Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

TAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: TAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA

TAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJ I SAKRAMENT POJEDNANIA 9 lata, 5 mies. temu #288

  • fratris
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1041
  • Oklaski: 22
Świadectwa Cataliny Rivas o „Tajemnicy Mszy św.” i „Sakramencie pojednania”, zawarte w tej broszurze, są przedrukiem z katolickiego miesięcznika „Miłujcie się” nr 3 i 5, 2004 – za zezwoleniem wydawnictwa tego miesięcznika. Zebrał i zestawił: o. Józef Markowicz CSsR
Skład, druk i oprawa: PERGAMON – TYCHY 2005


TAJEMNICA MSZY ŚWIĘTEJ

Jego Świątobliwości Janowi Pawłowi II,
pierwszemu Apostołowi Nowej Ewangelizacji,
z ogromną wdzięcznością i miłością,
którego przykład daje nam, świeckim
wiarę, odwagę i pobożność.
Wszystkim kapłanom, którzy są jak pępowina
łącząca Boga oraz ludzi i przekazują łaskę Bożą
przez sakrament pojednania i Eucharystię
Catalina




CUD EUCHARYSTYCZNY W LANCIANO

Rzeczywista obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie została w cudowny sposób potwierdzona w małym kościółku pod wezwaniem św. Longina w miasteczku i Lanciano we Włoszech.
Było to w VIII w., podczas Mszy św., którą odprawiał mnich bazylianin. Po Przeistoczeniu opadły go wątpliwości co do istotnej obecności Ciała i Krwi Pańskiej w konsekrowanych postaciach Chleba i Wina.
Nagle, przed oczami dręczonego pokusą przeciw wierze kapłana, biała Hostia przemieniła się w cząstkę żywego ciała, w kielichu zaś ujrzał prawdziwą krew, która zakrzepła, tworząc pięć cząstek różnej wielkości i kształtu.
To Ciało i Krew Pańską, cudem uwidocznione oczom człowieka, przechowano aż do naszych czasów. W ciągu wie­ków dokonywano kilkakrotnie badań ze strony władz kościelnych.
We współczesnych nam czasach oo. Franciszkanie, któ­rzy obsługują kościół, gdzie dokonał się cud, za zgodą Rzy­mu, powierzyli ekspertom przechowywane przez 12 wieków cząsteczki dla dokonania analizy naukowej. Badania zostały przeprowadzone w laboratorium pod ścisłym nadzorem dwóch profesorów uniwersytetu (Linoli i Bertelli).
Uczeni ogłosili następujące końcowe wyniki:

■ Ciało jest prawdziwym ciałem, Krew jest prawdziwą krwią,
Jedno i drugie jest ciałem i krwią ludzką,
Ciało i Krew mają tę samą grupę krwi (AB),
Ciało i Krew należą do osoby ŻYJĄCEJ,
Diagram tej Krwi odpowiada krwi ludzkiej, pobranej z ciała człowieka w TYM
SAMYM DNIU (w dniu do­konywanego badania),
Ciało jest złożone z mięśniowych tkanek SERCA,
Relikwie te, zachowane w stanie naturalnym przez tyle wieków i wystawione na działania fizyczne, atmosfe­ryczne i biologiczne – są nadzwyczajnym fenomenem.

Eksperci przesłali do o. Franciszkanów telegram następu­jącej treści:

«ET VERBUM CARO FACTUM EST» A SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAŁO!

Jeszcze jeden uderzający szczegół:
Gdy zważono oddziel­nie poszczególne cząstki zakrzepłej Krwi (są różnej wielkości), każda z nich ważyła dokładnie tyle, co wszystkie pięć razem wzięte. – Miłość Boga do człowieka nie zna wagi ani miary!
Przypomnijmy sobie tu prawdę wiary, że w każdej konse­krowanej cząstce Chleba i Wina jest obecny cały Bóg-Czło­wiek z duszą, Ciałem i Bóstwem.
Imprimatur Renzio d ‘Antonio, arcybiskup z Lanciano



W CZASIE KAŻDEJ MSZY ŚW. DOKONUJE SIĘ
PRAWDZIWE PRZEISTOCZENIE


Słowo, które stało się Ciałem 2000 lat temu, obecne jest dzi­siaj w Eucharystii. Fakt ten sprawił, że Msza św. stała się centrum życia chrześcijańskiego, centrum życia Kościoła. W niej odnajdujemy Tego, który umarł dla naszego zbawienia i – co więcej – pozostał, wręcz „uwięził się”, pod postacią chle­ba i wina, by być wśród nas wciąż obecnym.
Jezus oddaje się nam i staje się dla nas pokarmem, zapew­niając nam w ten sposób nowe życie: Ciało moje jest prawdzi­wym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumiera li. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki
(J 6, 55-58).
Pan Bóg nieustannie przypomina nam o swojej obecności, o tym, że każdego z nas pragnie zaprowadzić do szczęścia w niebie, że Jego miłosierdzie jest nieskończone i gładzi wszystkie grzechy. Pragnie jednak od nas całkowitego zaufania i zgody, aby mógł nas przemieniać swoją miłością i prowa­dzić do pełni zbawienia. Pan Jezus mówi nam o tym nieustan­nie poprzez głos sumienia, naukę Kościoła, Pismo Św., a także poprzez różnego rodzaju wydarzenia, znaki i objawienia.
„Miłujcie się”, nr 3, 2004




