Home
Witamy, Gościu
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Świadectwa
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1

TEMAT: Świadectwa

Świadectwa 8 lata, 6 mies. temu #1482

  • sylka1989
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 893
  • Oklaski: 36
ZOSTAŁAM ZNISZCZONA... - świadectwo

Jedenaście lat minęło od czasu, kiedy sekta działająca w Gdańsku pod przykrywką organizacji charytatywnej zwerbowała mnie. Po sześciu latach dzięki wsparciu i przyjaźni osoby spoza sekty udało mi się stamtąd uciec. Potem przez wiele miesięcy prześladował mnie i straszył człowiek, który ogłosił się kolejnym wcieleniem Jezusa, w co ja, „dzięki” jego psychomanipulacji, wierzyłam.
Przez wiele lat bałam się życia i śmierci. Przez wiele lat bałam się zemsty „boga” za to, że uciekłam i zaczęłam żyć wśród diabłów, bo tak były nazywane wszystkie osoby żyjące poza sektą. Paniczny strach towarzyszył mi przez cały czas. Nie umiałam uśmiechać się, cieszyć się wolnością, bo pomimo ucieczki nie byłam wolna od tych wszystkich sugestii, którymi w sekcie zostałam naszpikowana. Nie szukałam nigdzie pomocy. Próbowałam sama poradzić sobie z koszmarnymi przeżyciami i wspomnieniami. Wydawało mi się, że jeżeli nie będę o tym nikomu mówić, co tak naprawdę działo się w sekcie i co wyprawiał jej guru z ludźmi, którzy uwierzyli w jego „boskie” życie, to w końcu uda mi się zapomnieć o tym.
Po trzech latach od ucieczki zgłosiłam się do Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Dzięki ponad dwuletniej terapii, która odbywała się w tym ośrodku zaczynam normalnie funkcjonować. Już wiem, że ten „bóg”, w którego wierzyłam, jego moce, potęga i kara, która miała mnie spotkać tak naprawdę nie istnieje. To guru tej sekty wymyślił sobie to wszystko, wykorzystał do swoich nauk Biblię i inne księgi, a potem podstępnie wraz ze swoimi uczniami werbował nowe osoby, które były omamiane „przyjaźnią, ciepłem i serdecznością”, i które w końcu pod wpływem odpowiedniej psychomanipulacji zaczynały wierzyć we wszystko, co im wmawiano.
Osoby z sekty organizowały wiele spotkań w Gdańsku na różne tematy. Potem na nich były wyłapywani potencjalni kandydaci na kolejnych uczniów guru. Nigdy na początku nikt z tych osób nie przyznał się do prawdziwych swoich intencji. Proponowali przyłączenie się do zespołu muzycznego i kabaretu. Pokazywali zdjęcia, nagrania z koncertów, pochwały od różnych ważnych osobistości. Guru sekty przedstawiany był jako kierownik artystyczny zespołu. Nigdy też nie mówili nic o swoim życiu. Rozmowy były tak przeprowadzane, żeby jak najwięcej informacji wyciągnąć od nowej osoby, np. gdzie mieszka, jakie są jej stosunki z rodziną, jakie ma plany i marzenia i co chciałaby w życiu poznać. Potem te informacje były wykorzystywane przez nich do wciągnięcia nowej osoby do sekty. Każdy, kto tam trafił albo ograniczał kontakty z rodziną i z wcześniejszymi znajomymi albo całkowicie je zrywał, potem zaś, w razie jakichkolwiek wątpliwości odnośnie poznawanych nauk, nie miał już możliwości porozmawiać o tym z nikim spoza sekty.
Na początku 1993 roku poszłam wraz z koleżanką do Żaka na spotkanie o niekonwencjonalnych sposobach leczenia. Nie siedziałam cicho jak reszta osób siedzących na sali. Zadawałam dużo pytań, ponieważ wiele głoszonych opinii nie zgadzało się z moimi poglądami. Właśnie, dlatego zostałam zauważona przez osoby z sekty. Po spotkaniu podeszli do mnie i zaczęli odpowiadać na zadawane wcześniej przeze mnie pytania. Dowiedziałam się od nich, że w Gdańsku działa grupa studentów, którzy organizują wiele spotkań na najróżniejsze tematy. Mówili, że w swojej bibliotece mają bardzo ciekawe książki i gdybym chciała to mogliby mi je pożyczyć a potem moglibyśmy wspólnie podyskutować na ich temat. Nie byłam zainteresowana i wyrzuciłam wizytówkę z adresem ich siedziby. Jednak oni nie zrezygnowali ze mnie. W wakacje tego samego roku moja koleżanka, z którą byłam wcześniej w Żaku sprzedawała na ulicy Długiej w Gdańsku lody. Codziennie przychodzili do niej i przez nią szukali kontaktu ze mną.
Ponieważ przed wakacjami rozstałam się ze swoim chłopakiem, z którym spotykałam się przez dwa lata a zaraz potem posprzeczałam się ze swoją przyjaciółką zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zawiodłam się na najbliższych mi osobach, czym jest prawdziwa miłość i jaki sens ma moje życie. Byłam zła a jednocześnie postanowiłam, że zmienię swoje życie. Wierzyłam, że spotkam osoby, którym będę mogła ufać i które nigdy mnie nie zawiodą.
W tamtych latach wiedza na temat sekt, sposobu ich werbowania i wykorzystywania ludzi była znikoma. Nie mówiono o tym, nie było żadnych programów telewizyjnych i radiowych o tej tematyce, nie było broszurek ani książek. Być może, gdybym kiedykolwiek wcześniej o tym słyszała nie dałabym się im omotać i wykorzystać. Z drugiej zaś strony sekty działają w bardzo podstępny sposób, ludzie będący już w nich są odpowiednio szkoleni przez guru do werbowania innych ludzi i tak naprawdę, jeśli już postanowią kogoś nowego wciągnąć w swoje szeregi to ta osoba ma bardzo nikłe szanse na zrozumienie tego, co tak naprawdę wokół niej się dzieje. Ci ludzie potrafią w doskonały sposób maskować swoje prawdziwe zamiary. Udają przyjaciół, których łączy wspólny, szczytny cel, np. pomoc dzieciom. Ukrywają swoje wszelkie problemy, udają ludzi mądrych i oczytanych. Udają, że można na nich zawsze liczyć. Udają pracodawców, którzy poszukują pracowników. Często chłopacy udają, że są zakochani w nowych dziewczynach, potem jak już dziewczyna zostanie w ten sposób zwerbowana okazuje się, że nie mogą być razem, bo guru ma zupełnie inne plany.
Ja właśnie w ten ostatni sposób zostałam zwerbowana. Guru sekty upatrzył sobie mnie już w Żaku. Kilka miesięcy wcześniej dziewczynę, która z nim była przez kilka lat wyciągnęli jej rodzice. Często widzieli ją posiniaczoną i chociaż nie skarżyła się nigdy, bo tak była zaszczuta przez sektę, jej rodzina wiedziała, że dzieje się z nią coś złego.
Kiedy pojechałam do nich po raz pierwszy wszyscy byli bardzo mili dla mnie. Pokazywali mi zdjęcia z koncertów, opowiadali o swojej działalności. Ponieważ bolała mnie noga guru sekty powiedział, że ją wymasuje, bo czytał o masażach wiele książek i ma na ten temat ogromną wiedzę. Nie pozwoliłam mu na to. Nie podobał mi się ten człowiek. Ponieważ nie udało mu się wzbudzić we mnie żadnego zainteresowania swoją osobą kazał jednemu chłopakowi z sekty, który mi się bardzo podobał, otoczyć mnie „opieką”. Był miły, bardzo czuły, nie odstępował mnie na krok i ciągle powtarzał, że właśnie taką dziewczynę jak ja sobie wymarzył. Zakochałam się w nim. Również bardzo spodobała mi się ich działalność charytatywna. Sekta organizowała koncerty również w domu dziecka. Ponieważ mój ojciec od dnia moich narodzin nigdy nie wykazywał mną żadnego zainteresowania, dlatego myślałam o tym, żeby w przyszłości pomagać dzieciom z domu dziecka. Podczas wypytywania się o moje poglądy i zainteresowania trafili w mój czuły punkt. Jeździłam na koncerty, organizowałam zabawy dla dzieci. Były wakacje, a ja nie pracowałam w tym czasie więc całym sercem włączyłam się do tej działalności. Potem dowiedziałam się, że ci ludzie mieli wszechstronne zainteresowania m.in. rozwijają życie duchowe. Podsuwali mi bardzo ciekawe książki na temat myśli i uczuć. Rozmawiali ze mną o tym co zrozumiałam czytając je, wyjaśniali mi rzeczy których nie rozumiałam. Każdy był bardzo miły, każdy z nich mnie chwalił i każdy z nich mnie pilnował, żebym z nikim spoza tego grona nie miała kontaktu. Mój czas był tak organizowany, że wychodziłam rano z domu a wracałam późnym wieczorem albo w nocy. Nie miałam czasu ani siły na nic więcej. Powoli zrywałam kontakty z wcześniejszymi znajomymi, przestałam rozmawiać z mamą o tym, co się dzieje w moim życiu.
Po jakimś czasie mój chłopak powiedział mi, że miał żonę, ale rozstał się z nią, bo zataiła przed nim chorobę umysłową, i z tego małżeństwa ma trójkę dzieci. Byłam już bardzo zaangażowana w ten związek i chociaż pojawiły się we mnie wtedy wątpliwości porozmawiałam o tym tylko z jego przyjaciółką, która też należała do sekty i która w odpowiedni sposób rozwiała je. Miałam prawie 20 lat, kiedy mnie zwerbowali. Chyba tak jak każdy w tym wieku czułam się dorosła i dojrzała. Wydawało mi się, że wszelkie decyzje podejmuję sama a tak nie było. Byłam przez nich osaczona - poprzez rozmowy i bardzo częste spotkania sekta sterowała całym moim życiem. Bardzo powoli informowali mnie o swojej prawdziwej działalności. Okazało się, że ten człowiek, który był mi na samym początku przedstawiony jako kierownik artystyczny zespołu jest nauczycielem duchowym. Potem dowiedziałam się, ze jest mistrzem duchowym. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że zna „boga”, a na samym końcu powiedzieli mi, że to sam „bóg” przyszedł na ten świat w ludzkim ciele, by go zmieniać na lepszy. Wszystkie osoby, które działały w zespole były przez niego wybrane do pomocy w budowaniu lepszego świata, za co czekała ich nagroda – „życie wieczne z bogiem”.
Żadna sekta nigdy na początku nie powie prawdy o tym, jaki naprawdę przyświeca im cel. Ukrywają to w doskonały sposób a zasób informacji, które przekazują nowej osobie jest w odpowiedni sposób dawkowany. Gdyby ktokolwiek z nich powiedział mi na samym początku prawdę o tym, w co wierzą i komu służą, wyśmiałabym ich. Wykorzystali moje uczucia, moją młodość, naiwność i niewiedzę oraz chęć niesienia pomocy dzieciom.
Przygotowywali mnie do poznania „prawdy” o nich. Kiedy po raz pierwszy mój chłopak powiedział mi o „drodze do boga” i o tym, że sam „bóg” wybrał mnie do życia z nim spośród milionów żyjących ludzi uwierzyłam w to. Wszystko co poznałam wcześniej u nich wydawało mi się logiczne. Przeczytane książki, przytaczane fragmenty z Biblii, ich mądrość i wiedza, ich ciągle uśmiechnięte twarze, ich wspaniałe życie. Bo to, że ich wspaniałe i bez żadnych problemów życie było udawane przed nowymi osobami, które chcieli zwerbować zrozumiałam dużo później.
