Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Świadectwo praktykującego reiki
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Świadectwo praktykującego reiki

Świadectwo praktykującego reiki 8 lata, 7 mies. temu #172

  • stmeusz
  • ( Użytkownik )
  • Offline
  • Ekspert
  • Posty: 85
  • Oklaski: 10
Świadectwo praktykującego reiki

„Mając dwadzieścia lat wyjechałem do Niemiec i tam na studiach odszedłem od wiary w Boga. Spodobał mi się New Age, w ogóle ezoteryzm. Zrobiłem kurs radiestezji, reiki, przeszedłem inicjację reiki pierwszego stopnia. Poznałem pewnego mistrza sztuki walk wschodnich, który wprowadził mnie w świat postrzegania energii. Przez piętnaście dni pod jego kontrolą praktykowałem Chi-gong oraz medytację wschodnią. Przez dwa lata bardzo intensywnie zajmowałem się radiestezją, szukałem żył wodnych i stawiałem diagnozy lekarskie. Zauważyłem, że praktyki te odbierały mi energię życiową. Energię tą starałem się odzyskać przy pomocy bliskich mi w kręgu ezoterycznym ludzi oraz sztucznie przez piramidy. Wydawało mi się, że te sposoby skutkowały. Przy pomocy piramid oczyszczałem się. Byłem w wolnym związku z pewna kobietą, która też praktykowała radiestezję i spirytyzm. W oparciu o zdobytą wiedzę ezoteryczną zacząłem uzdrawiać innych i wskazywać drogę do uzdrawiania. Pewnego razu przyszedł do mnie człowiek z prośba o uzdrowienie z codziennych wymiotów. Od niego zaraziłem się złą energią, która spowodowała moje załamanie. Zaczął męczyć mnie lęk. Miałem wrażenie, że w mieszkaniu nie jestem sam, że towarzyszą mi złe duchy. Nieustannie przepalały mi się żarówki, komputer przestał funkcjonować. Później przed snem zacząłem widzieć diabły – potwory. Pewnej nocy doszło do kryzysu. Czułem wokół siebie jakby złą, ciemną chmurę, która mnie atakowała, serce przeszył mi ostry ból, jakby ktoś przebił mnie ostrym narzędziem. Nie mogłem oddychać, dusiłem się. Myślałem, że za chwilę umrę. Wtedy przypomniałem sobie, że kiedy byłem na odwiedzinach w Polsce ktoś podarował mi różaniec, jaki dostałem z okazji pierwszej Komunii św. oraz medalik św. Benedykta. Rzeczy te leżały w szafie, uważałem, że są bez wartości. Teraz odnalazłem je, chwyciłem do ręki i zacząłem odmawiać modlitwę, którą pamiętałem: „Zdrowaś Maryjo”. Nie modliłem się do Jezusa, ponieważ nie wiedziałem, czy mogę. Zacząłem też wzywać na ratunek aniołów. Różaniec i medalik uratowały mnie. Poczułem, że mnie okrywa jakieś ciepło i usłyszałem wewnętrzny głos: „Masz szczęście, bo w dzieciństwie nie wstydziłeś się w na koloniach chodzić na Mszę św., kiedy było to zabronione. Kiedy inne dzieci spały, ty o szóstej rano razem z kucharkami szedłeś do kościoła na Mszę św. Jestem przy tobie. Nic ci się nie stanie. Wyobraź sobie Komunię św.” Zaraz też dręczenia ustały, nastąpiła cisza i spokój. Bardzo zapragnąłem znaleźć się przy krzyżu. W mieszkaniu nie miałem krzyża poza tym małym krzyżykiem przy różańcu, wybiegłem więc z mieszkania i usiadłem pod krzyżem przy kościele. Następnego dnia poszedłem do księdza w polskiej misji katolickiej i wyspowiadałem się. Bałem się jednak, że złe duchy wrócą. I rzeczywiście były jeszcze ataki, ale już nie takie mocne. Skończyły się dopiero wtedy, kiedy zacząłem odmawiać rano i wieczorem modlitwę, którą znałem z dzieciństwa „Aniele Boży, stróżu mój”. Wkrótce potem pojechałem do Polski. W Polsce przez pewien czas codziennie uczestniczyłem we wszystkich Msza św., we wszystkich kościołach w mieście. Dużo czasu spędzam na adoracjach Najświętszego Sakramentu. Od pół roku ataki złego ducha nie powtarzają się”.

źródło www.marana-tha.pl/czytelnia/wykl_spos_dem_man.html
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 0.63 sekundy