Home
Błąd
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: św. Gemma Galgani

św. Gemma Galgani 5 lata, 5 mies. temu #4111

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
Na Papieskim Instytucie "Teresianum" w Rzymie studenci przeprowadzili niedawno głosowanie i wybrali najpiękniejszą spośród świętych niewiast. Została nią 25-letnia włoska dziewczyna - św. Gemma Galgani (zm. w 1903 r.)
Gemma w tłumaczeniu na język polski oznacza klejnot. I rzeczywiście, w gronie świętych jaśnieje ona jak drogocenny klejnot. Obdarzona niezwykłą inteligencją, już w pierwszych latach nauki w szkole otrzymywała odznaczenia jako najzdolniejsza uczennica. Świetnie zdawała wszystkie egzaminy, ale najdoskonalej zdała ten najtrudniejszy - egzamin z życia. Życie to było ciężkie, bardzo ciężkie. Nazwano ją "córką boleści". Wcześnie osierociła ją matka, a gdy zmarł ojciec, tak przeżyła jego odejście, że z bólu zemdlała. Potem przyszły choroby: gruźlica, próchnica kości, skrzywienie kręgosłupa, zapalenie ucha, paraliż i całkowita głuchota. Bolesne operacje czyszczenia kości znosiła bez znieczulenia z heroiczną cierpliwością, wpatrując się w stojący przy niej wizerunek Jezusa Ukrzyżowanego.
Gemma nie uciekała przed cierpieniem, a przez otrzymanie stygmatów upodobniła się do Chrystusa Ukrzyżowanego. Stało się to 8 czerwca 1899 r. Na polecenie kierownika duszy - o. Germana, pasjonisty, opisała to zdarzenie: "Był wieczór. Ogarnął mnie ogromny żal za grzechy, jak nigdy dotąd uświadomiłam sobie równocześnie wszystkie cierpienia, jakie Pan Jezus poniósł dla mego zbawienia. I oto znalazłam się w obecności mej Najświętszej Matki. Po Jej prawej ręce stał mój Anioł Stróż. Kochająca Matka poleciła mi wzbudzić żal serdeczny za grzechy, a gdy to uczyniłam, zwróciła się do mnie: «Córko, w imię Jezusa zapewniam cię, że grzechy masz odpuszczone. Mój Syn Jezus bardzo cię umiłował i pragnie obdarzyć cię szczególną łaską. Czy zechcesz okazać się jej godną? Ja będę ci Matką, a ty czy okażesz się prawdziwą moją córką?». Następnie rozchyliła swój płaszcz i mnie okryła. W tej chwili ukazał mi się Pan Jezus. Wszystkie Jego Rany były otwarte, lecz zamiast krwi wydobywały się z nich płomienie, które natychmiast dotknęły mych dłoni, stóp i serca. Miałam wrażenie, że z bólu umieram, i gdyby Matka Boża nie podtrzymywała mnie, byłabym upadła na ziemię. Gdy przyszłam do siebie, stwierdziłam, że klęczałam na podłodze. W rękach, w stopach i w sercu wciąż odczuwałam przejmujący ból, a miejsca, w których odczuwałam ból, silnie krwawiły. Okryłam je jak mogłam i przy pomocy Anioła Stróża dowlokłam się do łóżka. Boleści ustały dopiero w piątek o godzinie trzeciej po południu". Odtąd stygmaty odnawiały się u Gemmy w każdy piątek.
Gdy Jezus dopuszcza kogoś do szczególnego udziału w swoich cierpieniach, czyni to nie tylko na użytek tej jednej osoby, lecz dla dobra wielu dusz. Serce Gemmy było pełne litości dla biednych grzeszników. Oto dla ilustracji jeden fakt. Kiedy o. German po raz pierwszy odwiedził dom, w którym mieszkała Gemma, był świadkiem niezwykłego zdarzenia, które zostało opublikowane.
W pewnym momencie Gemma oddaliła się od stołu, przy którym znajdowała się wraz z rodziną i o. Germanem. Domownicy domyślili się, że stanie się coś niezwykłego, więc wraz z kapłanem dyskretnie zbliżyli się do otwartych drzwi i byli świadkami istnej walki, jaką Święta toczyła z Jezusem o zbawienie pewnego grzesznika. Zwrócona ku miejscu, w którym ukazał się jej Zbawiciel, mówiła spokojnym, lecz stanowczym głosem: "Jezu, skoro tu jesteś, ponownie błagam Cię o nawrócenie mojego grzesznika" (tu wymieniła jego nazwisko). Jezus zdawał się odrzucać jej prośbę, ale nie ustępowała: "Zbaw go, o Jezu! Nie mów, że tego nie uczynisz, przecież jesteś samym Miłosierdziem, za niego przelałeś Swoją Krew tak samo jak za mnie! On się poprawi i nie będzie już grzeszył. Za niego ja siebie ofiaruję". W tym momencie Zbawiciel począł wyliczać jego bardzo ciężkie grzechy. Westchnęło biedne dziewczę przejęte grozą i zdawało się, że już traci nadzieję. Nagle olśniła ją nowa myśl i zawołała: "Jezu, Twoja Matka wstawia się za nim, czy możesz Jej odmówić?". Chrystus natychmiast ustąpił i Gemma w uniesieniu radości zawołała: "O Jezu, uratowałeś go! Będzie zbawiony!".
Po tym wydarzeniu Gemma powróciła do zwykłego stanu. Wśród domowników będących pod wrażeniem tego, co się zdarzyło, zapanowało chwilowe milczenie. Później o. German zaczął przygotowywać się do wyjazdu. Wtem niespodzianie otworzyły się drzwi i wszedł ten, o którego zbawienie walczyła Gemma z Jezusem. Padł na kolana przed kapłanem i ze łzami błagał o wysłuchanie spowiedzi. Kapłan znał jego grzechy, więc pomógł mu, przypominając zapomniane. Pojednany z Bogiem grzesznik wyraził zgodę na ujawnienie tego zdarzenia.
W 1902 r., wkrótce po uroczystości Zesłania Ducha Świętego, Gemma ciężko zachorowała. Bardzo cierpiała, wychudła. Zawiadomiono o. Germana, który przybył i udzielił jej sakramentów świętych. Cierpienia trwały do kwietnia 1903 r. W Wielką Środę przyjęła Wiatyk, a w Wielką Sobotę - kiedy dzwony zaczęły obwieszczać tryumf Chrystusa Zmartwychwstałego - Gemma kończyła życie. Zwróciła się do Maryi ze słowami: "Mamo moja, Tobie powierzam moją duszę. Powiedz Jezusowi, aby mi okazał miłosierdzie". Ucałowała krzyżyk, położyła go na sercu i już go nie wypuściła z rąk. Tak połączyła się z Chrystusem. Umarła z uśmiechem, który pozostał na jej pięknej twarzy.
Za życia Gemma pragnęła wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Pasjonistek, ale nie została przyjęta. Siostry przyjęły ją po śmierci. Spoczywa w ich kościele pod wielkim ołtarzem, a pasjoniści zajęli się jej procesem kanonizacyjnym. Pius XI w 1933 r. ogłosił ją błogosławioną, a Pius XII w 1940 r. kanonizował tę dziewczynę, uznaną za najpiękniejszą spośród świętych niewiast.
Św. Gemma Galgani - stygmatyczka XX wieku - należy do najbardziej czczonych świętych. Jej życiorys przetłumaczono na wszystkie główne języki. W języku polskim jej biografia ukazała się jeszcze przed beatyfikacją - w 1925 r. pt. Córka Boleści, następnie, w 1934 r., wydana została książka pt. Dziewica z Lukki - bł. Gemma Galgani, w 1938 r. ukazała się pozycja pt. Św. Gemma Galgani. Kwiat Męki Pańskiej i w 1988 r. - książka pt. Święta Gemma Galgani. Krótki życiorys Świętej zamieszczono też w Echu Ojca Bernarda (nr 25/2001), które można zamówić pod adresem: Ojcowie Pasjoniści, Sadowie-Golgota, 63-400 Ostrów Wlkp.

