Bo właśnie owe ekstazy i inne niezwykłe Boże dary sprawiają, iż życie Świętej wciąż przyciąga uwagę zarówno uczonych, jak i prostych wiernych na całym świecie.

Jak wspomniałam poprzednio, pierwsze ekstazy miały miejsce jeszcze w jej dzieciństwie - na pensji, podczas pobytu w rodzinnej willi... Te jednak, o których możemy powiedzieć więcej, stały się jej udziałem we florenckim Karmelu, począwszy od owych "czterdziestu dni" po profesji, gdy objawy ciężkiej choroby płuc codziennie ustępowały na kilka godzin, a M. Magdalena zagłębiała się w poznawanie Bożych tajemnic. Jej twarz stawała się tak piękna, iż siostry opiekujące się chorą łatwo rozpoznały nadprzyrodzony charakter tego zjawiska.

Powrót do zdrowia nie oznaczał końca niezwykłych darów, wręcz przeciwnie. Dlatego przed spowiednikiem klasztoru stanął poważny problem zbadania charakteru tych zjawisk, by sprawdzić, czy nie są one złudzeniem albo działaniem szatańskim. Polecił więc M. Magdalenie, by opowiadała o swych przeżyciach wyznaczonym siostrom, które miały wszystko spisać. W praktyce okazało się to bardzo trudne: skromnej karmelitance nie było łatwo mówić o niezwykłych darach, czasem też przy odtwarzaniu szczegółów bogatych w treści doświadczeń zawodziła pamięć.

Skoro zatem okazało się trudne spisywanie przeżyć po ich zakończeniu, trzeba było je spisywać... podczas ich trwania! Bowiem M. Magdalena często mówiła w ekstazie, opisywała to, co widzi, rozmawiała z Bogiem, czasem też odzywała się do obecnych przy niej sióstr. Dlatego florenckie karmelitanki, aby ocalić te skarby, których wartość przeczuwały, podjęły się ogromnego zadania: gdy widziały, że Święta wchodzi w ekstazę, dwie, trzy lub cztery siostry zapamiętywały po kolei wszystkie słowa i dyktowały innym siostrom, które zapisywały każde zdanie, nadając mu odpowiedni numer. Później łączyły zdania w jedną całość, korzystając z wyjaśnień i poprawek samej Świętej.

Lecz nawet ten system nie okazał się doskonały: ta prosta karmelitanka mówiła w ekstazie o tak trudnych zagadnieniach teologicznych, iż jej współsiostry - lepiej wykształcone - gubiły się w tych treściach, albo odkładały pióra, by z zachwytem patrzeć i słuchać M. Magdaleny. Co więcej, ona, która w chórze miała trudności z poprawnym czytaniem brewiarza, w ekstazie wypowiadała całe zdania - najczęściej z Pisma św. - ... po łacinie! Później, gdy pomagała w opracowaniu zapisu, potrafiła je powtórzyć jedynie po włosku, a siostry odnajdywały w łacińskim Piśmie św. ich oryginalne brzmienie.

Ponadto jak spisywać słowa mistyczki, która w ekstazie niezwykle prędko przebiegała bez potknięcia przez klasztorne korytarze, także przez te miejsca, które wymagałyby zwolnienia tempa (wąskie przejścia, schody...)?! Jak spisywać słowa wypowiadane w ekstazie podczas prania, szycia...? Bowiem te nadzwyczajne dary nie wyłączały Magdaleny z rytmu prac, co więcej, właśnie wtedy przy pracach fizycznych wykazywała się niezwykłą siłą, a efekty prac - np. malowane obrazy - były lepsze od tych wykonanych w "normalnych" warunkach.

Siostry kilkakrotnie sprawdzały, czy podczas pracy w ekstazie Magdalena posługuje się naturalnym światłem: zamykały okiennice, zawiązywały jej oczy, a ona... pracowała dalej.

Spróbujmy więc przyjrzeć się Magdalenie w ekstazie. W jakich okolicznościach zaczynały się te niezwykłe doświadczenia? Często jakby "wypływały" one z rozważania treści zawartych w liturgii - w czytaniach mszalnych czy w tekstach brewiarzowych. Magdalena nieraz skupiała uwagę na jednym zdaniu, interpretując je alegorycznie. Jak stwierdza B. Secondin, właśnie podczas codziennych medytacji, zgłębiania Słowa Bożego "jakby spontanicznie rodzą się nadzwyczajne zjawiska mistyczne i charyzmatyczne, można by rzec - nie zakłócając zwyczajnej medytacji, lecz raczej precyzując ją, uzupełniając, czyniąc bardziej owocną. Często trudno odróżnić "wizję" od pracy wyobraźni, zważywszy na ciągłość i jednolitość obu elementów". Sama Magdalena tak to wyraziła: Czuję, że Bóg mnie pociąga, nie wiem, dokąd nie wiem do czego chce mnie prowadzić. Nie wiem, co to jest ani co mi Pan chce powiedzieć, dopóki nie pójdę za tym impulsem.

Oczy Świętej, które początkowo były utkwione w ziemię, zaczynały świecić dziwnym blaskiem, twarz nabierała kolorów, "wyglądała nie jak człowiek, ale jak anioł z nieba" - tak opisywały ją siostry. Gdy przeżycia ekstatyczne dotyczyły spraw radosnych, cała jej postawa wyrażała radość; i przeciwnie, podczas przeżywania np. Męki Pańskiej wydawała bolesne okrzyki i płakała. Niekiedy, jak wspomniałam, poruszała się zwinnie czy wręcz tańczyła, innym razem pozostawała nieruchoma, jakby śpiąca. Jedynymi odgłosami zewnętrznymi, które docierały do niej w ekstazie były polecenia przełożonych. Na koniec ekstazy jej twarz wracała do dawnego wyglądu, a ona pokornie kontynuowała swe prace jakby nic się nie stało.

Oczywiście, pozostaje wciąż pytanie o treść tych przeżyć, spisaną przez siostry na podstawie relacji Świętej lub "na gorąco". Prawie wszystkie te zapiski zostały wydane drukiem; ich wydanie krytyczne (w języku oryginalnym - włoskim) zajmuje siedem tomów. Noszą one tytuł "Dzieła św. Marii Magdaleny de' Pazzi" - rzecz jasna, słowo "dzieła" należy tu rozumieć bardzo szeroko. Obejmują tak wiele jakże różnorodnych doświadczeń, iż każda próba syntezy musi pozostawić wrażenie niedosytu. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż to, co przekażę poniżej, będzie tylko nieudolną próbą ukazania tego bogactwa, opartą na doborze przykładów, któremu zawsze można zarzucić subiektywizm.

W samym centrum mistycznych przeżyć Magdaleny jest zawsze Chrystus, widziany jakby przez pryzmat tajemnicy Trójcy, w jej odniesieniu do człowieka. To do Chrystusa, który kiedyś przyrównał swe niespodziewane powtórne przyjście do działania złodzieja (por. Mt 24,43 i par.), Magdalena skieruje te odważne słowa: Odważę się powiedzieć, że nigdy nie widziałam większego "złodzieja" od Ciebie, który ukradłby coś tak ważnego. Wchodzisz w łono Twego Ojca i kradniesz Jego i Twój boski byt i nim obdarzasz stworzenie. Porównanie, które w Ewangelii odnosi się do paruzji, tutaj zostaje zastosowane do obdarzenia nas życiem Bożym.

Wydarzeniami, które najczęściej są tematem ekstatycznych przeżyć Magdaleny, jest Wcielenie i Męka Pańska. Podobnie jak szkoła franciszkańska, a zwłaszcza Duns Szkot, Święta twierdzi, iż Syn Boży stałby się człowiekiem nawet gdyby nie było grzechu pierworodnego; On bowiem tak ją pouczał: Chciałem obdarzyć was chwałą, ale inaczej. Gdyby Adam nie zgrzeszył (...) Słowo stałoby się ciałem, ale byłoby tylko gloryfikatorem, a nie triumfatorem. Teraz więc zostaliśmy obdarzeni znacznie większą chwałą. Bowiem gdy ludzkość odrzuciła źródło mlekiem płynące, wypływające z Trójcy, które dawało czystość i niewinność, jedynym środkiem okazało się źródło Krwi Boga - Człowieka. (...) Gdyby nie był Człowiekiem, nie mógłby cierpieć; gdyby nie był Bogiem, nie mógłby nas zbawić.

Wokół Krzyża Magdalena "krąży jak wokół tysiąca odblasków kryształu" (B. Secondin). Dwukrotnie przeżywa w ekstazie całą historię Męki, przekazując słowa występujących w niej postaci, przechodząc przez pomieszczenia klasztorne jakby były owymi miejscami w Jerozolimie, gdzie cierpiał Chrystus. W przeżyciach Magdaleny szczególne miejsce zajmują rany Zbawiciela. W jednej z relacji czytamy, iż Święta zrozumiała, że Jezus uczynił swe Ciało schodami, aby dusza mogła wspiąć się do Niego i wejść do Jego pięciu Ran, które On uczynił jakby domami gościnnymi, by dusza mogła do nich uciec i w nich się schronić, gdy jest prześladowana przez nieprzyjaciół, oraz by mogła tam odpocząć gdy jest zmęczona zmaganiem i trudami tego biednego życia. Otwarty bok Jezusa jest miejscem wielu opisywanych wydarzeń. Dla przykładu: 27 czerwca 1584 Jezus zaprasza Magdalenę do swej szkoły. A tą szkołą był Jego święty Bok, do którego gdy weszłam, (...) znalazłam wiele otwartych ksiąg i zrozumiałam, że te księgi to dzieła Boże - stworzenie świata, stworzenie człowieka, wcielenie, cierpienia i śmierć Chrystusa, Jego codzienne działanie w ludzkich duszach....

Wspomniałam wyżej, iż Magdalena często mówi o Boskiej Trójcy: mimo braku wykształcenia teologicznego wyraża się o tych jakże trudnych zagadnieniach z wielką precyzją wskazując na wieczną aktualność tego, co dokonuje się w Trójcy: Ojciec zrodził Syna i rodzi i zawsze będzie rodził. Zesłanie Ducha Świętego ukazuje jako dopełnienie dzieła odkupienia: Duch przychodzi zawsze naznaczony tą cenną pieczęcią, jaką jest Krew Baranka. Ta Krew pobudza Go, by przyszedł, choć też sam od siebie pragnie przyjść (...) Duch wychodzi z łona Ojca, przechodzi przez Serce Słowa, aby przyjść do nas. Ten Duch, podobnie jak wzlatujący w górę orzeł, bierze na siebie dusze, które Go przyjęły i zanosi je do Słowa. W niezwykłej obrazowej formie przedstawia też Święta działanie Ducha w sercach: Duch wysyła strzały, które przeszywają serca stworzeń i dysponują je do przyjęcia Jego łaski. Serca, które stały się już gotowymi do przyjęcia tych strzał, odsyłają je do Ducha, pobudzając Go do udzielenia nowych darów i łask. l tak otrzymując coraz większe dary uzdalniają się do tego, by być pośrednikami i przygotować inne serca na przyjęcie strzał Ducha.
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
Ekstazy św. Marii Magdaleny de' Pazzi
Danuta Piekarz

Gdy w moim poprzednim artykule przedstawiałam życie św. Marii Magdaleny de' Pazzi, pomijając celowo zagadnienie jej nadzwyczajnych doświadczeń mistycznych, aby stało się ono treścią niniejszych rozważań, czułam się jak ktoś, kto ma mówić o malarstwie nie wspominając o kolorach. Bo właśnie owe ekstazy i inne niezwykłe Boże dary sprawiają, iż życie Świętej wciąż przyciąga uwagę zarówno uczonych, jak i prostych wiernych na całym świecie.

Jak wspomniałam poprzednio, pierwsze ekstazy miały miejsce jeszcze w jej dzieciństwie - na pensji, podczas pobytu w rodzinnej willi... Te jednak, o których możemy powiedzieć więcej, stały się jej udziałem we florenckim Karmelu, począwszy od owych "czterdziestu dni" po profesji, gdy objawy ciężkiej choroby płuc codziennie ustępowały na kilka godzin, a M. Magdalena zagłębiała się w poznawanie Bożych tajemnic. Jej twarz stawała się tak piękna, iż siostry opiekujące się chorą łatwo rozpoznały nadprzyrodzony charakter tego zjawiska.

Powrót do zdrowia nie oznaczał końca niezwykłych darów, wręcz przeciwnie. Dlatego przed spowiednikiem klasztoru stanął poważny problem zbadania charakteru tych zjawisk, by sprawdzić, czy nie są one złudzeniem albo działaniem szatańskim. Polecił więc M. Magdalenie, by opowiadała o swych przeżyciach wyznaczonym siostrom, które miały wszystko spisać. W praktyce okazało się to bardzo trudne: skromnej karmelitance nie było łatwo mówić o niezwykłych darach, czasem też przy odtwarzaniu szczegółów bogatych w treści doświadczeń zawodziła pamięć.

Skoro zatem okazało się trudne spisywanie przeżyć po ich zakończeniu, trzeba było je spisywać... podczas ich trwania! Bowiem M. Magdalena często mówiła w ekstazie, opisywała to, co widzi, rozmawiała z Bogiem, czasem też odzywała się do obecnych przy niej sióstr. Dlatego florenckie karmelitanki, aby ocalić te skarby, których wartość przeczuwały, podjęły się ogromnego zadania: gdy widziały, że Święta wchodzi w ekstazę, dwie, trzy lub cztery siostry zapamiętywały po kolei wszystkie słowa i dyktowały innym siostrom, które zapisywały każde zdanie, nadając mu odpowiedni numer. Później łączyły zdania w jedną całość, korzystając z wyjaśnień i poprawek samej Świętej.