Mój chłopak powiedział, że jeżeli nie będę chciała żyć dla „boga” tak jak on, nie będziemy mogli być razem. Chciałam z nim być i chciałam tak jak i on być szczęśliwa i radosna każdego dnia. Przed wszystkimi ludźmi musiałam złożyć przysięgę, że każdą chwilę mojego życia ofiaruję „bogu” i tylko dla niego chcę żyć. Potem nie było już odwrotu od tej decyzji.
Ci ludzie wmówili mi, że wszyscy, którzy żyją poza tą organizacją to diabły. Miałam zakaz mówienia o tym, co poznaję komukolwiek i za złamanie tej zasady miała mnie spotkać kara. „Bóg” miał mnie wrzucić z powrotem do tego piekielnego świata, z którego sam mnie wyrwał. Gdybym nie przestrzegała narzuconych mi zasad moja dusza już przez wieczność miała nie dostąpić łaski zbliżenia się do niego Pilnowałam się na każdym kroku, żeby nie zdradzić nikomu „tajemnicy”, która została mi odsłonięta. Nakazy i zakazy, strach przed piekłem i diabłami wypełniły moje życie. Już nie byłam mądrą dziewczyną, którą każdy chwalił wcześniej. Okazało się, że jestem głupia, pusta, że nic nie rozumiem i że nic nie umiem. Musiałam zmienić całkowicie swoje życie, musiałam wyzbyć się starych „złych” poglądów i zasad, bo w każdej chwili „bóg” mógł zabrać mi tą „drogę” do siebie, którą mi dał. Na początku mówili, że dał mi ją za darmo. Wystarczyła tylko deklaracja, że chcę żyć dla „boga”. Potem okazało się, że „bóg” nikomu nic za darmo nie daje. Śmiali się ze mnie, że jestem głupia i naiwna skoro tak myślałam. Krytykowali mnie za wszystko, co ich zdaniem źle zrobiłam, gnębili i torturowali psychicznie. Zawsze jednak po takich sytuacjach dawali nadzieję, że mogę osiągnąć to, co oni, jeśli jeszcze bardziej będę się starała. Przyjmowałam z pokorą to, co mówili, nie skarżyłam się nigdy nikomu. Robiłam to, co chcieli. Walczyłam wewnętrznie z myślami i uczuciami upodlenia, zewnętrznie walczyłam z diabłami, które mnie atakowały. Diabłami tymi była moja cała rodzina, która zaniepokoiła się moim zachowaniem i wyglądem. Ich każde ciepłe słowo i zapytanie, co się ze mną dzieje wzbudzało we mnie uczucie nienawiści. Miałam już wbite do głowy, że Ci ludzie, ponieważ nie realizują drogi do boga tak jak ja, są gorsi ode mnie, nie są moją rodziną, że służą złemu. Moją rodziną była sekta. Po jakimś czasie okazało się, że nie mogę już być ze swoim chłopakiem, bo dostałam go tylko po to, żebym poznała podstawy „drogi” i otworzyła się na mistrza – guru sekty. On sam bezpośrednio już zaczął mnie prowadzić „do boga”. I chociaż wcześniej poznałam przedsmak „piekła”, jakie zrobili z mojego życia wszyscy ludzie z sekty i często wydawało mi się, że nie mam już siły walczyć o tą swoją drogę - to tak naprawdę w porównaniu z tym, co potem sam mistrz robił ze mną, było to „niebem”.
Byłam przez niego bita, torturowana psychicznie i fizycznie, gwałcona i zmuszana do przyprowadzania do jego łóżka dziewczyn, które tak jak i ja wcześniej w podstępny sposób zostały zwerbowane do sekty. Nie mogłam od niego odejść, bo groźby i kary, jakie stosował spowodowały paniczny strach we mnie. Nie mogłam nikomu nic powiedzieć, bo każdy ślepo wierzył, że jego życie jest doskonałe. Zresztą tak naprawdę w sekcie nikt nikomu nie ufał i nikt się ze sobą nie przyjaźnił. Każdy żył tylko dla swojego mistrza - boga i pana. Każdy był prowadzony przez niego „oddzielnie” i każdy wiedział tylko to, co mu mistrz powiedział. Chociaż dostałam tytuł nauczyciela a potem pastora, co oznaczało, że już mam dużą wiedzę i mogę nauczać innych, przy jakimkolwiek moim „nieodpowiednim zachowaniu” były mi te tytuły odbierane. Tak naprawdę przez cały okres bycia w sekcie byłam nikim. Gdy mistrz powiedział, że służę diabłu każdy z jego uczni to samo powtarzał. Nikt nie zanegował tego, co „bóg” mówił. Nikt nie zapytał się nawet o przyczynę takiego stwierdzenia. Nikt nigdy nie stanął w mojej obronie. To była społeczność ludzi tak naprawdę nieczułych na krzywdę innych i łamiąca wszelkie podstawowe prawa przysługujące każdemu człowiekowi. W swoich broszurkach, które chętnie rozdawali powołując się na charytatywną działalność mieli zapisane hasła: najważniejsza rodzina, pokój, miłość, radość, dobro, harmonia i szczęście. Czyż nie są to piękne słowa? Czy człowiek, który na początku tylko o tym mówi nie jest godny zaufania tym bardziej, że na potwierdzenie swoich słów pokazuje zdjęcia i filmy z koncertów, festynów, zabaw oraz podziękowania od władz za zaangażowanie się we wspaniałą działalność społeczną? Ja im zaufałam, a kiedy to już się stało pokazali mi swoim zachowaniem, że hasła głoszone przez nich nie mają żadnego pokrycia z zasadami panującymi w sekcie, a były tylko wykorzystywane do podstępnego zwerbowania kolejnych ofiar.
Udało mi się uciec stamtąd po sześciu latach, bo przez przypadek poznałam dziewczynę spoza tamtego chorego świata i to właśnie dzięki niej zaczynałam powoli uwalniać się od wielu głupot, które wpoiła mi sekta. Na początku w ogóle nie rozumiałam, o czym mówi, kiedy np. opowiadała o swojej rodzinie. Dla mnie pojęcia takie jak miłość i szacunek były zupełnie obce. Mówiła o tym, że mąż dba o nią, przynosi jej kwiaty, okazuje jej szacunek. Ja tego nigdy w sekcie nie zaznałam. Guru, chociaż oficjalnie byłam jego dziewczyną nigdy nie dbał o mnie. To ja musiałam dbać o niego, dogadzać mu i spełniać jego zachcianki. Nie mogłam nigdy powiedzieć: „ja chcę” czy „ja oczekuję”. Już na pierwszych poważnych spotkaniach uczyłam się tego, że pojęcie „ja” pochodzi od diabła. Nie liczyło się w ogóle moje zdanie. Nieważne było moje życie. Guru nie okazał mi nigdy szacunku, a kwiaty to on dostawał ode mnie i innych dziewczyn, które m.in. w ten sposób mu dziękowały za to, że zechciał je prowadzić do „boga”. Nauczona przez guru odpowiedniego zachowania w łóżku, np. przyprowadzania mu nowych dziewczyn, które molestował seksualnie, nie rozumiałam, kiedy moja znajoma mówiła, że związek dwojga ludzi, którzy się kochają i są ze sobą wygląda zupełnie inaczej. Zresztą wszystko, o czym mówiła było mi obce.
Guru próbował zniszczyć wszelkimi sposobami tą przyjaźń, która powoli nawiązywała się między nami. Nie udało mu się mnie złamać, chociaż byłam bita, wyzywana czy straszona. To dzięki tej dziewczynie miałam odwagę bronić się przed kolejnymi razami. To dzięki niej skontaktowałam się po kryjomu z mamą i to dzięki niej uciekłam stamtąd. Ale to nie był koniec piekła, bo jeszcze przez wiele miesięcy byłam prześladowana i straszona przez guru a potem rozpoczęłam kolejną chyba najtrudniejszą walkę – powrotu do tego świata. Uczyłam się od nowa wszystkiego. Przez sześć lat miałam wbijane do głowy, że cały świat oprócz tej organizacji jest piekłem, a ludzie żyjący na nim to diabły. Przez sześć lat ktoś inny decydował o tym jak mam żyć, co mam robić, co mam mówić i co myśleć. Przez sześć lat moje życie kręciło się tylko wokół sekty, wokół jej nauk i zasad. Czułam ogromną pustkę i samotność. Czułam fizyczny i psychiczny ból, którego żadne słowa nie są w stanie opisać. Ciągle się zastanawiałam czy dobrze zrobiłam uciekając od „boga”, a tym samym skazując swoją duszę na wieczne potępienie i życie w demonicznych światach. Codziennie czekałam na karę. Czasami wierzyłam, że uda mi się normalnie żyć i zapomnieć o tym wszystkim, co tam przeżyłam. Nie szukałam nigdzie pomocy i nie umiałam z nikim o tym koszmarze rozmawiać. Na jakąkolwiek próbę rozmowy przez moją mamę o sekcie reagowałam strachem i krzykiem. Nie umiałam jej jeszcze ufać. Chociaż to właśnie z nią zamieszkałam po ucieczce i to ona mi pomagała przez długi okres - jeszcze myślałam o niej, że jest demonem. Sugestie, które wpoił mi guru i jego uczniowie jeszcze przez kilka lat od ucieczki towarzyszyły mi na każdym kroku. „Bóg” i „diabeł” - tylko te pojęcia znałam i tylko w ich pryzmacie widziałam świat, który mnie otaczał. Mogę przyrównać to do koloru białego i czarnego. Jeśli nie nauczy się dziecka, że poza tymi kolorami istnieją jeszcze inne, nie będzie tego widziało ani rozumiało. Chociaż pragnienie normalnego życia było bardzo silne, nie umiałam przezwyciężyć w sobie strachu, sugestii. Nie umiałam zapomnieć też o tym, bo chociaż w ciągu dnia starałam się nie poddawać okropnym myślom i uczuciom, to potem i tak w nocy koszmar powracał. Śniło mi się jak jestem bita, wyzywana, straszona. Nie mogłam uciec od przeszłości, nie mogłam zapomnieć, nie umiałam przestać się bać. W końcu poszłam do Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Tam przez ponad dwa lata uczestniczyłam w terapii. Wspaniała kobieta, która prowadziła tą terapię jako pierwsza umiała ze mną tak rozmawiać, że zaczęłam w końcu mówić o tym wszystkim, co przeżyłam, do czego byłam zmuszana i co działo się naprawdę w sekcie. Dwa lata kolejnego koszmaru, bo kiedy zaczynałam rozumieć, w jaki podły i okrutny sposób zostałam ograbiona przez sektę ze wszystkiego, co miałam dobrego, jak bardzo zostałam upodlona i skrzywdzona przez tych ludzi, ból i żal, który rozrywał moje serce był nie do wytrzymania.
Teraz minęło ponad jedenaście lat od momentu, kiedy po raz pierwszy do nich poszłam. Miałam prawie dwadzieścia lat, miałam plany i marzenia. Wierzyłam, że nic złego nie może mnie spotkać w życiu, że jestem silna i nie ma rzeczy, z którymi sobie nie poradzę. Nie bałam się świata, życia i ludzi. Nie bałam się niczego i nikogo. A potem to wszystko się zmieniło. Z wesołej, szczęśliwej i mądrej dziewczyny sekta zrobiła bezwolną marionetkę, która do dnia dzisiejszego ponosi konsekwencje swojej ufności, naiwności i chęci zrobienia w życiu czegoś dobrego. Być może przyjdzie taki dzień, że przestanę się bać swojego oprawcy, ale na pewno nigdy nie będę umiała zapomnieć o tym wszystkim, co zrobił mi ten człowiek.
Marzena
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a światłość wiekuista niechaj im świeci, a dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju szczególnie tych co z nikąd nie mają pomocy Amen