ZNAKI WZYWAJĄCE DO NAWRÓCENIA


Jednym z miejsc, skąd Pan Jezus, poprzez nadzwyczajne zna­ki, kieruje do ludzi wezwanie do nawrócenia, jest miasto Cochabamba [czyt. Kociabamba] w centralnej Boliwii. Już w XIX wieku o tym miejscu prorokował św. Jan Bosko: W górach Ameryki Południowej, pomiędzy 15 a 20 równoleżnikiem, zo­staną odkryte wielkie bogactwa, w postaci minerałów i surowców, jednak prawdziwe znaczenie będą miały nie te, ukryte w ziemi, lecz inne, cenniejsze od złota, których bogactwo rozciągnie się nie tylko na kontynent południowo-amerykański, lecz również na cały świat, tak, że oczy wszystkich będą zwrócone na to miejsce.
W Cochabamba znajduje się figurka Pana Jezusa, która W tajemniczy sposób płacze krwawymi łzami.
9 marca 1995 roku jedna z mieszkanek Cochabamba kupuje gipsową figurę Pana Jezusa w sklepie z dewocjonaliami. Po powrocie do domu stawia ją na ołtarzyku i widzi, że z oczu figurki zaczynają obficie sączyć się krople krwi. W krótkim czasie figurka jest cała zakrwawiona. Oczy figurki wyglądają jak żywe i nieustannie ronią krwawe łzy.
Wezwano znanego eksperta w dziedzinie objawień, dok­tora Ricardo Castaniona, o dokładne zbadanie tego niezwy­kłego zjawiska. Ten neurofizjolog bada na całym świecie przypadki objawień Jezusa i Maryi oraz obrazy i figurki, któ­re krwawią lub wydzielają olejki.
4 kwietnia 1995 roku dr Castanion pobiera próbki krwi, wypływające z oczu figurki i poddaje je badaniu w dwóch niezależnych laboratoriach w USA i Australii. Wyniki tych badań są identyczne. Nie tylko potwierdzają istnienie prawdziwej krwi, ale – co więcej – obecność ludzkiego DNA. Cała figurka zosta­je również prześwietlona, aby upewnić się, czy wewnątrz niej nie ma jakichś otworów lub mechanizmów. Badania wyka­zują, że w figurce nie ma nic, prócz czystego gipsu.
Odrębne badania, przeprowadzone przez władze kościel­ne, potwierdziły autentyczność wydarzenia, które – według bi­skupa ordynariusza – ma nadprzyrodzony charakter. Figurka Pana Jezusa została umieszczona w kościele w Cochabamba.
Innym znakiem, wzywającym ludzi do nawrócenia, jest życie i działalność mieszkanki Cochabamba – Cataliny (zwa­nej też Katyą) Rivas.
W czerwcu 1994 roku jeden z księży z Cochabamba zwrócił się z prośbą do dr Ricardo Castaniona, aby zbadał przypadek kobiety, która twierdzi, że słyszy głos Jezusa i spi­suje to, co do niej mówi.
W tym samym roku Katya udaje się do Conyers w stanie Georgia (USA). Podczas gorącej modlitwy pod krzyżem Pa­na Jezusa, czuje silne pragnienie całkowitego oddania się Jezu­sowi, by posługiwał się nią, zgodnie z Jego wolą. Gdy po skoń­czonej modlitwie otwiera oczy, w miejscach, gdzie przebite są ręce Jezusa, widzi oślepiające światło, które jak błyskawica przeszywa jej dłonie, zadając przenikliwy ból. Po chwili świa­tło z przebitych nóg Jezusa przenika przez obie stopy Catali­ny, pozostawiając krwawiące rany. Wreszcie, jeszcze silniejsze promienie z boku Pana przeszywają jej bok. Catalina, z powodu ogromnego bólu, pada na ziemię i wtedy słyszy głos Jezusa: Raduj się z powodu daru, jakim cię obdarzyłem.
Jezus mówi do Katyi: Ty jesteś Moim piórem, którym po­ruszam, aby kreśliło znaki wyrażające Moje słowa. To, co pisze twoja ręka, pochodzi ode Mnie i będzie powtarzane i nagłaśnia­ne przez innych, tak, aż wypełni całą ziemię.
Orędzia Pana Jezusa, przekazywane przez Catalinę, nie za­wierają nowych prawd, ale przypominają ewangeliczne wezwa­nie do nawrócenia, wzywają do przyjęcia Boga i Jego miłości oraz zachęcają do życia zgodnego z dekalogiem, Ewangelią i nauką Kościoła katolickiego. Władze kościelne Cochabamba, z arcybiskupem Rene Fernandelem Apaza na czele, głęboko poruszone Bożymi znakami, przekonawszy się, że są one praw­dziwe, a zarazem bardzo istotne w ewangelizacji dzisiejszego świata, powołują organizację – Apostolat Nowej Ewangelizacji – która zajmuje się rozpowszechnianiem Bożego orędzia.
Wszystkie orędzia poprzedzone są listem biskupa Apazy o następującej treści:
„Przeczytaliśmy książki Cataliny i jeste­śmy przekonani, że jedynym ich celem jest, aby prowadzić nas wszystkich drogą ducha, zapoczątkowaną w Ewangelii. Książ­ki te również podkreślają wyjątkowe miejsce Maryi Dziewicy, naszego Modelu w naśladowaniu i podążaniu za Jezusem Chrystusem, Matki, której powinniśmy się powierzyć z całko­witym zaufaniem i miłością. W odnowie miłości i oddania Ko­ściołowi Świętemu, książki te pokazują nam, jak powinien po stępować prawdziwie wierzący chrześcijanin. Z tych wszyst­kich względów, wyrażam zgodę na ich wydanie i dystrybucję oraz polecam je jako materiał do medytacji oraz duchowego ukierunkowania, w celu odpowiedzi na Boże wezwanie, aby ra­tować dusze, poprzez pokazywanie, że Jezus jest Bogiem ży­wym, pełnym miłosierdzia i miłości”.
„Miłujcie się”, nr 3, 2004



EUCHARYSTIA NA NOWO ODKRYTA

Gdy Kościół sprawuje Eucharystię, pamiątkę śmierci i zmar­twychwstania swojego Pana, to centralne wydarzenie zba­wienia staje się rzeczywiście obecne i „dokonuje się dzieło naszego Odkupienia”. Ofiara ta ma do tego stopnia decydujące znaczenie dla zbawienia rodzaju ludzkiego, że Jezus złożył ją i wrócił do Oj­ca, dopiero wtedy, gdy zostawił nam środek umożliwiający uczestnictwo w niej, tak jakbyśmy byli w niej obecni. W ten sposób każdy wierny może w niej uczestniczyć i korzystać z jej niewyczerpa­nych owoców.
(Jan Paweł II, Encyklika o Eucharystii,11).



ROK EUCHARYSTII

W Liście apostolskim na Rok Eucharystii (październik 2004-2005) Jan Paweł II zachęca wszystkich wier­nych, by kolejne miesiące w sposób szczególny stały się dla nich czasem pogłębienia duchowości eucharystycznej. Niech Rok Eucharystii – pisze Ojciec Święty – będzie dla wszystkich cenną okazją do rozbudzenia nowej świadomości niezrównane­go skarbu, który Chrystus powierzył swemu Kościołowi. Niech będzie bodźcem do bardziej ożywionego i mocniej odczuwanego jej celebrowania, z którego mogłaby się rodzić przeobrażona mi­łością egzystencja chrześcijańska (Jan Paweł II, Mane nobiscum Domine, 29). W Eucharystii sam Chrystus daje się nam w Swojej Osobie. Uczestnicząc w pełni we Mszy św., jesteśmy świadkami uobecnienia tajemnicy śmierci i zmar­twychwstania Jezusa Chrystusa i otrzymujemy zadatek życia wiecznego.



ŚWIADECTWO CATALINY O EUCHARYSTII

Poprzez mistyczne doświadczenia, spisane przez Catalinę Rivas, boliwijską stygmatyczkę, Pan Jezus i Matka Boża pragną nauczyć nas owocnie uczestniczyć w tym najwięk­szym wydarzeniu naszego zbawienia, które uobecnia się w czasie każdej Mszy św.
Oto fragmenty zapisków Cataliny: W święto Zwiastowania, kiedy weszłam do kościoła na Mszę Św., trochę spóźniona, arcybiskup i księża wychodzi­li już z zakrystii. Matka Boża powiedziała do mnie swoim de­likatnym, słodkim, kobiecym głosem: Dzisiaj jest dzień nauki dla ciebie. Pragnę, abyś się mocno skupiła na tym, czego do­świadczysz, ponieważ będziesz dzielić się tym z całą ludzkością. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę, był chór pięknych głosów, śpiewający z oddali. Chwilami muzyka zbli­żała się, a potem oddalała, tak jak szmer wiatru.



