Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Wizje wyobrażeniowe, wizje intelektualne

Wizje wyobrażeniowe, wizje intelektualne 1 rok temu #4137

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1325
  • Oklaski: 8
www.karmel.pl/fenomeny-mistyczne-w-zyciu-teresy-od-jezusa/3/

Widzenia Boga i Jego przymiotów

Widzenia wyobrażeniowe i intelektualne mogą dotyczyć bytów duchowych, które nie mają form cielesnych: Boga i Jego przymiotów, aniołów oraz prawd objawionych. Przez te wizje Bóg dawał św. Teresie zrozumienie tajemnic Trójcy Świętej i wzajemnych relacji Osób Boskich:

“Innego dnia, w chwili gdy odmawiałam Symbol wiary św. Atanazego: Quicumque vult…, Pan mi dał zrozumieć, w jaki sposób Bóg jest jeden w trzech Osobach, i to tak jasno, że wielkie z tego miałam zdumienie i pociechę. Wielce mi to pomogło do lepszego poznania wielmożności Boga i cudownych spraw Jego. Ile razy teraz myślę o Trójcy Świętej albo słucham mówiących o Niej, niezmierną mi to radość sprawia, że rozumiem, zdaje mi się, jak to być może” (Ż 39, 25).

Zrozumienie tajemnic Bożych dodawało św. Teresie odwagi do podejmowania spraw Bożych, które dokonywały się w jej duszy. Czasem Bóg oświecał ją, odsłaniając naturę dokonujących się w niej zmian duchowych i sposób działania łaski:

“Duch mój, zdawało mi się, cały był pogrążony w Bogu i na wskroś przeniknięty owym majestatem, który już przedtem nieraz oglądałam. W tym majestacie dane mi było zrozumienie prawdy, która jest dopełnieniem wszystkich prawd; jak się to stało, tego określić nie mogę, bo nic nie widziałam. Usłyszałam te słowa, nie widząc tego, kto je mówił, ale wyraźnie czując, że mówi je samaż Prawda: Niemała to rzecz, którą dziś tobie czynię, i jest to jedna z największych łask, jaki Mi zawdzięczasz… Ta Prawda, która raczyła mi się objawić, jest sama w sobie Prawdą, jest bez początku i końca…” (Ż 40, 1, 4).

Opisując to widzenie, św. Teresa zauważa, że Bóg działa jakby wlewając do duszy prawdy, oświecając umysł i czyniąc go zdolnym do zrozumienia największych tajemnic Bożych. Ujmowanie prawd ma charakter ponadpojęciowy. Często towarzyszy mu przeżycie wielkiego zachwytu i lęku, które jest wynikiem uczucia obecności i bliskości Boga. Przeżycie to porównuje Reformatorka Karmelu do “uczty”, w czasie której dusza nie podejmuje żadnych wysiłków, przyjmując jedynie pokarm, którym Bóg ją obdarowuje.

Odkrywając tajemnice Boga, św. Teresa poznaje również w widzeniach wyobrażeniowych tajemnice swojej duszy, którą Bóg przyozdabia wielkimi darami:

“Jednego dnia, gdy razem z innymi odmawiałam w chórze godziny kanoniczne, nagle przyszło na mnie zebranie wewnętrzne i ujrzałam swoją duszę w podobieństwie zwierciadła lśniącego, bez odwrotnej strony, bez boków, bez wierzchu i spodu, tylko na wszystkie strony jaśniejącego, a w pośrodku ukazał mi się Pan nasz, Jezus Chrystus, w takiej postaci, w jakiej Go zwykle widuję. Widziałam Go, zdawało mi się jasno, jasno jak w zwierciadle, odbijającego się we wszystkich częściach duszy mojej, a zwierciadło to nawzajem — nie wiem, jakim sposobem — wyrażało się całe na Panu niewypowiedzianym, ale miłości pełnym, obopólnym udzielaniem się” (Ż 40, 5).

