Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

100% dowód na istnienie Boga
(1 przeglądających) (1) Gość

TEMAT: 100% dowód na istnienie Boga

Odp: 100% dowód na istnienie Boga 4 lata, 3 mies. temu #3718

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1224
  • Oklaski: 8
wiara.us/cuda_w_cudach

CUDOWNE WIZERUNKI I ZNAKI:



Raz jeszcze o cudownym płótnie z Manoppello.

Piotr wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na głowie Jezusa, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu” (Ewangelia Jana 20)

W ostatnim numerze naszego dwutygodnika zamieściliśmy artykuł zatytułowany: „Twarz Boga”. Artykuł ten opisywał krótką historię tajemniczego płótna z cudownym wizerunkiem świętej twarzy Boga Jezusa Chrystusa, relikwii utożsamianej przez badaczy z tzw. Chustą Św. Weroniki ( jak przyjmują znów niektórzy, imię Weronika pochodzi od łacińsko-greckiej zbitki: „vera eikon” – „prawdziwy obraz”- i jest to jedynie określenie „prawdziwego” Całunu z grobu Jezusa). Wizerunek ten od 500 lat znajduje w miejscowości Manoppello we Włoszech. Wnikliwe badania naukowe za pomocą wielu metod z uwzględnieniem tzw. suprapozycji komputerowych, niezaprzeczalnie potwierdzają autentyczność tego wizerunku i jego niezaprzeczalnie wspólne cechy z innym wizerunkiem postaci Jezusa z Całunu Turyńskiego z, których pierwszy stanowi jakby diapozytyw obrazu, a drugi negatyw, oraz z Chustą Twarzową Jezusa Chrystusa przetrzymywaną w Oviedo w Hiszpanii, a posiadającą udokumentowaną historię aż do czasów Jezusa z Nazaretu.

O wspólnych cechach Chusty św. Weroniki z Całunem świadczy zgodność wszystkich proporcji, a nawet ran, co do milimetra. Jak informują naukowcy wizerunek ten (Chusta Św. Weroniki) nie został namalowany ludzką ręką. Nauka, z całą doskonałą technologią staje tu bezradna i nie jest w stanie wyjaśnić, w jaki sposób mogły powstać te wizerunki. Dodatkowe badania naukowe za pomocą podczerwieni, promieni ultrafioletowych i skanera satelitarnego przyniosły również dodatkowe rewelacje wskazując, że na płótnie tym, tak jak i na płótnie z wizerunkiem Matki Bożej z Guadalupe, czy Całunu Turyńskiego, nie ma żadnych śladów farby. Wyniki ekspertyz profesora Donato Vittore z uniwersytetu w Bari oraz profesora Giulio Fanti z uniwersytetu w Padwie po przeprowadzeniu gruntownych badań wykazały brak jakiegokolwiek pigmentu na wizerunku.

Odkryli oni natomiast częściowo przypalone włókna w rejonie źrenic, będące jakby efektem wysokiej temperatury (mogącej wypływać z oczu), która przepaliła nici w tych punktach. Kiedy na Chustę patrzy parę osób z różnych pozycji, każdy z nich widzi inny wizerunek. Zaś, kiedy Chusta zostaje oświetlona, wizerunek na moment zanika, a płótno staje się przezroczyste. Całun wygląda dokładnie tak, jak opisywała go trzynastowieczna mistyczka, Gertruda z Helfty, opisując oblicze Chrystusa. Wizerunek z Manoppello, jak zbadał to wybitny naukowiec profesor Heinrich Pfeiffer, stanowił podstawowy wzór dla wszystkich obrazów Chrystusa.