niedziela.pl/artykul/71044/nd/Swieta-Miss---Gemma-Galgani
Ostatnio zmieniany: 5 lata, 5 mies. temu przez frater.

Odp: św. Gemma Galgani 5 lata, 5 mies. temu #4114

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
W piątek, w marcu 1901 r., Włoska dziewczyna modliła się przed wielkim krzyżem, kiedy "wpadła" w ekstazę, która zmieniła jej życie. Nazywała się Gemma Galgani. Została osierocona i miała
23 lata. Chciała zostać Pasjonistką Klauzurową, ale została odrzucona z powodu swojej choroby, gruźlicy rdzenia kręgowego. Ta prosta, spokojna i pobożna dziewczyna została sługą w miejscowym klasztorze.

Ale jej ekstaza sprawiła, że ​​poczuła cierpienia Jezusa Chrystusa, jego agonię Kiedy Gemma została znaleziona przez przybraną matkę, jej ręce i plecy były pokryte ranami podobnymi do śladów bicza. Jej ubranie było poplamione krwią.

Od tego momentu aż do śmierci, to znaczy dwa lata później, te stygmaty pojawiały się z zadziwiającą regularnością w każdy czwartek. Znikały następnego dnia.

Jej biograf, ojciec Germano Di Stanislao, opisał, jak jej rany rozwinęły się, bezboleśnie, jak, powoli, stały się czerwone, na dłoniach i na górze obu rąk.
Pod skórą łza w ciele otworzyła się jako ekstaza. Niedługo potem skóra pękała i na rękach niewinnych pojawiły się ślady ran w ciele. Były bardzo głębokie i pełne w połowie skoagulowanej krwi.

W piątek rany szybko się zamknęły, pozostawiając jedynie biały znak do niedzieli. Według ojca Germano, miejsce, w którym znajdowały się znaki, zmieniało się z tygodnia na tydzień: czasami pojawiały się na rękach lub stopach, czasami krwawienia przez skórę pozostawały nietknięte. Innym razem w ranach widoczne były gwoździe z dużymi głowami, poza pęcherzami i skoagulowanym piaskiem.

Mimo sceptycyzmu niektórych osób nie można było wątpić w rzeczywistość zjawiska tych stygmatów: kilkakrotnie pojawiało się to pod obserwacją medyczną. Chociaż najważniejszym dowodem potwierdzającym istnienie (lekarz i zdjęcia).
Ostatnio zmieniany: 5 lata, 5 mies. temu przez frater.

Odp: św. Gemma Galgani 5 lata, 5 mies. temu #4141

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
Św. Gemma Galgani. 5 rzeczy, których nauczył się od niej ojciec Pio


Ojciec Pio codziennie modlił się o wstawiennictwo niezwykłej świętej Gemmy Galgani. Jej życie głęboko go poruszało, a na wielu etapach swojej drogi duchowej odkrywał w jej biografii bezcenną naukę.

Włoska święta, Gemma Galgani, jest jedną z najbardziej niezwykłych postaci Kościoła. Obrazki z jej wizerunkiem miało na biurkach wielu herosów duchowych, jak ojciec Pio czy Dolindo Ruotolo. O jej wstawiennictwo modlił się także Maksymilian M. Kolbe. Jednak największą czcią otaczał ją właśnie święty z Pietrelciny. Czego się od niej uczył?
1. Pokora

Gemma nigdy nie była zmuszana do życia w pokorze. Wręcz przeciwnie – jej ojciec, Enrico, był stosunkowo zamożnym człowiekiem i nie w pełni akceptował fascynacje duchowe ukochanej córki. Nie podobało mu się, że Gemma każdego dnia udaje się do kościoła, wiele godzin poświęcając na modlitwę. Uważał, że powinna korzystać z życia. I choć sam był wierzącym człowiekiem, autentycznie martwił się o córkę. Dziewczyna tymczasem sama wybrała drogę absolutnego poświęcenia Bogu. Złożyła śluby czystości i starała się wstąpić na drogę zakonną.
–– ADVERTISEMENT ––
Czytaj także:
Piękna Gemma Galgani. Poznajcie świętą, która „kłóciła się” z Jezusem

Ojciec Pio niewątpliwie nauczył się od Gemmy odrzucania licznych pokus materialnych. Gemma marzyła o życiu zakonnym i podporządkowała mu bardzo wiele. Z kolei święty z Pietrelciny został zakonnikiem, jednak przez lata wystawiany był na ciężką próbę. Badany przez Święte Oficjum, wielokrotnie był karany. Musiał wówczas bardzo cierpieć, jednak pokora wobec decyzji Kościoła okazała się ostatecznie nie do przełamania.
2. Walka o zbawienie człowieka.