Widzeniu towarzyszyło wielkie skupienie wewnętrzne władz. Oddziaływało ono zarówno na wyobraźnię, jak też na umysł, dając poznanie tajemnicy zamieszkania Jezusa, Oblubieńca w duszy, i całkowitego zjednoczenia z Nim. Widzenie wyobrażeniowe dołącza się zwykle u św. Teresy do widzenia intelektualnego, aby zwiększyć moc oddziaływania na duszę.

Podobnej dynamice nakładania się widzeń intelektualnych na widzenia wyobrażeniowe podlegają wizje Trójcy Świętej, które poprzedzają u św. Teresy zaślubiny duchowe. Zwykle najpierw pojawia się wizja intelektualna, która daje całościowe ujęcie prawdy Bożej, a potem w wizji wyobrażeniowej następuje wyjaśnienie tej prawdy i mocne związanie jej ze sferą emocjonalną:

“We wtorek po Wniebowstąpieniu Pańskim [29 maja 1571] pozostając jakiś czas na modlitwie, po Komunii z oschłością przyjętej, bo umysł miałam tak roztargniony, że niepodobna mi było zatrzymać się myślą nad niczym, żaliła się Panu na nędzę natury naszej. Niebawem dusza moja poczęła płonąć zapałem niebieskim, i zdało mi się, że jasno, w widzeniu umysłowym, widzę obecną Trójcę Przenajświętszą. Mając przed oczyma duszy pewnego rodzaju zjawę, która była jakby figurą prawdy przystępną mojej nieudolności, poznałam, w jaki sposób Bóg jest jeden w trzech Osobach. Wydało mi się zarazem, że wszystkie trzy Osoby, wyraźnie przedstawiające mi się we wnętrzu duszy, mówią do mnie, oznajmiając mi, że każda z nich osobnej użycza mi łaski… Zrozumiałam wówczas te słowa Pańskie, że w duszy żyjącej w stanie łaski mieszkają wszystkie trzy Osoby Boskie” (S 16).

Wizja intelektualna Trójcy Świętej trwała u św. Teresy ponad miesiąc, pomagając zrozumieć naturę Boga, różną od wszelkich wyobrażeń ludzkich. Pan Jezus jednocześnie pouczył swoją uczennicę, jak ma się jednoczyć z Trójcą:

“Dzisiaj, gdy się nad tym zastanowiłam, Pan rzekł do mnie: Mylisz się wyobrażając sobie rzeczy duchowe za pomocą przedstawienia rzeczy cielesnych. Zrozumiej, że między tym jest wielka różnica, i że dusza zdolna jest objąć i posiadać wiele rzeczy naraz. Zdaje mi się, że coś podobnego dzieje się ze mną, jak kiedy w gąbkę przenika i wsiąka woda. W podobny sposób dusza moja napełnia się Bóstwem i niejako opływam w nie, i posiadam w sobie trzy Osoby Boskie” (S 16).

Na tym etapie zjednoczenia z Bogiem w zaręczynach duchowych Bóg jeszcze wielokrotnie posługiwał się wizjami wyobrażeniowymi, aby przybliżyć Teresie tajemnicę Trójcy Świętej.

Analizując widzenia Trójcy Świętej w Twierdzy wewnętrznej, św. Teresa zauważa, że pojawiają się one w siódmym mieszkaniu, przed zaślubinami duchowymi. Mają one charakter widzenia intelektualnego, w którym zmysły są wyłączone:

“Wprowadzona do tego mieszkania siódmego, dostępuje wysokiego widzenia umysłowego. Cudownym, Bogu samemu wiadomym sposobem, ukazuje jej się Trójca Przenajświętsza w płomiennej jasności, na podobieństwo olśniewającego obłoku, która naprzód ogarnia duchowy szczyt duszy, i w tej jasności, niewypowiedzianym sposobem poznania, widzi dusza wszystkie razem trzy osoby, i każdą oddzielnie, i z przewyższającą pewnością prawdę poznaje, jako wszystkie te trzy Osoby są jedną istnością, jedną wszechmocnością i mądrością, jednymże Bogiem. I to, co tu poznajemy przez wiarę, to tam rzec można, poznaje dusza przez widzenie, choć oczy ciała, zarówno jak i duszy nic nie widzą, bo nie jest to widzenie przez wyobraźnię” (T VII, 1, 6).