Lecz nawet ten system nie okazał się doskonały: ta prosta karmelitanka mówiła w ekstazie o tak trudnych zagadnieniach teologicznych, iż jej współsiostry - lepiej wykształcone - gubiły się w tych treściach, albo odkładały pióra, by z zachwytem patrzeć i słuchać M. Magdaleny. Co więcej, ona, która w chórze miała trudności z poprawnym czytaniem brewiarza, w ekstazie wypowiadała całe zdania - najczęściej z Pisma św. - ... po łacinie! Później, gdy pomagała w opracowaniu zapisu, potrafiła je powtórzyć jedynie po włosku, a siostry odnajdywały w łacińskim Piśmie św. ich oryginalne brzmienie.

Ponadto jak spisywać słowa mistyczki, która w ekstazie niezwykle prędko przebiegała bez potknięcia przez klasztorne korytarze, także przez te miejsca, które wymagałyby zwolnienia tempa (wąskie przejścia, schody...)?! Jak spisywać słowa wypowiadane w ekstazie podczas prania, szycia...? Bowiem te nadzwyczajne dary nie wyłączały Magdaleny z rytmu prac, co więcej, właśnie wtedy przy pracach fizycznych wykazywała się niezwykłą siłą, a efekty prac - np. malowane obrazy - były lepsze od tych wykonanych w "normalnych" warunkach.

Siostry kilkakrotnie sprawdzały, czy podczas pracy w ekstazie Magdalena posługuje się naturalnym światłem: zamykały okiennice, zawiązywały jej oczy, a ona... pracowała dalej.

Spróbujmy więc przyjrzeć się Magdalenie w ekstazie. W jakich okolicznościach zaczynały się te niezwykłe doświadczenia? Często jakby "wypływały" one z rozważania treści zawartych w liturgii - w czytaniach mszalnych czy w tekstach brewiarzowych. Magdalena nieraz skupiała uwagę na jednym zdaniu, interpretując je alegorycznie. Jak stwierdza B. Secondin, właśnie podczas codziennych medytacji, zgłębiania Słowa Bożego "jakby spontanicznie rodzą się nadzwyczajne zjawiska mistyczne i charyzmatyczne, można by rzec - nie zakłócając zwyczajnej medytacji, lecz raczej precyzując ją, uzupełniając, czyniąc bardziej owocną. Często trudno odróżnić "wizję" od pracy wyobraźni, zważywszy na ciągłość i jednolitość obu elementów". Sama Magdalena tak to wyraziła: Czuję, że Bóg mnie pociąga, nie wiem, dokąd nie wiem do czego chce mnie prowadzić. Nie wiem, co to jest ani co mi Pan chce powiedzieć, dopóki nie pójdę za tym impulsem.

Oczy Świętej, które początkowo były utkwione w ziemię, zaczynały świecić dziwnym blaskiem, twarz nabierała kolorów, "wyglądała nie jak człowiek, ale jak anioł z nieba" - tak opisywały ją siostry. Gdy przeżycia ekstatyczne dotyczyły spraw radosnych, cała jej postawa wyrażała radość; i przeciwnie, podczas przeżywania np. Męki Pańskiej wydawała bolesne okrzyki i płakała. Niekiedy, jak wspomniałam, poruszała się zwinnie czy wręcz tańczyła, innym razem pozostawała nieruchoma, jakby śpiąca. Jedynymi odgłosami zewnętrznymi, które docierały do niej w ekstazie były polecenia przełożonych. Na koniec ekstazy jej twarz wracała do dawnego wyglądu, a ona pokornie kontynuowała swe prace jakby nic się nie stało.

Oczywiście, pozostaje wciąż pytanie o treść tych przeżyć, spisaną przez siostry na podstawie relacji Świętej lub "na gorąco". Prawie wszystkie te zapiski zostały wydane drukiem; ich wydanie krytyczne (w języku oryginalnym - włoskim) zajmuje siedem tomów. Noszą one tytuł "Dzieła św. Marii Magdaleny de' Pazzi" - rzecz jasna, słowo "dzieła" należy tu rozumieć bardzo szeroko. Obejmują tak wiele jakże różnorodnych doświadczeń, iż każda próba syntezy musi pozostawić wrażenie niedosytu. Dlatego zdaję sobie sprawę, iż to, co przekażę poniżej, będzie tylko nieudolną próbą ukazania tego bogactwa, opartą na doborze przykładów, któremu zawsze można zarzucić subiektywizm.

W samym centrum mistycznych przeżyć Magdaleny jest zawsze Chrystus, widziany jakby przez pryzmat tajemnicy Trójcy, w jej odniesieniu do człowieka. To do Chrystusa, który kiedyś przyrównał swe niespodziewane powtórne przyjście do działania złodzieja (por. Mt 24,43 i par.), Magdalena skieruje te odważne słowa: Odważę się powiedzieć, że nigdy nie widziałam większego "złodzieja" od Ciebie, który ukradłby coś tak ważnego. Wchodzisz w łono Twego Ojca i kradniesz Jego i Twój boski byt i nim obdarzasz stworzenie. Porównanie, które w Ewangelii odnosi się do paruzji, tutaj zostaje zastosowane do obdarzenia nas życiem Bożym.

Wydarzeniami, które najczęściej są tematem ekstatycznych przeżyć Magdaleny, jest Wcielenie i Męka Pańska. Podobnie jak szkoła franciszkańska, a zwłaszcza Duns Szkot, Święta twierdzi, iż Syn Boży stałby się człowiekiem nawet gdyby nie było grzechu pierworodnego; On bowiem tak ją pouczał: Chciałem obdarzyć was chwałą, ale inaczej. Gdyby Adam nie zgrzeszył (...) Słowo stałoby się ciałem, ale byłoby tylko gloryfikatorem, a nie triumfatorem. Teraz więc zostaliśmy obdarzeni znacznie większą chwałą. Bowiem gdy ludzkość odrzuciła źródło mlekiem płynące, wypływające z Trójcy, które dawało czystość i niewinność, jedynym środkiem okazało się źródło Krwi Boga - Człowieka. (...) Gdyby nie był Człowiekiem, nie mógłby cierpieć; gdyby nie był Bogiem, nie mógłby nas zbawić.

Wokół Krzyża Magdalena "krąży jak wokół tysiąca odblasków kryształu" (B. Secondin). Dwukrotnie przeżywa w ekstazie całą historię Męki, przekazując słowa występujących w niej postaci, przechodząc przez pomieszczenia klasztorne jakby były owymi miejscami w Jerozolimie, gdzie cierpiał Chrystus. W przeżyciach Magdaleny szczególne miejsce zajmują rany Zbawiciela. W jednej z relacji czytamy, iż Święta zrozumiała, że Jezus uczynił swe Ciało schodami, aby dusza mogła wspiąć się do Niego i wejść do Jego pięciu Ran, które On uczynił jakby domami gościnnymi, by dusza mogła do nich uciec i w nich się schronić, gdy jest prześladowana przez nieprzyjaciół, oraz by mogła tam odpocząć gdy jest zmęczona zmaganiem i trudami tego biednego życia. Otwarty bok Jezusa jest miejscem wielu opisywanych wydarzeń. Dla przykładu: 27 czerwca 1584 Jezus zaprasza Magdalenę do swej szkoły. A tą szkołą był Jego święty Bok, do którego gdy weszłam, (...) znalazłam wiele otwartych ksiąg i zrozumiałam, że te księgi to dzieła Boże - stworzenie świata, stworzenie człowieka, wcielenie, cierpienia i śmierć Chrystusa, Jego codzienne działanie w ludzkich duszach....

Wspomniałam wyżej, iż Magdalena często mówi o Boskiej Trójcy: mimo braku wykształcenia teologicznego wyraża się o tych jakże trudnych zagadnieniach z wielką precyzją wskazując na wieczną aktualność tego, co dokonuje się w Trójcy: Ojciec zrodził Syna i rodzi i zawsze będzie rodził. Zesłanie Ducha Świętego ukazuje jako dopełnienie dzieła odkupienia: Duch przychodzi zawsze naznaczony tą cenną pieczęcią, jaką jest Krew Baranka. Ta Krew pobudza Go, by przyszedł, choć też sam od siebie pragnie przyjść (...) Duch wychodzi z łona Ojca, przechodzi przez Serce Słowa, aby przyjść do nas. Ten Duch, podobnie jak wzlatujący w górę orzeł, bierze na siebie dusze, które Go przyjęły i zanosi je do Słowa. W niezwykłej obrazowej formie przedstawia też Święta działanie Ducha w sercach: Duch wysyła strzały, które przeszywają serca stworzeń i dysponują je do przyjęcia Jego łaski. Serca, które stały się już gotowymi do przyjęcia tych strzał, odsyłają je do Ducha, pobudzając Go do udzielenia nowych darów i łask. l tak otrzymując coraz większe dary uzdalniają się do tego, by być pośrednikami i przygotować inne serca na przyjęcie strzał Ducha.

Konieczność przygotowania serca jest też wyrażona w słowach Boga Ojca: Ja jestem tym, który jako jedyny napełnia każde serce, jako że jestem, który jestem i napełniam to, co nie jest. l tym bardziej napełniam, im bardziej znajduję serce opróżnione, serce, które zna swój niebyt. Ta świadomość doprowadzi Magdalenę do paradoksalnego stwierdzenia: Najlepszym możliwym sposobem opowiadania o Tobie jest całkowite odpocznienie w Tobie i zniknięcie w Twoim cieniu.

W "Dziełach" Świętej możemy też znaleźć cenne wskazówki dotyczące drogi zjednoczenia duszy z Bogiem. Np. wymienia ona różne rodzaje (stopnie) miłości:

- miłość ćwicząca się - człowiek spełnia praktyki, ale gdy odczuwa jakiś brak, niepokoi się, gdyż kocha Boga nie dla Niego, ale dla siebie samego,

- miłość niecierpliwa - człowiek nie pozwala ogarnąć się Bogu z powodu swego niepokoju i niestabilności; przeszkadza mu to, że widzi doskonalszych od siebie, a na słabszych patrzy z góry,

- miłość cierpiąca - gdy zabraknie człowiekowi odczuwania miłości, myśli on, że zasługuje na piekło, cierpi nie dla miłości Boga, ale ze strachu przed cierpieniem,

- miłość odpocznienia - człowiek nie pragnie niczego, nie zastanawia się, jaki stan doskonałości osiągnął, wielbi Boga i pragnie, by ci, którzy nie znają Boga, kochali Go jeszcze bardziej niż on; nie chce, by Bóg działał w nim w ten czy inny sposób, pragnie jedynie Jego chwały. Taka miłość jest darem, do którego należy dążyć, ale bez niespokojnego pragnienia, gdyż ono oznaczałoby pewien brak tego, czego wymaga miłość.

Podobną myśl można też dostrzec w przypowieści o dwóch oblubienicach Słowa: jedna, ubrana w piękne szaty, została wprowadzona do chwały nieba; druga, której szatą jest nagość a ozdobą bycie niczym, bycie lekceważoną, stoi u bram nieba nie odważając się nawet podnieść oczu. Maria Magdalena pyta samą siebie: i bez wahania wybiera tę drugą.

Całe jej życie potwierdza tę odpowiedź: surowe umartwienia, radykalne ćwiczenie się w pokorze są tą drogą, na której jej serce przygotowuje się do przyjęcia Bożych łask. Przytoczyłam tu tylko kilka przykładów, dotyczących kilku zagadnień. Lecz jakże nie wspomnieć o jej miłości do Maryi, do tej Gwiazdy prowadzącej kolumnę z drogocennego porfiru (= Karmel), aby o każdej karmelitance można było powiedzieć "sancta et immaculata virginitas"! Jak nie wspomnieć o "tygodniu Ducha Świętego", gdy przez osiem dni Duch Boży udzielał się jej codziennie w różnych postaciach... Szczupłość miejsca nie pozwala na ukazanie wszystkich tematów, wszystkich niezwykłych przeżyć, które miały też różny charakter: niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny, kardiografia...

Tych darów było tak wiele, ekstazy były tak częste i nieraz długie, iż z biegiem czasu siostry zaprzestały ich spisywania, jedynie nowicjuszki notowały pewne słowa swej Mistrzyni.

Tak więc niezbyt wiele wiemy o mistycznych łaskach z ostatnich lat Magdaleny, wiemy jednak, że były one rzadsze, co więcej, w pewnych okresach nie dawały one duchowej pociechy. Święta, wyniszczona ciężką chorobą straciła też swą naturalną zdolność obrazowego przedstawiania sobie abstrakcyjnych prawd, co jeszcze wzmagało jej duchowe cierpienia. Otrzymała łaskę owego nagiego cierpienia - jak Chrystus na krzyżu, o które tak gorąco prosiła.

25 maja 1607 r. wyszła na spotkanie Oblubieńca. Poprzez beatyfikację w r. 1626 i kanonizację w r. 1669 Kościół oficjalnie potwierdził świętość jej życia. Odtąd w wielu kościołach na całym świecie można spotkać jej figury i obrazy, często widnieją na nich słowa "Pati, non mori - cierpieć, nie umrzeć", słowa, których w dosłownej formie Magdalena nigdy nie wypowiedziała (a przynajmniej nigdzie ich nie zapisano, są one jedynie streszczeniem słów: Chciałabym żyć, by móc cierpieć z miłości do Boga, ponieważ w niebie nie ma cierpienia), lecz które jakże trafnie wyrażają żar jej miłości, tej miłości, która nie mogła pozostać bez odpowiedzi.