AKT POKUTY


Arcybiskup rozpoczął Mszę św. i kiedy doszedł do aktu pokuty, Maryja powiedziała: Z głębi serca proś Pana, aby przebaczył ci grzechy, którymi Go obraziłaś. W ten sposób będziesz mogła godnie uczestniczyć w tym przywileju, jakim jest Msza św. Pomyślałam: Jestem przecież w stanie łaski uświęca­jącej, nie dalej jak wczoraj wyspowiadałam się. Matka Boża odpowiedziała: Myślisz, że od wczoraj nie obraziłaś Pana? Po­zwól, że przypomnę ci parę wydarzeń. Kiedy wychodziłaś do ko­ścioła, przyszła dziewczyna, która ci pomaga, aby cię o coś poprosić. Byłaś spóźniona i spieszyłaś się, dlatego odpowiedziałaś jej niezbyt grzecznie. To był brak miłości z twojej strony, a mó­wisz, że nie obraziłaś Boga? Kiedy tu szłaś, twoją drogę przeciął autobus, prawie cię potrącił. Wyraziłaś się niezbyt odpowiednio pod adresem tego biednego człowieka, zamiast powrócić do od­mawiania swoich modlitw, by się przygotować do Mszy św. Brakło ci miłości i utraciłaś pokój, cierpliwość. A ty mówisz, że nie zraniłaś Boga? Przyszłaś na ostatnią chwilę, kiedy celebran­si wychodzili w procesji odprawiać Mszę... i zamierzasz uczest­niczyć w Niej bez wcześniejszego przygotowania... Dlaczego wy wszyscy przychodzicie na ostatnią chwilę? Powinniście przychodzić wcześniej, aby pomodlić się i poprosić Pana, aby zesłał Swojego Ducha Świętego, by Ten mógł obdarzyć was pokojem i oczyścić od ducha tego świata, od waszych niepokojów, pro­blemów i rozproszenia. On czyni was zdolnymi przeżyć ten tak święty moment. Przecież to jest największy z cudów. Przyszli­ście przeżywać moment, kiedy Najwyższy Bóg daje swój największy dar, a nie umiecie tego docenić.



CHWAŁA NA WYSOKOŚCI BOGU

Ponieważ był to dzień świąteczny, w kościele rozbrzmiała Chwała na wysokości. Matka Boża powiedziała: Uwiel­biaj i błogosław z całej swojej miłości Świętą Trójcę, uznając, że jesteś jednym z Jej stworzeń.



LITURGIA SŁOWA

Nastąpił moment Liturgii Słowa i Maryja kazała mi po­wtórzyć: Panie, dzisiaj chcę słuchać Twojego Słowa i przy­nieść obfity owoc. Proszę, aby Twój Duch Święty oczyścił wnę­trze mojego serca, aby Twoje Słowo wzrastało i rozwijało się w nim. Potem Najświętsza Maryja Panna powiedziała: Chcę, abyś uważała na czytaniach i na całej homilii. Pamiętaj o tym, co mówi Biblia, że Słowo Boże nie wraca, dopóki nie wyda plo­nu. Jeśli będziesz pilnie słuchać, część z tego, co usłyszysz, pozostanie w tobie. Powinnaś spróbować przywoływać przez cały dzień te słowa, które zrobiły na tobie wrażenie. Czasem to mogą być dwa wersy, innym razem lektura całej Ewangelii, a czasem tylko jedno słowo. Smakuj je przez resztę dnia, a stanie się ono częścią ciebie. Życie zmienia się, jeśli pozwoli się, aby Słowo Boże przemieniało osobę.



PRZYGOTOWANIE DARÓW OFIARNYCH

Chwilę później nastąpiło ofiarowanie i Matka Boża po­wiedziała: Módl się w ten sposób: „Panie, ofiarowuję Ci się cała, taką jaka jestem, wszystko co mam i co mogę. Wszyst­ko wkładam w Twoje ręce. Boże Wszechmogący, przez zasługi Twojego Syna, przemień mnie. Proszę Cię za moją rodzinę, do­brodziejów, za wszystkich ludzi, którzy walczą przeciw nam, za tych, którzy polecali się moim modlitwom. Naucz mnie kłaść moje serce na ziemi, aby ich droga była mniej twarda”. Tak modlili się święci. Chcę, abyście wy wszyscy też tak czynili.
Nagle z ławek zaczęły się podnosić jakieś postacie, któ­rych wcześniej nie widziałam. Wyglądało to tak, jakby ze strony każdej osoby obecnej w katedrze, wstała inna osoba. Wkrótce nawa główna zapełniła się młodymi, pięknymi ludź­mi. Byli ubrani w lśniąco białe szaty. Matka Boża powiedzia­ła: Patrz. To są Aniołowie Stróże każdej z osób, która znajduje się w kościele. To właśnie w tym momencie twój Anioł Stróż za­nosi twoje dary i prośby przed ołtarz. Pana. Ich rysy twarzy były bardzo piękne, niemal kobiece, zaś wzrost, budowa ciała oraz ręce – męskie. Nagie stopy nie dotykały ziemi. Część z nich niosła jakby złotą misę z czymś, co promieniowało czystym, złotym światłem. Najświętsza Panna powiedziała: To są Anio­łowie Stróże tych ludzi, którzy ofiarują Msze św. w wielu inten­cjach i którzy są świadomi tego, co znaczy ta celebracja. Oni mają coś do ofiarowania Panu.
Ofiaruj siebie w tym momencie... Podaruj swoje żale, bóle, nadzieje, smutki, radości, prośby. Pamiętaj, że Msza św. ma nieskończoną wartość. Z tego względu, bądź hojna w ofiarowywaniu i w prośbach. Za pierwszymi Aniołami postępowali na­stępni, którzy mieli puste ręce. Matka Boża powiedziała: To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale nigdy nic nie ofiarują. Nie są zainteresowani przeżywaniem każdego momentu Mszy św. i nie mają daru do zaniesienia przed ołtarz Pana. Na końcu procesji szli Aniołowie, którzy byli dosyć smutni, z rękami splecionymi do modlitwy, ale ze spuszczonym wzro­kiem. To są Aniołowie Stróże ludzi, którzy są tutaj, ale którzy przyszli z obowiązku, bez pragnienia uczestniczenia we Mszy św. Aniołowie idą dalej smutni, ponieważ nie mają nic do złoże­nia na ołtarzu, poza własnymi modlitwami. (...) Nie zasmucaj swojego Anioła Stróża. Proś o wiele, nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich. Pamiętaj, że ofiara, która najbardziej podoba się Panu, to ta, gdy samą siebie ofiarujesz jako ofiarę całopalną, tak, aby Jezus mógł przemienić ciebie przez Swoje zasługi. Co możesz ofiarować Ojcu sama z siebie? Nicość i grzech. Ojcu podobają się ofiary połączone z zasługami Jezusa.



PREFACJA

Nastąpił końcowy moment prefacji i kiedy wierni odma­wiali: „Święty, Święty, Święty”, nagle wszystko, co znaj­dowało się z tyłu celebransów, zniknęło. Po lewej stronie, za arcybiskupem, pojawiły się tysiące Aniołów. Ubrani byli w tuniki, podobne do białych szat kapłanów czy ministran­tów. Wszyscy oni uklękli z rękoma złożonymi do modlitwy i skłaniali głowy, oddając Bogu cześć. Słychać było piękną muzykę, tak jakby liczne chóry różnymi głosami śpiewały w uniesieniu razem z ludźmi: „Święty, Święty, Święty”.



