Home
Błąd
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
  • Kunena Błąd wewnętrzny: Proszę o kontakt z administratorem serwisu aby rozwiązać ten problem!
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Jak wygląda Niebo?
(0 przeglądających) 
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Jak wygląda Niebo?

Jak wygląda Niebo? 11 lata, 8 mies. temu #204

  • fratris
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1041
  • Oklaski: 22
Jak wygląda Niebo?


Tyle mówi Kościół o niebie, nagrodzie wiecznej, a mnie to tylko śmieszy, gdyż sądzę, iż musiałbym się tam strasznie nudzić. Strasznie drętwe towarzystwo, pewnie ciągłe śpiewy i psalmy. Wydaje mi się więc, że najtrudniej dostać się do piekła. Idą tam tylko Ci, co nie chcą iść do nieba. Tak więc może ktoś zachęci mnie do tego nieba - bym zechciał tam iść.

Widzisz - ja jak i cały Kościół jestem nastawiony na przyszłe życie, na to Niebo. Czytałem, co tylko można było na ten temat przeczytać. W tym kontekście staram się czytać Biblię. Medytowałem, czytałem objawienia prywatne, sprawdzałem co na ten temat mówią inne religie i co wspólnie przekazują swoim wiernym. Cała dziedzina teologii (główna) zajmuje się eschatologią (i tak się nazywa). Całe Chrześcijaństwo zajmuje się tym, co nas czeka po śmierci. I często się dziwię - właśnie po tylu latach własnych poszukiwań, jak łatwo ludzie rezygnują z Nieba. Bo gdyby się sami zapoznali z tym, co tylko trochę Bóg nam odsłonił w przeróżny sposób, to naprawdę zaczęliby weryfikować swoje życie - i to bez większych problemów. Nie jesteś pierwszym, który zadaje mi to pytanie. Ale napiszę Ci, co ja na ten temat myślę (i wiem, że nie stoi to w sprzeczności z nauką Kościoła, gdyż wielu moich profesorów mówiło mi, że doszło do tego samego).
Modlitwa wytrwała, pokorna i gorąca bez wątpienia osiąga niebo, z którego nigdy nie powróci nie wysłuchana (św. Bernard)

Powiem z ręką na sercu - jedyną osobą jaka tam była i która coś mogła powiedzieć to był Jezus. Owszem mamy jeszcze zeznania osób, które przeżyły "life after life" - czyli śmierć pozorna - ale akurat do tego mam daleko posunięty krytycyzm. Są również objawienia prywatne: o. Pio, Proboszcza z Ars, s. Lucji i św. Faustyny.
To, czego się najbardziej boimy - to śmierć - ja też się czasami bałem. Tak czas przeszły to dobre słowo. Teraz się nie boję, owszem boję się o najbliższych, że gdybym teraz odszedł musieliby radzić sobie sami, czasami boję się "tego przejścia" (no przecież sam Chrystus się bał), ale wiem, że czas i czekanie nie istnieją w niebie. Ale od początku.

Śmierć

Więc nadchodzi chwila śmierci. Człowiek się boi i czuje, ze życie doczesne się kończy. Bóg nie chce śmierci niewinnego, więc te ostatnie chwile życia to często ostatni dar na Ziemi dla człowieka - dar żalu za zło jakie się wyrządziło i dar ponownego albo nowego wyboru - czy chce do Nieba czy do Piekła. I znam wielu, którzy to wykorzystali. Jak również znam człowieka, który umierał przeklinając Boga. I szczerze żałowali tuż przed śmiercią. Ale we wszystkich religiach jest powszechne przekonanie, że w chwili śmierci, tzn., w tym czasie, gdy ciało już umarło, ale w trakcie tzw. Przejścia, jest czas, który pozwala na ostatni rachunek życia. Od razu Cię jednak przestrzegam przed postawieniem tezy - no to sobie pohasam, a przed śmiercią będę miał czas na żal - nic z tego - Pana Boga nie oszukasz. To jest grzech najcięższy - nazywanym grzechem przeciwko Duchowi św. i Miłosierdziu Bożemu - jest nieodpuszczalny tu na ziemi, zaś konsekwencje tego grzechu tam, po drugiej stronie są straszne - przestrzegał przed nim sam Jezus!

Umysł ludzki uwolniony od bólu, udręki życia i bodźców fizycznych tak absorbujących za życia (zaznaczam umysł, jako cześć nie fizyczna, ale informacja - jak matryca skopiowana w duszy człowieka), problemów - pozostaje sam na sam z tym co zarejestrował przez cale nasze życie. Wtedy to - opisują to ludzie po śmierci klinicznej widzi się całe swoje życie jak film, który ogląda się szybko, ale we wszystkich najdrobniejszych szczegółach, tak jakbyś przeżył swoje życie jeszcze raz, ale w mgnieniu oka. Kościół, a wraz z nim ja podejrzewa, że ten rachunek sumienia połączony z prawdziwym żalem i przeświadczeniem, że już się umarło, a się żyje jest ostatnim momentem na żal za grzechy doskonały (stad m.in. tzw. warunkowe odpuszczenie grzechów na wypadek śmierci - np. na wojnie oraz sakrament namaszczenia chorych, który też uważa się za taki "ponowny chrzest na śmierć i nowe życie"). Więc z jednej strony będziesz widział całe swoje życie - dobro i zło jakie było Twoim udziałem. Będziesz już wiedział, że śmierć nie kończy życia, ale rozpoczyna coś nowego. I będziesz widział wszystkie skutki swoich grzechów - ilu ludzi wycierpiało przez twoje zło i to czego nie widziałeś za życia. Niebo jest na pewno ciągiem dalszym życia tutaj, bo przecież zostaje świadomość psychicznego podmiotu - po śmierci będziesz wiedział, że Ty to Aleks, a ja to Misiek.