Karmel, nr 2/2001

Cyt. za: www.karmel.pl/lektorium/publikacje/baza.php?id=58
Ekstazy św. Marii Ma ...
Kategoria: Objawienia Prywatne
emo
24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.


www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/
św. Maria Magdalena ...
emo
Rodzina de’ Pazzi była jedną z najstarszych i najznamienitszych we Florencji. W tej właśnie rodzinie 2 kwietnia 1566 r. przyszło na świat drugie dziecko Marii i Camillo, Katarzyna, którą kiedyś pozna świat pod zakonnym imieniem jako św. Marię Magdalenę de’ Pazzi. Troska rodziców o głębokie wychowanie religijne dzieci znalazła w sercu Katarzyny niezwykle podatny grunt. Od najmłodszych lat możemy dostrzec w niej pewne akcenty, które później rozkwitną w życiu zakonnym: umiłowanie liturgii, zwłaszcza Eucharystii, oraz zafascynowanie prawdą o Trójcy Przenajświętszej. Wyjątkowa jest wrażliwość religijna tej dziewczynki, krążącej wciąż wokół matki, która przed chwilą przyjęła Komunię św. (Mamo, ty pachniesz Jezusem!), przysłuchującej się z zapartym tchem rozmowom religijnym w rodzinie, wreszcie przeżywającej (w wieku 12 lat!) pierwszą ekstazę podczas rozważania Symbolu Atanazjańskiego (wyznania wiary św. Atanazego, w którym szczególne miejsce zajmuje prawda o Boskiej Trójcy). Słowo “rozważanie” nie pojawiło się tu omyłkowo: nauczona przez spowiednika – jezuitę Katarzyna zaczęła praktykować modlitwę myślną w 9 roku życia. W następnym roku przyjęła Pierwszą Komunię św., a kilka miesięcy później złożyła ślub dziewictwa. Nie zdziwi nas teraz niezwykły na owe czasy warunek, jaki postawiono przy oddaniu Katarzyny na pensję do sióstr maltańskich: umożliwić dziewczynce przyjmowanie Komunii św. przynajmniej we wszystkie dni świąteczne.

Pobyt na pensji trwał jednak tylko rok: rodzina zabrała Katarzynę do domu, gdyż surowymi umartwieniami nadmiernie osłabiła swój młody organizm. Powrót do domu nie oznaczał jednak wejścia w świat zabaw i rozrywki: w gorliwym sercu wcześnie zrodziło się powołanie zakonne. Przed szesnastoletnią Katarzyną staje problem wyboru zgromadzenia: może siostry maltańskie, które znała tak dobrze, może klaryski żyjące w radykalnym ubóstwie? Jej myśl kieruje się ostatecznie ku karmelitankom z klasztoru Matki Bożej Anielskiej. Wielka gorliwość tych sióstr była powszechnie znana, lecz decydującym czynnikiem wyboru był fakt, iż siostry miały wyjątkowy w owych czasach przywilej codziennej Komunii św. Tak więc miłość do Eucharystii zaprowadziła Katarzynę do bramy Karmelu. Był rok 1582. 4 października w hiszpańskim mieście Alba de Tormes odeszła do Pana św. Teresa od Jezusa. Sześć tygodni później, we Florencji, przekroczyła klasztorny próg Katarzyna de’ Pazzi.

Trudno nam dziś powiedzieć, czy wieść o reformie terezjańskiej dotarła kiedykolwiek do uszu Katarzyny, a raczej odtąd s. Marii Magdaleny. Ich doświadczenia z pierwszych chwil i lat życia zakonnego były odmienne. Maria Magdalena była zadowolona ze stylu życia florenckiego Karmelu. Klasztor położony na uboczu, po drugiej stronie rzeki Arno, nie był tak często odwiedzany przez gości, jak Karmel w Avila… i jak wiele klasztorów florenckich. Funkcje przełożonej i mistrzyni sprawowały zakonnice świątobliwe i roztropne, jak np. s. Evangelista del Giocondo (krewna słynnej Giocondy uwiecznionej przez Leonarda), a spowiednikami byli kapłani wielkiego ducha i światłego umysłu. Również cała wspólnota wyróżniała się przykładną obserwancją. W późniejszych wypowiedziach s. Marii Magdaleny znajdziemy wiele dowodów jej umiłowania życia zakonnego, Karmelu i florenckiego klasztoru. Tak będzie kiedyś pouczać swe nowicjuszki: na niewiele przyda się mieć drogocenny klejnot i nie znać jego wartości; tak też na niewiele wam się zda być zakonnicą, jeśli nie poznacie godności i wartości waszego stanu, gdyż nie znając go, nie umiłujecie go. Gdyby biedak przebywał w domu króla, pomyślcie, z jaką pilnością wykonywałby wszystkie prace, choćby małe i pokorne, (…) i uważałby się za szczęśliwego, iż może je wykonać. Tak też i wy, będąc w zakonie, który jest domem Boga, musicie wykonywać wszelkie prace z pilnością i oddaniem (…) myśląc, że jest to dzieło Boże.

Czyż więc mogłoby brakować czegoś młodej nowicjuszce? Zabrzmi to jak paradoks, ale w Karmelu mogła odczuwać brak czasu na… modlitwę myślną. Gdy więc przed obłóczynami zapytano ją, czy nie będzie cierpieć z tego powodu, dała odpowiedź świadczącą o wielkiej dojrzałości duchowej: Myślę, że wszystkie czynności, jakie wykonuje się w zakonie, są ciągłą modlitwą, ponieważ wszystkie są podjęte z posłuszeństwa.

Bowiem podczas gdy Katarzyna na pensji modliła się przynajmniej dwie godziny dziennie, a czasem nawet ponad cztery godziny, to w ówczesnym porządku dnia we florenckim Karmelu poświęcano na medytację 20-30 min rano, 15 min. wieczorem, plus przedłużone dziękczynienie po Komunii św. Medytacja była ściśle związana z liturgią, niejako wypływała z liturgii i stanowiła jej przedłużenie – po jutrzni czy komplecie (dopiero w 1598 r. wskutek nalegania spowiednika zostanie wprowadzona “medytacja” oddzielnie od liturgii, ale jako ćwiczenie prywatne). W tej atmosferze pogłębia się u s. Marii Magdaleny zaszczepione w rodzinnym domu umiłowanie liturgii. Kiedyś powie nowicjuszkom: Wielbienie Boga w chórze ma tak wielką godność, że same błogosławione Duchy, tak czyste, z lakiem i drżeniem zaledwie odważają się je sprawować. Więc z o ileż większym szacunkiem musimy stawać przed Bożym obliczem, tak niegodne stworzenia. W porównaniu z celebracją Bożego Oficjum w chórze jakakolwiek medytacja czy szczególna modlitwa ma niewielką zasługę wobec Boga. Jakże bliska jest tu Maria Magdalena naszym posoborowym czasom, obecnemu dowartościowaniu liturgii – także brewiarzowej – często niedocenianej w minionych wiekach!

Wróćmy jednak do czasów, gdy florencka nowicjuszka oczekiwała z niecierpliwością na zaślubiny z Oblubieńcem. Jej prośba o przyspieszenie dnia profesji spotkała się z odmową, tymczasem… nagła gwałtowna choroba płuc, objawiająca się gorączką i niezwykle gwałtownymi i długimi atakami kaszlu, w krótkim czasie tak wycieńczyła młode siły, iż bezradni lekarze nie widzieli ratunku, a przełożeni zezwolili na profesję, by dać M. Magdalenie radość umierania jako oblubienica Chrystusa. Tymczasem zamiast śmierci, młodej karmelitance został dany szczególny przejaw Bożego życia: odtąd codziennie przez 40 dni po Komunii św. objawy chorobowe ustępowały na 2-3 godziny, a twarz chorej nabierała niezwykłego piękna: tak zaczął się pierwszy (po kilku sporadycznych przeżyciach mistycznych w minionych latach) dłuższy okres ekstaz w życiu świętej karmelitanki. W następnych latach ekstazy będą tak liczne i tak długie, iż O. Herman od Najświętszego Sakramentu powie o Świętej, że “spędziła większą część ziemskiej pielgrzymki… poza ziemią”. M. Magdalena w ekstazie pozostaje nieruchoma lub rusza się, tańczy, czyni gesty, biega i – co najważniejsze dla nas – mówi: opowiada o tym, co widzi i słyszy, prowadzi dialog z Bogiem Ojcem, z Chrystusem, z Maryją, czasem też zwraca się do współsióstr. Ta prosta karmelitanka klauzurowa, bez przygotowania teologicznego, w ekstazie mówi o najtrudniejszych problemach teologicznych z taką głębią i świeżością, która zaskakuje także dzisiejszych czytelników.

W najbliższej przyszłości postaram się przedstawić w osobnym artykule krótki zarys treści przekazanych w ekstazie przez M. Magdalenę, a także ogromne wysiłki florenckich karmelitanek pragnących zachować na piśmie bezcenne skarby przekazywane przez ich niezwykłą współsiostrę. Jakże bowiem spisać słowa wypowiadane w pośpiechu, niekiedy w biegu… słowa, które jeśli nie zostały zapisane, ginęły bezpowrotnie, gdyż po ekstazie Święta była w stanie przedstawić jedynie ich streszczenie, nieraz niekompletne.

Mistyczne przeżycia w życiu Magdaleny to nie tylko wizje i nadzwyczajny dar rozumienia Bożych prawd, ale także niewidzialne stygmaty, mistyczne zaślubiny z Chrystusem… i wiele innych niezwykłych łask. A równocześnie… zwyczajne życie pokornej karmelitanki, życie pracy, modlitwy i bardzo surowych umartwień, które niekiedy mogą szokować swą ostrością współczesnego czytelnika. Święci jednak są dziećmi swoich czasów, a w czasach M. Magdaleny takie akty pokutne były w klasztorach czymś całkiem zrozumiałym.

Punktem kulminacyjnym w historii darów mistycznych M. Magdaleny jest tzw. tydzień Ducha Świętego (rok 1585), “w którym to czasie trwała w ekstazie w dzień i w nocy, z wyjątkiem czasu ok. 2 godzin, który był jej udzielony na odmówienie Oficjum, skromny posiłek i nieco odpoczynku”. W tym tygodniu każdego dnia o godz. 15.00 otrzymywała w różnej formie dar Ducha Świętego.

Magdalena wiedziała jednak, że natychmiast po tym radosnym czasie “Taboru” czeka ją pięcioletni okres ciężkich doświadczeń, który nazwie “jaskinią lwów”. Choć i wtedy będą zdarzać się ekstazy, nie będą jednak one źródłem duchowej pociechy. Następują bolesne lata pokus (nawet skłaniających do opuszczenia klasztoru czy wręcz samobójczych), udręk duchowych i oschłości, a także cierpień fizycznych spowodowanych nagłymi, niewytłumaczalnymi chorobami. Magdalena wie jednak, że Chrystus jej nie opuszcza, sam przecież powiedział jej u początku tych bolesnych prób, iż postępuje z nią jak matka, która karmi dziecko mlekiem swej piersi: a jeśli później odsunie go od piersi, nie oznacza to, ze przestało być jej dzieckiem i że już go nie kocha; wręcz przeciwnie, gdyż teraz dziecko może działać samodzielnie!

I oto po roku ciężkich doświadczeń Magdalena zostaje wezwana do działania: Bóg oznajmia jej, że wzywa ją do dzieła odnowy Kościoła, a zwłaszcza życia zakonnego. Słusznie stwierdził F. Vallainc, iż to zadanie, “które mogłoby przerazić człowieka dojrzałego, miało zaciążyć na barkach młodej (dwudziestoletniej!) zakonnicy, prawie niepiśmiennej, pozbawionej wszystkiego i nie mogącej – z powodu klauzury – wyjść poza klasztor, by głosić otrzymane orędzie”.

W jaki sposób M. Magdalena przekaże Boże wezwanie? W ten sam sposób, w jaki kilka wieków wcześniej wpłynęła na losy Kościoła inna córka toskańskiej ziemi – św. Katarzyna Sieneńska: poprzez listy. W ekstazie Magdalena dyktuje 12 listów – do papieża, kardynałów, przełożonych kilku klasztorów różnych zakonów męskich i żeńskich.

W liście do papieża Sykstusa V jest położony wyraźny nacisk na konieczność współpracy w tym dziele wszystkich stanów Kościoła. Ci, którzy chcą uczestniczyć w odnowie, winni wyróżniać się pięcioma szczególnymi cechami: papież i biskupi – ubóstwem; zakonnicy – miłością zakonnice – czystością księża diecezjalni – cierpliwością świeccy – wytrwałością. Skromna karmelitanka, “nieużyteczna służebnica dawnej i nowej Prawdy”, nie zawaha się wskazać papieżowi programu postępowania: unikać zaszczytów, złagodzić rygor wymierzania sprawiedliwości, dzielić się majątkiem, wystrzegać się nepotyzmu… Reforma ma zacząć się od wewnętrznej przemiany każdego chrześcijanina, poczynając od tego, kto kieruje łodzią Piotrową.