Maria Simma

Dusze czyśćcowe mówią, że wielu ludzi dostaje się do piekła, ponieważ za mało ludzi modli się za nich. Przez odmawianie rano i wieczorem poniższej modlitwy odpustowej, wiele dusz uratować można przed potępieniem. Simma widziała pewnego razu takie dusze, których losy ważyły się między piekłem i czyśćcem.

O Najłaskawszy Jezu, miłośniku dusz, błagam Cię przez konanie Najświętszego Serca Twego i przez boleści Matki Twej Niepokolanej, obmyj we Krwi swojej grzeszników całego świata, którzy teraz konają i dziś jeszcze umrzeć mają. Serce Jezusa konające, zlituj się nad konającymi. Serce Maryi pod krzyżem omdlewające, módl się za umierającymi. Amen





Strona o Czyśćcu bardzo polecam i zapraszam ;

czysciec.npx.pl/news.php

Odp: Świadectwa 8 lata, 6 mies. temu #1483

  • sylka1989
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 893
  • Oklaski: 36
32 lata w niewoli Strażnicy!

rozmowa z Panią Eugenią Torbą, która przez 32 lata była świadkiem Jehowy, przeprowadzona przez S.Zaczka, A.Wisia i A.Wronkę

- Pani Eugenio, ma Pani dzisiaj 74 lata, w tym 32 lata spędzone w organizacji świadków Jehowy. W jaki sposób tam się Pani dostała?

- Urodziłam się w rodzinie katolickiej. Wszyscy chodziliśmy do kościoła na Mszę św.; ja śpiewałam w chórze. Moje lata dziecinne były trudne. Po wojnie spotkałam się ze świadkami Jehowy. Na pierwszy rzut oka byli oni mili i sympatyczni. Proponowali mi książeczki oraz rozmowy na tematy religijne. Przychodzili do mnie przeważnie w niedzielę, wtedy kiedy szłam na Mszę św. Raz to ich nawet wyprosiłam, gdyż przyszli w Niedzielę Palmową, a ja właśnie szłam do kościoła. Nie zrazili się tym. Zmienili potem porę odwiedzin i dalej przychodzili.

- Pani nadal ich przyjmowała; dlaczego?

- Proponowali czytanie różnych publikacji, a to mnie pociągało, poza tym, ta ich uprzejmość i nie zrażanie się trudnościami z mojej strony. To wszystko było interesujące. W ten sposób brnęłam coraz bardziej w sektę.

- A co z Kościołem, przecież była Pani osobą wierzącą?

- Wtedy nie widziałam żadnych sprzeczności. Nikt mnie nie ostrzegał przed tą organizacją i to wszystko nie kłóciło się we mnie. Dopiero później, powolutku, świadkowie zaczynali obrzydzać mi Kościół katolicki mówiąc, że to wszystko pochodzi od diabła, a nie od Boga.

- Później, to znaczy kiedy?

Wówczas, gdy już człowieka nafaszerują tą diabelską nauką; wówczas, gdy się już środowisko dowie i straci się autorytet u ludzi, gdy nie ma do koga wrócić i zamyka się krąg znajomych tylko do świadków.

-I stała się Pani głosicielką "od domu do domu "?

- Nie tak od razu. Najpierw trzeba opanować wszystkie chwyty, zagrywki, schematy w prowadzeniu rozmów i dopiero potem się głosi. Przez wiele lat chodziłam "od domu do domu" i głosiłam. Najczęściej poza miejscem zamieszkania.

- Wiemy, że ludzie często niezbyt mile przyjmują świadków. Czy nie jest to zniechęcające i nudne?

- Ależ skąd. Gdy kogoś przy głoszeniu np. wyganiano lub wyśmiewano, to wtedy wmawiali nam, iż z tego trzeba się cieszyć, bo i Jezusa nie wszyscy chcieli słuchać. Ale to wszystko jest dopiero po "symbolu", czyli po tzw. chrzcie, ponieważ przed symbolem zupełnie inaczej traktuje się człowieka. Wcześniej jest wszystko ładnie i pięknie, wokół człowieka kręci się wiele osób, służą pomocą, chętnie rozmawiają. Potem sytuacja zmienia się, gdyż mają już człowieka w ręku. Straszą Armagedonem, czyli wojną przy końcu świata i wtedy należy robić, co każą starsi, bez żadnego szemrania.