Więc człowiek umiera i od razu dokonujesz skoku czasowego - nie tam jakieś czekanie - ale od razu trafiasz na Sąd Ostateczny. Oczywiście to trwa, ale nie dla Ciebie. Tam czasu nie ma - tam jest nieskończoność - nie ma dni, snu, nie ma nic z tego co regulowało naszym czasem i dawało nam orientacje w czasie. Jeśli Twój żal za grzechy był szczery, ale za życia dokonałeś jakichś czynów, które spowodowały jakieś przeszkody - czyli jesteś nie oczyszczony ze zła, są w Tobie jakieś naleciałości i pozostałości po twoich grzechach, jakieś winy - to nie widzisz jeszcze Boga. Widzisz inne dusze, innych ludzi, wszystkich ich od razu poznasz, każdego z nich będziesz widział. Będziesz widział tych, którzy pomarli przed Tobą (wszystkie religie są zgodne, że nasi zmarli członkowie rodzin będą tam nas oczekiwać), całe drzewa genealogiczne, pradziadków, praprapra, aż do początku, Ci wszyscy, których zostawiłeś na ziemi (nie ma czasu, ich spotkasz od razu na Sądzie Ostatecznym), oraz Ci, którzy się narodzą (Twoje wnuki, prawnuki i ich rodziny i tak w nieskończoność). Spotkasz wszystkich i to co zobaczysz i co zrozumiesz jako pierwsze, od razu, to, że stanowicie jedną rodzinę, że nie ma obcych - tylko swoi. Że twój kolega z pracy to Twój bardzo daleki kuzyn mimo, że ma inny kolor skóry.
Widząc Boga, będziesz kochał Go pełnią miłości poznając fakt, że gdyby Cię nie stworzył nie wiedziałbyś czym jest Dobro, jakim Cię obdarzył.

I to co naprawdę eksploduje to miłość i życzliwość. Bo i Twoja skośnooka koleżanka z drugiej ulicy okaże się Twoją daleką siostrą i będzie Cię chciała poznać i ona i inni będą chcieli Ciebie poznać. Więc cały ten tłum, który się dostał do Nieba będziesz widział (jak - nie wiem, ale będziesz widział). Jeśli więc musisz się oczyścić widząc jak inni się cieszą, jak nieskończona dobroć jest i zespala ludzi, to wielka męka dla Ciebie będzie to, że jesteś nie do końca czysty. Pragnienie bycia z nimi i z Bogiem, to będzie dla nas męka, ale męka mająca swój kres i mająca cechy oczyszczające z resztek zła - oni już się cieszą, a Ty nie. I rodzące się w Tobie pragnienie bycia razem w tej wspólnocie spowoduje, że to co zostało w Tobie ze zła pryśnie jak bańka mydlana. Nagle znajdziesz się wśród tych ludzi - braci i swoich sióstr, matek i ojców, synów i córek, wnuków i prawnuków i prapraprawnuków. I zobaczysz Boga. Nieskończoną Pełnię, Miłość, Dobro i Doskonałość. Głębia ogromna przeplatająca wszystko i wszystkich. I to co niewiadome zaczniesz poznawać - to co teraz dla Ciebie było ograniczeniem, co tamowało Twój rozwój życia, myślenie, potrzebę pokonywania przestrzeni, poznania, tworzenia, wszelkie Twoje pragnienia przestaną Cię ograniczać, poczujesz się doskonale wolny. Będziesz mógł robić co chcesz, poznawać wszystko. Widząc Boga zapomnisz o tym co złe, ciesząc się z nieskończonego dobra.
Nie będzie miłości egoistycznej i bezrozumnej czy partykularnej


Niebo nie będzie bezczynnością

Nie będzie nudy. Cokolwiek poznasz będziesz chciał poznać, posmakować, poczuć. Stąd pojawi się naturalna potrzeba posiadania normalnego ciała. I będziesz miał ciało jakie chcesz, ale nie będzie to ciało, które panuje nad człowiekiem, posiadające potrzeby, ale takie ciało, o jakim Jezus powiedział i pokazał na własnym przykładzie. Ciało odnowione i doskonale: z jednej strony będziesz mógł z nim robić co chcesz, z drugiej nie będzie dla niego żadnych barier. Nie będzie podlegało żadnym potrzebom (higienicznym, żywieniowym, czy kosmetycznym), ale z drugiej strony będzie mogło być zaspokajane, jeśli będziesz chciał. Jezus na przykład po śmierci jadł rybę i pił wino z uczniami. A jednocześnie przechodził przez ściany, chodził po wodzie unosił się w powietrzu. Raz posiadał rany po gwoździach i przebiciu lancą na krzyżu w okolicach serca, innym razem ich nie miał. Raz wyglądał tak, że go ludzie po trzech dniach od śmierci nie poznawali, mimo że go widzieli przez 3 lata dzień w dzień, innym razem był tak podobny, że jak Tomasz zwątpił w ogóle, czy Jezus umarł.