Podobne wezwania znajdujemy w liście do kardynałów Kurii Rzymskiej: jest konieczne, by “ogołocili się z wszelkiej ziemskiej wygody i ludzkich względów… oraz by szli za Wikariuszem Chrystusa”. Nie wiemy, niestety, czy wszyscy kardynałowie mogli przeczytać ten list i jaki przyniósł on skutek. Wiemy natomiast, że dwa listy napisane do florenckiego kardynała Alessandro de’ Medici z nieznanych nam przyczyn prawdopodobnie nie dotarły do adresata, skoro w trzecim M. Magdalena musi “ponowić wiadomości już podane, choć nieznane Waszej Eminencji”. W listach zwraca się z prośbą o przybycie do jej klasztoru, by mogła bezpośrednio przekazać Boże wezwanie.

Wkrótce kardynał przybył do klasztoru w związku z wyborem nowej przełożonej. M. Magdalena, pomimo przeszkód, zdołała spotkać się z nim, by oznajmić w ekstazie, iż jest wolą Bożą, by Alessandro de’ Medici uczestniczył w odnowie Kościoła, a zwłaszcza osób zakonnych. Niezwykła zakonnica musiała wywrzeć wielkie wrażenie na kardynale, skoro stwierdził wyraźne działanie Ducha w jej słowach. Z tym większym więc zaskoczeniem musiał przyjąć proroctwo, iż zostanie papieżem, ale na bardzo krótki czas (i rzeczywiście, umrze po 26 dniach pontyfikatu). Kardynał obiecał podjąć dzieło odnowy, lecz mimo szczerych chęci okazał się człowiekiem zbyt słabym, by przezwyciężyć liczne trudności.

Wszystkie pozostałe listy o odnowie Kościoła są skierowane do osób zakonnych: w klasztorach bowiem widziała M. Magdalena początek dzieła przemiany. Wielkie nadzieje pokładała w zakonach: jezuitów, dominikanów oraz minimitów.

Trzy listy skierowane są do zakonnic klauzurowych: dwa do św. Katarzyny Ricci i jeden do Weroniki z Kortony. Ze względu na przepiękne metafory i porównania są to prawdziwe perełki literackie. M. Magdalena pisze, iż zakonnice winny być “jak lwy podtrzymujące tron Salomona czyli Kościół św., gdzie spoczywa Chrystus”, winny też dbać o prawdziwie lwie cechy: wielką wierność, wielką siłę i głos tak potężny, że niemal nie do zniesienia. Są one jak gołębice z arki Noego, które wyfruwają, by zobaczyć, czy ustał potop, l choć nie ustał, trzeba wyfrunąć, by doprowadzić do jego końca i powrócić zwycięsko wraz z duszami ludzi nawróconych. Pisząc do św. Katarzyny M. Magdalena stosuje grę słów: Caterina – catena (łańcuch), wzywając adresatkę, by jak łańcuch złączyła wszystkie stworzenia, zwłaszcza osoby konsekrowane, tak aby ten łańcuch stał się ozdobą Oblubienicy – Kościoła.

Patrząc dziś, z perspektywy ponad trzech stuleci, na wysiłki M. Magdaleny na rzecz reformy Kościoła, można by powiedzieć, iż nie przyniosły one skutku. Oczywiście, patrząc globalnie, Boże wezwanie przekazane przez Świętą nie zostało podjęte w całej rozciągłości. Czyż jednak można mówić o całkowitej klęsce? Nie wiemy przecież, ilu kardynałów, księży, zakonnic, czytając płomienne słowa florenckiej karmelitanki, podjęło ciche dzieło osobistego nawrócenia. Nie wiemy i pewnie na tym świecie nie dowiemy się nigdy: jest to tajemnica ludzkiego sumienia, tajemnica oddziaływania świętych, którzy “zarażają” innych swą miłością do Kościoła. Bo przecież te dwanaście listów to nie jedyny przejaw ogromnej miłości i troski Świętej o Chrystusową owczarnię. Często będzie przypominać nowicjuszkom, iż jedną z przyczyn, dla których Bóg powołał je do zakonu, jest ta, by były pomocne dla Kościoła św. Ona sama, jak zgodnie potwierdzają siostry w procesie kanonizacyjnym, wciąż modliła się za Kościół, dla Kościoła podejmowała umartwienia, była nawet gotowa opuścić ukochany klasztor florencki by uczestniczyć w fundacji w dalekich krajach misyjnych. Kapłanów, a zwłaszcza papieża, nazywała wzorem św. Katarzyny Sieneńskiej “Chrystusami na ziemi”. W ekstazie widzi Kościół jako piękną oblubienicę, ozdobioną drogimi klejnotami, z przepiękną koroną na głowie – lecz oto pojawiają się ludzie, którzy dążą do tego, by ją oszpecić, by zerwać ozdoby – to heretycy i źli chrześcijanie: każdy na swój sposób chce zbrukać oblicze Kościoła.

Z miłością do Kościoła łączyło się u M. Magdaleny gorące umiłowanie życia zakonnego. Jak stwierdziła, zakonnicy uczestniczą w sposób bardziej ciągły i szczególny we wszystkich dobrach świętej matki Kościoła. Sławny jest też jej obraz dwóch dróg: jedna szeroka, ale kręta i dłuższa – i jest to droga ludzi świeckich; druga natomiast jest wąska i stroma, ale ona najszybciej prowadzi do celu – to droga życia zakonnego. O ileż jest bliższe to porównania naszemu posoborowemu myśleniu od tego, jakie przedstawił jeden z ówczesnych klasztornych kaznodziejów: “klasztor to niebieskie Jeruzalem, a świat to Babilon!” M. Magdalena kocha swoją drogę życia, ale ma świadomość, że także inne drogi prowadzą do Boga. Jakże często jej słowa zdają się wyprzedzać epokę, odznaczają się wielką “duchową elastycznością”. Broni się (i swoje otoczenie) przed skostniałym trwaniem w prastarych wzorcach, mówiąc o siostrach, które nie chcą żadnych zmian: Wiele (sióstr) tłumaczy się mówiąc: “Czyż te, które żyły w tym samym miejscu przed nami nie są teraz w niebieskiej chwale? One przecież też tak czyniły, a my uważamy, że robiły źle!” I można by im odpowiedzieć, że jeśli tak czyniły, to nie czyniły tego, czego Bóg chce teraz: wtedy były inne czasy, a teraz są inne. (…) W każdym czasie trzeba czynić to, co jest właściwe i czego Bóg oczekuje od nas.

Podczas jednej z ekstaz M. Magdalena ujrzy umiłowany Zakon Karmelitański jako kolumnę z przepięknego surowca, której gwiazdą przewodnią jest Maryja. To Maryja otacza Karmel swym płaszczem i prowadzi każdą karmelitankę, by można było o niej powiedzieć: “sancta et immaculata virginitas”.

Spójrzmy jednak na dalsze losy M. Magdaleny. W 1590 r. zakończył się trudny czas “jaskini lwów”. Pięć lat później Święta kieruje do Chrystusa heroiczne życzenie: prosi Go o “nagie cierpienie”, takie, jakiego On doświadczał na krzyżu. Tymczasem najbliższe lata upływają bez większych bolesnych doświadczeń; w tym czasie M. Magdalena dzieli się swym doświadczeniem z młodymi siostrami, w 1598 r. zostaje mistrzynią nowicjatu. Gorliwe nowicjuszki spisały wiele jej cennych uwag, które dzięki temu przetrwały do naszych czasów.

24 czerwca 1604 r. ma miejsce ostatnia ekstaza: odtąd zaczyna się spełniać prośba o “nagie cierpienie”: pozbawiona nadzwyczajnych przeżyć mistycznych, nadto jakby pozbawiona naturalnych zdolności obrazowego przedstawiania sobie rozważanych prawd, wkrótce wejdzie długi, trzyletni czas ogromnych cierpień fizycznych i duchowych. Gruźlica zaatakuje kości, powodując silne bóle głowy i zębów, tak iż najmniejszy hałas będzie zdawać się torturą.

25 maja 1607 r. zaczyna się kilkugodzinna agonia. Gdy spowiednik sióstr odprawia Mszę św., M. Magdalena czuje, że nadchodzą ostatniechwile. Powiadomiony kapłan daje jej zadziwiające polecenie: ona, zawsze tak posłuszna, ma zaczekać do końca Mszy św.! Ma zatrzymać własną śmierć! Jak zareaguje M. Magdalena na to pozornie absurdalne polecenie? Wypowiada tylko swe ostatnie słowa: “Benedictus Deus!” Odejdzie do Boskiego Oblubieńca dopiero ok. 1,5 godz. po powrocie spowiednika. W chwili jej konania siostry odmawiały Symbol Atanazjański – ten sam, który jeszcze w dzieciństwie wprowadził ją po raz pierwszy w niezwykłą Bożą rzeczywistość.

Gdy w r. 1608 ciało M. Magdaleny było przeniesione do klauzury, po otwarciu trumny okazało się, że zachowało się nienaruszone, giętkie. Jedynie habit był mokry, gdyż grób znajdował się w wilgotnym miejscu.

I dziś można zobaczyć ciało św. Marii Magdaleny de’ Pazzi (kanonizowanej w 1669 r.) w kaplicy florenckiego Karmelu. Szkoda tylko, że przesłanie jej mistycznych doświadczeń, jedno z najciekawszych i najbogatszych w dziejach Kościoła, wciąż znane jest tylko nielicznym.

www.karmel.pl/swieta-maria-magdalena-de-pazzi/
św. Maria Magdalena ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
Pochodziła z jednego z najbogatszych rodów patrycjuszowskich Florencji – Pazzich. Na chrzcie otrzymała imię Katarzyna. Już w wieku 14 lat wstąpiła do klasztoru. Zmuszona do powrotu na łono rodziny, która sprzeciwiała się jej powołaniu, powróciła jednak do klasztoru i została karmelitanką w wieku 16 lat, przyjmując imię Maria Magdalena. W życiu klasztornym miała doznawać doświadczeń mistycznych i stygmatów.

pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Magdalena_de%E2%80%99_Pazzi
św. Maria Magdalena ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
wpolityce.pl/kosciol/518733-jasne-stanowisko-watykanu-ws-eutanazji-to-akt-zabojczy

Eutanazja jest „aktem zabójczym”, a jego wspólnikami są ci, którzy uchwalają prawa legalizujące ją - głosi dokument Kongregacji Nauki Wiary. Opublikowany we wtorek list „Samaritanus bonus” dotyczy opieki nad osobami w krytycznych i końcowych fazach życia.

W liście ogłoszonym w Watykanie zawarto też stanowczy sprzeciw wobec badań prenatalnych w celach „eugenicznych”.

Kongregacja prezentując nauczanie Kościoła podkreśliła, że są kraje, w których przepisy w sprawie końca życia, „po wprowadzeniu praktyki eutanazji pozostawiają obecnie duży margines na dwuznaczność co do stosowania obowiązku opieki”.

Z tych powodów Kościół uważa, że musi potwierdzić jako naukę definitywną, iż eutanazja jest przestępstwem przeciwko życiu ludzkiemu, ponieważ tym aktem człowiek decyduje się bezpośrednio sprowadzić śmierć innej niewinnej istoty ludzkiej

— wyjaśnił Watykan.

Eutanazja czynem wewnętrznie złym
Ocena moralna eutanazji i wynikające z niej konsekwencje, jak zaznaczono, „nie zależą od zbilansowania zasad, które w zależności od okoliczności i cierpienia pacjenta mogłyby zdaniem niektórych usprawiedliwić usunięcie osoby chorej”.

Wartość życia, autonomia, zdolność podejmowania decyzji i jakość życia nie stoją na tym samym poziomie. Dlatego eutanazja jest czynem wewnętrznie złym, z jakiejkolwiek okazji i w jakichkolwiek okolicznościach

— oceniła Kongregacja Nauki Wiary. Według niej praktyka eutanazji „zawiera – zależnie od okoliczności – zło cechujące samobójstwo lub zabójstwo”.

Jakakolwiek bezpośrednia współpraca formalna lub materialna w takim czynie jest ciężkim grzechem przeciwko życiu ludzkiemu. Nie może również takiej czynności prawomocnie nakazać lub zezwolić na nią żadna władza. Chodzi w tym przypadku o naruszenie prawa Bożego, o znieważenie godności osoby ludzkiej, przestępstwo przeciw życiu, zamach przeciw ludzkości

— stwierdzono w liście.

Współuczestnicy grzechu
Mowa w nim też o tym, że eutanazja jest „aktem zabójczym, którego żaden cel nie może usprawiedliwić i wobec którego nie można tolerować żadnej formy współudziału lub współpracy, czynnej czy biernej”.

Ci, którzy zatwierdzają przepisy dotyczące eutanazji i samobójstwa wspomaganego, stają się zatem współuczestnikami grzechu ciężkiego, który popełnią inni. Są również winni zgorszenia, ponieważ prawa te powodują deformację sumienia, nawet u wiernych

— ogłosił Watykan. Przypomniał, że życie ma w przypadku każdej osoby tę samą godność i tę samą wartość.

Osoba, która dobrowolnie decyduje się na odebranie sobie życia, zrywa swą więź z Bogiem i innymi ludźmi oraz neguje siebie samą jako podmiot moralny. Samobójstwo wspomagane zwiększa ciężar tego czynu, gdyż czyni uczestnikiem własnej rozpaczy drugą osobę

— napisano w liście kongregacji. Jak zaznaczono, wspomagane samobójstwo nie jest autentyczną pomocą dla pacjenta.

Jest to zatem decyzja, która zawsze jest zła: personel medyczny i pozostali pracownicy służby zdrowia – wierni zadaniu służenia zawsze życiu i opiekowania się nim aż do końca – nie mogą oddawać się żadnej praktyce eutanazji nawet na prośbę zainteresowanego, a tym bardziej jego krewnych

— podkreślono.