Płótno, na, którym widnieje twarz Jezusa jest z rodzaju szlachetnego bisioru, czyli jedwabiu morskiego zwanego też „złotem morza” tkanego z włókien jednego z gatunków 90 centymetrowej małży przyszynki szlachetnej (Pinna Nobillis), który to delikatny jak pajęczyna, starożytny jedwab nie jest wytwarzany na świecie już od wielu set lat. W starożytności bisior był najbardziej szlachetną i najdrozszą tkaniną. Patrząc zaś na wizerunek twarzy Boga widniejący na prawie przeźroczystym płótnie, jest się wstanie zobaczyć przedmiot znajdujący się po jego drugiej stronie. Jedwab morski zbudowany jest z proteiny i odporny na działanie kwasów, ogniotrwały jak azbest oraz odporny na działanie wody. Istnieje przekaz, że gdy w 19 wieku postanowiono zmienić ramy obrazu, na bardziej szlachetne, wizerunek zniknął i pojawił się ponownie na płótnie, gdy przywrócono go do jego pierwotnych ram. Kto raz zetknął się z tym wizerunkiem jak np. kardynał Kolonii Joachim Meisner, nie potrafi już zapomnieć tej twarzy oraz jakiejś ogromnej siły bijącej z oczu Boga.

Zaś kardynał Fiorenzo Angelini, kiedy zobaczył ów wizerunek, powiedział: - To jest oblicze Jezusa! Kiedy będę w niebie, powiem: „ Jezu, widziałem Cię już w Manoppello”. Ta święta relikwia czczona jest od dawien dawna, ale dopiero od paru lat, za sprawą dociekliwych niemieckich badaczy, pozyskała rozgłos w całym świecie. Dzisiaj już mówi się o niej wszędzie.

Niedługo przed papieską wizytą Benedykta XVI w Manoppello pragnącego zobaczyć tą świętą relikwię na własne oczy, ukazała się wspaniała książka p.t. „Oblicze Chrystusa” autora ojca Andreas Resch. Równie wielkim zainteresowaniem czytelników cieszy się inna publikacja poświęcona wizerunkowi z Manoppello zatytułowana “Boskie Oblicze. Całun z Manoppello” autorstwa znanego watykanisty Paula Badde. Jak zauważają badacze, Chusta z Manoppello wraz Całunem Turyńskim będzie więc stanowić dla nas pierwszą i ostatnią stronę Ewangelii.

Tak wizerunek relikwii opisał Paul Badde: „Obraz blaknie w świetle i ciemnieje w mroku, lecz mimo upływu lat nie zaciera się ani nie znika. Portret ukazuje brodatego Mężczyznę z lokami na skroniach, którego złamany nos przypomina zdjęcia zakładników przetrzymywanych w jakiejś ciemnej piwnicy przez „bojowników Boga” – albo więźnia z Abu Ghraib. Prawy policzek jest spuchnięty, broda częściowo wyrwana. Na czole i wargach – jeśli się bliżej przyjrzymy – widać zaróżowienie świeżo zadanych ran.

Spojrzenie szeroko otwartych oczu emanuje niewytłumaczalnym spokojem. W rysach twarzy kryje się zaskoczenie, zdziwienie, zdumienie. Łagodne miłosierdzie. Nie ma w nich rozpaczy, nie ma gniewu. Przypomina dziecko, które budzi się ze snu i widzi wschodzącą jutrzenkę. Usta są na wpół otwarte, widać końcówki zębów. Słychać niemal, jak z ust dobiega ciche „a”. Swego czasu o wizerunku tym św. Ojciec Pio powiedział: „Święte oblicze w Manoppello to z pewnością największy cud, jaki mamy”.

Zaś włoska mistyczka Maria Valtorta, która w swoim dzienniczku spisywała objawienia otrzymane od Chrystusa, pod datą 22 luty, 1944 zanotowała słowa przekazu: “Chusta Weroniki jest cierniem tkwiącym w duszy sceptycznej. Wy, letni i chwiejni w wierze, którzy kroczycie naprzód dzięki swym ścisłym badaniom, wy, racjonaliści - porównajcie Chustę z Całunem. Na pierwszej widnieje Oblicze Żyjącego, na drugim - Zmarłego. Lecz długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt, właściwości - są takie same. Połóżcie płótna jedno na drugim, a zobaczycie, że się pokrywają. - To ja jestem. Ja, który wam chciałem pokazać, kim byłem i czym dla was z miłości się stałem. Gdybyście nie należeli do zatraconych, do ślepych, te dwa płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga”.