KONSEKRACJA

Nastąpił moment Konsekracji, cudu nad cudami. Za ar­cybiskupem pojawił się tłum ludzi. Wszyscy mieli na so­bie tuniki w kolorach pastelowych. Ich twarze były promien­ne, pełne radości. Mogłoby się komuś wydawać (nie umiem powiedzieć, dlaczego), że byli ludźmi w różnym wieku, ale ich twarze miały szczęśliwy wyraz i były bez zmarszczek. Klęknęli, podobnie jak przy śpiewie „Święty, Święty, Święty”. Matka Boża powiedziała: To są wszyscy święci i błogosławieni. Pomiędzy nimi są dusze twoich krewnych, którzy już cieszą się oglądaniem Boga. Potem zobaczyłam Matkę Bożą, dokład­nie po prawej stronie arcybiskupa, krok za celebransem. Była zawieszona lekko nad podłogą, klęczała ubrana w jasną, przeźroczystą, ale jednocześnie świetlaną niczym woda, krysta­liczną tkaninę. Najświętsza Panna, ze złożonymi rękoma, spoglądała uważnie i z szacunkiem na celebransa. Mówiła do mnie stamtąd, ale cicho, prosto do serca, nie patrząc na moją twarz: Dziwi cię, że widzisz mnie stojącą za arcybi­skupem, nieprawdaż? Tak właśnie powinno być... Z całą miło­ścią, jaką mój Syn mi daje, nigdy nie dał mi godności, jaką obdarzył kapłanów - daru kapłaństwa do uobecniania codzien­nego Cudu Eucharystii. Z tego powodu czuję głęboki szacunek dla księży i dla cudu, jaki Bóg czyni przez ich posługę. To wła­śnie zmusza mnie do klęknięcia tutaj, za nimi. Boże mój, jaką godność, jaką łaskę zlewa Pan na dusze kapłańskie, a ani my, ani czasem wielu z nich nie uświadamia sobie tego!
Przed ołtarzem pojawiły się cienie ludzi w szarych kolorach ze wzniesionymi rękoma. Maryja powiedziała: To są błogosławio­ne dusze czyśćcowe, które czekają na wasze modlitwy, aby dokona­ło się ich oczyszczenie. Nie przestawajcie wstawiać się za nimi. Oni modlą się za was, ale nie mogą modlić się za siebie. To wy macie się za nich modlić, aby pomóc im wydostać się z czyśćca, aby mogli być z Bogiem i cieszyć się wiecznie Jego obecnością. Maryja dodała: Teraz widzisz, że jestem tutaj cały czas. Ludzie udają się na pielgrzymki, szukając miejsc, gdzie się objawiłam. To dobrze, ze względu na łaski, które tam otrzymają. Ale podczas żad­nego z objawień, w żadnym innym miejscu, nie jestem bardziej obecna niż w czasie Mszy św. Zawsze mnie odnajdziesz u stóp ołta­rza, gdzie odprawia się Eucharystię. U stóp tabernakulum trwam z Aniołami, ponieważ jestem zawsze z Jezusem.
Widząc to piękne oblicze Matki oraz wszystkich innych z promieniującymi twarzami, złączonymi rękoma, czekają­cych na cud, który powtarza się nieustannie, czułam się, jak­bym była w samym niebie. I pomyśl, że są ludzie, którzy w tym momencie są rozproszeni na rozmowie. Przykro mi to mówić, ale wiele osób stoi z założonymi rękoma, tak jakby składali hołd Panu, jak równy równemu sobie. Powiedz wszystkim ludziom, że człowiek nigdy nie jest bardziej człowiekiem niż kiedy upada na kolana przed Bogiem.
Celebrans wypowiedział słowa Konsekracji. Choć był człowiekiem normalnego wzrostu, nagle zaczął rosnąć i wy­pełniać się nadnaturalnym światłem, które otoczyło go i przybrało na sile wokół twarzy. Z tego powodu nie mo­głam dostrzec jego rysów. Kiedy podniósł Hostię, zobaczy­łam jego ręce. Na ich wierzchniej stronie miał jakieś znaki, które emanowały światłem. To był Jezus! W tym momencie Hostia zaczęła rosnąć i stała się wielka. Na Niej ukazała się cudowna twarz Jezusa, spoglądającego na swój lud. In­stynktownie chciałam skłonić głowę, ale Matka Boża po­wiedziała: Nie patrz na dół. Podnieś swój wzrok i kontempluj Go. Wpatruj się w Niego i powtarzaj modlitwę z Fatimy: „Pa­nie, wierzę, adoruję, ufam i kocham Ciebie. Proszę o przeba­czenie dla tych, którzy nie wierzą, nie adorują, nie ufają i nie kochają Ciebie”. (...) Teraz powiedz Mu, jak bardzo Go ko­chasz i składaj hołd Królowi królów.
Wydawało mi się, że byłam jedyną osobą, na którą patrzył z ogromnej Hostii, ale zrozumiałam, że On w ten sposób, tj. z bezgraniczną miłością, patrzy na każdą osobę. Przez ułamek sekundy po­myślałam, że Jezus jakby trzymał ciało celebransa i równo­cześnie był w Hostii, którą celebrans właśnie obniżył, opuszczając ramiona. Hostia stała się znowu mała. Cele­brans położył na ołtarzu Hostię i natychmiast wrócił do normalnych rozmiarów. Kiedy wypowiedział słowa kon­sekracji wina, pojawiła się światłość, ściany i sufit kościoła zniknęły. Wtedy zobaczyłam zawieszonego w powietrzu Je­zusa ukrzyżowanego. Byłam w stanie kontemplować Jego twarz, pobite ramiona i pokaleczone ciało. Z prawej strony piersi miał ranę, z której wytryskiwała krew w lewym kie­runku oraz coś, co przypominało wodę, ale było bardzo błyszczące, w prawym kierunku. Wyglądało to jak strumie­nie światła, spływające na wiernych. W tym momencie Mat­ka Boża powiedziała: To jest cud nad cudami. Pan nie jest skrępowany ani czasem ani miejscem. W momencie Konse­kracji całe zgromadzenie jest zabierane do stóp Kalwarii w chwili ukrzyżowania Jezusa.
Czy można sobie to wyobrazić? Nasze oczy nie potrafią tego zobaczyć, ale wszyscy jesteśmy obecni w tej chwili, kie­dy krzyżują Jezusa i kiedy prosi On o przebaczenie Ojca nie tylko tym, którzy Go zabijają, lecz [i nam] każdego naszego grzechu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią!”. Od tego dnia nie obchodzi mnie, czy mnie biorą za szaloną, ale proszę wszystkich, by uklękli w czasie Przeistoczenia i usi­łowali przeżywać sercem, na ile są zdolni, ten przywilej, któ­rego Pan nam udziela.



OJCZE NASZ


Kiedy mieliśmy odmawiać Ojcze nasz, Jezus, po raz pierwszy podczas celebracji, odezwał się do mnie: Po­czekaj, chcę, abyś modliła się z najgłębszego wnętrza, z jakiego tylko możesz wołać. Przypomnij sobie osobę czy osoby, które najbardziej cię w życiu zraniły i wyrządziły ci krzywdę, tak abyś mogła objąć je swoim sercem i powiedzieć im: „W imię Jezusa Chrystusa, przebaczam wam i życzę pokoju. W imię Jezusa, proszę, abyście mi przebaczyli i życzyli pokoju”. Jeśli osoba za­służyła na ten pokój, otrzyma go i poczuje się lepiej. Jeśli nie jest w stanie otworzyć się na niego, to powróci on do twojego serca. Ale nie chcę, abyś otrzymywała czy ofiarowała pokój, kie­dy nie jesteś w stanie przebaczyć i doświadczyć go najpierw w swoim sercu. Uważaj, co czynisz – mówił Pan Jezus – powtarzasz w Ojcze nasz: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeśli możesz przebaczyć, ale nie możesz zapomnieć, jak mówi wiele osób, stawiasz warunki Bożemu przebaczeniu. Mówisz: „Przebacz mi tylko tak, jak ja jestem w stanie przebaczyć, ale nie więcej”.
Nie wiem, jak mam wyrazić mój ból, bo zdaję sobie spra­wę, w jakim stopniu możemy zranić Pana i jak możemy krzywdzić samych siebie z powodu żywienia tylu uraz, złych uczuć i z powodu innych złych rzeczy, które rodzą się z kom­pleksów i drażliwości. Przebaczałam, przebaczałam z serca i prosiłam o przebaczenie dla wszystkich, którzy mnie kie­dyś zranili, aby odczuć pokój Pański.