Widzenie intelektualne tworzące “płomienną jasność” osiągnie swoją doskonałość w małżeństwie duchowym. W Twierdzy wewnętrznej św. Teresa zanotowała wyraźną różnicę między widzeniem wyobrażeniowym a widzeniem intelektualnym człowieczeństwa Chrystusa:

“Pan, gdy pierwszy raz użycza duszy tej łaski, ukazuje się jej przez widzenie wyobraźni w swoim najświętszym Człowieczeństwie, aby dobrze widziała i wątpić o tym nie mogła, że dostępuje tak niesłychanego daru… Mogłoby się zdawać, że widzenie to nie było rzeczą nową, bo już przedtem nieraz Pan ukazywał się jej w takiej samej postaci. Ale taka tu była ogromna różnica, że po tym widzeniu pozostała całkiem nieprzytomna i przerażona; raz, dla samej, nierównie potężniejszej jego siły; po wtóre, dla głębokiego znaczenia słów, które Pan do niej mówił, po trzecie wreszcie, dlatego, że Pan się jej ukazał w najgłębszym wnętrzu duszy…” (T VII, 2, 1–2).

Owocem wizji umysłowej jest poznanie tajemnic Boga i habitualne zjednoczenie z Bogiem.

Odp: Wizje wyobrażeniowe, wizje intelektualne 1 rok temu #4138

  • frater
  • ( Admin )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 1325
  • Oklaski: 8
www.fronda.pl/a/stygmatycy-upodobnieni-do-chrystusa%2C92848.html?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter



Ojciec Pio jest znany przede wszystkim jako człowiek naznaczony stygmatami. Można nawet powiedzieć, że jego imieniem własnym stało się określenie „stygmatyk”.

Cudowne znamiona Męki Pańskiej nosiło wielu świętych i mistyków. Czasami były to tylko ślady korony cierniowej (św. Katarzyna ze Sieny, św. Weronika Giuliani), rana od pojedynczego ciernia na czole (św. Rita z Cascia). Za pierwszego znanego stygmatyka uważa się oczywiście św. Franciszka z Asyżu. Właśnie jemu chcemy przyjrzeć się bliżej, aby porównując opis jego stygmatów z tym, co wiemy o Mistyku z Pietrelciny, zrozumieć lepiej sens niezwykłych znaków Męki Pańskiej wyciśniętych na ciele Ojca Pio.

Święty Franciszek otrzymał stygmaty na dwa lata przed śmiercią, w roku 1224, podczas czterdziestodniowego postu odprawianego na górze Alwernia (La Verna) nieopodal Arezzo. Niedługo przed świętem Podwyższenia Krzyża podczas samotnej modlitwy przeżył tajemniczą wizję. Ujrzał Serafina o sześciu skrzydłach ognistych i lśniących zarazem, który zstępował ku niemu z nieba. Tajemnicza skrzydlata postać była przybita do krzyża, a jej widok napełnił Franciszka jednocześnie zdziwieniem, radością i bólem. W Serafinie Franciszek rozpoznał samego Chrystusa.

To nadzwyczajne zjawisko miało charakter wizji zmysłowej, ale towarzyszyło jej wewnętrzne słowo, dzięki któremu Biedaczyna pojął w swoim sercu, że to widzenie zostało mu dane, aby przemienić go na podobieństwo Chrystusa ukrzyżowanego nie poprzez męczeństwo, ale poprzez rozpalenie wnętrza.

Również św. Bonawentura – idąc za tradycją obecną już u św. Grzegorza Wielkiego i u teologów wczesnoscholastycznych – w swoich pismach teologicznych przypisuje Serafinom zadanie rozpalania ognia miłości (incendium amoris) w sercach wiernych. To stwierdzenie pomaga zrozumieć także mistyczne przeżycia Stygmatyka z Pietrelciny.