Foto-Jesus: "© [2009] Jupiterimages Corporation"

* Największym przykładem tego jest tu historia słynnego „Całunu Turyńskiego”, największej relikwii Chrześcijaństwa i zobrazowanej karty Ewangelii, którą opisałem osobno (w oddzielnym rozdziale) na tej stronie internetowej.

---------------------------------------------------

Chusta Twarzowa z Oviedo

W północnej Hiszpanii w mieście Oviedo znajduje się cudowne płótno uznawane przez naukę za Chustę Twarzową Chrystusa mierzącą ok. 84x53 cm, na której to znajdują się ślady krwi oraz innych znaków niewidocznych gołym okiem, jednakże bez żadnego wizerunku. Płótno to, które przybyło do Oviedo w IX wieku, posiada również bogatą wcześniejszą i niezaprzeczalną dokumentację historyczną wiodącą nas aż do czasów Jerozolimy z okresu Jezusa.

Poddana ścisłym, wieloletnim, ponad 12 letnim rygorystycznym badaniom naukowym przez specjalistów z zakresu medycyny sądowej, kryminalistyki oraz innych dziedzin nauki - Chrystusowa Chusta Twarzowa czyli Sedorium z Oviedo, którą wg. tradycji przykryto twarz Chrystusa, a która posiada tak ogromną zbieżność cech z Całunem Turyńskim, jest jednocześnie wymownym dowodem na rzeczywiste pochodzenie i okres historyczny powstania samego Całunu Turyńskiego.

Ta mianowicie Chusta Twarzowa, w ścisłych i rygorystycznych badaniach naukowych, niesamowicie wykazuje setki punktów wspólnych z Całunem Turyńskim, (jak choćby identyczną wielkość, kształt i miejsce krwawych plam zupełnie zbieżnych z plamami widocznymi również na płótnie Całunu Turyńskiego z tego samego obszaru twarzy Jezusa widocznego na tymże Całunie).

Chusta z Oviedo posiada również tą samą rzadką w ogólnej poulacji ludzkiej, ale częstą na Bliskim Wschodzie i w Palestynie grupę krwi AB , co i Całun, oraz tak jak i Całun chusta posiada też obecność pyłków roślin występujących wyłącznie w Palestynie z okresu, gdy po ziemi chodził jeszcze Jezus Chrystus, a odnajdywanych obecnie w warstwach osadowych z tego czasu. Według ustaleń naukowych jednego z badaczy Sedorium Dr. Villalain, płótnem tym nie owinięto całkowicie głowy Jezusa, ponieważ, co widoczne na płótnie, prawy policzek dotykał wtedy prawego ramienia, a to znowu sugeruje, że chusta została umieszczona na twarzy Chrystusa, gdy Ten był jeszcze zawieszony na krzyżu. Druga natomiast krwawa plama wg. ustaleń naukowych powstała godzinę później, kiedy Jezus został już zdjęty z krzyża, zaś trzecia z krwawych plam powstała po 45 minutach, gdy ciało Jezusa zostało uniesione z ziemi. Kąt ułożenia i odbicia śladów głowy na płótnie wg. ustaleń medycznych niezbicie wskazuje, że ofiara poniosła śmierć na krzyżu.

Na Chuściee Twarzowej odnaleziono również krwawe ślady korony cierniowej wspólne dla Męki Pańskiej. Twarz nosi cechy Judejskie. Natomiast sam fakt przechowywania tej relikwii przez 2 tysiące lat wskazuje na jej ogromną wagę dla potomnych. Brak wizerunku na tej Chruście, a jednocześnie brak krwawych plam o charakterze krwi zasychającej już lub zaschniętętej, jakie dla odmiany są widoczne na Całunie Turyńskim oraz ślady jakie pozostawiły palce dociskające Chustę do nosa Jezusa, jednoznacznie wskazują na tymczasowe użyciu Chusty oraz brak jej późniejszego kontaktu z Jego osobą, czyli już po odbyciu pochówku, a użycie jej jedynie w czasie kiedy Jezus został ściągnięty z krzyża.