Święta Gemma, mimo kruchego zdrowia i młodego wieku, była prawdziwą wojowniczką. Liczne cierpienia przyjmowała w pokorze, ofiarowując je za zbawienie dusz i nawrócenie trwających w grzechu.

Słynęła przy tym z niezwykle zawziętego temperamentu. Niejednokrotnie wręcz targowała się z Panem Jezusem! Pewnego razu postanowiła ofiarować wyjątkowo bolesne cierpienie fizyczne w intencji nawrócenia jednej ze znanych jej osób. Żarliwie modliła się, błagając Boga o cud. Doświadczyła wówczas lokucji wewnętrznej, podczas której Jezus wyznał ze smutkiem, iż niemal nie dostrzega nadziei dla tego człowieka. Ten bowiem lekceważył dotąd wiele znaków oraz napomnień.

Usłyszawszy te słowa od samego Jezusa, Gemma jeszcze mocniej się zawzięła. Zaczęła żarliwiej modlić się o wstawiennictwo Matki Bożej, wiedząc, iż Jezus nie odmówi prośbom swojej Matki. W pewnej chwili do drzwi jej izby zapukał ów grzesznik. Otworzyła mu, zaś on ze łzami w oczach zawołał: „Muszę się wyspowiadać. Pomóż mi”.

Święty Ojciec Pio toczył równie zawzięte boje o każdego grzesznika. Nie tylko tego zatwardziałego, ale o każdą duszę, która zdawała się być daleko od Boga. Słynne są historie o świętym z Pietrelciny ciskającym gromy na penitentów w konfesjonale, napominającym, by nie zatajali grzechów.

Uchodził na niezwykle surowego spowiednika, ale nie zmieniało to faktu, że do jego konfesjonału zawsze ustawiały się tłumy ludzi. On zaś spędzał w nim długie godziny. Zapytany kiedyś przez jednego ze współbraci, dlaczego jest taki surowy dla spowiadających się, odparł z rozbrajającą szczerością: „Wiem, że lepiej być zganionym przez człowieka, tu, na ziemi, niż przez Pana Boga po śmierci”.
3. Modlitwa

Włoska święta od dziecka uchodziła za bardzo pobożną dziewczynę. Pragnęła zgłębiać teologię, Pismo Święte, niezwykle rezolutnie potrafiła odpowiadać na wiele trudnych pytań dotyczących wiary. Uwielbiała się modlić. Każdego dnia odczuwała głęboki głód Boga. Głód – dodajmy – fizyczny.

Dlatego przystępowała regularnie do Komunii Świętej. Odmawiała często różaniec. Jej relacja z Panem Jezusem była głęboka do tego stopnia, że wielokrotnie prowadziła dialogi z Panem Jezusem, Matką Bożą czy Aniołem Stróżem.
Czytaj także:
Koniec świata już blisko? Oto, co na ten temat powiedział Jezus do Ojca Pio

Święty ojciec Pio również uchodził za niezwykle rozmodlonego kapłana. Po Mszy Świętej potrafił przez wiele godzin leżeć krzyżem i modlić się. Jeden z nowych współbraci świętego zakonnika zobaczywszy tę scenę, pobiegł do przełożonego ile sił w nogach, wołając o pomoc dla Pio, który – jego zdaniem – zasłabł, ponieważ leżał nieruchomo przed ołtarzem. Starszy zakonnik wysłuchał młodego ze stoickim spokojem, po czym wyciągnął pęk kluczy i wręczając mu je powiedział: „Bracie, zostaw klucze w zakrystii. Gdy Ojciec Pio skończy się modlić, zamknie kościół”.
4. Sens cierpienia

To chyba najtrudniejsze zagadnienie, które dręczy wielu, w tym wierzących. Gemma przez większość swojego niedługiego życia zgłębiała sens cierpienia. Rozważała pasję Chrystusa, przeżywając ją niezwykle intensywnie. Gdy po raz pierwszy, jako dziecko, usłyszała o cierpieniu Jezusa, zobaczyła tamte wydarzenia na własne oczy, po czym zemdlała.

Modliła się przed Ukrzyżowanym Chrystusem, by Ten dopuścił ją do udziału w Jego cierpieniu jako zadośćuczynienie za grzechy świata. Nosiła stygmaty, głęboko przeżywała – także fizycznie – Triduum Paschalne. Umierając wyznała, że wszystko, co miała oddała Bogu. Całe życie Gemmy stanowiło usilną próbę zrozumienia istoty cierpienia człowieka.

Ojciec Pio również cierpiał – zarówno fizycznie, jak i duchowo. Bolała go zatwardziałość penitentów, którzy zatajali grzechy, doświadczał także bólu związanego z krwawiącymi stygmatami. Obrazek Gemmy przypominał mu o oddaniu się Bogu tej pięknej i młodej dziewczyny, pragnącej mieć swój udział w Chrystusowej pasji.
5. Gra Miłości

Jest to jedna z największych tajemnic relacji człowieka z Bogiem. Poczucie opuszczenia przez Boga. Nie chodzi o tzw. ciemną noc, gdy wierzącym targają wątpliwości, obawa przed duchową pustką. To znacznie bardziej zaawansowane duchowo doświadczenie, gdy w bliskiej relacji z Jezusem człowiek odczuwa w pewnym momencie brak Boga.

W Ewangelii Chrystus doświadczył tego na krzyżu, gdy toczyła się ostateczna rozgrywka między dobrem a złem. Gemma, która przeszła z Chrystusem w fizycznym cierpieniu niemal całą drogę krzyżową, poczucie braku obecności Boga określiła, jako najstraszniejsze cierpienie.
Czytaj także:
Kryzys wiary? A może wchodzisz w pierwszy etap nocy ciemnej?

A trzeba pamiętać, że przez wiele miesięcy była unieruchomiona przez chorobę, operowana bez znieczulenia, przeżyła także śmierć wyjątkowo bliskiej jej matki. Gdy ponownie odczuła obecność Boga – nie posiadała się ze szczęścia.