- Ale chyba można się wycofać, gdy komuś coś się nie podoba?

- O, nie takie to proste! Człowiek jest tam sparaliżowany strachem, a poza tym nie ma dokąd wrócić. Wszystkie religie ma świadek maksymalnie obrzydzone, jako pochodzące i należące do szatana. Więc czy ktoś - mimo wątpliwości - chciałby odejść i przejść do religii szatana? I jeszcze ten ciągły strach przed końcem świata. Każdy ze świadków ma wmówione, że po Armagedonie zostaną tylko świadkowie, a wszyscy inni zostaną wytraceni. Ci, co ocaleją, będą żyli w raju na ziemi.

- Wspomniała Pani o końcu świata. Wiemy, że świadkowie wielokrotnie wyznaczali daty końca świata. Ostatnią dość znaną był rok 1975.

- Pamiętam ten rok. Wcześniej chciałam być przyjęta gdzieś do pracy, by parę groszy zarobić i doczekać się emerytury, ale świadkowie odradzali mi mówiąc, że niedługo ma być koniec świata i emerytura nie będzie mi potrzebna. Nikt nawet nie pomyślał, że to może być fałszywe proroctwo. Zresztą nie wolno było inaczej myśleć. A gdy rok 1975 minął jak każdy inny, powiedziano nam, że Bóg dał jeszcze szansę grzesznikom, aby się nawrócili do świadków Jehowy i dlatego termin końca świata przesunął na później. Straszenie końcem świata jest aktualne do dziś.

- Czy Pani nie myślała o powrocie do Kościoła katolickiego?

- Na myślenie nie ma tam czasu. Trzeba ciągle się uczyć "Strażnicy", jeździć na spotkania, głosić po domach itd. Nie mniej jednak były takie momenty, że się myślało o powrocie. Mieszkałam z mężem niedaleko kościoła i nieraz słyszałam dzwony, ten dźwięk przeszywał moje serce. Czasami miałam łzy w oczach. Mąż zawsze mi mówił: gdzie tam jedziesz do tych jehowitów, czy nie bliżej nam do kościoła? Ale ja toczyłam z nim walkę, bo chciałam go wciągnąć do sekty. Jednak nie udało mi się tego uczynić. Z ogromnym bólem przyznaję dziś, że byli tacy, których zwiodłam.

- Dziś jest Pani katoliczką. Może kilka stów jak do tego doszło?

- Dużo by o tym mówić. Teraz, gdy jestem starszą kobietą, nie byłam przydatna świadkom, jak kiedyś. Chciałam rzucić organizację, ale niełatwo się wycofać. Strach, wstyd, niepewność czy znajdę nowych zna­jomych i jak nucie przyjmą starzy, wszak po odejściu świadkowie nie powiedzą mi nawet "dzień dobry". Ale nastąpił moment przełomowy... Pewnego jesiennego popołudnia, bodajże 1992 roku, przyszło do mnie dwóch księży. Byłam zaskoczona i zaniepokojona, ale jednocześnie pomyślałam, że jest to dla mnie jakaś szansa, jakiś znak od Boga. Byli to klerycy, którzy odwiedzają takie domy jak mój. Prowadzili ze mną dyskusję, rozmowy, odwiedzali mnie, modlili się za mnie. Ja też zaczęłam się modlić do mego Zbawcy, Jezusa Chrystusa o szczęśliwe rozwiązanie tej sprawy. Zaczęłam z czasem modlić się na różańcu, który mi podarowali. Przeczytałam także przyniesione przez nich książki, które bardzo mi pomogły. Były to: "Pismo św. przeczy nauce świadków Jehowy", "Abyś nie wpadł w sidła złego". "Byłem świadkiem Jehowy" oraz kilka "Effath".

- Czy dziś jest Pani zadowolona z decyzji powrotu'


- Oczywiście! Teraz w mym sercu i domu jest Pan Jezus; jest Jego pokój, radość oraz czas na prawdziwą modlitwę. W Kościele Chrystusa znalazłam prawdziwy pokój i szczęście. Bardzo żałuję, że kiedyś Go opuściłam, a nawet przez 32 lata walczyłam z Nim. Modlę się, aby Bój mi to wszystko wybaczył, gdyż zmarnowałam 32 lata życia otrzymanego od Boga.

- Gdy wróciła Pani do Kościoła, czy świadkowie przychodzili Panią "ratować"?

- Przychodzili. Było mi bardzo trudno powiedzieć, że wróciłam do Kościoła, ale przecież musiałam, bo nie mogłam żyć w kłamstwie. Pewnego razu, gdy już wiedzieli, że mnie nie pozyskają dla siebie, przyprowadzili ze mną bardzo przykrą rozmowę. Krzyczeli na mnie, straszyli, kazali przepraszać przywódców z Ameryki. Bolało ich w końcu, że wracam do Kościoła katolickiego, a nie idę do adwentystów czy innych sekciarzy. To mi jeszcze bardziej dało do myślenia, dlaczego akurat Kościół katolicki tak bardzo im nie odpowiada. Jest to dla mnie potwierdzeniem, że tylko ten Kościół jest Kościołem Bożym i dlatego wszystkie sekty tak go nienawidzą. Dziś ukochałam mój najprawdziwszy Kościół założony przez samego Pana Jezusa, który trwa nieprzerwanie już prawie 2000 lat. Dziś wierzę w Boga i Jego prawdziwy Kościół. Żadnym sektom nie wierzę.

- Co Pani chciałaby przekazać ludziom?

- Przede wszystkim przepraszam Boga i wszystkich ludzi, że siałam tyle trucizny przez wiele lat. Chciałabym ostrzec Was, abyście nie dali się złapać na ładne słówka, kolorowe broszurki i kłamstwa. Dostrzegam dla siebie potrzebę Kościoła, który ukochał. Tego życzę wszystkim katolikom, aby kochali Boga w Jezusie, Jego Kościół, dzisiejszych Jego apostołów i wszystkich braci i siostry. Staram się pomóc moim znajomym świadkom, wysyłam im różne materiały. Braciom i siostrom błąkającym się poza Kościołem katolickim ryczę, aby jak najprędzej wrócili do niego, ponieważ tylko ten Kościół pochodzi od Boga i prowadzi do zbawienia.

- Serdecznie dziękujemy Pani za rozmowę, życzymy zdrowia, wzrastania w łasce i poznaniu naszego Pana Jezusa Chrystusa, któremu chwała na wieki wieków.
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a światłość wiekuista niechaj im świeci, a dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju szczególnie tych co z nikąd nie mają pomocy Amen

Maria Simma

Dusze czyśćcowe mówią, że wielu ludzi dostaje się do piekła, ponieważ za mało ludzi modli się za nich. Przez odmawianie rano i wieczorem poniższej modlitwy odpustowej, wiele dusz uratować można przed potępieniem. Simma widziała pewnego razu takie dusze, których losy ważyły się między piekłem i czyśćcem.

O Najłaskawszy Jezu, miłośniku dusz, błagam Cię przez konanie Najświętszego Serca Twego i przez boleści Matki Twej Niepokolanej, obmyj we Krwi swojej grzeszników całego świata, którzy teraz konają i dziś jeszcze umrzeć mają. Serce Jezusa konające, zlituj się nad konającymi. Serce Maryi pod krzyżem omdlewające, módl się za umierającymi. Amen





Strona o Czyśćcu bardzo polecam i zapraszam ;

czysciec.npx.pl/news.php
Ostatnio zmieniany: 8 lata, 6 mies. temu przez sylka1989.

Odp: Świadectwa 8 lata, 6 mies. temu #1484

  • sylka1989
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 893
  • Oklaski: 36
Świadectwo – wychodzenie z sekty

Lech Rugała
Zanim poruszę temat wychodzenia z sekty na przykładzie mojego syna przedstawię jak doszło do jego związania się z ruchem Hare Kryszna. Otóż całą rodziną przynależeliśmy do PTTK i często wyjeżdżaliśmy w góry. Prowadziliśmy też pracę z młodzieżą, w tym wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne itp., a także syna staraliśmy się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii, oddanego ochronie przyrody i krajobrazu. W czasie zwiedzania, ukazywaliśmy jemu piękno kraju, przyrodę, zabytki, historię... Wszystko było na dobrej drodze...