Jak wskazują źródła historyczne, tradycja Żydowska nakazywała, aby twarz nieżyjącej osoby, która uległa zniekształceniu, została przykryta materiałem tak, aby nie wzbudzać nieprzyjemnego widoku dla obserwatorów. Również i ten fakt wskazuje w tym wypadku na użycie owej Chusty Twarzowej w odniesieniu do osoby Jezusa Chrystusa. Chusta Twarzowa z Oviedo staje się więc dla nas tak punktem łączącym się z Całunem Turyńskim oraz Cudownym Wizerunkiem z Manoppello, jak i następną kartą obrazu Ewangelii i niezaprzeczalnego dowodu Pasji Chrystusa w drodze do Jego Zmartwychwstania i naszej wolności.

autor: Andrzej Szteborowski
Temat został zablokowany.

Odp: 100% dowód na istnienie Boga 3 lata, 4 mies. temu #3990

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1224
  • Oklaski: 8
katolik.d500.pl/index.php?option=com_kunena&func=view&catid=92&id=3962&Itemid=121

Cud wagi granulatu zakrzepłej KRWI z Lanciano

gdy zważono oddzielnie poszczególne cząstki zakrzepłej krwi (są one różnej wielkości), każda z nich ważyła dokładnie tyle, co wszystkie razem wzięte.




Ciało pozostało nienaruszone, ale Krew w kielichu wkrótce zmieniła się w pięd
nierównych i nieregularnych bryłek. Zakonnicy postanowili je zważyd. Okazało
się, że jedna bryłka ważyła tyle samo co wszystkie razem, ciężar dwóch równy
był ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej równał się ciężarowi największej. W
1574 roku prałat Rodrigues, w asyście wiarygodnych świadków potwierdził, że
wspólny ciężar pięciu bryłek skrzepniętej krwi równał się wadze każdej
poszczególnej bryłki.




Źródło po francusku
www.christ-roi.net/index.php/Le_miracle_eucharistique_de_Lanciano

źródło po polsku
parafiapruszcz.x.pl/czytelnia6/cudae.pdf

racing.d500.pl/media/kunena/attachments/44/CudGranulatuKrwiPANAJEZUSAzLanciano.pdf