Według Watykanu społeczeństwo zasługuje na status „cywilizowanego”, jeśli „wytwarza przeciwciała przeciwko kulturze odrzucenia, jeśli uznaje nienaruszalną wartość życia ludzkiego, jeśli solidarność jest aktywnie praktykowana i chroniona jako podstawa współistnienia”.

Kwestia badań prenatalnych
W „Samaritanus bonus” odnotowano także istnienie zjawiska „niekiedy obsesyjnego stosowania diagnozy prenatalnej” oraz „mentalności wrogiej niepełnosprawności”, co często prowadzi do decyzji o aborcji, którą przedstawia się jako „praktykę prewencji”. Watykan uznał, że jest to „umyślne zabójstwo” i jako takie nigdy nie może być dozwolone.

Wykorzystywanie diagnozy prenatalnej dla celów selekcji jest w związku z tym sprzeczne z godnością osoby” i jest „wyrazem mentalności eugenicznej

— stwierdziła Kongregacja Nauki Wiary.

Za „moralny obowiązek” uznała wykluczenie uporczywej terapii.
stanowisko Watykanu
emo
(Łk 7, 36-50)
Jeden z faryzeuszów zaprosił Jezusa do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że gości w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to, faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: "Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co to za jedna i jaka to jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą". Na to Jezus rzekł do niego: "Szymonie, mam ci coś do powiedzenia". On rzekł: "Powiedz, Nauczycielu". "Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który z nich więc będzie go bardziej miłował?" Szymon odpowiedział: "Przypuszczam, że ten, któremu więcej darował". On zaś mu rzekł: "Słusznie osądziłeś". Potem, zwróciwszy się w stronę kobiety, rzekł do Szymona: "Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała mi stopy i otarła je swymi włosami. Nie powitałeś mnie pocałunkiem; a ona, odkąd wszedłem, nie przestała całować stóp moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje". Do niej zaś rzekł: "Odpuszczone są twoje grzechy". Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?" On zaś rzekł do kobiety: "Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju".
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(1 Kor 12, 31 – 13, 13)
Bracia: Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.
Miłość
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
BŁ. MARIA MAGDALENA OD MĘKI PAŃSKIEJ


Urodziła się 5 września 1845 r. w Castellammare di Stabia koło Neapolu w zamożnej i głęboko religijnej rodzinie Francesca i Marii Rosy Starace. Na chrzcie otrzymała imię Konstancja.

Już w dzieciństwie marzyła o życiu kontemplacyjnym. Ponieważ jednak rodzice nie chcieli jej pozwolić na wstąpienie do klasztoru klauzurowego, w 1865 r. została tercjarką Zakonu Sług Maryi, przyjęła imię Maria Magdalena od Męki Pańskiej i nauczała katechizmu w swej rodzinnej miejscowości. W 1867 r. wybuchła epidemia cholery. Aby pomóc ciężko doświadczonej ludności, a zwłaszcza licznym sierotom, założyła Zgromadzenie Sióstr Współczujących Służebnic Maryi.

Przez wiele lat była poddawana bardzo ciężkim próbom fizycznym i duchowym, przeżywała ekstazy, doświadczała stygmatów, a nawet opętania.

Zmarła w Castellammare 13 grudnia 1921 r.; tam została beatyfikowana 15 kwietnia 2007 r.

opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/swieci/b_maria_m_odmeki.html
BŁ. MARIA MAGDALENA ...
Kategoria: Stygmatycy
emo
(Łk 1, 39-56)
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana". Wtedy Maryja rzekła: "Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. święte jest Jego imię, A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją. Okazał moc swego ramienia, rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich. Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych. Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił. Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie. Jak przyobiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki". Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Objawienie Matki Bożej w Quito (1610-1634)
Objawienie Matki Bożej w Quito (1610-1634)
Mariana Francisca de Jesús Torres Berriochoa
Źródła historyczne
Matka Najświętsza objawiła się kilkakrotnie przełożonej sióstr Niepokalanego Poczęcia w Quito (stolica Ekwadoru), M. Mariannie Franciszce de Jesús Torres y Berriochoa (1563–1635). źródła historyczne o tych objawieniach dotarły do nas wnastępujący sposób: z powodu tak niezwykłych wydarzeń kierownik duchowny oraz biskup Quito wymagali od niej w imię posłuszeństwa spisania autobiografii. Tekst ten został aprobowany przez biskupa Piotra de Oviedo, dziesiątego biskupa ordynariusza Quito. Po jej śmierci, kierownik duchowy i spowiednik o. Michał Romero OFM napisał jej biografię. Dokumenty te razem z życiorysami wszystkich innych sióstr założycielek klasztoru w Ekwadorze zachowane są w wielkim tomie pt. El Cuadernon. Na podstawie tego źródła o. Manueal Souza Pereira, prowincjał Ojców Franciszkanów w Quito, napisał w 1790 roku książkę pt. Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka de Quito. (Jej ciało dotrwało do dziś nienaruszone).

Dzieło to przetłumaczyła na język angielski w 1988 r. Marianna Teresa Horvat, która wydała książkę na temat objawień Matki Bożej (Our Lady of Good Success – prophecies for our times, wydawnictwo TIA, Box 23135, Los Angeles CA 90023, USA, I wydanie 1999 r.)

Wizjonerka: Marianna de Jesús Torres
Marianna Franciszka urodziła się w Hiszpanii 1563 roku jako pierwsze dziecko gorliwej katolickiej rodziny. Z powodu jej głębokiej pobożności, została dopuszczona do I Komunii już 8 grudnia 1572, kiedy miała zaledwie 9 lat (Do początku XX wieku dzieci otrzymywały I Komunię dopiero od 12 roku życia, albo nawet później. Św. Pius X zadecydował, aby dopuścić dzieci do pierwszej Komunii od chwili osiągnięcia rozumu, jeśli znają postawy katechizmu, szczególnie dot. przyjęcia sakramentów spowiedzi i Komunii św.). Podczas Komunii Marianna otrzymała łaskę powołania oraz wewnętrzną pewność, że będzie przeznaczona na misje.

W 1577 roku opuściła Hiszpanię razem z ciotką, matką Marią de Jesús Taboada i czterema innymi zakonnicami, aby założyć klasztor w stolicy Ekwadoru. Rozpoczęła tam swe życie zakonne, które płynęło wedle ówczesnych zwyczajów watmosferze surowych umartwień. Matki założycielki były zachwycone „doskonałym przestrzeganiem reguł zakonnych i praktyką cnót” młodej nowicjuszki, inne siostry jednak okazywały zazdrość, prześladowały ją i rozsiewały oszczerstwa. Dwukrotnie zmarła i powróciła do życia. Po śmierci pierwszej przełożonej w 1593 roku, zostaławybrana na przeoryszę. Było to w chwili, kiedy w Quito wybuchła rewolucja, której skutki miały dotknąć również zakony. Właśnie wówczas pewna zakonnica, zwana La Capitana, z pomocą niektórych duchownych zawiązała spisek przeciw przełożonej i razem z innymi siostrami domagała się złagodzenia reguły i zwolnienia od kierownictwa duchowego Ojców Franciszkanów, uważanych za bardzo gorliwych i surowych zakonników.

W tej trudnej sytuacji matka Marianna uciekła się do modlitwy. Wówczas Matka Boża ukazała się jej po raz pierwszy i powiedziała: „Jestem María del Buen Suceso, Królowa nieba i ziemi. Przyszłam, aby pocieszyć twoje udręczone serce! Szatan próbuje zniszczyć to Boże dzieło, posługując się Moimi niewiernymi córkami, lecz nie osiągnie celu, bo Ja jestem Królową zwycięstwa i Matką Dobrego Zdarzenia, i pod tym tytułem pragnę być znana dla zachowania Mego klasztoru i jego mieszkańców”.

Wkrótce po tej wizji wspólnota wybrała nową przełożoną, pod której rządami reguła zakonna została złagodzona; ścisłe milczenie zanikło. S. Marianna próbowała przekonać nową przełożoną o niebezpieczeństwach płynących z takiego postępowania, co ściągnęło na nią gniew pozostałych sióstr. Po raz kolejny dotknęły ją oszczerstwa i kłamstwa, a co gorsza, wikariusz generalny zgodził się na wysłanie jej do więzienia pod zarzutem nieposłuszeństwa. Dobre siostry, które ogromnie cierpiały z powodu tak rażącej niesprawiedliwości, również zostały uwięzione; było ich razem 25.

W ciągu następnych pięciu lat s. Marianna, która trzykrotnie została uwięziona na dłuższy czas, otrzymała wiele szczególnych łask, miała też wizje Matki Bożej, która pokazała jej przyszłość klasztoru oraz Ekwadoru. Kazała też wykonać figurę Matki Bożej Dobrego Zdarzenia i umieścić ją na tronie przełożonej zakonu na znak, że to ona jest Panią klasztoru: „W mojej prawej ręce umieść pastorał oraz klucze jako symbol mojej władzy oraz znak, że klasztor jest moją własnością”.

Na koniec matka przełożona zrozumiała niewłaściwość swojego postępowaniawobec sióstr założycielek, uwolniła je i zrezygnowała ze swego urzędu. Wówczas biskup Quito kazał przeprowadzić przesłuchanie w sprawie oskarżeń przeciwko siostrom. Kiedy okazało się, że został wprowadzony w błąd przez oszczerstwa, kazał aresztować główną odpowiedzialną za zamęt – siostrę La Capitanę. Ta nie przyznała się jednak do winy, odmówiła przyjęcia pokarmu i poczęła bluźnić. Wtedy matka Marianna poprosiła biskupa o pozwolenie na przeniesienie zbuntowanej siostry do infirmerii klasztornej, gdzie sama opiekowała się nią, pomimo że w zamian doświadczała jedynie przekleństw i zniewag. Obawiając się o życie wieczne tej siostry, matka Marianna gorąco prosiła Pana Jezusa o uratowanie jej duszy. Zrozumiała wtedy, że jej prośba będzie wysłuchana, jeśli zgodzi się na przeżywanie duchowo pięciu lat kar piekielnych. Od razu wyraziła na to zgodę, a krótko później La Capitana nawróciła się, odbyła spowiedź generalną i stała się wzorem pokory i pobożności do końca życia. Zmarła rok po śmierci matki Marianny.

Tymczasem m. Marianna musiała wypełnić obietnicę: podczas pięciu lat czuła się jak potępiona i odrzucona przez Boga, którego tak bardzo umiłowała; przeżywała duchowo męki dusz potępionych.

Wizja profanacji Sakramentów świętych
20 stycznia 1610 roku Matka Boża objawiła się jej znowu i powiedziała między innymi: „Wiedz, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku namiętności wybuchną i dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów, bo Szatan prawie całkowicie panował będzie przez masońskie sekty. Aby do tego doprowadzić, skupią się one szczególnie na dzieciach. Biada dzieciom w owych czasach! Trudno będzie przyjąć sakramenty chrztu i bierzmowania. Wykorzystując osoby posiadające władzę, diabeł starać się będzie zniszczyć sakrament spowiedzi (...) To samo będzie z Komunią świętą. Niestety! Jak bardzo zasmuca Mnie, że muszę ci wyjawić tak liczne i okropne świętokradztwa – tak publiczne jak i tajne – popełnione z powodu profanacji Najświętszej Eucharystii! W czasach tych wrogowie Chrystusa, zachęcani przez diabła, często kraść będą z kościołów konsekrowane Hostie, aby bezcześcić Postacie Eucharystyczne. Mój Najświętszy Syn widzi samego siebie rzuconego na ziemię i zdeptanego przez nieczyste nogi”. Dalej mówi Matka Najświętsza o lekceważeniu sakramentu ostatniego namaszczenia, przez co wiele dusz pozbawionych będzie pocieszenia i łask w decydującej chwili śmierci. „Sakrament małżeństwa, symbolizujący związek Chrystusa ze swoim Kościołem, będzie przedmiotem atakówi profanacji w najściślejszym znaczeniu tego słowa. Masoneria, która będzie wówczas sprawować rządy, zaprowadzi niesprawiedliwe prawa mające na celu zniszczenie tego sakramentu, a przez to ułatwi każdemu życie w stanie grzechu, oraz spowoduje wzrost liczby dzieci urodzonych w nielegalnych związkach, nie włączonych do Kościoła. Duch chrześcijański szybko upadnie, drogocenne światłoWiary zgaszone będzie do tego stopnia, że nastąpi prawie całkowite zepsucie obyczajów. Skutki zeświecczonego wychowania będą się nawarstwiać, powodując m. in. niedostatek powołań kapłańskich i zakonnych.

Sakrament kapłaństwa będzie ośmieszany, lżony i wzgardzony. Diabeł prześladować będzie szafarzy Pana w każdy możliwy sposób. Będzie działać z okrutną i subtelną przebiegłością, odwodząc ich od ducha powołania i aby uwodząc wielu. Owi zdeprawowani kapłani, którzy zgorszą chrześcijański lud, wzbudzą nienawiść złych chrześcijan oraz wrogów Rzymskiego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła, którzy zwrócą się przeciwko wszystkim kapłanom. Ten pozorny tryumf Szatana przyniesie ogromne cierpienia dobrym pasterzom Kościoła.

Poza tym, w owych nieszczęśliwych czasach, nastąpi niepohamowany zalewnieczystości, która popychając resztę ludzi do grzechu, pociągnie niezliczone lekkomyślne dusze na wieczne potępienie. Nie będzie można znaleźć niewinności wdzieciach, ani skromności u niewiast. W owych chwilach największej potrzeby Kościoła, ci, którzy mają mówić, będą milczeć!”. Na koniec Matka Boża ponownie nakazała wykonać figury ku Jej czci.