Lech Rugała
W wieku 16 lat syn był już mocno zaangażowany w harcerstwie, co było zgodne z naszymi oczekiwaniami. Miał za sobą uczestnictwo w wielu harcerskich inicjatywach, w tym w kilkudniowych wypadach z kolegami w góry. Właśnie w górach po raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce z synem wstąpiliśmy obejrzeć farmę ekologiczną, znajdującą się w odległości ok. 200 m. od schroniska turystycznego w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną m.in. w broszurze zatytułowanej “Ekoturystyka" jako Ośrodek Bhakti Jogi. W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię, lecz posłużono się, co zrozumiałem dużo później, psychomanipulacją polegającą na podaniu tylko części danych dotyczących farmy. Mówiono wtedy, że jest to farma produkująca zdrową żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują zdrowe żywienie i wegetarianizm oraz życie w zgodzie z naturą. W trakcie spotkania poczęstowano nas wegetariańskim posiłkiem. Byliśmy przekonani, niewątpliwie na skutek sugestii gospodarzy, że jest to świecki ruch społeczny o orientacji proekologicznej, co w rzeczywistości było tylko pozornie zgodne z naszymi poglądami i zainteresowaniami.
We wrześniu 1992 roku w Poznaniu powstał ośrodek Hare Kryszna. W mieście pojawiły się plakaty o akcji zwanej “Food For Life" (Pożywienie Darem Serca). Dziś trudno już ustalić, kiedy mój 16 letni wówczas syn zetknął się poznańskimi agitatorami sekty. Ważne są fakty. Spodobały mu się akcje “dokarmiania głodnych", a pozytywne wrażenie jakie pozostało po wizycie na farmie nie wzbudzało we mnie niepokoju. Dziś mogę już ukazać, co kryło się za tymi akcjami i czym naprawdę jest ta społeczność posiadająca oficjalny status związku wyznaniowego, która w opinii społecznej uchodzi za grupę całkiem nieszkodliwych czy nawet sympatycznych dziwaków.

Kiedy syn zaczął chodzić na ich spotkania nie wiedzieliśmy, że nie mówi nam prawdy o nowych “przyjaciołach". Również kiedy częstowali swymi wegetariańskimi specjałami ludzi przechodzących pod poznańskim Rondem Kaponiera nie mówili, że jest to ściśle związane z ich obrzędem religijnym i wierzeniami, a sporządzanie takich potraw należy do rytuału wyznawców. Było to podstępne angażowanie społeczeństwa w czynności religijne wbrew faktycznym przekonaniom sponsorów (akcje te dotowano m.in. z budżetu miasta) i uczestników “dokarmiania" oraz prawu rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi tradycjami. Wiele osób, zwłaszcza nieletnich, okłamywano i nie informowano w co się je naprawdę angażuje. Kiedy syn zaczął praktykować medytacje przedstawiciele sekty tłumaczyli, że są to ćwiczenia relaksacyjne “poprawiające koncentrację uwagi" ukrywając, że są to praktyki kultowe. Ścisłą dietę religijną prezentowano jako “wegetarianizm" itp. Dopiero później syn zaczął wspominać coś o bogu Krysznie i krytykował dosłownie wszystko, łącznie z poprzednimi pozytywnymi zainteresowaniami, które wyniósł z harcerstwa i turystyki. Wszystko wokół było “zdemoralizowane" a jedyne dobro stanowiła grupa, z którą się związał. Wynosił z domu przedmioty na użytek wspólnoty i namawiał żonę do wykonywania pewnych prac na rzecz grupy.
W końcu zaniepokojony zatelefonowałem do liderów ruchu, aby zwrócić uwagę, że syn zbyt intensywnie jest angażowany w spotkania grupy, zaniedbuje naukę i upomniałem się o wyniesiony z domu przez syna rzutnik do przeźroczy. Otrzymałem odpowiedź, którą pozwolę sobie w całości zacytować: “Poznań, 13.10.93r. Szanowni Państwo. Bardzo dziękujemy za przekazanie dotacji w formie rzutnika slajdowego i uszycia poduszek. Obie formy udzielonej przez Państwa pomocy mają dla nas duże znaczenie. Dzięki poduszkom możemy lepiej przyjmować często odwiedzających nas gości, a dzięki rzutnikowi w sposób bardziej przystępny przekazywać wiedzę o wegetarianizmie i filozofii starożytnej kultury wedyjskiej opierającej się na pismach mających już 5 tysięcy lat. Niezmiernie doceniamy Państwa otwartość na wartości prezentowane przez Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny, które może również stanowić formę inspiracji wychowawczej w kontakcie z osobami młodocianymi. Z kontaktu z Andrzejem jesteśmy bardzo zadowoleni. Jest On pomocnym i chętnym do współpracy chłopcem. Mamy też nadzieję, że po ostatniej naszej rozmowie telefonicznej, mają Państwo wgląd w Jego aktywność i że bardziej przykłada się On do nauki. Życzymy Państwu sukcesów wychowawczych i osobistego szczęścia. Z poważaniem (podpis)"
Odczytany list doskonale ilustruje psychomanipulacje - ukrywanie religijnego charakteru ruchu. Mowa jest o wegetarianizmie, starożytnej kulturze wedyjskiej, inspiracji wychowawczej itp.. Nigdzie nie pada określenie ruchu religijnego, brak informacji o praktykach religijnych, o sprawowanym kulcie czy przedmiocie sacrum. Ponadto list ten obiecuje zainteresowanie syna nauką, jednak fakty świadczyły o coraz większym angażowaniu syna przez liderów sekty w ich praktyki kultowe.

Syn zupełnie opuścił się w nauce i zaczął zmieniać sposób wyrażania swych myśli i uczuć. Jego język stawał się coraz mniej zrozumiały, pełen obcych słów i zwrotów. Określał nas mianem “siudrów" – najniższej kasty indyjskiej. Gardził naszym pożywieniem, nawet gdy było to jedzenie wegetariańskie. Jadł tylko to, co dopuszczała sekta, a w praktyce sprowadzało się to do głodówek. Nauczono go, że może spożywać tylko tzw. “prasadam", tj. pożywienie przyrządzane samemu lub przez grupę kultową ze ściśle wyznaczonych składników, wcześniej “ofiarowane Krysznie" na domowym lub świątynnym ołtarzyku. W przeciwnym przypadku – jak mówią nauki twórcy ruchu Prabhupady – mógł się “duchowo zanieczyścić". W celu “oczyszczenia się z materialnego brudu" musiał też codziennie odmawiać minimum 1728 razy 32-sylabowe magiczne zaklęcia czyli tzw. mantrę “Hare Kryszna, Hare Rama, Rama, Rama...", co trwało kilka godzin. W sposób wyjątkowo nachalny próbował nas “nawracać" na tę swoją nową wiarę. Podważał prawa fizyki twierdząc, że świat jest złudzeniem i tylko guru Prabhupada uczy prawdy. Stale powtarzał: “Ja nie jestem tym ciałem". Wyciągał od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, za co kupował akcesoria kultowe jak płyty, kasety, książki, kadzidełka, korale i inne przedmioty. Coraz częściej kłamał, a na krytyczne uwagi reagował w sposób złośliwy i arogancki...

To wszystko nas przerosło, zwłaszcza kiedy zaczęliśmy odkrywać oszustwa sekty i zdawać sobie sprawę, że jesteśmy wobec nich bezradni. Powoływali się także na rzekome pozytywne wyniki badań naukowych ich diety prowadzonych przez prof. Wojciecha Chalcarza z Pracowni Żywienia AWF w Poznaniu, ale dopiero później dowiedziałem się od samego profesora, że to nieprawda i nie prowadził żadnych badań wśród członków Hare Kryszna. Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jajek, cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i roślin strączkowych. Kalendarz postów i głodówek liczy ponad 20 stron maszynopisu. Syn przeraźliwie chudł, a w odpowiedzi na moje uwagi, że jest on nieletni, liderzy sekty przyjęli taktykę konspiracji przed rodzicami. Sterowali nim za pomocą korespondencji, która przychodziła z ich centrum we Wrocławiu (dowiedzieliśmy się o tym dużo później). Przez telefon zawiadamiali, że ma się z kimś skontaktować i tam otrzymywał do przeczytania odpowiednie instrukcje. Jednocześnie zapewniali nas, że do nich nie chodzi, ale już sam przenikliwy zapach kadzidełek zdradzał, że zamiast ze szkoły wracał... z tzw. “świątyni", odurzony palonymi tam bezustannie kadzidełkami. Wprowadzał się tam w trans również za pomocą ekstatycznych tańców i śpiewów. Po takich seansach nie było z nim żadnego kontaktu, stawał się apatyczny i zamknięty w sobie.

Po uzyskaniu przez syna pełnoletności mogliśmy się w pełni przekonać, jakie jest ich prawdziwe oblicze. Nie było praktycznie żadnej możliwości wynegocjowania z nimi jakichkolwiek ustępstw. Mówiliśmy im, że niepokoi nas spadek kondycji fizycznej syna na skutek ubogiego odżywiania, a te praktyki stają się coraz bardziej niebezpieczne i stwarzają zagrożenie dla jego zdrowia. Prosiliśmy, żeby wpłynęli na niego aby ograniczył się w tych praktykach, lecz do liderów grupy żyjącej w oderwaniu od rzeczywistości nie docierały żadne prośby i tłumaczenia. Patrząc obłędnym wzrokiem odpowiadali, iż ich “religia jest oficjalnie zarejestrowana i musimy uszanować jego świadomy wybór i właściwą drogę do postępu duchowego", z czego “powinniśmy się nawet cieszyć". Byliśmy bezsilni wobec takiej argumentacji. Niestety, nasze obawy potwierdziły się...