CUD W LANCIANO, WŁOCHY
Był rok 700-setny, gdy kapłan z zakonu św. Bazylego odprawiał Mszę Świętą.
Prastary dokument opisuje tego kapłana, jako „dobrze obeznanego w naukach
tego świata, ale bardzo mało w sprawach Bożych”. Często zdarzało mu się
wątpid w święte tajemnice Przeistoczenia i właśnie gdy skooczył wypowiadad
uroczyste słowa Konsekracji, Hostia w jego rękach nagle zmieniła się w okrągły
fragment ciała, a wino w widoczna krew. Dopiero po jakimś czasie, gdy
otrząsnął się z oszołomienia tym cudownym zjawiskiem dokonanym na jego
oczach, ze łzami radości zwrócił się do braci zakonnych mówiąc: ”Błogosławieni
świadkowie, którym Bóg Najwyższy dał poznad się przed ich oczyma. Chodźcie
bracia i podziwiajcie Boga Naszego, który jest tak blisko nas. Oto Ciało i krew
umiłowanego Pana Naszego”. Wszyscy zebrani pospieszyli do ołtarza wydając
okrzyki podziwu, a następnie zawiadomili okolicznych wiernych, którzy tłumnie
przybiegli, aby oglądad ten cud.
Ciało pozostało nienaruszone, ale krew w kielichu wkrótce zmieniła się w pięd
nierównych i nieregularnych bryłek. Zakonnicy postanowili je zważyd. Okazało
się, że jedna bryłka ważyła tyle samo co wszystkie razem, ciężar dwóch równy
był ciężarowi trzech, a ciężar najmniejszej równał się ciężarowi największej. W
1574 roku prałat Rodrigues, w asyście wiarygodnych świadków potwierdził, że
wspólny ciężar pięciu bryłek skrzepniętej krwi równał się wadze każdej
poszczególnej bryłki.
Dnia 4 marca 1971 roku profesor Linoli (wykładowca anatomii, patologii
histologicznej, chemii i mikroskopii klinicznej oraz główny lekarz szpitali w
Arezzo) wobec licznie zgromadzonych wybitnych osobistości Kościoła oraz
władz miejskich, politycznych, sądowych i wojskowych, ekspertów medycyny
ogłosił wyniki swoich badao. Badania histologiczne (mikroskopowe) stwierdziły
i udokumentowały następujące fakty: fragment ciała stanowił prążkowaną
tkankę ścianki sercowej, wolną od jakiegokolwiek śladu materiału lub substancji
konserwującej. Zarówno ciało jak i krew miały pochodzenie ludzkie. Obydwie
substancje miały też wspólną grupę krwi – AB. Frakcjonowanie protein w
skrzepniętej krwi okazało się zupełnie normalne, zachowujące procentową
proporcję odpowiadającą normalnej świeżej krwi. Profesor Linoli podkreślił, że
gdyby krew pochodziła od osoby zmarłej, podlegałaby szybkiemu procesowi
zepsucia i rozkładu. Co więcej, w opinii profesora, tylko ręka wysoce
doświadczona w sekcjach anatomicznych byłaby zdolna wykonad tak
doskonałe, styczne ciecie – zaokrąglone, grubsze na zewnętrznych obrzeżach i
stopniowo cieosze aż do pustki w obszarze centralnym – na tak wgłębionym,
wewnętrznym organie jak mięsieo sercowy. W zakooczeniu swego raportu
profesor stwierdził, że chod ciało i krew znajdowały się w pojemnikach nie
5
zamkniętych hermetycznie, to jednak nie uległy uszkodzeniu, pomimo
wystawienia przez cały czas na działanie czynników fizycznych, biologicznych i
atmosferycznych.
Monstrancja zawierająca te relikwie znajduje się w tabernakulum ustawionym
nad głównym ołtarzem kościoła Św. Franciszka we Włoszech. Tabernakulum
jest otwarte, dzięki czemu wierni mogą spoglądad na ten wielki cud, obecny
wśród nas od ponad 1200 lat.
Ostatnio zmieniany: 3 lata, 4 mies. temu przez frater.
Temat został zablokowany.

Odp: 100% dowód na istnienie Boga 1 miesiąc, 1 tydzień temu #4294

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1224
  • Oklaski: 8
23 września 2004 r. niemiecki dziennik Die Welt opublikował reportaż pt. „Prawdziwe Oblicze Chrystusa. Odnalezienie niezwykłej relikwii Zmartwychwstania?”, napisany przez znanego niemieckiego dziennikarza Paula Baddego. Media włoskie przypomniały wtedy, że w 1963 r. św. o. Pio powiedział: „Volto Santo w Manoppello to największy cud, jaki posiadamy”. W 2006 roku ukazała się książka Paula Baddego pt. „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”, która wprowadza czytelnika w pasjonującą przygodę odkrywania prawdy o niezwykłej relikwii Zmartwychwstania. Na welonie o wymiarach 17 na 24 cm, oprawionym w srebrny relikwiarz, który jest wystawiony na widok publiczny w ołtarzu głównym kościoła w Manoppello, znajduje się wizerunek twarzy zmartwychwstającego Chrystusa. Manoppello jest pięciotysięcznym miasteczkiem włoskim, leżącym w Abruzji, w odległości 30 km od Pescary. W pobliżu znajduje się słynne sanktuarium Cudu Eucharystycznego w Lanciano.

OBRAZ NIE NAMALOWANY LUDZKĄ RĘKĄ
Od 20 lat wielu wybitnych naukowców podejmowało się trudu wszechstronnych badań tajemniczej relikwii Oblicza Chrystusa z Manoppello. Ich wyniki stwierdzają, że obraz ten powstał w niewytłumaczalny dla nauki sposób. Na pewno nie został namalowany ludzką ręką, podobnie jak cudowny obraz Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku czy wizerunek martwego ciała Chrystusa na Całunie Turyńskim.