Ojciec Pio stan uczucia braku Boga nazywał właśnie „grą Miłości”. Niewątpliwie doświadczenie Gemmy wzmacniało go w takich sytuacjach. Zdawał sobie sprawę, iż jest to rodzaj duchowego treningu, mającego pomóc człowiekowi silniej związać się z Bogiem. „Usuwam się po to jedynie, aby następnie silniej cię objąć” – mówił Jezus do Gemmy w trakcie wewnętrznych lokucji, gdy po długich chwilach pustki poczuła jego obecność.

*Tekst powstał w oparciu o książkę ks. Bernarda Galizzi „Gemma Galgani. Święta, do której modlił się ojciec Pio”, Esprit, Kraków 2017

Odp: św. Gemma Galgani 5 lata, 4 mies. temu #4180

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
Jeśli zadaniem hagiografii jest wzbudzanie w nas pragnienia znalezienia się w niebie, to w przypadku Gemmy – mnie przynajmniej – wystarczyłoby samo zdjęcie.

Z przyjemnością usiadłbym tuż obok niej w którymś tam rzędzie niebiańskich krzeseł. Nie na darmo ta dwudziestopięcioletnia Włoszka uważana jest za najpiękniejszą wśród świętych kobiet.
Córka boleści

Jej życie było dość krótkie i zdecydowanie nie najłatwiejsze. Na tyle trudne, że rodacy do dziś mówią o niej: figlia del dolore, czyli córka boleści. Od wczesnego dzieciństwa odznaczała się błyskotliwą inteligencją. Nauka w szkole prowadzonej przez siostry zakonne, do której oddano ją jeszcze przed ukończeniem ósmego roku życia, nie sprawiała jej najmniejszego kłopotu.

W spontaniczny sposób rozwijało się także jej życie duchowe. Nie mając nawet dziesięciu lat obiecała sobie zawsze utrzymywać bliską relację z Jezusem ukrytym w Eucharystii – „zwłaszcza gdy będę strapiona”, jak zapisała w swoim dziecięcym dzienniku. A strapień miało jej nie zabraknąć. Jeszcze w tym samym roku została niespodziewanie osierocona przez ukochaną mamę, a jako nastolatka musiała opuścić szkołę, by zająć się chorym na gruźlicę bratem.
To jednak jest anioł

Pozostawała w bliskiej, zażyłej relacji ze swoim aniołem stróżem. Ten nieraz ją upominał w bardzo bezpośredni sposób. Pewnego razu, gdy Gemma otrzymała w prezencie złoty zegarek, z którego była bardzo dumna, anioł zwrócił jej uwagę, że dla oblubienicy Chrystusa jedyną odpowiednią ozdobę stanowi krzyż i ciernie. To wtedy nastoletnia mistyczka odczuła głębokie pragnienie poznania i zjednoczenia się z męką Zbawiciela i zaczęła gorąco prosić o tę łaskę.

Niebawem miała zostać wysłuchana. Warto jednak dodać, że bezpośredniość w stosunkach z aniołem działała w obie strony. Gemmie zdarzało się używać go jako „listonosza”, by dostarczał jej listy przebywającemu w Rzymie spowiednikowi, a nieraz i spierać się ze swoim niebiańskim opiekunem. Zaniepokojony spowiednik czuł się w obowiązku przypominać jej, że ma do czynienia ze sługą samego Boga, któremu jednak winna szacunek i posłuszeństwo.
Koiła ją Eucharystia

Wkrótce nadszedł czas, gdy Ukrzyżowany postanowił spełnić pragnienia swojej oblubienicy. Zaczęły się ogromne cierpienia. Zmarł ojciec Galganich, a na barkach młodej dziewczyny spoczęła troska o pozostałe, młodsze rodzeństwo. Znaleźli się w fatalnej sytuacji finansowej, którą właściwiej byłoby określić jako skrajną nędzę.

Jej nadwyrężone zdrowie i siły zaczęły poważnie szwankować. Zapadła na zapalenie opon mózgowych, traciła stopniowo słuch i włosy. Prawie rok spędziła przykuta do łóżka z powodu niemal kompletnego paraliżu kończyn. Gdy skarżyła się Jezusowi, że nie jest już w stanie się modlić, usłyszała, że te cierpienia służą oczyszczeniu jej duszy. Odtąd przyjmowała je z wielką ufnością.

Chwile wielkiego wytchnienia i ulgi przeżywała przyjmując komunię świętą. Wreszcie, zupełnie niespodziewanie została uzdrowiona. Wiedziała już, że najlepszym sposobem okazania Jezusowi jej wielkiej miłości jest nie przestawać dla niego cierpieć i uparcie przypominała Mu, że jest na to gotowa.
Stygmatyczka

Jezus nie dał się długo prosić. W wieku dziewiętnastu lat Gemma otrzymała dar stygmatów. W każdy czwartek wieczorem wchodziła w stan bolesnej ekstazy, w której jednoczyła się z męką swego Ukochanego. Trwało do zazwyczaj do godziny trzeciej po południu w piątek lub nawet do sobotniego poranka. Wtedy stygmaty znikały pozostawiając po sobie ślady w postaci blizn, by znów otworzyć się w następnym tygodniu.

W tym czasie Gemma mieszkała już u pobożnej rodziny, u której miejsce znalazł jej spowiednik, gdyż w małym domu Galganich brakło dla niej miejsca. Rodzina Gianninich oraz dwaj pasjoniści – prałat Volpi i ojciec Germano wielokrotnie byli świadkami ekstaz Gemmy i jej zażyłości z Jezusem.
Kłótnie z Jezusem

Była to zażyłość tak bliska i serdeczna, że aż zdumiewająca. Dwudziestoletnia mistyczka pozwalała sobie nawet na „kłótnie” ze swoim Boskim Oblubieńcem. O co? O grzeszników. Za którymś razem świadkowie usłyszeli jak „rozkazywała” Jezusowi nawrócić zatwardziałego grzesznika, a gdy On wzbraniał się z powodu jego potwornych grzechów, dziewczyna uciekła się do „szantażu” mówiąc: „Twoja Matka też się za niego modli. Jej nie możesz odmówić!”.

