Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Przez osiem lat nosiłam pier­ścień atlantów!
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Przez osiem lat nosiłam pier­ścień atlantów!

Przez osiem lat nosiłam pier­ścień atlantów! 8 lata, 11 mies. temu #262

  • Faustyna
  • ( Użytkownik )
  • Offline
  • Złoty forowicz
  • Posty: 272
  • Oklaski: 22
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną..”


Mogłoby się wydawać, że to pierwsze przykazanie Boże trudno złamać. Przecież wierzymy w Boga Trójjedynego, staramy się przestrzegać pozostałych przykazań itd. A jednak okazuje się, że właśnie to przykazanie łamiemy nagminnie.

Przez osiem lat nosiłam na palcu pier­ścień atlantów. Ale od początku...


Miałam kłopoty ze zdrowiem i pora­dzono mi, żeby udać się do bioenergote­rapeuty, który słynął ze skutecznej pomo­cy ludziom (przynajmniej tak opowia­dano). Pojechałam. Poddałam się kilku seansom. Oprócz tego zaproponowano mi kupno i noszenie pierścienia atlantów. Użyto nawet różdżki, aby wybrać odpo­wiedni palec, na którym ten pierścień miał się okazać najskuteczniejszy. Pełna optymizmu wróciłam do domu i nosiłam na palcu swój nowy nabytek.

(...) Na początku zdjęłam z szyi meda­lik, bo jakoś tak zaczął mi przeszkadzać. 0 modlitwie nie było mowy, opuszcza­łam też Msze święte*. Coraz częściej miewałam do Pana Boga pretensje o wszyst­kie niepowodzenia, które mnie spotyka­ły. W końcu zaczęłam bluźnić przeciw­ko Niemu.

Stałam się bardzo nerwowa. Moje reakcje i wybuchy złości były niepropor­cjonalnie silne i agresywne w stosunku do ich przyczyny. Miałam poczucie braku sensu życia, towarzyszyło mi nieustannie uczucie niepokoju i zagrożenia. Nękały mnie także przykre sny - często koszma­ry - po których zrywałam się po nocach i długo nie mogłam zasnąć.

Zło, które rodziło się we mnie, dotyka­ło nie tytko mnie, ale również moich naj­bliższych. Stałam się podejrzliwa wobec wszystkich i wszystkiego. Miałam wra­żenie, że każdy spotykany przeze mnie człowiek chce mnie tylko wykorzystać.

I w jakimś sensie rzeczywiście - osoby, które nie były wobec mnie szczere, lgnęły do mnie niczym osy do słodkiego. (Przy­najmniej tak mi się wydawało). Byłam skłócona z całą niemal rodziną; odczu­wałam również, że ci, których dotych­czas uważałam za przyjaciół, omijają mnie z daleka. Cierpiałam straszne osa­motnienie, niezrozumienie i było mi z tym bardzo źle. Coraz mocniej separowa­łam się od otoczenia i tworzyłam wokół siebie nieprzekraczalną barierę. Ogarnia­ło mnie przygnębienie, pesymizm, bezsil­ność, a nawet depresja z towarzyszącymi jej myślami samobójczymi, Sama sobie źle życzyłam. Czułam się zupełnie bez­silna i załamana, zupełnie jakbym weszła w ślepy zaułek, z którego nie ma wyjścia. Nie potrafiłam się śmiać i drażnił mnie nawet śmiech innych. Jednym słowem - był to koszmar, który trwał i nie mógł się skończyć.

Zaczęłam na siłę szukać jakichś środ­ków zaradczych - czytałam horoskopy, odwiedzałam wróżki, korespondowałam nawet z tzw. medium. Owocem tej kore­spondencji miało być stopniowe wprowa­dzanie mnie w okultyzm, ale...

Dwa i pół roku temu wyjechałam do Francji, oczywiście z pierścieniem na palcu. Tuż po moim wyjeździe zmar­ła moja Mama. To był dla mnie olbrzy­mi cios. Dopiero wtedy coś mną potrzą­snęło i zaczęła mnie dosięgać łaska Boża.

Poszłam do spowiedzi i postanowiłam, że będę odtąd jak najczęściej - w miarę możliwości - chodzić na Mszę świę­tą. Założyłam też na szyję Cudow­ny Medalik, który kupiłam w Sanktu­arium przy ulicy du Bac.

Dzięki temu wielokrotnie odczuwałam pomoc Matki Bożej, której powierzyłam się pod opiekę jako Mamie-po śmierci mojej ziemskiej Mamy. Doświadczyłam wówczas ogromu Bożego miłosierdzia i obiecałam Panu, że już nigdy od Niego nie odejdę. Nadal jed­nak nosiłam na palcu ten pierścień, będąc zupełnie nieświadomą jego złego wpły­wu...