Najnowsze techniki badawcze zastosowane do analizy Całunu Turyńskiego zostały również wykorzystane przy badaniu welonu z Manoppello. Wyniki tych wszystkich ekspertyz jednoznacznie wskazują, że współczesna nauka nie jest w stanie stwierdzić, w jaki sposób powstał obraz i skąd pochodzą te tajemnicze kolory, które sprawiają, że obraz Świętego Oblicza fascynuje swoim pięknem i promieniuje życiem.

Profesor Danto Vittore podczas swoich analiz zastosował skaner cyfrowy o bardzo wysokiej rozdzielczości. Pozwoliło mu to na ustalenie, że pomiędzy włóknami badanej tkaniny nie ma żadnych zalegających kolorów. W powiększeniu mikroskopowym wyraźnie widać, że na materiale nie ma najmniejszych nawet śladów farby. Gdyby zaś obraz został namalowany farbą olejną, z całą pewnością zalegałaby ona w wolnych przestrzeniach pomiędzy nićmi. Zostało także wykluczone, że obraz był malowany techniką akwarelową, ponieważ kontury, rysy oczu i ust są tak precyzyjnie czyste, że jest niemożliwe namalowanie ich w ten sposób.

Najbardziej zadziwiającą cechą Oblicza z Manoppello jest przezroczystość płótna oraz fakt, że obraz jest doskonale widoczny zarówno z jednej, jak i drugiej strony – niczym na przeźroczu. Nie ma na nim żadnych pigmentów. Jest to niewątpliwie unikat w skali światowej. Dodatkową cechą obrazu z Manoppello jest jego zmienność, gdyż przy różnym świetle przyjmuje on inny wygląd. Wraz ze zmieniającym się oświetleniem zmienia się obraz, tak jakby żył. Jeśli patrzy się nań pod jasne światło, jest niewidoczny, ponieważ staje się przeźroczysty. W tym niezwykłym wizerunku twarzy są pewne właściwości obrazu, fotografii, hologramu – ale nie jest to ani obraz, ani fotografia, ani hologram. Cienie na portrecie są subtelniejsze, niż potrafiliby je namalować najwięksi geniusze malarstwa. Odbicie twarzy wykazuje wiele niewytłumaczalnych zjawisk, które sprawiają, że nauka stoi przed wielką tajemnicą.

W świetle jarzeniówek delikatny Całun przybiera barwę miodowozłotą; wygląda dokładnie tak, jak trzynastowieczna mistyczka Gertruda z Helfty opisywała oblicze Chrystusa, oglądając w widzeniu Chustę Weroniki. Jedynie w jasnym świetle delikatny Całun ukazuje trójwymiarowe oblicze, prawie holograficzne. Płótno jest tak delikatne, że wydaje się, iż po złożeniu można by je zmieścić w skorupce orzecha. Profesor Vittori z uniwersytetu w Bari i prof. Fanti z uniwersytetu w Bolonii w trakcie analiz mikroskopowych potwierdzili, że na Całunie nie ma śladów farby. Jedynie w miejscu źrenic włókna wydają się jakby przypalone przez działanie wysokiej temperatury.

Lekarze twierdzą, że z wyglądu źrenic Oblicza z Manoppello wynika, że Człowiek ten miał krwotok mózgowy. Jego uzębienie jest charakterystyczne dla ludzi żyjących w Palestynie w czasach Chrystusa.

Badania naukowe potwierdzają, że obraz Boskiego Oblicza z Manoppello nie mógł być namalowany przez człowieka. Jest więc on, jak mówi tradycja, „acheiropoietos” – czyli nie namalowany ludzką ręką.

NAJDROŻSZA TKANINA
Święte Oblicze z Manoppello jest zadziwiającym wizerunkiem, który został utrwalony na drogocennej, antycznej tkaninie. Jedynie małe jej kawałki zachowały się do naszych czasów. Jest to bisior, nazywany morskim jedwabiem, który był najdroższą tkaniną w starożytności. Najstarsze fragmenty tego drogocennego płótna, które się zachowały do naszych czasów, pochodzą z IV w. Z technicznego punktu widzenia jest niemożliwe namalowanie czegokolwiek na morskim jedwabiu.