Jakie było zdumienie jednego z ojców, gdy wychodząc z mieszkania, w którym był świadkiem tej sceny wpadł na zapłakanego mężczyznę, który na kolanach zaczął go błagać o spowiedź i okazał się nosić nazwisko chwilę wcześniej wymieniane uparcie przez Gemmę w rozmowie z Jezusem.
Niespełnione marzenie

Wkrótce Gemma zapadła na gruźlicę i próchnicę kości. Wytrzymywała bolesne zabiegi bez znieczulenia. Jej znieczuleniem był krzyż, w który wpatrywała się niemal bez przerwy wzrokiem pełnym miłości. Postępująca choroba ostatecznie przekreśliła jej szanse na zrealizowanie swojego największego marzenia – by wstąpić do klauzurowego zgromadzenia sióstr pasjonistek, oddanych rozważaniu męki Chrystusa.

Już wcześniej siostry kilkukrotnie jej odmawiały – a to z powodu zobowiązań rodzinnych, a to ze względu na stan zdrowia, a trochę też z obawy przed jej sławą mistyczki. Poniekąd dla pocieszenia ojciec Germano przyjął od niej cztery prywatne śluby identyczne co do treści ze ślubami składanymi w zakonie pasjonistek. Złożyła je już na łożu boleści, z którego miała się nie podnieść aż do swojej śmierci w Wielką Sobotę 1903 roku.
Najwierniejsza kopia Jezusa

Siostry, które nie chciały jej przyjąć za życia zrobiły to po śmierci, pozwalając na jej pochówek w swoim klasztornym kościele w Lukce, gdzie dziś znajduje się jej sanktuarium. Jej duchowym pięknem zachwycili się kolejni papieże. Pius XI dokonując jej beatyfikacji nazwał ją „najwierniejszą kopią, również zewnętrznie, Ukrzyżowanego Odkupiciela”, a Pius XII określił „gwiazdą swojego pontyfikatu” i kanonizował w 1940 roku.

Jest patronką aptekarzy, studentów i wszystkich, którzy cierpiąc, jednoczą się z Ukrzyżowanym Jezusem.

Odp: św. Gemma Galgani 4 lata, 11 mies. temu #4339

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8

Odp: św. Gemma Galgani 4 lata, 11 mies. temu #4340

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
„Gemma posłyszała pewnego razu podobne słowa: „Przygotuj się, córko; na rozkaz Mój szatan wyda ci wojnę i w ten sposób przyłoży rękę do dzieła, które spełnię w tobie".”



Aby oczyścić wybranych i zrobić z nich ofiary zadośćczyniące, Bóg posługuje się czasami nawet szatanem, który z swej nienawiści do człowieka jest w Jego ręku najcenniejszym narzędziem. Pismo Święte a szczególnie żywoty świętych Pańskich przedstawiają nam liczne przykłady takiego działania Opatrzności. Gdy Bóg chciał podnieść świętego Pawła od Krzyża do wyższego stopnia świętości, powiedział mu z głębi serca: „Dopuszczę, że będziesz zdeptany przez szatanów".

Gemma posłyszała pewnego razu podobne słowa: „Przygotuj się, córko; na rozkaz Mój szatan wyda ci wojnę i w ten sposób przyłoży rękę do dzieła, które spełnię w tobie".



Mogę potwierdzić, że ta wojna była powszechna, to jest zwrócona przeciw każdej z cnót i praktyk, przez które dziewica starała się służyć Bogu. Wszystkie niepodobały się złemu duchowi, który na nie uderzył z niezwykłą wściekłością. Można by sądzić, że nie miał innego zajęcia w swym państwie ciemności, jak prześladować to biedne dziecko; z wielką gorliwością podsuwał jej coraz to nowe pokusy.

Modlitwa jest pokarmem świętości, wzniosłą drogą ku Najwyższemu Dobru. Gemma wcześnie ją ukochała, praktykowała z całą gorącością duszy i winna jej była nieocenione dobrodziejstwa. I czegóż nie przedsięwziął szatan, by ją odwrócić od modlitwy? Nie mogąc odnieść żadnej korzyści z przewrotnych natchnień, które jej podsuwał, pobudzał ją do niepokoju, by wywołać znudzenie i niesmak. Powodował silne bóle głowy, które doprowadziłyby duszę mniej mężną do lenistwa i wypoczynku raczej niż do modlitwy, wymagającej tak wielkiego wysiłku. Próbował stu innych środków, chcąc ją oderwać od tej Boskiej praktyki.

- O, Ojcze - mówiła mi -jakie to udręczenie, że nie mogę się modlić! Jak się męczę, jakże wielkich wysiłków używa ten „nicpoń" (tak nazywała szatana), by mi przeszkodzić w rozmowie z Bogiem. Wczoraj wieczorem chciał mnie zabić i zrobiłby to, gdyby nie nagłe wdanie się Jezusa. Oniemiałam. Miałam w myśli imię Jezus, ale nie mogłam go wymówić.

Czasem wróg piekielny próbował odnieść nad nią zwycięstwo przez bezbożne sugestie.

- Co robisz - mówił - czy nie jesteś głupia, modląc się do złoczyńcy? Widzisz, jak cię dręczy i trzyma cię z Sobą na krzyżu. Jak możesz kochać Tego, kogo nic znasz, Tego, kto tak bezwzględnie obchodzi się z najlepszymi przyjaciółmi? Takie bluźnierstwa były prochem rzucanym na wiatr, zasmucały jednak głęboko duszę tak czułą i miłującą, a zmuszoną słuchać obelg na ukochanego Jezusa.

Wśród tych smutków biedna dzieweczka szukała pociechy u ojca duchowego. Mówiła mu o swych trudnościach, prosiła o radę i kierownictwo. Ta pokorna i dziecinna ucieczka nie podobała się, duchowi ciemności, zmniejszając i tak jego słabe szansę. Używał tysiąca sposobów, aby na czas walki odsunąć służebnicę Bożą od jej przewodnika. Przedstawiał go jej jak najbardziej niekorzystnie: jako nieuka, fanatyka, oszusta. „W tych dniach - pisała - potwór ten, pragnąc mej zguby, starał się odebrać mi przewodnika i doradcę, ale na próżno; nie sądzę, by mu się to udało!"

Taka ufność w Bogu powinna by chyba rozbroić szatana; tymczasem działo się przeciwnie. Widząc nieużyteczność swych przewrotnych pokus, próbował siły fizycznej. Jak tylko Gemma brała pióro, aby pisać do mnie, wyrywał je z jej rąk i darł papier na drobne kawałki. Czasem, chwytając ją za włosy, odrywał ją od biurka z taką wściekłością, że całe pasma włosów zostawały w jego szponach.