Cudowna figura Matki Bożej del Buen Suceso
Zaraz po tym objawieniu matka Marianna prosiła biskupa Quito, aby jak najprędzej ustosunkował się do próśb Najświętszej Maryi Panny. Po otrzymaniu jego zgody, powierzyła wykonanie artyście Francisco del Castillo, który nie tylko był doświadczonym rzeźbiarzem, ale także człowiekiem wielkiej cnoty połączonej z głęboką pobożnością maryjną. Kiedy praca dobiegła do końca, zadecydował, że będzie musiał pojechać do Europy, aby znaleźć najlepsze farby do malowania twarzy Madonny. Obiecał powrócić do Quito przed 16 stycznia 1611 roku i ukończyć dzieło. Jednak w nocy przed jego przyjazdem twarz figury została w cudowny sposób pomalowana. Kiedy siostry przyszły wcześnie rankiem na jutrznię, kaplicawypełniona była niebieskim światłem, otaczającym posąg. Kiedy artysta przybył następnego ranka do klasztoru, aby ukończyć pracę, zawołał zaskoczony: „Co widzę? Ta wspaniała rzeźba – to nie moje dzieło. To jest dzieło anielskie, bo coś takwspaniałego nie mogłoby być stworzone tu na ziemi przez ręce śmiertelnika. Żaden rzeźbiarz, choćby nie wiadomo jak uzdolniony, nie mógł stworzyć takiej doskonałości i nieziemskiej piękności”. Rzeźbiarz potwierdził pod przysięgą autentyczność cudu. Pod spisanym przez niego oświadczeniem widnieje również podpis biskupa Quito, który wkrótce kazał przygotować się przez nowennę na uroczystą intronizację. 2 lutego 1611 roku poświęcił uroczyście cudowną figurę pod wezwaniem Matki Bożej Dobrego Zdarzenia. Rzeźba wniesiona została w uroczystej procesji na wyższy chór kościoła klasztornego na specjalnie przygotowanym tronie. Co roku przenoszona jestw procesji z chóru do głównego ołtarza podczas nowenny poprzedzającej święto Matki Bożej Dobrego Zdarzenia 2 lutego. W ostatnich latach posąg wystawiany jest dla wiernych także podczas miesiąca maryjnego (tj. w maju) i podczas miesiąca Różańca świętego (w październiku).

Główne objawienie: zgaśnięcie wiecznej lampki i jego znaczenie
Resztę życia matka Marianna spędziła na wewnętrznych i zewnętrznych umartwieniach i ofiarach: chciała stać się ofiarą dla XX wieku, jak o to prosiła ją Matka Najświętsza.

Najważniejsze objawienie siostra Marianna miała o poranku 2 lutego 1634 roku, kiedy to podczas modlitwy przed Najświętszym Sakramentem nagle zgasła paląca się przed ołtarzem wieczna lampka. Kiedy siostra Marianna próbowała ją zapalić ponownie, Matka Boża objawiła się jej i powiedziała:

„Przygotuj twoją duszę, aby coraz więcej oczyszczona mogła wstąpić w pełnię radości twojego Pana. O, gdyby śmiertelnicy, a szczególnie pobożne dusze poznały, czym jest niebo, co to jest posiadanie Boga, jakże inaczej żyłyby i nie odmawiałyby żadnej ofiary, aby Go posiadać.

Zgaśnięcie lampki klasztornej, które zobaczyłaś, ma wiele znaczeń:

Po pierwsze, przy końcu XIX wieku i podczas dużej części wieku XX powstanie zamęt w tym kraju, będącym wtedy wolną republiką. Wtedy cenne światło wiary zgaśnie wduszach z powodu prawie całkowitego zepsucia obyczajów. Podczas tego okresu będą wielkie fizyczne i moralne klęski, publiczne i prywatne. Niewielka grupa ludzi, która zachowa skarb wiary i cnoty, będzie doznawała okrutnych i niewymownych cierpień oraz przedłużonego męczeństwa. Aby wyzwolić ludzi z niewoli tych herezji, ci, których Mój Najświętszy Syn powołał do wykonania odnowy, potrzebują wielkiej siły woli, wytrwałości, odwagi i ufności w Bogu. Nadejdzie taki moment, kiedy wszystko wydawać się będzie stracone, a wszelkie wysiłki – nadaremne; stanie się tak dlatego, by poddać próbie wiarę i ufność sprawiedliwych, nastąpi wtedy szczęśliwy początek całkowitego odrodzenia.

Po drugie, Moje zgromadzenia opustoszeją, zatopione w otchłani oceanu goryczy iwydawać się będzie, że utoną one w tych różnych wodach nieszczęścia. Ileż prawdziwych powołań zostanie straconych przez nieumiejętne formowanie i brak duchowego kierownictwa!

Trzeci powód, dla którego lampka zgasła, to atmosfera tych czasów, przepełniona duchem nieczystości, jak ohydna powódź, która zaleje ulice, place i miejsca publiczne, do tego stopnia, że prawie już nie będzie na świecie dziewiczej duszy.

Czwartą przyczyną jest to, iż po infiltracji we wszystkich warstwach społecznych, masońskie sekty będą z wielką przebiegłością szerzyć swoje błędy w rodzinach, przede wszystkim po to, by zepsuć dzieci. W tych nieszczęśliwych czasach zło uderzy w dziecięcą niewinność, a w ten sposób powołana kapłańskie będą zaprzepaszczone. Jednak i wtedy będą zgromadzenia zakonne, które podtrzymują Kościół, oraz święci kapłani – ukryte i piękne dusze, którzy będą pracować z energią i bezinteresownym zapałem dla zbawienia dusz. Przeciw nim bezbożni będą toczyć okrutną wojnę, obrzucając ich oszczerstwami, obelgami i nękając, próbując zniechęcić do wypełniania ich obowiązków. Lecz oni, jak solidne kolumny, nie poddadzą się i stawią czoło temu wszystkiemu w duchu pokory i ofiary, w którego będą uzbrojeni mocą nieskończonych zasług Mojego Najświętszego Syna, miłującym ich wnajbardziej wewnętrznych głębiach Jego Najświętszego i Najczulszego Serca. Jak bardzo Kościół będzie cierpieć w owej ciemnej nocy! Zabraknie prałata i ojca, który czuwałby z miłością, łagodnością, siłą i przezornością, a wielu utraci ducha Bożego, wystawiając swoją duszę na wielkie niebezpieczeństwo.

Módl się usilnie, wołaj niestrudzenie i płacz nieustannie gorzkimi łzami, w skrytości serca błagając naszego Ojca Niebieskiego, aby z miłości do Eucharystycznego Serca mojego Najświętszego Syna, dla Jego Najdroższej Krwi wylanej z taką hojnością oraz głębokiej goryczy i bólu Jego Męki i śmierci ulitował się nad Swoimi sługami i położył kres tym straszliwym czasom, oraz aby zesłał Kościołowi prałata, który odnowi ducha jego kapłanów.

Tego ukochanego syna, którego Mój Boski Syn i Ja otoczymy szczególną miłością i napełnimy wieloma łaskami: pokory serca, poddania się Bożym natchnieniom, siły, aby mógł bronić praw Kościoła. Damy mu czułe i współczujące serce, którym ogarnie jakby drugi Chrystus wielkich i maluczkich, nie gardząc najbardziej nieszczęśliwymi, którzy będą prosić go o światło i radę w ich zwątpieniach i trudnościach. W jego ręce złożone będą wymiary, by wszystko czynione było zgodnie z wagą i miarą, ku chwale Bożej.

Przed przybyciem tego prałata i ojca, wiele serc osób poświęconych Bogu w stanie kapłańskim i zakonnym wpadnie w oziębłość (...) Popełnione zostaną wszystkie rodzaje zbrodni pociągając za sobą wszelki rodzaj kary: zaraza, głód, konflikty społeczne wewnętrzne i zewnętrzne, apostazja, to wszystko przyczyni się do zatraty licznych dusz. Aby rozproszyć te czarne chmury, przeszkadzające Kościołowi cieszyć się jasnym dniem wolności, wybuchnie straszliwa wojna, w której popłynie krewswoich i obcych, kapłanów i zakonników. Noc ta będzie straszna do tego stopnia, że ludzie będą myśleć, iż zło zatryumfowało.

Wtedy wybije Moja godzina: zdetronizuję pysznego, przeklętego szatana, zetrę go pod moimi stopami i zrzucę w przepaść piekielną. W ten sposób Kościół oraz ten kraj uwolniony zostanie na końcu od jego okrutnej tyranii.

Piąty powód, dla którego zgasła lampa w klasztorze jest taki, że wpływowe osoby z obojętnością patrzeć będą na uciskany Kościół, prześladowaną cnotę i tryumfującego szatana, nie używając zgodnie z wolą Boga swoich wpływów w celu walki ze złem lub odnowy wiary. I tak ludzie będą stopniowo obojętnieć na żądania Boga, zaakceptują ducha zła i pozwolą się zmieść wszelkim rodzajom występku i grzechu.

Moja droga córko, gdyby przyszło ci żyć w tych okropnych czasach, umarłabyś z bólu widząc, że dokonuje się to, co ci objawiłam. Jednak miłość Mojego Najświętszego Syna i Moja do tej ziemi jest tak wielka, iż chcemy, aby od tej chwili twoje ofiary i dobre uczynki przyczyniły się do skrócenia czasu trwania tej strasznej katastrofy”.

Objawienie Najświętszego Serca Pana Jezusa o kryzysie w Kościele
W ostatnich dziesięciu miesiącach życia matki Marianny, która coraz częściej chorowała i cierpiała, Matka Boża objawiła się jej jeszcze kilkakrotnie. Matka Marianna była wzorem dla całej wspólnoty, ofiarowała wszystkie swoje udręki za Kościół, szczególnie w XX wieku. Pewnego dnia otrzymała łaskę wizji Najświętszego Serca Pana Jezusa, otoczonego małymi, przeszywającymi cierniami, które raniły Je okrutnie. Pan Jezus wytłumaczył jej ich znaczenie: „Rozumiej, że one [ciernie] oznaczają ciężkie i powszednie grzechy moich kapłanów i zakonników, których wyzwalam od świata i wprowadzam do klasztorów. To ich niewdzięczność i obojętność tak okrutnie rani Moje Serce.

Nadchodzą czasy, gdy [Moja] nauka będzie powszechnie znana uczonym i nieuczonym. Będzie się pisać wiele książek na tematy religijne, lecz praktykować te nauki i cnoty będzie niewiele dusz, święci będą rzadkością. Dlatego moi kapłani i zakonnicy popadną w zupełną obojętność. Ich oziębłość zgasi ogień Bożej miłości, wten sposób ranią Moje Miłujące Serce tymi małymi cierniami, które widzisz. ...

Wiedz także, że Boska Sprawiedliwość ześle straszne kary na całe narody, nie tylko za grzechy ludzi, ale także szczególnie za grzechy kapłanów i osób zakonnych – gdyż ci ostatni powołani są, przez doskonałość swego stanu, aby stali się solą ziemi, mistrzami prawdy, powstrzymującymi Boży gniew. Porzucając swą powierzoną przez Boga misję, poniżają siebie do tego stopnia, że w oczach Boga powiększają oni jeszcze surowość kar”.

Ostatnie objawienie Matki Bożej Dobrego Zdarzenia
Po raz ostatni Matka Boża objawiła się m. Marianie 8 grudnia 1634 roku, zapowiadając jej bliską śmierć. Ponownie z naciskiem mówiła o tym, jak ważne są spowiedź i Komunia święta, a także o ciężkiej odpowiedzialności kapłanów. Przepowiedziała różne wydarzenia, które mają mieć miejsce w XIX wieku. Mówiła również o roli klasztorów, w których zachowuje się czystość i umartwienie: „Oczyszczą one atmosferę skażoną przez tych, którzy oddają się najbardziej ohydnym grzechom i namiętnościom”. Na prośbę m. Marianny, aby jej imię pozostało nieznane, Matka Boża odpowiedziała, że dopiero po trzech stuleciach tajemniczego milczenia objawienia te oraz jej imię zostaną ponownie odkryte. Na koniec ostrzegała, że nabożeństwo do Niej „będzie zwłaszcza w XX wieku owocować cudownie w sferze duchowej i doczesnej, ponieważ jest wolą Boga, aby zachować ten Mój tytuł oraz twoje życie dla owego wieku, kiedy zepsucie obyczajów będzie prawie powszechne, a cenne światło wiary niemal zgaśnie”.

16 stycznia 1635 matka Marianna zmarła po przyjęciu ostatnich sakramentów.W 1906 r., podczas remontu klasztoru, została otwarta trumna, w której znaleziono jej nienaruszone ciało.

Źródło: znalezione w necie...