Strukturę tego płótna badał prof. Giulio Fanti, który stwierdził, że mamy do czynienia z bardzo cienkim materiałem, utkanym z nici o średnim przekroju 120 mikronów. Jest on cieńszy od nylonu, syntetycznego włókna wyprodukowanego po raz pierwszy w 1945 r. Sposób tkania jest tradycyjny, a więc prosty i nieregularny. Istnieją puste przestrzenie pomiędzy nićmi, o wielkości od 150 do 350 mikronów. Tkanina jest przezroczysta i dlatego określana jest jako welon. W wolnych przestrzeniach pomiędzy nićmi brak jakichkolwiek pigmentów czy innych materiałów. Trzeba podkreślić rzecz wyjątkową, a mianowicie fakt, że przestrzenna tonalność kolorów nieznanego pochodzenia wynosi tu 0,5 milimetra, natomiast na Całunie Turyńskim jeden centymetr.

Badania naukowe Całunu z Mano­ppello przeprowadzone przez prof. L. Portoghesi, która jest specjalistką od tkanin z pierwszego wieku, stwierdzają, że mamy do czynienia z bisiorem – czyli z najdroższym antycznym materiałem. Profesor Chiara Vigo zaś, największa światowa znawczyni płócien wytwarzanych z bisioru, po dokładnych badaniach welonu z Manoppello stwierdziła, że jest to bisior morski, a więc tkanina powstała z jedwabistych nici, które wytwarzają małże morskie Pinna nobilis. Te niezwykle cenne tkaniny wytwarzano w czasach antycznych. Obecnie tylko na wyspie Sant’ Antioco koło Sardynii jest jedyne miejsce na świecie, gdzie produkuje się niewielkie ilości bisioru. Z jednej morskiej muszli Pinna nobilis można uzyskać tylko do 2 gramów włókna. Profesor Vigo twierdzi, że jedynie bisior może być tak przezroczysty i delikatny jak Chusta z Manoppello i równocześnie ogniotrwały jak azbest. Nikt z ludzi nie jest w stanie na tego rodzaju materiale czegokolwiek namalować, a tym bardziej tak perfekcyjnego obrazu, jaki znajduje się w Manoppello. Bisior można namoczyć, ale absolutnie nie da się na nim malować – na tak cieniuteńką tkaninę po prostu nie da się nanieść żadnej farby.

Paul Badde podkreśla, że „w prawej źrenicy tęczówka jest wyraźnie przesunięta w górę, co nie byłoby możliwe na zdjęciu. Obraz nie jest hologramem, który tak bardzo przypomina, gdy patrzymy na niego pod światło. Przez płótno przebiegają charakterystyczne zagięcia, tak jakby Całun był przez długi czas złożony: raz wzdłuż i dwa razy w poprzek. Kolory oscylują w świetle pomiędzy umbrą, sjeną, srebrem, łupkiem, miedzią, brązem i złotem; wydaje się, że powstają tak jak na skrzydłach motyla, ponieważ pod mikroskopem nie widać na materiale żadnych śladów farby, a w padającym od tyłu świetle staje się on przezroczysty jak szkło; znikają też wtedy ślady zagięć. Tego rodzaju zjawisko można zaobserwować wyłącznie na bisiorze (morskim jedwabiu) – najcenniejszej tkaninie starożytnego świata (…). Pod światło płótno staje się zupełnie przezroczyste, podczas gdy w cieniu wydaje się grafitowoszare”.

Kiedy w Bazylice św. Piotra Marcin Luter po raz pierwszy zobaczył przez chwilę ten całun, określany wtedy jako Chusta św. Weroniki, najprawdopodobniej widział go pod światło i dlatego nie mógł zobaczyć żadnego obrazu. Swoje rozgoryczenie wyraził w dosadnym stwierdzeniu: „Utrzymują, że na Chuście Weroniki jest utrwalone prawdziwe Oblicze naszego Pana. Tymczasem jest to kawałek jasnego lnu, który podnoszą w górę. A biedni prostaczkowie nie widzą nic poza kawałkiem jasnego lnu na czarnej desce”. Luter poprzestał na pierwszym wrażeniu, nie podszedł bliżej, aby się upewnić. Zbieranie argumentów przeciwko papiestwu, zawód i różne uprzedzenia zamknęły Lutra na poznanie całej prawdy i sprawiły, że nazwał Chustę Weroniki „diabelskim oszustwem rzymskich papieży”.