Będziesz więc mógł wyglądać tak jak chcesz. Przestrzeń i czas nie będzie Twoją barierą, będziesz mógł być teraz i wszędzie gdzie chcesz - nawet w przeszłości. Ponieważ Bóg jest nieskończony, poznanie go będzie nieskończone. A będziesz chciał poznać to wszystko czego nie wiedziałeś za życia, będziesz chciał poczuć to, czego nie mogłeś spełnić tutaj, bo zło i nasza biologia Ci nie pozwalały. Niebo więc jest działaniem - bo będziesz uczestniczył w działaniu Boga. Niebo jest miłością nieskończoną - bo posiadanie każdego dobra jest związane z miłością tego dobra.

Nie będzie miłości egoistycznej i bezrozumnej czy partykularnej. Będzie tylko miłość wszechogarniająca i życzliwa - jej przedsmak mamy w zakochaniu tutaj na ziemi, tylko przedsmak. Przeżywanie miłosnych uniesień, też jest tylko przedsmakiem. Niebo jest radością, gdyż w pełni realizuje wszelkie władze człowieka, które osiągają zadowolenie we wszelkich przedmiotach swych dążeń.

Poznanie Boga nie będzie takim poznaniem na sposób ludzki, ale będziesz miał bezpośredni kontakt własnego umysłu z największym Konkretem! Będziesz poznawał wszystko tak jak Bóg to wie.

Widząc Boga będziesz się Nim stawał - tak jak i inni będą się stawali. A pamiętając wszystko nigdy nie zapragniesz zła (no bo byś nie przyszedł do nieba, gdybyś go pragnął), bo będziesz znał jego skutki z własnego życia i wiedział, że wielu nie dostąpiło łaski Nieba, bo wybrali piekło (poznasz całą prawdę). Więc będziesz żył Dobrem i czynił Dobro.

Widząc Boga, będziesz kochał Go pełnią miłości poznając fakt, że gdyby Cię nie stworzył nie wiedziałbyś czym jest Dobro, jakim Cię obdarzył. A radochy będzie co niemiara (nieskończenie) bo będziesz miał każde dobro jakie zapragniesz - i będziesz je posiadał.

Jak Ci się zachce pomieszkać jako człowiek na jakiejś planetce ze wszelkimi dobrami, to pstryk - i już mieszkasz w miłym towarzystwie ukochanych przyjaciół (dar bilokacji to norma - ba nawet spotykana tutaj wśród ludzi - miał go np. Pio, św. proboszcz z Ars, i wielu innych, w niebie będzie miał go każdy) - cokolwiek zapragniesz, będzie cieszyło wszystkich - nie tylko Ciebie. A ponieważ nasza potrzeba posiadania Dobra jest nieskończona, to i nieskończone musi być niebo, aby je zaspokoić. Granic wyobraźni nie będzie. Granic poznania również.

Poznanie Boga będzie doskonałe i pełne - to samo z poznaniem innych ludzi, innych ras, aniołów, a nawet innych istot, o których teraz nie wiemy... Ba, nawet zwierząt. Co będziesz chciał, to będziesz miał (stąd moje zaproszenie na piwo u św. Piotra - będzie piwo - idę o zakład. Czy piwo to coś złego? Upicie się i kac tak, są złe - tam się nie upijesz.

Wszystko co do tej pory jest tajemnicą przestanie nią być. I co najważniejsze, będziesz tam mógł tworzyć nowe Prawdy, Nowe Dobro, w teologii nazywa się to dobro nad dodatkowe. I nie będziesz już mógł tego nigdy utracić i nikt Ci tego nie zabierze.

I na koniec jedna z podstawowych prawd związanych z życiem przyszłym. Ponieważ życie w niebie jest kontynuacją życia na ziemi, ważna jest "pozycja" z jakiej startujemy w niebie - im większe jest dobro ziemskie, które człowiek tworzy tu na ziemi, tym większy zdobywa stopień życia przyszłego. Innymi słowy, im lepiej tutaj żyjesz, im więcej tutaj poznajesz, im więcej tutaj dla Boga poświęcisz, im więcej dobra uczynisz, tym więcej tego dostaniesz tam. Ten kto ma będzie mu dodane, a ten co nie ma, to zabiorą mu i to, co ma. A kto dla mnie wszystko stracił... stokroć więcej otrzyma a nadto życie wieczne. Warto o tym pamiętać.
Wszystko co do tej pory jest tajemnicą przestanie nią być..