O kościele w Quito, w którym miało miejsce objawienia Matki Bożej Dobrego Zdarzenia czytaj też na stronie: www.ourladyofgoodsuccess.com

O objawieniu w Quito mówi też książka: Tajemnice napomnienia i triumf Dwóch Serc - Jezusa i Maryi - Kelly Bowring str. 17-20 (książka posiada imprimatur arcybiskupa i nihil obstat ojca prowincjała)

Poniżej dodatkowe informacje ze źródła:wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/04/25/bl-marianna-wizja-profanacji-sakramentow-swietych-glowne-objawienie-o-zgasnieciu-wiecznej-lampki-oraz-objawienie-najswietszego-serca-pana-jezusa-o-kryzysie-w-kosciele/

O kościele w Quito, w którym miało miejsce objawienia Matki Bożej Dobrego Zdarzenia czytaj też na stronie www.ourladyofgoodsuccess.com, gdzie znajduje się m.in. sporo dużych zdjęć świątyni i innych ciekawych materiałów (strona w języku angielskim).
Za: forumdlazycia.wordpress.com


www.skape.parafia.info.pl/?p=main&what=49
s. Marianna de Jesús ...
emo
pl.wikipedia.org/wiki/Marianna_Franciszka_de_Jes%C3%BAs_Torres_y_Berriochoa

Siostra Marianna Franciszka pełniła swoją posługę aż do śmierci 16 stycznia 1635. W 1906 roku, podczas remontu klasztoru, została otwarta trumna, w której znaleziono jej nienaruszone ciało.
s. Marianna de Jesús ...
emo s. Marianna de Jesús ...
emo
Cudowny żywot Matki Marianny de Jesús Torres, hiszpańskiej zakonnicy i jednej z założycielek Królewskiego Klasztoru Niepokalanego Poczęcia w mieście św. Franciszka.





W czwartej części nauczań ks. Piotra Glasa, wygłoszonych w marcu 2016 r. podczas rekolekcji na Jasnej Górze w Częstochowie, przywołuje on treść objawień Matki Bożej, które miały miejsce w Quito, stolicy Ekwadoru. Maryja objawiała się hiszpańskiej zakonnicy, Marianie. Choć działo się to na przełomie XVI i XVII wieku, Maryja omawiała problemy czasów ostatecznych: XX i XXI wieku. 20 stycznia 1610 roku Matka Boża powiedziała między innymi: „Wiedz, że od końca XIX, a szczególnie w XX wieku namiętności wybuchną i dojdzie do zupełnego zepsucia obyczajów, bo Szatan prawie całkowicie panował będzie przez masońskie sekty. Aby do tego doprowadzić, skupią się one szczególnie na dzieciach. Biada dzieciom w owych czasach! (…)"



Read more: www.pch24.pl/piec-lat-w-piekle--wyjatkowe-doswiadczenia-marianny-de-torres,14406,i.html#ixzz6V2ycQhRD
s. Marianna de Jesús ...
emo
EZECHIELOWE TAU
Badając różne teksty Starego Testamentu i zwracając uwagę na tekst Ezechiela (9, 4), można zauważyć wiele różnych interpretacji. I tak fragment „.. .nakreśl ten znak TAW.. . „ jest tłumaczony na takie sposoby: "...naznacz thau...”; „...naznacz X.: . „ ; „ . . . oznacz krzyżem.. . „ ; „ . . . i uczyń znak . . , " .
Widoczne więc są duże rozbieżności co do sposobu tłumaczenia tego tekstu. Biorą się one stąd, że dzisiejsza litera hebrajska Taw (Tau) w kwadratowym alfabecie ma swoje słowne znaczenie "znak". Okazuje się jednak, że użyta litera alfabetu u Ezechiela jest bardziej pierwotna i jest w postaci "x" lub "+".
Dowodzą tego:

- Listy Lachisha z ok. 590 roku, które napisane zostały w alfabecie fenicko-hebrajskim z czasu z przed wygnania, a więc z czasu, kiedy swą działalność profetyczną w Babilonii prowadził Ezechiel - bezpośrednio przed i po upadku Jerozolimy (593-571) ;
- monety z okresu przed i po Chrystusie ;
- wypowiedź św. Hieronima (+420), który stwierdza, iż antyczna hebrajska Tau była w kształcie krzyża .

Hieronim coś wiedział o historii rozwoju starego znaku krzyża Tau do nowszego kwadratowego znaku hebrajskiego alfabetu. Da się to odczuć w jego komentarzu do Ezechiela, gdzie potwierdza słuszność późniejszego chrześcijańskiego znaczenia treści Ezechielowego Tau, jako znaku krzyża wyciśniętego na czole, wyraźnie wskazując na starą formę pisania litery współczesnej mu rabinistycznej symboliki.
Potwierdza to potem św. Beda, gdy spostrzega: "Chcę abyście wiedzieli, że ponieważ u Samarytan litera Tau posiada podobieństwo do krzyża, jakkolwiek u Hebrajczyków została zmieniona. Przeto przez Tau, które rozumie się jako znak, rozpoznawani są ci, którzy noszą znak krzyża na czole i w sercu oraz przez wiarę, wierzą w mękę Chrystusa i mogą być zbawieni" . Septuaginta więc tłumaczy ten tekst opisująco, używając tylko słowa "semeion". Hieronim natomiast wyraża to dokładniej, dodając Tau, być może sugerując się Orygenesem, który to, za Akwilą Teodocjuszem stwierdza, że lepiej Taw nie tłumaczyć, a pozostawić takim jakie jest .
Tak pozostawione, oryginalne Tau dotarło do chrześcijan, choć już w między czasie nabrało ono znaczenia i interpretacji semickiej i greckiej.
Można tu jeszcze postawić pytanie, czy Ezechiel znał krzyżowanie jako wyrok skazujący. Otóż mógł znać, bowiem fragment Księgi Pwt 21,22n interpretowano jeszcze przed powstaniem chrześcijaństwa w odniesieniu do wykonania wyroku śmierci przez ukrzyżowanie . Trzeba jednak powiedzieć, że nie mógł Prorok utożsamiać krzyża śmiercionośnego z Tau. Nadał mu znaczenie paschalne, ale tego, że drzewo śmierci nabierze zbawiennego znaczenia nie musiał się spodziewać, podobnie jak nie spodziewali się tego nawet sami Apostołowie.

GRECKIE TAU


Od pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem zaczęto używać pisma spółgłoskowo-samogłoskowego, wywodzącego się z fenickiego pisma alfabetycznego - pisma greckiego. Od niego pochodzi pismo łacińskie i cyrylica. W piśmie fenickim litera t, znajduje się na 22 miejscu, ale nie jest to ostatnia litera alfabetu jak w alfabecie hebrajskim, choć jej graficzny wygląd jest identyczny, tzn. "x" lub "+". Ta litera ma też swa wartość liczbowa 400. Natomiast grecka litera Tau, ma wygląd dużej litery T, a jej wartość liczbowa wynosi 300. Występuje ona również na 22 miejscu i też nie jest ostatnią literą alfabetu.

Grecy dokonują zamiany graficznej biblijnego Tau z formy "x" na T. W konsekwencji tego przestawienia znak ten nabiera nowych wartości interpretacyjnych, chociażby nawet związanych z jej wartością liczbową, czy formą budowy. Co do formy, to składa się ona z: "kreski poziomej (cheraia), wzniesionej na kresce linii prostopadłej, pionowej (iota)"

1. Już dla pogańskich Greków Tau przywoływała obraz krzyża, jako instrument kary.
Jest więc uosobieniem życia i haniebnej śmierci niewolników - symbolem grzesznego końca życia.
Można na to znaleźć przykład w krótkim dziełku Lucjana z Samosaty (+200) "Procesy Liter".

Jest to krótkie opowiadanie powstałe pod wpływem ewolucji mowy, gdzie litera Tau w procesie sądowym za narzucanie się ukarana jest wyrokiem jaki sama reprezentuje przez swój widzialny znak, bo - mówi Lucjan - tyrani zapożyczyli od litery Tau formę drzewa, na którym krzyżowali skazanych na śmierć.

Ale poza tym drastycznym kojarzeniem litery Tau Grecy znają jeszcze inne. Otóż wzrokowo ta litera przedstawiała maszt statku z poprzeczną reją.
Kreska pionowa (iota) to maszt, natomist reja to keraja, kreska pozioma. Poeta Auzoniusz (+395) z Bordeaux określił tak Tau: "Jak maszt nosi swoją reję, tak ja w ten sposób jestem Tau". Nie będzie więc dziwić rozprzestrzenianie się całej tej "żeglarskiej" egzegezy Tau.
Ta egzegeza dotyka formy wizualnej litery, ale chlubi się także z niespodzianek literackich, jakie niesie ze sobą. Jest ona bogata w odwoływanie się do "Odysei", w której to widzimy Ulissesa przywiązanego do masztu statku. W tym wypadku krzyż jest utożsamiany przez żeglarzy i rybaków z "ostatnią deską ratunku", tak jak maszt w czasie sztormu. Ten temat "żeglarski" nie został zapomniany nawet kiedy grekę zastosowano na zachodzie.

Raban Maur (+856) śpiewał jeszcze pochwały krzyża, wykorzystując te same obrazy. W rzędzie obrazów znanych od Minucjusza Feliksa spostrzega się tajemnicę krzyża: w przecinających się czterech kierunkach niebieskich, w locie ptaka, w postaci płynącego człowieka, w statku z jego masztem i w literze tau, spostrzega on wyraźnie wyciśnięty znak tajemnicy krzyża. Jak już wcześniej wspomniano litera Tau ma swoje znaczenie liczbowe.

Jako liczba 300 może podlegać pitagorejskim spekulacjom liczbowym wskazując na magię liczbową i w ten sposób wyrażać niezwykłe, głębokie myśli. 300 jest złożone z 3 x 100, a 100 to jest 10 x 10, zaś 10 jest liczbą doskonałą. W tym jednak momencie magia literowa mogła zetknąć się z talmudycznym tłumaczeniem Tau jako końca i wypełnienia (wykonania i spełnienia) Prawa.

Na tej podstawie Chromacjusz z Akwilei (+407), przyjaciel Hieronima i Rufina, pisze: "w jocie i kresce Prawa można dostrzec misterium krzyża, ponieważ litera i cecha, która ją przewyższa, tworzą obraz tego krzyża, który zapowiedziany przez prawo i Proroków nie zmieni się, nie przeminie nigdy". Tau - 300, a w tym śmierć i życie razem, koniec i wypełnienie znaku krzyża. Późno judaistyczna alegoryzacja liter dokonała się tylko na podstawie greckich zrozumiałych spekulacji liczbowych, całkiem właściwych i z tego utworzyli własny system talmudycznej gematrii. Sedno tego skomplikowanego rozumienia liter, słów Pisma Świętego tkwi w tym, że przedstawia się pewne słowa biblijne w ich greckim znaczeniu lub na odwrót, że tłumaczy się lub interpretuje biblijne dane w sensie słownym tak, aby odkryć tajemnice ukryte w znakach literowych.
Można więc stwierdzić, że Tau była dla ludzi o grecko-rzymskiej kulturze znakiem:
- haniebnej śmierci,
- symbolem śmierci i życia,
- symbolem ratunku.

SEMICKIE TAU


Żydzi posiadając alfabet stopniowo opracowywali odpowiednie objaśnienia dla każdej litery. Miały one wiele różnych znaczeń słownych i symbolicznych, w zależności od potrzeb.
I tak w piśmie starosynajskim litera Tau od niepamiętnych czasów posiada(a znaczenie "znaku sądu" . Natomiast Talmud mówi, że Bóg stworzył świat począwszy od 22 liter, gdzie "x" była to ostatnia litera alfabetu i dlatego uważa się ją za symbol końca i symbol zamknięcia .
Litera ta mogła nabrać specyficznego znaczenia dla Izraelitów już podczas niewoli egipskiej, gdzie była używana w nieco odmiennej formie; którą zwą "ankiem", krzyżem kluczowym, który w alfabecie hieroglifowym oznaczał "życie". Podobnie bowiem wyglądał klucz, za pomocą którego otwierano śluzy Nilu . Przez Egipcjan stosowany był, także jako pieczęć. W pouczeniach Amen-em-ope można wyczytać: "Nie mów: nie mam grzechu i nie wysilaj się, by szukać sporu. Grzech dotyka boga, opieczętowany jest jego palcem..." . "Można tu wspomnieć stelle Samsi-Adada V (824-810), Assurbanipala II (883-859), Salmanassara III (858-824) na których widnieją symbole krzyża" .
Potwierdzeniem tego może być fakt znaczenia odrzwi domów przez Izraelitów.

Był więc ten znak czytelny tak dla duchownych, jak i świeckich . Problem dotyczący tajemnicy Tau chciał rozwiązać już Orygenes. Z tego powodu przeprowadził wywiad: "kiedy wypytywaliśmy Hebrajczyków, czy na podstawie ojcowskiej tradycji mogliby podać nam informacje o literze Tau, oto co usłyszeliśmy.
Jeden powiedział, że litera Tau zajmuje ostatnie miejsce wśród 22 liter w kolejności w jakiej zostały ułożone. Ostatni zatem znak przyjęty został dla oznaczenia doskonałości tych, którzy jako cnotliwi płaczą i boleją nad grzechami ludu i współczują sprzeniewierzonym.
Drugi mówił, że litera Tau jest symbolem tych, którzy zachowali prawo, jako że u Hebrajczyków prawo nazywa się Torą, a ponieważ pierwszą literą tego słowa jest Tau, więc oznacza ona tych, którzy żyją według tego prawa zbawczego .
Trzeci natomiast, należący do tych, którzy zawierzyli Chrystusowi twierdził, że według starej pisowni litera Tau przypomina swym kształtem krzyż i jest zapowiedzią tego znaku, który chrześcijanie kreślą na czole i który czynią wszyscy wierni, gdy przystępują do jakiejkolwiek pracy, zwłaszcza zaś zaczynając modły lub lekturę Pism Świętych" .
To co stwierdził ten ostatni należący do judeochrześcijan potwierdza pismo przypisywane Barnabie. Tak przedstawiałaby się, w skróconej formie, różnorodność interpretacji litery Tau, jest ona:

1/ w piśmie starosynajskim:
- znakiem sądu,
- pieczęcią,
- znakiem uwiarygodnienia,
2/ u (talmudystów?):
- symbolem końca,
-symbolem doskonałości,
-znakiem zachowywania Tory.