- Walka, walka z twym Ojcem - wył głosem piekielnym - walka aż do śmierci! Niech mi będzie wolno wyznać cichutko, że dotrzymał słowa.

- Wierz mi, Ojcze - mówiła Gemma - ten nicpoń więcej cię nienawidzi niż mnie.

Szatan tak daleko podsunął swe zuchwalstwo, że przyjął raz postać jej spowiednika. Dziewica weszła do kościoła i oczekując na księdza, przygotowywała się do spowiedzi. Jakież było jej zdziwienie, gdy go spostrzega w konfesjonale, chociaż nie widziała, którędy wszedł. Czuje wielki niepokój wewnętrzny, niezawodną u niej wskazówkę obecności złego ducha. Zbliża się jednak i zaczyna spowiedź. Głos, który słyszy, jest głosem jej spowiednika, ale słowa jego są gorszące i nieprzyzwoite, towarzyszą im odpowiednie ruchy.

- Boże - wola Gemma - co to? Gdzie jestem?

Czysta dziewczynka drży na całym ciele i przez chwilę czuje się oszołomiona. Wkrótce uspakaja się, wstaje, odchodzi od konfesjonału i spostrzega, że mniemany „spowiednik" zniknął, chociaż nikt z obecnych nie widział go wychodzącego. Nie było żadnej wątpliwości - przez ten podstęp szatan chciał oszukać świętą dziewczynkę albo przynajmniej odebrać jej ufność względem zastępcy Bożego w trybunale pokuty.



Kiedy się ta sztuczka nie udała, próbował innej. Ukazał się jej pod postacią pięknego anioła, jaśniejącego światłem, i pełnego troskliwości o jej szczęście. Aby ją łatwiej oszukać, użył względem niej - tak jak względem Ewy w raju - subtelnej przebiegłości.

- Patrz na mnie - mówił - mogę cię uczynić szczęśliwą; przysięgnij tylko, że będziesz mnie słuchała we wszystkim. Gemma, która tym razem nic odczuła niepokoju ostrzegającego ją o zbliżeniu się szatana, słuchała spokojnie. Ale przy pierwszych niecnych słowach przewrotnego ducha oczy się jej otworzyły i zaczęła się bronić:

- Mój Boże, Maryjo Niepokalanie Poczęta - wolała - przyjdźcie mi z pomocą!

Potem stając śmiało przed mniemanym aniołem, plunęła mu w twarz. Zniknął natychmiast pod postacią wielkiego czerwonego płomienia, zostawiając na posadzce kupę popiołu.

Po pewnym czasie nowa napaść. - Słuchaj, Ojcze - opowiadała mi Gemma - wczoraj po spowiedzi wróciłam do domu. Korzystając z samotności, uklękłam, by odmówić Koronkę do Pięciu Ran Pana Jezusa. Rozpamiętywałam czwartą ranę, gdy zobaczyłam przed sobą kogoś podobnego do Jezusa. Był ubiczowany, a z otwartego serca krew się lała obficie. Powiedział mi:

- Czy tak odpłacasz mi, córko? Patrz, w jakim jestem stanie! Czy widzisz, jak cierpię dla ciebie? A ty nie chcesz mi się przypodobać przez pokuty, dlatego że ci ich zabroniono. A przecież mogłabyś wrócić do nich.

- Nie, nie - odpowiedziałam - chcę słuchać; byłabym nieposłuszna, gdybym ciebie słuchała. - Ale przecież - mówił dalej - to nie spowiednik zabronił ci tych umartwień, to ten... (szatan miał na myśli przewodnika). Nie masz żadnego obowiązku słuchać go. „Dodał jeszcze wiele innych rzeczy. Po tych przewrotnych radach poznałam szatana. Chciałam wziąć dyscyplinę, jak niegdyś w podobnym wypadku, lecz poczułam inne natchnienie. Wstałam i pokropiłam go wodą święconą, więc zniknął. Odzyskałam spokój, ale uczułam kilka uderzeń, którymi ten nicpoń obdarza mnie od czasu do czasu".

I tak, nie mogąc uzyskać nic innego, duch buntowniczy namawiał Gemmę, by mimo zakazu przewodnika, oddawała się umartwieniom szkodzącym jej zdrowiu. Aby ją uchronić od szkodliwych pomyłek, za każdym nadprzyrodzonym widzeniem kazałem jej wołać:

- Niech będzie pochwalony Jezus! Bóg sam bez mojej wiedzy dał jej podobną radę. Miała mówić:

- Błogosławiony Jezus! Błogosławiona Maryja! Posłuszne dziecko łączyło oba te pozdrowienia.

Spodziewając się wzbić ją w pychę, szatan zsyłał jej czasem sny, a nawet na jawie ukazywał procesję w bieli, zbliżającą się pobożnie do jej łóżka, aby jej oddać cześć. Oznajmił także, że ojciec duchowy przechowywał starannie jej listy, by w przyszłości stanowiły jej chwałę. Próżne pokusy! Służebnica Boża posiadała zbyt wiele skromności, by się - jak Ewa - dać złapać w sidła próżności.

Pragnąc zachwiać jej wielką ufnością w Bogu, wróg przeklęty korzystał z częstego stanu opuszczenia i rozpaczliwej oschłości duchowej, aby podwoić w jej sercu straszną obawę potępienia.

- Czy nie widzisz - mówił jej - że ten Jezus nie słucha ciebie, nie chce cię znać więcej? Po co ubiegać się zatem... Poddaj się twemu nieszczęśliwemu losowi!

To była dla największych świętych najbardziej męcząca pokusa. Gemma odczuwała całą jej gwałtowność, ale przyzwyczajona - pomimo wszystko i w każdej okoliczności - zwracać się z najżywszą wiarą do Boga jak dziecko do ojca, wkrótce odzyskiwała spokój. Mogła więc powiedzieć mi:

- Ten nikczemny szatan niepokoi mnie, chciałby... Ale Jezus natchnął mnie takim spokojem, że wszystkie wysiłki diabelskie nie mogły ani na chwilę zachwiać mej wiary. Anioł pychy wściekły, że cała jego obłuda nie wymogła nic na słabej dziewicy, ostatecznie zdjął maskę i próbował siły. Ukazywał się jej pod strasznymi postaciami grożącego potwora, dzikiego człowieka, psa wściekłego. Po zastraszeniu jej, rzucał się na nią, bił ją, rwał zębami, rzucał nią na wszystkie strony, ciągał za włosy i dręczył wszelkimi sposobami.