To tyle. Masz owoc 8 lat moich studiów, modlitw, myślenia, medytacji i czytania. Teraz uruchom swoją wyobraźnię i zapragnij jakieś wielkie dobro, którego pragniesz. Otwórz oczy i powiedz czy się ono stało - nie, nie stało się. Zaś w niebie się stanie -od ręki w chwili kiedy pomyślisz tylko. Mam nadzieję, że się tam spotkamy, byłoby mi strasznie miło. Więc jak tam trafisz to wypijemy to piwo zawieszeni gdzieś w przestrzeni kosmicznej w innym wymiarze czasowym i będziemy sobie oglądali jakiś wybuch supernowej albo kolejny Big Bang.
Trzymaj się i uruchom swoją wyobraźnię - pragnienie nieba, to wielki motor - wtedy nic na ziemi nie staje się przeszkodą. Pozdrawiam Cię serdecznie.





Źródło;
www.palys.interq.pl/Pytania/Jak_wyglada_niebo3.htm
Ostatnio zmieniany: 11 lata, 8 mies. temu przez Faustyna.

Odp: Jak wygląda Niebo? 6 lata, 11 mies. temu #3813

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1410
  • Oklaski: 8
Jak wygląda Niebo?


Tyle mówi Kościół o niebie, nagrodzie wiecznej, a mnie to tylko śmieszy, gdyż sądzę, iż musiałbym się tam strasznie nudzić. Strasznie drętwe towarzystwo, pewnie ciągłe śpiewy i psalmy. Wydaje mi się więc, że najtrudniej dostać się do piekła. Idą tam tylko Ci, co nie chcą iść do nieba. Tak więc może ktoś zachęci mnie do tego nieba - bym zechciał tam iść.

Widzisz - ja jak i cały Kościół jestem nastawiony na przyszłe życie, na to Niebo. Czytałem, co tylko można było na ten temat przeczytać. W tym kontekście staram się czytać Biblię. Medytowałem, czytałem objawienia prywatne, sprawdzałem co na ten temat mówią inne religie i co wspólnie przekazują swoim wiernym. Cała dziedzina teologii (główna) zajmuje się eschatologią (i tak się nazywa). Całe Chrześcijaństwo zajmuje się tym, co nas czeka po śmierci. I często się dziwię - właśnie po tylu latach własnych poszukiwań, jak łatwo ludzie rezygnują z Nieba. Bo gdyby się sami zapoznali z tym, co tylko trochę Bóg nam odsłonił w przeróżny sposób, to naprawdę zaczęliby weryfikować swoje życie - i to bez większych problemów. Nie jesteś pierwszym, który zadaje mi to pytanie. Ale napiszę Ci, co ja na ten temat myślę (i wiem, że nie stoi to w sprzeczności z nauką Kościoła, gdyż wielu moich profesorów mówiło mi, że doszło do tego samego).
Modlitwa wytrwała, pokorna i gorąca bez wątpienia osiąga niebo, z którego nigdy nie powróci nie wysłuchana (św. Bernard)

Powiem z ręką na sercu - jedyną osobą jaka tam była i która coś mogła powiedzieć to był Jezus. Owszem mamy jeszcze zeznania osób, które przeżyły "life after life" - czyli śmierć pozorna - ale akurat do tego mam daleko posunięty krytycyzm. Są również objawienia prywatne: o. Pio, Proboszcza z Ars, s. Lucji i św. Faustyny.
To, czego się najbardziej boimy - to śmierć - ja też się czasami bałem. Tak czas przeszły to dobre słowo. Teraz się nie boję, owszem boję się o najbliższych, że gdybym teraz odszedł musieliby radzić sobie sami, czasami boję się "tego przejścia" (no przecież sam Chrystus się bał), ale wiem, że czas i czekanie nie istnieją w niebie. Ale od początku.

Śmierć

Więc nadchodzi chwila śmierci. Człowiek się boi i czuje, ze życie doczesne się kończy. Bóg nie chce śmierci niewinnego, więc te ostatnie chwile życia to często ostatni dar na Ziemi dla człowieka - dar żalu za zło jakie się wyrządziło i dar ponownego albo nowego wyboru - czy chce do Nieba czy do Piekła. I znam wielu, którzy to wykorzystali. Jak również znam człowieka, który umierał przeklinając Boga. I szczerze żałowali tuż przed śmiercią. Ale we wszystkich religiach jest powszechne przekonanie, że w chwili śmierci, tzn., w tym czasie, gdy ciało już umarło, ale w trakcie tzw. Przejścia, jest czas, który pozwala na ostatni rachunek życia. Od razu Cię jednak przestrzegam przed postawieniem tezy - no to sobie pohasam, a przed śmiercią będę miał czas na żal - nic z tego - Pana Boga nie oszukasz. To jest grzech najcięższy - nazywanym grzechem przeciwko Duchowi św. i Miłosierdziu Bożemu - jest nieodpuszczalny tu na ziemi, zaś konsekwencje tego grzechu tam, po drugiej stronie są straszne - przestrzegał przed nim sam Jezus!