SENS ZNAKU TAU W NAWIĄZANIU DO HISTORII.


Zadaniem męża w lnianych szatach były dwie czynności: "rozpoznać" i "oznaczyć" (opieczętować) (Ez 9,3-4).
Rozpoznać:
Oto ten człowiek wysłany przez Jahwe ze swego tronu na sąd zbawienia, ma przejść przez cale miasto Jeruzalem i rozpoznać sprawiedliwego i grzesznika, aby kara nie dotknęła jednakowo jednego jak i drugiego.
Właśnie ten sens odpowiedzialności indywidualnej i zbiorowej, który stawia znak zapytania począwszy od Księgi Rodzaju przez usta Abrahama (Rdz 18,23), wyjaśnia się poprzez proroków Jeremiasza i Ezechiela w sposób szczególny.

BIBLIJNA PIECZĘĆ


Fakt pieczętowania jest bardzo znany tak w Biblii, jak i w życiu. Od najdawniejszych czasów używano pieczęci jako podpisu i symbolu dane j osoby (zob. Rdz 38 , 18 ) i jej władzy ( zob. Rdz 41, 42; 1 Mch 6, 15).
Materia i znak (odcisk) były bardzo różne. Na ogół w Izraelu pieczęć znajdowała się w pierścieniu lub wieszano sobie ją na szyi. Nikt by się jej nie pozbył bez poważnej przyczyny (por. Jr 22,24). Jej użycie odpowiada podwójnej funkcji: zalakować, aby zamknąć tajemnicę, zaświadczyć, potwierdzić, umacniając świadectwo posiadacza.

Pieczętuje się kamień, aby uczynić go nienaruszalnym (Dn 6,17),
kamień przy grobie (Mt 27, 60), otchłań, gdzie wrzuca się szatana (Ap 20,3),
tekst przymierza (Ne 9,38; 10,1),
wyrok królewski (Est 3,10; 8,2-8; por. 1 Krl 21,.
Fakt pieczętowania zawsze wskazuje na przynależność lub posiadanie (Pwt 32,34).
Zwój opieczętowany może być przeczytany jedynie przez tego, kto ma prawo otworzyć jego pieczęcie (Iz 29,11).
Źródło, ogród, pomieszczenie opieczętowane wzbraniają wstępu osobie obcej (Pnp 4, 12; Dn 14, 10).



Sam człowiek robi sobie tatuaże, aby uzewnętrznić swoją przynależność do bóstwa - ktoś powie: "Ja należę do Jahwe", inny będzie nosił na piersi imię Jakuba. Ktoś napisze na ręku: "należący do Jahwe i będzie nazywał się Izrael" (Iz 44,5).
Nie możemy nie zacytować na tym miejscu owego pięknego tekstu, w którym Izajasz mówi o tym zwyczaju, aby wyrazić wybór i wielką miłość Boga do swego ludu: "Patrz, oto wyryłem cię na obu dłoniach" (Iz 49,16).
Dzięki wielkiej wadze, jaką posiadała pieczęć w codziennym życiu, z biegiem czasu stała się ona symbolem i nabrała znaczenia teologicznego w sposób dwuwymiarowy: zalakowanie i poświadczenie, które daje początek nowemu pojęciu: "pieczętować w Duchu".

Pierwszy wymiar pieczętowania znajduje się przede wszystkim w apokalipsach. Przechowuje się zapieczętowane wizje (Dn 8, 26; 12, 4. 9; Ap 10, 4), z wyjątkiem Ap 20, 10, gdzie czas jest krótki i nic nie zdoła odwrócić wydarzeń, które mają nastąpić (zob. też Iz 29,11; 8,16).
W Dn 9, 24 pieczęć nabiera innego znaczenia. Opieczętowano nieprawości i nikt ich już nie odnajdzie. Jest to jakby tajemnica sakramentalna Boga, który przebaczył. W drugim wymiarze - jako poświadczenie - znajdujemy pieczęć w przeróżnych tekstach biblijnych: Przymierze z Abrahamem pieczętuje ciało poprzez obrzezanie. Przymierze na Synaju opieczętowane jest krwią. Obecność i ucisk oblubieńca są znakiem opieczętowanej miłości (Pnp 8,6).
Pieczęć może czasem stać się pamiątką. W tym celu kapłan nosi na swych szatach imiona dwunastu synów Izraela, których reprezentuje wobec Boga (Wj 28, 11. 21. 30. 36).

Na koniec wymienimy te teksty, w których chodzi o pieczęć eschatologiczną, która znaczy i ochrania wybranych na sądzie czasów ostatecznych. Jest to pieczęć albo znak zwycięstwa na sądzie.

Do tego rodzaju tekstów należą te, które już wyżej wymieniliśmy jako odnoszące się do wspólnego tematu:
Wj 12, noc paschalna, w której krew jest pieczęcią zbawienia.
Ez 9,4, w którym Tau na czole jest znakiem zbawienia. Ap 7, 2, tekst wyraźnie natchniony w oparciu o Ez 9, gdzie wszyscy naznaczeni "pieczęcią Boga żyjącego" na czole, zostają zbawieni.

Fakty pieczętowania wybranych zawsze uprzedzają karę lub pojawienie się udręk apokaliptycznych.

W oparciu o to, cośmy powiedzieli wyżej, wiemy, że "pieczęć Boga" oznacza Jego panowanie i jest potwierdzeniem Jego uznania i Jego protekcji. Usprawiedliwieni już nie należą do samych siebie ani do grzechu, mogą spokojnie stanąć na sądzie, gdyż zostali utwierdzeni w wierze, otrzymali z ręki Boga, poprzez swego posłańca, zapewnienie zbawienia.
W Apokalipsie mamy również wzmiankę o pieczęci Bestii (Ap 14, 9; 13, 16; 16, 2; 19, 20; 20, 4). Bestia stawia pieczęć za pomocą fałszywego i nagradzającego omamienia. Bóg stawia pieczęć w pokoju i wolności wiecznego wyboru.

TAU I CHRZEŚCIJAŃSKI ZNAK KRZYŻA


Dużo problemów sprawia odczytanie chrześcijańskiego sensu konkretnego tekstu ze Starego Testamentu bez odwołania się do innych tekstów i bez popadnięcia w jakąś formę alegorii. Kierujemy się radą Pierre'a Grelot zwracając uwagę na obecność tajemnicy Chrystusa i na ogólną formę ukazania jej i ogłoszenia w Starym Testamencie. U Ez 9 stajemy w momencie sądu. Cała pierwsza część dzieła oddycha tym tematem: najazd najpotężniejszego wroga na Jeruzalem, który zabija i niszczy - po klęsce nastąpi smutna deportacja. Jest to tragiczna rzeczywistość, którą prorok ogłasza. Z punktu widzenia doświadczenia religijnego, rozumie się, że nie jest to tylko jakaś groźba polityczna, lecz pouczająca kara, za zatwardziałość serc w niewierności. Izraelici odeszli od swego Boga, czynili zło i niesprawiedliwość swoim bliźnim, lecz Pan historii powstaje, a Jego głos biegnie szybko poprzez wydarzenia .

Kara nie miała być i nie była całkowitą zagładą. Miłosierdzie Boże pozostawia Resztę, która oczyszczona przez doświadczenie stanowi lud pokorny i biedny, Resztę, z którą po powrocie z wygnania Bóg odnawia swoje przymierze. Jeżeli pozostaje Reszta, to dlatego, iż Bóg nie zerwał swego przymierza. Antytypem "Reszty" w Nowym Testamencie jest Kościół Chrystusowy (por. Rz 11) .

"Sąd posiada wspólne dramatyczne tło, usytuowane w dokładnych wymiarach. Rozumiany w ten sposób, jest czynnością stałą, która ogarnia całą ludzką historię, gdy urzeczywistnia się w jakichś konkretnych wydarzeniach, wtedy ludzkość (a nie tylko lud Boży) doświadcza tego na sobie. Z tej perspektywy wszystkie negatywne aspekty historyczne stanowią praktyczne doświadczenie tegoż sądu Bożego. Jednak ten sąd wykona się w pełni dopiero na końcu historii, w czasach ostatecznych, jako obowiązkowe preludium do eschatologicznego zbawienia”. ·W naszych czasach ten sąd jest ciągle aktualny. Wobec dramatycznych sytuacji, które dotykają nasz świat, naukowiec szuka wyjaśnień w nauce; socjolog w życiu ludzi i w ewolucji; historyk, bada wydarzenia i ich możliwe przyczyny... Tylko prorok i człowiek wierzący może popatrzeć dalej. To ludzki grzech stał się przyczyną tej ruiny, której tylko miłosierdzie Boże może postawić kres. Szczery powrót do Niego jest pewną drogą do odnowy. Doświadczenie (próba) nadaje sens tej mądrości, która przekracza to co bezpośrednie .

Tak, jak krzyż jest dla chrześcijan symbolem sądu (co prawda nie ostatecznego i definitywnego) dokonanego przez Chrystusa nad światem, przez pokonanie zła, śmierci, tak treść Ezechielowego Tau jest równoznaczna z krzyżem Chrystusa.
W ten sposób istnieje pewna linia, która ł2czy wszystkie dzieje w Historii Zbawienia jako wspólne tło, sprawiając, że jeden fakt staje się figurą drugiego. Jeżeli Ez opiera się na Wj 12, aby zredagować rozdział dziewiąty, to autor Apokalipsy, czyni to samo na podstawie Ez 9, aby napisać swój rozdział 7,4 101.

"Historyczna misja proroków zapowiada historyczną misję Jezusa, która się przedłuży w Kościele... Cierpienia sprawiedliwych i posłańców Bożych ze Starego Testamentu zapowiadają mękę i krzyż Jezusa, które się przedłużą w prześladowaniu i cierpieniach chrześcijan:.. Bardziej niż o prefiguracji należałoby mówić o uprzednim uczestnictwie w Tajemnicy Chrystusa”, „Trwajcież w karności. Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi" (por. Hbr 12,7).
W każdym momencie historycznego sądu, czy to w Starym Testamencie, czy to w Nowym, jest obecna w sposób globalny, Tajemnica Chrystusa. Ona jest świadkiem historii, dlatego nie chodzi tu o karę definitywną, całkowitą, ale o prośbę dla naszej poprawy .

Zwracając jeszcze uwagę na postać Tajemniczego Pośrednika, ubranego w lniane szaty, który pojawia się jako wysłannik Boga, aby rozeznać, opieczętować i ratować, to możemy stwierdzić, że jest On rabinem i równocześnie kapłanem. Ma w swoim ręku pieczęć zbawienia, otrzymał władzę, by postawić pieczęć Boga na czole każdego z wiernych.
Ten człowiek nosi w sobie tajemnicę. Jest jakby szkicem, który nabierze swoich kształtów w Jezusie Pośredniku Nowego Przymierza, w Jezusie posłanym z mocą przez Ojca, do którego należy sąd i zwycięstwo.
www.fzs.kapucyni.krakow.pl/up_tau.htm
Znak TAW TAU
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(Ez 9,1-7;10,18-22)
Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: "Zbliżcie się, straże miasta, każdy z niszczycielską bronią w ręku!" I oto przybyło sześciu mężów drogą od górnej bramy, położonej po stronie północy, każdy z własną niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż, odziany w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali się przed ołtarzem z brązu. A chwała Boga Izraela uniosła się znad cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie, zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u boku, Pan rzekł do niego: "Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy, i nakreśl ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi". Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: "Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! Starców, młodzieńców, panny, niemowlęta i kobiety wybijcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni!" I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: "Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!" Wyszli oni i zabijali w mieście. A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc, uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w wejściu do wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga Izraela spoczywała nad nimi, u góry. Była to ta sama Istota żyjąca, którą oglądałem pod Bogiem Izraela nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to cheruby. Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych twarzy, które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed siebie.


www.fzs.kapucyni.krakow.pl/up_tau.htm
Znak TAW TAU
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(Dn 7,9-10.13-14)
Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
Prawdopodobnie miał Stygmaty.

(2 Kor 4, 7-15)
Bracia: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiało się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa stało się widoczne w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was życie. Cieszę się przeto owym duchem wiary, wedle którego napisano : „Uwierzyłem, dlatego przemówiłem”, my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu.
Św. Paweł z Tarsu
Kategoria: Stygmatycy
emo
(Mt 8,5-17)
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go . Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! - a idzie; drugiemu: Chodź tu! - a przychodzi; a słudze: Zrób to! - a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów . Do setnika zaś Jezus rzekł: Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie. Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Wstała i usługiwała Mu. Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(Mk 12, 35-37)
Jezus, nauczając w świątyni, zapytał: "Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest synem Dawida? Wszak sam Dawid mówi mocą Ducha Świętego: „Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę Twoich nieprzyjaciół pod stopy Twoje”. Sam Dawid nazywa Go Panem, jakże więc jest tylko jego synem?" A liczny tłum chętnie Go słuchał.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(J 17,20-26)
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(J 17,1-11a)
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał. Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie”.
dla Świadków Jehowy
Kategoria: Cytaty z Biblii
emo
(J 16,23b-28)
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.
A o cokolwiek prosić ...
Kategoria: Cytaty z Biblii
COM_KUNENA_MORE
Wygenerowano w 7.73 sekundy