I stało się: poznałam człowieka, o któ­rym myślałam, że to sam Pan Bóg posta­wił go na mojej drodze. Mężczyzna ów deklarował, że chce poznać Pana, przy­jąć chrzest i pozostałe sakramenty; cytował nawet słowa z moich modlitw. Byłam pewna, że to Pan mi go dal, i cieszyłam się, że przyprowadzę zbłąkaną owieczkę do Jego stada.

Tymczasem stało się, niestety, zupeł­nie inaczej: to znów ja zdradziłam Pana Boga, a poszło mi to tak strasznie łatwo, że aż sama byłam zaskoczona - tym bar­dziej że miałam świadomość, jak źle było mi wcześniej bez Niego. Otóż z biegiem czasu mój przyjaciel zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Bardzo mnie poniżał, a nawet bił. Dwukrotnie omal mnie nie zabił - patrząc na jego twarz, wykrzywioną z nienawiści (w uniesionej nad moją głową ręce trzy­mał jakiś łom), widziałam niemal szata­na. Miałam wrażenie, że to właśnie sza­tan mówi do mnie: „Widzisz, a obieca­łaś Panu Bogu, że Go nie zdradzisz! I tak łatwo dałaś się oszukać!". Niemalże fizycznie czułam szyderczy śmiech sza­tana prosto w moją twarz... I właśnie w tym momencie, będąc bezsilną i - zdawa­łoby się - całkowicie zależną od swego oprawcy, zaczęłam z głębi duszy wołać do Maryi o ratunek, i otrzymałam pomoc! Całkowicie uwolniłam się od tego czło­wieka i znów wróciłam na Boże ścieżki.

Zauważyłam u siebie poprawę, choć wciąż jeszcze wracały do mnie stany depresyjne, a z drugiej strony miewałam też napady agresji. Było mi z tym źle. Zaczęłam myśleć o wizycie u psycholo­ga, ale wcześniej błagałam Pana Jezusa, aby to On mnie leczył. Oddałam się też w opiekę Matce Bożej.

I nadszedł wreszcie dzień, gdy - sama nie wiem, skąd przyszło mi to do głowy - zdjęłam z palca pierścień atlantów i położyłam go na półce. Potem coś mnie powstrzymywało przed ponownym zało­żeniem go. Tak przeleżał kilka tygodni, aż przeczytałam artykuł w Miłujcie się! o pierścieniu atlantów; dopiero wtedy zro­zumiałam, jakie było źródło tych wszyst­kich moich nieszczęść.

W Paryżu, przy katedrze Notre Dame, jest plac św. Michała. Postanowi­łam wrzucić pierścień do Sekwany wła­śnie tam, ufając, że pod strażą św. Micha­ła nikomu już nie zrobi krzywdy. W tym miejscu gorąco pragnęłabym też ostrzec wszystkie te osoby, którym kiedyś rekla­mowałam ten pierścień: ani trochę nie - wierzcie w jego rzekomo uzdrawiającą moc, bo to prostu ogłupiający, szatański wynalazek!

A co do spraw zdrowotnych - w ciągu tych ośmiu lat noszenia pierścienia atlan­tów przeszłam dwie operacje (i to wła­śnie tego, na co kiedyś „leczył" mnie bio­energoterapeuta...), a wkrótce czeka mnie jeszcze jedna. Teraz już jednak wiem, pod czyją jestem opieką. Odzyskałam spo­kój duszy i poczułam niesamowitą ulgę. Postanowiłam, że już nigdy w życiu nie przyjmę żadnego amuletu czy choćby nawet wisiorka niewiadomego pochodze­nia. Nie pójdę już nigdy więcej do żadnej wróżki, żadnego bioenergoterapeuty ani nie będę czytać horoskopów.

Kiedy ostatecznie zdałam sobie spra­wę z tego, na jakie niebezpieczeństwa byłam narażona, ile razy Pan udzielał mi łaski, bym mogła uwolnić się od wszyst­kiego, co mi szkodzi, i jak bardzo blisko przy mnie była Najświętsza Pani ze swoją opieką - moje serce napełniło się taką wdzięcznością, że aż trudno mi ją ująć w słowa. Chwała Bogu Jedynemu!

Artykuł miesięcznika : Miłujcie się!
Podniosłeś mnie, gdy brakło sił by dalej iść.
Okryłeś mnie, ciepłym płaszczem miłości swej...
Ufam słowom Twym Pragnę Twoją być Twoją być!
Wprost ze źródła pić miłości Twej...Nowa rodzę się.
Ostatnio zmieniany: 8 lata, 11 mies. temu przez Faustyna.
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 0.89 sekundy