ZNAK POKOJU

Arcybiskup powiedział: „...obdarz nas pokojem i jednością”, a potem „pokój Pański niech zawsze będzie z wami”. Na­gle zobaczyłam, że pomiędzy niektórymi ludźmi, którzy przekazywali sobie znak pokoju, znajdowało się bardzo intensyw­ne światło. Prawdziwie odczułam uścisk Jezusa w tym świetle. To On uścisnął mnie, dając mi Swój pokój, ponieważ w tym momencie byłam w stanie przebaczyć i wyrzucić z mojego serca wszystkie żale wobec innych ludzi. Jezus pragnie dzielić ten moment radości, objąć nas i życzyć Swojego pokoju.



KOMUNIA ŚWIĘTA KAPŁANA

Nastąpił moment Komunii św. celebransów. Kiedy arcy­biskup przyjął Komunię św., Matka Boża powiedziała: Powtarzaj za mną: „Panie, błogosław kapłanom, pomóż im, oczyść ich, kochaj ich, opiekuj się nimi i wspieraj ich Swoją Miłością”. Pamiętajcie o wszystkich kapłanach na świecie, mó­dlcie się za wszystkie dusze poświęcone.



KOMUNIA ŚWIĘTA WIERNYCH

Ludzie zaczęli opuszczać ławki, aby przystąpić do Komu­nii św. Nastąpił wielki moment spotkania. Pan powiedział do mnie: Poczekaj, chcę, abyś coś zobaczyła. Wewnętrzny impuls kazał mi skierować wzrok na pewną osobę, która wy­spowiadała się przed Mszą św. Kiedy ksiądz umieścił świętą Hostię na jej języku, blask światła, podobnego do czystego złota, przeszedł przez tę osobę, najpierw przez jej plecy, po­tem otoczył ją z tyłu, następnie dookoła jej ramion, a na koń­cu dookoła głowy. Pan powiedział: Oto, jak raduję się obejmu­jąc duszę, która przychodzi z czystym sercem, aby Mnie przyjąć. Głos Jezusa był głosem szczęśliwej osoby.
Kiedy poszłam przyjąć Komunię Św., Jezus powiedział do mnie: Ostatnia Wieczerza była momentem największej bliskości ze Mną. W tej godzinie miłości ustanowiłem coś, co mogło być pojęte jako naj­większy akt obłędu w oczach człowieka – uczyniłem Siebie więź­niem Miłości, ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca świata, ponieważ Moja Miłość nie mogła znieść, że zostalibyście sierotami, wy, których kocham bardziej niż własne życie.
Przyjęłam Hostię. Jej smak był zmieniony, jakby stała się mieszaniną krwi i kadzidła, które mnie całą ogarnęło. Od­czuwałam taką miłość, że łzy płynęły mi z oczu i nie mogłam ich powstrzymać...
Wróciłam na swoje miejsce i uklęknęłam. Pan powiedział: Słuchaj. Chwilę później usłyszałam modlitwę siedzącej przede mną kobiety, która właśnie przyjęła Komunię św. To, co mówi­ła, nie otwierając ust, brzmiało mniej więcej tak: „Panie, pa­miętaj o tym, że to już koniec miesiąca i że nie mam pieniędzy, żeby zapłacić za mieszkanie i opłacić samochód, szkołę dzieci. Musisz coś zrobić, aby mi pomóc... Proszę, spraw, by mój mąż nie pił tak dużo. Nie mogę dłużej znosić jego pijaństwa. Mój młodszy syn będzie po raz kolejny powtarzał rok w szkole, jeśli mu nie pomożesz. Ma egzaminy w tym tygodniu... I nie zapo­minaj o sąsiadce, która ma się przeprowadzić. Niech to zrobi szybko, bo już nie potrafię jej znieść...” itd., itd. Jezus powie­dział smutnym głosem: Słyszałaś jej modlitwę? Ani razu nie po­wiedziała, że Mnie kocha. Ani razu nie podziękowała Mi za dar, jaki jej dałem, zniżając Swoją Boskość do jej biednego człowie­czeństwa po to, by przyciągnąć ją do Siebie. Ani razu nie powie­działa: „Dziękuję Ci, Panie”. To była litania próśb. I tak robią prawie wszyscy, którzy przychodzą Mnie przyjąć. Umarłem z mi­łości i zmartwychwstałem. Z miłości czekam na każdego z was i z miłości zostaję z wami... Ale wy nie zdajecie sobie sprawy, że potrzebuję waszej miłości. Pamiętajcie, że jestem Żebrakiem Mi­łości w tej wzniosłej dla duszy godzinie.




BŁOGOSŁAWIEŃSTWO KOŃCOWE

Kiedy celebrans miał udzielać błogosławieństwa, Matka Boża powiedziała: Bądź uważna... Robisz jakiś stary znak, zamiast Znaku Krzyża. Pamiętaj, że to błogosławieństwo może być ostatnie, jakie otrzymujesz z rąk kapłana. Kiedy wy­chodzisz z kościoła, nie wiesz, czy umrzesz czy nie. Nie wiesz, czy będziesz miała okazję otrzymać błogosławieństwo od innego kapłana. Te konsekrowane ręce dają tobie błogosławieństwo w Imię Świętej Trójcy. Dlatego zrób Znak Krzyża z szacunkiem, tak jakby to miał być ostatni w twoim życiu.




MODLITWA PO MSZY ŚW.