Tajemne, nie ujawniane społeczeństwu praktyki okultystyczne i obowiązki narzucone przez grupę, w tym niedobór snu, wielogodzinne mantry i drakońska dieta połączona z głodówkami, doprowadziły syna nie tylko do całkowitego zlekceważenia obowiązków szkolnych, ale również do fizycznego wycieńczenia i poważnego wypadku. W stanie pseudoreligijnej ekstazy (podobnej do transu narkotycznego) zasłabł na ulicy, upadł na twarz, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go na leczenie szpitalne.

Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja, kiedy lekarze wezwali mnie i moją żonę i zaczęli czynić nam wyrzuty: “Co zrobiliście z tym chłopcem? Czemu on tu nie chce niczego jeść? Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od “nie wielbicieli Kryszny" (wszystkie osoby spoza sekty są “nieczyste", nazywane pogardliwie: “karmitami"), oraz że tak silny wpływ może mieć na człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. W tej sytuacji leczono go kroplówką.

Dopiero po rozmowach ze specjalistą z oddziału psychiatrycznego syn zaczął przyjmować przynoszone przez nas posiłki, które były zresztą półpłynne, gdyż ze złamaną szczęką nie mógł gryźć. Do normalności wracał długo. Mozolne leczenie, przerwa w nauce i zmiana szkoły na specjalną przy Zakładzie Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów oraz inne komplikacje życiowe trwały dalsze dwa lata. Znikał na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków kultu m.in. do Wrocławia i Czarnowa. Nawet wyprowadził się z domu i zamieszkał we wspólnocie (w wynajętym mieszkaniu), choć po wypadku sekta zaczęła go traktować jak wyznawcę “gorszej kategorii", bo stał się dla nich niewygodny. Zwłaszcza kiedy o całej sprawie zaczęła pisać poznańska prasa. Artykuł “Dwa oblicza Kryszny", zamieszczony na łamach ukazującego się niemal w całej Polsce tygodnika “Poznaniak" (nr 17/96, str.26), bardzo rzetelnie ukazał historię mojego syna. W końcu zrozumiał to wszystko i wrócił do domu. Był psychicznie rozbity i nieporadny.

Wiele czasu zmarnowaliśmy na ratowanie syna od umysłowego zniewolenia – zamiast na pożyteczną działalność w PTTK i PTT (Polskim Towarzystwie Tatrzańskim). Sporadycznie pojawiałem się na zebraniach, gdyż myślami byłem daleko od często trudnych spraw, jakimi żyła nasza społeczność turystów i krajoznawców, co zaczęto mi wytykać jako lekceważenie społecznych obowiązków. Przytłoczony tym nieszczęściem po prostu nie potrafiłem traktować powierzonych mi spraw z zainteresowaniem. To także przyczyniło się do spadku działalności osiedlowego koła turystyczno – krajoznawczego, które miało duże perspektywy rozwoju, a zwłaszcza do zaprzestania organizowania i prowadzenia działalności turystycznej z młodzieżą. Podobnie było z moją żoną, która ograniczyła swą działalność przewodnika turystycznego. Dyskutowaliśmy często do późnej nocy jak temu wszystkiemu zaradzić, a nawet kłóciliśmy się i obwinialiśmy siebie nawzajem za zachowanie syna. Z tego powodu cierpiała także córka. Niektórzy znajomi zarzucali nam obu winę i dawali “stuprocentowe" rady na przyszłość. Cóż, każdy jest bardzo “mądry" i “doświadczony", dopóki jego to osobiście nie dotyczy... Na tym przykładzie widać, że sekty i ruchy kultowe swój destrukcyjny wpływ wywierają - wbrew pozorom - nie tylko na osobę zwerbowaną, ale głęboko ingerują w życie rodzinne i oddziałują na środowisko bliższe i dalsze.

W wyniku pobytu w sekcie syn doznał częściowej utraty zdrowia, cztery lata można uznać za “wykreślone z życiorysu", kiedy to nie wiadomo komu i po co syn poświęcał cały swój czas i był gotów poświęcić jeszcze więcej, bez względu na cenę. Staraliśmy się o przywrócenie go do normalnego życia w rodzinie i społeczeństwie my - rodzice, ale nie mogę w tym miejscu pominąć faktu, że również jego dawni koledzy z harcerstwa i młodzież związana z Dominikanami. Dałem jemu do przeczytania książkę autorstwa byłej uczestniczki sekty Szwedki Lotty Danielson, “Droga Donikąd (Hare Kryszna)", WAM Kraków, 1995 r. (polskie tłumaczenie). Początkowo nie chciał nawet jej wziąć do ręki. Po przeczytaniu skwitował stwierdzeniem: “ale ona głupia, że tak łatwo dała się przekonać i opuściła ruch".
Wizyta w moim domu dwojga młodych ludzi (w tym byłego krysznaity), wolontariuszy z Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach w Poznaniu, którzy w bezpośredniej rozmowie starali się ukazać synowi jego faktyczną sytuację, z pewnością zaszczepiły jemu odrobinę krytycznego sposobu spojrzenia na ruch Hare Kryszna. Również argumenty zawarte w przeczytanej książce i niektórych materiałach uzyskanych od Stowarzyszenia Ruch Obrony Rodziny i Jednostki i “Civitas Christiana" zaczęły działać, choć z dużym opóźnieniem. Wszystkie te zabiegi z pewnością wszczepiły synowi zdolność realistycznej oceny ruchu Hare Kryszna, kiedy już przebywał poza domem, a dostrzeżenie wielu wad jego liderów w ostateczności przyczyniło się do samodzielnego podjęcia decyzji o opuszczeniu sekty.

Obecnie syn odrabia straty, stara się znaleźć stosowną do jego stanu zdrowia pracę i uczy się zaocznie w technikum. Ale straconej szansy uzyskania lepszej pozycji społecznej nikt jemu nie wróci, a także negatywne skutki wpływu sekty na jego zdrowie nadal dają się zauważyć. W takich chwilach jest mi go bardzo żal. O tym wszystkim mógłbym napisać sporą książkę. Zwłaszcza, że nawiązałem kontakty z wieloma innymi osobami, które także ucierpiały na skutek ingerencji tej sekty w ich życie rodzinne. Są wśród nich również tacy, których dzieci nie tylko przerwały studia (niemałym wysiłkiem i wyrzeczeniami finansowane przez rodziców), ale odeszły z domu i zerwały naturalne więzi rodzinne angażując się bez reszty w sektę.

Po wypadku syna napisałem do Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie prośbę o rzetelne informacje naukowe na temat ruchu Hare Kryszna (ISKCON), lecz nie otrzymałem stamtąd żadnych materiałów. Mogę tylko przypuszczać, że w Polsce nie było stosownych badań naukowych odnośnie szkodliwości wpływu sekt na zdrowie psychiczne i fizyczne ich członków.

Dzięki kontaktom z osobami dotkniętym podobnymi tragediami wywołanymi przez tą samą grupę kultową zdobyłem książkę: Anna E. Kubiak, “Delicje i lewa ręka Kryszny", Wydawnictwo IFiS PAN, Warszawa, 1997, będącą wynikiem badań naukowych (dysertacja doktorska) z pozycji etnografa prowadzącego obserwację uczestniczącą w tzw. nowym ruchu religijnym. W pracy tej znalazłem potwierdzenie wielu znanych mi z autopsji negatywnych zjawisk w ruchu Hare Kryszna. Nawet sama autorka tej pracy na str. 15 przyznaje: “Ogromną rolę w ulepianiu etnografa na krysznaicką modłę odgrywa język. Jest on niesłychanie “przylepny"; podstępnie przenika do relacji o opisywanej przeze mnie rzeczywistości. W nim zaczynam opisywać swoje spostrzeżenia, a później układam w nim całe fragmenty pracy. Dopiero pierwsi czytelnicy roboczej wersji mojej pracy zwracają mi uwagę na lingwistyczne zwichnięcia...". W tym miejscu nasuwa się istotna uwaga: Jeżeli badacz czyli osoba doświadczona i w pełni świadoma swojej roli ulega tak poważnym dewiacjom, to co dopiero powiedzieć o młodych i niedoświadczonych ludziach i ich rodzicach zupełnie nieprzygotowanych na tego rodzaju psychotechniki stosowane przez sekty?
W pracy tej można znaleźć wiele ważnych spostrzeżeń z życia wewnątrz sekty, świadczących o fizycznym i psychicznym znęcaniu się nad jej członkami. Przykładowo w podrozdziale “Dyktatura kontrolerów" (str.104-105) można przeczytać: “Hierarchia kontrolerów stanowi swoisty łańcuch “wzmacniaczy". Im niższą pozycję zajmuje kontroler, tym bardziej ingeruje on w życie podwładnych i tym “silniejszą ręką" sprawuje rządy. Na najniższym szczeblu hierarchii dochodzić może do drastycznych sytuacji, jak np. zmuszanie swojej “podopiecznej" – przyjaciółki, przez bhaktę do wstawania o trzeciej rano, następnie do kąpieli w zimnej wodzie, a gdy zasypia podczas mantrowania – nakazywanie jej stawania na głowie". Nie ulega więc wątpliwości, że nie każdy jest w stanie fizycznie i psychicznie sprostać narzuconemu przez sektę totalnemu stylowi życia. Dowiódł tego przypadek mojego syna i inne tragiczne przypadki opisywane mi przez osoby związane działalnością Stowarzyszenia Ruch Obrony Rodziny i Jednostki.