Umysł ludzki uwolniony od bólu, udręki życia i bodźców fizycznych tak absorbujących za życia (zaznaczam umysł, jako cześć nie fizyczna, ale informacja - jak matryca skopiowana w duszy człowieka), problemów - pozostaje sam na sam z tym co zarejestrował przez cale nasze życie. Wtedy to - opisują to ludzie po śmierci klinicznej widzi się całe swoje życie jak film, który ogląda się szybko, ale we wszystkich najdrobniejszych szczegółach, tak jakbyś przeżył swoje życie jeszcze raz, ale w mgnieniu oka. Kościół, a wraz z nim ja podejrzewa, że ten rachunek sumienia połączony z prawdziwym żalem i przeświadczeniem, że już się umarło, a się żyje jest ostatnim momentem na żal za grzechy doskonały (stad m.in. tzw. warunkowe odpuszczenie grzechów na wypadek śmierci - np. na wojnie oraz sakrament namaszczenia chorych, który też uważa się za taki "ponowny chrzest na śmierć i nowe życie"). Więc z jednej strony będziesz widział całe swoje życie - dobro i zło jakie było Twoim udziałem. Będziesz już wiedział, że śmierć nie kończy życia, ale rozpoczyna coś nowego. I będziesz widział wszystkie skutki swoich grzechów - ilu ludzi wycierpiało przez twoje zło i to czego nie widziałeś za życia. Niebo jest na pewno ciągiem dalszym życia tutaj, bo przecież zostaje świadomość psychicznego podmiotu - po śmierci będziesz wiedział, że Ty to Aleks, a ja to Misiek.


Więc człowiek umiera i od razu dokonujesz skoku czasowego - nie tam jakieś czekanie - ale od razu trafiasz na Sąd Ostateczny. Oczywiście to trwa, ale nie dla Ciebie. Tam czasu nie ma - tam jest nieskończoność - nie ma dni, snu, nie ma nic z tego co regulowało naszym czasem i dawało nam orientacje w czasie. Jeśli Twój żal za grzechy był szczery, ale za życia dokonałeś jakichś czynów, które spowodowały jakieś przeszkody - czyli jesteś nie oczyszczony ze zła, są w Tobie jakieś naleciałości i pozostałości po twoich grzechach, jakieś winy - to nie widzisz jeszcze Boga. Widzisz inne dusze, innych ludzi, wszystkich ich od razu poznasz, każdego z nich będziesz widział. Będziesz widział tych, którzy pomarli przed Tobą (wszystkie religie są zgodne, że nasi zmarli członkowie rodzin będą tam nas oczekiwać), całe drzewa genealogiczne, pradziadków, praprapra, aż do początku, Ci wszyscy, których zostawiłeś na ziemi (nie ma czasu, ich spotkasz od razu na Sądzie Ostatecznym), oraz Ci, którzy się narodzą (Twoje wnuki, prawnuki i ich rodziny i tak w nieskończoność). Spotkasz wszystkich i to co zobaczysz i co zrozumiesz jako pierwsze, od razu, to, że stanowicie jedną rodzinę, że nie ma obcych - tylko swoi. Że twój kolega z pracy to Twój bardzo daleki kuzyn mimo, że ma inny kolor skóry.
Widząc Boga, będziesz kochał Go pełnią miłości poznając fakt, że gdyby Cię nie stworzył nie wiedziałbyś czym jest Dobro, jakim Cię obdarzył.

I to co naprawdę eksploduje to miłość i życzliwość. Bo i Twoja skośnooka koleżanka z drugiej ulicy okaże się Twoją daleką siostrą i będzie Cię chciała poznać i ona i inni będą chcieli Ciebie poznać. Więc cały ten tłum, który się dostał do Nieba będziesz widział (jak - nie wiem, ale będziesz widział). Jeśli więc musisz się oczyścić widząc jak inni się cieszą, jak nieskończona dobroć jest i zespala ludzi, to wielka męka dla Ciebie będzie to, że jesteś nie do końca czysty. Pragnienie bycia z nimi i z Bogiem, to będzie dla nas męka, ale męka mająca swój kres i mająca cechy oczyszczające z resztek zła - oni już się cieszą, a Ty nie. I rodzące się w Tobie pragnienie bycia razem w tej wspólnocie spowoduje, że to co zostało w Tobie ze zła pryśnie jak bańka mydlana. Nagle znajdziesz się wśród tych ludzi - braci i swoich sióstr, matek i ojców, synów i córek, wnuków i prawnuków i prapraprawnuków. I zobaczysz Boga. Nieskończoną Pełnię, Miłość, Dobro i Doskonałość. Głębia ogromna przeplatająca wszystko i wszystkich. I to co niewiadome zaczniesz poznawać - to co teraz dla Ciebie było ograniczeniem, co tamowało Twój rozwój życia, myślenie, potrzebę pokonywania przestrzeni, poznania, tworzenia, wszelkie Twoje pragnienia przestaną Cię ograniczać, poczujesz się doskonale wolny. Będziesz mógł robić co chcesz, poznawać wszystko. Widząc Boga zapomnisz o tym co złe, ciesząc się z nieskończonego dobra.
Nie będzie miłości egoistycznej i bezrozumnej czy partykularnej