Jezus poprosił mnie, abym została z nim kilka minut po za­kończeniu Mszy św. Powiedział: Nie wychodź w pośpiechu, kiedy Msza jest skończona. Zostań na moment w Moim towarzystwie, ciesz się nim i pozwól Mi cieszyć się twoim. Zapyta­łam Go: Panie, jak długo zostajesz z nami po Komunii? Odpo­wiedział: Przez cały czas, póki ty chcesz zostać ze Mną. Jeśli będziesz mówić do Mnie przez cały dzień, zwracając się do Mnie w czasie wypełniania swoich obowiązków, będę cię słuchał. Je­stem zawsze z tobą. To ty Mnie opuszczasz. Wychodzisz po Mszy św. i uważasz, że obowiązek się skończył. Nie pomyślisz, że chciałbym dzielić twoje życie rodzinne z tobą, przynajmniej w Dniu Pańskim. Macie w swoich domach miejsce na wszystko i każde pomieszczenie czemuś służy: w jednym jest sypialnia, w innym gotujecie, w innym jecie itd. Jak wygląda miejsce, któ­re zrobiliście dla Mnie? Nie chodzi o miejsce, w którym mieli­byście tylko obraz, pokryty przez cały czas kurzem, lecz o miej­sce, gdzie przynajmniej przez pięć minut dziennie rodzina gro­madziłaby się, aby podziękować za dzień, za dar życia, aby pro­sić o to, czego codziennie potrzebujecie, prosić o błogosławieństwo, o opiekę, o zdrowie... Wszystko ma swoje miejsce w wa­szych domach, oprócz Mnie.
(...) Czytam nawet największe sekrety ludzkich serc i umy­słów. Ale cieszę się, gdy Mi mówisz o swoim życiu, gdy pozwa­lasz Mi uczestniczyć w nim jako członkowi rodziny czy najbliż­szemu przyjacielowi. O, jak wiele łask człowiek traci, nie zosta­wiając Mi miejsca w swoim życiu!
(...) Chciałem zbawić Moje stworzenie, chociaż moment otwarcia dla niego bramy Niebios był pełen ogromnego cier­pienia... Pamiętaj, że żadna matka nie karmiła swego dziecka swoim ciałem. Ja zaś osiągnąłem ten szczyt Miło­ści, aby dać wam udział w Moich zasługach. Msza św. to Ja sam, który przedłużam pośród was Moje Życie i Moją Ofiarę Krzyżową. Bez zasług Mojego Życia i Mojej Krwi z czym staniecie przed Ojcem? Z nicością, nędzą i grze­chem...
Jezus powiedział: Powinniście przewyższać w cnocie Anio­łów i Archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu, jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, wy, którzy posiadacie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean.
Inna rzecz, o której Pan mi powiedział z bólem, doty­czyła ludzi, którzy spotykają się z Nim z przyzwyczaje­nia. Ta rutyna sprawia, że niektórzy ludzie są tak obo­jętni, iż nie mają nic do powiedzenia Jezusowi, kiedy przyjmują Go w Komunii św. Powiedział również, że jest wiele dusz konsekrowanych, które utraciły swój entu­zjazm bycia zakochanym w Panu i traktują swoje powoła­nie jak zawód.
Potem Jezus mówił o owocach, które muszą się pojawić po każdej Komunii św., którą przyjmujemy. Zdarza się, że są ludzie, którzy przyjmują codziennie Pana, spędzają wiele godzin na modlitwie i wykonują liczne dzieła, ale – mimo to – nie dokonuje się przemiana ich życia. Dary, jakie otrzymu­jemy w Eucharystii, powinny przynieść owoce nawrócenia, wyrażające się w postawie i czynach miłosierdzia wobec braci i sióstr.



* * *



Bracie i siostro, dziękuję ci, że pozwoliłeś mi spełnić mi­sję, która została mi zlecona: dać ci poznać te stronice.
Następnym razem, kiedy będziesz uczestniczyć we Mszy Św., przeżyj ją. Wiem, że Pan spełni wobec ciebie przyrze­czenie, że „nigdy więcej twoja Msza nie będzie taka, jak wcze­śniej”.
Kiedy Go przyjmujesz, kochaj Go. Doświadcz słodyczy odczuwania, jak spoczywasz u Jego boku, otwartego dla cie­bie po to, aby On mógł ci zostawić Swój Kościół i Swoją Matkę, otworzyć dla ciebie bramy Domu Ojca. Doznaj Jego Miłosiernej Miłości przez to świadectwo i usiłuj Mu odpłacić swoją miłością.
Niech Bóg cię błogosławi, Twoja siostra w Żyjącym ChrystusieCatalina, Świecka Misjonarka Eucharystycznego Serca Jezusa




DZIĘKCZYNIENIE PO MSZY ŚW.


Modlitwa św. Tomasza z Akwinu

Dzięki Ci składam, Panie Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, za to, żeś mnie grzesznika, niegodnego sługę swojego, bez żadnej mojej zasługi, a jedynie z Twego miłosierdzia posilić raczył najdroższym Ciałem i Krwią Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Proszę Cię, niech ta Komunia święta nie stanie się dla mnie wyrokiem potępienia, ale niech będzie dla mnie zba­wiennym zadatkiem Twojego przebaczenia, zbroją mojej wia­ry i puklerzem dobrej woli. Niech mnie ona uwolni od mych występków, wyniszczy we mnie pożądliwość i zmysłowość, a wzmocni miłość i cierpliwość, pokorę, posłuszeństwo i wszystkie cnoty. Niech mi będzie mocną obroną przeciw zasadzkom nieprzyjaciół, tak widzialnych, jak niewidzialnych. Niech całkowicie uspokoi we mnie poruszenia cielesne i du­chowe. Niech przez Nią mocno przylgnę do Ciebie, jedyne­go, prawdziwego Boga. Niech wreszcie będzie szczęśliwym zakończeniem mojego życia.
Proszę Cię także, abyś mnie grzesznika raczył doprowa­dzić do tej niewymownej uczty, na której z Twoim Synem i Duchem Świętym jesteś dla swoich wybranych prawdziwą światłością, całkowitym nasyceniem, wiekuistym weselem, pełnią szczęścia i radością doskonałą. Amen.


Dziękczynienie po Komunii św. Ojca Pio

Pozostań ze mną, Panie, Twoja bowiem obecność jest mi konieczna, abym o Tobie nie zapominał. Ty wiesz, jak łatwo opuszczam Ciebie.
Pozostań ze mną, Panie, bo jestem słaby i potrzebuję Twojej mocy, abym tak często nie upadał.
Pozostań ze mną, Panie, bo Ty jesteś moim życiem, bo bez Ciebie popadam w zniechęcenie.
Pozostań ze mną, Panie, bo Ty jesteś moim światłem, bo bez Ciebie pogrążam się w ciemności.
Pozostań ze mną, Panie, aby mi wskazywać Twoją wolę.
Pozostań ze mną, Panie, abym mógł słyszeć Twój głos i iść za Tobą.
Pozostań ze mną, Panie, bo bardzo pragnę Ciebie miło­wać i zawsze być z Tobą.
Pozostań ze mną, Panie, jeżeli chcesz, abym Ci dochował wierności.
Pozostań ze mną Panie, albowiem moja dusza, choć tak bied­na, pragnie być dla Ciebie miejscem pociechy i gniazdem miłości.
Pozostań ze mną, Panie Jezu, albowiem ciemność zapada i dzień się już kończy... to znaczy, że życie mija, a zbliża się śmierć, sąd, wieczność, toteż muszę odzyskać siły, by w dro­dze nie ustać, stąd więc potrzebuję Ciebie; ciemność zapada i śmierć się zbliża. Lękam się mroków, pokus, oschłości, krzyży, cierpień, toteż tak bardzo pośród nocy i wygnania potrzeba mi Ciebie, Panie Jezu.
Pozostań ze mną, Jezu, ponieważ pośród nocy tego życia, wśród zagrożeń potrzebuję Ciebie. Spraw, abym poznał Ciebie – tak, jak Twoi uczniowie – przy łamaniu chleba, to znaczy w Ko­munii Eucharystycznej, aby była ona światłem rozpraszającym ciemności, wspierającą mnie siłą i jedyną radością mego serca.
Pozostań ze mną, Panie, ponieważ w godzinę śmierci chcę być z Tobą zjednoczony przez Komunię albo chociaż przez łaskę i miłość.
Pozostań ze mną, Jezu. Nie proszę Cię o Boskie pocie­chy, bo na nie nie zasługuję, ale o dar Twojej obecności.
O tak! Bardzo Cię o to proszę! Pozostań ze mną, Panie. Ciebie tylko szukam, Twojej miłości, Twojej łaski, Twojej wo­li, Twego Serca, Twego Ducha, bo Ciebie miłuję i nie pra­gnę innej nagrody niż większego miłowania Ciebie. Miłością mocną, praktyczną, z całego serca – na ziemi, aby potem za­wsze i doskonale miłować Ciebie przez całą wieczność.