W końcu dotarłem do źródeł zachodnich i dowiedziałem się, że sekta Hare Kryszna jest zamieszana w sprawy przemytu i skandalicznych morderstw w obrębie samej wspólnoty, w tym z dokumentów Parlamentu Europejskiego, że jest przedmiotem licznych skarg i stosuje techniki umysłowych uzależnień. Odpis postanowienia sądowego z Kolonii w Niemczech (nr akt 10L 403/94) po procesie przegranym tam przez ISKCON zawiera ponadto zarzuty, że doprowadza swych członków do niebezpiecznego oderwania od rzeczywistości i głębokich zmian osobowości aż po zerwanie więzi rodzinnych i społecznych, opiera się na systemie wartości sprzecznym z konstytucją i prawami człowieka do wolności i równości oraz zakłada wprowadzenie teokracji i światowego systemu kastowego. Za takim porządkiem społecznym opowiadają się ekstremistyczne nurty hinduizmu w jego kolebce – Indiach, gdzie system kastowy – jako uznany za nieludzki – został oficjalnie zniesiony.

Świat nauki nie reprezentuje jednolitego stanowiska w sprawie sekt i kultów. Wielu naukowców podchodzi do problemu z należytą powagą, krytycznie oceniając metody stosowane w sektach, zwłaszcza ich totalny charakter, a także dostrzega realne zagrożenia dla jednostki i społeczeństwa. Niestety, niektórzy pracownicy instytucji naukowych – idealiści zafascynowani orientem i egzotyką – dążą do wykreowania własnych poglądów na temat mnożących się kultów jakoby stanowiły korzystną alternatywę dla tradycyjnych religii...
Korzystając z okazji tej konferencji chciałbym zaapelować do świata nauki o zainteresowanie się tym poważnym problemem społecznym, jakim jest nadużywanie metod psychomanipulacji przez sekty i ruchy kultowe, których ofiarami są ludzie zupełnie nieświadomi stosowanych wobec nich technik. Potrzebne jest rzetelne naukowe poznanie tego szkodliwego zjawiska. Dotychczasowe szczątkowe badania, które nie uwzględniają skutków głębokiej ingerencji tzw. “nowych religii" w życie rodzin i powodowanej przez te “religie" destrukcji związków rodzinnych i społecznych, rujnowania zdrowia jednostek i rozmiaru ludzkiej rozpaczy, nie są badaniami lecz szyderstwem (parodią badań). Publikacje, które interpretują szkodliwe praktyki kultów totalnych i ich złowrogie dla świata koncepcje jako “niegroźne" zjawisko nowych ruchów religijnych, nie mają nic wspólnego z nauką.



Wnioski

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny stosuje głęboko nieetyczne metody werbunku za pomocą:
manipulacji polegających na wprowadzaniu w błąd przez podawanie części danych dotyczących grupy, lub danych niezgodnych z prawdą i ukrywania prawdziwego celu i doktryny ruchu,
ukrywania religijnego charakteru ruchu przy pierwszym kontakcie z młodocianymi, podając się np. za ruch społeczny na rzecz wegetarianizmu, ruch ekologiczny czy kulturowy,
ukrywania religijnego charakteru praktyk przez przedstawianie początkującym np. technik medytacji religijnej jako techniki relaksacyjne jogi służące poprawie zdrowia, ścisłej diety religijnej jako wegetaria-nizmu itd., sugerując ich świecki charakter,
działania za pomocą instytucji parawanowych jak np. “Fundacja Food For Life", sugerując akcję charytatywną nie mającą nic wspólnego z religią

Ruch Hare Kryszna łamie obowiązujący porządek prawny, ponieważ mimo oficjalnych deklaracji o nie przyjmowaniu do ruchu nieletnich, skrycie angażuje takie osoby w praktyki religijne bez uzyskania formalnej zgody ich prawnych opiekunów.

Ruch Hare Kryszna stosuje praktyki doprowadzające młodych ludzi do niebezpiecznego oderwania od rzeczywistości, które stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia osób przystępujących do grupy.

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny doprowadza swych członków do dezintegracji z rodziną i środowiskiem powodując np. przerwanie przez młodych ludzi nauki a w konsekwencji pogorszenie społecznej sytuacji tych, którzy ulegli wpływom grupy.

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny głęboko ingeruje w życie rodzinne doprowadzając do konfliktów z dotychczasowym środowiskiem, a często do zerwania więzi rodzinnych i społecznych przez młodych ludzi, którzy przystąpili do ruchu.

Ruch Hare Kryszna nakłania młodych ludzi do łamania obowiązującego porządku prawnego, np. wyłudzania pieniędzy od ludzi czy uzyskiwania większych dotacji albo innych form wsparcia materialnego i poparcia społecznego za pomocą wyrafinowanych technik psychomanipulacji.


Czym jest Hare Kryszna?

(na podstawie niemieckiego raportu rządowego “Bericht über Aktivitäten von Sekten in Schleswig-Holstein", Dokument nr 13/2630 z 21.03.95.)
Ten ruch ekstatyków (International Society fot Krishna Con-sciousness, w skrócie: ISKCON) założył w 1966 r. w New York City emigrant z Indii – Bengalczyk Bhaktivedanta Prabhupada (prawdziwe nazwisko: Abhay Charan De) w celu szerzenia kultu Kryszny hinduistycznej sekty zapoczątkowanej w XVI w. przez reformatora wisznuizmu bengalskiego Czajtanję. Choć Prabhupada wzorował się na sekcie Czajtanji, jednak doktrynę ruchu oparł nie na oryginale “Bahagavad-gity" (jednej z ksiąg hinduizmu), a na jej własnej interpretacji “Bhagavad-gita taka jaką jest". Poprzez intensywne śpiewy rytualne mantry “Hare Kryszna" – co najmniej 1728 razy na dzień, bezwzględne przestrzeganie zasad regulujących i absolutne podporządkowanie się “mistrzowi duchowemu" – ma nastąpić stopienie się z Kryszną, “najwyższym osobowym Bogiem"...
Organizacja pragnie wprowadzenia teokracji i restytucji systemu kastowego. Ten autorytarny model podważa zasadę równości ludzi i godzi w zagwarantowane konstytucyjnie prawa człowieka. Członkowie ruchu są zobowiązani do całkowitego posłuszeństwa względem “prezydenta świątyni", muszą zrezygnować z wszelkiej własności i przekazać sekcie ewentualne prawa do spadku. Kobiety uważane są za istoty gorszego gatunku. Werbunek ma miejsce najczęściej podczas wegetariańskich “uroczystych uczt".
Ruch Hare Kryszna żąda (od swych członków) absolutnego posłuszeństwa, żebraniny, całkowitego oddania się grupie. Krytycy uważani są za “łachmytów", “podżegaczy", “ateistów". Istnieje wiele instytucji parawanowych jak: “Centrum Bhakti Yogi", “Fundacja Food For Life", “Fundacja Wiedzy Wedyjskiej", bary wegetariańskie “Govinda" itp.
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a światłość wiekuista niechaj im świeci, a dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju szczególnie tych co z nikąd nie mają pomocy Amen

Maria Simma

Dusze czyśćcowe mówią, że wielu ludzi dostaje się do piekła, ponieważ za mało ludzi modli się za nich. Przez odmawianie rano i wieczorem poniższej modlitwy odpustowej, wiele dusz uratować można przed potępieniem. Simma widziała pewnego razu takie dusze, których losy ważyły się między piekłem i czyśćcem.

O Najłaskawszy Jezu, miłośniku dusz, błagam Cię przez konanie Najświętszego Serca Twego i przez boleści Matki Twej Niepokolanej, obmyj we Krwi swojej grzeszników całego świata, którzy teraz konają i dziś jeszcze umrzeć mają. Serce Jezusa konające, zlituj się nad konającymi. Serce Maryi pod krzyżem omdlewające, módl się za umierającymi. Amen





Strona o Czyśćcu bardzo polecam i zapraszam ;

czysciec.npx.pl/news.php

Odp: Świadectwa 8 lata, 6 mies. temu #1485

  • sylka1989
  • ( Moderator )
  • Offline
  • Administrator
  • Posty: 893
  • Oklaski: 36
Nie jestem już satanistą

Ten tekst został skopiowany ze strony Głosu z Torunia. Nr 32 (8 sierpnia 1999).
Kliknij tutaj aby zobaczyć oryginał.

Jarek zaczął mówić już od progu, teraz siedzi wyprostowany przy stole i opowiada. Przed sobą równiutko ułożył Pismo Święte, które dostał od księdza Czesława. Mówi początkowo chaotycznie, potem coraz płynniej. Tylko szczupłe palce rąk niespokojnie splata i rozplata. Ubrany jest podobnie jak wtedy, gdy przyszedł tu pierwszy raz, dzień po ostatniej wizycie Ojca Świętego: w wyblakłe dżinsy i kolorową płócienną koszulę, czysto i schludnie, ale charakterystycznie dla pewnych grup młodych ludzi spotykanych na ulicach, których kojarzy się z narkotykami, z byciem niebieskim ptakiem. Dziś wygląda jednak zupełnie inaczej niż podczas poprzedniej rozmowy. Różnica wyglądu wynika z innego wyrazu twarzy: jest ona jakaś jaśniejsza, spokojna, a w oczach po raz pierwszy pojawia się coś na kształt nikłego uśmiechu. Nikt mu nie przerywa, nie pyta o nic. Wszyscy czują, że musi opowiedzieć o tym najważniejszym.