Niebo nie będzie bezczynnością

Nie będzie nudy. Cokolwiek poznasz będziesz chciał poznać, posmakować, poczuć. Stąd pojawi się naturalna potrzeba posiadania normalnego ciała. I będziesz miał ciało jakie chcesz, ale nie będzie to ciało, które panuje nad człowiekiem, posiadające potrzeby, ale takie ciało, o jakim Jezus powiedział i pokazał na własnym przykładzie. Ciało odnowione i doskonale: z jednej strony będziesz mógł z nim robić co chcesz, z drugiej nie będzie dla niego żadnych barier. Nie będzie podlegało żadnym potrzebom (higienicznym, żywieniowym, czy kosmetycznym), ale z drugiej strony będzie mogło być zaspokajane, jeśli będziesz chciał. Jezus na przykład po śmierci jadł rybę i pił wino z uczniami. A jednocześnie przechodził przez ściany, chodził po wodzie unosił się w powietrzu. Raz posiadał rany po gwoździach i przebiciu lancą na krzyżu w okolicach serca, innym razem ich nie miał. Raz wyglądał tak, że go ludzie po trzech dniach od śmierci nie poznawali, mimo że go widzieli przez 3 lata dzień w dzień, innym razem był tak podobny, że jak Tomasz zwątpił w ogóle, czy Jezus umarł.

Będziesz więc mógł wyglądać tak jak chcesz. Przestrzeń i czas nie będzie Twoją barierą, będziesz mógł być teraz i wszędzie gdzie chcesz - nawet w przeszłości. Ponieważ Bóg jest nieskończony, poznanie go będzie nieskończone. A będziesz chciał poznać to wszystko czego nie wiedziałeś za życia, będziesz chciał poczuć to, czego nie mogłeś spełnić tutaj, bo zło i nasza biologia Ci nie pozwalały. Niebo więc jest działaniem - bo będziesz uczestniczył w działaniu Boga. Niebo jest miłością nieskończoną - bo posiadanie każdego dobra jest związane z miłością tego dobra.

Nie będzie miłości egoistycznej i bezrozumnej czy partykularnej. Będzie tylko miłość wszechogarniająca i życzliwa - jej przedsmak mamy w zakochaniu tutaj na ziemi, tylko przedsmak. Przeżywanie miłosnych uniesień, też jest tylko przedsmakiem. Niebo jest radością, gdyż w pełni realizuje wszelkie władze człowieka, które osiągają zadowolenie we wszelkich przedmiotach swych dążeń.

Poznanie Boga nie będzie takim poznaniem na sposób ludzki, ale będziesz miał bezpośredni kontakt własnego umysłu z największym Konkretem! Będziesz poznawał wszystko tak jak Bóg to wie.

Widząc Boga będziesz się Nim stawał - tak jak i inni będą się stawali. A pamiętając wszystko nigdy nie zapragniesz zła (no bo byś nie przyszedł do nieba, gdybyś go pragnął), bo będziesz znał jego skutki z własnego życia i wiedział, że wielu nie dostąpiło łaski Nieba, bo wybrali piekło (poznasz całą prawdę). Więc będziesz żył Dobrem i czynił Dobro.

Widząc Boga, będziesz kochał Go pełnią miłości poznając fakt, że gdyby Cię nie stworzył nie wiedziałbyś czym jest Dobro, jakim Cię obdarzył. A radochy będzie co niemiara (nieskończenie) bo będziesz miał każde dobro jakie zapragniesz - i będziesz je posiadał.

Jak Ci się zachce pomieszkać jako człowiek na jakiejś planetce ze wszelkimi dobrami, to pstryk - i już mieszkasz w miłym towarzystwie ukochanych przyjaciół (dar bilokacji to norma - ba nawet spotykana tutaj wśród ludzi - miał go np. Pio, św. proboszcz z Ars, i wielu innych, w niebie będzie miał go każdy) - cokolwiek zapragniesz, będzie cieszyło wszystkich - nie tylko Ciebie. A ponieważ nasza potrzeba posiadania Dobra jest nieskończona, to i nieskończone musi być niebo, aby je zaspokoić. Granic wyobraźni nie będzie. Granic poznania również.

Poznanie Boga będzie doskonałe i pełne - to samo z poznaniem innych ludzi, innych ras, aniołów, a nawet innych istot, o których teraz nie wiemy... Ba, nawet zwierząt. Co będziesz chciał, to będziesz miał (stąd moje zaproszenie na piwo u św. Piotra - będzie piwo - idę o zakład. Czy piwo to coś złego? Upicie się i kac tak, są złe - tam się nie upijesz.

Wszystko co do tej pory jest tajemnicą przestanie nią być. I co najważniejsze, będziesz tam mógł tworzyć nowe Prawdy, Nowe Dobro, w teologii nazywa się to dobro nad dodatkowe. I nie będziesz już mógł tego nigdy utracić i nikt Ci tego nie zabierze.