Jak czytamy w jednym z listów Ojca Pio do kierownika duchowego – o. Benedykta, stygmatyzacja została poprzedzona wizją o charakterze intelektualnym, która miała miejsce między 5 a 7 sierpnia 1918 roku (święto Przemienienia Pańskiego). Ojciec Pio doświadczył w niej obecności niebiańskiej osoby, trzymającej w ręku narzędzie, z którego wychodził ogień. Był to wstępny etap stygmatyzacji, w trakcie którego w sposób niewidzialny dokonało się przebicie serca Ojca Pio (transwerberacja).

Kim była tajemnicza postać? Serafinem, który rozpala ogień miłości? Z późniejszego listu do o. Benedykta dowiadujemy się, że w dniu stygmatyzacji (20 września 1918) ujrzał tę samą osobę, lecz tym razem z bokiem, stopami i dłońmi ociekającymi krwią. A więc zarówno w przypadku św. Franciszka, jak i Ojca Pio to sam Jezus ukrzyżowany przybrał postać Serafina.

W „Legendzie większej” św. Bonawentura podkreśla, że od momentu stygmatyzacji Franciszek płonął wewnętrznym ogniem, który promieniował także na zewnątrz, tak iż Biedaczyna potrafił dotknięciem dłoni rozgrzać jednego ze swoich towarzyszy, aby mógł spać pośród kamieni i śniegu nie czując zimna. Można porównać to zjawisko do pożaru miłości, który u Ojca Pio przejawiał się w sposób fizyczny jako gorączka, przekraczająca niekiedy 48 stopni C. To właśnie ogień miłości jest pierwszym wewnętrznym skutkiem stygmatyzacji, obok którego wielu autorów książek o Ojcu Pio przechodzi obojętnie. Tymczasem spotkanie z ukrzyżowanym Serafinem ma na celu nie tylko zewnętrzne upodobnienie do Chrystusa, ale raczej wlanie w serce Mistyka heroicznej miłości, która odtąd będzie go spalać jako żertwę ofiarną.

Przejdźmy teraz do zewnętrznego wyglądu stygmatów. Jak zgodnie opisują pierwsi biografowie Biedaczyny z Asyżu, jego dłonie i stopy były przebite gwoździami, które tkwiły w ranach w ten sposób, że główki znajdowały się po wewnętrznej stronie dłoni, a zewnętrznej stóp, natomiast zaostrzone końce, widoczne po stronie przeciwnej, były zagięte bądź zaklepane. Rany i gwoździe pozostały widoczne także po śmierci św. Franciszka i w dniu pogrzebu stały się przedmiotem czci oddawanej jego ciału przez mieszkańców Asyżu. Zapisy biograficzne podają świadectwo pewnego rycerza imieniem Hieronim, który – odczuwając pewne wątpliwości co do autentyczności stygmatów – oglądał je dokładnie na ciele zmarłego, poruszał nawet tkwiącymi w dłoniach i stopach gwoździami i dotykał rany boku.

Porównując stygmaty św. Franciszka z ranami, które nosił Ojciec Pio, zauważamy od razu dwie istotne różnice. Pierwsza to nieobecność gwoździ u Ojca Pio. Bóg daje swoje znaki odpowiednio do mentalności ludzi z poszczególnych epok. Mając na uwadze skrupulatność badań, którym poddano Ojca Pio (łącznie z opieczętowaniem bandaży nałożonych na stygmaty), można się domyślać, że gwoździe tkwiące w ranach wzbudzałyby wiele podejrzeń. Tymczasem Bóg zawsze potrafi nas zadziwić: dla Niego rany są możliwe nawet bez gwoździ.

Druga różnica polega na tym, iż stygmaty u św. Franciszka (jak u większości znanych mistyków obdarzonych tym fenomenem) pozostały widoczne także po śmierci. Fakt zniknięcia stygmatów u Ojca Pio na krótko przed jego śmiercią jest interpretowany przez o. Pietro Tartaglię jako znak przyszłego przemienienia ciała, które dokona się w chwale zmartwychwstania. Z drugiej strony jest to też wyraźny znak Bożej tajemnicy: niektóre zjawiska muszą pozostać zagadką nawet dla człowieka z przełomu XX i XXI wieku. Fenomen stygmatów wymknął się tym, którzy być może mieli nadzieję na przeprowadzenie naukowych oględzin ciała, które przez lata żyło z przebitym sercem. Misterium nie da się dotknąć, zbadać ani zmierzyć.