W tych srogich udręczeniach nie można dopatrywać się wrażeń przywidzenia, gdyż skutki ich zostawały dość długo na ciele ofiary, włosy wyrwane, ciało zsiniałe, kości jakby pogruchotane, bóle okrutne. Czasem słychać było uderzenia, było widać, jak jej łóżko ruszało się, podnosiło i spadało gwałtownie. Napaści te trwały bez ustanku godzinami, a nawet przez całą noc.

Pozwólmy samej Gemmie opowiedzieć o tych zjawiskach. Prostota jej stylu, skromność i szczerość zwolnią nas od wszelkich wyjaśnień. „Dziś, gdy sądziłam, że będę wolna od tego brzydkiego potwora, byłam właśnie przez niego bardzo niepokojona. Szłam na spoczynek, myśląc, iż zasnę spokojnie, tymczasem inaczej się stało. Najpierw zostałam uderzona tak silnie, iż myślałam, że umrę. Zły duch miał postać wielkiego czarnego psa. Położył mi łapy na plecach. Była chwila, że myślałam, iż mi pogruchocze kości. Potem, gdy brałam wodą święconą, wykręcił mi ramię z taką siłą, że upadłam z bólu. Kości były zupełnie wywichnięte, ale Jezus, dotykając, nastawił mi je i uleczył wszystko, co było uszkodzone".

W innym liście pisała: „Wczoraj jeszcze diabeł mnie męczył. Ciotka prosiła, abym napełniła wodą dzbany w pokojach. Przechodząc z dzbanami w ręku przed obrazem Serca Jezusowego, odmówiłam z miłością modlitwą. W tej chwili na ramiona spadły mi uderzenia tak silne, że upadłam, nie tłukąc jednak żadnego dzbanka. Dziś jeszcze czuję ból, szczególnie podczas pracy".

Święta dziewczynka pisała jeszcze: „Spędziłam noc źle, jak zwykle. Szatan stanął przede mną pod postacią olbrzyma i bił mnie przez całą noc, mówiąc:

- Nie ma już dla ciebie ratunku, jesteś w mojej mocy! Odpowiedziałam, że się go wcale nic obawiam, gdyż Bóg jest miłosierny. Wtedy pieniąc się ze złości, bił mnie po głowie i znikł, wyjąc:

- Bądź przeklęta!

Poszłam do mego pokoju, aby nieco wypocząć, ale znalazłam go tam znowu. Bił mnie sznurem z węzłami, bił, ponieważ nie chciałam zgodzić się na zło, do którego mnie namawiał. Nic odpowiadałam mu, a on podwajał uderzenia, tłukąc gwałtownie moją głową o ziemię. Nagle przyszło mi na myśl prosić Boga Ojca o pomoc - zawołałam: »Ojcze Przedwieczny, przez Najdroższą Krew Jezusa, uwolnij mnie«. Natychmiast nędznik uderzył mnie, zrzucił z łóżka i z taką zajadłością, uderzył głową o ziemię, że z bólu straciłam świadomość. Odzyskałam ją nieprędko. Niech będzie chwała Jezusowi!"

Takie sceny powtarzały się bardzo często, a czasem codziennie. Biedna ofiara przyzwyczaiła się prawie do tego. Pomimo tortur, które znosiła, widok piekielnego straszydła nie przerażał jej w końcu. Patrzała na niego z taką pogardą, z jaką gołąbka patrzy na zwierzę nieczyste. Zanim to jej nie zostało zabronione, próbowała czasem odpowiadać mu i upokarzać go, a kiedy za wezwaniem świętego imienia Jezus potwór tarzał się po ziemi, uciekając co prędzej, naiwna dziewczynka żartowała zeń, wybuchając wesołym śmiechem.

- Gdybyś widział, Ojcze - mówiła mi - jak uciekał, utykając w pośpiechu, śmiałbyś się wraz ze mną.

Byłem raz obecny, gdy dziewczynka zachorowała ciężko i znalazła się w niebezpieczeństwie śmierci. Siedząc w kąciku, odmawiałam spokojnie brewiarz, nagle ogromny czarny kot o dziwnie strasznym wyglądzie rzucił mi się gwałtownie pod nogi. Następnie obiegi pokój, wskoczył na łóżko chorej, siadł u jej głowy i zwrócił na nią dziki wzrok. Krew zastygła mi w żyłach. Gemma jednak była spokojna.

- No - odezwałem się, ukrywając, o ile mogłem, niepokój - co tam nowego?

- Nie bój się, mój Ojcze, to ten nicpoń, szatan, chce mnie dręczyć, ale nie obawiaj się, nie zrobi Ci nic złego. Ze drżeniem zbliżyłem się do łóżka i wziąwszy wody święconej, pokropiłem je. Zjawisko znikło natychmiast, nie przerywając ani na chwilę głębokiego spokoju chorej.

Jedyną rzeczą, która naprawdę przerażała Gemmę - powtórzmy to kolejny raz - była myśl, że może ulec pokusie i obrazić Boga. Chociaż nigdy nie upadła w przeszłości, niebezpieczeństwo wydawało się jej zawsze równie groźne i niepokoiło ją ciągle. Nie zaniedbywała żadnego środka obrony: krzyż, relikwie świętych, szkaplerze, zaklęcia, a nade wszystko ucieczki do Boga, do Najświętszej Panny, do Anioła Stróża i do przewodnika duszy. „Przybądź prędzej, Ojcze - pisała do mnie - albo przynajmniej z daleka czuwaj nade mną, pomóż mi zbawić mą duszę, obawiam się wpaść w ręce szatana. Ach, gdybyś wiedział, jak cierpię! Jak on się cieszył dzisiejszej nocy. Wziął mnie za włosy i ciągnął, mówiąc: »Nieposłuszeństwo, nieposłuszeństwo! Teraz dam sobie radę z tobą, chodź, chodź ze mną!« I chciał mnie zanieść do piekła. Dręczył mnie około czterech godzin - i tak zeszła noc. Boję się, abym go kiedyś nie usłuchała i nie obraziła Jezusa!"