I na koniec jedna z podstawowych prawd związanych z życiem przyszłym. Ponieważ życie w niebie jest kontynuacją życia na ziemi, ważna jest "pozycja" z jakiej startujemy w niebie - im większe jest dobro ziemskie, które człowiek tworzy tu na ziemi, tym większy zdobywa stopień życia przyszłego. Innymi słowy, im lepiej tutaj żyjesz, im więcej tutaj poznajesz, im więcej tutaj dla Boga poświęcisz, im więcej dobra uczynisz, tym więcej tego dostaniesz tam. Ten kto ma będzie mu dodane, a ten co nie ma, to zabiorą mu i to, co ma. A kto dla mnie wszystko stracił... stokroć więcej otrzyma a nadto życie wieczne. Warto o tym pamiętać.
Wszystko co do tej pory jest tajemnicą przestanie nią być..

To tyle. Masz owoc 8 lat moich studiów, modlitw, myślenia, medytacji i czytania. Teraz uruchom swoją wyobraźnię i zapragnij jakieś wielkie dobro, którego pragniesz. Otwórz oczy i powiedz czy się ono stało - nie, nie stało się. Zaś w niebie się stanie -od ręki w chwili kiedy pomyślisz tylko. Mam nadzieję, że się tam spotkamy, byłoby mi strasznie miło. Więc jak tam trafisz to wypijemy to piwo zawieszeni gdzieś w przestrzeni kosmicznej w innym wymiarze czasowym i będziemy sobie oglądali jakiś wybuch supernowej albo kolejny Big Bang.
Trzymaj się i uruchom swoją wyobraźnię - pragnienie nieba, to wielki motor - wtedy nic na ziemi nie staje się przeszkodą. Pozdrawiam Cię serdecznie.





Źródło;
www.palys.interq.pl/Pytania/Jak_wyglada_niebo3.htm

Odp: Jak wygląda Niebo? 5 lata, 3 mies. temu #4045

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1410
  • Oklaski: 8
www.katolik.pl/niebo-i-pieklo,2288,416,cz.html?s=1


Niebo - wieczne szczęście
Jakiś czas temu telewizja emitowała reklamę ptasiego mleczka, po którym człowiek czuje się "jak w niebie". Ciekawe jest to pokazywanie nieba, skoro św. Paweł powiedział: ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2,9). Zatem ta rzeczywistość, którą dziś widzimy niejasno, jakby w zwierciadle, a która w pełni stanie się naszym udziałem w życiu przyszłym (por. 1 Kor 13,13), przerasta nasze najśmielsze oczekiwania.

A jednak od początku chrześcijaństwa, na podstawie słów Biblii, głoszona jest nauka o niebie. Nauczanie Kościoła streścił Jan Paweł II w cyklu katechez środowych wygłoszonych w 1999 roku.
Biblia rozumie niebo jako mieszkanie Boga, który jest Stwórcą nieba i ziemi (por. Rdz 1,1). Bóg jednak "nie mieści" się w niebie (por. 1 Krl 2,11). Biblia mówi także, że w tym miejscu mogą znaleźć się ci, którzy idąc za łaską Boga, starają się żyć według Jego wskazań (por. Rdz 5,24; 2 Krl 2,11). Jezus wręcz zachęca, aby gromadzić sobie tam skarby (por. Mt 6,20; 19,21) i mówi o nagrodzie znajdującej się w niebie (por. Mt 5,12). Myśli te w Nowym Testamencie podejmuje św. Paweł, który wyraźnie stwierdza, że skoro z Chrystusem zostaliśmy pogrzebani we chrzcie, to także Nim zmartwychwstaniemy (por. Rz 6, 8 ).

Niebo to przede wszystkim pełnia szczęścia z Bogiem, oglądanie Go twarzą w twarz (por. 1 Kor 13,12). To szczęście jest przeznaczone dla tych ludzi, którzy w czasie swego ziemskiego życia otwarli serca na miłość Boga, pielęgnowali ją w swym życiu. Dotyczy to także tych, którzy w chwili śmierci zwrócili się do miłosiernego Boga.
Dla człowieka wierzącego niebo nie jest czymś abstrakcyjnym, przenośnią, niezrealizowanym obiektem pożądania czy jakimś fizycznym miejscem, ale to żywy i osobisty kontakt z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym: spotkanie z Ojcem, przez Chrystusa, w Duchu Świętym. Jezus bowiem otworzył nam bramy nieba przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Zostaliśmy w ten sposób przeznaczeni do wiecznego szczęścia z Bogiem.