Pan Jezus zwyciężył. Nareszcie nadszedł ten dzień. Dziś wyspowiadałem się z całego życia. Bałem się, bo szatan mnie atakował. Po nocach spać nie mogłem. Najstraszniejsze były noce. Ale wierzyłem, że Pan Jezus mi pomoże. Śnił mi się Pan Jezus, takie dziecko, które bardzo płakało i o. Pio. Skąd wiem, że to o. Pio? Był ubrany w brązowy habit i tak mocno na mnie patrzył. Jak opowiedziałem o tym ks. Czesławowi, to pokazał mi obrazek, na którym był o. Pio i to był ten zakonnik z mojego snu. Dziecko płakało, a o. Pio mówił: Chodź!
Dziś wyspowiadałem się i przyjąłem Komunię Świętą. Spowiedź trwała dwie godziny. Jakie ja rzeczy robiłem, w czym brałem udział, to straszne. Powiedziałem swoje grzechy księdzu, który mnie przygotowywał do tego, żebym naprawdę przestał być satanistą. Jak przyjąłem Komunię to tak, jakby przeszył mnie prąd, jakiś taki wstrząs. A potem spokój. Modliłem się, to znaczy dziękowałem Panu Jezusowi, że mi pomógł. Nie jestem już satanistą. To znaczy ksiądz mówił, że jeszcze przez jakiś czas mogę być atakowany, ale już nic mi nie grozi. Pan Jezus znowu zwyciężył szatana. Jest mi tak lekko. Jak tu szedłem, to tak jakoś szybko i lekko mi się szło. Jakbym się unosił. Już nie jestem satanistą. Teraz muszę wszystko zmienić. Zlikwiduję znamię szatana na ramieniu. Ksiądz się dowiadywał u lekarza, mogą mi to zrobić, taką operację plastyczną. Teraz wszystko chcę zmienić, całe życie.

Mam 35 lat. W wieku 7 lat straciłem rodziców. Byłem ochrzczony. Jeszcze przyjąłem pierwszą Komunię, ale potem to już nic. Wychowywało mnie państwo. Byłem w domu dziecka i w zakładzie wychowawczo-poprawczym. Słuchałem muzyki heavy metal, robiliśmy też seanse spirytystyczne, takie z talerzykiem. Przychodził do nas demon. Brałem narkotyki. Satanistą zostałem przez dziewczynę. Chodziłem z nią. Nie wiedziałem, że jest w sekcie satanistycznej. Po trzech latach kazała mi wybierać: albo wstąpię do sekty, albo zrywamy.
Zostałem z nią, ale musiałem teraz robić wszystko, co mi kazali. Najpierw przez półtora roku był okres próbny. Sekta wyznaczała mi zadania. Sprawdzali, jak je spełniam. Zniszczyłem groby na dwóch cmentarzach. Włamaliśmy się do kościoła i z hostii ułożyliśmy symbol szatana. Włamaliśmy się do kostnicy przycmentarnej (...). Pod wpływem narkotyków działałem jak robot. Wpajano mi, że szatan to król, że Pana Boga nie ma, a miłosierdzie to wymysł naiwniaków. Gdy okres próbny skończył się, przeszedłem inicjację na członka sekty. Miałem wtedy osiemnaście lat. W starych ruinach zamku odbyła się czarna msza z udziałem biskupa satanistów z Krakowa. On wyznacza miejsce i termin czarnej mszy.

Wtedy, na zamku, gdybym nie wytrzymał próby inicjacji, stałbym się ofiarą sekty złożoną na stole podczas czarnej mszy. Bardzo się bałem, że mnie zabiją. Ale wytrzymałem. Arcykapłan wytatuował mi na ramieniu satanistyczne znaki, znamię mojej przynależności do szatana, oddania się jego władzy.
(Jarek zsuwa koszulę z ramienia i pokazuje napisy: Omen, 666. Pokazuje też wnętrze lewej dłoni. Napis: I love satan wytatuował sam, aby uwierzytelnić się w oczach członków sekty).

Przydzielono mi też demona-stróża. W moim przypadku był to Asmodeusz, demon samobójców. Odczułem mocno jego opiekę. Trzy razy podejmowałem próby samobójcze. Pierwszy raz w więzieniu. Gdy miałem 19 lat, zostałem skazany za współudział w zbiorowym mordzie rytualnym. W więzieniu powiesiłem się na kracie, ale współwięźniowie odcięli mnie. Po wyjściu na wolność chciałem rzucić się pod pociąg. W końcu zażyłem tabletki nasenne, ale mnie odratowano i znalazłem się w szpitalu psychiatrycznym. Lekarz powiedział, że to nie jest choroba. Zalecał zwrócić się do księdza. Ja jednak nadal byłem pod wpływem sekty i szatana.

3 lata temu poczułem, że w sekcie coś szykują. Zacząłem się bać. Biskup planował eliminację niepokornych członków sekty. Czułem, że jestem na liście. Miałem stać się ofiarą podczas czarnej mszy. Schroniłem się w klasztorze braci Albertynów. Poznałem o. Jacka.
Kiedy chciał odprawić nade mną egzorcyzmy - szarpało mną, czułem żar, ogień. Nie mogłem dotknąć różańca, bo mnie palił. Wtedy nic z tego nie wyszło. Nadal byłem satanistą. Coraz bardziej się bałem. Czułem, że sekta mnie ściga. Atakował mnie szatan. Noce były koszmarne. Kiedy czasami szedłem do kościoła, ogarniał mnie pusty śmiech i śmiałem się głośno w najbardziej nieodpowiedniej chwili. Tak mnie kusił zły. Potem znów dopadał mnie lęk. Parę razy skończyło się szpitalem psychiatrycznym.
(Jarek wyjmuje z kieszeni i rozkłada ostani wypis ze szpitala. Ostatnie zdanie zaleceń lekarskich brzmi: Wskazany kontakt z księdzem).

W końcu zacząłem świadomie szukać pomocy duchowej u księży. Rozmawiałem z ojcem duchowym, do którego skierował mnie o. Jacek. Nie spodziewałem się, że wszystko ostatecznie zmieni przyjazd Papieża. Dla mnie kiedyś był to stary, śmieszny człowiek. Do Watykanu jeździły tylko świętoszki. W czerwcu nie zamierzałem iść na spotkanie. Ale moja 89-letnia Babka miała dwa miejsca w sektorze i powiedziała do mnie: Chodź, diable jeden, pójdziemy razem. Może Pan Bóg cię natchnie i się nawrócisz. Najpierw zobaczyłem Papieża jak przejeżdżał ulicą. Stałem tam i chciało mi się śmiać, ale kiedy Papież był już blisko, zaniemówiłem. Straciłem oddech, zawirowało mi w oczach. Wiedziałem już, że pójdę na spotkanie.

W sektorze stało się coś dziwnego. Kiedy zobaczyłem białą postać Papieża, taką świetlistą, pociemniało mi w oczach i straciłem przytomność. Służby porządkowe ocuciły mnie. Gdy otworzyłem oczy, zapragnąłem wrócić do Kościoła. Nastąpił przełom. Czułem smutek z powodu mojego dotychczasowego życia. Noc miałem koszmarną, bo demon nie dawał za wygraną. Rano - dzięki poradom - skontaktowałem się z ks. Krzysztofem. Odbyłem z nim wiele rozmów. Spotykałem się też regularnie z ks. Czesławem.

Dziś, 20 lipca, stałem się na powrót dzieckiem Boga. Jezus znów zwyciężył szatana. Jestem wolny, nie jestem już satanistą. Nie boję się już człowieka, który może mnie zabić. Teraz boję się tylko o to, aby już Boga nie zdradzić. Pan Jezus mi pomoże...
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a światłość wiekuista niechaj im świeci, a dusze wiernych zmarłych niech odpoczywają w pokoju szczególnie tych co z nikąd nie mają pomocy Amen

Maria Simma

Dusze czyśćcowe mówią, że wielu ludzi dostaje się do piekła, ponieważ za mało ludzi modli się za nich. Przez odmawianie rano i wieczorem poniższej modlitwy odpustowej, wiele dusz uratować można przed potępieniem. Simma widziała pewnego razu takie dusze, których losy ważyły się między piekłem i czyśćcem.

O Najłaskawszy Jezu, miłośniku dusz, błagam Cię przez konanie Najświętszego Serca Twego i przez boleści Matki Twej Niepokolanej, obmyj we Krwi swojej grzeszników całego świata, którzy teraz konają i dziś jeszcze umrzeć mają. Serce Jezusa konające, zlituj się nad konającymi. Serce Maryi pod krzyżem omdlewające, módl się za umierającymi. Amen





Strona o Czyśćcu bardzo polecam i zapraszam ;

czysciec.npx.pl/news.php
  • Strona:
  • 1
Wygenerowano w 2.90 sekundy