W kilku bardzo rzadkich okolicznościach Bóg pozwolił szatanowi zawładnąć całą jej istotą, obezwładnić władzę jej duszy i zamącić jej wyobraźnię do tego stopnia, że można by ją uważać za opętaną. Litość brała patrzeć na nią w tym stanie. Sama tak się tym przerażała, że na samo wspomnienie bladła i drżała.

- O Boże - mówiła - byłam w piekle bez Jezusa, bez Matki Boskiej, bez Anioła Stróża. Jeżeli wyszłam stamtąd bez grzechu, Tobie to tylko zawdzięczam, o Jezu! A jednak ja się cieszę, bo cierpię i cierpiąc, zawsze spełniam Twą świętą wolę. Gdyby podobne napaści ze strony czarta powtarzały się częściej lub trwały dłużej, biedna ofiara z pewnością przypłaciłaby to życiem.

Z tymi utrapieniami łączyły się cierpienia i choroby wywołane - jak można słusznie przypuszczać - przez piekielnego ducha. Kiedy uprzytomnimy sobie, że Gemma w tym samym czasie cudownie łączyła się z cierpieniami Zbawiciela w Jego bolesnej Męce, będziemy mieli wyobrażenie o wielkości męczeństwa bohaterskiej dziewicy, która dobrowolnie poświęciła się na całopalenie Panu.

Gemma uważała się za szczęśliwą w tym morzu cierpień fizycznych i moralnych, szczęśliwą, że w ten sposób stawała się coraz bardziej podobna do Męża Boleści, że mogła wznosić się coraz wyżej w czyste sfery Bożej miłości i pokutować za grzechy świata.

www.fronda.pl/a/napasci-szatanskie-na-sw-gemme,76480.html
swgemma.blogspot.com/
Ostatnio zmieniany: 4 lata, 11 mies. temu przez frater.

Odp: św. Gemma Galgani 4 lata, 10 mies. temu #4386

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1472
  • Oklaski: 8
Jezu, chcę cierpieć, cierpieć dla Ciebie. Zawsze z modlitwą na ustach. Często upada, kto często podejmuje postanowienia. A co dzieje się z kimś, kto postanawia rzadko?
Nie robiłam często postanowień, ale i żadnego nigdy nie dotrzymałam, grzeszyłam na wszelkie sposoby, codziennie prosiłam Jezusa o cierpienie, o dużo cierpienia.
Od czasu, kiedy mama obudziła we mnie marzenia o Niebie, zawsze, nawet kiedy grzeszyłam, gorąco go pragnęłam i gdyby Jezus pozwolił mi wybierać, wolałabym uwolnić się od ciała i odlecieć do Nieba.
W tym samym roku pojawiło się we mnie inne pragnienie: czułam, jak rośnie we mnie pragnienie kochania Jezusa Ukrzyżowanego, a zarazem cierpienia i pomagania Jezusowi w Jego Męce.
Źle robi mi to, że jestem tak daleko od Najświętszego Sakramentu.
Chcę podążać za Tobą za cenę cierpienia i chcę tego gorąco; nie, Jezu, nie chcę więcej męczyć Cię swoim letnim postępowaniem, jak do tej pory; musiało to budzić w Tobie niesmak.
Nosiłam pierścionek; i ten zdjęłam i odtąd nic już nie miałam.
Zdaję się na Ciebie, mój Boże. Wszystkie moje dążenia, wszystkie uczucia będą dla Ciebie.
Czuję się słaba, Jezu, ale z Twoją pomocą, mam nadzieję, zdołam żyć inaczej, to znaczy bliżej Ciebie.
Nieraz zastanawiałyśmy się nad moimi grzechami i nad moją niewdzięcznością dla Jezusa i zaczynałyśmy obie płakać.
Każdego wieczoru, ledwie wyszłam ze szkoły, szłam do domu, zamykałam się w pokoju i klęcząc odmawiałam cały Różaniec, a w nocy nieraz wstawałam na jakiś kwadrans i polecałam Jezusowi moją biedną duszę.
Trzy, cztery razy w tygodniu przystępowałam do Komunii Świętej i Jezus przychodził, chociaż byłam taka niedobra, był ze mną, mówił mi tyle rzeczy.
Pamiętaj, że cenną biżuterią, która upiększa oblubienicę ukrzyżowanego Króla, mogą być tylko ciernie i krzyż.
Codziennie odwiedzać Pana Jezusa w Sakramencie i mówić do Niego bardziej sercem, niż językiem.
Ze wszystkich sił pracować nad tym, by nie prowadzić rozmów na tematy obojętne, a tylko o sprawach Nieba.
Nie pragnęłam niczego więcej: codziennie dostawałam dziesiątkę i codziennie słuchałam objaśnień kolejnego momentu Męki.
Gemmo, ileż dostałaś od Jezusa!
Pamiętajmy, że jesteśmy niczym, Bóg jest wszystkim, Bóg jest naszym Stwórcą, wszystko, co mamy, mamy od Boga.
Widziałam, jak bardzo jestem niewdzięczna wobec mego Boga i jak strasznymi grzechami cała jestem pokryta.
Wychowawczyni często mówiła na mnie „Pyszna".
Nieraz w ciągu dnia popadałam w pychę, zanim się spostrzegłam.
Gemmo, należysz do Jezusa; powinnaś być cała Jego. Bądź dobra: Jezus jest z ciebie zadowolony, ale bardzo potrzebujesz pomocy. Rozważanie Męki Pańskiej ma być dla ciebie czymś najdroższym.
Za każdym razem, kiedy bije zegar, trzy razy powtórzę: O mój Jezu, miłosierdzia.
Najgorsza ze wszystkich byłam zawsze ja, któż może wiedzieć, jaki rachunek muszę zdać Panu za zły przykład, jaki dawałam rodzeństwu i znajomym!
Często będę odwiedzać Jezusa w Najświętszym Sakramencie, zwłaszcza wtedy, kiedy będę smutna.



www.swietagemma.pl/swiadectwo/biografia
  • Strona:
  • 1
  • 2
Wygenerowano w 0.94 sekundy