Kiedy w Wyznaniu wiary mówimy: wierzę w życie wieczne, to właśnie wyznajemy tę nadzieję na bycie z Bogiem w niebie, gdzie każdy ma miejsce przygotowane przez Ojca (por. J 14,1-6).
Chrześcijanie już tu na ziemi mogą doświadczyć przedsmaku nieba. W jaki sposób? Poprzez sakramenty, szczególnie Eucharystię. Jezus powiedział, że kto spożywa Jego Ciało i Krew ma życie wieczne (por. J 6,54). Każdy bowiem, kto na ziemi potrafi cieszyć się z tego, co otrzymuje od Boga, ten uczy się owej radości i pokoju, które staną się naszym udziałem w przyszłym życiu (por. Kol 3,1).
Piekło - znak Bożego miłosierdzia
Może dla wielu słowa te są szokujące, dlatego spieszę je wyjaśnić. W tym celu posłużę się przykładem. Otóż w czasie podróży samochodem siedziałem obok kierowcy. Nagle zza drzewa zauważyliśmy charakterystyczną sylwetkę policyjnego radiowozu. Reakcja kierowcy była natychmiastowa. Zwolnił. Okazało się, że to model radiowozu ustawiony przy szosie. Na drogach mamy znaki, ale niejeden kierowca je ignoruje. Tymczasem gdy widzi policyjny samochód, a tym samym ma świadomość groźby mandatu za swoje wykroczenia, nagle zaczyna respektować przepisy ruchu drogowego.

Z podobną sytuacją możemy się spotkać w kwestiach wiary. Jest wielu ludzi, którzy żyją zasadami Ewangelii, dlatego że mają świadomość miłości, jaką Bóg ich obdarzył i nie chcą tej miłości zawieść. Jest jednak pewna grupa, która postępuje zgodnie z przysłowiem: "Jak trwoga, to do Boga". Dla wielu ludzi wierzących nie jest przekonująca miłość Boga i obietnica nieba, ale właśnie groźba wiecznego potępienia. Nie jest to wprawdzie postawa właściwa, ale ten mechanizm staje się dla wielu zbawienny.

Piekło nie jest zaprzeczeniem miłosierdzia Boga, który jest miłością (por. 1 J 4,8.16). Bóg bowiem nie jest kimś, kto na człowieka nakłada karę. To doświadczenie związane jest z dramatem ludzkiej wolności. Bóg bowiem tak szanuje wolność człowieka i jego wybory, że pozostaje niejako bezbronny wobec złych wyborów przez niego dokonywanych. Człowiek może - nawet w ostatniej chwili życia - odrzucić miłość Boga i Jego przebaczenie, a tym samym na własne życzenie pozbawić się wiecznego szczęścia.

Biblia o piekle mówi w sposób bardzo symboliczny, ale jednocześnie realistyczny (na przykład w przypowieściach o Sądzie Ostatecznym - Mt 25,31-46 i o bogaczu i Łazarzu - Łk 16,19-31). Podobnych tekstów biblijnych można znaleźć bardzo wiele (na przykład Ap 20,13; 2 Tes 1,9).

Zaproszenie do zbawienia

Jezus Chrystus pokonał śmierć i Szatana, ale zaproszenie do zbawienia nadal pozostaje zaproszeniem. Człowiek może z niego skorzystać, ale może je także odrzucić. W tym drugim przypadku skazuje się na pustkę życia bez Boga, która jest konsekwencją wcześniejszego życia tak, jakby Boga nie było. Nie można zatem powiedzieć, że to Bóg potępia człowieka, ale że człowiek, znając drogę życia - dobra i drogę śmierci - zła, wybiera tę drugą. Zamyka się na miłość miłosiernego Boga i nie chce z niej korzystać, a Bóg jedynie potwierdza ten stan.

Dla każdego człowieka wierzącego piekło i los zbuntowanych aniołów, których nazywamy diabłami, jest ostrzeżeniem. Ostrzeżeniem, każącym nam żyć tak, aby uniknąć tragedii, jaka stała się ich udziałem. Można obrazowo powiedzieć, że mamy unikać owego szatańskiego "nie" na rzecz Jezusowego "tak". O nikim jednak nie możemy powiedzieć, że został potępiony. Dlatego można spotkać ludzi, którzy twierdzą, że piekło jest puste.

Możliwość wiecznego potępienia nie służy temu, aby tworzyć psychozę czy niewłaściwy lęk, ale stanowi przestrogę. Wiara chrześcijańska jest przesiąknięta nadzieją, o czym świadczą chociażby słowa z I modlitwy eucharystycznej: Boże, przyjmij łaskawie tę Ofiarę od nas, sług Twoich, i całego ludu Twojego… zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych.

Spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka
To doskonałe życie z Trójcą Świętą, ta komunia życia i miłości z Nią, z Dziewicą Maryją, z aniołami i wszystkimi świętymi, jest nazywane "niebem". Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia (KKK 1024).
Jezus "otworzył" nam niebo przez swoją Śmierć i Zmartwychwstanie. Życie błogosławionych polega na posiadaniu w pełni owoców odkupienia dokonanego przez Chrystusa, który włącza do swej niebieskiej chwały tych, którzy uwierzyli w Niego i pozostali wierni Jego woli. Niebo jest szczęśliwą wspólnotą tych wszystkich, którzy są doskonale zjednoczeni z Chrystusem (KKK 1026).
Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się mianem "piekła" (KKK 1033).

o. Robert Wawrzeniecki OMI
Ostatnio zmieniany: 5 lata, 3 mies. temu przez frater.
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 0.73 sekundy