SPOWIEDŹ ŚWIĘTA


W sakramencie pokuty i pojednania
każdy człowiek może w sposób szczególny
doświadczyć miłosierdzia, czyli tej miłości,
która jest potężniejsza niż grzech.
JAN PAWEŁ II, enc. Dives in misericordia



SAKRAMENT POJEDNANIA - POCAŁUNEK JEZUSA

Pan Bóg pragnie podkreślić ważność sakramentu pojed­nania oraz ukazać całą prawdę o tym, co dokonuje się podczas każdej spowiedzi.
Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zo­stawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za za­gubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się razem ze mną, bo znalazłem owcę, któ­ra mi zginęła”. Powiadam wam: tak samo w niebie większa bę­dzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dzie­więćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk 15, 4-.




ŚWIADECTWO CATALINY O SAKRAMENCIE POJEDNANIA


We wtorek 8 lipca udaliśmy się do miejscowości Cozumel, gdzie zostaliśmy zaproszeni, by wygłosić konferencję. Pan Bóg poprosił mnie, bym przekazała pewnej dziewczynie następującą wiadomość: Powiedz jej, że długo czekałem na ten moment i że pragnę jej całkowitego oddania. Była to dziewczyna, która chciała odbyć spowiedź generalną u naszego kierownika duchowego. Kiedy przekazałam jej wiadomość, rozpłakała się. Pan Bóg poprosił mnie wtedy, żebym jej pomogła. Rozmawiałyśmy aż do momentu przyjścia księdza. Kiedy wspólnie odchodzili, zobaczyłam nagle, że dziewczynę otacza duża grupa osób – dziesięć może dwanaście – i chce wejść razem z nią do poko­ju, w którym miała się spowiadać. W pierwszej chwili byłam zaskoczona, lecz szybko zrozumiałam, że to, co widzę, jest mi­stycznym doświadczeniem i zaczęłam się modlić.
Słyszałam jednocześnie odgłosy donośnej rozmowy, któ­rej towarzyszyła ogłuszająca muzyka w rytmie bębnów, a tak­że dwa chóry. Jeden składał się z paru osób, śpiewających fatimskie Ave Maria, drugi recytował w oddali: Chwała i cześć Bogu Stwórcy, Synowi Odkupicielowi i Duchowi Świętemu...! Uklękłam, prosząc Boga o światło dla spowiadającej się dziewczyny. Zaraz potem usłyszałam czyjeś wrzaski. Spojrza­łam w stronę, z której dochodził hałas. Okazało się, że był to balkon od pokoju, do którego udała się ona wraz z naszym kierownikiem duchowym. To, co zobaczyłam, było przeraża­jące: ohydne postacie, zdeformowane stworzenia, które wy­biegały z krzykiem, rzucając się w dół z balkonu. W pierwszym odruchu podeszłam do okna, żeby sprawdzić, co dalej się z nimi działo, lecz na dole nie było nikogo.
Właśnie wtedy do pokoju wszedł ten sam przyjaciel, któ­ry poprosił mojego kierownika duchowego o spowiedź dla tej dziewczyny. Oboje słyszeliśmy wyraźnie szczęk łańcu­chów i zgrzyt metalu i wydawało nam się, że zaraz runą ścia­ny i sufit. Zaczęliśmy się modlić. Mówiłam mu, żeby się nie bał, że takie odgłosy towarzyszą zwykle wściekłości demona, z którego władania wydziera się ludzką duszę. Mężczyzna przez chwilę modlił się ze mną, po czym musiał odejść. Przez parę minut modliłam się sama. Nie wiem, jak długo to trwało. Nagle jakieś światło kazało mi otworzyć oczy. Zo­baczyłam, że ściana, oddzielająca mój pokój od pokoju, w którym spowiadała się dziewczyna, zniknęła.
Ona siedziała tam i spowiadała się, lecz nie przed księ­dzem, a przed samym Jezusem, który zajął miejsce kapłana. Widziałam postać Jezusa z boku. Podpierał brodę o złożone jak do modlitwy ręce i wsłuchiwał się uważnie. Za dziewczyną, przy drzwiach do pokoju, stała grupa osób. Można było mię­dzy nimi rozpoznać zakonnicę, ubraną w niebieski habit i czar­ny welon. Tuż obok niej stał niezwykle wysoki anioł z ogrom­nymi skrzydłami (bardzo majestatyczna postać), który rozglą­dał się uważnie na wszystkie strony, a w prawej ręce trzymał włócznię. Pomyślałam, że może to być św. Michał Archanioł lub jeden z dowódców Jego Anielskiej Gwardii. W głębi, po prawej stronie Jezusa i spowiadającej się dziewczyny, rozpo­znałam Matkę Bożą. Dwaj wysocy, uzbrojeni w włócznie anio­łowie z równą uwagą, co anioł stojący przy drzwiach, obserwo­wali wszystko, co działo się dookoła. Czujni i uważni, wydawa­li się pełnić straż przy Matce Najświętszej, która stała z ręko­ma złożonymi do modlitwy i patrzyła w niebo. Było tam rów­nież mnóstwo małych aniołów, które pojawiały się i znikały, sprawiając wrażenie przezroczystych. W pewnym momencie Jezus uniósł rękę i wyciągnął ją w kierunku dziewczyny, tak że prawie dotykał jej głowy. Dłoń Jezusa była pełna światła, wychodziły z niej złociste promienie, które padały na dziewczynę, okrywały ją swym blaskiem i przemieniały. Widziałam, jak z każdą chwilą zmieniała się jej twarz, tak jakby ktoś zdejmo­wał z niej maskę... Wcześniej zacięta, teraz stawała się bardziej szlachetna, delikatna i pełna pokoju.
W chwili, w której Jezus udzielał dziewczynie rozgrzesze­nia, Matka Boża uklękła i skłoniła głowę, a wszystkie posta­cie, znajdujące się wokół niej, zrobiły to samo. Jezus wstał, zbliżył się do penitentki, a ja dopiero wtedy mogłam zoba­czyć, że na miejscu, na którym siedział, przez cały czas znaj­dował się kapłan. Pan Jezus objął dziewczynę i pocałował ją w policzek. Potem obrócił się, objął kapłana i także pocało­wał go w policzek. W tym momencie wszystko wypełniło się niezwykłym światłem, które zniknęło, unosząc się w górę, tak jak zniknęło również całe widzenie, a ja znowu znalazłam się naprzeciw ściany mojego pokoju.
Pan Bóg obdarował mnie najpierw tym niezwykłym do­świadczeniem mistycznym, a następnie wypowiedział te słowa: Gdyby ludzie wiedzieli, jakiej przemiany doznaje dusza podczas dobrze odbytej spowiedzi i zdawali sobie sprawę z obecności Ducha Świętego, który mieszka w niej na mocy łaski uświęcającej, przyj­mowaliby ją na kolanach. Kiedy dziewczyna wyszła z pokoju, w którym się spowiadała, poczułam ogromne pragnienie, żeby przed nią uklęknąć. Uścisnęłam ją jednak tylko z całego serca, wiedziałam przecież, że przytulam osobę, którą wcześniej przy­tulił Jezus. Wyglądała zupełnie inaczej, wydawała się młodsza i szczęśliwsza. Opowiedziałam o wszystkim mojemu kierowni­kowi duchowemu, z którym – dziękując Bogu – trwaliśmy dalej na wspólnej modlitwie. W nocy Pan Bóg mnie poprosił, żebym się przygotowała do opisania wszystkiego, co widziałam w książce, poświęconej Sakramentowi Miłosierdzia, w szcze­gólności Pojednania, co stanowi powyższy tekst.