CHUSTA Z MANOPELLO RELIKWIĄ ZMARTWYCHWSTANIA
W dziesiątym tomie prywatnych objawień znanej włoskiej mistyczki Marii Valtorty (wszystkie jej pisma zostały wydane drukiem na polecenie papieża Piusa XII) 22 lutego 1942 roku zostały zapisane następujące słowa, które powiedział jej Jezus:

„Chusta Weroniki jest bodźcem dla waszych sceptycznych dusz. Wy, racjonaliści, oziębli, chwiejący się w wierze, którzy przeprowadzacie bezduszne badania, porównajcie odbicie twarzy na Chuście z odbiciem na Całunie. To pierwsze jest Twarzą Żyjącego, to drugiego Zmarłego. Jednak długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt, charakterystyka są takie same. Nałóżcie na siebie te dwa odbicia. Zobaczycie, że sobie odpowiadają. To Ja jestem. Pragnę przypomnieć wam, kim byłem i kim się stałem z miłości do was. Abyście się nie zagubili, nie stali się ślepymi, powinny wam wystarczyć te dwa odbicia, aby doprowadzić was do miłości, do nawrócenia, do Boga” (Maria Valtorta: L’Evangelo come mi e stato rivelato, Centro Editoriale Valtoriano, 2003, s.414).


Wieloletnie badania Całunu z Manoppello, które zainicjowała przed 20 laty specjalistka od ikon – zakonnica Blandina Paschalis Schlömer, zainteresowały innych naukowców i w efekcie doprowadziły do zaskakującego odkrycia, że martwe Oblicze z Całunu Turyńskiego i żyjąca Twarz z Manoppello to ta sama Osoba. Wizerunki tych dwóch twarzy dokładnie do siebie pasują, a więc te dwa obrazy przedstawiają tę samą Osobę. Nałożenie (suprapozycja) folii z obrazem Twarzy z Manoppello na Twarz z Całunu jest graficzno-matematycznym dowodem na to, że mamy do czynienia z tą samą Osobą. Z naukowego punktu widzenia nie ma żadnych wątpliwości, że obydwa oblicza – z Całunu i z Manoppello – w 100% odpowiadają sobie w strukturze i wymiarach. Zgodność jest tak wyjątkowa, że trzeba tu mówić o matematycznym dowodzie.

Wizerunek martwego ciała na Całunie Turyńskim i Boskie Oblicze z Manoppello są niewątpliwie największymi cudami na świecie. Z naukowego punktu widzenia wizerunki te nie miały prawa zaistnieć. W całym świecie nie ma takiego obrazu, który swymi właściwościami mógłby chociażby w minimalnym stopniu równać się z tymi dwoma.

Dając nam swój wizerunek na Całunie Turyńskim i odbicie swojej twarzy na Całunie z Manoppello, Chrystus wzywa nas wszystkich do nawrócenia, do nawiązania z Nim osobistego kontaktu w sakramentach pokuty i Eucharystii oraz w codziennej, wytrwałej modlitwie. Musimy zarazem stale pamiętać o tym, iż:

„Chrześcijaństwo to nie forma kultury, ideologia albo jakiś system wzniosłych zasad czy wartości. Chrześcijaństwo to Osoba. Chrześcijaństwo to Obecność. Chrześcijaństwo to Oblicze: Jezus Chrystus!” (Jan Paweł II, Berno, 4 czerwca 2004 roku).

milujciesie.org.pl/chusta-z-manopello.html
Ostatnio zmieniany: 1 miesiąc, 1 tydzień temu przez frater.
Temat został zablokowany.
Wygenerowano w 1.75 sekundy