Charakterystyczne dla obu wielkich stygmatyków jest poczucie zawstydzenia z powodu otrzymanych znamion i pragnienie ich ukrycia. Czują się niegodni otrzymanego daru i obawiają się rozgłosu. Tomasz z Celano w „Życiorysie drugim” św. Franciszka poświęca aż cztery rozdziały na epizody ukazujące, jak Biedaczyna za wszelką cenę starał się ukrywać stygmaty nie tylko przed ciekawskimi ludźmi, ale i przed współbraćmi. Nosił odtąd na nogach skarpety, na dłonie zaś zsuwał rękawy tak, że widoczne były tylko końce palców. Tomasz z Celano twierdzi, że ranę boku za życia Świętego zobaczył tylko jeden z jego towarzyszy, kiedy zdejmował mu habit, aby go wyprać, a z przekazu św. Bonawentury wynika, że widział ją również br. Eliasz – ówczesny przełożony generalny braci mniejszych.

Jak zaznaczają biografowie, Biedaczyna tylko bardzo ogólnie dał do zrozumienia najbliższym towarzyszom o niezwykłym przeżyciu, które miało miejsce w Alwerni, pytając ich o radę, jak ma dalej postępować. Wówczas brat Illuminat odpowiedział, że niektóre sekrety objawione przez Boga należy oznajmiać innym, ponieważ ich ukrywanie byłoby równie karygodne, jak zakopanie talentu otrzymanego od Pana. Franciszek podzielił się więc widzeniem z najbardziej zaufanymi braćmi, którzy w ten sposób poznali pochodzenie ran znajdujących się na jego dłoniach i stopach. Fenomen stygmatów nie był bowiem sekretem przeznaczonym dla samego Franciszka, ale miał również charakter apostolski – chodziło o przekonanie ludzi, że całkowite upodobnienie do Chrystusa jest możliwe.

Uderza fakt, że zarówno stygmatyzacja Franciszka, jak i Ojca Pio dokonała się w tym samym okresie roku liturgicznego, to znaczy w powiązaniu ze świętem Przemienienia (objawienie chwały Chrystusa i jednocześnie zapowiedź Męki) oraz ze świętem Podwyższenia Krzyża.

Święty Bonawentura w „Legendzie większej”, to znaczy w oficjalnym życiorysie Biedaczyny (łac. legenda = to, co należy czytać) przeznaczonym do czytania między innymi w zakonnym refektarzu podczas posiłków, podaje interesującą interpretację teologiczną stygmatów św. Franciszka. Poprzez aluzje do tekstów biblijnych ukazuje Alwernię jako Górę Przemienienia i górę Horeb zarazem. Spędziwszy tam, jak Mojżesz, czterdzieści dni, Franciszek schodzi przemieniony na obraz Chrystusa i jako zakonodawca znosi na dół znak przymierza wypisany nie na tablicach kamiennych, ale palcem Boga w swoim ciele. Zasadą życia braci mniejszych, którą ukazuje stygmatyzowany Franciszek, jest zatem naśladowanie Chrystusa ukrzyżowanego. Dla Franciszka stygmaty są jakby pieczęcią Boga potwierdzającą ostatecznie jego drogę i misję, ukoronowaniem i szczytem życia wypełnionego miłością do Jezusa.

W przypadku Ojca Pio natomiast, stygmaty określają całość jego życia, stają się źródłem niezrozumienia i odrzucenia przez jednych, a jednocześnie magnesem, który przyciąga innych.

Niewątpliwie kluczem do zrozumienia stygmatów nie jest to, co zewnętrzne, ale dwie rzeczywistości, które spotykamy u obu mistyków: ogień miłości i krzyż Chrystusa.

„Głos Ojca Pio” (nr 11/2001)
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 1.35 sekundy