CZUŁY MOMENT POJEDNANIA

Dwa dni później Pan Bóg powiedział, że będziemy konty­nuować naszą pracę i nagle znalazłam się w kościele, na­przeciwko grupy osób czekających w kolejce do spowiedzi.
Moim oczom ukazały się liczne „cienie”, o ludzkich kształtach i głowach zwierząt. Pętały one powrozem szyję i czoło osoby, która szła do konfesjonału, szepcąc jej coś na ucho... Nagle je­den z cieni odłączył się niezauważalnie od reszty i przybrał po­stać kobiety o bardzo prowokacyjnym stroju i wyglądzie, która przeszła przed mężczyzną, mającym się właśnie spowiadać. On, rozkojarzony, utkwił w niej spojrzenie. Ohydne stworze­nia, bardzo z siebie zadowolone, śmiały się do rozpuku. Moco­wał się z nimi jakiś anioł, usiłując przepędzić te dzikie bestie. Inną osobą, która czekała w kolejce do spowiedzi, była mło­da, bardzo skromna dziewczyna, trzymająca w rękach książecz­kę do nabożeństwa. Skupiona, czytała i rozmyślała. Cienie zbli­żały się do niej na pewną odległość, lecz nie były w stanie zro­bić jej nic złego, tak jakby Anioł Stróż dziewczyny był od nich silniejszy. Czekałam na to, co się dalej wydarzy. Kiedy dziew­czyna skończyła się spowiadać, jej strój nie wyglądał już tak, jak chwilę wcześniej. Miała na sobie długą, perłową, prawie bia­łą szatę, a na głowie koronę z kwiatów. Odchodziła w towarzy­stwie czterech aniołów, którzy szli razem z nią w stronę ołtarza. Jej twarz była pełna pokoju. Uklękła przy ołtarzu, by odmówić modlitwę, z pewnością tę zadaną jej jako pokutę, a rozmodleni aniołowie trwali przy niej. W tym momencie widzenie się skoń­czyło, a ja znowu znalazłam się w swoim pokoju.
Pan Bóg powiedział do mnie: Widziałaś przed chwilą dwie osoby, przystępujące do sakramentu pojednania. Mężczyzna podchodził do konfesjonału rozkojarzony i bez wcześniejszego przygotowania. Złe duchy zawsze działają wtedy z większą mo­cą. W przeciwieństwie do niego, młoda dziewczyna przygotowy­wała się do spowiedzi, modliła się, prosiła niebo o pomoc. To dlatego demony nie mogły się do niej zbliżyć, a jej Anioł Stróż, którego w modlitwie przyzywała, bronił jej skutecznie.
Później Pan Bóg dodał: Wszyscy powinniście się modlić o dobrą spowiedź dla tych, którzy do niej przystępują, bo każda spowiedź człowieka może być jego ostatnią.
Zrozumiałam wtedy, że – dzięki modlitwie wstawienni­czej – również wszystkie te osoby, które znajdowały się w ko­ściele, mogły pomóc spowiednikowi i penitentom. Zdziwiłam się, że Pan Bóg wzywa do modlitwy za spowiedników, gdyż sama, parę dni wcześniej, widziałam, że to Jezus przebacza grzechy, a nie kapłan. Pan Bóg powiedział mi wtedy: Oczywi­ście, że spowiednicy potrzebują modlitwy. Tak samo, jak inni ludzie, mogą ulec pokusie, poddać się rozproszeniu lub zmęcze­niu. Pamiętaj, że są tylko ludźmi.



DAR UDZIELONY KAPŁANOWI

W nocy Pan Bóg opowiedział mi, co się dzieje z kapła­nem, który – z powodu własnej opieszałości lub zanie­dbania – nie wysłuchuje czyjejś spowiedzi. Oto, co mi Jezus powiedział: Jeśli jakaś dusza pragnie się wyspowiadać, to każdy ksiądz, którego o to poprosi, zobowiązany jest wysłuchać spowiedzi wiernego, chyba że nie będzie mógł tego uczynić z powodu siły wyż­szej. W przypadku śmierci takiego grzesznika, zostanie on bowiem od razu wzięty do raju, dzięki swej chęci oczyszczenia i wykazanej skrusze. Ja sam udzielę mu rozgrzeszenia. Ksiądz, który by jednak z wygodnictwa lub przez opieszałość, nie mając żadnego, dającego się przed Bogiem usprawiedliwić powodu, odmówił wysłuchania ta­kiej spowiedzi, będzie musiał za swój niegodziwy występek odpowiedzieć przed Bożym Trybunałem i wziąć na siebie winę za te niewysłuchane i nieodpuszczone grzechy. Chyba, że sam wcześniej wy­zna i odpokutuje swoje przewinienie. Kapłan otrzymał dary, które nie zostały udzielone nawet Mojej Matce. Jest ze Mną zjednoczony i działa we Mnie, dlatego zasługuje na szczególny szacunek tych, którzy przychodzą go prosić o sakrament (pojednania). Szacunek ten powinien się wyrażać poprzez odpowiedni sposób traktowania księdza, przyjmowania jego rad i zadanej pokuty oraz godny strój penitenta. Dlatego proszę was o modlitwę za kapłanów, żeby wierni swemu powołaniu i łasce, udzielonej im w Mojej osobie (in perso­na Christi), wypraszali ludziom przebaczenie i Miłosierdzie.
Pamiętaj córko, że na ziemi wszystkie rzeczy mają wartość względną. Niektóre z nich mogą mieć olbrzymią wartość materialną, a ich utrata wpędzi właściciela w ruinę ekonomiczną... Ale na tym się skończy. Człowiek taki zawsze będzie mógł próbować odzyskać całość lub przynajmniej część utraconego majątku. Jeśli jednak za­traci swą duszę, nic nie uratuje jej przed wiecznym potępieniem.



REFLEKSJA NA ZAKOŃCZENIE

Drogi Czytelniku, który dotrwałeś aż do ostatnich linijek mojego świadectwa, czy zadałeś już sobie pytanie, kiedy po raz ostatni odbyłeś dobrą i świadomą spowiedź? Czy my­ślisz, że gdyby Pan Bóg wezwał Cię dziś do siebie, zostałbyś zbawiony? Czy świadomie angażujesz się w sprawy Boże czy może jesteś letnim i wygodnym chrześcijaninem, który w niedzielę na Mszę św. chodzi bardziej z przyzwyczajenia lub dla zachowania pozorów niż kierowany prawdziwą gorliwością? Czy zadałeś sobie pytanie, ile dusz ludzkich pomogłeś zbawić? Czy zawsze myślałeś o tym, żeby przyjmować Najświęt­szą Komunię w stanie łaski uświęcającej czy może należysz do tych, którym się wydaje, że nie muszą się spowiadać przed księdzem, lecz wyłącznie przed Bogiem? Wiedz, że kie­dy czytasz te zapiski, ktoś się za Ciebie modli, byś w chwili śmierci – która nadejdzie nieuchronnie – mógł czerpać moc z sakramentów, by Twoje odejście było świętem dla nieba i ziemi, byś nie czuł strachu, lecz miłość i radość.
Życzę Ci tego, przez wzgląd na Miłosierną Miłość Jezusa,
Catalina
Ostatnio zmieniany: 9 lata, 5 mies. temu przez Faustyna.
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 2.44 sekundy